pl | en

WZMACNIACZ MOCY • stereo

SOULUTION
717

Producent: C/O SPEMOT AG
Cena (w czasie testu): 420 000 złotych

Kontakt: CYRILL HAMMER
Industriestrasse 70
CH-4657 Dulliken ⸜ SWITZERAND

www.SOULUTION-AUDIO.com

» MADE IN SWITZERAND

Do testu dostarczyła firma: → SOUNDCLUB


Test

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, Soulution

No 263

1 marca 2026

Marka SOULUTION powstała w 2005 roku i należy do firmy SPEMOT AG, mającej siedzibę w Dulliken i od 56 lat specjalizującej się w produkcji silników i elektromechanicznych elementów automatyki przemysłowej oraz silników i siłowników dla przemysłu samochodowego (BMV, Volkswagen, SAAB). CEO firmy, od jej powstania, jest CYRIL HAMMER.

WZMACNIACZ MOCY 717 jest stereofoniczną końcówką mocy (wzmacniaczem mocy, ang. power amplifier) i należy do wąskiej grupy produktów, o których mówi się „ultra high-end”. Został on zaprojektowany wraz z przedwzmacniaczem 727 przez FABIANA MORANTA.

Jest potężnym urządzeniem. Mierzy 480 x 530 x 350 mm i waży 50 kg. Oferuje moc 2 x 150 W przy 8 Ω i 2 x 600 przy 2 Ω, a po mostkowaniu – odpowiednio – 600 i 2400 W. Jego pasmo przenoszenia zawiera się między DC i 2 MHz, tłumienie wyjścia to >10 000, a impedancja wejściowa wynosi 4 MΩ. Nigdy wcześniej nie widziałem takich parametrów w opisie pojedynczego urządzenia. Zapłacimy jednak za to, i to zapłacimy dużo – wzmacniacz 717 kosztuje 420 000 złotych.

Założenia

MARKA SOULUTION jest „dzieckiem” Cyrilla Hammera Jr. i Rolanda Manza, właścicieli firmy Spemot. Obok pracy w firmie-matce zajmowali się również dystrybuowaniem w Szwajcarii produktów audio, w tym niemieckiej marki Audiolabor. Po jakimś czasie kupili ją i na stanowisku głównego inżyniera firmy zatrudnili Christopha Schürmanna, jej poprzedniego właściciela. Zaprojektował on dwa ikoniczne wzmacniacze, którymi firma ta wdarła się przebojem do hermetycznego świata high-end: stereofoniczną końcówkę mocy 710 oraz monobloki 700.

Jak już kiedyś pisaliśmy, Soulution jest firmą typu „engineered driven”, w dodatku innowacyjną. Jej właścicielom chodziło więc o zaprojektowanie urządzeń o najlepszych możliwych parametrach mierzalnych, a potem skonfrontować to z sesjami odsłuchowymi. Tak powstały wzmacniacze o wyjątkowo dopracowanych osiągach – paśmie przenoszenia DC-800 kHz, współczynniku tłumienia >10 000, znikomych zniekształceniach i niezwykle wysokiej dynamice.

Wzmacniacz push-pull w klasie AB jest szczególnie podatny na kilka, dokładnie określonych typów zniekształceń, z których najbardziej dokuczliwe są te związane z przejściem przez zero, z „dryftem” termicznym układów wzmacniających i wydajnością zasilacza. Ostatni problem jest najprostszy do rozwiązania, choć jednocześnie najdroższy.

We wzmacniaczu w klasie AB pobór prądu przez układ wzmacniający jest impulsowy i zależy od wysterowania wejścia. Dlatego też zakłada się, że układ bardzo rzadko będzie potrzebował maksymalnej mocy i oszczędza się na zasilaniu, zmniejszając transformatory, pojemność kondensatorów itd. Soulution stosuje zasilacze kilkukrotnie przewyższające pobór maksymalny mocy. Aby zminimalizować pozostałe zniekształcenia sięgnięto po patent wyklinany w świecie audio: sprzężenie zwrotne.

To technika polegająca na podaniu niewielkiej części sygnału wyjściowego na wejście, minimalizująca szumy, zniekształcenia i poszerzając pasmo przenoszenia. Niewłaściwie zastosowana powoduje jednak powstanie zniekształceń intermodulacyjnych (ang. Transient Intermodulation Distortion, TIM), szczególnie nieprzyjemnych dla słuchaczy. Jeśli jednak zrobi się to, jak należy, to… Jak pisał Jonathat Valin, kiedy redaktor niemieckiego magazynu „Stereo” wykonał pomiary „710”, był pod takim wrażeniem, że je oprawił i powiesił nad systemem pomiarowym w roli wzorca (The Absolute Sound’s Illustrated History of High-End Audio. Volume Two: Electronics, s. 298).

W Soulution założono, że problemem jest nie samo sprzężenie, a jego bezwładność (zbyt niska szybkość zadziałania). Zaprojektowano więc układy o wyjątkowo szybkim czasie narastania, mierzące kilka centymetrów od wejścia do wyjścia, przygotowane pod kątem ultraszerokiego pasma przenoszenia (a tutaj istotny staje się nawet kształt ścieżek, ich łamanie itp.) o tak szybkim czasie zadziałania, że – jak zapewniał producent – słuchacz nie jest w stanie wyłapać opóźnienia wynikającego z podania sygnału wyjściowego na wejście.

Kiedy patrzymy na wzmacniacze Soulution, zazwyczaj reagujemy na jeden z dwóch sposobów. Dla większości, głównie tych, którzy nie są z audio zaznajomieni lub zakończyli edukację w tej branży na czasach Techniksów, to skrzyżowanie piekarnika z lodówką. Płaskie fronty z prostokątnymi, ciemnymi wyświetlaczami, czarne ścianki boczne – to wszystko składa się na prosty, wręcz ascetyczny dizajn. A ten nie wskazuje od razu, z czym mamy do czynienia.

Są i tacy, którzy właśnie w takiej formie widzą wartość dodaną, przeciwstawiając ją „barokizacji” (MBL), postmodernistycznym zabawom (Wadax), a przede wszystkim obowiązującym od lat 70. kanonom estetycznym, wedle których produkty audio są swego rodzaju urządzeniami reprezentującymi naukę, a więc i laboratorium. Najlepiej ten trend widać było we wzmacniaczach firmy McIntosh (MC2205) czy Audio Research Corporation (D150), ale jest on stosowany powszechnie.

Jak widać, Soulution pozycjonował się jako ultranowoczesny producent urządzeń, w których liczy się tylko i wyłącznie dźwięk, a ich estetyka – nawiązująca do stylu skandynawskiego – miała stać „za nim”, a nie narzucać się swoją obecnością. No taaak… Tyle tylko, że…

Minimalizm nie jest do końca stylem. Jak piszą autorzy opublikowanego w „The Guardian” artykułu zatytułowanego To be minimalist ... or maximalist?, powinniśmy „odejść od postrzegania minimalizmu jako stylu i zamiast tego rozumieć go jako sposób myślenia o przestrzeni: jej proporcjach, powierzchniach i padaniu światła” (więcej → TUTAJ).

Minimalizm w przypadku tego producenta byłby więc świadomym wyborem. W dodatku przemyślanym i wymagającym dużego nakładu pracy i stojącego za nią smaku. W przypadku wzmacniaczy takich firm, jak Vitus Audio, Perraux czy Soulution, to pozornie proste zewnętrze skrywa złożone systemy będące wynikiem wielu lat pracy i pieniędzy wyłożonych na ich dopracowanie. Taki jest też najnowszy wzmacniacz Szwajcarów, stereofoniczna końcówka mocy 717.

»«

Linia czasu wg CYRILA HAMMERA

‖ Fabian Morant, konstruktor modelu 717 (po lewej) oraz CEO Soulution, Cyril Hammer • zdj. Soulution

→ 2006: 710

Szerokie pasmo przenoszenia (1 MHz), ultraniski poziom szumów i zniekształceń, stabilność do <1 Ω.

→ 2013: 711

Osiągi podobne jak w 710, ale z nowym zasilaczem impulsowym, sekcja wzmacniacza pozostała niezmieniona. Wynik: bardziej wyrazisty bas i lepsza rozdzielczość w średnim paśmie, bardziej „muzykalny”.

→ 2024: 711+

Podobny do 711, ale z nowym modułem wzmocnienia napięcia, który charakteryzował się bardziej liniową siecią sprzężenia zwrotnego i lepszym zarządzaniem temperaturą tranzystorów. Prowadzi to do bardziej liniowej odpowiedzi fazowej, która zapewnia lepszą rozdzielczość na basie i lepszą scenę dźwiękową.

→ 2024: 717

Całkowicie nowa konstrukcja, żadne dwa elementy nie są takie same w porównaniu z poprzednimi modelami. ‖ CH

‖ Fabian Morant, konstruktor modelu 717 ze swoim wzmacniaczem • zdj. Soulution

»«

717

MODEL 717 JEST TRZECIM (i pół) z kolei urządzeniem tego typu na szczycie oferty Soulution. Pierwszym była końcówka mocy 710 z 2005 roku, będąca podstawą systemu referencyjnego HIGH FIDELITY od 2011 roku. W roku 2015 zaprezentowano model 711, opracowany przez inny zespół projektantów, który zamiast zasilacza liniowego został wyposażony w zasilacz impulsowy – a na tym Spemot, firma-matka, zna się wyjątkowo dobrze. W 2014 pokazano model 711+, z poprawionym zasilaczem, a w zeszłym roku podczas wystawy High End 2025 w Monachium zaprezentowano zupełnie nową konstrukcję, model 717, będącą swego rodzaju produktem „rocznicowym”.

DIZAJN • Mówiliśmy o projekcie plastycznym, prawda? Cóż, dla Soulution jest on równie ważny dzisiaj, jak był ważny dwadzieścia lat temu. Przez ten cały czas generalna idea stojąca za dizajnem tej firmy się nie zmieniła. Ale każdy, kto miał z nią do czynienia przez dłuższy czas wie, że choć kolejne generacje jej produktów są podobne, różnią się szczegółami. I, tak jak w zegarkach, modzie czy samochodach, to właśnie szczegóły są dla pasjonatów najważniejsze.

Uwagę zwraca oczywiście zmiana gabarytów. „717” jest znacznie wyższy niż modele 710 i 711, robi więc o wiele większe wrażenie (szer. x wys. x gł.): 480 x 350 x 505 („717”) vs 480 x 275 x 540 mm („710”). Zamiast prostych ścianek bocznych widać na nich coś w rodzaju „żeber” radiatora, wyświetlacz zajmuje teraz całe okienko, a guziki są większe i ustawione poziomo, podobnie jak trzy diody LED, wcześniej pionowe. To drobiazgi, ale – jak mówiłem – znaczące.

Jak mówił kiedyś Rem Koohaus, holenderski architekt, autor Muzeum Guggenheima w Las Vegas, „minimalizm to ostateczna forma ornamentu”, a Grzegorz Piątek w „Świątyni i śmietniku” dodaje, że modernizm w najbardziej luksusowym wydaniu zamienia się właśnie w minimalizm – „prostotę tak wyrafinowaną, że staje się kosztowna”. Forma wzmacniacza 717 też nie jest przypadkowa. Stoi za nią GBDesign, szwajcarskie biuro projektowe z siedzibą w Zurychu, które o sobie pisze:

Nasze portfolio projektów odzwierciedla nasze doświadczenie w różnych dziedzinach i tematach. Czy to naczynia, sprzęt audio high-end czy systemy mebli biurowych. Każde zadanie ma swoje własne wymagania. Kreatywność zaczyna się od dopuszczenia pytań. Proces projektowania jest chaotyczny i bardzo często przypadkowy. Nasze myśli przeskakują od małych do dużych i gubią się. Znajdujemy to, co istotne, trwałe i istotne.

Studio, → GBDESIGN.ch, dostęp: 27.01.2026.

Otrzymało ono zadanie polegające na zaprojektowaniu kompletu, składającego się z przedwzmacniacza 727, który zadebiutował w maju 2024 roku w Monachium i został wyróżniony przez magazyn „The Absolute Sound” tytułem „Produkt Roku” oraz otrzymał nagrodę German Design Award 2024, a rok później wzmacniacza mocy 717. Czytamy:

Pod względem estetycznym ta precyzyjna konstrukcja odzwierciedla jakość, wartość i wydajność urządzeń Soulution. Praktyczne funkcje techniczne obejmują przede wszystkim chłodzenie i ochronę elektroniki high-end. Wytłaczane i frezowane elementy aluminiowe zewnętrznej obudowy są łączone w element chłodzący o dopasowanym do całości kształcie.

Soulution, ultra-high-end audio, dostęp: 27.01.2026.

FUNKCJONALNOŚĆ • To bardzo dobry projekt. Czysty, a jednocześnie nie „pusty” i będący sporym osiągnięciem, bo przecież wzmacniacz mocy jest, niemal z definicji, tylko „puszką” z wejściem liniowym i wyjściem głośnikowym.

Soulution już w pierwszej generacji urządzeń uatrakcyjnił przednią ściankę okienkiem, za którym znalazł się niewielki wyświetlacz, z którym współpracowały trzy diody LED; całość w czerwonym kolorze. Na wyświetlaczu można było odczytać wybrane wejście – RCA lub XLR – aktywację układu i jego wyłączenie, jak również komunikaty dotyczące zadziałania jednego z wielu zabezpieczeń; nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek się u mnie wyświetliły. Okienko o którym mowa, było o wiele większe niż same komunikaty i stanowiło raczej część dizajnu, tylko częściowo połączoną z techniką i funkcjonalnością.

W „717” ma on podobną wielkość, a jednak ma pełnoprawny status – wyświetlacz typu dot-matrix, również w czerwonym kolorze, zajmuje całą jego powierzchnię. Po włączeniu urządzenia i dość głośnym zadziałaniu styczników odczytamy na nim komunikat powitalny: „Soulution 717 – Nature of Sound”, co jest oficjalnym hasłem firmy. Po aktywowaniu wejść i wyjść, co trwa chwilę, w której urządzenie ustala wszystkie napięcia i je analizuje, wyświetli się numer wejścia lub jego nazwa oraz, pod spodem, tryb pracy, stereo lub mono.

Z tą nazwą to jest tak, że użytkownik, jeśli chce, może nadać każdemu z dwóch wejść osobną nazwę, na przykład DAC lub Phono. Te dwa wejścia funkcjonują bowiem inaczej niż w „710”. Tam było to po prostu wybór między wejściem niezbalansowanym i zbalansowanym. W teorii można było do nich podłączyć dwa różne urządzenia z regulacją siły głosu, jednak nie o to chyba chodziło. A, wracając do wyświetlacza, można go przyciemnić, w trzech krokach, lub wyłączyć.

Jeśli dobrze czytam tę sytuację, firma po wielu latach doświadczeń z rzeczywistymi systemami zdecydowała się dać nam do ręki miniselektor wejść, z dwoma pozycjami po to, aby można było do „717” podłączyć, dla przykładu, osobno DAC i przedwzmacniacz gramofonowy z regulacją siły głosu lub źródło z zewnętrznym przedwzmacniaczem i źródło z regulowanym wyjściem. W ten sposób powstaje system, w którym można zrezygnować z zewnętrznego przedwzmacniacza w obydwu lub w jednym z przypadków.

Przełącznikiem można sterować za pomocą przycisku na przedniej ściance, obok guzika „Mute” oraz włączającego zasilanie, albo z pilota zdalnego sterowania. Tak, końcówka mocy, którą testujemy otrzymała niewielki pilot, przydatny również w sterowaniu innymi komponentami tego producenta. Możemy za jego pomocą przejść między wejściami, włączyć lub wyłączyć urządzenie, a także aktywować tryb „mute”. Ale i zmienimy za jego pomocą nazwę wejścia.

Jak mówiliśmy, wejścia są dwa, obydwa XLR. I to jest, przynajmniej dla mnie, spora zmiana (oraz problem). Oznacza to, że „717” jest przeznaczony do pracy w systemach z torem symetrycznym. Można wprawdzie zastosować przejściówkę RCA → XLR, ale zdegradujemy w ten sposób dźwięk. Dodam, że obok jest też wyjście XLR, za pomocą którego możemy przesłać sygnał wejściowy do stojącej obok kolejnej końcówki. W ten sposób stworzymy system bi- lub tri-amping. Jeśli będą to wzmacniacze pracujące w trybie monobloku oznacza to wydatek 1 680 000 za cztery i – odpowiednio – 2 520 000 złotych za sześć wzmacniaczy:) Jest pieniądz.

Już pierwszy wzmacniacz tego producenta miał rozbudowany system łączności z innymi komponentami systemu. Tak jest i tutaj. Z tyłu mamy bowiem gniazda do firmowego systemu komunikacji, Link oraz Link 3 (dla serii „3”), gniazdo RS232 pozwalające włączyć wzmacniacz w system automatyki domu, a także USB, przez które wgramy do sterowania urządzenia nowe oprogramowanie.

Wyjścia głośnikowe są pojedyncze, bardzo solidne, z miedzianymi, złoconymi stykami. Możemy wybrać między dwoma różnymi typami zacisków – łopatkowymi lub klasycznymi, z akrylu. Dostarczyła je firma Mundorf.

TECHNIKA • Jak mówiliśmy, „717” jest stereofonicznym wzmacniaczem mocy z możliwością zmostkowania i pracy w trybie mono. To urządzenie pracujące w klasie AB, w trybie push-pull, z niewielkimi, lokalnymi sprzężeniami zwrotnymi. Jego moc, w stosunku do „710”, nieco wzrosła, o 30, 60 i 120 W (8/4/2 Ω), za to parametry mierzalne znacznie. Jak mówi konstruktor, Fabian Morante, tranzystory są „mocno” zbiasowane w kierunku pracy w klasie A, więc wzmacniacz mocno się nagrzewa.

Uwagę w testowanym urządzeniu zwraca przede wszystkim niebywale szerokie pasmo przenoszenia, sięgające 2 MHz, a także szumy na poziomie niższym niż większość dostępnych systemów pomiarowych, <-165 dBV (gęstość szumu związana z wejściem). Każdy egzemplarz jest osobno mierzony, a wyniki otrzymujemy na zalaminowanej kartce. Może po to, aby sobie powiesić nad kominkiem.

Wzmacniacz 717 został zaprojektowany jako pełny układ dual-mono, włącznie z zasilaczami. Lewy i prawy kanał mają własne płytki drukowane, dzięki czemu są całkowicie od siebie oddzielone. Jak czytamy w materiałach firmowych, „zapewnia to znacznie lepszą separację kanałów (> 120 dB) niż w poprzednich modelach”. W dużej mierze ma za to odpowiadać stopień wejściowy, zbudowany z tranzystorów FET, o którym firma mówi „innowacyjny”. Czytamy dalej:

Osiągnięto to dzięki równoległym wzmacniaczom pomiarowym zaprojektowanym z myślą o szerokim paśmie przenoszenia (20 MHz), najniższym poziomie szumów i optymalnej eliminacji sygnałów wspólnych (CMMR >105 dB). Dzięki temu wzmacniacz mocy 717 może prawidłowo odbierać nawet najsłabsze sygnały muzyczne.

717 power amplifier, → SOULUTION-AUDIO.com, dostęp: 28.01.2026.

Jak mówi firma, w przypadku konstrukcji wzmacniaczy z ujemnym sprzężeniem zwrotnym większe wzmocnienie pętli jest lepsze niż mniejsze, pod warunkiem, że konstrukcja pozostaje stabilna. Model 717 ma te standardy spełniać (w zakresie spójności fazowej i zniekształceń) dzięki szerokości pasma przekraczającej 2 MHz, wzmocnieniu pętli powyżej 120 dB (DC) i „ultraliniowej sieci sprzężenia zwrotnego”.

Stopień wzmacniacza wyjściowego składa się z szesnastu tranzystorów MOSFET na kanał (firmy Vishay), pracujących w klasie AB. Inteligentny obwód sterowania prądem polaryzacji stale mierzy chwilowy prąd każdego pojedynczego tranzystora i od razu kontroluje jego prąd spoczynkowy, co ma dać „optymalne i identyczne warunki pracy”. Możliwe jest też uzyskanie krótkich impulsów prądu o natężeniu 400 A i więcej. Ze względów bezpieczeństwa ciągły prąd wyjściowy jest ograniczony do 32 A rms na kanał.

Wzmacniacz 710 był zasilany układem liniowym, z potężnymi transformatorami zasilającymi. Wraz z „711” do produktów tej firmy wprowadzono zasilanie impulsowe. Jak mówił mi wówczas Cyril, chodziło o zmniejszenie szumów i poprawę dynamiki, czego nie udało im się dokonać z klasycznym zasilaczem. Nic więc dziwnego, że w modelu 717 również zasilacz jest impulsowy. Są to cztery moduły zasilające o mocy szczytowej 2100 W (przez 5 sekund, dwa kanały a w każdym szyna dodatnia i ujemna).

Producent pisze:

Impedancja wyjściowa regulowanego zasilania pozostaje bardzo niska w odpowiednim zakresie częstotliwości, co sprawia, że duże kondensatory magazynujące są zbędne. Rozproszone lokalne zasilacze, z wysokiej klasy przetwornikami DC-DC oraz szybkimi regulatorami liniowymi o niezwykle niskich szumach, umieszczonymi tuż obok radiatora, zasilają sekcję niskosygnałową modelu 717. Zapewnia to najniższy poziom szumów i najkrótszą możliwą ścieżkę sygnału.

⸜ Ibidem.

Urządzenie ma aluminiową, sztywną obudowę oraz antyreznansowe nóżki złożone z dwóch, sprzęgniętych mechaniczną diodą, elementów. To sztywna konstrukcja, wzmacniana wewnątrz dodatkowymi elementami. Jedynie tylna ścianka wydaje mi się zbyt słabo wytłumiona, ponieważ po jej uderzeniu przez chwilę dźwięczy. Układ jest chłodzony wiatraczkiem, podobnie jak wszystkie inne końcówki z serii „7” – ten tutaj jest cichszy niż w modelu 710 i nie ma wylotu na tylnej ściance. Tak jest zresztą znacznie czytelniejsza i łatwiejsza do obsługi niż w 710.

Wzmacniacz jest dostępny tylko w kolorze srebrnym, z czarnymi bokami i tyłem.

ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Wzmacniacz mocy Soulution 717 był testowany w systemie referencyjnym „High Fidelity”. Porównywany był do wzmacniacza odniesienia, czyli tranzystorowej końcówki mocy Soulution 710 – w obydwu przypadkach sygnał do kolumn dostarczał kabel głośnikowy Siltech Triple Crown.

podłączony do przedwzmacniacza kablami RCA Siltech Triple Crown. Przedwzmacniaczem był Ayon Audio Spheris Evo, a sygnał do końcówek przesyłany był zbalansowanymi kablami Siltech Single Crown. Wzmacniacz napędzał kolumny Harbeth M40.1.

Urządzenie podczas testu stało na platformach Acoustic Revive RST-38H, a te podłodze, przed systemem. „717” zasilany był przez kabel Acoustic Revive Absolute Power.

» PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór

⸜ WES MONTGOMERY & WYNTON KELLY TRIO, Smokin' At The Half Note, Verve/Analogue Productions CVRJ 8633 SA, SACD/CD ⸜ 1965/2013.
⸜ CHET BAKER, Baker’s Holiday, Verve Records B0003279-16/SUHD 009960, Test Press SACD ⸜ 1965/2004.
⸜ PATRICIA BARBER, Companion, Premonition Records/Mobile Fidelity Sound Lab UDSACD 2023, SACD/CD ⸜ 1999/2003, więcej → TUTAJ.
⸜ SANTANA, Santana, Columbia/Sony Records Int'l SICP-10134, „7-inch papersleeve”, SACD/CD ⸜ 1969/2020, więcej → TUTAJ. ⸜ VANGELIS, Blade Runner, soundtrack, reż. Ridley Scott, Atlantic Records/Audio Fidelity AFZ 154, Limited Numbered Edition ‖ No. 2398, SACD/CD ⸜ 1982/2013.

⸜ FRANK SINATRA, Sinatra Sings Gershwin, Columbia/Legacy/Sony Music Entertainment 507878 2, CD ⸜ 2003.
⸜ THE BEATLES, Yeah! Yeah! Yeah! (A Hard Day's Night) (Originals From The United Artists' Picture), Odeon/EMI 41 600 8, CD ⸜ 1964/1984.
⸜ STAN GETZ/JOÃO GILBERTO, Getz/Gilberto, Verve/Lasting Impression Music LIM K2HD 036, K2HD Mastering, „24 Gold Direct-from-Master Edition UDM”, Master CD-R ⸜ 1964/2009.
⸜ ARNE DOMNÉRUS, Jazz At The Pawnshop, Proprius/AudioNautes Recordings AN-2520-KD, MQA-CD Crystal Disc ⸜ 1977/2025, recenzja → TUTAJ.
⸜ MICHAEL JACKSON, Thriller 40, Epic | MJJ Productions | Sony SICP 31586~7, BSCD2 ⸜ 1982-2022, recenzja → TUTAJ.

» Japońskie wersje płyt CD i SACD dostępne na → CD JAPAN

»«

TAK WIĘC SIADAM PRZED tą potężną maszyną i choć mam w tyle głowy kwotę, która widnieje przy jej symbolu w cenniku, jakoś specjalnie się tym nie przejmuję. Ostatecznie nie jest to pierwszy drogi wzmacniacz w moim systemie, a i mój „710” sroce spod ogona nie wypadł. No, ale siedzę w odległości metra, może półtora od „717” i już po kilku dźwiękach perkusji i tamburynu z ˻ 4 ˺ The Gift, utworu z płyty MARKA HOLLISA, wiem, wiem dokładnie, co to jest za urządzenie i jak gra.

Ale potem sięgam po kolejną płytę, następną i jeszcze jedną i wiem coraz mniej. Słyszę dokładnie to samo, co po wejściu wokalu, po odezwaniu się harmonijki w przywołanym wyżej kawałku, a jednak muszę przewartościować to, co już miałem tak ładnie i zgrabniutko poukładane w głowie. Bo test urządzeń audio polega na sortowaniu tego, co słychać, aby na końcu spróbować nadać temu jakąś ramę, czyli – zinterpretować i ocenić. Z oceną nie mam kłopotów, to jest odlot, stratosfera, kosmos. Gorzej z interpretacją.

Jak więc mówię, siedzę przed Soulution niby nieporuszony jego gabarytami i osiągami, tym bardziej ceną, a jednak co chwilę rzucam na niego okiem, kiedy tylko z głośników popłynie coś, czego się nie spodziewałem, albo coś, nad czym muszę się głębiej zastanowić. Myślałem, że chodzi o wyświetlacz, tak podobny do tego w „710”, a jednak inny, a przez to niepokojący, ale robiłem to samo również, kiedy go wyłączyłem. Spotkanie ze wzmacniaczem ze Szwajcarii okazuje się bowiem okazją do ponownego zrozumienia dźwięku mojego systemu, a ogólnie – systemów ultrahighendowych, a także do nauki.

Jak zwykle w przypadku najciekawszych produktów audio (a „ciekawy” nie jest w żaden sposób związany z ceną), wiele się przy tym dowiem i o sprzęcie, i o sobie. Na przykład tego, że jednak wolę jak coś jest dociążone, nawet kosztem czystości. Ale też, że można to zrównoważyć nasyceniem i głębią dźwięku. Te są bowiem w testowanym wzmacniaczu niebywałe. Muzyka dochodzi do nas jakby była wykonywana na rzeczywistych instrumentach, a nie generowana przez głośniki.

To nie jest chmura dźwięków, ani też zupa, a coś pośredniego – galaretka może? To znaczy coś takiego, co ma w sobie i nieokreśloność, i solidność. Solidność bierze się z wypełnionych przestrzeni, powierzchni, a nieokreśloność z ich szybkości i wielowymiarowej przestrzeni, w której je widzimy. Instrumenty mają wagę, „bazę” na której są zbudowane, ale i delikatne detale, które składają się na bogactwo – nie na „detaliczność”, to nie jest taki wzmacniacz, a właśnie na „wielość”.

Jest to tym mocniejsze, że kolumny literalnie znikają z pomieszczenia. Nawet takie kolumbryny, jak Harbethy M40.1. Soulution pokazuje dźwięk w taki sposób, że łączy akustykę nagrania z tym, co jest i u nas, w czym jest wyjątkowy. Moje dotychczasowe doświadczenie jest takie, że albo nasza akustyka jest zastępowana przestrzenią nagrania, jakby ta wypychała powietrze z naszego pokoju i oferowała w zamian atmosferę nagrania, albo instrumenty są ustawiane w naszym pomieszczeniu, z jego akustyką własną.

Obydwie są atrakcyjne i obydwie mają zalety oraz wady. „717” łączy te perspektywy. Wzmacniacz ustawił gitarę WESA MONTGOMERY’ego z ˻ 1 ˺ No Blues, utworu rozpoczynającego płytę Smokin' At The Half Note, nagraną wraz z Wynton Kelly Trio, skrajnie z lewej strony, gdzie powinna być, ale nawet bardziej przy lewej ściance kolumny niż zwykle. Niby niemożliwe, ponieważ przetworniki są na jej osi, ale jednak. Jakby przesunięcia fazowe, nawet te minimalne, były przez ten wzmacniacz honorowane i oddawane w ultraprecyzyjny sposób. Jak przez wzmacniacze lampowe 300B. „710” pokazuje większą bryłę instrumentu, ale i mocniej łączy ją z kolumną.

W podobny sposób do tego, jak buduje przestrzeń, ten wzmacniacz gra. To znaczy w niewymuszony, ale przejrzysty i otwarty, a przy tym doskonale różnicujący. Podobnie do najlepszych wzmacniaczy z lampami 300B, jakie słyszałem. Nie ma, co oczywiste, „wzorca” tej triody, różnie się ją aplikuje. Ale jest coś w rodzaju „wspólnoty przekonań”, które łączą różne konstrukcje. Najpierwszą jest doskonałe różnicowanie, a co za tym idzie obłędna rozdzielczość. Drugą – swoboda. I tak to potężne urządzenie, stojące – wiem, powtarzam się – tuż przede mną gra.

Wzmacnia ono dźwięk tak, jakby było na wakacjach, jeśli wiecie państwo o czym mówię. Udanych wakacjach, w miejscu w którym się chce być, bez troski o pieniądze. Czyli bez stresu, z uśmiechem na ustach. Płyta Montgomery’ego została częściowo nagrana w klubie i tę atmosferę stresu z jednej strony – artyści nawet kiedy wyglądają na swobodnych, są cali w emocjach – i swobody z drugiej – to przecież topowi jazzmani – doskonale słychać. Podobnie było i z występem ARNE DOMNÉRUSA z zespołem, który znalazł się na płycie Jazz At The Pawnshop. Obydwa te płyty łączył luz i perfekcyjna precyzja z jaką zostały zagrane i pokazane przez „717”.

Ale nie jest to precyzja chirurgiczna – a taką zwykliśmy nazywać urządzenie, których dźwięk ma wyraźny atak, jest selektywny i szybki. Ani najlepsze wzmacniacze na lampach 300B, ani też model 717 tak nie grają. Wzmacniacz w teście brzmi w bardziej okrągły sposób, mniej w jego ataku agresji, a więcej jedwabistości, płynności. Przez co jest, paradoksalnie, dokładniejszy. Bo wraz z atakiem mamy też wypełnienie i wybrzmienie, wszystko w jednym pakiecie.

To jest bowiem, tak to widzę, w pewien sposób „lampowe” brzmienie. Lampowe bardziej w stylu → KONDO ONGAKU niż → ANCIENT AUDIO SILVER GRAND MONO II, raczej urządzeń Dana D’Agostino niż Naima, lamp EL34, a nie KT120. Wiem, wiem – na wystawach tak tego nie słychać, systemy z Soulution grają raczej wyraźnie, czasem jasno. Ale to przypadek podobny do topowych Harbethów – one również na wystawach brzmią lekko. A przecież każdy, kto je słyszał u mnie wie, że to potęga basu i mocnego, niskiego środka. W podobny sposób odbieram wzmacniacz o którym mówimy.

Ta „lampowość” przejawiałaby się w jedwabistości i nasyceniu środka pasma. Kiedy słucham FRANKA SINATRY z Sinatra Sings Gershwin, szczególnie w ˻ 2 ˺ I’ve Got a Crush on You czy ˻ 4 ˺ Someone To Watch Over Me, to doskonale słyszę wibrato w jego głosie, nie da się nie zauważyć perfekcjonizmu Błękitnookiego w wykańczaniu fraz, w dykcji. Soulution 717 pokazuje to w miękki sposób, w sposób przyjazny, ale też ultraprecyzyjny.

Dzieje się tak dlatego, że to jest – ostatecznie – urządzenie o znikomych zniekształceniach. Czy to więc szum towarzyszący starszym nagraniom, czy szum taśmy ze wspomnianej płyty Hollisa, za każdym razem było to wyraźne, nie było ocieplane czy wycofywane. Nie przez rozjaśnienie, to absolutnie nie jest jasny wzmacniacz, jest nawet nie-jasny, a przez dokładne oddanie poszczególnych planów. A szum jest jednym z nich. Pod tym względem to urządzenie przypominające narzędzie. A przecież wciąż muzykalne, muzykalne jak cholera.

Tak więc siedzę przed tą maszyną starając się, tym razem, ogarnąć potęgę jego brzmienia. Mówiłem, że to coś, jakby wzmacniacz na 300B plus? – Mówiłem i to prawda. Ale prawdą jest również to, od czego zacząłem, a mianowicie, że wzmacniacz gra ze swobodą, jakiej nie ma większość urządzeń, które znam. I to nie tylko na górze pasma, ale też i na dole. To wzmacniacz, który nie pompuje basu, nie nasyca go do momentu, w którym czujemy jego ciśnienie na bębenkach uszu, jak – dla przykładu – mój „710”, do czego jeszcze powrócimy.

Kiedy więc VANGELIS rozpościera przede mną kosmos dźwięków w ˻ 1 ˺ Main Titles, kompozycji otwierającej jego soundtrack do filmu Blade Runner, kiedy po chwili przechodzi w intymność ˻ 2 ˺ Blush Response, ale intymność podszytą niepewnością i melancholią, to robi to tak, że zatapiam się w tym całkowicie. Tym bardziej, że jest to czyste i nienerwowe.

To wzmacniacz potrafiący zagrać w potężny sposób. Harbethy M40.1 umożliwiają to jak mało które kolumny, poza największymi. „717” buduje trójwymiarowy spektakl, sięgający daleko w tył i rozpościerający się szeroko, ale i wysoki. To nie jest horyzontalne granie, a granie sferą. Najniższe dźwięki są z nim doskonale kontrolowane, ale wciąż miękkie, a nie utwardzone, co jest częste. Podobnie brzmi i druga strona pasma, jest gładka, jedwabista, choć otwarta.

Dostaniemy to nienależnie od tego, z jaką i w jaki sposób wydaną muzyką będziemy mieli do czynienia, Nie jest to wprawdzie aż tak perfekcyjna „zgodność” wewnętrzna, którą mam z „710”, ale jest całkiem blisko. Znaczy to, że przechodząc z płyty Crystal Disc z koncertem Domnérusa do płyty MICHAELA JACKSONA Thriller, kiedy uderza ten bujający bas w ˻ 6 ˺ Billie Jean, to nie mam poczucia braku, straty, nie jestem stresowany. A większość wzmacniaczy kładzie na te różnice nacisk.

Soulution pokazuje je doskonale i wiemy, że to wielościeżkowa produkcja, z wieloma dogrywkami, kopiami itd. A jednak jej doskonałość jest ważniejsza i to ona buja, ona wpuszcza nas w ten świat. Ta, właśnie to wzmacniacz robi doskonale: kreuje światy. Właściwie to re-kreuje, ale robi to tak dobrze, że można mu nadać prawo do ich nazwania, do pokazania w jemu właściwy sposób. Czyli podobnie jak wzmacniacz 300B, z jego piękną średnicą, ale z szerokim pasmem i niebywałym wolumenem dźwięku.

710 vs 717 • Jak każdy produkt, tak i „717” ma swój własny dźwięk Innymi słowy brzmienie o cechach, które da się opisać i skonfrontować z innymi produktami. Co najlepiej wyjdzie, kiedy go porównamy z modelem „710”. Dla obserwatora zewnętrznego, czyli takiego, który nie zna systemów tej klasy lub nie zna Soulution, różnice między nimi mogą się wydać mniej ważne od samego dźwięku, jaki prezentują. A ten jest, moim zdaniem topowy, to szczyt tego, co współczesne audio ma do zaoferowania.

Ale jednak te różnice są i sprawiają, że w inny sposób te urządzenia odbieramy. Starszy model Soulution gra bardziej „ściśliwym dźwiękiem. To znaczy mocniej nasyca dany wycinek przestrzeni dźwiękami, choć te są z nim mniej precyzyjne i nie tak dobrze różnicowane jak z „717”. Niskie tony są z „710” pokazane mocniej, co w połączeniu z głębszym niskim środkiem daje jedyne w swoim rodzaju poczucie energetyzowania niskich dźwięków, nagle całe powietrze działa jak membrana. I taki sposób grania kocham.

Model 717 nie jest aż tak dociśnięty w tych dwóch zakresach. Wydaje się więc lepiej zrównoważony tonalnie. To lekkie „pogrubienie”, które daje „siedemsetdziesiątce” masę i gęstość, jest w najnowszej wersji oczyszczone z naleciałości. To dobrze, to krok w kierunku dokładniejszego dźwięku i dźwięku – ostatecznie – bardziej wiarygodnego. Może nie „ładniejszego”, bo to akurat „710” robi doskonale i czego by mi brakowało, gdybym go nie miał, ale jednak bardziej rzeczywistego.

I odbieramy to nawet wtedy, kiedy słuchamy muzyki mało audiofilskiej, a przecież ponadczasowej, jak z albumu THE BEATLES Yeah! Yeah! Yeah! z soundtrackiem do filmu A Hard Day’s Night. Właśnie ogłoszono premierę jej zremasterowanej stereofonicznej wersji, a ja słucham ją z klubowego, niemieckiego wydania CD z 1984 roku. To również wersja stereo i pierwszy album Wielkiej Czwórki zarejestrowany na magnetofonie czterościeżkowym.

Słucha się tego z nowym Soulution doskonale. Za każdym razem, kiedy przełączam kable między „717” i „710”, mimo że zajmuje mi to dobrą chwilę, muszę się przekalibrować. A jednak różnice są naprawdę czytelne i powtarzalne. To tylko z pozoru bardzo podobny dźwięk, bo jednak dźwięk tak inny! Nowy wzmacniacz jest bez porównania czystszy na górze pasma i średnim basie, a jednocześnie mniej nasycony w niskiej średnicy. Pokazuje pierwszy plan bliżej mnie, podciąga też tylne plany w moją stronę. A jednocześnie gra swobodniej. Można nawet powiedzieć, że łagodniej.

Wokal JOÃO GILBERTO w ˻ 1 ˺ Girl of Ipanema, utworze otwierającym album Getz/Gilberto, z „717” był na wyciągnięcie ręki, był aksamitny i miękki, a przy tym doskonale definiowany w przestrzeni, w każdym kierunku. Mój wzmacniacz pokazuje go głębiej w scenie i głębiej tonalnie. Ale też w mniej zróżnicowany sposób, a głos Astrud Gilberto mocniej przesuwa w prawą stronę i pokazuje ją w jaśniejszy sposób, w trochę mniejszej łączności z resztą akustyki.

Podsumowanie

TAK WIĘC SIEDZĘ ZADUMANY przed tym przepięknym urządzeniem, ale siedzę też przed moją referencją równie niepewny co do tego, co mam myśleć. Muszę po prostu przyjąć to „nowe” jak naukę, mimo że trochę boli i uwiera. Na moich oczach dokonał się bowiem postęp i to postęp naprawdę duży. „717” jest jednym z najlepszych wzmacniaczy jakie znam, czyli – dopowiem – jednym z najlepszych, moim zdaniem, wzmacniaczy na Ziemi.

Jego brzmienie jest wręcz modelowo podobne do tego, co oferują małe, 8-watowe wzmacniacze z lampami 300B, jeśli chodzi o rozdzielczość, szybkość i transfer energii. Ale to też brzmienie mocnego Kondo Ongaku z jego nasyceniem i „bajeranctwem”. I jeszcze na basie doskonałych wzmacniaczy tranzystorowych, na przykład → YPSILON HYPERION. To coś w rodzaju miksu tych umiejętności plus coś ekstra, to jest absolutna swoboda w przekazywaniu nawet największych założeń i najbardziej skomplikowanych pasaży.

Jest więc jedwabista, gładka, złocista góra, która jest jednak doskonale czytelna i różnicowana barwowo, dynamicznie oraz przestrzennie. Jest też bardzo, bardzo niski bas z doskonałą fakturą i kontrolą, ale nigdy nie jest on „kwadratowy”, ani też przesadnie konturowy (rozumiem przez to nadmiar ataku, a niedomiar wypełnienia). Ale jest przede wszystkim środek pasma, to on jest tu najważniejszy i to on jest tu najpiękniejszy.

Trudno to objąć wszystko w krótkim teście, nawet jeśli wcale taki krótki nie jest, jeszcze trudniej to właściwie sobie uporządkować w głowie. Ale tak właśnie jest z najlepszymi produktami audio, tak jest z topem w naszej branży. A wzmacniacz Soulution 717 jest na jego szczycie. Może nie sam, ale w małej, ekskluzywnej grupie wzmacniaczy, które przywołałem w teście, a do której dodałbym również → NAIMA STATEMENT i → AAVIKA I-880.

Od nas więc wyróżnienie ˻ GOLD FINGERPRINT ˺, choć nie jestem pewien, czy wystarczająco podkreśla ono to, co konstruktorzy w tym wzmacniaczu osiągnęli. ‖ WP

Dane techniczne (wg producenta)

Typ: tranzystorowy wzmacniacz, klasa AB, push-pull
Moc wyjściowa (8/4/2 Ω):
• stereo 150/300/600 W
• mono 600, 1200, 2400 W
Pasmo przenoszenia: DC-2 MHz
Wzmocnienie: +26 dB
THD+N: <0,0001% (100 W/8 Ω, 20 Hz-20 kHz)

Damping Factor: >10 000
Stosunek sygnału do szumu: >120 dB (150 W/8 Ω, 20 Hz-20 kHz)
Przesłuch między kanałami: <120 dB (1 kHz)
Impedancja wejściowa: 4 MΩ
Maksymalny prąd na wyjściu: 32 A (ograniczany)
Pobór mocy: 1600 W (max), 300 W (bez sygnału wejściowego)/0,5 W (standby)
Wymiary (szer. x wys. x gł.): 480 x 350 x 505 mm
Waga: ok. 50 kg

Dystrybucja w Polsce

SOUNDCLUB

ul. Skrzetuskiego 42
02-726 Warszawa ⸜ POLSKA

www.SOUNDCLUB.pl

»«

Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ.

www.AIAP-online.org

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl


System referencyjny 2026



Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST
Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom)
Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ
Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST
Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST
Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710
Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ
Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST

Okablowanie

Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TEST
Interkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUŁ|
Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ
Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ

Zasilanie

Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST

Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m)
Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST

Elementy antywibracyjne

Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)
Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ
Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ
Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ
Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ

Analog

Przedwzmacniacz gramofonowy:
  • RCM AUDIO Sensor Prelude IC • → TEST
Wkładki gramofonowe:
  • DENON DL-103 | DENON DL-103 SA • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Destiny • test → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Zero • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Shilabe • → TEST

Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition


Słuchawki

  • Magnetostatyczne ⸜ HiFiMAN HE-1000 v2 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ FINAL DX6000 → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Sennheiser HD800
  • Dynamiczne ⸜ AKG K701 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Beyerdynamic DT-990 Pro (old version) • → TEST
  • Douszne (IEM) ⸜ LIME EARS Anima słuchawki IEM → TEST
  • Douszne • bezprzewodowe ⸜ FINAL ZE8000 JIBUN DUMMY HEAD → TEST
Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR HYBRID HPC |MIKROTEST|

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio