pl | en

239 Marzec 2024

Wstępniak

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”



No 239

1 marca 2024

O METODZIE
Albo o tym, co zrobić, kiedy zawodzi

motto
Dla człowieka, który zachował jeszcze spontaniczność prawda pozostanie zawsze wielkim słowem, na którego dźwięk żywiej bije serce.
G. W. F. Hegel, Wykłady z historii filozofii

NIE WIEM, CZY PAŃSTWO zauważyli, ale od początku istnienia HIGH FIDELITY staramy się działać zgodnie z wypracowanymi w branży i zmodyfikowanymi przez nas zasadami. Każdy test jest badaniem empirycznym przez odsłuch. Zakładamy bowiem, że ucho ludzkie jest najlepszym, najwierniejszym i najczulszym przyrządem pomiarowym. Klasyczne pomiary są podstawą, jednak w pewnym momencie muszą ustąpić miejsca odsłuchom, ponieważ nie oddają całej złożoności tego, co odbieramy jako muzykę. Test jest więc eksperymentem, doświadczeniem, które musi się rządzić swoimi zasadami.

A taką, na przykład, że jest to test odsłuchowy, czyli badamy dźwięk porównując go do referencji i – w dalszym planie – do dźwięku innych najlepszych produktów, produktów z danego przedziału cenowego i, wreszcie, do dźwięku na żywo. A to, znowu, że zmieniamy w systemie referencyjnym tylko jeden produkt. A to, wreszcie, że mamy ustalony tryb odsłuchów, w tym długość próbek, zakładamy szukane przez nas parametry itd. Z czasem doskonalimy nasz warsztat, przez co – wierzę – jesteśmy w swoich ocenach coraz bardziej precyzyjni.

W nauce metoda naukowa jest bazą, na której kładzione są kolejne warstwy, dające w rezultacie odkrycia i rozwiązania zgodne z obowiązującym dyskursem naukowym. To dzięki temu samoloty nie spadają, działają strony internetowe, a przesyłeczki z dowolnie wybranego sklepu internetowego trafiają do nas na czas. Metoda naukowa, rozumiana ogólnie, jako zasada działania, jest podstawą współczesnego świata. Co ja mówię – nie tylko współczesnego, znana jest przecież od starożytności. Ale to właśnie, począwszy od rewolucji przemysłowej w XIX wieku, zyskała ona szczególne znaczenie.

Centrum Nauki Kopernik na swojej stronie internetowej zamieścił artykuł zatytułowany Metoda naukowa – cóż to takiego?; artykuł dostępny jest w pliku PDF → TUTAJ (dostęp: 15.02.2024). Odpowiadając na to pytanie prof. dr hab. Magdalena Fikus, biofizyczka, popularyzatorka nauki, współtwórczyni Festiwalu Nauki w Warszawie mówi: „Ogólnie przyjęto, że jest to sposób badawczego dotarcia i sformułowania prawdziwego opisu zjawiska”, dodając jednak: „Nie ma jednej ustalonej recepty na posługiwanie się metodą naukową (…). Ich realizacja wymaga inteligencji, kreatywności i wielkiej wyobraźni”.

Problemem współczesnego świata jest podważanie ustaleń dokonanych za pomocą poprawnie przeprowadzonych badań przez anonimowy tłum w internecie, udający ekspertów i nawołujący do tego, czy tamtego. Wiadomo już, że duża jego część to po prostu działania marketingowe z jednej strony, a z drugiej działania protowojenne, mające na celu destabilizację danego kraju. Obydwa przypadki wykorzystują kłamstwo ubrane w taki sposób, aby udawało prawdę. To ogromny problem. A dochodzi to tego przecież i zjawisko zdziecinnienia, przez które – jak mówią psychologowie – coraz mniej liczą się argumenty i fakty, a wygrywają popędy i emocje, że posłużę się wstępem do artykułu Choroba zdziecinnienia Grażyny Morek.

Metoda naukowa nie jest jednak receptą na wszystko i traktowana dogmatycznie może prowadzić do błędów. Nie muszę przypominać, że tradycyjna, uniwersytecka wiedza dotycząca audio w wielu miejscach nie pokrywa się z tym, co odkrywamy słuchając poszczególnych komponentów i akcesoriów. Z zasady poprawna, ostatecznie okazuje się błędna, ponieważ dogmatycznie trzyma się danych i wiedzy pozyskanych w oderwaniu od rzeczywistej realizacji teoretycznych modeli, a także przez obsesyjną wręcz negację zjawisk, które wymykają się prostym opisom i które sięgają po nowe.

Gdybyśmy się trzymali tradycyjnych ustaleń wciąż ocenialibyśmy produkty audio po ich standardowych pomiarach, wypracowanych siedemdziesiąt lat temu i więcej. To ważne pomiary, dobre pomiary. Ale dalece niewystarczające, wręcz szczątkowe, nie mówiące zbyt wiele o rzeczywistym brzmieniu urządzenia. A jeszcze mniej o tym, w jaki sposób modyfikuje ono brzmienie wpływając na to, jak odbieramy muzykę, jak na nią reagujemy emocjonalnie i intelektualnie. Wciąż są jednak przez Uniwersytet, że tak nazwę ten typ podejścia, dogmatyczne uznawane za jedyne możliwe i – niestety! – wystarczające.

Nie jest to zresztą problem tylko naszej branży. Przypomnijmy że Darwin, genialny badacz, ale tylko człowiek, w swoich pracach przekonywał, że kobieta to „gnuśny głuptas”. W dziele O powstawaniu gatunków pisał, że niemal u wszystkich gatunków samce są aktywne, dominujące i namiętne, a samce – poza nielicznymi wyjątkami – bierne, uległe i oziębłe. Pogląd ten rzutował również na ludzi. Dzisiaj wiemy, że się mylił, że w jego metodę naukową wkradł się błąd perspektywy, czyli czasów, w których żył. Pisał, jednym słowem, bzdury niezgodne nie tylko ze zdrowym rozumem, ale – przede wszystkim – ze współczesnymi ustaleniami naukowymi na ten temat, natomiast zgodne z „duchem epoki”.

Jest więc z metodą naukową problem, i to spory. Z jednej strony należy ją chronić przed ludźmi niosącymi swoją agendę wbrew interesom nas wszystkich (myślę o siewcach strachu i oszustach), a z drugiej należy ją wciąż i na nowo sprawdzać, stawiać przed nią niewygodne pytania i – jeśli zajdzie taka potrzeba – modyfikować. Tyle tylko, i to jest ta druga strona, że naukowcy są niesamowicie wręcz konserwatywni i zajadle wykluczający wobec innych poglądów niż ich własne lub powszechnie obowiązujące w uprawianych przez dziedzinach. A do tego – zaskakująco często – mylą się.

Jednym z najbardziej zaciekłych krytyków metody naukowej był Paul Feyerabend, przypomniany niedawno w – że zostanę przy tym samym tygodniku – „Polityce”. Wykładowca filozofii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, nazywany prowokatorem, obrazoburcą, wolnomyślicielem, a nawet – przez magazyn „Science” – największym wrogiem nauki, autor rozprawy Przeciw metodzie pytał, czym nauka różni się od magii, czy jest jedyną drogą do prawdy i czy pogoń za prawdę nie odziera nas z indywidualności i intelektu („Polityka” nr 6, 31.01-6.02.2024, s. 56-58).

We wspomnianej rozprawie dowodził, że nie ma jednej naukowej metody prowadzącej do prawdy. Co więcej, twierdził, że ograniczenie nauki do wybranej przez badacza metodologii jest błędne i prowadzi donikąd. Matteo Collodel, dr filozofii, rozmówca Tomasza Targańskiego, w przywołanym artykule mówi, iż wspomniana książka pokazuje, że „teorie naukowe – włącznie z tymi największymi – są często niezgodne z szeroko rozumianym «doświadczeniem»”, a co więcej, „bywają niespójne i sprzeczne z intuicją”.

I właśnie o intuicję mi idzie. Choć zacząłem „naukowo”, właściwie od pochwały metodologii naukowej, zaraz potem wskazałem na niespójność tego poglądu z doświadczeniem, dochodząc w ten sposób do „króla anarchizmu metodologicznego”, który mówił wprost, że współczesna nauka podąża błędną drogą. Przynajmniej, jeśli chodzi o sposoby jej uprawiania. Ale najważniejszym słowem jest tu „intuicja”.

Daleki jestem od odrzucania dorobku naukowego, budowanego latami, warstwa po warstwie, chociażby dlatego, że zwykle działa. Samoloty latają, maile dochodzą do swoich adresatów, a kolumny przetwarzają sygnał elektryczny na falę dźwiękową. To fakty, wśród których żyjemy. Mówię natomiast, że tam, gdzie idzie o bardziej wysublimowane sposoby kreacji – a audio jest tego świetnym przykładem – metody, o których można by powiedzieć „naukowe”, zaskakująco często zawodzą.

Dlatego też od lat w swoich testach dużą wagę przykładam do intuicji. Co rozumiem pod tym pojęciem? – A rozumiem łańcuch decyzyjny, ciąg myślowy w efekcie którego otrzymuję odpowiedzi na pytania, których nie otrzymałbym postępując ściśle według reżimu testów. Staram się usilnie zachowywać wypracowaną przez siebie metodologię, ale zauważam, że z czasem przekształca się ona w coś na styku tych dwóch podejść – naukowego i intuicyjnego. Powiem więcej: zaczynam się łapać tym, że owa intuicja przestaje być dla mnie ezoteryką, a staje się „twardym faktem”.

Ale też rozumiem ją nieco inaczej niż się do tego przyzwyczailiśmy. Nie widzę jej jako doświadczenie „pozazmysłowe”, nie jest ona dla mnie metafizyką. W tym sensie, że rozumem ją jako coś, co wynika z mojego doświadczenia, nie tylko uświadomionego, ale i tego, nad czym nie mam kontroli i czego sobie nawet nie zdaję sprawy. W czym, jeśli dobrze rozumiem i to bez fałszywej skromności, podążałbym za najlepszymi producentami audio, często inżynierami, doktorami i profesorami, budujących topowe audio na świecie posługując się całym swoim zapleczem naukowym, ale zmodyfikowanym doświadczeniem empirycznym, czyli – krótko mówiąc – odsłuchami.

To jak z „przeczuciem”. Jest w historii literatury widoczna prawidłowość: literatura potrafi „przewidzieć” pewne zdarzenia, sytuacje itp. o wiele wcześniej niż nawet najlepsi analitycy polityczni i gospodarczy. I teraz – to nie jest nic nadnaturalnego, a raczej skutek niesłychanej wrażliwości artystów, którzy działają jak ultraczuła „membrana”, zamieniająca drobne, trudne do ogarnięcia dane z życia w obraz o którym mówimy „przeczucie”.

Tak też rozumiem intuicję – jako zbiór działań, które mózg dokonuje na świadomym i nieświadomym, informując nas o wynikach swojej pracy. Ponieważ w świetle metody naukowej nie są to jednak wyniki „pewne”, najczęściej wątpimy w ich słuszność. Często zresztą, takie życie, te wątpliwości są uprawomocnione. Bo kiedy intuicja bazuje na małym zbiorze danych, że tak powiem, wówczas wynik jej pracy jest dość ogólny. Im więcej ma do „przerobienia”, im lepiej radzimy sobie z logicznym wiązaniem faktów, im większe jest nasze doświadczenie, jednym słowem – im więcej mamy „w głowie”, tym jej wyniki są precyzyjniejsze.

Dlatego też zawierzam swojej intuicji kierunki odsłuchów odważniej niż robiłem to wcześniej. I z czasem coraz bardziej na niej polegam. Traktuję ją jako narzędzie dodatkowe, ale jednak istotne, bo często dające szybką odpowiedź na takie pytania, jak: „Czy warto?”, „O jakiej klasie mówimy?” albo „Czego tu brakuje?”, że przywołam pierwsze, które mi właśnie przyszły na myśl. Teraz już wiem, że postępując wbrew niej może mi coś umknąć. Metodologia pozwala na utrzymanie „pionu” niezależnie od okoliczności i daje wyniki mieszczące się w marginesie prawdopodobieństwa dotyczącego wyniku testów. To ważne. Ale to intuicja pokazuje mi, co jest w danym produkcie naprawdę ważne i na co powinienem zwrócić uwagę.

Jan Hartman, jak mówi o nim Wikipedia: polski filozof pochodzenia żydowskiego, bioetyk, profesor nauk humanistycznych, wydawca, publicysta, polityk, a także profesor zwyczajny Uniwersytetu Jagiellońskiego, mówiąc w swojej najnowszej, zatytułowanej adekwatnie: Zmierzch filozofii, książce o przyczynach upadku autorytetu filozofii we współczesnym świecie w pewnym momencie przywołuje pozytywistów i rozdział, jaki na przełomie XIX i XX wieku wymusili oni na świecie naukowym, w tym na filozofii.

Oto bowiem rozdzielili od siebie dwa sposoby oglądu świata: naukowy, czyli empiryczny, oraz pozazmysłowy, metafizyczny. A mówiąc o „pozazmysłowym” mieli na myśli to, co nie da się udowodnić w sposób „naukowy”, czyli za pomocą metody. Nauce zarezerwowali więc miejsce rozstrzygające, a to, czego się w ten sposób nie da uprawiać, odesłali do religii. Pisze Hartman:

Opinia publiczna dała się przekonać, że istnieje „otaczająca rzeczywistość”, którą zajmuje się nauka, a ponadto coś „wyższego”, do czego nauka dostępu nie ma, w odróżnieniu od wiary, sztuki czy innej „duchowości”. Co to wszystko znaczy i właściwie dlaczego tak, a nie inaczej – tym elity społeczne sobie głów nie zaprzątają. Zupełnie jak w XVII wieku profesorowie fizyki powiadają, że fizyka poznaje prawa przyrody, lecz na pytanie, skąd się one wzięły fizyka nie może udzielić odpowiedzi. (s. 34)

Dlatego może wreszcie nadszedł czas, aby zaufać sobie i swojej intuicji. Czas na to, aby zacząć mówić o audio w sposób pełny, a nie cząstkowy, a przez to nieprawdziwy.

WOJCIECH PACUŁA
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

HIGH FIDELITY jest miesięcznikiem internetowym, ukazującym się od 1 maja 2004 roku. Poświęcony jest zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku, muzyce oraz technice nagraniowej. Wydawane są dwie wersje magazynu – POLSKA oraz ANGIELSKA, z osobną stroną poświęconą NOWOŚCIOM (→ TUTAJ).

HIGH FIDELITY należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są Positive-Feedback, a w Niemczech www.hifistatement.net. Jesteśmy członkami-założycielami AIAP – Association of International Audiophile Publications, stowarzyszenia mającego promować etyczne zachowania wydawców pism audiofilskich w internecie, założonego przez dziesięć publikacji audio z całego świata, którym na sercu leżą standardy etyczne i zawodowe w naszej branży (więcej → TUTAJ).

HIGH FIDELITY jest domem Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. KTS jest nieformalną grupą spotykającą się, aby posłuchać najnowszych produktów audio oraz płyt, podyskutować nad technologiami i opracowaniami. Wszystkie spotkania mają swoją wersję online (więcej → TUTAJ).

HIGH FIDELITY jest również patronem wielu wartościowych wydarzeń i aktywności, w tym wystawy AUDIO VIDEO SHOW oraz VINYL CLUB AC RECORDS. Promuje również rodzimych twórców, we wrześniu każdego roku publikując numer poświęcony wyłącznie polskim produktom. Wiele znanych polskich firm audio miało na łamach miesięcznika oficjalny debiut.
AIAP
linia hifistatement linia positive-feedback


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records