pl | en

KOLUMNY GŁOŚNIKOWE • podłogowe

KROMA ATELIER
SIGNATURE
Jovita

Producent: KROMA ATELIER
Cena (w czasie testu): 51 000 euro/para

Kontakt:
Przez formularz kontaktowy na stronie producenta

→ KROMAATELIER.com

» MADE IN SPAIN

Do testu dostarczyła firma: → DREAM AUDIO


Test

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, Kroma Atelier

No 270

1 października 2026

⌈ KROMA ATELIER to producent wysokiej klasy, ręcznie wykonanych głośników z siedzibą w Granadzie w Hiszpanii, którego działalność opiera się na wieloletnim doświadczeniu w inżynierii dźwięku oraz tradycyjnym rzemiośle lutniczym. Firma, znana początkowo pod nazwą Kroma Audio, zmieniła nazwę na Kroma Atelier w 2016 roku, aby podkreślić większy nacisk na rzemieślniczą produkcję w stylu „atelier”. Głównym projektantem marki jest JAVIER MILLAN. ⌋

NIE WIEM, CZY PAŃSTWO zauważyli, ale u Tomka Folty, członka-założyciela Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego, który od jakiegoś czasu zajmuje się również doradztwem audio w ramach swojej firmy TF Audio Consulting, system służący do słuchania muzyki zmienia się i to zmienia w szybkim tempie; więcej o jego firmie → TUTAJ.

Przez lata bazował na kolumnach Dynaudio, zmienianych na wyższe modele odkąd się znamy czyli jakieś dwadzieścia pięć lat, jak nie więcej, upodobał sobie również elektronikę Accuphase, a konkretnie wzmacniacze mocy. Kiedy jednak usłyszał kolumny Kroma Atelier, kiedy przyjrzał się elektronice Ypsilon, stwierdził, że czas na zmiany. Zamówił więc dzielony system greckiej elektroniki oraz kolumny Mercedes, należące do serii Signature – te ostatnie w ciemno.

Trzeba mieć wielką wiarę lub zaufanie, żeby kupić w ten sposób kolumny ważące 138 kg (sztuka), mierzące 160 cm (wysokość) x 50 cm (głębokość) x 32 cm (szerokość) i przeznaczone do wzmacniaczy o mocy w przedziale 30–1000 watów, prawda? Coś jednak w tym ruchu jednak jest. Po kontakcie u siebie w systemie z najmniejszymi kolumnami tej marki, modelem Thaïs, słuchając ich topowych konstrukcji na wystawach, rozumiem ten krok.

Przypomnijmy – konstrukcje Kroma Atelier mają wysoką skuteczność i często poleca się je do wzmacniaczy o niskiej mocy (lampowych), a do ich produkcji wykorzystuje się wysokiej klasy komponenty marek Mundorf i Duelund. Jej kolumny charakteryzują się konstrukcją obudowy typu „Silent Cavity” – inspirowaną technologią tłumików – która, jak zapewnia producent, pozwala kontrolować przepływ powietrza i wyeliminować elementy metalowe z konstrukcji.

Wszystkie kolumny Kroma Atelier są produkowane ręcznie w hiszpańskiej Granadzie.

▓ Jovita

MODEL JOVITA TO NAJMNIEJSZY głośnik podłogowy z serii Signature firmy Kroma, powstały na bazie wspomnianych kolumn Mercedes. Po raz pierwszy został pokazany na wystawie High End 2024 w Monachium.

Kolumny są konstrukcjami średniej wielkości i mają bardzo zgrabne proporcje. Przypominają tym samym, jak również poziomymi pasami na bocznych ściankach, konstrukcje szwajcarskiej firmy Stenheim. Mierzą 1170 x 320 x 275 mm, ważą 48 kg (sztuka) i mają wysoką skuteczność, na poziomie 91 dB i – jak zaznacza producent – „stabilną” impedancję 4 Ω.

Są środkowym one modelem serii Signature, w skład której wchodzą jeszcze kolumny Leonore i Macbeth, poniżej w cenniku, oraz Matilde i Mercedes powyżej. Sama seria Signature również jest środkową, poza Classic i Reference, można więc powiedzieć, że model Jovita jest absolutnym centrum oferty tej firmy.

Jovita to kolumny podłogowe, trójdrożne, z czterema przetwornikami. Ich obudowa jest wentylowana dwoma wylotami bas-refleksu na tylnej ściance. Tunele są wykonane z drewna świerkowego i obydwa mają częstotliwość rezonansową 34 Hz. Producent mówi, że kontrolowane przenoszenie niskich częstotliwości rozciąga się do 30 Hz. Jeden z głośników nisko-średniotonowych umieszczonych poniżej i powyżej głośnika AMT pracuje od góry do 250 Hz i jest odcięty zwrotnicą 2. rzędu, a drugi kończy pracę przy 2,2 kHz.

Podobnie jak w innych modelach, tak i tutaj wysokie tony odtwarza, wspomniany, przetwornik AMT (Air Motion Transformer). Jego membrana nie jest kopułkowa ani płaska, a działa jak harmonijka, ściskając i rozprężając powietrze. Jak już pisaliśmy, tego typu głośniki to częsty wybór highendowych producentów w ostatnich latach. Przypomnijmy tylko kilka: Monitor Audio, Owl Audio, Esprit, Burmester, FinkTeam czy Audiovector. Te, które stosuje Kroma Atelier są produkowane przez niemiecką firmę Mundorf, która dostarcza również elementy do zwrotnicy oraz zaciski.

Głośnik wysokotonowy współpracuje z trzema innymi przetwornikami – dwoma nisko-średniotonowymi i jednym niskotonowym. Dwa pierwsze, wyglądające identycznie, choć inaczej odcięte na basie, mają średnicę ø 165 mm (6,5”) i membrany wykonane z anodowanego aluminium. Choć wyglądają podobnie jak te w Thaïs, są inne. Również w serii Classic Kroma Atelier używa przetworników Purify Audio z charakterystycznym, nieregularnym zawieszeniem górnym o nazwie firmowej Neutral Surround Geometry, jednak tam membrany są z kompozytu włókien papierowych.

Skoro już jesteśmy przy zawieszeniu: jego nieregularny kształt ma na celu – jak mówi duński producent – „radykalne zmniejszenie zniekształceń harmonicznych”, zwłaszcza w zakresie średniotonowym, przy zachowaniu dużej liniowości wychylenia, a także eliminację jego rezonansów własnych. Dodajmy, że z tej samej serii pochodzi czwarty głośnik tych kolumn, przetwornik niskotonowy o średnicy ø 200 mm (8”).

Kluczem do zrozumienia sposobu myślenia tej firmy o dźwięku wydają się jednak obudowy. Wycina się je z materiału noszącego nazwę Krion. Mówiliśmy już tym przy okazji mniejszego modelu, ale nie zawadzi powtórzyć, że jest on produkowany w Hiszpanii przez grupę Porcelano i jest on, podobnie jak Corian (a ten stosuje, na przykład, firma Sphinx w nowych kolumnach), powszechnie stosowany w budownictwie, między innymi do produkcji płytek kuchennych i łazienkowych.

Krion jest więc materiałem podobnym w założeniach do innych pomysłów bazujących na kompozytach żywicznych, które znajdziemy w kolumnach firm Wilson Audio czy Focal-JMLab. Jest to kompozyt na bazie minerałów, wybrany – jak mówi producent – ze względu na swoje właściwości mechaniczne, nieprzewodzące i niemagnetyczne. Tego typu obudowa ma dawać dobry balans między tłumieniem wewnętrznym, a rozpraszaniem drgań.

Producent o swoich staraniach dotyczących wytłumienia obudowy pisze:

”
W rezultacie tych zabiegów powstała obudowa, której właściwości akustyczne są bliższe kamieniu lub kompozytowym strukturom mineralnym niż drewnu. Pod względem brzmienia przekłada się to na niezwykle niską ingerencję obudowy, co pozwala przetwornikom pracować przy minimalnych zakłóceniach mechanicznych.

Dodatkowym elementem, który ma w tym pomóc jest sposób mocowania ścianek. Ich powierzchnie są gładkie nie tylko z boków czy z tyłu, ale i z przodu, nie widać również mocowania przetwornika wysokotonowego. Kroma Audio łączy moduły obudowy nie wkrętami, a mocowaniami z masy termoplastycznej. To nie tylko zabieg dizajnerski, ale i techniczny. Producentowi chodziło bowiem o wyeliminowanie z jego kolumn metalowych elementów, które – jak mówi – „zakłócają dźwięk”. Dodajmy, że dzięki kompozytowej obudowie kolumny można łatwo lakierować. Oprócz białego Krionu dostępnych jest również siedem innych wykończeń: Midnight, Graphite, Lunar, Ocean, Sky, Ruby, Mocha. Trzeba będzie za nie dopłacić.

Z tyłu kolumn wyfrezowano nazwę modelu oraz firmy i to tam umieszczono pojedyncze, bardzo dobre, zaciski głośnikowe. Pochodzą one z firmy Mundorf i mają miedziane styki oraz nakrętki z polimeru. Zamiast zwykłych kolców producent wykorzystuje stopy specjalistycznego producenta, firmy IsoAcoustics; podobnie robi też firma JBL. Kolumny są po prostu bardzo ładne.

▓ ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Kolumny Kroma Atelier Jovita stanęły niemal w tym samym miejscu, w którym stały kiedyś kolumny Thäis tejże firmy. Tam też, od początku, to jest od 2011 roku, stoją kolumny Harbeth M40.1. Mowa o polu półbliskim, choć Jovity wymagały nieco szerszego rozstawienia. Znalazły się w odległości 250 cm od miejsca odsłuchowego oraz 260 cm od siebie (licząc od środka przedniej ścianki). Od tylnej ściany miały 80 cm, licząc od środka ich tylnej ścianki (górnego blatu). W czasie testu kolumny były skręcone tak, że osie przetworników krzyżowały się dokładnie na mojej głowie.

Dystans między kolumnami oraz ich poziomowanie ustaliłem za pomocą urządzenia Bosch PLR 50 C. Więcej o ustawianiu kolumn w artykule Mikrodostrajanie, czyli ustawiamy głośniki, HF № 177, 1 stycznia 2019, → HIGHFIDELITY.pl, dostęp: 31.03.2026. O akustyce pomieszczenia odsłuchowego HF więcej w artykule Pomieszczenie odsłuchowe „High Fidelity”…, HF № 189, 1 stycznia 2020, → HIGHFIDELITY.pl, dostęp: 31.03.2026.

» PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór

• DOMINIC MILLER & NEIL STACEY, New Dawn, Naim naimcd066, CD ⸜ 2002.
• GERTRUDE ETHEL MELLER, The British Homochord Piano Solo Recordings (1922-1927), Sakuraphon, 2 x CD ⸜ 2026.
⸜ R-MEN, I thought about you, T-TOC Records MCDR 3002, „Platinum Gold Sound”, Master CD-RIIα ⸜ 2010 ‖ więcej → TUTAJ. • JEAN-MICHEL JARRE, Magnetic Fields, Dreyfus Disques/Epic EPC 488138 2, CD ⸜ 1981/1997.
• NAT ‘KING’ COLE, The Nat King Cole Love Songs, Master Tape Audio Lab AAD-245A, „Almost Analogue Digital”, Master CD-R ⸜ 2015 ‖ recenzja → TUTAJ.

• IRMA, Black Sun (acoustic), Azobé/Tidal, SP, FLAC 24/44,1 ⸜ 2026.
• HERMANOS GUTIÉREZ, Canto Andino, Easy Eye Sound/Tidal, SP, FLAC 16/44,1 ⸜ 2026.
• THE DOOBIE BROTHERS, The Captain and Me, Warner Bros Records/Rhino Records | Warner Records Inc./Tidal, FLAC 24/192 ⸜ 1973/2016.
• ART BLAKEY AND THE JAZZ MESSENGERS, Moanin’, Blue Note Records/Tidal, FLAC 24/192 ⸜ 1958/2013.

» Płyty wykorzystane w teście można znaleźna playliście w serwisie Tidal → TUTAJ
» Japońskie wersje płyt są dostępne w sklepie internetowym → CD JAPAN

KIEDY PUŚCIŁEM PIERWSZY utwór z płyty DOMINICA MILLERA i NEILA STACEY’a, tytułowy ˻ 1 ˺ New Dawn, na chwilę ogarnęła mnie panika. To była chwila, chwilunia, ale wystarczyła, żeby określić te kolumny w całym procesie odsłuchu. Otóż dźwięk, który wydobył się z kolumn, kiedy już je sobie dobrze ustawiłem i kiedy wygodnie usiadłem przed nimi, był tak nieprawdopodobnie wręcz przestrzenny, że powód mógł być tylko jeden: pomyliłem się przy ich podłączaniu i zamieniłem fazę.

Panika była wynikiem, jak mi się wydaje, lęku przed tym, że pomyliłem się w czymś tak prostym, a nie że kolumny źle grają. A przecież test składa się z dziesiątków (naprawdę) różnych działań, a z nich każde może być wykonane źle, każde może być – właśnie – pomylone. A to wypacza wyniki odsłuchów, a wręcz je fałszuje. Dlatego przestrzeń, która została wygenerowana przez testowane kolumny przestraszyła mnie. Była bowiem niewiarygodna w swojej ekspansji i pokryciu przestrzeni odsłuchowej. I co się okazało? – Podłączenie było w porządku, a cecha, o której mówię okazała się podstawową składową dźwięku kolumn, o których państwu opowiadam.

Stereoskopia oferowana przez Jovity jest czymś, co trzeba usłyszeć, żeby dokładnie zrozumieć. W tym sensie, że bardzo rzadko zdarza się tak potężna, wszechogarniająca stereoskopia. Jeśli jednak mogę na coś wskazać państwa uwagę, to na sposób formowania przekazu, inny niż większość kolumn, z którymi miałem do czynienia. Zazwyczaj bryły instrumentów są budowane za linią łączącą głośniki, czasem na niej, a niekiedy nieco przed nią. W pierwszym przypadku dźwięk jest zdystansowany, a w ostatnim – namacalny. Kromy, jak mówię, są inne.

Są zarazem zdystansowane, jak i namacane. Zdystansowanie bierze się stąd, że instrumenty są za linią łączącą głośniki, tylko czasem na niej. Mają duży wolumen, ale nie starają się być „namacalne”. Z kolei akustyka im towarzysząca jest pociągnięta daleko w głąb sceny, ale też zamyka się nie przed nami, a za naszą głową – to stąd moja chwilowa zapaść, ponieważ zwykle tak się dzieje, kiedy pomylimy fazę w podłączaniu kolumn i do czerwonego zacisku (lub białego) podłączymy czerwony wtyk (lub odwrotnie). Z Jovitami to było jak wejście do bańki – bańki dźwięku.

Andaluzyjskie kolumny poszerzają „pole odsłuchowe”, tak to chyba należy nazwać. Są przy tym bardzo precyzyjne. Ich barwa tonalna jest inna niż modelu Thaïs, a ogólnie – serii Classic. Seria Signature jest o wiele bardziej otwarta i „żywa”. Nie ma tego charakterystycznego dla mniejszych kolumn tej firmy, ciepłego otoczenia instrumentów. Wciąż jednak to jest gładka prezentacja. Definicja dźwięków jest doskonała, jednak osiąga się ją tutaj nie przez wyraźny i twardy atak, a przez znakomitą separację między dźwiękami, separację barw.

Jovity są sporymi kolumnami. Na początku, w opisie, mówiłem o nich „średniej wielkości”, ale to takie spostrzeżenie wynikające z ich porównania z większymi modelami tej serii. W każdym innym porównaniu trzeba by je określić jako całkiem duże. Taka pojemność obudowy, w połączeniu z dużym głośnikiem niskotonowy, dwoma sporymi nisko-średniotonowymi i podwójnym systemem bas-refleks, sugeruje duży, nawet zbyt duży bas. Zazwyczaj tak właśnie jest. Tyle, że nie tutaj.

Testowane kolumny grają bardzo zrównoważonym i zdyscyplinowanym dźwiękiem, w którym nie ma parcia na „buczenie”. Tak, kiedy na płycie duetu, o którym wspomniałem, odzywa się coś nisko, zostaje pokazane bardzo nisko. Impuls jest jednak szybko tłumiony, co daje wrażenie raczej zwinnego niż tłustego dźwięku. Tak zachowują się kolumny o budowie zamkniętej. Może, na samym dole, Jovity lekko odpuszczają definicję, ale naprawdę nisko i bez nieprzyjemnych konsekwencji.

Są przy tym niezwykle uczciwe w tym, co robią. W tym sensie, że starają się jak najmniej narzucić swojego charakteru. Kiedy więc puściłem jedną z nowych płyt naszego przyjaciela, Hisao Natsume, z wytwórni Sakuraphon, dłuższą chwilę siedziałem kontemplując precyzję, z jaką te nagrania, pochodzące z lat 20. XX wieku i szelakowych płyt, zostały odtworzone. Była to precyzja empatyczna. To znaczy naprawdę chodziło o wydobycie jak największej ilości muzyki, a nie o ekwilibrystykę technologiczną. Szumi to mocno, ale pod szumem jest fortepian, który „śpiewa”.

Kolumny superprecyzyjnie pokazały przy tym bryłę tego dźwięku. Nie jest on jakiś szczególnie szeroki – Harbethy takie nagrania pokazują w większej skali – ale jest niesamowicie skupiony na tym, aby było to dokładne, a jednocześnie płynne. Kromy znakomicie rozseparowały więc przestrzennie szum, fortepian, a nawet – naprawdę to słychać – akustykę wnętrza, w którym to nagranie zostało dokonane – mówię o ˻ 2-3 ˺ Nokturnie F-dur op. 15 nr 2 Szopena.

Kiedy jednak trzeba potrafią Jovity przyłożyć basem, potrafią zagrać potężnym dźwiękiem. Nie jest to tak namacalne granie jak z Harbethów, ani też tak wgłębne, wgęstne, „że tak powiem”, jak z kolumn Sphinx 3 (konstrukcji Edvina van der Kley’a z Siltech Group), ale też nie każdy takie granie lubi. Mimo to ROBERT PLANT i SUZI DAN w nagraniu Two Coats zostali pokazani dość blisko mnie, bez tej cudownej czystości, którą miałem z innymi płytami. Ale tak być musi, to nagranie komercyjne, przeznaczone dla szerokiego kręgu odbiorców.

Mimo to było w tym mnóstwo muzyki, a pełnia napędzana przez bardzo niski bas, naprawdę mocny i gęsty, powodowała, że całość była energetyczna i, po prostu, mocna. To jest właśnie takie granie, to jest z powerem, z wykopem i przytupem. Lekkie rozjaśnienie wokalu byłego wokalisty Led Zeppelin nie zostało przez kolumny podkreślone, mimo że nie starają się one niczego ocieplić ani wygładzić.

Przetworniki AMT mają tendencję do grania ciepłym dźwiękiem. Tutaj nie jest on jednak ciepły per se, bo kolumny grały w otwarty sposób. Dźwięk wysokich partii jest formowany w taki sposób, aby był otwarty i dokładny. Mamy więc wyrazisty przekaz, ale bez ostrości – te przetworniki nie grają ostro. Dlatego też fortepian KEITHA JARRETTA z ujawnionej właśnie płyty Roma, w utworze It’s a Lonesome Town, był mocny i dynamiczny, otwarty i dźwięczny, pozostając po jedwabistej stronie mocy.

Został też pokazany w perspektywie i z delikatnym ciepłem. Może nie w samym dźwięku, a w wykończeniach , w pogłosach. Rozdzielczość tych kolumn, tak przecież wspaniała, potwierdziła się i tutaj. Mowa o nagraniu koncertowym, czego w tym kawałku właściwie nie słychać – nie ma pokasływania i szurania (ciekawe, czy je skasowano, czy ludzie naprawdę się powstrzymywali?). Kiedy jednak w 1:50 coś komuś upada na podłogę, dość daleko na sali, to ten drobny ruch jest doskonale czytelny i wywołuje w nas poczucie uczestnictwa w czymś jednak wspólnotowym, nie z samotnym pianistą porzucnym gdzieś w opuszczonym teatrze.

Kiedy nagranie jest mocno skompresowane, a producenci ustawili źródła dźwięku blisko nas – tak to zostanie pokazane. Pamiętacie państwo: Jovity są uczciwymi kolumnami. Gitara i wokal IRMY w Black Sun (acoustic) były więc zbite w dość płaski obraz, w dodatku bardzo blisko mnie. Blisko, a jednak nie przed kolumnami, a pomiędzy nimi. Dodane miejscami chórki, a potem syntezatory (orkiestra) były daleko z tyłu i z boków, doskonale dopełniając tę suchą przecież prezentację. Ale wciąż było to granie dość płaskie dynamicznie i lekko „do przodu”. Takie życie…

▒ Podsumowanie

JOVITY, KOLUMNY FIRMY KROMA, są bardzo precyzyjnymi narzędziami. Z wysokiej klasy nagraniami zabrzmią obłędnie spójnie, dokładnie, ale i naturalnie. Nie chodzi przy tym o to, że to muszą być nagrania audiofilskie, właśnie nie. Chodzi o wysokiej klasy muzykę zarejestrowaną z wyczuciem i pomysłem na nią. Jak wskazałem wcześniej, nawet nagrania, w których nie ma ani pasma, ani dynamiki, będą podane tak, że to muzyka będzie najważniejsza.

Kolumny potrafią zagrać bardzo niskim basem momentalnie sprężając powietrze w pomieszczeniu i równie szybko je rozprężając. Nie są w tym wyrywne i nie udowadniają niczego. Bas jest tam, gdzie trzeba, przypominając jego brzmienie z kolumn o budowie zamkniętej. Jego najniższa część jest zaokrąglona, ale wciąż pod kontrolą. Może dlatego nawet przy głośnym graniu nie miałem wrażenia przesady czy atakowania mnie.

Druga strona pasma jest otwarta i jednocześnie jedwabista. Otwarcie to jest częścią stronienia całej kolumny, w której średnie tony są żywe i dźwięczne. To wciąż jest dźwięk „à la Kroma”, to jest gładki i płynny. Ale w przypadku testowanych kolumn, inaczej niż w niższej serii, nie mówimy już o ciepłym dźwięku, a dźwięku jedwabistym. Ciepła tu nie ma, bo postawiono na transparentność i wyrazistość. Ale znowu – w ujęciu ludzi z Granady.

Kroma Jovita są więc kolumnami łączącymi te dwa światy: ciepła i otwarcia. Budują potężną scenę dźwiękową, która wciąga nas w środek akcji. Nie narzucają się z przekazem, bo ani nie wypychają go przed głośniki, ani nie utwardzają jego ataku. Są bardzo wierne temu, co przez nie przepuszczamy i wyjątkowo ładnie interpretują dźwięk nagrań. No i brzmią jak jeden wielki przetwornik bez obudowy – to naprawdę jest coś! Od nas wyróżnienie RED‖FINGERPRINT. ‖ WP

▒ Dane techniczne (wg producenta)

Konstrukcja: wolnostojąca, trójdrożna, czterogłośnikowa, bas-refleks
Skuteczność: 91 dB
Impedancja minimalna/nominalna: 3,6/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 25 Hz-27 kHz
Zalecana moc wzmacniacza: 30-1000 W
Wymiary (wys. x szer. x gł.): 1170 x 320 x 275 mm
Waga: 48 kg/sztuka

| Dystrybucja (Słowacja, Czechy, Polska)

DREAMAUDIO

Jaskový Rad 213
Bratislava 3
831 01 ⸜ SLOVAKIA

→ DREAMAUDIO.sk

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl


System referencyjny 2026



① Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST
② Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom)
③ Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ
④ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST
⑤ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST
⑥ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710
⑦ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ
⑧ Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST

Okablowanie

Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TEST
Interkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUŁ|
Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ
Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ

Zasilanie

Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST

Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m)
Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST

Elementy antywibracyjne

Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)
Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ
Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ
Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ
Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ

Analog

Przedwzmacniacz gramofonowy:
  • RCM AUDIO Sensor Prelude IC • → TEST
Wkładki gramofonowe:
  • DENON DL-103 | DENON DL-103 SA • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Destiny • test → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Zero • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Shilabe • → TEST

Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition


Słuchawki

  • Magnetostatyczne ⸜ HiFiMAN HE-1000 v2 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ FINAL DX6000 → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Sennheiser HD800
  • Dynamiczne ⸜ AKG K701 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Beyerdynamic DT-990 Pro (old version) • → TEST
  • Douszne (IEM) ⸜ LIME EARS Anima słuchawki IEM → TEST
  • Douszne • bezprzewodowe ⸜ FINAL ZE8000 JIBUN DUMMY HEAD → TEST
Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR HYBRID HPC |MIKROTEST|

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio