|
KOLUMNY GŁOŚNIKOWE ⸜ podstawkowe JBL
Producent: |
|
Test
tekst WOJCIECH PACUŁA |
|
No 262 1 lutego 2026 |
PRODUCENT MAJĄCY TYLE LAT co JBL – firma w tym roku obchodzi 80-lecie istnienia - może się ugiąć pod ciężarem swoich osiągnięć, ale i błędów. Tak długie trwanie to przecież akumulacja i jednych, i drugich z czego to niedociągnięcia zwykle ciążą bardziej. Dodajmy, że 2027 rok będzie okazją do świętowania stu lat odkąd James Bullough Lansing założył swoją pierwszą firmę (!); więcej o historii jej kolumn → TUTAJ.
Z JBL-em jest inaczej. Mam wrażenie, że firma ta jest, kolejny raz, w szczytowej formie. Co osiągnęła, jak się wydaje, dywersyfikacją dochodów, bo tak się chyba o tym mówi. Z jednej strony pozostała przy produktach przeznaczonych do studiów nagraniowych i na estradę, wciąż jest mocna w car audio, ale najważniejsze wydaje się to, że mocno rozbudowała swój dział konsumencki hi-fi. W którym również gra na wielu bębenkach. Bo to jeden z liderów mobilnego audio – jak czytamy, sprzedał do tej pory ponad 100 milionów głośników Bluetooth, do których dochodzi drugie tyle słuchawek. A jednocześnie firma pielęgnuje obraz wyniesiony z czasów, kiedy na początku lat 80. po jej kolumny sięgnęli japońscy audiofile. To oni wynieśli tę markę „na ołtarze” i dziś trudno sobie wyobrazić krajobrazu tego rynku podobnie zresztą jak chińskiego, koreańskiego, tajwańskiego i innych, bez charakterystycznego loga z wykrzyknikiem. Najnowszą odsłoną tej historii jest, zaprezentowana podczas wystawy → HIGH END 2025 w Monachium, seria Summit. W jej skład weszły trzy modele kolumn: podłogowe Makalu i Pumori oraz kolumna podstawkowa Ama. ▓ Summit SUMMIT, CZYLI „SZCZYT”, to najwyższy punkt, jak szczyt góry lub najwyższy poziom osiągnięć. Tak też nazywa się topowa seria firmy JBL. 15 maja 2025 roku dołączyły do niej trzy, wspomniane, kolumny. Tak przynajmniej przedstawiają to materiały prasowe. O nowej serii producent pisał:
Premiera kolumn powiększających serię Summit odbędzie się podczas targów HIGH END Munich 2025. Seria obejmuje obecnie pięć modeli — w tym kultowe JBL Everest i K2 — oraz trzy nowe konstrukcje — Makalu, Pumori i Ama — stworzone z myślą o najbardziej wymagających słuchaczach na świecie.
„Seria JBL Summit jest zwieńczeniem wszystkiego, co reprezentuje JBL — precyzji akustycznej, ponadczasowego wzornictwa i emocjonalnego związku z muzyką” — powiedział Jim Garrett, starszy dyrektor ds. strategii i planowania produktów w HARMAN Luxury Audio. „Dzięki tym nowym modelom oddajemy hołd naszej tradycji, jednocześnie przesuwając granice reprodukcji dźwięku dalej niż kiedykolwiek wcześniej”. ⸜ Unveiling the Pinnacle of Loudspeaker Design at HIGH END Munich 2025, → news.HARMAN.com, dostęp: 21.01.2026. W rzeczywistości jest trochę inaczej. Seria o nazwie Summit oficjalnie powstała dopiero wraz z tymi trzema kolumnami. Wcześniej mowa była po prostu o Projekcie Everest, kolumnach zaprezentowanych w 1985 roku, oraz K2 z roku 1988. Chociaż obydwa nosiły nazwę po dwóch najwyższych szczytach Himalajów, nie miały oficjalnej nazwy swojej serii, tym bardziej logotypu.
‖ Trzy kolumny nowej serii: Makalu, Pumori i Ama • zdj. mat. pras. Harman Zmieniło się to dopiero teraz – Summit to obecnie pięć modeli, z Everestem na topie i z otwierającymi je kolumnami podłogowymi Ama. Nietrudno się domyśleć, że już za chwilę model K2 przejdzie lifting, a zapewne i sam Everest. Choć nowa, seria została już doceniona, między innymi przez japoński magazyn „Stereo Sound”. W podsumowaniu roku 2025 aż dwa, wchodzące w jej skład, modele: Makalu i Pumori, zdobywając – odpowiednio – 9. i 8. miejsce i otrzymując nagrodę Grand Prix 2025 („Stereo Sound”, Winter, № 237). Dodajmy, że nowe kolumny zostały zaprojektowane w Acoustic Center of Excellence (Centrum Doskonałości Akustycznej) JBL w Northridge w Kalifornii, choć ich produkcja odbywa się w Chinach. ▓ Ama AMA TO DWUDROŻNE kolumny podstawkowe. Podstawkowe, ale jednak spore – bardziej monitory niż „monitory”. Ich nazwa, Ama (wym. a-ma), jest częścią nazwy Ama Dablam, oznaczającej „Naszyjnik matki”. To szczyt w Himalajach o wysokości 6812 metrów. Ama dominuje nad wschodnią linią horyzontu z bazy pod Everestem i została nazwana „Matterhornem Himalajów” ze względu na swój – jak czytamy na stronie www producenta – „imponujący, charakterystyczny kształt”. Kolumny mierzą 476,3 × 308,0 × 336,0 mm i ważą 23,3 kg. Do tego dochodzą firmowe standy, naprawdę fajne, ważące 20,1 kg, co daje łącznie 43,4 kg żywej wagi. Jak na monitory, to sporo. Producent pisze o nich:
Summit Ama to kompaktowe arcydzieło zaprojektowane tak, aby odkrywać sedno muzyki. Ten 2-drożny głośnik stojący łączy 8-calowy głośnik niskotonowy HC4 z przetwornikiem kompresyjnym D2 i tubą HDI, zapewniając wyjątkową czystość, kontrolę i spójność w całym spektrum częstotliwości. Elegancka obudowa Summit Ama spoczywa na dopasowanej do niej podstawce ze stali i aluminium.
⸜ Tamże. Kolumny oferują podwójne zaciski głośnikowe, można je więc podłączyć zarówno klasycznie, jak i za pomocą dwóch par kabli (bi-wiring), albo do dwóch wzmacniaczy (bi-amping). Zamiast zwykłych zwór zastosowano jeden element z czterema bananami, który ładnie się chowa w wytłoczce do której zamocowano gniazda. Proste, a skuteczne. To znacznie lepsze rozwiązanie, niż klasyczne „blaszki”, mimo że trudniej będzie zastosować lepsze zwory. Kolumny są dostępne w dwóch kolorach obudowy: w czarnym lakierze o wysokim połysku (Black High Gloss) lub w okleinie z naturalnego drewna hebanowego, również pokrytego lakierem o wysokim połysku (Ebony Veneer High Gloss). W dwóch wersjach kolorystycznych są dostępne również metalowe detale, takie jak poziome elementy powyżej i poniżej większego głośnika, oraz obwódki w podstawkach. Możemy zamówić je z kolorze przypominającym tytan, a noszącym nazwę Summit Platinum lub w „starym złocie”, Summit Gold. W każdej wersji front pozostaje czarny, z plecionką z włókna węglowego wokół głośnika nisko-średniotonowego.
TECHNIKA • Choć różnią się wielkością, wszystkie trzy nowe modele dzielą te same rozwiązania techniczne. A te w szczegółach różnią się od tych, które znajdziemy w K2 i Everest, stąd mój opór przed łączeniem tej piątki w jedną całość. Jedną z cech charakterystycznych nowych kolumn, odróżniającą ją nie tylko od droższych modeli, ale i od innych konstrukcji tego producenta, jest stosunkowo niska skuteczność – w przypadku modelu Ama jest ona naprawdę niska i wynosi 84 dB. Impedancja nominalna też nie jest wysoka, 4 Ω, ale minimalna jest całkiem znośna, to 3,1 Ω przy 239 Hz. Na „papierze” to trudne warunki dla wzmacniacza. W rzeczywistości może być jednak lepiej niż z „wysokoskutecznymi” kolumnami, które bez stu watów nie ruszą. Inną cechą wyróżniającą tego producenta spośród innych jest zastosowanie w Amie przetworników własnej produkcji, zaprojektowanych przez siebie i wyprodukowanych we współpracujących z JBL-em fabrykach. Niewiele innych producentów na taki luksus stać, bo oznacza to duże pieniądze wyłożone na badania, prototypowanie itp. To, dla przykładu: Focal, Bowers & Wilkins, KEF, Børresen (to te duże), Davis Acoustics, Falcon Acoustics (to te małe) i kilka innych; w Polsce już wkrótce to będzie przypadek Pylon Audio. Są też takie, jak Spendor i Harbeth, które mają własne przetworniki nisko-, średnio- i nisko-średniotonowe, ale przetworniki wysokotonowe kupują na zewnątrz. W modelu Ama obydwa głośniki są produkcji JBL-a. To: 38 mm przetwornik kompresyjny D2 (1,5”, D2815K) odtwarzający wysokie tony oraz 200 mm głośnik nisko-średniotonowy JW200PB (8”); podajemy wartości również w calach, ponieważ to – ostatecznie firma amerykańska i takie wartości w jej opisach funkcjonują. Głośnik wysokotonowy ma podwójną membranę i podwójny napęd, co ma minimalizować zniekształcenia. Jego widoczną i niezwykle charakterystyczną częścią jest duży falowód (tuba) o firmowej nazwie Sonoglass HDI. Jak czytamy materiałach firmowych, „takie połączenie gwarantuje jednolite rozpraszanie, spójność fazową i swobodę dynamiczną nawet przy bardzo złożonych nagraniach”. Pierwotnie Sonoglass był stosowany głównie jako izolacja akustyczna i termiczna do budynków, nakładana metodą natryskową. Generalnie jest to włóknisty, nadający się do recyklingu spray o niskiej zawartości lotnych związków organicznych, służący do kontroli dźwięku i izolacji akustycznej. JBL używa go jako nazwy handlowej dla tub HDI (High-Definition Imaging) jako materiał na tuby. Wróćmy jednak do przetworników, bo są one bardzo interesujące. Konstrukcja D2 jest naprawdę wyjątkowa. W dokumentach technicznych firmy czytamy, że wykorzystuje ona dwie lekkie, pierścieniowe membrany polimerowe, z których każda posiada własny magnes i cewkę drgającą. Obciążenie membrany jest w takiej konstrukcji rozdzielane na dwie części. Tak więc i moc wejściowa jest rozdzielana między dwie cewki drgające, co oznacza – podaję za producentem – „znacznie większą moc znamionową” i „niższą kompresję termiczną”. Jak czytamy w recenzji portalu OnHiFi, „wysokie tłumienie membrany polimerowej” i „niższa masa ruchoma” oznaczają, że każdą z dwóch membran można „dostroić” do określonego zakresu. Skutkuje to „znacznie niższym poziomem zniekształceń nieliniowych” i „płynniejszą, rozszerzoną charakterystyką wysokich częstotliwości”; więcej → TUTAJ. Dodajmy, że przed membraną ustawiono długi, przypominający pocisk, korektor fazy chroniony siateczką. Zakres nisko-średniotonowy obsługuje 200 mm głośnik o symbolu JW200PB, z niemal 160 mm (2,5”) cewką i „hybrydową” membraną HC4. Ta ma budowę kanapkową – „sandwicz” – i jest złożona z trzech warstw: włókna węglowego, widocznej na zewnątrz celulozy i spajającego je rdzenia z pianki o zamkniętych komórkach. Dzięki temu ma ona zapewnić „szybki atak i kontrolowany, sprężysty bas”. Głośnik ma dużą nakładkę przeciwpyłową i grube, szerokie zawieszenie z gumy. Jest on wpuszczony w głąb obudowy, aby dało się go zamknąć maskownicą, licującą się z tubą i bocznymi ściankami. Zwrotnica jest wyjątkowo rozbudowana – to jedna z bardziej złożonych i „ogarniętych” zwrotnic, jakie widziałem od dłuższego czasu. Została ona podzielona na dwie sekcje, wysoko- i nisko-średniotonową, zmontowane na płytkach drukowanych przykręconych do bocznych ścianek obudowy. Z głośnikami i zaciskami głośnikowymi łączy się ona przez grube plecionki z czegoś, co wygląda na srebrzoną miedź. W zwrotnicy zastosowano kondensatory MultiCap fimy Reliable Labs, ale i potężne, chłodzone za pomocą metalowych obudów, oporniki oraz wyjątkowo duże cewki. Wybór tych konkretnych kondensatorów był podyktowany „redukcją ESR i strat dielektrycznych”, a ma się on przekładać na „wyższą przepustowość sygnału, niskie zniekształcenia i lepszą mikrodynamikę”. Częścią tego systemu są również, wspomniane, zaciski głośnikowe. Wyglądają one solidnie i platerowane metalem o srebrzystym kolorze – nie wiadomo jednak, o jaki metal chodzi. Ich nakrętki zostały wykończone plecionką z włókna węglowego, To metoda stosowana, na przykład, przez japońską firmę Furutech, ale i przez kilku producentów z Tajwanu. Obudowa została wykonana z płyt MDF, a jej wszystkie ścianki są delikatnie zaokrąglone, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Front jest grubszy i dodatkowo usztywniony poziomymi elementami z metalu. To ważne, ponieważ głośnik nisko-średniotnowy jest potężny, ma ogromny, podwójny magnes i ciężki, odlewany kosz. Aż się prosi, aby magnes był w środku czymś podtrzymywany. Drobne zabiegi, na przykład zaoblenie ścianek, wyróżnienie detali, ładne logotypy itp. powodują, że kolumny, choć sporej wielkości, nie sprawiają wrażenia „ciężkich”. Od strony technicznej z zaokrągleniem chodziło o minimalizację fal stojących. Pomaga to jednak w dalszym usztywnieniu konstrukcji. Wewnątrz kolumna została też wzmocniona wielopunktowym usztywnieniem i dość mocno wytłumiona. Okrągły wylot bas-refleksu znajduje się na tylnej ściance. PODSTAWKI • Podstawki są częścią systemu Ama. Kolumn nie da się bez nich kupić. I dobrze. Całość wygląda bardzo dobrze, a i same podstawki są naprawdę dobre i ładne. Tym bardziej, że ich dolna część jest wykończona w kolorze, w którym kupujemy kolumny, czyli czarnym lub w okleinie. Złożona z dwóch blatów i dwóch podpór podstawa ma konstrukcję stalowo-aluminiową. Górny blat ma nawiercone otwory, a w kolumnach są gniazda z gwintami. Po ich skręceniu powstaje jedna, ciężka, sztywna całość. Dolna płyta jest szczególnie gruba i duża, co gwarantuje stabilność. Z tyłu są kanały, którymi możemy poprowadzić kable. Ale najważniejsze jest niewidoczne. Podstawa stoi bowiem na regulowanych stopach przygotowanych dla JBL-a przez firmę IsoAcoustics.
To rzadkie, choć zdarza się – zazwyczaj producenci kolumn wkręcają zwykłe kolce i tyle. Ale może to najwyższy czas, aby w droższych produktach stawiać na sprawdzone rozwiązania specjalistów. Wiem, że jest pokusa wykonywania wszystkiego samodzielnie, ale to zwykle się nie sprawdza. Tutaj nie dość, że to dobre technicznie, to i jeśli chodzi o ustawienie – płaskie stopy IsoAcoustics Gaia I Neo nie porysują nam podłóg. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Kolumny JBL Summit Ama były testowane w systemie referencyjnym HIGH FIDELITY. Źródłem był odtwarzacz SACD Ayon Audio CD-35 HF Edition oraz odtwarzacz plików & zegar taktujący Sforzato DSP-05 EX & PMC-05 EX, a napędzane były przez wzmacniacz tranzystorowy Soulution 710, a sygnał do nich prowadziły kable głośnikowe Siltech Triple Crown. |
Kolumny stanęły na firmowych podstawkach, z którymi są sprzedawane. Przednie ścianki znalazły się w odległości 243 cm od miejsca odsłuchowego i 295 cm od siebie, licząc od ich osi pionowej. Od tylnej ściany znajdowały się w odległości 82 cm, również od ich osi i górnej krawędzi. Kolumny skręcone były bezpośrednio na miejsce odsłuchowe.
Dystans między kolumnami oraz ich poziomowanie ustaliłem za pomocą urządzenia Bosch PLR 50 C. Więcej o ustawianiu kolumn w artykule Mikrodostrajanie, czyli ustawiamy głośniki, № 177, → HIGHFIDELITY.pl. O akustyce pomieszczenia odsłuchowego HF więcej w artykule Pomieszczenie odsłuchowe „High Fidelity”…, № 189, → HIGHFIDELITY.pl. Pomiary automatycznej korekcji akustyki pomieszczenia HF można znaleźć → TUTAJ i → TUTAJ. » PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór
⸜ TAKESHI INOMATA, The Dialogue, Audio Lab. Record/Octavia Records OVXA-00008, SACD/CD ⸜ 1977/2001, więcej → TUTAJ. SPOTKANIE Z „NOWYM” to zawsze duże przeżycie. A jeśli to „nowe” jest kolejną odsłoną czegoś, co znamy od lat, nawet wielu lat, jest też niepokojące. Bo co będzie, jeśli się okaże, że to nie jest „to”? Jeśli wszystko będzie jak trzeba, w porządku, na miejscu, a jednak nas to nie przekona? Mam z takimi produktami audio do czynienia i to całkiem często. Staram się wówczas opisać ich brzmienie w możliwie wierny sposób, oddając w ten sposób szacunek ich twórcom i samym markom, jak i użytkownikom, którzy szukają właśnie czegoś takiego. Ale na tym koniec, to nie jest „moje”.
Jak było z najnowszymi JBL-ami? Ano było tak, że ciekawość mieszała się u mnie z lekkim drżeniem –Summit jest bowiem jedną z ważniejszych serii tego producenta od wielu lat. A to dlatego, że znalazła się ona powyżej serii nastawionych na „szerszego klienta”, jak zwykły mówić osoby reprezentujące firmy. Wciąż nie topowa, powyżej są przecież i K2, i Everest, ale chyba kluczowa dla pokazania możliwości tego producenta w świecie, który stawia na mobilność, tymczasowość i „znikanie” produktów – świecie, który sam pomógł wykreować. Jak się okazało to są kolumny, które nie tyle, że mnie zaciekawiły, co wręcz przykuły moją uwagę. To bowiem znacząco odmienny dźwięk od tego, do czego nas przyzwyczaił ten producent w ostatnich latach. Inny też od tego, który słyszymy podczas koncertów. To, krótko mówiąc, dźwięk znany mi z jego starych monitorów studyjnych – seria Studio Monitor – dla których audiofile w Japonii stracili głowy. Kolumny Summit Ama grają bowiem wybitnie energetycznie, a jednocześnie zaskakująco ciemno. Tak, nie pomyliłem się, to konstrukcje nastawione na środek pasma. Ale nie dlatego, że nim „grają”. Bo i bas, i wysokie tony są tu czystsze i lepiej definiowane niż w chyba wszystkich kolumnach z serii Monitor, których słuchałem. O ile oczywiście pamiętam (a pamięć mam emocjonalną, to znaczy pamiętam, jak reagowałem na tę czy inną płytę). Na tyle jednak, na ile mi się wydaje, biorąc pod uwagę, że przetestowałem całkiem spory korpus kolumn JBL-a z tej serii, tak właśnie jest. Powtórzmy więc, wracając do tego, co najważniejsze – to kolumny grające ciemnym dźwiękiem. Tak, to ciemne JBL-e. Czyli dokładnie takie, jak to sobie wyobrażam, że powinno być. I są w tym naprawdę, wręcz niesamowicie, podobne do kolumn Harbeth M40.1, do których były porównywane. Może nawet „bardziej”. Co ma nawet sens, ponieważ i Harbeth, i JBL wywodzą się z tradycji kolumn przeznaczonych do studiów nagraniowych, czyli „monitorów”. Mimo że ich konstrukcja jest kompletnie różna, to myślenie o dźwięku jest bardzo podobne. Harbeth to „szkoła” brytyjska BBC, a JBL „amerykańska”, w dodatku znana z dużych studiów. A jednak podstawy dźwięku są w nich dokładnie te same. Kiedy słuchałem saksofonu solo ERICA DOLPHY’ego w utworze ˻ 1 ˺ God Bless The Child, nagranego w czasie jego trasy koncertowej po Europie w 1961 roku, siedziałem swobodnie, ale wsłuchany, nawet – zasłuchany. To dźwięk, który wciąga. Naprawdę, nie przesadzam i nie koloryzuję. Wybrałem to nagranie, ponieważ zostało zamieszczone na składance stworzonej przez Shoji’go „Swifty” Sugawarę, założyciela i właściciela Basie, jednego z najsłynniejszych tokijskich Jazz Kissa (ジャズ喫茶). To miejsce, w którym można się napić, zjeść, ale przede wszystkim posłuchać muzyki na topowym sprzęcie audio – w tym przypadku to system vintage JBL z potężnymi kolumnami 4355 na cele, przedwzmacniaczem i wzmacniaczami tej firmy oraz gramofonem Linn Sondek. Ma też niewielką scenę, na której grali wielcy jazzu, w tym Count Basie. Płyta została przygotowana przez zawodowców i wydana przez japoński magazyn „Stereo Sound” w serii „Stereo Sound Reference Record”. Amerykańskie kolumny zagrały ją pięknie. Nie widzę powodu, aby to ubarwiać, bo nie jest to konieczne, więc – powtórzę – pięknie. Dźwięk był namacalny, ciemny, kremowy, a jednak z niesamowitą ilością informacji. Ale te informacje, podobnie jak w Harbethach, Spendorach, Falconach, Grahamach i innych monitorach BBC, nie przykuwały uwagi. A jednak niesamowicie ten przekaz wzbogacały. Bo choć najważniejszy jest tu środek pasma, to jest on, jak mówiłem, obudowany aktywnymi skrajami. Wysokie tony wydają się schowane, ale są przecież mocne i jednoznaczne. Wydaje się, że są bardzo czyste i może dlatego nie muszą konkurować o naszą uwagę z muzyką. Bo jeśli słyszycie państwo bogactwo dźwięków, a nie układa się to w jakąś opowieść, to słyszycie szum. A szumu nam w życiu nie trzeba. To również niezwykle precyzyjny przekaz. Mówiąc o „ciemności” można by pomyśleć, że trzeba się wsłuchiwać, aby wyłuskać dźwięki z planów. Tak nie jest, po prostu dostajemy to wraz z barwami, nie trzeba się starać. I może dlatego tak doskonale te konstrukcje pokazują wymiar w głąb. Widzą państwo, to rzecz, która w ostatnich – powiedzmy – dwudziestu, może trzydziestu latach w kolumnach tego producenta nie była priorytetowa. Wszerz – jak najbardziej. W głąb – nie do końca. W czym przypominały one, tak na marginesie, kolumny tubowe.
Kolumny Ama są zupełnie inne. Monofoniczne nagrania LOUSIA ARMSTRONGA ˻ 3 ˺ On The Sunny Side Of The Street czy ˻ 5 ˺ Jumping At The Woodside COUNTA BASIEGO, generalnie – wszystkie nagrania z jednym kanałem miały doskonałą głębokość. Pierwszy plan nie był zbyt blisko mnie, ale jednak miałem poczucie łączności, nie byłem tylko widzem siedzącym przed ekranem. Wyraźnie zostały przez nie zróżnicowane plany dźwiękowe, nawet w ramach jednego instrumentu (dźwięk bezpośredni + pogłos). Co jest dla produktów firmy JBL nowością, przynajmniej w tym stuleciu. Nagrania multi-mono, czyli klasyczne współcześnie rejestracje wielościeżkowe, z kolejnymi instrumentami i głosami nagrywanymi osobno, zostały pokazane w wyjątkowo trójwymiarowy sposób. To znaczy poszczególne ścieżki były klarowne przez swoją odrębność akustyczną i barwową. Wokal ANJI GARBAREK z płyty Briefly Shaking w ˻ 3 ˺ The Last Trick był wyraźnie z przodu, a dopiero za nim była gitara elektryczna i samplowana perkusja. Szeroko po bokach odzywały się natomiast uderzenia z delay’em, który je zwielokrotniał. Pojawiające się w 2:23 smyczki w prawym kanale wniosły do tego ciepło i kremowość. Nie, żeby nagranie potrzebowało wygładzenia. Ale właśnie ta kremowość została pokazana od razu, jednoznacznie, w kontrze do jasnych sampli. Różnicowanie było równie dobre, jak w tym, o czym wcześniej mówiłem. Ale nie po to sięgnąłem po tę płytę. Tak naprawdę chciałem usłyszeć ten niesamowity generowany elektronicznie bas w ˻ 4 ˺ Sleep. Ha! Jak podejrzewałem, ale pewności nie miałem, kolumny zagrały go w doskonale zrównoważony sposób, ale z masą i z energią, jakiej wymagał. Nagranie nie zostało rozjaśnione, a bas nie był karykaturalnie „pudełkowy”. Wręcz przeciwnie – miał gładkość i wypełnienie, jaką znam z najlepszych kolumn. To nie było równie mocne zejście, jak z Harbethami, trzeba to wiedzieć. Również największe modele z serii Studio Monitor schodzą niżej. To są jednak niewielkie kolumny, pamiętajmy o tym. Ale w ramach tego, co otrzymałem było to gęste, mocne, nasycone. Wydaje mi się również, że po prostu lepsze. I cały czas ciemne. To znaczy bez wyrywania dźwięków z ich „gniazd” a z płynnym, niemal jedwabnym przepływaniem między nimi. I może dlatego, a może dzięki doskonałej rozdzielczości, kolumny Ama wydały mi się doskonałym „narzędziem” do słuchania dowolnej muzyki, zarówno cicho, jak i głośno. Ich barwa nie zmienia się jakoś wyraźnie przy przejściu z p i pp do fff. Otwiera się, nieco rozjaśnia, ale to wciąż ten sam idiom. Kiedy uderzy coś takiego, jak skompresowany na maksa wokal we fragmencie ˻ 5 ˺ Shock Activities, zaczynającym się w 1:12, to tego nie zagładzi, nie zagłaszcze na śmierć. Ale nawet wtedy nie będziemy mieli odruchu przyciszenia dźwięku. Słuchamy tego jako kreacji i wyrazu artystycznego i jeśli ma być jaśniej, to znaczy, że tak ma być. Pomaga w tym to, że jest to duży dźwięk, naprawdę duży. Wokal MADELEINE PERROUX z płyty Careless Love w otwierającym płytę coverze Cohenowskiego ˻ 1 ˺ Dance Me To The End Of Love został pokazany z przodu, był lekko wypchnięty przed perkusję ustawioną za nią. Z kolei fortepian został rozłożony po kanałach, ale z pogłosem, dzięki któremu wydawało się, że jesteśmy w jego pobliżu, w jakimś niewielkim pomieszczeniu, był wokół mnie. To jedna z nielicznych płyt, które wolę słuchać z oryginalnego, zwykłego wydania CD niż z remasteru Mobile Fidelity, które ukazało się w 2006 roku na 180-gramowym winylu. Wersja MoFi jest jaśniejsza, dokładniejsza, ale nie ma ducha oryginału. A ten zasadza się na głębi i gęstości. Kiedy już na początku ˻ 2 ˺ Don’t Wait To Long uderza bas ze stopą perkusji, to musi to być mocne pchnięcie, jak na CD. Winyl jest z tego wykastrowany. A JBL-e to doskonale pokazały, mocno dociążając dźwięk i go pogłębiając. Kolejny raz odezwał się niski bas o bardzo ładnej, ciemnej barwie. Był on przy tym bardzo „żywy” i energetyczny, co kolumny zawdzięczają – tak to widzę – zarówno tubie na górze pasma (wysokie tony niesamowicie wpływają na to, jak odbieramy bas), jak i głośnikowi o dużym skoku na dole. A przecież i tak słuchać będziemy wokalu, tak to zostało ustawione przez producentów albumu i tak to nam Amy zakomunikują. ▒ Podsumowanie TESTOWANE KOLUMNY firmy JBL zaskoczą tych, którzy przyzwyczaili się do „estradowego” dźwięku poprzednich propozycji. W Summit Ama nie ma cienia agresji, a jednak dynamika i energetyczność jest większa niż w seriach Studio Monitor i innych. Ich rozdzielczość jest doskonała – coś takiego słyszałem do tej pory tylko w kolumnach K2 i Everest. Nie całkiem, ale bardzo blisko. To także wspaniale zrównoważony dźwięk. No i ciemny.
Jak pisałem, tak – moim zdaniem – powinny brzmieć nagrania w domu. Tymi konstrukcjami JBL potwierdza moje intuicje, którymi dzieliłem się z państwem w styczniu zeszłego roku; więcej → TUTAJ. Dzięki temu otrzymujemy prawdziwy monitor, to jest energetyczny, wspaniale przestrzenny, ale przede wszystkim pozwalający słuchać dowolnej muzyki, głośno i cicho, jak tylko chcemy. Jest płynny i organiczny. Nie zniesmacza niczym a raczej wciąga w swój świat. A to jest piękny świat. ● ▓ Dane techniczne (wg producenta)
Typ: system głośnikowy typu bas-refleks z wbudowanym wzmacniaczem, procesorem DSP i łącznością bezprzewodową Dystrybucja w Polsce
SUPORT
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
![]() ① Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST ② Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom) ③ Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ ④ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST ⑤ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST ⑥ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710 ⑦ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ ⑧ Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST |
|
|
Okablowanie Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TESTInterkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUĹ| Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ |
|
Zasilanie Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TESTKabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m) Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST |
|
Elementy antywibracyjne Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ |
|
Analog Przedwzmacniacz gramofonowy:
Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition |
|
Słuchawki
|
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio



























