|
WZMACNIACZ ZINTEGROWANY • lampowy LINEAR AUDIO RESEARCH
Producent: LINEAR AUDIO RESEARCH |
|
Test
tekst MAREK DYBA |
|
No 267 1 lipca 2026 |
|
˻ TEST PREMIEROWY ˼
LAR TO JEDNA Z TYCH POLSKICH FIRM, które działają właściwie poza głównym nurtem. Co mam na myśli? To, że na dobrą sprawę nie bywają na wystawach, a i recenzji pojawia się niewiele. Wyjątkiem jest wrocławski Audiofil Piotra Guzka, gdzie nie dalej niż w ubiegłym roku można było posłuchać urządzeń tej marki, choć też po pewnej przerwie. Na szczęście, przynajmniej dla mnie, kilka z nich było również mojego autorstwa, co pozwoliło mi poznać wzmacniacze i przedwzmacniacze gramofonowe Linear Audio Research. Od pierwszego razu, od pierwszej sesji odsłuchowej wiedziałem, że to urządzenia zdecydowanie warte poznania, a każde kolejne doświadczenie jedynie to potwierdzało.
Niestety nie było mi dane odsłuchać we własnym systemie wspomnianych poniżej przez pana Czyżewskiego monobloków NAZCA, czyli pierwszego wzmacniacza LAR-a na lampach 211 (testował je naczelny → TUTAJ). Testowałem za to choćby świetny IA-30T MK2 (test → TUTAJ, czy oba przedwzmacniacze gramofonowe (recenzja LPS-2 → TUTAJ). Każde z tych urządzeń, nie dość, że po prostu grało znakomicie, muzykalnie, tak jak lubię, to na dodatek oferowało znakomity, a pierwszy przedwzmacniacz gramofonowy wręcz absolutnie fenomenalny stosunek jakości do ceny. Nowszy przedwzmacniacz gramofonowy, bez dwóch zdań, oferuje znacząco wyższy poziom grania niż LPS-1. Nadal jest on w ofercie firmy i wciąż jego cena nadal stawia go wśród najatrakcyjniejszych propozycji na poziomie cenowym do dobrych kilku tysięcy złotych. Między wspomnianym modelem IA-30T Mk 2, który – jak sugeruje oznaczenie – był drugą wersją tego modelu, a testowaną obecnie Viadua SE (wypada używać rodzaju żeńskiego, bo nazwa oznacza przecież drugą największą z polskich rzek, Odrę) występuje sporo podobieństw. Zewnętrzna forma to jedno z nich. Nie jest, rzecz jasna, identyczna, ale wystarczająco podobna, by nie było wątpliwości, że to produkt tej właśnie firmy. Dla wielu osób istotną informacją będzie również to, że także w tym urządzeniu na froncie znajdą wyjście słuchawkowe. To ważne o tyle, że wspomniany starszy model spisywał się ze słuchawkami bardzo dobrze, co daje nadzieję, że i Viadua SE jest w stanie zastąpić osobny wzmacniacz słuchawkowy. I to z lampami 211! Wśród różnic jedną można wskazać już na podstawie oznaczenia modelu, trudno nie zwrócić uwagi na dopisek „SE”. W środku pracuje bowiem para triod 211 w układzie single-ended (SET). Wspomniany poprzednik korzystał z kwadry tetrod strumieniowych 6CA7 pracujących w układzie przeciwsobnym (push-pull). Moc testowanej obecnie integry jest co prawda mniejsza, to tylko 20 W na kanał (zamiast 30), ale dobre zaimplementowana lampa 211 potrafi sobie doskonale radzić nie tylko z łatwymi, typowo „lampowymi” kolumnami, ale i tymi nieco trudniejszymi. Nowy wzmacniacz kosztuje teoretycznie sporo więcej. Po pierwsze „ale”: minęło kilkanaście lat od premiery IA-30T Mk 2, a po drugie, mówimy o wzmacniaczu SE, w którym na dodatek pan Czyżewski zastosował szereg komponentów, jakie zwykle znajdujemy dopiero w konstrukcjach nawet kilkukrotnie droższych. Realnie rzecz biorąc wzmacniacz single ended na lampach 211 w tej cenie należy traktować jako okazję. Pod warunkiem, rzecz jasna, że oferuje odpowiedniej klasy brzmienie. ▲ Kilka prostych słów… EUGENIUSZ CZYŻEWSKI
PRZED STU LATY inżynierowie amerykańskiego koncernu telekomunikacyjnego Western Electric opracowali elektronową lampę nadawczą na potrzeby radiotelegrafii i radiofonii. Była nią trioda o znacznej mocy 100 W, model 211, znany również jako VT-4C. Ta lampa, jak również jej młodsza siostra 845 o identycznej konstrukcji, ale nieco innych parametrach, zostały powtórnie odkryte w czwartej ćwierci ubiegłego wieku, ale do zupełnie innych zastosowań. Duża moc oraz niezwykle liniowe charakterystyki znalazły uznanie u konstruktorów wzmacniaczy audio, tworzących modele o dużej wierności odtwarzania. Powstało ich wiele, przez znawców zaliczanych do kategorii high-end. Wiele lat temu postanowiłem zaprojektować i wykonać wzmacniacze tego typu. Projekt miał nazwę Nazca i zakładał zastosowanie lamp 211 i 845 w monoblokach pracujących w układzie przeciwsobnym. Została wykonana partia próbna, ale do produkcji seryjnej nie doszło z powodu małego zainteresowania na polskim rynku audio, mimo pozytywnych recenzji (w tym pana Wojciech Pacuły). Za to zebrane doświadczenia pozwoliły mi opracować nowy model z takimi lampami, ale jako wzmacniacz zintegrowany rozmiarami i wagą nie odbiegający od typowego amplitunera kina domowego. Projekt i powstały wyrób nazywa się Viadua.
Duże rozmiary lampy 211 wymogły zastosowanie rozwiązania single-ended, z jedną lampą na kanał. Kolejnym założeniem było bezpieczne użytkowanie w warunkach domowych, co skutkowało schowaniem wewnątrz obudowy umieszczonych poziomo lamp. Poprawne wysterowanie tych lamp nie jest łatwe, ale użyłem rozwiązań układowych zaprojektowanych wcześniej do innych modeli wzmacniaczy z mojej manufaktury. Obudowa wzmacniacza została zaprojektowana pod względem cieplnym, pod kątem zastosowania lamp mocno się grzejących podczas pracy. Forma wzornicza została również zaakceptowana przez mojego syna, któremu pierwszy egzemplarz podarowałem za udział w projekcie Nazca i wymyślenie nazwy Viadua. ‖ ECz • ▓ Viadua SE JAK JUŻ WSPOMNIAŁEM, forma stereofonicznego wzmacniacza zintegrowanego Viadua SE od razu przywodzi na myśl wcześniejsze konstrukcje LAR-a. Jest ona dość prosta, ale w swojej prostocie elegancka. Obudowa mierzy 430 x 450 x 155 mm, a bez opakowania urządzenie waży około dwudziestu kilogramów. Do aluminiowego grafitowego frontu przymocowano prostokąt z czarnego akrylu. Na jego powierzchni naniesiono firmowe logo, w nim również zainstalowano dwie czarne, metalowe gałki. Jedna z nich umożliwia obsługę selektora wejść, a druga regulację głośności.
Ta pierwsza oprócz ponumerowanych wejść obsługuje również pozycję „Off”, czyli przełącznik trybu standby. Wzmacniacz włącza się przestawiając selektor na jedną z pięciu pozycji oznaczających kolejne wejścia liniowe. W górnej części frontu (mniej więcej w 1/3, w akrylowej płytce, a z resztą powyżej) umieszczono dwa wskaźniki wychyłowe z podświetlonymi tarczami. Między nimi umieszczono dyskretną diodę sygnalizującą, iż urządzenie jest włączone – dioda powiela więc funkcję podświetlenia wskaźników. Poniżej gałki regulacji głośności umieszczono czujnik zdalnego sterowania, ponieważ urządzenie jest wyposażone w pilota zdalnego sterowania, a pod selektorem wejść znalazło się miejsce dla wyjścia słuchawkowego na „dużego Jacka” 6,35 mm. Tył urządzenia jest równie prosty. Do dyspozycji dostajemy pięć wejść liniowych, z których jedno zrealizowano na gniazdach XLR, a pozostałe na pozłacanych RCA. Należy pamiętać, że Viadua SE to konstrukcja single-ended, więc wejście symetryczne jest tam przede wszystkim dla wygody użytkownika, ponieważ nie jest to układ zbalansowany. Tyle tylko, że układ desymetryzujący sygnał z wejścia XLR jest autorskim opracowaniem konstruktora, które ma zapewniać (i tak właśnie jest) doskonałą jakość dźwięku. Jak mi napisał pan Czyżewski:
Do desymetryzacji sygnałów różnicowych pierwszego wejścia (XLR) zastosowano element półprzewodnikowy INA217, pracujący jako wzmacniacz różnicowy. Zamiennikiem jest SSM20019, a oba zostały opracowane pod koniec ubiegłego wieku do zastosowań w profesjonalnych mikserach fonicznych. Dla ortodoksów mam alternatywną wersję z transformatorami LL1527 produkowaną przez szwedzkiego Lundahla stosowaną w wielu modelach profesjonalnego sprzętu audio.
Oczywiście będzie to zależne od systemu, podłączonego w taki sposób źródła sygnału, ale polecam przynajmniej wypróbować to właśnie wejście, jeśli posiadacie państwo zbalansowany DAC, odtwarzacz CD, streamer czy przedwzmacniacz gramofonowy, brzmienie może was bardzo pozytywnie zaskoczyć. Jako że pan Czyżewski sporą część swojej oferty kieruje do profesjonalistów, obok wejść liniowych znajduje się wyjście „Monitor output”, także na pozłacanych RCA. Zestaw złączy uzupełniają solidne gniazda głośnikowe i gniazdo zasilające (IEC). Między tym ostatnim a gniazdami głośnikowymi zlokalizowano niewielki główny wyłącznik zasiania AC. Drewniane boczki przykręcone do obudowy wzmacniacza dodają mu klasy, choć siedząc centralnie przed nim niestety ich nie widzimy. Całość ustawiono na czterech nóżkach. Ponieważ jest to urządzenie lampowe, szczególnie wrażliwe na wibracje, można oczywiście wypróbować rozwiązania proponowane przez innych producentów. U mnie doskonale sprawdziły się stożki Graphite Audio IC-35 Premium. W testowanym wzmacniaczu zastosowano w sumie trzy lampowe stopnie wzmocnienia. W stopniu wstępnym pracuje podwójna trioda ECC82 a dokładniej jej odpowiednik NOS - 5814A lub jej zamiennik 6189W. Te lampy są dostępne z amerykańskich zapasów wojskowych. Do sterowania stopnia mocy użyto podwójnej triody 12BH7 EH, zamiennie z ECC99 JJ, z bieżącej produkcji rosyjskiej lub słowackiej. Lampa mocy to 211 Psvane HI-FI, produkowana w Chinach. W środku, bezpośrednio obok wejść, znajduje się selektor wejść zbudowany na przekaźników audio. Stamtąd sygnały są doprowadzane do dwóch identycznych pierwszych lampowych stopni wzmocnienia. Do ich wyjść jest dołączony tradycyjny regulator głośności (niebieski Alps), którego funkcję można obsługiwać pilotem. Drugi lampowy stopień wzmocnienia dostarcza sygnał o odpowiednim poziomie do siatek triod mocy, 211-tek, pracujących w czystej klasie A. Obciążeniem tych lamp są transformatory głośnikowe. Producent zdecydował się zastosować transformatory firmy Lundahl, wykonane na zamówienie do tego modelu wzmacniacza. W torach sygnałowych zastosowano niewielką ilość elementów biernych, po zaledwie siedem rezystorów i dwa wysokiej klasy kondensatory sprzęgające na kanał.
We wzmacniaczu pracują dwa zasilacze. Główny zasilacz zapewnia odpowiednie napięcia i prądy wszystkim stopniom wzmacniającym, przy czym układy wejściowe są zasilane napięciami stabilizowanymi. Drugi zasilacz obsługuje wyłącznie żarzenie triod mocy. Te ostatnie mają one siłą rzeczy dość archaicznie zbudowane żarzenie bezpośrednie i pobierają sporo energii. Dostarczany do nich prąd stały gwarantuje ich pracę bez słyszalnego w głośnikach, a zwłaszcza w słuchawkach przydźwięku. Producent zadbał o takie rozmieszczenie transformatorów zasilające i głośnikowe by całą konstrukcja była wyważona, co będzie istotne w przypadku stosowania stopek lub platform antywibracyjnych. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Lampowy wzmacniacz zintegrowany LAR Viadua SE testowany był w moim systemie referencyjnym, w który bezpośrednio porównywany był do tranzystorowego wzmacniacza zintegrowanego pracującego w klasie A, czyli Grandinote Shinai.
Podobnie jak włoski konkurent, polski wzmacniacz sygnał otrzymywał sygnał ze źródła cyfrowego, na które składały się: customowy pasywny serwer plików z Roonem, topowymi kartami USB i LAN JCAT-a wspartymi firmowym zegarem i zasilaniem liniowym, połączony topowym kablem USB David Laboga Custom Audio Akoya, z Lampizatorem Poseidon w wersji 2. Ten ostatni z wzmacniaczem połączony był interkonektem niezbalansowanym Soyaton Benchmark Mk 2, a w części testu również zbalansowanym KBL Sound Himalaya 2. Alternatywnie Viadua SE współpracowała również z gramofonem J.Sikora Standard Max z dwoma ramionami tej samej marki KV9 i KV12 Max i, odpowiednio, wkładkami Leson LS10 Mk II i Nagaoka MP-700. Sygnał z wkładek wzmacniał przedwzmacniacz gramofonowy Grandinote Celio Mk IV, a pod koniec testu również Van den Hul The Grail Mk III. Sygnał z przedwzmacniacza biegł dalej interkonektem niezbalansowanym Bastanis Imperial.
Wzmacniacz, poprzez kable głośnikowe Soyaton Benchmark Mk 2, napędzał kolumny Grandinote Mach 4 oraz, alternatywnie, wspominaną już kilka razy znakomitą, najnowszą wersję kolumn podstawkowych Audioform M200. Na koniec posłuchałem również nieco muzyki korzystając ze słuchawek Audeze LCD-3 i Final Sonorus VI. |
W CZASIE ODSŁUCHÓW SKUPIŁEM SIĘ przede wszystkim na odsłuchach z kolumnami. Zacznijmy od tego, że Viadua SE, jak właściwie każdy wzmacniacz lampowy, potrzebuje nieco czasu po każdym włączeniu zanim zaprezentuje pełnię swoich możliwości. Powiedziałbym nawet, że w tym przypadku to całkiem sporo czasu, bo na moje ucho dźwięk przestawał się zmieniać (to doświadczenie z kilku kolejnych dni) dopiero po circa 30 minutach. Grało dobrze już po 15 minutach, ale po 30 grała jeszcze lepiej (a czasem wydawało mi się, że po 45 minutach następowała jeszcze kolejna, choć już niewielka, poprawa). Tyle więc dawałem mu, a właściwie jej (Odrze), za każdym razem, zanim brałem się za krytyczne odsłuchy.
Jedną z pierwszych odsłuchanych płyt był Bass Hit! RAY’a BROWNA. To nagrania z 1956 roku, nic więc dziwnego, że jednym z elementów prezentacji jest szum taśmy. Z wzmacniaczem LAR-a, był on doskonale słyszalny, ale zupełnie nie irytował. Odbierałem go po prostu jako naturalny element całości, cechę, a nie problem. Choć to wiekowe nagranie, a Viadua SE to lampa i to w układzie single-ended, brzmienie wcale nie było „lampowe” w popularnym tego słowa znaczeniu. Struny i pudło kontrabasu mistrza były pięknie wyważone (w sensie odpowiednich proporcji), te pierwsze odpowiednio sprężyste, każdy wydobyty dźwięk klarowny i precyzyjnie zdefiniowany. To nie był dudniący, zbyt „drewniany” bas, jaki można usłyszeć na wielu nagraniach tego instrumentu niezależnie od tego, z którego okresu pochodzi realizacja. Ciekawie zabrzmiały również dęciaki. W wielu utworach trąbki brzmiały ostro - mieściły się w granicach naturalnego brzmienia tego instrumentu, ale po tej ostrzejszej stronie, balansując chwilami na granicy, po przekroczeniu której dźwięk zaczyna być nieprzyjemny (co oznacza, nienaturalny). Puzon kipiał wręcz energią i imponował rozmachem brzmienia. Klarnet z kolei był łagodny, jakby delikatnie wycofany, a i saksofony tenorowe i altowy brzmiały dość... dyskretnie, niemal eterycznie, ale jakże prawdziwie. Choć większość tych instrumentów w pojedynkę brzmiała dość łagodnie i spokojnie, to gdy głos zabierała cała sekcja dęta, z głośników wylewały się całe strumienie potężnej, szybkiej, dobrze kontrolowanej energii. Całość została zagrana z piękną barwą, nasyceniem, płynnością i spójnością, jakich należy oczekiwać, a nawet wymagać, od wysokiej klasy lampy, zwłaszcza w układzie single-ended. Z kolei na współcześnie zrealizowanym krążku Duets HELLEN MERILL + RON CARTER, kontrabas zabrzmiał zupełnie inaczej. Nagrany z (bardzo) bliska grał pełnym, dociążonym, barwnym dźwiękiem. Słuchając tego nagrania można było „zobaczyć” jak wielki i potężny jest to instrument. Poszczególne dźwięki nie były tak precyzyjnie definiowane, jako że więcej w nich było „pudła”, ale – podobnie jak w przypadku krążka Browna – Viadua SE po prostu wiernie oddała to, co zapisano na krążku. To sposób nagrania sprawił, że z tą płytą LAR brzmiał bardziej „lampowo”, cieplej, bardziej miękko, ale przecież nadal wyjątkowo pięknie, a przede wszystkim i tym razem bajecznie naturalnie. Podobnie rzecz się miała z najnowszym nagraniem NENADA VASILICIA Non-Artificial. Bas na tym krążku jest mocno „bebechowy”, bo dzięki solidnemu wsparciu wielkiego pudła dźwięki nie tylko schodzą dość nisko, ale i mają odpowiednią masę, są nasycone, gęste, a co za tym idzie, są wyraźnie bardziej okrągłe niż na płycie Ray’a Browna. Z drugiej strony, czysto, dźwięcznie nagrano – choćby – blachy perkusji, a bębny są szybkie i sprężyste, co nowa integra LAR-a pokazała równie przekonująco jak „ciężki” kontrabas. Świetnie wypełniła też wszystko „pomiędzy”. W końcu to średnica jest specjalnością lamp, zwłaszcza triod w układzie SET. Dlatego też zarówno gitara, jak i klawisze grały wypełnionym, barwnym dźwiękiem, dynamicznym i nasyconym energią. Bałkańskie korzenie, słyszalne w wielu utworach na tym krążku, podane na jazzowo, za sprawą połączenia lampowego czaru i spójnego, pełnoskalowego, mocnego dźwięku, oferowanego przez Viadua SE, zabrzmiały wybornie. Kolejnego dnia, słuchając zespołu BERTRANDA RANAUDINA z płyty Play, w pierwszej kolejności zachwycałem się czystością brzmienia. Ciepło lampowe – i owszem, było obecne; lampowa gęstość – a jakże; kapitalnie naturalna, nasycona barwa każdego instrumentu – oczywiście. Wszystkim tym elementom towarzyszyła jednakże również klarowność i precyzja zaprezentowanych absolutnie naturalnie i nienachalnie (!) detali i subtelności. Świetna mikrodynamika i doskonale prezentowane kontrasty tonalne to poniekąd cechy charakterystyczne najlepszych konstrukcji z bańkami próżniowymi, takich marek jak Kondo, Air Tight, czy Ayon Audio, ale w ich przypadku mówimy o innych, dużo wyższych poziomach cenowych. Trudno mi było nie docenić, ile panu Czyżewskiemu udało się „wycisnąć” z konstrukcji za nie aż tak wielkie pieniądze. Mówiąc szczerze, aż żałowałem, że nie miałem do dyspozycji wyższej klasy lamp, bo o ile mnóstwo komponentów w tym wzmacniaczu pochodzi z wysokich półek, o tyle same lampy (211), żeby zmieścić się w założonej cenie, wybrano z podstawowej serii Psvane. Gdyby do Viadua SE dobrać komplet lamp z wysokiej półki, myślę że dałoby się z tej konstrukcji wycisnąć jeszcze więcej. Teoretyzuję, ale bazuję na doświadczeniach z nawet tak wyszukanymi i drogimi konstrukcjami jak Kondo Souga. Japońska końcówka grała genialnie z fabrycznym zestawem lamp, ale z wyselekcjonowanymi NOS-ami wzleciała na jeszcze wyższy, niebotyczny wręcz poziom. Niemal każde urządzenie, przy którego teście mogę wykorzystać to nagranie, prędzej czy później musi się z nim zmierzyć. Mówię o otwierającym ścieżkę dźwiękową z Diune: Part Two kawałku Bennings Are Such Delicate Times. Każda muzyka filmowa, w której palce maczał HANS ZIMMER jest, moim zdaniem, znakomita i wyjątkowa, ale ten doskonały kawałek to również świetny test odtwarzającego go systemu i danego komponentu.
Zaczyna się przepotężnym wstępem, z którym Viadua SE poradziła sobie swobodnie, jakby bez wysiłku. Ściany pokoju zatrzęsły się od niskich, mocnych dźwięków, by zaraz potem przejść do delikatnego, przestrzennego grania wypełniającego pokój i budującego wyjątkowy „pustynny” klimat. Polski wzmacniacz oczarował mnie na tyle, całkowicie prezentując bajecznie spójną, płynną, pełną detali i subtelności, chwilami wręcz eteryczną, niebywale wciągającą opowieść, że nie mogłem sobie odmówić przesłuchania całej ścieżki dźwiękowej. Tak, jestem fanem przede wszystkim książkowej, ale i filmowej, przynajmniej Villenueve’a, Diuny i wcale się z tym nie kryję, a i muzyka mi bardzo „siadła”, więc z jednej strony mogę nie być do końca obiektywny, ale z drugiej, od każdego odtworzenia tego doskonale mi znanego krążka, wymagam bardzo wiele. Testowany wzmacniacz spełnił te oczekiwania z nawiązką, budując klimat, snując opowieść przywołującą raz po raz sceny z filmu. Po co komu obraz, kiedy TAKI dźwięk (uzupełniony pamięcią) dostarcza TAKICH emocji? Jak każda dobra lampa, LAR Viadua SE okazała się świetnym partnerem odsłuchów krążków rockowych. Jasne, że piszę o swoich oczekiwaniach wobec takich odsłuchów, bo ktoś, dla kogo najważniejszy jest hiper-wykop i walące się od poziomu głośności mury pewnie się ze mną nie zgodzi. Ja, choć rocka słucham nieco głośniej niż innej muzyki, pozostaję na rozsądnych poziomach głośności i szukam gęstej średnicy (gdzie w rocku dzieje się przecież najwięcej, gdzie grają elektryczne gitary, gdzie wybrzmiewają charyzmatyczne wokale, itd.), wysokiej energii i dynamiki, ale nie dominacji basu, czy góry, które w tych nagraniach z punktu widzenia miłośników dźwięku wysokiej jakości, zwykle wypadają najsłabiej. Wzmacniacze lampowe, a LAR nie jest tu wyjątkiem, mają to do siebie, że mniej (jak Viadua SE), lub bardziej wygładzają ostrości i szorstkości często niedbale zrealizowanych nagrań rockowych, wypełniają i nasycają średnicę i bas, choć ten ostatni zwykle mniej (Viadua) lub bardziej zmiękczają i zaokrąglają. W ten sposób powstaje całość podkreślająca wiele zalet rocka, jednocześnie nieeksponująca słabości realizacji. Tak właśnie było w czasie tego odsłuchu. Z jednej strony dobre realizacje, na przykład Led Zeppelin czy Pink Floyd, wypadały świetnie kipiąc energią, dynamiką, mocnym, dobrze kontrolowanym basem i piękną dźwięczną górą wspierając gęstą, a jednocześnie otwartą i barwną średnicę. Najbardziej charyzmatyczne wokale, jak Planta, Gilmoura, czy Stevena Tylera, ale i wspaniałych Janis Joplin i Etty James, przyprawiały mnie z LAR-em o ciary. Dobry PRAT (tempo, rytm i timing) sprawiał, że wystukiwanie rytmu przynajmniej jedną kończyną towarzyszyło mi niemal przez cały czas. Z drugiej strony, gdy przyszło do słabszych realizacji, a takowymi jest wiele krążków Aerosmith, czy tym bardziej AC/DC, a także Marrilionu, czy Genesis, to Viadua SE prezentował je w równie wciągający, kipiący emocjami sposób i osiągał to zarówno poprzez wymienione wyżej zalety, skupiając moją uwagę na średnicy, jak i poprzez umiejętność nieeksponowania owych słabości występujących w dużej mierze w obu skrajach pasma. Niczego nie upiększał, jak robią to słabsze konstrukcje lampowe, a jedynie nie uwypuklał niechlujności realizacji. Dzięki temu słuchanie wszystkich tych kapel i nagrań z czasów młodości było wyjątkowym, wysoce angażującym doświadczeniem. ‖ Viadua SE + słuchawki KRÓTKI ODSŁUCH NA SŁUCHAWKACH zacząłem od tych łatwiejszych do napędzenia, czyli Final Sonorus VI. Od czasu testu IA-30T Mk 2 minęło kilkanaście lat. Mówiąc szczerze, o ile wtedy słuchałem muzyki przez słuchawki dość często, o tyle od kilku lat sięgam po nie naprawdę rzadko. Będąc na wystawie w Wiedniu dałem się dwa razy namówić, by założyć je na uszy. Raz, właśnie na stoisku Finala, gdzie posłuchałem ich najnowszego dzieła z diamentową membraną, drugi raz na stoisku firmy, w której główne role grają byli pracownicy Sennheisera. W obu przypadkach były to ciekawe doświadczenia. Pewnie dlatego po powrocie uznałem, że muszę znaleźć chwilę dla LAR-a i na taki odsłuch. Finale z Viadua SE zagrały... lampowo – delikatnie ciepło, gęsto, z piękną barwą, naturalnie, płynnie i spójnie. Tyle tylko, że – podobnie jak w odsłuchu z kolumnami – te cechy pięknie łączyły się z dźwięcznością, energią i otwartością góry pasma i bardzo dobrym PRAT-em wywodzącym się przede wszystkim z drugiego skraju pasma. Bas nie schodził jakoś szczególnie nisko, ale jego gęstość i nasycenie nie pozostawiały niczego do życzenia. To było naprawdę dobre, wysoce muzykalne granie, którego słuchałem z dużą przyjemnością. Do tych słuchawek właściwie nie szukałbym innego wzmacniacza, bo poprawę dałaby dopiero znacząca inwestycja w dedykowany wzmacniacz słuchawkowy. Audeze LCD-3 okazały się zdecydowanie trudniejszym wyzwaniem. Wymagały bowiem mocnego odkręcenia pokrętła głośności. Kiedy tylko dobrałem odpowiedni poziom tejże, Viadua SE przypomniała mi, za co tak lubię te słuchawki. Pełny, równy, gęsty, poukładany dźwięk z mocną, ale nie dominująca podstawą basową, fantastycznie naturalna, barwna, nasycona, pełna powietrza średnica i może nie aż tak rozświetlona góra pasma, jak z najlepszymi, dedykowanymi wzmacniaczami słuchawkowymi, ale nadal dźwięczna, dociążona, a przy tym otwarta i pełna powietrza. Z wyjściem słuchawkowym LAR-a przestrzeń nie rozwijała się do końca tak jak z wysokiej klasy dedykowanymi słuchawkowcami, ale te ostatnie (odpowiedniej dla tych słuchawek klasy) kosztują minimum połowę tego, co testowana integra. By ze słuchawek Audeze wycisnąć maksimum możliwości potrzebny jest jednak wyższej klasy wzmacniacz, najlepiej z wyjściem symetrycznym. Niemniej, jeśli słuchawki, jak w moim przypadku, używane są jedynie okazyjnie, dodatkowa spora inwestycja dla wielu osób może okazać się zbędna. ▒ Podsumowanie CZASEM PODSUMOWANIA pisze się łatwo, czasem jest trochę trudniej. To ten drugi przypadek, a to dlatego, że doskonale wiem, iż niektórzy sięgają głównie po podsumowanie i na jego podstawie oceniają, czy w ogóle warto się danym komponentem interesować, a Viadua SE to po prostu znakomite urządzenie, więc odpowiedzialność duża. Dlatego na tak postawione pytanie odpowiedź może być tylko jedna: TAK, warto się nią zainteresować!!! Pomijając nawet cenę, istotne jest to, jak znakomicie z pomocą Linear Audio Research Viadua SE brzmi muzyka i to niemal każda, jak wiele radości daje każdy odsłuch dobrej, nawet jeśli nie do końca audiofilsko nagranej, muzyki. To doskonały reprezentant SET-ów, wzmacniacz zintegrowany, który właściwie mógłby być używany do przekonywania niedowiarków i prezentacji tego, jak wyjątkowo potrafią brzmieć urządzenia z tej rodziny. LAR oferuje bowiem wszystko to, za co ja i wielu innych miłośników muzyki takie konstrukcje kochamy. Sparujcie je z dobrymi głośnikami, zasilcie sygnałem ze źródła wysokiej klasy, a uzyskacie rozdzielczy, kapitalnie naturalny, naturalnie ciepły i gęsty, ale i równie naturalnie czysty, przejrzysty i otwarty dźwięk. Średnica zachwyci was ekspresją, barwą, nasyceniem i namacalnością (nawet jeśli nie aż taką, jak SET-y na 300B), ale w przeciwieństwie do kiepskich przedstawicieli tego gatunku wzmacniaczy, nie zdominuje całego pasma, a przynajmniej nie bardziej, niż to sobie zamierzyli twórcy tej czy innej płyty. Jest również w tym graniu mnóstwo muzycznej energii, której braki najbardziej odróżniają żywe granie od zarejestrowanego na taśmie (czy w pliku). Jest w nim swoboda i rozmach i to nie tylko w nagraniach jazzowych kwartetów, ale i zespołów rockowych, a nawet orkiestr symfonicznych. Jest dynamika, i ta w skali makro, a przede wszystkim ta w mikro, jest umiejętność klarownej i uporządkowanej prezentacji drobnych niuansów i detali. Jest bardzo dobry PRAT, a gdy trzeba jest i niezły wykop.
Tu oczywiście muszę jeszcze raz podkreślić, że do tego potrzebne są odpowiednie kolumny, czyli takie o przyzwoitej skuteczności, a przede wszystkim z w miarę równym przebiegiem impedancji. Zapewnijcie LAR-owi Viadua SE takie właśnie głośniki i wysokiej klasy źródło, nie ma znaczenia cyfrowe czy analogowe, a może się okazać nie tylko, że zostaniecie fanami SET-owego grania, ale i że po prostu trudno będzie znaleźć na rynku cokolwiek nawet w wyższej cenie, co dorówna klasą brzmienia tej integrze. Gorąco polecam odsłuch. Od nas, w pełni zasłużony RED ‖ FINGERPRINT. ‖ MD
▒ Dane techniczne (wg producenta)
· Liczba wejść: pięć: 1 x XLR, 4 x RCA | Dystrybucja w Polsce
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
![]() ① Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST ② Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom) ③ Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ ④ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST ⑤ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST ⑥ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710 ⑦ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ ⑧ Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST |
|
|
Okablowanie Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TESTInterkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUĹ| Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ |
|
Zasilanie Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TESTKabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m) Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST |
|
Elementy antywibracyjne Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ |
|
Analog Gramofon
|
|
Słuchawki
|
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio




















