pl | en

Wzmacniacz zintegrowany

Thrax Audio
ARES

Producent: THRAX AUDIO Ltd.
Cena (w czasie testu): 10 000 euro

Kontakt:
251 Okolovrasten pat
Delta Center 1766 Sofia | Bułgaria
sales@thraxaudio.com
www.thrax.bg


MADE IN BULGARIA

Do testu dostarczyła firma: RCM


PREMIERA ŚWIATOWA

Niektórzy dyskretnie pukali się w czoło, dawali do zrozumienia, że to nie są meble. Owszem, „zabudowy” jakieś ale nie meble. No, bo to prawda: to nie są meble. To są klapki, które można skręcać i robić z nich, co się chce, a nie tradycyjne meble […]. [To] taki jakby mundur dla mieszkania, w którym można różnie przyszywać guziki, fastrygować, jak się chce.

Jacek Kowalski, Meble Kowalskich, Dębogóra 2014, ss. 181, 183

oczątki czegoś, co w krótkim czasie stało się w Polsce – i nie tylko – normą, tj. mebli segmentowych, znanych po prostu jako „segmenty” wspominała w ten sposób Bogusława Kowalska, ich – wraz z mężem Czesławem – współtwórczyni. Tego typu zabudowa miała swoje dni chwały, w latach 70. i 80. XX wieku, ale potem było już tylko gorzej. Początkowo widziano w nich niepowtarzalną okazję do umeblowania typowego, małego i zwykle nieustawnego mieszkania w bloku z wielkiej płyty w taki sposób, aby za każdym razem miało ono indywidualny rys, bo przecież o to w „segmencie” chodziło.

Dość szybko okazało się jednak, że przemysł meblarski nie mógł sobie poradzić z wymogami technicznymi i upraszczał ich konstrukcję, eliminując możliwość komponowania zabudowy według własnego gustu. Druga strona także nie była bez winy, bo odbiorcy okazali się znacznie bardziej bierni niż państwo Kowalscy zakładali, wybierając typowe zestawy, ustawiając je tak, jak inni. W ten sposób idea systemu – jak byśmy dzisiaj powiedzieli – modułowego straciła rację bytu, skompromitowana niskiej klasy, nudną, jednolitą zabudową meblową większości polskich mieszkań.

Ale budowa modułowa to niezwykle atrakcyjny koncept, także z punktu widzenia elektroniki, gdzie znalazła pełne rozwinięcie. Pozwala na dowolne składanie urządzeń, trochę na zasadzie klocków LEGO – choć nie do końca – dzięki czemu z jednej strony można je specjalizować, a z drugiej zaoszczędzić pieniądze. Przykład? – Przewrotnie przywołam mebel – chociaż mebel audio – system Modular polskiej firmy Franc Audio Accessories, testowany przez nas w marcu 2017 roku (No. 155).

O ile jednak w profesjonalnym audio to dość często spotykana technika, o tyle w audio domowym jest niemal nieobecna. Dlaczego? Trudno powiedzieć, ale zapewne jakąś rolę gra przywiązanie audiofilów do gotowych rozwiązań. Równie dobrze może chodzić o to, że lubimy dopasowywać, wybierać i zmieniać produkty, a budowa modułowa przywiązuje nas do jednego producenta, jednego pomysłu, jednej struktury.

Z firm, którym to wyszło i są w tym dobre należy wymienić przede wszystkim takie, jak: Meridian, Ch Precision i Accuphase. Pod względem koncepcji najbliżej testowanemu urządzeniu jest do tego ostatniego. Obydwa oferują moduł podstawowy – wzmacniacz – do którego można wstawić wymienne „karty”, tyle że w Thraxie montowane są one do środka, wymagają więc wizyty kogoś z serwisu producenta lub dystrybutora, ew. odwiezienia urządzenia do autoryzowanego sprzedawcy.

| Ares

Ares to w mitologii greckiej bóg wojny i ojciec Thraxa, będącego patronem Tracji – czyli również Bułgarii. Miał on zresztą więcej dzieci, wśród nich – według części przekazów – córkę, Enyo. Obydwoje – i Ares, i Enyo kojarzeni są z wojną. Ale nie o tym mowa, bo wybór nazw był chyba podyktowany ich związkiem z Thraxem, czyli nazwą całej firmy. Przywołuję ich jednak wspólnie nie przez przypadek. Pokazane po raz pierwszy w czasie wystawy High End 2017 w Monachium są dwiema stronami jednego medalu. To wzmacniacze zintegrowane z możliwością montowania w późniejszym terminie modułów poszerzających ich funkcjonalność – Ares jest urządzeniem półprzewodnikowym, tranzystorowym, a Enyo lampowym. W ten sposób już na początku użytkownik ma wybór – może do swojego systemu i wymagań dopasować podstawowy segment, na którym będzie mógł nadbudować coś więcej.

Podstawowy moduł Aresa – bo na nim się skupiamy – jest wzmacniaczem zintegrowanym, wyposażonym w cztery wejścia liniowe – jedno symetryczne XLR i trzy niesymetryczne RCA, oferującym wysoką moc: 120 W przy 8 Ω oraz 200 W przy 4 Ω. To bardzo ciężkie urządzenie, wykonane z frezowanych bloków aluminium. Thrax jest w tym naprawdę dobry i skądinąd wiadomo, że to w jego fabryce powstaje wiele europejskich, japońskich i amerykańskich urządzeń z top high-endu – wzmacniaczy, odtwarzaczy CD i plików, gramofonów, DAC-ów, ramion gramofonowych etc.

Budowa wewnętrzna testowanego wzmacniacza wydaje się prosta, podobnie jak prosta wydaje się budowa wzmacniaczy lampowych bazujących na triodach 300B, 211 i 845 (np. Kondo OnGaku). Przedwzmacniacz jest pasywny, dyskretny, oparty na osobnych opornikach przełączanych przekaźnikami. Daje to fantastyczne uproszczenie ścieżki sygnału, ponieważ w torze zawsze znajdują się tylko dwa oporniki: szeregowy i równoległy. Tak przygotowany sygnał trafia do osobnych końcówek mocy, z którymi integrowano ich zasilacze. Choć wygląda prosto, dzięki takim – i nie tylko – rozwiązaniom to wyjątkowy, wyjątkowy wzmacniacz.

Także końcówka mocy jest na pierwszy rzut oka klasyczna, to konstrukcja pracująca w klasie AB w trybie push-pull. Już jednak sterowanie tranzystorami mocy jest opracowaniem własnym firmy. Firma wcześniej przećwiczyła tego typu połączenie w dużych wzmacniaczach hybrydowych: sekcja sterująca ma budowę single-ended i ma symulować pracę w klasie A, ale bez nadmiernej produkcji ciepła.

Jak czytamy w materiałach firmowych to „egzotyczny” układ transkonduktancyjny, czyli prądowy – Rumen Atarski, CEO Thraxa, potwierdza to w tekście poniżej. Charakteryzuje się współczynnikiem transmitancji (zamiast wzmocnienia) tzn. stosunkiem prądu wyjściowego do napięcia wejściowego. I rzeczywiście, nie jest on często spotykany, chociaż wcześniej widzieliśmy układy tego typu, np. w przedwzmacniaczu firmy B.M.C.. Znacznie częściej mamy z nimi do czynienia we wzmacniaczach mocy – patrz Tenor Audio, Audia Flight i inne.

Dodajmy, że każda z końcówek ma w zasilaczu własny, duży transformator toroidalny. I taki właśnie, podstawowy, zestaw testujemy.

RUMEN ATARSKI
CEO

Rumen Atarski (po prawej) w rozmowie z redaktorem naczelnym magazynu „HIFICRITIC”, panem Paulem Messengerem. Za nimi widoczne są obydwa nowe wzmacniacze – Enyo po lewej i Ares po prawej. Zdjęcie wykonane w czasie wystawy High End 2017 w Monachium.

Moduł wzmacniacza mocy Aresa był w opracowaniu od pięciu lat. Wykonaliśmy w tym czasie sporo półprzewodnikowych „eksperymentów”, ale ich wynik nie był korzystny. Najlepiej brzmiały wzmacniacze pracujące w klasie A, bez globalnego sprzężenia zwrotnego, ale generowały one zbyt wiele ciepła. Wyzwaniem dla nas było więc otrzymanie podobnego dźwięku, ale bez problemów z temperaturą.

Pracę rozpoczęliśmy od przestudiowania japońskich projektów z lat 70. i 80., urządzeń pracujących w klasie AB. Japończycy używali na ich określenie przeróżnych nazw handlowych, jak „Super Class A”, „Class AA” itp., ale wszystkie one miały wspólny mianownik: utrzymać stale włączone tranzystory końcowe. Okazało się, że żadne z tych rozwiązań nie wypełnia pokładanych w nim nadziei. To był ten moment, w którym się poddaliśmy i odłożyliśmy projekt na jakiś czas na półkę.

Dopóki nie natknąłem się na interesujący artykuł o tym, jak precyzyjnie tranzystory mogą śledzić ekspotencjalną funkcję w szerokim spektrum amplitudy sygnału. To był impuls, który naprowadził nas na pomysł nowego sposobu sterowania biasem przy wykorzystaniu minimalnego prądu w tranzystorach wyjściowych, bez względu na zmiany napięcia i prądu. Jeden z inżynierów pracował nad tym pomysłem przez cały rok i udało mu się zaprojektować stabilny i skalowalny wzmacniacz; tak więc Ares korzysta z układu naszego pomysłu. Teraz jedyne, co mi pozostało, to znaleźć dla niego jakąś dziwaczną nazwę :-)

To tak naprawdę bufor wyjściowy pracujący w trybie push-pull, wykorzystujący kontrolę biasu naszego pomysłu. A ponieważ bufor nie ma żadnego wzmocnienia, poprzedzający go stopień to również bufor bez wzmocnienia. Był on konieczny po to, aby przeciwdziałać interakcjom pomiędzy stopniem wyjściowym i stopniem napięciowym. Nasz bufor jest jednak inny, to układ pracujący w trybie single ended, w klasie A charakteryzujący się gładkim, płynnym dźwiękiem. Wzmocnienie napięciowe zapewniają wzmacniacze operacyjne na wejściu układu. Te trzy stopnie pracują niezależnie od siebie. Cały układ jest sprzęgnięty stałoprądowo („DC coupled”).

Jestem zadowolony z dźwięku, jaki udało się nam uzyskać, ponieważ charakteryzuje go brak szorstkości, jak to jest z dobrymi lampami, ale ze specyficznym uderzeniem niektórych urządzeń typu solid-state.

Inną interesującą rzeczą jest płytka cyfrowa. Została ona zaprojektowana od początku do końca właśnie do tego projektu i to naprawdę COŚ. Podobnie jak każdy inny DAC oferuje ona wejścia S/PDIF oraz AES/EBU, jak również TOSLink – nie one są jednak w tych czasach ciekawe. Dlatego też dodaliśmy moduł Bluethoot 4.2 AptxHD, wejście USB XMOS z przesyłem DSD oraz moduł streamera zaprojektowany przez firmę z Korei, który jest kompatybilny z Roonem, Tidalem/MQA, a także protokołami DLNA i AirPort. Płytka wejściowa przyjmuje sygnał cyfrowy, a użytkownik może aktywować jeden z filtrów cyfrowych, dithering, resampling, konwersję formatu i przetaktowanie, po czym sygnał wysyłany jest do usadowionej powyżej płytki DAC-a.

Ares pokazany został premierowo podczas wystawy High End 2017 w Monachium.

Moduł przetwornika to symetryczna (zbalansowana) wersja dostępnego w branży układu R2R. Znajduje się tam również zegar taktujący wszystkie wspomniane powyżej układy. Dzięki temu wszystkie źródła sygnału są mają ten sam zegar (poza wejściami AES/S/PDIF/TOSLink) zapewniając przesył sygnału bez jittera. Rdzeń płytki wejściowej jest skonfigurowany za pomocą software’u tak, aby do DAC-a przesyłany był sygnał o parametrach wymaganych przez użyty w danej aplikacji układ przetwornika.

Dla przykładu, jeśli przesyłamy sygnał DSD przez wejście USB będzie on obrabiany i skonwertowany do PCM po to, aby „pasował” do wielobitowego układu R2R. Zresztą, jest tam wiele innych, ukrytych na razie funkcji, z których chcemy skorzystać w przyszłości. Musieliśmy sobie bowiem nakreślić jakąś linię, poza którą nie wykraczamy – ostatecznie to miał być przystępny cenowo wzmacniacz :-) Zbyt rozbudowana płytka udowadniała, że „dostępny cenowo” i „deadline” to określenia niekompatybilne ze sobą, dlatego zaczniemy dostarczać cyfrową płytkę pod koniec tego miesiąca.

MODUŁY

Rozbudowując Aresa do wyboru mamy trzy opcje, klasyczne dla końca drugiego dziesięciolecia XXI wieku: przedwzmacniacza gramofonowego MM/MC oraz przetwornika cyfrowo-analogowego, a kiedy już mamy przetwornik także odtwarzacz plików audio (streamer). Obydwa moduły są właściwie pełnoprawnymi systemami. Po zintegrowaniu ich z urządzeniem dostępne dla nich funkcje pojawiają się w menu na dużym, kolorowym wyświetlaczu TFT. Do kompletu zabrakło tylko wzmacniacza słuchawkowego.

Przedwzmacniacz gramofonowy oferuje zmianę wzmocnienia i obciążenia, a zasilany jest z osobnego stabilizowanego zasilacza, niezależnego od zasilaczy końcówek mocy. Jak mówi Rumen, pierwszy prototyp był konwerterem V/I bazującym na układzie scalonym TI OPA861. Jego ograniczeniem było zbyt mała amplituda napięcia – chip zasilany był 5 V. „Zrobiliśmy więc krok w tył i przemyśleliśmy projekt na nowo.”

I dalej:

Po pierwsze to wzmacniacz zintegrowany i zapewne jego karta RIAA nie będzie współpracowała z wkładkami w rodzaju Kondo Io o wyjściu 0,1 mV, zdecydowaliśmy się więc na układ OPA211. Wzmocnienie i obciążenie wkładki zmieniamy w przełączanych opornikach wokół niego. Kolejnym stopniem jest korekcja RIAA w której mamy kolejny układ scalony (jaki, to nasza tajemnica), z połową filtracji i połową układu sprzężenia zwrotnego. Układ został starannie zaplanowany tak, aby zapewnić sygnałowi jak największy odstęp od przesterowania („headroom”).

I wreszcie mamy zbalansowany bufor wyjściowy z którego sygnał trafia do tłumika, a także serwo gwarantujące, że na wyjściu nie pojawi się napięcie stałe, mogące zagrozić końcówce mocy (pamiętajmy, że cały układ jest sprzęgnięty stałoprądowo, a więc bez kondensatorów). Po zainstalowaniu płytki MM/MC w oknie menu wyświetlają się dodatkowe opcje. Standardowe obciążenie i wzmocnienie to 300 Ω/62 dB dla MC i 47 kΩ/40 dB dla MM. Zakładamy, że będzie ona współpracowała z gramofonami z zakresu 3000-6000 euro z popularnymi wkładkami, jak np. Denon i Audio-Technica.

DAC jest z kolei prostszą wersją fantastycznego, dyskretnego, wielobitowego przetwornika R2R, znanego nam chociażby z urządzenia DA0 3.0, jak i z własnego przetwornika Thraxa, modelu Maximus. Użytkownik ma do wyboru różne filtry i opcje upsamplingu. Oferuje on dwa wejścia elektryczne S/PDIF, przyjmujące sygnał cyfrowy do 24 bitów i 384 kHz, wejście AES/EBU i optyczne, obydwa 24/192, a także – znowu opcjonalnie – wejście USB. Po dodaniu karty streamera możemy za jego pomocą odtwarzać pliki z zewnętrznego dysku NAS w protokole UPnP. Jest on kompatybilny z Tidalem (MQA) i Roonem oraz dodaje możliwość przesyłu sygnału hi-res przez bezprzewodowe łącze Bluetooth BT4.0.

Wzmacniaczem sterujemy albo za pomocą przycisków na przedniej ściance, albo za pomocą niewielkiego, ładnego pilota Apple Remote. Przyciski na wzmacniaczu są wkomponowane w czarny akryl, przykrywający również wspomniany wyświetlacz. Zresztą to tak naprawdę nie są przyciski, a sensory, bo wystarczy je dotknąć, aby wywołać reakcję. Wyświetlacz jest znakomity i jest odpowiedzią na potrzeby melomanów po czterdziestce, ponieważ wskazania są naprawdę duże. Bez modułów odczytamy na nim siłę głosu oraz wybrane wejście, a w menu otrzymamy zmianę balansu i tryb „uczenia się” pilota – o czym za chwilę.

Siłę głosu zmieniamy dwoma guzikami – jednak będę się trzymał tej nazwy – z poziomymi strzałkami, czyli inaczej niż zazwyczaj. Trochę czasu zabierze nam także przyzwyczajenie się do zmiany wejścia – najpierw dotykamy przycisku ze strzałką, na dole wyświetlacza pojawia się nazwa wybranego wejścia, a następnie zatwierdzamy wybór innym guzikiem. Dlatego też znacznie łatwiej będzie się go sterowało z pilota. Ten można „nauczyć” komend, tj. przypisać je do konkretnych guzików. W egzemplarzu, który otrzymaliśmy do testu pod guzikiem start/pauza ukryty był tryb standby.

JAK SŁUCHAŁEM

Wzmacniacz Thrax Audio testowany był w systemie referencyjnym „High Fidelity” i porównywany był do przedwzmacniacza Ayon Audio Spheris III i wzmacniacza mocy Soulution 710. Obydwa pracowały z kolumnami Harbeth 40.1 stojącymi na wykonanych dla mnie przez pana Kena Ishiguro standach Acoustic Revive Custom. W obydwu przypadkach skorzystałem z kabli głośnikowych Acoustic Revive SPC-3.0 Triple-C.

Do testu wykorzystałem dwa źródła cyfrowe: odtwarzacz Super Audio CD Ayon Audio CD-35 HF Edition, zasilany przez kabel Siltech Triple Crown Power, oraz odtwarzacz plików Lumïn T1 z kablem zasilającym Acoustic Revive Power Reference Triple-C. Sygnał z Ayona przesyłany był interkonektem niesymetrycznym Siltech Triple Crown, a z odtwarzacza plików symetrycznym Acoustic Revive RCA-1.5 Triple-C FM. Ares zasilany był kablem Acoustic Revive Power Reference Triple-C z filtrem RAS-14 Triple-C.

Odsłuch miał charakter porównania A/B, ze znanymi A i B. Ponieważ przełączanie kabli głośnikowych zajmuje mi chwilę, porównanie dotyczyło czterech płyt pod rząd, po jednym utworze z każdej.

THRAX AUDIO w „High Fidelity”
  • TEST: Thrax Audio TERES + LYRA – wzmacniacz mocy + kolumny głośnikowe
  • NAGRODA: Best Product 2015 | Thrax Audio LYRA – kolumny głośnikowe
  • TEST: Thrax Audio MAXIMINUS + DIONYSOS + SPARTACUS – przetwornik D/A + przedwzmacniacz + wzmacniacz mocy
  • WYWIAD: Rumen Atarski | THRAX AUDIO – CEO
  • TEST: Thrax Audio DIONYSOS – przedwzmacniacz liniowy

  • Nagrania użyte w teście (wybór):

    Compact Disc
    • Ombra Mai Fù, Pachelbel: Canon, wyk. I Solisti Italiani, Denon COCQ-85325, „Denon Classics Best”, Ultimate HQCD (2017)
    • Jean-Michel Jarre, Essential Recollection, Sony Music Labels SICP-30789, BSCD2 (2015)
    • Jean-Michel Jarre, Oxygene, Dreyfus/Mobile Fidelity UDCD 613, gold-CD (1976/1994)
    • Radiohead, OK Computer. OKNOTOK Edition, XL Recordings/Beat Records XLCDJP868, 2 x Ultimate HiQuality CD (1997/2017)
    • Sonny Rollins, Saxophone Colossus, Prestige/Victor VICJ-60158, XRDC (1956/1998)
    • Takeshi Inomata, The Dialogue, Audio Lab Record/Octavia Records OVXA-00008, SACD/CD (1977/2001)
    • Thelonious Monk, Solo Monk, Columbia/Sony Music Japan SICP-30247, Blu-spec CD2 (1965/2013)
    Tidal
    • Aretha Franklin, A Brand New Me: Aretha Franklin (with The Royal Philharmonic Orchestra), Rhino/Atlantic/Tidal, MQA Studio 24/44,1 (2017)
    • Art Blakey & Jazz Messengers, Three Blind Mice, Blue Note/Tidal, FLAC 44/1/16 (1962/?)
    • Steve Wonder, Intervisions, Tamla/Tidal, MQA Studio 24/96 (1973/?)
    • Post Malone, Rockstar Republic/Tidal FLAC 44,1/16 (2017)
    • Camila Cabello, Havana, Epic - Syco/Tidal FLAC 44,1/16 (2017)
    • ZAY, Dusk Till Down, RCA/Tidal FLAC 44,1/16 (2017)
    • AronChupa, Llama In My Living Room Tidal FLAC 44,1/16 (2017)

    Japońskie wersje płyt dostępne na

    Wzmacniacz Thraxa ma bardzo, przynajmniej z mojego punktu widzenia, przyjemnie ustawioną barwę. Mógłbym napisać, że „doskonale ustawioną”, bo właściwie o to mi chodzi, ale wolałbym unikać znaków eksklamacyjnych i hiperboli, bo sam wzmacniacz tego typu zachowań unika. Jego dźwięk jest bardzo fajny, ładny, przyjemny. A to ze względu na świetną płynność i – powtórzę – bardzo dobrze ustawioną barwę.

    To niby-ciemne granie, bo przypominające brzmienie gramofonów bawiących się stereotypem „analogowego” brzmienia, ale też granie bardzo detaliczne na górze pasma. Otrzymujemy bardzo dużo informacji o tym, co się tam dzieje. Zresztą wraz z informacją o wielkości instrumentów, zazwyczaj wynikającą z wyboru miejsca ustawienia mikrofonów i/lub masteringu.

    Bo przecież kompletnie inaczej zabrzmiała płyta Saxophone Colossus Sonny’ego Rollinsa, wydana na płycie XRCD, i The Dialogue perkusisty Takeshi Inomata z japońskiej wytwórni Audio Lab Record na SACD. Obydwie zostały zremasterowane z oryginalnych, analogowych taśm-matek, co jest ważne. Przypomnę, że jedynie pierwsza inkarnacja XRCD (bez ‘2’ i ‘24’ na końcu) gwarantuje, że materiał został zremasterowany w studiach JVC z analogowej taśmy „master”. Zarówno XRCD2, jak i XRCD24 dopuszczają możliwość remasteru cyfrowego, z nadesłanego materiału, który ktoś inny przeniósł z taśmy analogowej. Takich przypadków będzie zresztą więcej, ponieważ nikt rozumny nie pozwala już wysłać przez ocean oryginalnych taśm!

    Chodzi mi o to, że płyta Rollinsa ma dalej ustawioną perspektywę, nieco mniejsze źródła pozorne, a Japończycy zarejestrowali materiał w taki sposób, że instrumenty wydają się blisko nas, przede wszystkim blachy perkusji. To cieplejsze granie niż z Saxophone…, ale równie dynamiczne. Wydaje się, że między instrumentami jest lekka patyna, której na płycie amerykańskiego saksofonisty nie było.

    Bułgarski wzmacniacz tego typu subtelności pokazał bez zawahania. A mimo to ostatnie słowo, jakie mi przy jego odsłuchu przyszło na myśl to „selektywny”. Rozdzielczy – tak, ale selektywny – nie całkiem. Myślę, że to ze względu na wybrany kompromis: wzmacniacz świetnie różnicuje barwę, wielkość, dynamikę, ale bez wyraźnego obrazowania i bez ultymatywnej przezroczystości.

    Co bardzo dobrze pokazała płyta Solo Monk, z którą fortepian był bardzo naturalny, duży, wypełniony, ale nie miał równie jednoznacznej bryły, oddechu i nie był aż tak dźwięczny, jak z systemem odniesienia, ani też – o ile dobrze pamiętam – z dzielonymi systemami Thrax Audio. To nieuniknione, nie da się wszystkiego zrobić równie dobrze za połowę ceny. To, co jednak Rumen ze swoimi ludźmi zrobił, to wspaniale wydobył z muzyki jej podskórny nerw i nastrój.

    Ares nie będzie urządzeniem do prześwietlania nagrań, bo pokazuje raczej większe plany, założenia, duże konstrukcje i nie skupia się na detalu. Ale to właśnie takie zachowanie, wraz z – jak już mówiłem – dobrze, z uwagą i miłością dobraną barwą, jak również wysoką dynamiką powoduje, że słuchamy tego wzmacniacza bez zaciśniętych szczęk, w wolności, z przyjemnością. A jednak ostatnie, co powiedziałbym o tym przekazie, to że jest nudny – wprost przeciwnie, przekazuje informacje budujące dźwięk o dołu, na którym dobry przekaz jest fundowany. Bez tego mamy albo żyłowanie, albo senne oczekiwanie na koniec.

    Także z, wydawałoby się, mniej atrakcyjnym sonicznie materiałem Ares pokazuje te same cechy. Nie wydobędzie większej dynamiki niż została ona zapisana, nie zmieni balansu tonalnego itd., ale pozwoli na wysłuchanie dowolnej muzyki w dobrej atmosferze. Przykładem na to niech będzie składanka z muzyką Jeana-Michela Jarre’a pt. Essential Recollection wydana w 2015 roku przez firmę Sony na dysku BSCD2.

    Składanki to nie moja specjalność, ale są wyjątki – ten materiał został zremasterowany nieco inaczej niż pozostałe wydawnictwa francuskiego artysty, bo brzmi niżej, głębiej, większy nacisk położono w nim na środek pasma. Być może dlatego, ale i dzięki Aresowi, nie raziło wyostrzenie górny pasma, zazwyczaj szczególnie dokuczliwe na płycie Zoolook, ani też nie stracono nerwu, dzięki któremu Magnetic Fields tak doskonale brzmią i dziś.

    Poszedłem dalej i korzystając z odtwarzacza plików Lumïn T1 przesłuchałem nagrania z Tidala polecane przez redaktorów tego serwisu w „Top 20”, między innymi: Post Malone i Rockstar, Camila Cabello i Havana, ZAYN i Dusk Till Down, a także – przyniesione niegdyś na smartfonie przez moją córkę, mające świetne wideo - Llama In My Living Room AronChupa. To wszystko nagrania charakterystyczne dla formatowanych radiostacji radiowych, np. RMF FM, Radio ZET itp., znane także z klubów muzycznych – słowem, słuchane przez miliony.

    Ares zagrał je w bardzo przyjemny sposób, bo ciepło, bez cienia ostrości i rozjaśnienia, z mocnym basem, w czym na pewno pomógł mu charakter Lumïna. Ale też było to granie, które nie wszystkim by się spodobało, na pewno nie tym, którzy znają te nagrania np. z radia samochodowego. Zabrakło bowiem pazura, ostrości, nawet drajwu. Z drugiej strony wreszcie miały one sens, bo muzyka – mowa o udanych utworach – była dopełniana słowami, słuchałem przez to muzyki w komforcie. Lepiej było oczywiście z nagraniami „Masters”, tj. zakodowanymi w MQA, szczególnie 24/192, ale nawet one nie zmieniły podstawowej struktury tego dźwięku: zachęcającego, nieco ciepłego, miękkiego.

    Wszystkie te określenia traktuję jako komplementy, to zalety. Jeśli bowiem szukamy w muzyce relaksu, odpoczynku, nie chcemy się z nikim ścigać, jedynie takie granie wchodzi w grę. Tym bardziej, że wzmacniacz wcale nie brzmi wolno, nie spowalnia muzyki. Jak pokazałem na początku, z nagraniami pod tym względem bez skazy, to urządzenie o bardzo dobrej dynamice. Jeśli więc popowe nagrania zabrzmiały tak, a nie inaczej, to dlatego, że zdjęto z nich część zniekształceń, które w systemach samochodowych tworzyły ich „identity”, ich brzmienie.

    To także wzmacniacz, który w równy, odpowiedzialny sposób prowadzi bas. Jest on niski, pełny i gęsty i mocniejszy niż w systemie odniesienia. Tidal zabrzmiał więc bardzo poważnie, nisko, szczególnie z dobrych nagrań MQA 24/192, jak Neala Younga i The Eagles. A jeszcze lepiej grały płyty CD i SACD puszczane z Ayona. To było krwiste brzmienie, nieco ciepłe, ale zawsze wewnętrznie zorganizowane i uważne. Jest oczywiście możliwość, że coś u państwa zabuczy, bas nie wybrzmi zbyt szybko itp. Powiem to tylko raz: Ares tylko pokaże problem systemu, pokoju, to nie będzie jego „wina”. Tak, balans tonalny przesunięty jest w dół pasma. To po prostu tego typu granie.

    Podsumowanie

    Ares jest wzmacniaczem dla ludzi, którzy wiedzą, co w życiu jest ważne i już za niczym nie muszą gonić, z niczym się szarpać – lub tak właśnie chcieliby żyć. Brzmi w dojrzały, płynny sposób, jak kiedyś wzmacniacze pracujące z tranzystorami typu MOS-FET. Jest przy tym rozdzielczy i dynamiczny, a będąc ciepłym nie jest zamknięty od góry. „Zremasteruje” słabo zrealizowane nagrania, przez co stracą „nerw”. W zamian zyskają jednak sens. Urządzenie jest świetnie zbudowane, zarówno jeśli myślimy o stronie mechanicznej, jak i elektrycznej, ma także modułową budowę. To kosztowny wzmacniacz, ale trudno koło niego przejść obojętnie, dlatego RED Fingerprint należy się i już.

    Ares to ciężkie urządzenie i to ciężkie, jak diabli. A to przede wszystkim ze względu na pancerną obudowę z aluminium, a także dwa, solidne transformatory zasilające. Obudowa to tak naprawdę dwa bloki aluminium, wyfrezowane od środka, pełniące przy okazji rolę radiatora. Wzmacniacz mocno się przez to grzeje i trzeba mu zapewnić sporo miejsca wokół. Stoi na czterech niewielkich nóżkach z aluminium.

    Przód i tył

    Na przedniej ściance główną atrakcją jest duży wyświetlacz TFT. Wyświetlane są na nim siła głosu i wybrane wejście, a w trybie streamera okładka albumu i informacje o nim. Po obydwu bokach mamy po trzy przyciski, którymi zmieniamy siłę głosu, wejście i wchodzimy do menu. Oznaczone są one ikonkami znanymi z urządzeń komputerowych, jak streamery. Z tyłu widać bardzo ładne, złocone, wygodne w obsłudze gniazda głośnikowe oraz dwie sekcje wejść. Wyżej mamy sekcję cyfrową – w testowanej wersji nieobsadzoną – a poniżej analogową.

    Jeśli zdecydujemy się na kartę DAC-a i streamera, w otworach pojawią się gniazda dla wejść cyfrowych: koaksjalnego, BNC, AES/EBU oraz USB, a obok LAN (RJ-45). Na stałe obecne są za to gniazda wejść analogowych – trzech niesymetrycznych RCA i jednej pary symetrycznej XLR. Wejście liniowe RCA nr 1 może być zamienione na wejście gramofonowe, dlatego obok jest zacisk uziemienia.

    Gniazdo zasilające IEC połączono z gniazdem bezpiecznika i mechanicznym wyłącznikiem sieciowym.

    Środek

    Urządzenie jest prawdziwie minimalistyczne, ale przy tym przemyślane. Porządne gniazda wejściowe wlutowane zostały do płytki z tłumikiem. To tłumik dyskretny, z lutowanymi powierzchniowo opornikami, które są przełączane w przekaźnikach; przy każdym poziomie siły głosu w torze znajdują się tyko dwa oporniki – szeregowy i równoległy. Przełączaniem przekaźników zajmują się dwa układy scalone ULN2803 firmy Texas Instruments. Przedwzmacniacz zasilany jest z osobnego zasilacza, który dzieli razem z wyświetlaczem i logiką. cała ta sekcja prowadzi sygnał w formie symetrycznej.

    Po stłumieniu sygnał przesyłany jest do wzmacniaczy mocy krótkimi kabelkami zbalansowanymi. Ten dla lewego kanału biegnie razem z przewodami zasilającymi. Końcówki mocy mają osobne zasilacze, umieszczone zresztą na tych samych płytkach – to układ dual mono, ponieważ każda końcówka ma swój własny transformator (toroidalny) dostarczający napięcie symetryczne. W mostku zastosowano dyskretne diody typu „silicon carbide” Shottky’ego, a tłumieniem tętnień sieci zajmują się cztery (na kanał), bardzo ładne kondensatory Nichicon.

    Ares to wzmacniacz trzystopniowy, ze wzmacniaczem napięciowym w sekcji wstępnej – układy scalone – buforem unity gain (wzmocnienie = 1) single-ended pracującym w klasie A oraz buforem prądowym push-pull, pracującym w klasie AB, unity gain (wzmocnienie = 1) na wyjściu. Końcówki pracują z dwoma parami bipolarnych tranzystorów firmy ON na kanał –MJW1302 + MJW3281, a sterują nimi tranzystory 2SA1837 + 2SC4793, również bipolarne. Wszystkie tranzystory zostały przykręcone do dużego elementu w kształcie litery L, a ten do obudowy. Sygnał do gniazd wyjściowych prowadzony jest ładnymi kablami Furutech μ-OFC FS-303. To mająca już swoje lata, ale wciąż popularna konstrukcja – miedziana linka OFC z obróbką kriogeniczną i demagnetyzacją, nosząca w firmowych materiałach nazwę α(Alpha)-Conductor.

    Wejście układu jest zbalansowane, podobnie jak sekcja prądowa. Pomiędzy nimi znalazł się jednak bufor napięciowy pracujący w układzie single-ended, mający – jak mówią materiały firmowe – „przynieść płynność i gładkość klasy A, wraz jej teksturalnością, bez generowania towarzyszącego tej klasie ciepła”. Nie jest to więc układ w pełni zbalansowany. Drivery te zasilane są napięciem stabilizowanym. Wzmacniacz nie ma globalnego sprzężenia zwrotnego i w torze nie ma kondensatorów sprzęgających („DC-coupled”)

    Pilot

    Pilot zdalnego sterowania pochodzi z firmy Apple i nosi adekwatną nazwę Apple Remote. Do sprzedaży trafił w 2005 roku i początkowo przeznaczony był tylko dla produktów tej firmy. Dzięki znakomitemu dizajnowi i niezawodności szybko znalazł jednak odbiorców z całej branży, także w specjalistycznym audio. Wykonany jest z aluminium, jest niewielki, ma dwa stałe guziki i okrąg z czterema przyciskami oraz guzikiem wewnątrz. Jest naprawdę poręczny.

    To bardzo solidnie zbudowane, klasyczne urządzenie z wieloma rozwiązaniami znanymi z najdroższych, dzielonych urządzeń.


    Dane techniczne (wg producenta)

    Nominalna moc wyjściowa:
    2 x 120 W/8 Ω | 2 x 200 W/4 Ω
    Ilość wejść: 1 x XLR | 3 x RCA
    Wymiary (S x W s G): 432 x 400 x 120 mm
    Waga:12 kg


    Dystrybucja w Polsce

    RCM S.C.

    Czarnieckiego 17
    40-288 Katowice | Polska

    rcm.com.pl

    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl


    System referencyjny 2018



    1) Kolumny - HARBETH M40.1 |TEST|
    2) Przedwzmacniacz - AYON AUDIO Spheris III |TEST|
    3) Odtwarzacz Super Audio CD - AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50|TEST|
    4) Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom) |OPIS|
    5) Wzmacniacz mocy - SOULUTION 710
    6) Filtr głośnikowy - SPEC RSP-901EX + (prototyp)

    Okablowanie

    Interkonekt SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) |TEST|
    Interkonekt przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE RCA-1.0 Absolute Triple-C FM (1 m) |TEST|
    Kable głośnikowe - SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUŁ|

    Zasilanie

    Kabel zasilający AC listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) |TEST|
    Kabel zasilający AC listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) |TEST|
    Kabel zasilający AC listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACROLINK Mexcel 7N-PC9500 |TEST|
    Kabel zasilający gniazdko ścienne → AC listwa zasilająca ACROLINK Mexcel 7N-PC9500 (2 m) |TEST|
    Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu ULTIMATE |TEST|
    Listwa zasilająca: KBL Sound REFERENCE POWER DISTRIBUTOR (+ Himalaya AC) |TEST|
    Platforma antywibracyjna pod listwą zasilającą: Asura QUALITY RECOVERY SYSTEM Level 1 |TEST|
    Filtr pasywny masy (wzmacniacz słuchawkowy, wzmacniacz mocy, przedwzmacniacz): VERICTUM Block |TEST|

    Elementy antywibracyjne

    Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom) Stolik: FINITE ELEMENTE Pagode Edition |OPIS|
    Platformy antywibracyjne: ACOUSTIC REVIVE RAF-48H |TEST|
    Nóżki pod przedwzmacniaczem: FRANC AUDIO ACCESSORIES Ceramic Classic |ARTYKUŁ|
    Nóżki pod testowanymi urządzeniami:
    • PRO AUDIO BONO Ceramic 7SN |TEST|
    • FRANC AUDIO ACCESSORIES Ceramic Classic |ARTYKUŁ|
    • HARMONIX TU-666M Million |TEST|

    Analog

    Przedwzmacniacz gramofonowy:
    • GRANDINOTE Cellio Mk IV |TEST|
    • RCM AUDIO Sensor Prelude IC |TEST|
    Wkładki gramofonowe:
    • DENON DL-103 | DENON DL-103 SA |TEST|
    • MIYAJIMA LABORATORY Madake |TEST|
    • MIYAJIMA LABORATORY Zero |TEST|
    • MIYAJIMA LABORATORY Shilabe |TEST|
    Ramię gramofonowe: Reed 3P |TEST|

    Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition

    Mata:
    • HARMONIX TU-800EX
    • PATHE WINGS

    Słuchawki

    Wzmacniacz słuchawkowy: AYON AUDIO HA-3 |TEST|

    Słuchawki:
    • HiFiMAN HE-1000 v2 |TEST|
    • Audeze LCD-3 |TEST|
    • Sennheiser HD800
    • AKG K701 |TEST|
    • Beyerdynamic DT-990 Pro (old version) |TEST|
    Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR HYBRID HPC |MIKROTEST|