pl | en

No. 157 Maj 2017

RECORD STORE DAY 2017 | KRAKÓW

Tomek (KTS), chociaż trzyma w ręku winyle, tak naprawdę przyszedł popytać o specjalne wydawnictwa CD, trochę tak heretycko :)

ziesięć lat temu, w 2007 roku, miała miejsce pierwsza edycja imprezy znanej jako Record Store Day. Pomysł miał na celu „świętowanie kultury niezależnych sklepów z płytami winylowymi” (za: recordstoreday.com). W samych Stanach Zjednoczonych, z których ta idea do nas przybyła, jest ponad 1400 takich miejsc. Na świecie – dziesiątki tysięcy.

Ta szlachetna idea przyciągała początkowo niszowe sklepy i wydawców, którzy specjalnie na ten jeden dzień przygotowywali specjalne wydania często niepublikowanych wcześniej nagrań lub różniące się od regularnych wyborem utworów lub wersji. Z biegiem czasu, kiedy okazało się to znakomitym sposobem na promocję miejsc i artystów, do inicjatywy przyłączyły się duże koncerny, wypaczając w ten sposób pierwotną ideę. Przez branżę przetoczyła się wówczas debata dotycząca sensu promowania się w ten sposób w przyszłości.

Ale – nie ma co drzeć szat, płakać nad rozlanym mlekiem, dzieckiem wylanym z kąpielą, bo chociaż zmieniona, idea wciąż jest żywa: chodzi o promocję sklepów z płytami winylowymi i samego słuchania w ten sposób muzyki. Powtarzam: mimo wszystko mamy do czynienia ze świętem, przykładem triumfu idei nad materią; winyl to obecnie jedna z ikon popkultury. Co roku uczestniczymy więc w tym wydarzeniu, wydając spore kwoty, wspomagając w ten sposób sklepy, wydawców i wzbogacając swoje płytoteki.

Jak co roku, tak i tym razem Music Corner miał specjalną promocję – każda druga zakupiona w tym dniu płyta (nie tylko LP) była o 50% tańsza.

Kraków do imprezy dołączył stosunkowo niedawno i to z oporami (więcej TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ). Jak pisaliśmy, dociera do nas mały wyimek tytułów, a te które są, bardzo szybko znikają. Jednym ze sklepów, w którym jesteśmy co roku jest, mający swoją siedzibę na ul. Św. Tomasza 4 Music Corner. W tym roku duże koncerny dopisały, były płyty z Sony Warnera i Universalu. Jak mi mówił jednak właściciel, coś się stało z dystrybucją małych wydawców, przez co tegoroczny RSD należał w Krakowie do tzw. „majdżersów”. Idea do góry nogami.

Z informacją na temat dostępności nic się w ciągu ostatnich trzech lat nie zmieniło. Kiedy we wtorek dzwoniłem do Music Cornera nikt nie potrafił mi powiedzieć, jakie tytuły będą dostępne, ponieważ firmy wydawnicze nie są skłonne dzielić się takimi informacjami, biorąc nas z zaskoczenia, podsyłając co im akurat się pod rękę nawinie. „Może popołudniu w piątek coś będzie wiadomo” – usłyszałem. Tym większą przyjemność sprawił mi telefon do drugiego miejsca, w którym tegoroczny Record Store Day był świętowany, niewielkiego butiku płytowego Paul’s Boutique Store, który znalazł swoje miejsce na Kazimierzu, na ul. Miodowej 4/7.

Dragan (Solaja Audio) z żoną – wygląda na to, że im się w Krakowie podobało i że jeszcze do nas wrócą.

Przyjemne było nie to, że zapoznałem się z listą tytułów, bo tej oczywiście nie było, a to, że dzień później otrzymałem SMS-a z informacją o tym, kiedy dokładnie zostanie ona podana. Docierając w sobotę ok. 12.00 do sklepu, nie byłem sam. Jeszcze o tym nie wspomniałem jeszcze, ale w naszej peregrynacji towarzystwa dotrzymywali nam Dragan Solaja z żoną – Dragan jest właścicielem i konstruktorem belgradzkiej firmy Solaja Audio. Przyjechali do Krakowa, żeby się ze mną spotkać i przekazać wzmacniacz do testu (zaplanowany jest na czerwiec).

W sobotę 22 kwietnia Kazimierz był pełen ludzi. Nie odstraszyło ich zimno, a najwytrawniej słońce ośmieliło ich na tyle, aby zająć niemal każdy centymetr kwadratowy tej dawnej dzielnicy żydowskiej. Podobnie było w Paul’s Boutique Store. To nowy antykwariat, niewielki ale znakomicie zaopatrzony. Przepatrzyłem sporo płyt i muszę powiedzieć, że opisy dotyczące jakości krążków i okładek, zamieszczane na naklejkach, są dokładne. Nie mogłem się powstrzymać i kupiłem Fanfare for the Warriors The Art Ensemble of Chicago i zapewne wrócę po więcej.

We wnętrzu PBS kłębiło się mnóstwo ludzi, w tym sporo kobiet. Rabat na płyty w tym dniu wynosił 15%.

Klimat w butiku był taki, jakiego można by się spodziewać po Record Store Day. Na pięterku przygrywał DJ, przed sklepem, w bramie, wystawiono pojemniki z płytami, a w środku kłębił się tłum. O tym, że jest impreza można się było dowiedzieć z rozwieszonych po Kazimierzu plakatów, zaprojektowanych i wydrukowanych samodzielnie. Ciekawe, ale ludzie z PBS nie wykorzystali oficjalnego loga RSD, w zamian za to przygotowali własne. Minusem był mały wybór tytułów przygotowanych na ten dzień – wydaje się, że „mejdżersi” nie zauważyli jeszcze, że na mapie Krakowa wyrósł ważny klient dla nich, a dla nas źródło dobrej muzyki na winylu. W przyszłym roku oczekuję dużych zmian w tej mierze…

CO DALEJ?

Komercjalizacja, jak pisał na swoim blogu Polifonia.blog.polityka.pl Bartek Chaciński, nie była zamiarem twórców RSD. Tak jednak jest, że jeśli coś „chwyci” i można na tym zarobić, jest to szybko wciągane w główny nurt. Record Store Day jeszcze w nim nie jest, ale rozmach imprez (może poza Krakowem) jest na tyle duży, że zaczyna żyć własnym życiem. Czy jest więc sens, żeby to ciągnąć? A może 10-lecie to dobry moment, aby z godnością i poczuciem spełnienia – ostatecznie wypromowane ideę słuchania czarnych płyt – „zejść z barykady”?

Jeśli winyl jest dla nas niszą, to raczej tak, czas skończyć z udawaniem, że robimy coś dla „niezależnych”. Najwięcej zarabiają obecnie duzi wydawcy i ludzie sprzedający potem te tytuły na eBayu. Uczestnicząc w tym wydarzeniu napychamy im konta. Nie wiem jednak, czy aby jest to dobra perspektywa. Wydaje się, że winyl pozostanie z nami na długo nie tylko jako gadżet i część popkulturowego ekosystemu. Mam wrażenie, że będzie częścią rynku muzycznego przez długi czas jako jeden ze sposobów na słuchanie muzyki za pośrednictwem fizycznego nośnika. I wcale nie będzie niszowy.

Jeśli tak, to Record Store Day powinien się odbywać corocznie, a właściwie dwa razy w roku, bo dochodzi do niego tzw. Black Friday, do końca świata. Wspomniany Bartek Chaciński wskazuje na to, że być może powinna zostać odpalona jakaś równoległa impreza, albo może „impreza w imprezie” przeznaczona dla naprawdę niezależnych, małych, niszowych wydarzeń w postaci sklepów, wydawnictw i artystów. To miałoby nawet sens, ponieważ duży RSD ma potencjał wystarczający na to, aby promować coś więcej niż tylko siebie samego.

Na pięterku PBS miał miejsce live act.

Dlatego już dzisiaj wiem, że za rok pójdę z przyjaciółmi do tylu krakowskich sklepów, ile będzie chciało w imprezie uczestniczyć, wydam sporo pieniędzy, napiję się potem piwa, porozmawiam, a w domu przez kolejny miesiąc lub dwa będę poznawał nabytki. Nawet jeśli będę wiedział, że ktoś na tym korzysta, a może nie powinien trudno się będzie oprzeć magii specjalnych wydawnictw, dostępnych w tym jednym, jedynym dniu. Do zobaczenia!

ZAKUPY

Poniżej spis tytułów, które kupiłem, dla siebie i prowadzącego dział news Bartka:

  • AIR, Le soleil est pres de moi, Parlophone | Warner Music France 95857370, splatter-vinyl, maxi 12” LP
  • Curtis Knight feat. Jimmy Hendrix, Live at George’s Club 20, Sony Music Entertainment 85-41017-1, 2 x 180 g LP
  • Def Leppard, The Def Leppard E.P., Mercury Records/Universal Music 5726672, 180 g LP
  • Dmitri Shostakovich, Cello Concerto No. 2, wyk. Mstislav Rostropovich, Warner Classic, No. 0594/3000, picture disc

  • Fleetwood Mac, Alternate Mirage, Warner Bros. Records 2794091, 180 g LP
  • John Coltrane, The Roulette Sides, Roulette/Parlophone | Warner Music SR-52125, 10” LP
  • Prince, Batdance (from Batman), Warner Bros. Records 9212570, maxi 12” LP
  • Santana, Woodstock. Saturday August 16, 1969, Sony Music | Legacy 5195551, 180 g LP

  • The Beatles, Penny Lane/Strawberry Fields Forever, Apple/Universal Music 5738561, 7” SP
  • Tolga Kashif, The Queen Symphony, Warner Classic 9586215, 2 x 180 LP

TRZYNAŚCIE LAT

Dokładnie trzynaście lat temu, 1 maja 2004 roku ukazał się pierwszy numer „High Fidelity”, wówczas jeszcze „High Fidelity OnLine” (wszystkie archiwalne artykuły, uporządkowane według lat i numerów znajdą państwo w ARCHIWUM). Od początku został pomyślany jako magazyn, miesięcznik i tak też został zarejestrowany, także w Bibliotece Narodowej, czym miał się odróżniać od portali. Miał łączyć to, co najlepsze w pismach drukowanych, gdzie istotne są rzetelność z jednej strony, a estetyka z drugiej oraz łatwość dostępu, jaką dają materiały w internecie.

Od tamtej pory świat się zmienił tym bardziej świat wirtualny. Nawet pisownia słowa ‘internet’ – z ‘Internet’, opisującego konkretne rozwiązanie techniczne (nazwę własną) stała się rzeczownikiem pospolitym, czymś wszechobecnym, mającym większy zakres niż po prostu sieć łącząca komputery. A to dlatego, że ilość materiałów dostępnych w zasięgu jednego kliknięcia jest oszałamiająca.

Prowadzi to do paradoksalnej sytuacji – jest ich zbyt wiele, przez co przypominają szum (zniekształcenie). Wyłowienie istotnej informacji wymaga wcześniejszego przygotowania, inaczej dostajemy urywki, strzępy, bełkot. Poziom dezinformacji i kłamstwa jest niebywały. A przecież Sieć powstała po to, aby informacjami mogli się wymieniać naukowcy, czyli przesyłać rzeczy ważne i prawdziwe…

Mam nadzieję, że „High Fidelity” jest dla państwa miejscem, w którym możecie się czuć bezpiecznie i być pewnym, że nikt was nie okłamuje. Przekazujemy własną interpretację tego, co słyszymy i widzimy, nie możemy więc zagwarantować, że sprawdzi się to w państwa przypadku. Możecie być jednak pewni jednego: jesteśmy w tym szczerzy.

Dziękujemy wszystkim wam, czytelnikom i sympatykom „High Fidelity” za te trzynaście lat, coś czujemy, że to zaledwie początek :)

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM