pl | en

263 Marzec 2026

Wstępniak

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, mat. pras. Lionsgate, → CC BY-SA 2.5



No 263

1 marca 2026

Piękna i Wspaniała Opowieść o Audiofilu. Czyli o kim?

Kim jest AUDIOFIL w świecie „sztucznej inteligencji”? Jaka jest jego rola w kreowaniu „nowego”? I jak – wreszcie – powinien o sobie myśleć – czy jako o nieudaczniku, czy może jednak nie? O tym jest ten felieton, o audiofilu w drugiej ćwierci XXI wieku.

ZACZĄŁEM O TYM MYŚLEĆ nie nagle rozbudzony pośród nocy, z potami na całym ciele, trzęsąc się z ekscytacji, ani nawet nie trafiony promieniem różowego światła, jak Philip Dick w powieści Valis, której autor, Philip K. Dick, w Egzegezie opisał to w ten sposób:

(…) nagle ujrzałem wirujące światła, które oddalały się z wielką szybkością, ustępując natychmiast miejsca innym, co doprowadziło mnie do pełnej przytomności. Przez prawie osiem godzin oglądałem te przerażające wiry światła (…). Wirowały i oddalały się z niewiarygodną prędkością. Najbardziej dotkliwa była szybkość moich myśli, które wydawały się zsynchronizowane ze światłami. (…) Mój niepokój był nieprawdopodobny.

Nie, to zupełnie nie tak. Nawarstwiały się we mnie różne skojarzenia, tropy, aż w któryś momencie wszystko ułożyło się w jedną całość, pytanie: „Kim jest audiofil?” Było to dla mnie ważne, choć mogłoby się wydawać, że temat wyczerpałem już w marcu 2012 roku (№ 95), kiedy to pisałem o tym zjawisku; więcej → TUTAJ.

Valis jest powieścią science-fiction amerykańskiego pisarza Philipa K. Dicka z 1981, pierwsza część trylogii o tym samym tytule

Tym razem pytanie to dotyczyło czegoś głębiej niż tylko encyklopedycznej czy słownikowej definicji, a która wówczas, to jest w 2010 roku, według Bartka Chacińskiego, jeszcze nie członka Rady Języka Polskiego, nie dziennikarza radiowej Trójki, ani też wciąż nie zastępcy redaktora naczelnego tygodnika „Polityka”, ironicznie, ale całkiem trafnie mówiła o nich: „Uwięzieni między rozjaśnioną górą a zmulonym dołem”. I dalej:

Jeśli świat nie może być lepszy, to przynajmniej niech lepiej brzmi (podkr. – red.). Audiofile dążą z grubsza do tego, by wrażenie dźwiękowe, które mamy podczas odtwarzania w domu nagrań zarejestrowanych na płytach, było jak najbliższe obcowania z żywymi instrumentami na koncercie. A może nawet doskonalsze. By sprzęt służący do odtwarzania muzyki był jak najwierniejszy, a zakłócenia po drodze jak najmniejsze. Wydaje się to z pozoru nudnym snobizmem, ale przeciwnie – audiofile to niezwykle ciekawa grupa.

⸜ BARTEK CHACIŃSKI, Wyż nisz, Kraków 2010, s. 20.

Autor Totalnego słownika najmłodszej polszczyzny przypisuje więc audiofilów do grup niszowych. To ważny trop. Nisza dla niego to, jak mówi w przedmowie, „mały trybik” będący częścią współczesnej kultury w której „zazębiają się [one] co rusz mówiąc nam coś o całości”. Chwilę wcześniej wskazuje na to, że tak naprawdę wiele nisz to tak zwane „małe kultury”. Czyli coś nie do końca będącym subkulturą, ale blisko niej. Subkultury zaś to zazwyczaj kultury alternatywne do głównego nurtu, starające się coś w nim zmienić.

Jak mówi Chaciński – nie są to działania kontrkulturowe, ponieważ nie proponująca całościowej rewolucji. Coś już więc wiemy. Byłby więc audiofil osobą należącą do małej grupy zwolenników (lub przeciwników) „czegoś”, skupiających się nad tym zagadnieniem. Grupa ta tworzy swoją własną, idiomatyczną kulturę, wraz z językiem, zachowaniami i kodami komunikacji. Grupa ta nie dąży jednak do rewolucji, a raczej do ewolucji świata zastanego. I jest postrzegana przez osoby z zewnątrz w ironiczny, złośliwy, a wybiegając w przód – nacechowany lękiem sposób.

‖ Audiofil według laika: mężczyzna w starszym wieku „popijający wino lub whisky”; o tym, czy to prawda można się przekonać przychodząc na wystawę Audio Video Show w Warszawie

Ciekawe, ale przez wiele lat słowo to, ‘audiofil’, nie było listowane przez językoznawców w oficjalnych zestawieniach, a przez to nie znajdowało się ani w encyklopediach, ani słownikach – Wyż nisz był pod tym względem pionierski. Zmieniło się to, choć powoli, wraz z nadejściem publikacji normatywnych online. I tak: Słownik języka polskiego PWN w swojej internetowej odsłonie mówi, że jest to „osoba szczególnie zainteresowana wysoką jakością odtwarzanego dźwięku i kolekcjonująca sprzęt odtwarzający najwyższej klasy”, a Wikipedia określa go jako osobę szczególnie zainteresowaną „wysoką jakością odtwarzanego dźwięku i kolekcjonującą sprzęt odtwarzający najwyższej klasy”.

Wpis w Wikipedii wydaje mi się dość symptomatyczny. Pod pozorem obiektywizmu przemyca on bowiem punkt widzenia ludzi spoza branży, zazwyczaj związanych z uczelniami technicznymi lub po prostu laików. Jest bowiem tak, jak autor wpisu zauważa:

Audiofilia ma swój własny system wartości (podkr. – red.) oraz zasad słuchania i podkreśla ich odrębność od tych, które są używane przy podejściu naukowym. Audiofile budują swoją tożsamość wokół posiadanego sprzętu, a ich samoidentyfikacja zależy od jego wartości.

⸜ Hasło: ‘Audiofil’ w: Wikipedia, → pl.WIKIPEDIA.org, dostęp: 19.02.2026.

Rozdźwięk pomiędzy uczelniami technicznymi i muzycznymi, z których każde wytworzyło własne narzędzia do badania i opisu dźwięku, a branżą audiofilską, jest duży i nie wydaje się, aby najbliższym czasie miało się to zmienić. Najbliżej te dwa światy są w Japonii, gdzie duża część firm audio współpracuje z ich wydziałami technicznymi oraz muzycznymi, często również w Niemczech, jednak w Polsce to rzadkość. Audiofil wciąż jest bowiem postrzegany jako swego rodzaju „szaleniec” i „zarażony” (nie jest przypadkiem, że wpis w Wikipedia mówi – nieprawidłowo – o „audifilii”, a nie „audiofilizmie”).

A to jest naprawdę ciekawe. Jest przecież tak, że przedstawiciele innych małych kultur, że sięgnę po określenie użyte przez Chacińskiego, na przykład sommelierzy czy kucharze, goszczą na łamach prasy popularnej, kolorowej, a nawet w dziennikach i tygodnikach. Mimo że i wiedza o winach, i gotowanie to zajęcia oparte na doświadczeniu, a nie na pomiarach. Innymi słowy: na obserwacji. To jest na sposobie uprawiania nauki wypracowanym przez starożytnych, z których rozpoznań wciąż korzystamy zadziwiani wciąż i na nowo ich przenikliwością.

‖ Audiofil okiem dyletantów: Christian Bale z filmu Mary Harron American Psycho (2000) • zdj. mat. pras. Lionsgate

A przecież wiadomo, że numeryczne widzenie świata, to jest wiara (!) w to, że można ująć je w ramy matematyki i statystyki, jest stosunkowo nowa. I wciąż musi udowadniać, że ma więcej do powiedzenia niż nauka dopuszczająca możliwość, że nie wszystko jest przeliczalne (a właściwie, że nie da się wszystkiego przeliczyć). Nie jest przypadkiem, że ci, których określamy jako „geniusze” bardzo często wypowiadali się o przedmiotach swoich badań językiem wiary i metafizyki. Zazwyczaj nie dlatego, że wierzyli w coś poza realnością, a dlatego, że dopuszczali możliwość istnienia sposobów postrzegania i rozumienia, których nie potrafimy jeszcze nazwać.

Ale wróćmy do audiofila. Opowieść o nim jest niemal zawsze prowadzona przez osoby z zewnątrz. A te, jak zostało zauważone, widzą ten świat jako snobistyczny, zadufany w sobie i nieracjonalny, wręcz szalony. Krótko mówiąc, audiofil to dla nich ktoś, kto odsłuchuje sprzęt i zadowolony z siebie bredzi o różnicach między tym czy innym produktem. Skąd takie podejście się bierze? Jak sądzę, po trosze z postawy samych audiofilów, a po większej części z niewiedzy świata „spoza”.

Obydwa te komponenty budzą w ludziach niepokój i aktywują obronę przez atak. Myślę, że w taki sposób, jeśli się nie mylę, należy tłumaczyć atrybucję sprzętu audiofilskiego mordercom, szaleńcom, socjopatom, czy po prostu ludziom postrzeganym jako złe. Filmografia, bo w niej to podejście widoczne jest najlepiej, jest obszerna i wielokrotnie ją przytaczałem. Co prowadzi do interesującego wniosku: skoro się boją audiofilów, to znaczy, że się ci się liczą. Nie jako masa, a jako realna siła.

Można wskazać też inny powód niechęci. Audiofil potrafi być bowiem irytujący, a nawet wkór…jący. Największy wrogiem jest dla niego inny audiofil, nawet jeśli znajdują się akurat w tym samym „obozie” czy to „lampowym”, czy „antykablowym”. Agresja związana z poglądami innymi niż „nasze” jest powszechna i stała się czymś w rodzaju „panoramy” rozmów na forach i socialach. Często jest to nawet nie jawny odpór, a podskórny opór, ironia. Ale, generalnie, audiofil audiofilowi wilkiem.

I jest to nawet zrozumiałe. Im mniejsza grupa, im bardziej czuje się „oblężona”, tym bardziej stara się być wyrazista w swoich poglądach i jest do tych poglądów mocniej przywiązana. Jest wokół nich otorbiona. Znacie to państwo, prawda? – Kiedy coś mówimy to MÓWIMY, a kiedy sugerujemy, radzimy to też przecież MÓWIMY. Mamy ku temu podstawy, wypracowaliśmy to zdanie w setkach godzin odsłuchów. I jesteśmy go pewni, do momentu, w którym go nie zmienimy.

‖ Audiofil we własnym wyobrażeniu

Także i widziani z zewnątrz potrafimy być irytujący. Ale jest w tym coś więcej – przeglądając różnego rodzaju wpisy dotyczące audiofilów, wpisy osób nieprzychylnie do tego zajęcia zauważam nawet pewną radykalizację w postawach. Być może wynika to stąd, że audio perfekcjonistyczne jest jednak coraz mocniej obecne w kulturze popularnej. Częściowo dzięki obecności w niej gramofonu (jako artefaktu kulturowego, nie jako nośnika muzyki), a częściowo przez wyraźnie większe pieniądze, które pojawiły się w branży audio jakieś dziesięć lat temu, wraz z wykupywaniem tego typu firm przez fundusze kapitałowe, a później przez duże koncerny.

Kiedy więc ktoś, kto nas wcześniej irytował, ale był raczej nieszkodliwy, zaczyna „znaczyć”, problem narasta. I może to jest praprzyczyną negatywnych opinii. Mimo że audiofile, tworząc jedną z podgrup kulturowych, są swego rodzaju immunoglobulinami rynku technologicznego. Audiofil jest wszak niebywale konserwatywny w poglądach i w podejściu do nowych technologii. Pamiętają przecież państwo opór, z jakim ta branża podchodziła do plików i urządzeń służących do ich odtwarzania. I to nawet w czasach, w których już niemal cały świat chodził ze słuchawkami na głowie i słuchał playlist.

Odporność na to, co szykują nam technologiczni giganci jest nie do przecenienia. Big Techy dążą, a mówią o tym wprost, do takiego sposobu zarządzania ludzkością, w którym człowiek byłby najmniej ważnym elementem, potrzebnym jedynie jako odbiorca treści i płatnik.

Płacić mielibyśmy zresztą nie tylko pieniędzmi, ale przede wszystkim naszymi danymi i uwagą. W skrajnej postaci jesteśmy postrzegani jako „bydło”, a wąska klasa zarządzająca jako „panowie”, a cały „obieg” zamykałby się z nami w roli „bateryjek” z Matrixa. Naprawdę do tego dążą.

‖ Nurt science-fiction odpowiada na pytanie: „co by było, gdyby…”; na zdjęciu polskie wydania książek Juliusza Verne’a Podróż do wnętrza Ziemi warszawskiego wydawnictwa M. Arcta z 1902 roku oraz Człowiek niewidzialny H. G. Wellsa w wydaniu Jana Łazora z Przemyśla, również początków XX wieku

To nie jest lewacki bełkot, niestety, a wypowiedzi wielu ludzi z Doliny Krzemowej. Co byłoby zresztą realizacją intuicji obecnych w pisarstwie science-fiction. Znacie państwo Wehikuł czasu (The Time Machine, 1895), prawda? To jedna z klasycznych powieści si-fi opowiadająca o Podróżniku w Czasie, który zatrzymuje się w roku 802 701, gdzie poznaje dwa gatunki, na jakie podzieliła się ludzkość: Elojów i Morloków. Jedni łagodni, żywiący się owocami, drudzy brutalni, mieszkający w podziemiach i wychodzący na powierzchnię po zmroku. Ta wizja przyszłości pozornie utopijnej a tak naprawdę będąca obrazem antyutopii, przedstawiająca upadek cywilizacji i degenerację rasy ludzkiej, zaskakująco dobrze przetrwała próbę czasu.

Widzicie państwo podobieństwa między tym, do czego dąży kapitał, a tym, o czym pisał Wells? Problemem jest to, że ten podział, na dominującą, wąską grupę i całą resztę prowadzi do zagłady ludzkości, nie do „wiecznej szczęśliwości” nielicznych. Temat ten był podejmowany później wielokrotnie i dyskutowany z różnych punktów widzenia, na przykład komunistycznego, w powieści Wszystko dozwolone (ros. Всё дозволено, pol. prem. 1982), autorstwa duetu ojca i syna, Aleksandra i Siergieja Abramowów czy bardziej współcześnie, w nurcie krytycznym wobec kapitalizmu, w filmie Elizjum Neilla Blomkampa (2013).

I zanim pokręcą państwo nosem nad tym, że od początku tego felietonu przywołuję nurt fantastyki naukowej, a więc „bajki” powiem, że robię to z rozmysłem. Czasy, w których ten nurt, wraz z fantasy, był uważany za literaturę pulpową, gorszą, z niskiej półki, jest czasem zaprzeszłym. Dziady siedzące przez lata w fotelach uniwersytetów, którzy nie chcieli o nim słyszeć po prostu go nie rozumiały. A jest tak, że o ile literatura historyczna i współczesna mówi o tym, jacy jesteśmy i jaki jest świat, to fantastyka spekuluje na temat tego, jacy możemy być i jaki może być świat, dopełniając w ten sposób obraz.

To połączenie futurologii, filozofii i klasycznej literatury pięknej, bardzo trudne i wymagające wielu umiejętności oraz rozległej wiedzy, nie tylko psychologicznej, socjologicznej, ale i technicznej czy z dziedziny antropologii kultury. SF pyta o to, „a co, jeśli…” sięgając w miejsca, do których klasyczna powieść nie ma szans dotrzeć. Myśląc o Ursuli K. Le Guin, Stanisławie Lemie czy – już wspomnianym – Philipie K. Dicku myślimy przede wszystkim o filozofach, co akademia, po wielu perypetiach, przyjęła wreszcie jako standard.

‖ Współcześnie znakomite epizody SF znajdziemy u Doris Lessing oraz Michela Fabera

Znakomite powieści tego typu mają przecież na koncie i pisarze „klasycznego” nurtu, że przywołam Margaret Arwood z Opowieścią podręcznej (ang. The Handmaid's Tale, 1985) i Oryksem i Derkaczem (ang. Oryx and Crake, 2003), Pamiętnik przetrwania (ang. Memoirs of a Survivor,1974), powieść Doris Lessing, laureatki Literackiej Nagrody Nobla w 2007 roku, czy doskonałą Księgę dziwnych nowych rzeczy Michela Fabera (ang. The Book of Strange New Things, 2014).

Jak już wielokrotnie mówiłem, artyści, także pisarze, w szczególności poeci, są jak ultraczuła membrana. Wyłapują drobne zmiany we wzorcach – w tym co się wokół nas dzieje – i zamieniają to na metafory. Zazwyczaj nie do końca nawet rozumieją tego, co przekazują, ale jest faktem, że są jak ten kanarek w kopalni. Podobnie jest z ludźmi zajmującymi się fantastyką i fantasy. Dlatego też wizja Wellsa jest tak niepokojąca, aż ciarki przechodzą po plecach, kiedy popatrzymy na to co dzieje się dzisiaj.

Tak więc audiofil, próbujący ulepszać to, co jest serwowane, byłby kimś w rodzaju „świadka”. Tego, że można i da się lepiej. Kiedy w 2022 roku kanadyjski pisarz, publicysta i aktywista Cory Doctorow użył po raz pierwszy słowa „gównowacenie” (ang. enshittifaction) nie myślał zapewne, że tak szybko ten proces przyspieszy. To proces, w wyniku którego jakość platform internetowych z czasem spada, ale który da się odnieść też szerzej, do wszelkiej działalności.

Według Kyle’a Chayki z magazynu „The New Yorker” zjawisko to obejmuje trzy etapy, w których platformy początkowo służą użytkownikom, następnie wykorzystują ich do osiągnięcia korzyści biznesowych, a na koniec obniżają jakość usług dla obu stron, aby zmaksymalizować zyski; więcej → TUTAJ. Głównie dzięki SI.

Nie przypadkiem Dolina tak bardzo pragnie jej rozwoju, tak naciska na jej rozprzestrzenianie w każdej dziedzinie życia. SI jest bowiem idealnym narzędziem do takiego kształtowania świata (języka, rynku pracy, socjologii, światopoglądu, polityki, wojny itd.), w którym jego zarządca (właściciel praw do algorytmu) będzie występował z pozycji władzy, najlepiej władzy absolutnej. I to w quasi-demokratyczny sposób, bez rozlewu krwi, wręcz na własne życzenie podmiotów tej manipulacji.

Audiofil tego nie zatrzyma. Nawet cała armia audiofilów. Ale sprzeciwiać się temu mogą wszyscy. Właśnie przez dążenie do tego, aby „było lepiej”, że użyję takiego generycznego określenia, określenia z zakresu języka naiwnego, ale które dobrze opisuje to, co chciałbym przekazać. My robimy to przez dążenie do perfekcji. Nawet kiedy wszyscy dookoła śmieją się z kabli i podstawek pod nie, kiedy szydzą z naszych rytuałów i zachowań. Nich i tak będzie.

‖ Audiofil z niecierpliwością czeka na kolejne wersje dobrze mu znanych płyt

A będzie jeszcze gorzej. Mając przecież wytrenowaną SI można by się pokusić o stworzenie programu, który oceniałby jakość dźwięku w realnym systemie. Wyobrażam to sobie tak, że wystarczy mikrofon i komputer, a w prostszej wersji smartfon z zewnętrznym mikrofonem. Puszczamy kilka płyt (plików), a system analizuje dźwięk w odniesieniu do zadanych parametrów wzorcowych. Po tysiącach, a może milionach odtworzeń zacznie on ewoluować biorąc poprawkę na to, że realne systemy mają swoje wady i właściwości szczególne. Dodajmy do tego profile pozwalające na uwzorcowienie pod konkretne potrzeby (dźwięk lampowy, czysty, analogowy itp.), a mamy gotowy przepis na sprzedaż.

Jestem pewien, że już trwają prace tego typu, a może nawet taki produkt jest już gotowy. Program, który „obiektywnie” oceni dźwięk podpowie zmiany i miłym głosem odeśle do konkretnego sprzedawcy. Za jego pomocą technokraci będą chcieli wyeliminować z łańcucha decyzyjnego człowieka – „wadliwe ogniwo”, czyli audiofila. To mokry sen ludzi określających siebie jako „obiektywiści”, będących w istocie rzeczy ludźmi ograniczonymi do liczb. A te mówią wiele, ale nie wszystko, na pewno nie w branżach perfekcjonistycznych.

A kiedy już sobie program pomierzy, a generatywna SI sobie to przemieli i porówna, będzie mogła się zwrócić z zapytaniem do innych programów tego typu. Wiecie państwo, co to takiego Moltbook? Dla porządku przypomnę, że jest to, uruchomiona na początku 2026 roku, platforma społecznościowa zaprojektowana specjalnie dla agentów sztucznej inteligencji ang. (AI agents), a nie dla ludzi. Jest często określana jako „Reddit dla botów”. Przywoływany w artykule „Guardiana” dr Shaanan Cohney, starszy wykładowca do spraw cyberbezpieczeństwa na Uniwersytecie w Melbourne, mówi:

Jest to duży model językowy, który otrzymał bezpośrednie polecenie, aby spróbować stworzyć religię. Oczywiście jest to dość zabawne i daje nam pewien obraz tego, jak mógłby wyglądać świat w przyszłości rodem z science-fiction, w której sztuczna inteligencja jest nieco bardziej niezależna.

⸜ JOSH TAYLOR, What is Moltbook? The strange new social media site for AI bots, „The Guardian”, 2 lutego 2026, → www.THEGUARDIAN.com , dostęp: 20.02.2026.

Jeśli tak, to do pomyślenia jest zaprojektowanie specjalizowanego Moltbooka dla każdego z poszczególnych problemów i branż. Również dla modeli porównawczych, których audio byłoby tylko wycinkiem. W ten sposób człowiek przestałby być w ogóle potrzebny. Przy czym pierwszy krok został postawiony jakiś czas temu. Tyle tylko, że trenowanie SI na tekstach innych SI doprowadziło bowiem do gównowacenia tekstów ponad miarę. Wielu czytelników nie zwróci na to uwagi, ponieważ nie ma ku temu kompetencji językowych i nawet długie pauzy w tekście – rzecz charakterystyczna dla SI – nie będą dla nich żadną wskazówką.

W ten sposób przyzwyczaja się ogół do – nie da się tego inaczej nazwać – gówna. Dobrze podsumował to Marcin Wilkowski pytając tych, którzy polegają na GPT jak „na Zawiszy”, czy jeśliby stał przed nimi „inteligentny” czajnik, to czy również i jego pytaliby go o wskazówki dla swojego życia. A tym w istocie są zaawansowane modele uczenia maszynowego znane jako „sztuczna inteligencja”; więcej w: Czy internet ma przyszłość, „Tygodnik Powszechny”, 11-17 lutego 2026, s. 15.

‖ Jednym z „koników” audiofilskich są nowe technologie związane z płytami CD

Doprowadziło to do paradoksalnej sytuacji – okazuje się, że piszący kreatywne teksty są coraz bardziej pożądani, również przez „delfinów” władzy w świecie. Polegający na SI okazali się bezradni wobec jej idiocenia wraz z uczeniem się na tekstach innych SI. Symptomatycznie, Microsoft wprowadził niedawno na rynek 120-stronicowy, drukowany (!) magazyn „Signal” skierowany do liderów biznesu, skupiający się na sztucznej inteligencji (AI), strategii korporacyjnej oraz przywództwie. Również inni „doliniarze” sygnalizują potrzebę zatrudnienia ludzi piszących. A jednocześnie podsuwają myśl, wedle której SI będzie pisała za nas i że dziennikarz, pisarze itp. to zawody „ginące”.

Myślący człowiek jest bowiem tym, czego Big Techy nienawidzą i co starają się z pełną mocą wyeliminować. W tym też widzę rolę audiofila jako – jak mówiłem – białka odpornościowego. Słuchajmy więc, odsłuchujmy, porównujmy, zrzędźmy, bądźmy egotyczni i miejmy „wyłącznie i jedynie słuszne” poglądy. Kreatywność i niezależne myślenie jest bowiem tym, co nas ocali. Audiofil może zaś być małym-malutkim-maluteńkim trybikiem tego odporu sięgając po kolejną płytę CD lub winyl w ich sto pięćdziesiątej, tym razem na pewno najlepszej, wersji. ‖ WP

WOJCIECH PACUŁA
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

HIGH FIDELITY jest miesięcznikiem internetowym, ukazującym się od 1 maja 2004 roku. Poświęcony jest zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku, muzyce oraz technice nagraniowej. Wydawane są dwie wersje magazynu – POLSKA oraz ANGIELSKA, z osobną stroną poświęconą NOWOŚCIOM (→ TUTAJ).

HIGH FIDELITY należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: EnjoyTheMusic.com oraz Positive-Feedback, a w Niemczech www.hifistatement.net. Jesteśmy członkami-założycielami AIAP – Association of International Audiophile Publications, stowarzyszenia mającego promować etyczne zachowania wydawców pism audiofilskich w internecie, założonego przez dziesięć publikacji audio z całego świata, którym na sercu leżą standardy etyczne i zawodowe w naszej branży (więcej → TUTAJ).

HIGH FIDELITY jest domem Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. KTS jest nieformalną grupą spotykającą się aby posłuchać najnowszych produktów audio oraz płyt, podyskutować nad technologiami i opracowaniami. Wszystkie spotkania mają swoją wersję online (więcej → TUTAJ).

HIGH FIDELITY jest również patronem wielu wartościowych wydarzeń i aktywności, w tym wystawy AUDIO VIDEO SHOW oraz VINYL CLUB AC RECORDS. Promuje również rodzimych twórców, we wrześniu każdego roku publikując numer poświęcony wyłącznie polskim produktom. Wiele znanych polskich firm audio miało na łamach miesięcznika oficjalny debiut.
AIAP
linia hifistatement linia positive-feedback


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records



strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio