271 Listopad 2026
- 01 listopada
- TEST Z OKŁADKI: VINNIEROSSI Canta ⸜ wzmacniacz zintegrowany
- WYSTAWA ⸜ relacja: HIGH FIDELITY na AUDIO VIDEO SHOW 2026
- TEST: SENNHEISER HD-490 Pro Plus ⸜ słuchawki wokółuszne • zamknięte
- TEST: SYNERGISTIC RESEARCH Quark ⸜ transport plików audio
- TEST: TELOS Foundation Power Strip ⸜ listwa zasilająca AC
- TEST: THUNDER MELODY Black Vacuum ⸜ filtr napięcia zasilającego AC
- TEST: WATERFALL Professional ⸜ myjka płyt winylowych
- TEST: ZMS HADPHONES Tessidera ⸜ słuchawki wokółuszne • otwarte
- 16 listopada
- WYSTAWA ⸜ relacja: AUDIO VIDEO SHOW 2026 ‖ Stadion
- TEST: BURSON AUDIO Soloist Prime Voyager ⸜ wzmacniacz słuchawkowy
- TEST: LINEAR AUDIO RESEARCH Kate ⸜ kolumny głośnikowe • wolnostojące
- TEST: LUMIN X2 ⸜ odtwarzacz plików audio
- TEST: TRENNER & FRIEDL Ra ver. 3 ⸜ kolumny głośnikowe • podłogowe
|
Wstępniak
tekst WOJCIECH PACUŁA |
![]() |
No 270 1 października 2026 |
|
CZEGO JESZCZE NIE WIEMY (i kto się boi o to spytać)
CZŁOWIEK MA TENDENCJĘ do udawania, że wie wszystko. Zarówno w wymiarze indywidualnym, w kontaktach twarzą w twarz, jak i w wymiarze społecznym, kiedy myślimy o sobie jako o „koronie stworzenia”. Choć arogancja takiego podejścia jest wyjątkowa, to jest ona niemal całkowicie niwelowana w naszych głowach przez imperatyw zrobienia dobrego wrażenia. Po prostu chcemy dobrze wypaść (przepraszam za „my”, ale taka konwencja) zarówno przed innymi, jak i przed sobą. Formułując to spostrzeżenie nie muszę się nawet uciekać do popsychologii, bo przecież wydaje się ono zdroworozsądkowe.
‖ Coś, co najbardziej irytuje ludzi, którzy nigdy nie słyszeli ich wpływu na dźwięk – kable; w audio to teraz absolutna podstawa i nawet takie duże, inżynieryjne firmy jak JBL stosują w swoich kolumnach dobre okablowanie z miedzi OCC Takie podejście daje ciekawe skutki. Buujemy w ten sposób dobry obraz samego siebie, co pozwala nam fundować swoje „ja”. Jednak ważniejsze wydaje mi się to, że w codziennym życiu pozwala nam to funkcjonować bez obawy o to, że sobie nie poradzimy z „nowym”, czy to sytuacją, czy spotkaniem, czy też pomysłem. Gdyby było inaczej stalibyśmy sparaliżowani niemocą, niezdolni wykonać żadnego ruchu, ani w jedną, ani w drugą stronę, pełni lęku o to, że popełnimy błąd. Przekonanie o własnej wszechwiedzy nas, paradoksalnie, wyzwala. Nie wiem, jak państwo ale mam takie wrażenie, że w podobny sposób działają branże perfekcjonistyczne, zajmujące się tym wycinkiem ludzkiej działalności, który wymaga czasu, pieniędzy i zaangażowania. U nas jest przecież tak, że ilość doskonałych produktów czy to vintage, czy współczesnych, jest niewiarygodnie duża. W dodatku większość z nich pochodzi z firm o takim dorobku, że spodnie spadają. Stając przed taką „ścianą” każdy z konstruktorów powinien się od razu poddać, tak powinna być ona przytłaczająca. A jest przecież tak, że co miesiąc pojawia się kilka, może nawet kilkanaście nowych firm z produktem, który – w oczach jego twórców – jest odpowiedzią na problemy urządzeń, które już znamy. Często ma być wręcz „rewolucją” w myśleniu o danym zagadnieniu. Ci konstruktorzy się nie boją. Jak gdyby doznawali oni chwilowej amnezji, jakiegoś rodzaju „ślepowidzenia”, że się posłużę tytułem książki Petera Wattsa, które dają im możliwość odsunięcia tego „nawisu” na bok. Nie umiem inaczej wyjaśnić owego fenomenu.
‖ Nóżki antywibracyjne przez długi czas uchodziły za fanaberię, również wśród producentów kolumn. JBL w serii Summit zastosował nóżki Isoacoustics z bardzo dobrym efektem, przełamując w ten sposób „blokadę” nałożoną przez duże firmy mające związki ze światem pro Czytając najnowszy wywiad z Olgą Tokarczuk w „Tygodniku Powszechnym” przyszła mi do głowy paralela łącząca to, co noblistka mówi o literaturze z tym, jak działają firmy audiofilskie, zazwyczaj mikrofirmy. Tokarczuk mówi o czymś, co tłumaczę ludziom zdziwionym tym, że jestem (od „dziecka :) fanem literatury fantastyczno-naukowej, a mianowicie, że bada ona nieznane tereny pytając: „co by było, gdyby”. Nie jest bajką, nie jest literaturą (per se) eskapistyczną, ani też literaturą podłego gatunku. Autorka Ksiąg Jakubowych rozszerza kategorię ciekawości na całą literaturę:
W literaturze chodzi o to, żeby prostym, narracyjnym językiem próbować wszelki możliwości bytu. Właściwie jedno z ważniejszych pytań, na które odpowiada literatura snująca opowieści to: „a co by było, gdyby…”. W opowieściach testujemy wszystko, co przyjdzie nam do głowy – zarówno jako pisząca i jako czytający (Nr 40, 2026, s. 14).
I o to mi właśnie chodzi, kiedy mówię o braku porozumienia między „akademią” i „audiofilizmem”. Widzę to tak, że krwioobieg wiedzy akademickiej jest zamknięty, ponieważ nie wykonuje tej pracy, o której mówi Tokarczuk, czyli nie pyta o to, „co by było”, tylko stara się kolejny, może już setny, udowodnić, że to, co jest – jest. Czyli stara się utrwalić obowiązujące status quo. Absolutnie nie zależy jej na dowiadywaniu się nowych rzeczy. Chce utrwalać to, co zna. A przecież bez wyjścia ze strefy komfortu – a to może być odsłonięcie się na śmiech i drwiny ze strony współpracowników, a w ostateczności nawet utratę wiarygodności w ich oczach, a w efekcie pieniędzy z grantów – nie ma mowy o postępie. W tym przypadku postępem byłoby znalezienie teorii, która by opisywała oraz korelowała to, co słyszą audiofile oraz to, co rozumieją akademicy z takich krajów jak Japonia, z tym, co pisze się w książkach i skryptach. Przykładów na to, jak bardzo potrzebna nam jest praca akademików u podstaw, polegająca na zrozumieniu tego, o czym mówimy i próbie opisu naszych doświadczeń (eksperymentów) językiem nauki świadczy przypadek odtwarzania plików. Rzecz prosta, z punktu widzenia IT, a jednocześnie niebywale złożona i wciąż będąca polem eksperymentów, z punktu widzenia każdego kto chciał uzyskać dobry dźwięk. Rzeczy, które dla informatyka są „przezroczyste”, jak przesył paczek z plikami z routera do odtwarzacza plików, są dla branży audio „wąskim gardłem”, do którego udrożnienia trzeba stosować środki wymykające się standardowym pomiarom i niemające uzasadnienia w standardowych kursach wiedzy o tym temacie.
‖ Początek mojego eksperymentu – żeby lepiej było widać, odsunąłem lewą kolumnę, która zwykle to przesłania. Na dole widać kable zasilające DC, którymi będę zasilał dwa routery w systemie Żeby pokazać o co mi chodzi, pokazać to na konkretnym przykładzie, przeprowadzę eksperyment polegający na odsłuchu odtwarzacza plików z kolejno dodawanymi elementami wokół niego, wpływającymi na jego działanie, ale w sposób, który branża IT nie rozumie i które neguje. To jest sposób, który tysiące, grube tysiące audiofilów przeprowadziły osobiście u siebie w domu. Na podstawie wyników tych prób decydują się zazwyczaj na zmiany w systemie – zmiany często kosztowne. Taką próbę wykonam dla państwa i ja. Przypomnę, mój system służący do odtwarzania plików składa się z następujących elementów: router Funbox 3.0 → kabel LAN Acoustic Revive Acoustic Revive Triple-C → router Mikrotik HAP AX3 → kabel LAN Acoustic Revive Quadrant Absolute → odtwarzacz plików Sforzato DSP-05EX z zewnętrznym zegarem taktującym PMC-05EX. Do routerów są wpięte filtry Acoustic Revive RLT-1K oraz sztuczna masa Nordost Qkore 6, z kolei do kabli LAN pasywne filtry Acoustic Revive RLI-1GB ASK.
Próba rozpoczęła się tym, że wypiąłem z obydwu routerów wtyczki RLT-1K, czyli pasywne reduktory szumów, z kabli LAN wypiąłem filtry RLI-1GB ASK tej samej firmy, a także odłączyłem sztuczną masę Nordost ze wspomnianych routerów. Na koniec zasiliłem routery ich własnymi, impulsowymi zasilaczami. Normalnie są one zasilane z podwójnego wyjścia zasilacza DC JCAT Optimo Duo. To jeden z najlepszych zasilaczy DC na rynku; więcej → TUTAJ. Nie zrobiłem dwóch rzeczy, które właściwie powinienem był zrobić, ale które skomplikowałyby ten obraz jeszcze bardziej: nie ściągnąłem odtwarzacza z platformy antywibracyjnej Kryna, nie wymieniałem kabli LAN (o ho ho! To dopiero jest cyrk, kiedy mówię o tym komputerowcom) i nie zmieniłem zasilania odtwarzacza, (nie) przechodząc z fajnych kabli Siltecha na kable „komputerowe”. Można to zrobić, jednak zrezygnowałem z tego kroku ze względu na czas i wysiłek, który musiałbym w to włożyć. Bo męczyć się, jeśli nie jest to konieczne, nie lubię :)
‖ Do zasilania użyję podwójnego zasilacza JCAT Optimo 3, oferującego dwa, niezależne wyjścia |
Jest tak: na początek wpinam po kolei wszystkie filtry i sztuczną masę. Zmiany cząstkowe są niewielkie, ale ich kumulatywny skutek (kiedy wypiąłem i wpiąłem wszystkie na raz) jest niesamowity. Dają w sumie, choć i każde z osobna, bardziej subtelny rysunek dźwięku. Jest w nim więcej informacji, a przez to przekaz jest bardziej wiarygodny. Równie ciekawe jest to, jak z każdym kolejnym krokiem, każdym kolejnym elementem minimalizującym szumy w systemie czarnieje tło za instrumentami. To jest jedna z podstawowych zmian, kiedy zaczynamy kondycjonować linię przesyłową plików. To jest rzecz, która z płaskiego obrazu tworzy coś przypominającego występ. Następnie zasilam router Mikrotik, a więc ten, do którego wpięty jest system audio, z zasilacza JCAT (router Orange służy do łączności z siecią i podaje sygnał to TV i routera dedykowanego systemowi audio). Tutaj zmiana idzie w innym kierunku. Wciąż jest to wysubtelnienie przekazu, ale polegające nie na jego ciemnieniu, a na mniejszym „napieraniu”, jakby wszystko brzmiało swobodniej. Bas wydaje się ciut mniej dociążony, ale tak nie jest – jest niższy, tyle że mniej otłuszczony. Wcześniej tego nie słyszałem, ale teraz jasne jest, że dobre zasilanie daje też lepszą rozdzielczość. Okazuje się, że z dobrym zasilaczem DC poprawiają się również wysokie tony. Są wyraźniejsze i jednocześnie bardziej naturalne. Zachęcony idę dalej i zasilam router Funbox 3.0 z drugiego wyjścia zasilacza (wymaga on innego wtyku, ø 2,5, ale JCAT oferuje każdy rodzaj zakończenia) I co? I zmiana jest jeszcze większa niż przedtem (choć, pamiętajmy, jeden router ma już porządny zasilacz, więc może dlatego), ale idzie w innym kierunku, teraz dźwięk robi się bardziej namacalny i treściwy. Zostaje wszystko to, co dostałem wcześniej, czyli gęste tło i cisza „za” dźwiękami – to filtry i masa – a także subtelność uderzenia oraz rozdzielczość – to z kolei zasilacz routera hAP ax3, ale z czymś więcej. Teraz jest to jest kompletnie inny dźwięk niż na początku. Niezwykle emocjonalny, bardziej dynamiczny i podany z rozmachem. Jest też o wiele lepiej uporządkowany oraz nasycony barwowo. Jak to wytłumaczyć? – To nawet wiemy. To znaczy – wiemy my, audiofile, to krzywa uczenia, z którą mierzymy się od samego początku. Ale jak to zmierzyć? – Nie do końca jeszcze wiemy i to jest właśnie problem i powód niechęci środowisk, które nie słuchają muzyki, ale za to chętnie wydają wyroki.
‖ Rzecz, która została opracowana pierwotnie dla medycyny, ale znalazła zastosowanie również w audio – filtry sygnału LAN, tutaj Acoustic Revive RLI-1GB ASK Ale, tak w ogóle, czy da się to zmierzyć? Zapewne da się, tylko nie w standardowych pomiarach. Poszczególne komponenty systemu, który państwu przedstawiłem są mierzone na japońskich uniwersytetach i pomiary te pokazują znaczące zmniejszenie szumów w systemie. Problemem jest jednak to, że według wiedzy standardowej i praktykowanej w IT tego typu szumy nie powinny mieć wpływu na przesył plików. Według dostępnych badań percepcji ludzkiego słuchu są po prostu zbyt małe. Na sygnał cyfrowy – oczywiście, wpływają, to wie nawet działka pro. Jitter – bo tym są owe szumy – jest dla niego przekleństwem. Jednak przy dwustronnej komunikacji, wielokrotnym sprawdzaniu zawartości plików, które jest wykonywane przy nawiązywaniu połączenia – to wszystko nie powinno wpływać na dźwięk. Każdy, kto z uwagą i w dobrze przygotowanym systemie podjął się próby zbadania tego na „własne uszy” powinien jednak przyznać, że zmienia. Dlatego też stosujemy te wszystkie „bajery” sprawiające, że ludzie spoza audio patrzą na nasze starania jak na cyrkowe sztuczki, a na nas jak na oszołomów. Z drugiej strony sami się często o taką ocenę prosimy. Jak inaczej wytłumaczyć opisywanie swoich rozwiązań językiem nauki, kiedy ta nauka nie jest możliwa do potwierdzenia? Przykładem niech będą opisy sięgające po fizykę kwantową. Wyróżniają się w tym dwie firmy – amerykańska Synergistic Research oraz tajwańska Telos Audio. Obydwie doskonałe w tym co robią – każdy może efekty ich pracy samodzielnie sprawdzić – obydwie szanowane w środowisku, a i ja uważam je za wiodące w tym, co robią. A jednak do opisu swoich rozwiązań technicznych czasem używają języka, który trudno obronić.
‖ Lokalna sztuczna masa to również opracowanie spoza audio, najpierw dla systemów wymagających ultra czystego otoczenia. Tutaj dwa takie elementy wpięte w nieużywane gniazda LAN routera; Acoustic Revive RLT-1K Czym to tłumaczyć? Dlaczego robią to, przecież światli, ludzie? Najłatwiej odpowiedzieć – dla kasy, żeby zwieść biednych audiofilów, którzy słysząc: „kwantowy” zrobią słupka i zastygną w zachwycie czekając na spłynięcie na nich choć cząstki chwały płynącej z tej egzotycznej i skomplikowanej nauki. Tak to jest zresztą postrzegane przez ludzi spoza branży, a i przez wielu z jej środka. Myślę jednak, że to nie wyczerpuje możliwości i że może powody są zgoła inne. Hejterstwo ma łatwiej – rechocze i niczego nie musi wyjaśniać, ponieważ jego świat jest dla niego prosty. I na każdym hejcie można coś ugrać – a to pieniądze, a to fejm. Dla mnie to jednak znacznie bardziej złożone zjawisko. Wykonajmy więc następujący eksperyment myślowy. Przyjmijmy na chwilę, że obydwie firmy, o których mowa, korzystają z tego nazewnictwa z pełną świadomością. Działanie ich produktów mogłoby się wówczas zasadzać nie na ich własnej technice do której „zaprzęgli” zjawiska subatomowe, a na wykorzystaniu technik, w których typu zjawiska występują „natywnie”, same z siebie. Podam przykład. To tak, jakby producent projektorów wideo przygotował nowy, superaśny model i w jego opisie mówił o technikach bazujących na „technice korpuskularno-falowej”. Czy miałby rację? – No tak, u podstaw jego produktu leży właśnie dualizm korpuskularno-falowy. Czy to znaczy, że jest w tym coś szczególnego? – Absolutnie nie, każdy może „wykorzystać” tę fizykę po prostu włączając latarkę. I tak bym czytał tego typu deklaracje, jak te o „efektach kwantowych”. Obydwie wspomniane firmy są firmami inżynierskimi, to jest prowadzone przez inżynierów motywowanych chęcią poprawy parametrów mierzalnych. Ich rozwiązania, mówię o obydwu firmach, są patentowane i w patentach również używa się określeń związanych z fizyką kwantową. Zakładam więc, że wiedzą co robią. Wiedzą więc również, że używanie wielkich kwantyfikatorów, a tak widzę słowa „kwantowy”, „subatomowy” i tak dalej, to miecz obosieczny i można się nim zranić.
‖ To z kolei sztuczna masa dla całego systemu, kto raz usłyszał, ten wie, co to robi; Nordost Qkore 6 Kiedy tak na to spojrzymy, może łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego w ogóle firmy tego typu, czyli głęboko techniczne, starają się opisać swoje rozwiązania językiem atrakcyjnym dla innych techników. Może robią to właśnie z uwagi na ciśnienie, które odczuwają z „tamtej” strony i chcą jej coś w ten sposób udowodnić. Myślę, że niepotrzebnie. Lepiej by było dla nas wszystkich, gdybyśmy potrafili powiedzieć szczerze, że nie rozumiemy dlaczego coś działa, dlaczego coś zmienia dźwięk i że jedyne, co mamy do zaoferowania, to nasze doświadczenie i dobrą wolę. Jeśli nam się to uda, będzie to duży krok naprzód w stosunku do tych, którzy mówię „nie”, bo „liczby mówią coś innego”. Aż mi ich szkoda. Kiedy bowiem ustalimy już, co zrobić, aby nasz system grał najlepiej jak to tylko możliwe, kiedy wysłuchamy poszczególnych komponentów i produktów, które wspomagają ich działanie, kiedy wreszcie usiądziemy przed kolumnami lub ze słuchawkami na uszach i każdy fragment słuchanej przez nas płyty będzie w nas odpowiadał emocjami, będziemy wiedzieli, że to my mamy rację. A ci, którzy tego nie rozumieją będą słuchać „liczb” i „pomiarów’. Jak mówię – aż mi ich szkoda… Na czym chciałbym zamknąć ten temat, przynajmniej na razie. Z pierwszego wykształcenia jestem technikiem. Z wykształcenia (drugiego), a i – jak mi się wydaje – również z powołania, jestem również naukowcem. Przede wszystkim jestem jednak ciekawy świata, stąd moja fascynacja audiofilizmem. Ta, z pozycji, które wielu są znane i miłe, czyli: „chyba ich poj…bało!” i „co za frajerstwo!”, wyewoluowała do: „oooo!” i „ja też tak chcę!”. I właśnie dlatego, że świat nauki jest mi bliski mam tak duży żal do ludzi, którzy z tych właśnie pozycji negują i wyśmiewają to, co w wyniku eksperymentów wypracowała branża audio. Przecież wystarczy posłuchać.
‖ Odtwarzacz plików Sforzato DSP-05EX z zewnętrznym zegarem taktującym PMC-05EX, obydwa stojąna platformie antywibracyjnej japońskiej firmy Kryna; co więcej – trzpienie na których stoi zegar (na dole) są podparte krążkami Acoustic Revive Niech na koniec jeszcze raz wybrzmią więc słowa Tokarczuk, z tego samego wywiadu, ponieważ bardzo dobrze oddają one kierunek, który mogliby obrać ci, którzy mają potrzebę poznawania świata i jego zrozumienia. To coś, od czego wychodzi każdy konstruktor chcący osiągnąć coś więcej niż tylko dobrze mierzący produkt:
Moją metodą pisarską była zawsze „oś krystalizacji”, tak to sobie nazwałam – wyznaczenie jednej osi, wokół której z pomocą wyobraźni, wiedzy i czegoś jeszcze, na co nie ma dobrego określenia, porządki zaczynają się same krystalizować (tamże, s. 15).
Niech wyobraźnia będzie z wami! ● WOJCIECH PACUŁA |
Kim jesteśmy? |
Współpracujemy |
Patronujemy |
|
HIGH FIDELITY jest miesięcznikiem internetowym, ukazującym się od 1 maja 2004 roku. Poświęcony jest zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku, muzyce oraz technice nagraniowej. Wydawane są dwie wersje magazynu – POLSKA oraz ANGIELSKA, z osobną stroną poświęconą NOWOŚCIOM (→ TUTAJ). HIGH FIDELITY należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: EnjoyTheMusic.com oraz Positive-Feedback, a w Niemczech www.hifistatement.net. Jesteśmy członkami-założycielami AIAP – Association of International Audiophile Publications, stowarzyszenia mającego promować etyczne zachowania wydawców pism audiofilskich w internecie, założonego przez dziesięć publikacji audio z całego świata, którym na sercu leżą standardy etyczne i zawodowe w naszej branży (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest domem Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. KTS jest nieformalną grupą spotykającą się aby posłuchać najnowszych produktów audio oraz płyt, podyskutować nad technologiami i opracowaniami. Wszystkie spotkania mają swoją wersję online (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest również patronem wielu wartościowych wydarzeń i aktywności, w tym wystawy AUDIO VIDEO SHOW oraz VINYL CLUB AC RECORDS. Promuje również rodzimych twórców, we wrześniu każdego roku publikując numer poświęcony wyłącznie polskim produktom. Wiele znanych polskich firm audio miało na łamach miesięcznika oficjalny debiut. |
![]()
|
![]() ![]() ![]() |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio
























