pl | en

Transport CD + przetwornik D/A

 

Métronome Technologie DREAM PLAY CD: KALISTA

Producent: MÉTRONOME audio
Cena (w czasie testu): 69 000 euro

Kontakt: Z.A. Garrigue Longue
F-81600 MONTANS
FRANCE


www.metronome.audio

MADE IN FRANCE

Do testu dostarczyła firma: KORIS


rancuska firma Métronome Technologie zrodziła się, podobnie jak inne najważniejsze firmy audio, z pasji – pasji do muzyki. Założył ją w 1987 roku Dominique Giner, wcześniej zajmujący się produkcją mebli. I od mebli się to wszystko zaczęło, bo już w 1984 roku zbudował stolik audio o kształcie metronomu. To był ogromny sukces i dzięki sprzedaży ponad 1200 egzemplarzy tego unikatowego mebla audio, założył swoją własną firmę, przyjmując jako jej nazwę i logo metronom. W centrum jego zainteresowań znalazły się odtwarzacze Compact Disc i chociaż z międzyczasie pokazał gramofon, to jednak pozostał wierny cyfrze. Z ciekawostek powiedzmy, ze pierwszym produktem zaprojektowanym przez pana Ginera był transport CD JD 1, przygotowany dla firmy Jadis.

Latem 2014 roku, a więc dwadzieścia lat po powstaniu, Dominique Giner przeszedł na częściową emeryturę, przekazując prowadzenie firmy w ręce, wówczas 57-letniego, Christiana Bata oraz Jeana Marie Clauzela (lat 53). Obydwaj panowie, podobnie jak i założyciel firmy, są pasjonatami i wywodzą się z zupełnie innych światów – pan Bat pracował jako dyrektor finansowy w branży motoryzacyjnej, a pan Clauzel był inżynierem rolnym. Dominique Giner pozostał na stanowisku głównego projektanta i to spod jego ręki wyszła najnowsza wersja topowego źródła o nazwie Dream Play CD.

Métronome Technologie to maleńka firma, prawdziwy specjalista, zatrudniający oprócz szefów zaledwie sześć osób. Wszystkie mechaniczne elementy – poza transportami – powstają we Francji, tam też urządzenia są montowane. W jej ofercie znajdziemy obecnie trzy modele transportów CD (T-5, T-6 i T-8), trzy modele przetworników cyfrowo-analogowych (C-5, C-6 i C-8), odtwarzacz zintegrowany CD8 (także w wersji z lampowym wyjściem CD8T) oraz, będący odpowiedzią na zapotrzebowania rynku, odtwarzacz plików Music Center 1.

KALISTA

Osobną linią jest topowy system Kalista. Otrzymał on swoją własną stronę internetową i traktowany jest jak „gramofon CD”. Na system składają się cztery elementy: transport CD, przetwornik cyfrowo-analogowy i dwa zasilacze. Nazwa Kalista znana jest od wielu lat i w tym czasie widzieliśmy kolejne wersje tego systemu. Podstawy są jednak te same: to transport CD i przetwornik D/A o charakterystycznym kształcie, które można postawić na sobie, albo obok siebie. W najwyższej wersji mogą stać jeden na drugim i dodatkowo na wysokich nóżkach, przez co odtwarzacz wygląda jak gramofon, np. Transrotor Artus.

Transport CD

To niezwykle rzeźbiarska forma i jedynymi firmami, które proponowały coś zbliżonego była Jadis oraz Oracle (model CD 2500).

Mechanika – transport Philipsa CDM12 Pro 2 v6.8 – i elektronika umieszczone są w aluminiowych blokach, podwieszonych pod bardzo grubymi, akrylowymi elementach. Te ostatnie mają kształt zbliżony do śmigła o trzech łopatkach. Na ich końcach zamontowano grube wałki ze stali nierdzewnej, tj. nóżki. Te w transporcie zakończone są szerokimi stożkami, a w przetworniku to system odsprzęgania z kulką między dwoma, polerowanymi, wklęsłymi płaszczyznami (por. TUTAJ).

Forma jest bezbłędna, a budowa wyjątkowo dopracowana. To, co zwraca jednak uwagę na samym początku to sposób ładowania płyty. Nominalnie Kalista jest transportem CD typu top-loader, tj. kładziemy płytę bezpośrednio na osi silnika, bez pośrednictwa szuflady. Wersja użyta przez Francuzów jest jednak wspólna z polskim Ancient Audio i japońskim 47 Labs, ponieważ płyta nie jest schowana i wiruje na widoku.

Dwie rzeczy odróżniają Kalistę od Lektorów: sposób ładowania TOC-u („spisu treści” płyty) oraz docisk. Dawno się do tego przyzwyczaiłem, ale czasem wraca irytacja – aby wpisać zawartość krążka do pamięci odtwarzacza Ancient Audio należy przycisnąć guzik. Métronome robi to lepiej, ponieważ pod płytą umieszczono czujnik optyczny. Kładziemy płytę na osi, nakładamy docisk („puck”) i za chwilę płyta sama się wczytuje. Z kolei sam docisk ma taki sam kształt, jak podstawa, lepiej więc kontroluje wibracje płyty. Na osi silnika przykręcono metalowy walec, dzięki czemu docisk jest precyzyjnie wycentrowany. Podobnie robią takie firmy, jak Audionet i Vitus Audio.

Nowością w stosunku do poprzedniej wersji jest rezygnacja ze sterowania guzikami i zastosowanie ekranu dotykowego. To bardzo wygodne rozwiązanie i świetnie wygląda. Jaskrawość ekranu możemy zmieniać z pilota zdalnego sterowania, można go też całkowicie wyłączyć. Z transportu możemy wyjść jednym z trzech wyjść cyfrowych: TOSLink, RCA (obydwa S/PDIF) oraz AES/EBU. Obok wysokiej klasy wyjść jest wyłącznik wyświetlacza.

DAC

Przetwornik jest właściwie nową konstrukcją. Kalista to tak naprawdę dwa przetworniki w jednym. Pozostawiono bowiem konwerter z poprzedniej wersji, tj. dwie 24-bitowe, 192 kHz kości, ale dodano drugi, oparty na dwóch 32-bitowych kościach AKM. Ten drugi to odpowiedź na zapotrzebowanie rynku, bo teraz Kalista przez asynchroniczne wejście USB może przyjąć sygnał PCM do 32 bitów i 384 kHz, a także DSD64 i 128. Użytkownik może sam zdecydować, który DAC pracuje.

Co więcej, może też wybrać rodzaj układu wyjściowego. Mogą to być układy półprzewodnikowe, albo lampy. Te ostatnie to Philipsy JAN 6922, militarna wersja podwójnych triod 6DJ8/ECC88. Współpracują z nimi potężne kondensatory polipropylenowe wykonane dla Métronome Technologie przez francuskiego specjalistę SRC. Obok lamp, podświetlonych niebieskimi diodami LED (McIntosh używa do podświetlania lamp diod LED koloru zielonego) widać też bardzo drogie niskoindukcyjne oporniki, tzw. „naked”. Ostatnio widziałem podobne w topowej serii kolumn Dynaudio. Przejście między „dakami” i wyjściami jest banalnie łatwa, wystarczy nacisnąć ikonkę na panelu wyświetlacza.

DAC przyjmuje sygnał z czterech źródeł: wejścia USB, RCA i TOSLink (S/PDIF), a także AES/EBU. Firma preferuje to ostatnie. Sygnał analogowy pobieramy albo z symetrycznych wyjść XLR, albo niesymetrycznych RCA.

Odsłuch został wykonany w systemie odniesienia, gdzie Métronome zastąpił mój odtwarzacz Ancient Audio Lektor AIR V-edition i testowany wcześniej Audionet Planck. Do porównań użyłem również gramofonu Döhmann Helix 1. Dream Play CD stanął dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej system CEC-a TL0 3.0 + DA0 3.0, na stoliku Finite Elemente Pagode Edition. Zasilacze umieściłem na półce poniżej, a drugi na zasilaczu przedwzmacniacza Ayon Audio Spheris III.

Sygnał z odtwarzacza do przedwzmacniacza prowadzony był interkonektem Siltech Triple Crown, a sygnał cyfrowy pomiędzy komponentami nowym kablem AES/EBU firmy Albedo. Transport i DAC zasilane były kablami sieciowymi Acoustic Revive Power Reference Triple-C.

Płyty użyte w odsłuchu (wybór)

  • Arimasa Yuki & Hisatsugu Suzuki, Duet, Una Mas Jazz UNACD-10-01, XRCD24 (2010)
  • Bing Crosby, On The Sentimental Side, Music Collection International ETDCD 055, CD (1998)
  • Charlie Haden & Kenny Barron, Night and The City, Verve 539 961-2, CD (1998)
  • Depeche Mode, Enjoy The Silence....04, Mute XLCDBONG34, maxi-SP (2004)
  • Dominic Miller, Fourth Wall, Q-rious Music/Rutis Music QRM 114-2, 2 x 180 g LP (2010); recenzja TUTAJ
  • Ella Fitzgerald, Like Someone in Love, Verve/Esoteric ESSO-90143, SACD/CD (1957/2016) w: 6 Queens of Jazz Vocal, „MasterSoundWorks”, Esoteric ESSO-90143/8, 6 x SACD/CD (2016)
  • Ivie Anderson, Ivie Anderson with Duke Ellington & His Famous Orchestra, EPM 157352, „Jazz Archives | No. 42”, CD (1932-1940/1991)
  • Lisa Gerrard, The Silver Tree, Sonic Records SON212, CD (2006)
  • Nat ‘King’ Cole, Penthouse Serenade, Capitol Jazz/EMI 94504, „Super Bit Mapping” CD (1952/1998)
  • Novika, Tricks of Life, Kayax 013, CD (2006)
  • Pieter Nooten & Michael Brook, Sleeps With The Fishes, 4AD GAD 710 CD, CD (1987)
  • Rosemary Clooney, Rosemary Clooney sings Ballads, Concord/Stereo Sound SSCDR-007, „Flat Transfer Series”, CD-R (1985/2016)
  • Sonny Rollins, Way Out West, Contemporary Records/JVC VICJ-60088, XRCD (1957/1997)
  • Sting, All This Time, A&M Records 212354-2, SP CD (1991)

Japońskie wersje płyt dostępne na

Francuzi lubią robić rzeczy po swojemu. Są dumni ze swojej kultury, przemysłu, są dumni z siebie. Muszę przy tej okazji powiedzieć, że jestem ich fanem i że Paryż jest miastem, w którym mógłbym zamieszkać. Te idiosynkrazje, tj. wybieranie rozwiązań, które by ich odróżniały, przede wszystkim od kręgu kultury anglosaskiej, nie zawsze prowadzą prosto do celu, bo akurat Amerykanie i Brytyjczycy są bardzo pragmatycznymi narodami i wybierają rozwiązania, które lepiej się sprawdzają.

To rzecz znana i widoczna zarówno w wyglądzie, obsłudze, wykonaniu, jak i dźwięku produktów audio. Designerska bryła odtwarzacza Kalisto, ikony na wyświetlaczu, będące połówkami powszechnie używanych ikon „start”, „stop” itd., sposób ładowania płyty i inne, mniej istotne własności mogłyby świadczyć o takim właśnie podejściu. Wystarczy jednak puścić jeden utwór, a okaże się, że to wszystko elementy anturażu, a dźwięk jest absolutnie klasyczny. Klasyczny w sensie, że podający wydarzenia w sposób, który pomaga zrozumieć muzykę, nie przyciągając do siebie uwagi słuchacza bardziej niż to konieczne.

Mogę śmiało powiedzieć, że to jedno z najprecyzyjniejszych źródeł, jakie znam, bez względu na format. Sposób formowania dźwięku przypomina precyzję najlepszych źródeł analogowych, bo nie ma w nim cienia rozmycia ataku, nie słyszę żadnego zawoalowania, ani tym bardziej zamglenia. Dotyczy to nie tylko pierwszego planu, ale i drugiego, trzeciego i pełnej głębi. Wydaje się, jakby umiejętności „przeliczania” były tak duże, że urządzenie nie musi wybierać, na czym się skupić, pozostawiając inne elementy w cieniu. To oczywiście nie jest problem mocy obliczeniowej, a fenomenalnej rozdzielczości i niebywałemu sposobowi prowadzenia ataku, ale tak to słychać.

Magazyn „Hi-Fi News & Record Reviews” w teście poprzedniej wersji Kalisto pisał, że to jest „król rytmu” (grudzień 2013). Nie sposób się z tym nie zgodzić, z tym że zmodyfikowałbym tę wypowiedź, dodając: „i spójności”. Sam „rytm” mógłby się bowiem kojarzyć z lekkim podkreśleniem czoła ataku. A to zwykle kończy się niedostatecznie dobrym wypełnieniem i suchym brzmieniem. Kalista nie jest sucha, można nawet powiedzieć, że jej brzmienie jest dojrzałe, jak winogrona wygrzane w ciepłym słońcu Południa. Jest w tym słodycz, mięsistość i lekka cierpkość. Jest pełnia.

Mówiąc o ponadprzeciętnej rozdzielczości odtwarzacza musiałem się powstrzymywać, żeby nie dopisać od razu, że to także niebywała detaliczność. Nie chciałem bowiem, aby odnieśli państwo mylne wrażenie, że oto dostajemy odtwarzacz, który bezlitośnie wyciąga z płyty wszystkie szczegóły. Wyciąga, to prawda, to rzecz, którą słychać od razu, ale robi to z miłością, ciesząc się tymi detalami, polerując je i składając z nich ultrawyrazistą, brzmiącą w „analogowy” sposób całość. A to coś zupełnie innego niż obiegowa „detaliczność”, bardziej „obecność”.

Słowo na „a” to kolejne określenie, z którym chciałem poczekać. Podane zaraz na początku wypaczyłoby ten test. Używane jest ono przez firmę Métronome Technologie dość często i wiadomo, co jest dla jej konstruktorów punktem odniesienia. Problem w tym, że zazwyczaj pojmowane jest ono niewłaściwie i wiąże się go automatycznie z płytą winylową. Ci, którzy mieli okazję posłuchać analogowej taśmy „master” lub rejestracji cyfrowej hi-res, najlepiej w studiu, wiedzą że płyta winylowa jest tylko pewnym przybliżeniem do tego, co zostało zarejestrowane na taśmie lub w postaci plików. Najczęściej genialnym, ale też i sztuką samą w sobie, zmieniającą dźwięk oryginału.

Analogowość o której mówię, to wszystkie detale podane razem, w jednej chwili, budujące przebogaty i bogaty w niuanse przekaz. Nie ma w nim ocieplenia, ani wycofania góry i dołu. Najważniejsze jest jednak to, że nie powiększa pierwszych planów. Wszystko pokazuje w idealnej perspektywie, ale nie przez „wyciągnięcie” czy to głosu, czy fortepianu, czy innego instrumentu prowadzącego. A mimo to doskonale wiemy, kto jest liderem, bo skupiamy na nim swoją uwagę, podążając za sugestiami muzyków i realizatora.

Nigdy wcześniej, mówię to z pełną świadomością, płyty z fortepianem nie brzmiały u mnie tak naturalnie. Atak i dźwięczność odtwarzacza umożliwiły mi przybliżenie się do źródła dźwięku, jakbym otworzył okno na oścież. Godzinami słuchałem więc nagrań z tym instrumentem. I to przede wszystkim nagrań mających swoje lata. Jak np. Nat ‘King’ Cole’a z płyty Penthouse Serenade. Zarejestrowana w trio w lipcu 1952 roku jest popisem umiejętności zarówno jego, jak i muzyków towarzyszących. Doskonale można zrozumieć żal i jego, i wielu krytyków, dla których jego kariera wokalna wypchnęła z pola widzenia Cole’a pianistę. A przecież o jeden z najlepszych pianistów jazzowych wszech czasów.

Płyta o której mowa została pierwotnie wydana na 10” krążku LP i znalazło się na niej osiem utworów. Jej wznowienie CD z 1998 roku (Super Bit Mapping!) przynosi jednak dodatkowe utwory z tej sesji, jak również zapis sesji ze stycznia tego samego roku, na której Cole śpiewa. To wówczas powstała ikoniczna wersja Unforgettable. Doskonale w tej części krążka słychać to, o czym mówiłem: wokal jest najważniejszy, ale nie jest powiększany. Niezmiernie rzadko jest on odtworzony w tak doskonałej proporcji do pozostałych instrumentów, równie wyraźnych, a przy tym bez cienia wątpliwości „z tyłu”.

Co powiedziawszy mogę dojść do istoty tego dźwięku: to ciemny, nienarzucający się przekaz, o obłędnej ilości szczegółów. To stąd określenie na „a”, to dlatego tak perfekcyjnie odtworzone zostały płyty CD z nagraniami z lat 30. i 40. XX wieku, to dlatego przepięknie zabrzmiały cyfrowe maksi-single Depeche Mode, to dzięki temu purystyczne do n-tej potęgi nagrania z Japonii, w rodzaju płyty Duet Arimasa Yuki & Hisatsugu Suzuki, brzmią w równie dojrzały i wyrafinowany sposób. To ten rodzaj odtwarzacza, który jest absolutnie agnostyczny kiedy przychodzi do wydania „własnej” opinii, wchodząc w muzykę tak głęboko, że tracimy z oczy nośnik i format, a zostajemy postawieni bezpośrednio przed muzyką.

Jeślibym miał określić podstawowe cechy tego urządzenia, w sposób, w który zazwyczaj opisuje się produkty audio, to powiedziałbym, że jego bas schodzi bardzo głęboko i jest perfekcyjnie kontrolowany. Ma też aksamitny atak, co nadaje mu polor i pomaga w wykreowaniu realistycznego obrazu instrumentu. Wysoka góra jest równie krystaliczna i równie aksamitna. Odtwarzacz niczego nie wycofuje i nie zaokrągla. Mimo to mamy wrażenie, że to ciemny przekaz o strukturze grzyba, tj. nieco miękki, ale bardzo skomplikowany. Środek pasma nie jest uwypuklany, ale to na nim skupiamy uwagę, bo tak jesteśmy przez ewolucję (lub Stwórcę, nie będę nikomu narzucał mojego punktu widzenia) wyposażeni.

Krok w tył

Dynamika francuskiego źródła jest ponadprzeciętna, co zawdzięczamy precyzyjnemu atakowi. Kalista jest wszakże produktem, jak każdy inny, a to oznacza, że można w nim znaleźć cechy własne, wynik przyjętych założeń i wybranych rozwiązań. Wskazałbym np. na lekkie skrócenie wybrzmienia. Długie podtrzymanie, powoduje, że dźwięk systemu Kalista jest mięsisty. A jednak skupiamy uwagę na instrumentach i dźwięku bezpośrednim, nieco ignorując otoczkę akustyczną, przez co jest ona mniej obecna w naszym polu widzenia. Bardzo podobnie dzieje się, kiedy słuchamy taśmy analogowej.

Przekaz ma miejsce raczej za kolumnami i w ich obrębie. Płyty w których dźwięki odbite i w przeciwfazie są istotne, zostaną przez to nieco zubożone, bo choć doskonale wiadomo będzie o co chodzi, to nie będzie to clou przekazu, a raczej jego didaskalia. Także ci, którzy lubią, kiedy wokal jest duży, może nawet powiększony, mogą się poczuć zawiedzeni – Kalista nigdy go nie powiększa. Stara się pokazać wszystko w wyważony sposób, a więc raczej wokal wycofuje niż go uwypukla.

Porównania

Postaram się doprecyzować moje spostrzeżenia, porównując go do najlepszych źródeł cyfrowych, jakie znam. dCS Vivaldi (nie słyszałem jeszcze wersji 2.0) brzmi w bardziej gładki sposób, mocniej eksponując wyższą średnicę. To dlatego jego brzmienie jest tak pięknie rozświetlone, a balans tonalny postawiony jest nieco wyżej niż we francuskim CD. Ancient Audio Lektor SE jest równie detaliczny i koherentny, ale jeśli chodzi o sposób budowania ataku oraz zejście na basie, francuskie źródło wygrywa w przedbiegach; Kalista jest jednocześnie ciemniejsza. I wreszcie system CEC-a (z łączem SuperLink) – brzmi on jeszcze bardziej jak taśma analogowa, bez wyraźnych krawędzi, bez precyzyjnej akustyki, z przejściami między instrumentami rysowanymi w bardziej pastelowy sposób. Nie ma jednak tej precyzji, co system z Francji.

Podsumowanie

Właściwie wszystko już powiedziałem. Są inne, też znakomite źródła cyfrowe, bo przywołajmy jeszcze firmę totaldac, ale Kalista nie musi się z nikim ścigać. To dźwięk, który sam się tłumaczy i nie trzeba mu żadnych podpórek. Pewnie państwo na to czekali, ale nie chciałem niczego uprzedzać: tak dobry dźwięk uzyskamy w konfiguracji, którą preferuje sama firma, tj. ze starszym „dakiem” 24/192 i z lampowym wyjściem. Wyjście półprzewodnikowe nie ma tak dobrej struktury, ale za to nieco modyfikuje emfazę wokół 800 Hz, którą dostajemy z lampami. Dlatego co jakiś czas słuchałem płyt także z nim. Daje on jeszcze ciemniejsze tło i nieco wyższą dynamikę. Nowy DAC też jest niezły, przede wszystkim gładszy i płynny, ale już ani nie tak rozdzielczy, ani nie tak bogaty. Kalista CD to top topów, dlatego nagroda GOLD Fingerprint jak najbardziej na miejscu.

Kalista to dwa urządzenia: transport CD („CD Turntable”) oraz przetwornik cyfrowo-analogowy. Budowane są samodzielnie przez firmę Métronome Technologie w miasteczku Roquemaure niedaleko Tuluzy. Na system składają się cztery elementy, bo do dwóch już wymienionych dochodzą zasilacze Electra.

Transport CD

Podstawowe elementy mają niepowtarzalny wygląd, który wynika jednak z funkcji. Chodziło o połączenie aluminium, w którym znalazł się transport i elektronika, z akrylem oraz nierdzewną stalą. Daje to bardzo ciężką, zwartą, odporną na wibracje strukturę. Aluminiowy element z transportem podwieszony został pod akrylowym „śmigłem”, a to stoi na trzech walcach ze stali. Walce zakończone są dużymi stożkami, które można postawić na szerokich podkładkach, albo bezpośrednio na nóżkach DAC-a (podobną możliwość daje brytyjski Chord).

Informacje o płycie, a także przyciski wyświetlane są na kolorowym wyświetlaczu dotykowym o przekątnej 4,3”. Został on zamontowany w aluminiowym elemencie wysuniętym spod odtwarzacza. Płytę kładziemy bezpośrednio na osi silnika, na której przykręcono metalowy walec. Pozwala on dokładnie wycentrować akrylowy docisk płyty, mający identyczny kształt, co podstawa odtwarzacza. TOC płyty ładuje się automatycznie, kilka sekund po położeniu płyty. Mamy więc wystarczająco dużo czasu na to, aby nałożyć na nią docisk. Widoczna z tyłu niebieska dioda LED służy dekoracji.

Sygnał wyprowadzamy z tyłu, jednym z trzech gniazd wyjściowych: S/PDIF (TOSLink, RCA) lub AES/EBU (XLR). Z tyłu jest też gniazdo dla wielożyłowego kabla łączącego transport z zasilaczem. Pilot zdalnego sterowania wykonany jest z aluminium i ma niewielkie, przyciski o wyraźnym punkcie zadziałania.

DAC

Kształt obudowy przetwornika jest zbliżony, ale nie identyczny. Tutaj akrylowa góra i aluminiowy dół tworzą sandwicz, przykręcony razem do metalowych nóg. Element z wyświetlaczem jest jednak taki sam – na wyświetlaczu pokazano możliwe wejścia, przetworniki i wyjścia. Wybieramy między nimi dotykając odpowiedniej ikony, które łączą się pokazując, w jaki sposób biegnie sygnał. Na górnej ściance, w wycięciu, widać dwie lampy, podświetlone niebieskimi diodami LED.

Wejścia znalazły się z tyłu – to gniazda RCA i optyczne (S/PDIF), XLR (AES/EBU) oraz USB. Przy tym ostatnim jest gniazdo dla kabla zasilającego. W układzie elektrycznym znajdziemy najlepsze elementy, jak wielkie kondensatory polipropylenowe i drogie, niskoindukcyjne oporniki. Przy wyjściach analogowych widać transformatory dopasowujące Lundahla.

Zasilacze

Zasilacze wyglądają klasycznie, tj. mają prostopadłościenny kształt, chassis z giętej blachy i gruby, aluminiowy front. W wyciętym tak „okienku”, pod warstwą akrylu, świeci niebieska dioda LED, a obok są dwa przełączniki – jednym wyłączamy urządzenia, a drugim odłączamy w kablu zasilającym przewód ochronny (przyda się do wyeliminowania pętli masy).

W każdym z zasilaczy są trzy transformatory oraz bank kilkudziesięciu kondensatorów tłumiących tętnienia sieci. W układach stabilizacji napięcia (siedem biegów w zasilaczu transportu i dwanaście DAC-a) pracują jednak bardzo duże, piękne kondensatory firmy SRC, wykonane na zamówienie Métronome Technologie.


Dane techniczne (wg producenta)

Transport CD
- napęd: Philips CD Pro 2 LH z własnym oprogramowaniem
- wymiary: 450 x 135 x 460 mm
- waga: 24 kg

DAC
- wyświetlacz: 4,3", dotykowy
- 2 x przetworniki D/A 24/192
- 2 x przetworniki D/A 32/384
Wejścia cyfrowe:
- S/PDIF, AES/EBU, Toslink (44,1 - 192 kHz)
- USB: asynchroniczne, 32/384 + DSD128
Wyjścia analogowe: RCA | XLR
- wymiary: 450 x 105 x 435 mm
- waga: 15 kg

Zasilacz
- wymiary: 450 x 105 x 435 mm
- waga: 15 kg


Dystrybucja w Polsce:

KORIS S.J. SIEŃCZAK & SIEŃCZAK


ul. Umultowska 39
61-614 Poznań | Polska

koris.pl

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl

System odniesienia

SYSTEM A

ŻRÓDŁA ANALOGOWE
- Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
- Wkładki: Miyajima Laboratory MADAKE, test TUTAJ, Miyajima Laboratory KANSUI, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory SHIBATA, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory ZERO (mono) | Denon DL-103SA, recenzja TUTAJ
- Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC, recenzja TUTAJ

ŻRÓDŁA CYFROWE
- Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition, recenzja TUTAJ

WZMACNIACZE
- Przedwzmacniacz liniowy: Ayon Audio Spheris III Linestage, recenzja TUTAJ - Wzmacniacz mocy: Soulution 710
- Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ

AUDIO KOMPUTEROWE
- Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-901
- Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m), recenzja TUTAJ
- Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1 (filtry), recenzja TUTAJ
- Router: Liksys WAG320N
- Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
KOLUMNY
- Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic, recenzja TUTAJ
- Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
- Filtr: SPEC RSP-901EX, recenzja TUTAJ

OKABLOWANIE
System I
- Interkonekty: Siltech TRIPLE CROWN RCA, czytaj TUTAJ | przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 7N-DA2090 SPECIALE, recenzja TUTAJ
- Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx, recenzja TUTAJ
System II
- Interkonekty, kable głośnikowe, kabel sieciowy: Tellurium Q SILVER DIAMOND

SIEĆ
System I
- Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9500, wszystkie elementy, recenzja TUTAJ
- Listwa sieciowa: KBL Sound REFERENCE POWER DISTRIBUTOR (+ Himalaya AC)
- System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x Furutech FT-SWS (R)
System II
- Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, recenzja TUTAJ | Oyaide GPX-R v2, recenzja TUTAJ
- Listwa sieciowa: KBL Sound Reference Power Distributor (v2), recenzja TUTAJ
AKCESORIA ANTYWIBRACYJNE
- Stolik: Finite Elemente PAGODE EDITION, opis TUTAJ/wszystkie elementy
- Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H, artykuł TUTAJ/odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany, recenzja TUTAJ | Acoustic Revive RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane kolumny
- Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane produkty, artykuł TUTAJ | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty, artykuł TUTAJ | Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz, recenzja TUTAJ
- Element antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy, recenzja TUTAJ
- Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
- Pasywny filtr Verictum X BLOCK

SŁUCHAWKI
- Wzmacniacze słuchawkowe: Bakoon Products HPA-21, test TUTAJ | Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
- Słuchawki: Ultrasone EDITION 5, test TUTAJ | HIFIMAN HE-6, recenzja TUTAJ | Sennheiser HD800 | AKG K701, recenzja TUTAJ | Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ohm, recenzje: TUTAJ, TUTAJ
- Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3), artykuł TUTAJ
- Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR, test TUTAJ

CZYSTA PRZYJEMNOŚĆ
- Radio: Tivoli Audio Model One
SYSTEM B

Gramofon: Pro-Ject 1 XPRESSION CARBON CLASSIC/Ortofon M SILVER, test TUTAJ
Przedwzmacniacz gramofonowy: Remton LCR, recenzja TUTAJ
Odtwarzacz plików: Lumin D1
Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS-300 X (SP) [Custom Version, test TUTAJ
Kolumny: Graham Audio LS5/9 (na oryginalnych standach), test TUTAJ
Słuchawki: Audeze LCD-3, test TUTAJ
Interkonekty RCA: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY 550i
Kable głośnikowe: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY 550l
Kabel sieciowy (do listwy): KBL Sound RED EYE, test TUTAJ
Kabel sieciowy: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY SPX-380
Listwa sieciowa: KBL Sound REFERENCE POWER DISTRIBUTOR, test TUTAJ
Platforma antywibracyjna: Pro Audio Bono