pl | en

No. 214 Luty 2022

Wstępniak

Tekst WOJCIECH PACUŁA


No 214

1 lutego 2022

WIELKIE SŁOWA
Czyli kilka słów o inflacji emocji

INFLACJA «postępujący spadek siły nabywczej pieniądza i związany z nim wzrost cen» (SJP.PWN.pl; dostęp: 27.01.2022). «Zjawisko polegające na gwałtownym przyroście czegoś, co występując w dużej ilości, tracąc swoją wartość» (WSJP.pl; dostęp: 27.01.2022) ׀ łac. inflatio = nadęcie, wzdymanie.

ZAMIAREM NAPISANIA TEGO KRÓTKIEGO tekstu nosiłem się od dawna. Zawsze jednak coś stawało mi na przeszkodzie, zazwyczaj inne, bardziej „nośne” tematy. Temat ten uwierał mnie jednak tak mocno, że przypominał o sobie za każdym razem, kiedy oddawałem kolejny numer HIGH FIDELITY grafikowi do publikacji, dopominając się swojej obecności. Chodzi o inflację znaczenia słów i znaków opisujących emocje, a także wyrażeń oceniających.

Rzecz wydawać by się mogło niewielka, a jednak mająca swoje konsekwencje w realnym życiu. Już wyjaśniam. Od dłuższego czasu w tekstach pisanych daje się zauważyć „dociskanie” znaczenia. Nie wystarczy już powiedzieć ‘dobry’, musi być ‘bardzo dobry’, a jeszcze lepiej ‘świetny’ lub ‘zajebisty’. Napisanie, że coś jest ‘mocne’ lub – to częściej – ‘słabe’ nie ma sensu, ponieważ odbiorca takiego komunikatu nie zrozumie o co nam chodzi i będzie podejrzewał, że tak naprawdę nas to zupełnie nie obchodzi i mówimy o tym czymś z lekceważeniem. Ale już ‘wybitne’ czy – odpowiednio – ‘debilne’ będzie niosło właściwy, a co więcej oczekiwany przez rozmówcę, ładunek emocjonalny.

Najłatwiej proces o którym mowa można prześledzić przeszukując czaty na swoich komunikatorach i wpisy w swoich mediach społecznościowych. Są one częścią uniwersum internetowego, w którym emocje muszą zostać oddane w krótkim tekście, w możliwie najszybszy i najłatwiejszy dla naszych paluszków sposób, inaczej w tekstach ciągłych powinny być absolutnie jednoznaczne, a ich rolę pełnią emotikony (ang. emoji.

Jak zaznacza KEITH HOUSTON, autor książki Ciemne typki. Sekretne życie znaków typograficznych, trudno wskazać pierwszy moment, w którym pojawiły się one w druku. Przytaczając jednak kilka kolejnych wystąpień, bardziej lub mniej sformalizowanego, emotikona przyjmuje milczące założenie, że jego narodziny miały miejsce około 1880 roku. Miały one kształty osiągnięte przy pomocy istniejących znaków drukarskich: kropek, dwukropków kresek, pauz, półpauz i nawiasów. Do dziś zresztą je w taki sposób budujemy, korzystając z klawiatury komputera.

No właśnie – komputera. Choć znane od stu czterdziestu lat, w powszechnej świadomości emotikony mają postać nadaną im przez nauczyciela akademickiego, SCOTTA E. FAHLMANA. Tak się składa, że znamy dokładny dzień ich pojawienia się – było to 19 września 1982 roku. Fahlman włączył się wówczas do dyskusji związanej z żartem o wycieku rtęci, opublikowanym w jego macierzystym koledżu, omyłkowo potraktowanym jako rzeczywiste wydarzenie. Postulował wówczas włączenie do informacji specjalnych elementów, które mogłyby oddać intencje autora – w tym przypadku humor. Reszta jest historią…

Przez wiele lat obecność uśmiechniętej, czy smutnej buźki niosła z sobą ogromny ładunek emocji. Z czasem jedna buźka przestała nam wystarczać i pojawiły się obok dwie, a nawet trzy, takie same. Znaczyć miały w zasadzie to samo, ale o wyższym natężeniu. Dzisiaj nie dziwi już widok sześciu i więcej znaków informujących o stanie emocjonalnym autora.

Bardzo podobnie jest, z już przywołaną, przesadą w tekstach pisanych. Hiperbolizacja, to jest wyolbrzymianie lub pomniejszanie pewnych cech, jest w literaturze jednym z podstawowych tropów retorycznych. Współcześnie stracił on jednak swój wymiar merytoryczny, nie jest już sposobem wymiany myśli, a pozostała jedynie jego strona perswazyjna, to jest potrzeba takiego przedstawienia danej rzeczy, aby wbiła przeciwnika w glebę i nim pozamiatała, że się hiperbolą posłużę.

Najlepiej użycie tego tropu, a dzisiaj po prostu kłamstwa, widać w polityce. Populiści uwielbiają opisywać świat w jednoznaczny, czarno-biały sposób, przy czym ‘czarne’ jest ‘czarne jak noc’, a białe jest ‘bielsze niż śnieg’. Uzyskują w ten sposób efekt kumulacji, bo o ile jeszcze z ‘czarnym’ można by dyskutować, to z ‘czarną dziurą’ się już nie da…

Do klasyki wystąpień przeszło przemówienie inauguracyjne prezydenta USA, Donalda Trumpa, w którym mówił oto, że Ameryka legła w gruzach, a on dokona dzieła wielkiej odbudowy. Jak w wywiadzie dla „Polityki” zauważa autor książki Ostatni ludzie. Wymyślanie końca świata, MACIEJ JAKUBOWIAK, chodzi o nakreślenie apokaliptycznego scenariusza, przez co dotychczasowe reguły przestają obowiązywać i nie trzeba się już oglądać na demokrację. To przykład ekstremalny, ale mający za sobą tysiące innych, mniejszych, wydarzających się wokół nas co chwilę.

Nie wiem, na ile te dwie rzeczy się z sobą łączą, ale – na zdrowy rozum – ich współwystępowanie wydaje się co najmniej podejrzane: chodzi o politykę z jednej strony, a dążenie twórców treści internetowych do jak największej „klikalności” z drugiej. Rzecz w tym, że przeglądarki internetowe rządzą się ustalonymi przez informatyków algorytmami w swoich poszukiwaniach, a osoby odpowiedzialne za rozpowszechnianie cyfrowych treści starają się te algorytmy „oswoić”.

Aby to zrobić trzeba tekst, a przede wszystkim jego tytuł, ustalić w taki sposób, aby znalazły się w nim kluczowe słowa, w dodatku w odpowiednim szyku. Mowa o SEO:

Wystartowałeś z własnym biznesem, masz stronę… i nagle wszyscy wokół zaczynają mówić – musisz zainwestować w SEO! Problem jest tylko jeden… nie masz pojęcia co to jest seo prawda? Spieszymy z pomocą – SEO to nic innego jak Search Engine Optimalization, czyli optymalizacja pod wyszukiwarki internetowe. Rozwinięcie tego skrótu nie oddaje jednak całej istoty pozycjonowania stron, które jest długotrwałym procesem, wymagającym cierpliwości i dogłębnej analizy kodu strony oraz algorytmu wyszukiwarki.

VERSEO.pl; dostęp: 27.01.2022.

Założenie samo w sobie absolutnie racjonalne z czasem doprowadziło do degradacji języka. Oto bowiem zamiast powiedzieć: „Wczoraj wieczorem, około godziny 21.32, doszło w Warszawie do wybuchu ulatniającego się gazu. Na szczęście nie ma ofiar wśród ludzi, choć straty materialne przekroczą milion złotych”, przeczytamy coś takiego: „Milion złotych strat!!! Do katastrofy doszło w Warszawie przez ulatniający się gaz!” Widzą państwo tę manipulację?

Wyolbrzymianie i przerysowywanie ocen mamy we krwi – przepraszam za to „my”, ale mówię też o sobie. Pisząc test mam bowiem do wyboru, czy kreślić ocenę w subtelny i wyważony sposób, czy poddać ją liftingowi. Lifting ma pozostać prawdą, ale taką „bardziej” prawdą, prawdą dobitną. Zauważyłem, że coraz częściej robię to drugie, zazwyczaj nieświadomie. Jak gdybym podążał za tym, co słyszę i co czytam, rozpoznając potrzebę tych czasów. Przykład: kiedy piszę o ‘dobrym dźwięku’ często używam słowa ‘znakomity’. Tekst nie jest przez to mniej dokładny, jest jednak przesadzony. Albo i nie, sam już nie wiem… – Przesadą byłoby to dziesięć, piętnaście lat temu, dzisiaj jest zapewne przyjmowane jako „normalne”.

Żeby być wysłuchanym i zrozumianym trzeba być więc „bardziej”, pod każdym względem. A przecież znak wykrzyknika przez wiele lat nie mógł się przebić do klawiatur maszyn do pisania. Nie było go nawet na ulepszonej klawiaturze QWERTY z 1878 roku i, jak pisze Keith Houston, żeby go uzyskać trzeba było uderzać kropkę, cofnąć się i uderzyć apostrof. I dalej: „Osobne klawisze z wykrzyknikiem były taką rzadkością, że jeszcze w 1973 roku w poradniku dla sekretarek opisano powyższy sposób uzyskania tego znaku”.

Z czasem emocje rosły i wraz z nimi wzmagały się sposoby ich wyrażania, również w piśmie. Nie wystarczy już jeden wykrzyknik, jeden emotikon, zrównoważone emocjonalnie wyrażenie. Zmiany te są szalenie (widzą państwo ironię?) destruktywne, ponieważ wypłukują język z treści. Można na to machnąć ręką, ale będzie to machanie głupca. Myślimy językiem i język nas określa. Nawet jeśli o tym nie wiemy. Dlatego też ten nowy język zmienia i nas, radykalizując.

Nie chcę walczyć z wiatrakami, nie o to mi chodzi – jak mówi klasyk: „Jest, jak jest”. Sam się temu poddaję. Warto jednak pamiętać o tym, że kiedyś wystarczał nam jeden wykrzyknik i jeden emotikon. Może świat wcale nie był przez to lepszy, ale na pewno był spokojniejszy.

WOJCIECH PACUŁA
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show