|
Seria: OTO PŁYTA № 14 BAJM
Wydawca: PRONIT PLP 0004 |
|
Test
tekst WOJCIECH PACUŁA |
|
No 269 1 września 2026 |
WIESŁAW WEISS W SWOJEJ Rock encyklopedii, w wydaniu z 1991, go nie zauważa. Ówczesny redaktor naczelny magazynu „Tylko Rock” (obecnie „Teraz Rock”) zamykając „rock” w klatce swoich wyobrażeń na wiele lat wyłączył w ten sposób zespół Bajm z głównego nurtu tego typu muzyki. Nie on jedyny. Autor wpisu do Nonsensopedii idzie znacznie dalej, bo pisze: „Bajm (wbrew pozorom nie akronim od imion pierwszych muzyków, a kod Białą Armią Jebiemy Moskwę) – polski zespół grający popowe pieśni patriotyczne połączone ze zboczeniami”; więcej → TUTAJ. „Sztuczna” Google’a spytana o historię zespołu idzie w drugą stronę, stronę wiernopoddańczych hołdów, wyrzucając odpowiedź oddającą naturę większości wpisów w internecie: „Bajm to legenda polskiego pop-rocka”. Podbija to biogram Lubinian w Onecie, w którym czytamy z kolei o „jednym z najpopularniejszych polskich zespołów pop rockowych. Powtarzają się też na stronach pism lafstajlowych wyrażenia w rodzaju „bez wątpienia (był on) jednym z najpopularniejszych polskich zespołów” (Emimusic), a na stronie Radia Złote Przeboje znajdziemy frazę: „Bajm uchodzi za jedną z najważniejszych formacji rockowych w Polsce”.
‖ Okładkę na debiut Bajmu zaprojektował Andrzej Pągowski, który jest również autorem charakterystycznego logotypu I, trochę zaskakująco, to Wikipedia stara się wypośrodkować ten przekaz:
Bajm – polski zespół muzyczny założony w 1978 w Lublinie. Początkowo grał ballady i piosenki turystyczne, później poszerzył repertuar o muzykę z pogranicza popu i pop-rocka. Skład zespołu zmieniał się kilkukrotnie, przy czym od samego początku występuje w nim Beata Kozidrak.
⸜ Hasło: ‘Bajm’ w: Wikipedia, → pl.WIKIPEDIA.org, dostęp: 11.05.2026. Jak to więc jest? Jakim zespołem Bajm był we wczesnych latach działalności? Jaka jest jego rola w historii polskiej muzyki? Cóż, jak jeden z dziennikarz w artykule, którego tytułu nie pamiętam: „To skomplikowane”. ▓ Zespół WIADOMO NA PEWNO, że jego historia zaczyna się w 1978 roku w Lublinie. Nazwę BAJM – będącą akronimem od pierwszych liter imion założycieli zespołu – wymyśliła siostra jego pomysłodawcy, Andrzeja Pietrasa (mimo to przyjęło się go zapisywać: ‘Bajm’). W tym właśnie roku Pietras zaprosił do współpracy wokalistkę Beatę Kozidrak i jej brata Jarosława. Niebawem do tej trójki, oraz Andrzeja Koziary i Andrzeja Grądkiewicza, dołączył gitarzysta Marek Winiarski, a zespół zaczął działalność od występów na przeglądach, na których notował sukcesy.
‖ Wyklejki Pronitu z tego czasu miały kolor niebieski, czerwony lub – jak w tym przypadku - bananowy Ten najważniejszy przyszedł wkrótce potem. Dzięki znalezieniu się w pierwszej dziesiątce Młodzieżowego Przeglądu Piosenki w Toruniu, zakwalifikował się do konkursu Debiuty festiwalu polskiej piosenki Opole '78, na Bajm zespół zajął II miejsce w z piosenką Piechotą do lata (24 czerwca 1978). Polskie Radio na swojej stronie internetowej pisze:
Cofnijmy się trzydzieści lat wstecz. Jest 11 czerwca 1978 r. To samo miejsce, ten sam amfiteatr. Zespół BAJM wraz z niespełna osiemnastoletnią Beatą Kozidrak debiutują w Opolu. Pogodną piosenką pt. „Piechotą do lata” oczarowują publiczność, która wyróżnia ich nagrodą: Bajm zdobywa drugie miejsce w kategorii debiutów. „Spełniło się moje marzenie!” – wyznaje młodziutka debiutantka. Od tamtej pory nie sposób wyobrazić sobie polskiej muzyki rozrywkowej bez Bajmu.
⸜ Bajm, → www.POLSKIERADIO.pl, dostęp: 11.05.2026. Udany debiut dał impuls dalszej karierze zespołu, a Piechotą do lata weszła do kanonu polskich evergreenów. Beata Kozidrak, która pisała teksty, i jej brat odpowiedzialny za muzykę w krótkim czasie stali się głównymi postaciami grupy. Zespół grał wówczas akustyczną odmianę muzyki, którą na Zachodzie określało się jako „autorską”, a przy innym rozłożeniu akcentów – neofolkową. W tych czasach w Polsce był to bardzo „bezpieczny” kierunek, który w żaden sposób nie kolidował z partyjnym przekazem czasów PRL (Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej). Nie wszystkim się to podobało i niechętni mówili wręcz o stylu „harcerskim” lub „ogniskowym”. Wkrótce miało się to zmienić. Końcówka lat 70. zaowocowała wieloma nagraniami radiowymi i kilkoma singlami Bajmu dokonanymi w studiach Polskiego Radia, zarówno w macierzystym Lublinie jak i w Warszawie; wśród nich znalazł się ładny, bezpretensjonalny kawałek Po prostu stało się, który wejdzie na debiutancką płytę grupy. W roku 1981 powstanie do niego teledysk, który miał się ukazać 13 grudnia w pierwszej edycji Telewizyjnej Listy Przebojów Marka Niedźwieckiego i Bogdana Fabiańskiego. Nie ukazał się (ostatecznie – zaginął).
‖ Ciekawostka – płyta została przygotowana przez bydgoski oddział Poljazzu To wtedy zespół zderzył się z Historią. 12 grudnia około północy w Belwederze odbyło się posiedzenie Rady Państwa, na którym podjęto uchwałę o wprowadzeniu stanu wojennego na terenie całego kraju. 13 grudnia (noc z soboty na niedzielę) o godzinie 0:00 oddziały ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) rozpoczęły ogólnokrajową akcję aresztowań działaczy opozycyjnych. W ten sposób splotły się ścieżki zespołu i historii – na dobre. Andrzej Pietras, autorce biografii zespołu, może nie do końca reporterskiej, a będącej bardziej listem miłosnym do Bajmu, mówi:
Pamiętam sesję na Myśliwieckiej w Warszawie, kiedy nagrywaliśmy „Co mi Panie dasz”, „Józka”, „Nie ma wody”, „Różową kulę”. Widzieliśmy za oknami, jak zomowcy ganiali młodzież. Świadomość tego, że tam się dzieją takie zadymy, była przygnębiająca, a jednocześnie powodowała w nas bunt. Stąd dużo w tamtych tekstach zadziorności. Protestowaliśmy tak, jak umieliśmy.
⸜ EWA TUTKA, BAJM. Płynie w nas gorąca krew, Warszawa 2012, s. 62. Teksty autorstwa Kozidrak były, jak wszystkie inne, cenzurowane. Starano się ten zapis obejść w ten sposób, że – jak mówi Andrzej Pietras – cenzorowi wysyłano inny test, a nagrywano inny. Było to ryzykowne, ale – jak dodaje „nikt z cenzorów nie słuchał taśm” (s. 61). Mimo wszystko są one aluzyjne, i jest nich stosowana mowa ezopowa. Jednym z mitów związanych z tą płytą dotyczy utworu Józek nie daruję Ci tej nocyNie ma wody na pustyni, o pustych półkach sklepowych. Powiązania wydają się odległe, a mit żywi się niejasnościami, ale – może tak właśnie było.
‖ Zmiana imidżu dotyczyła nie tylko Beaty Kozidrak, ale i reszty zespołu Wróćmy jednak do początku lat 80. To wówczas zaczyna się zmieniać stylistyka i brzmienie zespołu. Beata i Jarosław Kozidrakowie (para pobrała się 9 czerwca 1979 roku) zaśpiewali wówczas na płycie Ona przyszła prosto z chmur, czwartym albumie zespołu Budka Suflera, wspomagając przyjaciół z Lublina po odejściu Bogdana Cugowskiego, co też było pewną wskazówką. Tomasz Zeliszewski, jeden z założycieli Budki i jej perkusista odwdzięczy się później grając w utworze W drodze do jej serca, który znajdzie się na pierwszej płycie zespołu. W tym samym roku do Bajmu dołączył perkusista Bogdan Tchórzewski i w tym składzie Bajm zaczął grać muzykę pop-rockową. W kolejnych latach dołączają do niego kolejni gitarzyści, Henryk Mazurek i Marek Makuch, wzrasta również rola Jarosława Kozidraka. Już nie tylko gra nie na gitarze i śpiewa, ale staje również za instrumentami klawiszowymi. W 1981 roku z zespołu odchodzi perkusista Andrzej Koziara:
Odszedłem z kilku powodów. Po pierwsze BAJM zmieniał powoli swój styl na rock, a ja nie czułem się z tym dobrze. Po drugie, chciałem zostać fotografem. Grałem do czerwca 1981 roku. Beata była wtedy w ciąży. Skończyliśmy nagrywać pierwszy longplay z Tomkiem Zeliszewskim na perkusji. Zamknęliśmy materiał, poszliśmy na papierosa i powiedziałem chłopakom, że od teraz już nie gram. To była szybka decyzja. (Tamże, s. 42)
„Harcerski” duch wczesnych nagrań Bajmu zakończył się więc ostatecznie wraz z wyprowadzeniem z koszar wojska i oddziałów ZOMO. Jarosław Kozidrak mówi autorce biografii, że „czuli się wówczas podle” i że nastrój ducha odzwierciedlił się w ich piosenkach. Tym bardziej, że nagrania miały miejsce w tym samym czasie, w którym aresztowano opozycjonistów, zamykano gazety, upartyjniano wszystko, co tylko się dało.
‖ Zdjęcie taśmy „master”, na której wykreślono dwa utwory wydane na kasecie, a dodano dwa inne Ta zmiana widoczna jest też w interpretacji utworów z tej płyty. Poza wątkami antysystemowymi, dla przykładu, zmiany dotyczą również obyczajowości. Powszechnie podzielana opinia o tym, że utwór OK, OK, nic nie wiem, nic nie wiem to „hymn najstarszego zawodu świata”. Zmiany zaszły resztą i w wizerunku Kozidrak, osoby będącej swego rodzaju „pars pro toto” całego bandu. Z grzecznej, długowłosej dziewczynki zamieniła się w drapieżną, noszącą mocny makijaż i kolorowe – szyte przez siebie – ciuchy:
Wizerunek Beaty Kozidrak od zawsze był równie ważny, co jej muzyka. Artystka jest prawdziwą ikoną stylu, która na przestrzeni ponad czterech dekad kariery przeszła spektakularną metamorfozę. W latach 80. jej znakiem rozpoznawczym były natapirowane blond włosy, mocny makijaż i rockowe stylizacje zdominowane przez skórę i dżins. Była symbolem buntu i wolności, a jej wygląd idealnie wpisywał się w charakter muzyki Bajmu z tamtego okresu.
⸜ Beata Kozidrak kiedyś i dziś. Tak przez lata zmieniała się legendarna wokalistka zespołu Bajm, Radio ESKA, 04.05.2026, → www.ESKA.pl, dostęp: 29.06.2026. Taki właśnie wizerunek został uchwycony na okładce debiutanckiej płyty. ▓ Okładka Okładkę płyty Bajm zaprojektował Andrzej Pągowski. Jest on również autorem charakterystycznego logotypu z nazwą ‘Bajm’. Podobnie jak charakterystyczna grafika z nazwą zespołu Perfect, zrósł się on z jego muzyką i był wykorzystywany przez niemal całą jego historię. I tylko raz, w 1986 roku, na płycie Chroń mnie, trzeciej w karierze Bajmu, sięgnięto po inne logo, które się jednak nie przyjęło. Pągowski jest jednym z najbardziej znanych polskich grafików, autor plakatów zapowiadających sztuki teatralne, filmy, festiwale sztuk oraz konkursy piosenek. Sam o sobie mówi: „Stworzyłem kilka scenografii, kilkanaście murali, kilkadziesiąt okładek, kilkaset portretów, kilka tysięcy rysunków, ale najbardziej dumny jestem z ponad 1500 plakatów” (za: → www.POLSKIERADIO.pl).
‖ Trzy pierwsze płyty Bajmu to lektura obowiązkowa, a do tego, niespodziewanie, Płomień z nieba, krążek z 1993 roku Choć znamy dzisiaj takie nazwiska, jak: Ronald Szaybo (Polskie Nagrania „Muza”– „Polish Jazz”, Columbia Records – Chicago, Leonard Cohen, The Clash), Marek Karewicz (Polskie Nagrania „Muza”) czy Stanisław Zagórski (Columbia Records, Atlantic Records – Aretha Franklin, Miles Davis, The Velvet Underground, Judas Priest), choć je celebrujemy, przez wiele lat było to zajęcie niemal wstydliwe. I dopiero po latach Karewicz, już „ikona”, w napisanej przez Marcina Jacobsona książce Big Beat powie: „Jestem Fotografikiem. Fotografowałem jazz i z jestem głównie znany Zrobiłem kilkaset tysięcy zdjęć, zaprojektowałem też sporo okładek płytowych. Wystawiano je na wszystkich kontynentach” (s. 7). Jednak w latach 80. okładki płyt wciąż nie były traktowane przez artystów grafików jako pełnoprawne dzieła sztuki, raczej jako chałtury. Wytwórnie w rodzaju Blue Note, Prestige, Atlantic, Verve czy Columbia wypracowały swój własny styl i pracowali dla nich wybitni graficy (Andy Warhol, Storm Thorgenson, Roger Dean, Vaughan Olivier, Peter Saville, Reid Miles, Alex Steinweiss). W Polsce prestiż związany z okładką płytową, szczególnie muzyki popowej i rockowej, był stosunkowo niski. A przecież prace te były powielane w tysiącach, a czasem milionach egzemplarzy, stały na półkach setek tysięcy ludzi. Jak pisze Mateusz Torzecki w swojej monografii Okładki płyt, „trafia (okładka – red.) do niezliczonej liczby odbiorów w niemal wszystkich zakątkach świata. I dalej:
Obwoluta poprzez przedmiot, któremu towarzyszyła, pozwalała projektantowi – z zastrzeżeniami (…) – na pewien rodzaj wolności, przyzwolenie na eksperyment, myślenia poza utartymi schematami. Często więc twórcy podejmowali próby gry z odbiorcą, na przykład poprzez umieszczanie ukrytych lub zaszyfrowanych informacji, co stało się popularne już w połowie lat sześćdziesiątych.
⸜ MATEUSZ TORZECKI, Okładki płyt. Rzecz o wizualnym uniwersum albumów muzycznych, Poznań 2016, s. 186. Jeślibym miał więc w kilku słowach pogodzić te dwie rzeczy, to jest niechęć artystów do „służebnych” i „zamawianych” typów prac – jak okładka płytowa – a ich obecnością na tych okładkach, powiedziałbym, że dochodziło do „pogodzenia” merkantylnego wymiaru takiego zlecenia (pieniądze) i, jednak, potrzeby bycia widzianym. „Widoczność” została przez płytę Lublinian zapewniona momentalnie. Pierwszy nakład w wysokości dwustu tysięcy egzemplarzy sprzedał się „na pniu”, a ostatecznie sprzedano około pół miliona (lub milion, w zależności od źródła) płyt.
‖ Setlista koncertowa z 28 listopada 2014 roku z kina Kijów – jak widać, w drugiej części słuchaliśmy dwóch utworów z debiutu, co świadczy o ich popularności A przecież Bajm nie był dla Pągowskiego pierwszą, ani ostatnią okładką. Artysta zaprojektował również obwoluty krążków: Jazz Jamboree '79 (1979, jego pierwszy projekt tego typu), Extra Ball Extra Ball (1979), Bank Jestem panem świata… (1982), Marek Biliński Ogród króla świtu (1983), Budka Suflera 1979-1984 (kompilacja z 1984 roku), a także – co można uznać za swego rodzaju potwierdzenie tych intuicji – debiut zespołu Papa Dance z 1985 roku (więcej: „Oto płyta” № 13, czytaj → TUTAJ). Po latach artysta wspomina:
Ja też przez lata nie byłem tego świadomy (że zaprojektował okładkę dla Bajmu – red.), dopiero Beata mi przypomniała, gdy się spotkaliśmy jakiś czas temu. Mnie się wydawało, że nie zrobiłem jej żadnej płyty, a ona mówi: „Jak to nie zrobiłeś, jeszcze w dodatku logo mamy od ciebie!”.
Ale w tym przypadku otrzymałem gotowe zdjęcie, z którym nie miałem nic wspólnego i był nacisk, żeby je wykorzystać na okładce. Drażniło mnie, że mam tak małe pole do manewru, chciałem dołożyć do fotki coś charakterystycznego i padło na trójkąty. ⸜ JAKUB KRZYŻAŃSKI, Andrzej Pągowski wspomina swoje najważniejsze okładki płytowe, Portal Winylowy 04.02.2025, → PORTALWINYLOWY.pl, dostęp: 29.06.2026. Dla Kozidrak zdjęcie na okładce było bardzo ważne. Po „grzecznym” okresie akustycznym pojawiła się kobieta-wamp, a członkowie zespołu zaczęli występować w teledyskach i pozować do zdjęć w czarnych, motocyklowych „skórach”. Na tę zmianę zwraca uwagę sama artystka na swojej stronie internetowej. Jak czytamy, „uwagę przykuwał nie tylko krystaliczny głos, ale i styl Beaty. Jej sceniczne kreacje od pierwszych występów były nietuzinkowe. Choć mało osób o tym wiedziało, wiele z nich tworzyła sama, dzięki kilku lekcjom szycia u mamy”. ▓ Nagranie PERSONEL: Andrzej Pietras – śpiew, Beata Kozidrak– śpiew, Jarosław Kozidrak – śpiew, gitary klawisze, Henryk Mazurek – gitara solowa, Marek Makuch – gitara basowa, Bogdan Tchórzewski – perkusja ‖ Dariusz Kwietniewski – gitara (A3, B2, B3), Krzysztof Tarach – gitara basowa (A3, B2, B3), Tomasz Zaliszewski – perkusja (A3) Debiutancka płyta Bajmu, zatytułowana po prostu Bajm, została nagrana w studiu radiowym przy Myśliwieckiej w Warszawie, , a także – choć nie wiadomo w jakim stopniu – w studiu Radia Lublin. Na okładce czytamy tylko: „Nagrania PRiTV i P.P.Z. „Polmark” 1981/83 Warszawa. Nagrano ją na szesnastośladowym magnetofonie Studer A80 i zgrano do postaci stereofonicznej, również na A80. Jak wynika z opisie na taśmie „master”, nagrana ona została bez Dolby, z prędkością 38 cm/s. |
Za dźwięk odpowiedzialni byli: Wojciech Przybylski i Włodzimierz Kowalczyk oraz Andrzej Poniatowski (realizator o sobie mówi → TUTAJ i → TUTAJ) i Jarosław Regulski,. Podkłady do nagrań powstawały pierwsze, po czym do studia przyjeżdżała Beata Kozidrak, najpierw w ciąży, a później w przerwach między karmieniem.
‖ Przy półmilionowym nakładzie (czy milionowym) ilość matryc była naprawdę duża, a ilość tłoczeń z każdej matrycy – masakryczna; warto więc poszukać płyt z jak najniższymi numerami matryc Prace nad tym wydawnictwem trwały długo, w latach 1981-1983, ze względu na obowiązujący, dokładnie w tych latach, stan wyjątkowy. Materiał trafił na rynek dwukrotnie, co było wówczas normą: w 1982 roku w postaci kasety magnetofonowej i pod koniec 1983 roku na winylu, nakładem wytwórni Pronit. Muzykę skomponowali Beata Kozidrak i Jarosław Kozidrak; Beata była również autorką wszystkich tekstów. Zespół uczył się pracy w studiu na „żywym” materiale, dlatego też sesje – jak wspominają muzycy – trwały nieraz do późna w nocy. Nie znamy sprzętu, na którym materiał był nagrywany, wiadomo jedynie, że były to 16-śladowe magnetofony analogowe. I jeszcze co jakiś czas przewija się zdanie, z którego wynika, że aranżerowie i realizatorzy nagrań eksperymentowali z brzmieniem, aby nadać zespołowi unikalnego charakteru. W efekcie długiego procesu i zmian w samym zespole, powstał materiał eklektyczny, będący czymś w rodzaju „Best of…” tamtych czasów. Na płycie słychać zarówno rockowy pazur (Józek, nie daruję Ci tej nocy), jak i popowe melodie (Różowa kula). Oficjalne dane mówią o półmilionowym nakładzie, dzięki czemu album zdobył status złotej płyty. Był on promowany przez telewizyjny film muzyczny zatytułowany Bajm na dachu. ▓ Wydania Zanim materiał trafił na dużą płytę, w 1982 roku ukazała się debiutancka kaseta wydana przez firmę Polmark, z inną okładką niż longplay (ale już z charakterystycznym logo Pągowskiego). Zawierała ona odmienny zestaw utworów, z których dwa, Wielka moc oraz Diabelski krąg (pierwsza wersja), zostały później zastąpione przez inne, odpowiednio, Po prostu stało się oraz W drodze do jej serca. O tym, że była to decyzja na finiszu prac świadczą wykreślenia i wpisy na taśmie „master”. W opisie nagrań na kasecie nie występuje Andrzej Poniatowski, a jedynie Regulski, Przybylski i Kowalczyk plus – tylko tutaj – Andrzej Sasin, co sugeruje, że był on realizatorem jednego lub obydwu utworów dodanych na LP. Wiemy też, że powstał wówczas jeszcze jeden kawałek, Co ci to da, który został jednak odrzucony już na etapie zgrania.
‖ Test press debiutu, nieopisany, za to z wygrawerowanym numerem katalogowym oraz matrycami – A i B W 1983 roku ukazuje się winyl. Duże nakłady oznaczają wiele kolejnych matryc, a z tych matryc tłoczono wiele kopii. Warto więc poszukać i zaopatrzyć się w te, które brzmią najlepiej, dla przykładu, Discogs wykazuje aż osiem matryc strony A. Płyta nigdy nie została wznowiona, za co można winić niejasności dotyczące praw autorskich po nieistniejącym już wydawnictwie Pronit. Nie ukazała się też na płycie CD. Poszczególne piosenki można znaleźć jedynie na kompaktowych kompilacjach grupy. Co ciekawe, istnieje stereofoniczna taśma „master” tej płyty, całkiem dobrze zachowana. W 2020 roku Damian Lipiński, teraz znany przede wszystkim z pracy nad wznowieniami płyt z serii „Polskie Nagrania Catalogue Selections”, przygotował pierwszy historii remaster dwóch albumów Bajmu – debiutu oraz Martwej wody (1985); więcej o wspomnianej serii → TUTAJ. Niestety nie doszło wówczas do ich wznowienia. Pozostały jednak cyfrowe kopie taśm, a także gotowe remastery, wykonane w studiu Damiana. Tak się składa, że mam je na płytach CD-R, jako materiał poglądowy. Są doskonałe. Do odsłuchu wykorzystałem dwie kopie płyty, z matrycami A5/B6 oraz A5/B7. Główny odsłuch wykonałem jednak z pięknie zachowanym test-pressem z pierwszych matryc A/B. Przesłuchałem również płyty CD-R pre-master oraz pliki hi-res z nowym masterem Damiana Lipińskiego. ▓ Dźwięk PROGRAM • Strona A: 1. Józek nie daruję ci tej nocy, 2. Różowa kula, 3. W drodze do jej serca, 4. O Key, o Key, nic nie wiem, nic nie wiem ‖ Strona B: 1. Co mi Panie dasz, 2. Żal prostych słów, 3. Po prostu stało się, 4. Nie ma wody na pustyni, 5. Prorocy świata JEDNĄ Z RZECZY, którą zapamiętałem z rozmowy z Damianem Lipińskim, który miał w rękach taśmy „master”, było to, że debiut Bajmu jest niezwykle zróżnicowany brzmieniowo, znacznie bardziej niż kolejny, Matwa woda. Stylistycznie – to jasne, mamy do czynienia raczej ze zbiorem „songów” niż spójną całością. To wspaniały zestaw, ale właśnie zestaw. Podobnie jest z dźwiękiem. Mimo to jest w tej płycie coś fajnego, coś głębszego, co pozwala na kolejne i kolejne odsłuchy w pełnym uniesieniu. Otwierający ją „kultowy” utwór ˻ A1 ˺ Józek nie daruję ci tej nocy, z którego zespół był przez lata znany, jest utworem łączącym brzmienie gitar i pojawiających się co jakiś czas syntezatorów. Pod spodem jest też mocna, naprawdę mocno nabijana perkusja i bas. Całość jest zduszona, mało w tym przekazie energii wyższego środka i góry pasma. Wokal Kozidrak jest bardzo mocno wtopiony w miks i słychać go mocno z tyłu. I nawet w chodząca pod koniec solówka gitarowa na długim pogłosie odzywa się mniej więcej, z tego samego miejsca co wokal.
‖ Grawer numeru katalogowego strony A Ciekawe, ale pomimo fatalnego czasu na wydawanie płyt w Polsce, krążek Bajmu nie szumi tak, jak można by się tego spodziewać. Egzemplarz w dobrym stanie, umyty w dobrej myjce ma ładny, „vintage’owy” sznyt. Podobnie zresztą jak i część nagrań. ˻ A2 ˺ Różowa kula zagrała bowiem w zbliżony sposób, jak Józek…. Czyli: ciemno, nisko, z podkreślonym średnim basem. I z mocno wycofaną Kozidrak. Ta mocniej odzywa się dopiero pod koniec zwrotek i w refrenie, kiedy niemal krzyczy. Słychać, że została mocniej wypuszczona przez miksera, że jej głos jest zdublowany, a szeroko, w lewym i prawym kanale słychać też męskie wokale. Mimo tego zduszenia dźwięk ma dużą skalę i energię. Jest naprawdę selektywny w tej ciemności. To rzadkie w tamtym czasie, coś podobnego słyszałem może na debiucie Perfectu i na ich pierwszej koncertowej płycie. Tutaj dochodzi do tego dobre operowanie warstwami. Kiedy nakłada się kilka ścieżek z głosami nagle dostajemy gęstą, głęboką masę dźwięku. I, powtórzę, z niesamowicie dynamiczną perkusją, naprawdę dobrze nagraną. ˻ A3 ˺ W drodze do jej serca to utwór o innym dźwięku, zupełnie inaczej nagrany i zmiksowany. To jest inny sposób myślenia o tego typu muzyce. Zwielokrotnione wokale Beaty, plus męskie, są ustawione na osi i nie mają tej lekkości, co w dwóch pierwszych utworach. Barwa ma wywalony mocno niski środek i zupełnie zgaszoną górę. Perkusja brzmi tak, jakby była monofoniczna, a blachy mają w dźwięku coś w rodzaju zniekształcenia. A jednak to pierwszy tak wyraźnie rockowy kawałek na tej płycie. Rytmiczny, ciągnący do przodu. Stereofonia jest tu uzyskana prze dołożenie wokalowych dodatków, oddechów, okrzyków. To jest zdecydowanie jeden z najsłabiej brzmiących utworów tej płyty, a jednocześnie jeden z fajniejszych. Fajny tym pędem, tym zawieszeniem przy „W drodze, w drodze do serc jej…”, fajny tekstem. Wyznanie w ˻ A4 ˺ O Key, o Key, nic nie wiem, nic nie wiem robi ogromne wrażenie, nawet po ponad czterdziestu latach od jego nagrania. Powracamy barwą do dwóch pierwszych utworów. Mamy więc ciemny dźwięk, ale tym razem z wyraźnym wokalem na długim pogłosie. Super brzmią też, powtórzone delay’em daleko w scenie, tytułowe „O Key, o Key, nic nie wiem, nic nie wiem”. A kiedy wchodzi solo, wchodzimy w świat, który gitarzyści Bajmu wykreują na kolejnych płytach. To jest ballada, ale ballada z wypierdem, z mocą z gęstością. Super też brzmi niska gitara ustawiona w lewym kanale. To ona nadaje całości nastrój, to ona jest centrum wokół którego rozwija się cały kawałek. No i, powtórzę, wreszcie mocno brzmi Kozidrak – czysto, niemal histerycznie, na granicy płaczu, po prostu wspaniale.
‖ W 2020 roku Damian Lipiński przygotował remaster dwóch pierwszych albumów Bajmu, który się niestety nie ukazał Kiedy słucham tej płyty, przyznam się państwu, i tak zawsze czekam na ˻ B1 ˺ Co mi Panie dasz. To jest jeden z tych kawałów, który gra mi w głowie nie chcąc z niej wyjść. To również zapowiedź tego, co zespół zrobi na swojej drugiej płycie, Martwa woda. Transowy syntezator, pełniący rolę basu, jest bowiem bezpośrednim odesłaniem do muzyki nowofalowej. To aspekt muzyki Bajmu rzadko zauważany i jakby niezrozumiany. Dlatego tak ucieszyłem się, kiedy natrafiłem w sieci na taki fragment:
Choć mamy do czynienia z kawałkiem znanym, lubianym i chętnie odkurzanym, rzadko traktuje się go jako szczytowe osiągnięcie polskiej muzyki pop. Tymczasem napędzany hipnotycznym, syntezatorowym basem utwór wchodzi w śmiały dialog z brytyjską nową falą, a przy okazji diagnozuje paranoję okresu stanu wojennego dużo trafniej niż usankcjonowani przez krytykę i słuchaczy rockowi buntownicy w rodzaju Perfectu. No i to w górę serca wielki cis – choć Pegaz Poezji, którego próbuje okiełznać Beata Kozidrak, zwykle wierzga i galopuje w sobie tylko znanych kierunkach, tym razem był nadzwyczaj posłuszny.
⸜ MATEUSZ WITKOWSKI, Starter: Bajm, Popmoderna, 07 stycznia 2019, → POPMODERNA.pl, dostęp: 29.06.2026. Dźwięk pozostaje w „modzie” pierwszej strony. Damian Lipiński w swoim (nieopublikowanym) remasterze lekko przyciemnił wokal, tutaj ustawiony dość wysoko w paśmie, z obciętym dołem, dodał też energii syntezatorowi. Ale nawet bez tego utwór ten robi ogromne wrażenie i dziwię się, prawdę mówiąc, że tak rzadko jest coverowany.
‖ Poszczególne utwory z Bajmu ukazują się na składankach CD, takich jak ta, z 2018 roku ˻ B2 ˺ Ale przecież i drugi na stronie B Żal prostych słów jest fantastycznym nagraniem. Niemal balladowym, a jednak rytmicznym, ze świetnym gitarowym „podbiciem” melodii. Wokale są właściwie monofoniczne, daleko w miksie, jak to na tej płycie. Znikają syntezatory, słyszany jest tylko jeden dźwięk, pojawiający się w prawym kanale, ale tylko w refrenie. Dźwięk tego utworu jest inny niż poprzednich, bo jest jeszcze mocniej zgaszony, blach perkusji niemal nie słychać i wybija się tylko mocny werbel i kotły. Duży bęben jest obcięty od dołu, podobnie jak bas. A jednak… Piszę o brakach, a przecież znacznie ważniejsze jest to, co tu jest. A są wspaniałe harmonie, wyczucie barw, dobra ręka do pulsu. Ten, podbity klangowanym miejscami basem w ˻ B3 ˺ Po prostu stało się, jest wyjątkowy. Wydaje się, że te proste, niemal marszowe podziały są mechaniczne, a przecież wcale tego tak nie odbieramy, prawda? Tu w połowie utworu, na chwilę, rytm się zmienia, co wprowadza moment wytchnienia, ale to tylko momenty. Podobnie jak wcześniej, stereofonia w tym utworze jest budowana chórkami i pogłosem gitary. Kozidrak jest daleko w miksie, ze sporym pogłosem ale jest czytelna i energetyczna. I w ten sposób dochodzimy do ˻ B4 ˺ Nie ma wody na pustyni. Grany kiedyś do znudzenia kawałek po latach otwiera przed nami swoje miękkie podbrzusze. Kiedy słuchamy Kozidrak, kiedy tną gitary – po raz pierwszy w tak wyraźnie rockowy sposób – kiedy perkusja zmienia co jakiś czas tempo, mamy wrażenie uczestnictwa w performansie. To tutaj słychać też eksperymenty ze stereofonią, jak z tym oddechem przerzucanym między kanałami. Kończący płytę utwór ˻ B5 ˺ Prorocy świata brzmi tak, jak powinna cała płyta. To jest z wyraźnym, ciepłym wokalem Kozidrak. Nawet perkusja ma mocniej wypuszczone blachy. I są też syntezatory, których mi zabrakło wcześniej. Dźwięk wciąż jest ciemny i zduszony, z podkreślonym zakresem 400-600 Hz, z wyciętą wysoką góra i niskim dołem. Ale, mój Boże, jak to niesie! Świetna płyta, jedna z najlepszych w polskiej historii muzyki popularnej. ▒ Podsumowanie BARDZO CIEKAWYM doświadczeniem był odsłuch test pressu płyty Bajm. Choć słyszałem wcześniej kopię taśmy „master”, to jednak spodziewałem się, że pierwsze tłoczenie pokaże mocniej górę pasma. Tak nie było. Ogólna barwa jest bardzo zbliżona do tego, co znam z obydwu tłoczeń krążka, które mam. Jest za to lepsza kontrola, bas schodzi nieco niżej i jest wyraźnie większa rozdzielczość. Pierwszy raz w Co mi Panie dasz słyszę pod tym mocnym syntezatorem drugi, cichy, kładący coś w rodzaju „szerokiego” dźwięku, niemal „kosmicznego. I nie mówię o tym dźwięku pod koniec, a wcześniej, już na początku. I to jest chyba jedyna rzecz, której bym szukał w pierwszych matrycach. Późniejsze gubią drobne detale, są bardziej zgrubne. Ale wcale przez to nie są mniej wciągające, to naprawdę fajne granie. Mam za to problem z cyfrowymi wersjami tych utworów. Cała płyta nigdy nie została wznowiona, ale pojedyncze kawałki znajdujemy na składankach. Największy wybór z debiutu znalazł się na płycie Best of… 1978-2018), który ukazał się okazji 40-leci powstania zespołu, gdzie mamy aż sześć (!) utworów. Mastering wykonał Jacek Gawłowski, wówczas od czterech lat posiadacz nagrody Grammy za miks płyty Randy Brecker plays Włodek Pawlik's Night in Calisia w kategorii Best Large Jazz Ensemble Album.
‖ W 2012 roku ukazała się biografia BAJM. Płynie w nas gorąca krew Ewy Tutki, którą warto mieć W jego pracy słychać potrzebę otwarcia dźwięku. I ten jest otwarty. To w tych wersjach mamy mocną perkusję i jasny środek pasma. Znika jednak pełnia i gęstość, a całość ma, jak dla mnie, jazgotliwy wyraz. Brakuje w tym mięsistości basu, który na longplayu mamy na „dzień dobry”. Jeśli miałby, wróżyć z fusów, to powiedziałbym, że Jacek dostał gotowe pliki cyfrowe i to na nich pracował, a nie na taśmach źródłowych. I to raczej na wersjach singlowych, a nie albumowych. Dlatego też, z tym większym szacunkiem, wróciłem do płyty LP. To doskonałe kawałki, które świetnie sobie poradziły z czasem i które wciąż wywołują u mnie przyspieszone bicie serca. Płyta jest mocno zgaszona i zduszona, ale też ma niesamowitą energię i znakomity rytm. To wciąż jest krążek, do którego wracam po latach z uśmiechem na twarzy. I tego życzę również państwu – radości z kolejnych odsłuchów. ‖ WP ▒ Bibliografia • Hasło ‘Bajm’ w: Discogs, → www.DISCOGS.com, dostęp: 29.06.2026.
‖ I, na koniec, prywata :) • EWA TUTKA, BAJM. Płynie w nas gorąca krew, Warszawa 2012. |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio





















