pl | en

WYWIAD

JANUSZ SIKORA

Firma: J.Sikora
Stanowisko: założyciel, konstruktor

Firma J.SIKORA powstała w 2007 roku w Lublinie. Wtedy też gotowy był jej pierwszy gramofon, model STANDARD. Aż siedem lat zajęło przygotowanie topowej konstrukcji, REFERENCE, która została pokazana w 2014 roku. W kolejnych latach dołączyły do niego dwa tańsze gramofony i ramiona gramofonowe.

J. SIKORA

27.08.2026 ‖ LUBLIN/Polska


WYWIAD

rozmawiał WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”, J.Sikora, Adam Niezbecki

No 269

1 września 2026

Lublin – miasto na prawach powiatu w południowo-wschodniej Polsce. Jest jednym z największych miast we wschodniej Polsce, liczącym ok. 340 tysięcy mieszkańców (stan na 2024 rok) i stanowi ważne centrum kulturalne, naukowe oraz administracyjne regionu będąc stolicą województwa lubelskiego. Jest jednym z najstarszych miast w Polsce – według Kadłubka i Długosza do założenia miasta doszło już w 810 roku. Jest siedzibą firmy J.Sikora.

MIAŁEM TO WSZYSTKO POUKŁADANE i zaplanowane – na tyle, na ile da się zaplanować wywiad. Z Januszem Sikorą, założycielem i do niedawna szefem firmy J.Sikora, znamy się od wielu lat, szanuję jego pracę, a on docenia moją, przekazując mi do recenzji swoje produkty zawsze jako jednemu z pierwszych.

Do Lublina pojechałem z przygotowanymi pytaniami i scenariuszem spotkania, które miało być czymś w rodzaju podsumowania działalności Janusza w firmie. Podkreśleniu wagi spotkania miała również służyć okładka tego wydania „High Fidelity”, ze zdjęciem przygotowana w technice cyjanotypii przez artystę, pana Marcina Juchę z ostatniesztuki.art. To akurat się udało przeprowadzić według oryginalnego konceptu.

‖ Janusz Sikora, a za nim logotyp nazwy firmy

Jak można się było domyśleć, nic z mojego planu nie wyszło. Rozmowa meandrowała bowiem między wydarzeniami odległymi nieraz o dwadzieścia lat, zahaczała o ludzi, produkty i spotkania, które wiele łączyło z Januszem, ale niekoniecznie w sposób, który sobie wymyśliłem. Historia jest bowiem czymś żywym, co się staje za każdym razem od nowa, bo bazuje na pamięci. A ta kreuje swoje własne światy, nagle otwierające przed nami okna, o których nie mieliśmy pojęcia i prowokujące do zupełnie innych, niż zaplanowane, pytań.

Była to prawdziwa podróż w przeszłość, w czasy pierwocin audio w Polsce, w przestrzenie zdominowane przez pierwsze w naszym kraju pismo tego typu, gdański „Magazyn Hi-Fi”, przeżywana wraz z dwoma innymi załogantami – Robertem Sikorą oraz Adamem Niezbeckim. To oni są bowiem ludźmi stojącymi obecnie za firmą J.Sikora, z nestorem w roli doradczej. Jest to, moim zdaniem, jedna z lepszych i bardziej udanych sukcesji w polskim audio. Tych jest wciąż niewiele, a jeśli się zdarzą, to często nic z tego nie wychodzi. Przykład J.Sikora wydaje mi się modelowy.

Z Januszem Sikorą, Robertem Sikorą oraz Adamem Niezbeckim rozmawia Wojciech Pacuła.

»«

‖ PREHISTORIA

WOJCIECH PACUŁA • Na początku audio było twoim hobby, prawda?

JANUSZ SIKORA • Tak, konstruowanie sprzętu było moim hobby, moją ucieczką w muzykę. Po latach grania i muzykowania, kiedy stwierdziłem, że nie jestem wirtuozem i nic z tego nie będzie, a musiałem sobie znaleźć przestrzeń związaną z muzyką, zacząłem myśleć o sprzęcie do słuchania. Mój ojciec budował estradowe wzmacniacze lampowe, przy których mu pomagałem, dlatego coś o tym wiedziałem. No i zawsze słychać było u nas w domu muzykę.

Również i moje dzieci słuchały więc muzyki, czy tego chciały czy nie chciały, mimo że mieszkaliśmy w bloku. Mój najmłodszy syn, teraz metr dziewięćdziesiąt, jeżdżąc jeszcze w wózku, kiedy tylko słyszał rytmiczne utwory, od razu zaczynał ruszać w rytm rękami – może dlatego został muzykiem… Zresztą Robert też gra (Robert Sikora – średnie dziecko Janusza Sikory, starszy syn – red.). Ale i on, zanim zaczął naparzać z bratem w bandzie, miał swój własny system audio. Miały je wszystkie moje dzieci, w tym córka Iza.

WP • A jak to jest oddać firmę?

JANUSZ • Dla mnie to nie jest „oddanie”. To coś zupełnie naturalnego, jak obrót płyty na talerzu gramofonu. Jeszcze w czasie studiów Robert dorabiał sobie u mnie, robiąc balustrady – bo to była moja pierwsza firma – montując je i projektując. Ja, w międzyczasie, w drugiej połowie naszego warsztatu, składałem sobie wzmacniacze.

‖ Janusz Sikora i jego topowe gramofony, Reference i Standard Max

To był dobry okres, jeśli chodzi o finanse, dobrze sobie radziliśmy, jednak stres związany z tą pracą, zarówno ciążący Robertowi, jak i mnie, sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad alternatywą – nie chciałem, żebyśmy pracowali w taki sposób. W efekcie tej zmiany perspektywy, w 2014 roku postanowiliśmy po raz pierwszy zaprezentować swój gramofon na wystawie Audio Show w Warszawie.

ROBERT SIKORA • Co ciekawe, ja też tam byłem, jako młody chłopak, nie zdając sobie sprawy, że to jest moja przyszłość. Po prostu pojechałem z tatą na imprezę.

‖ BURDJAK & SIKORA » 1995-1997

WP • Pierwsze były jednak wzmacniacz lampowe Burdjak & Sikora, pamiętam ich testy w „Magazynie Hi-Fi”.

JANUSZ • Tak było. Olega Burdjaka poznałem w lubelskim Melomanie. Spotkaliśmy się tam i po kilku rozmowach postanowiliśmy zrobić coś razem. Miałem możliwości produkcyjne, więc obudowy nieźle wyglądały, a i dźwięk był naprawdę dobry. Pamiętam, że kiedy zawiozłem swój wzmacniacz do Gdańska, do Grześka Swinarskiego (były redaktor naczelny „Magazynu Hi-Fi” – red.), wszystkim bardzo się spodobał, ludzie byli zdziwieni, że w Polsce coś takiego powstało.

ROBERT • Wtedy byłem jeszcze całkowicie nieświadomy niczego. Byliśmy wówczas na wystawie w Warszawie, na jej pierwszej edycji, właśnie ze wzmacniaczami. Po prostu byłem na miejscu, bez świadomości tego, co tam robię. Ale pamiętam, że wszyscy podkreślali, że te wzmacniacze grały bardzo dobrze – a grały z kolumnami Focal Utopia, które miały wtedy polską premierę.

JANUSZ • Z Marcinem Lewą, z firmy Amar Audio, przedstawicielem Focala w Polsce, poznałem się właśnie w gdańskim towarzystwie. Marcin znakomicie sobie radził i nawet otrzymał od producenta Utopie w złotym kolorze, w uznaniu „zasług”. Sam miałem model PointSource 5.1, a i „Magazyn Hi-Fi” je sobie kupił.

ROBERT • To był, pewnie pamiętacie, absolutny szał. Ja również je wtedy kupiłem i sprzedałem dopiero ze cztery lata temu. W magazynie mamy też moje stare kolumny Zollera, też wielki hit tamtych czasów. Przywieźliśmy je z wystawy we Frankfurcie.

WP • Jesteśmy jednak przy wzmacniaczach Burdjak & Sikora – jak to się skończyło?

‖ Wzmacniacz mocy Burdjak & Sikora na charakterystycznych triodach mocy 6s33s, tak zwanych „diabełkach” • zdj. J.Sikora

JANUSZ • Historia tych wzmacniaczy umarła śmiercią naturalną. Po pierwszej wystawie, o której mówiłem, kilka miesięcy później dostaję informację, że Manfred Zoller chciałby się z nami pokazać w Stanach Zjednoczonych, gdzie ma już swojego przedstawiciela. Wymagałoby to jednak przygotowania kilkunastu egzemplarzy wzmacniaczy i konieczność podróży do USA. Okazało się to niemożliwe do zorganizowania i nasze drogi z Burdjakiem się rozeszły – tak zakończyła się historia marki.

WP • A przez cały ten czas twoim podstawowym zajęciem jest produkcja balustrad?

JANUSZ • Oczywiście, firma cały czas pracuje, a wzmacniacze są moim hobby, do których – swoją drogą – dokładałem. Trwało to trzy lata, gdzieś od 1995 do 1997 roku.

ROBERT • Pamiętam te czasy i oprócz fajnych sprzętów znacznie ważniejsze wydaje mi się, z perspektywy czasu, to z jakimi ludźmi się wówczas poznaliśmy. To wtedy pojawił się też Adam (Adam Niezbecki, jeden z filarów J.Sikora – red.). Nie wiedziałem jeszcze, że dwadzieścia lat później poproszę go, aby zaczął z nami pracować…

WP • Co wtedy Adamie robiłeś?

ADAM NIEZBECKI • Pracowałem wtedy w wydawnictwie. Zresztą całe życie przepracowałem w wydawnictwach, kończąc jako redaktor naczelny. Po drodze przeszedłem wszystkie szczeble na produkcji, przygotowalni itp. A znaliśmy się z Januszem stąd, że kupiłem od niego parę monobloków i to ta właśnie, moja para pracowała z kolumnami GLD na wystawie Audio Show 1997.

Wszystkim im się bardzo podobały. Janusz na takiej parze gra do dzisiaj – to para, która pierwotnie została wykonana dla Marka Sawickiego (Marek Sawicki – dziennikarz audio i inżynier dźwięku, absolwent Inżynierii Dźwięku na Politechnice Gdańskiej, jeden z recenzentów w „Magazynie Hi-Fi” – red.).

ROBERT • Widzisz Wojtku – tak wyglądało moje dzieciństwo: w naszym domu wciąż byli nowi ludzie, ludzie niesamowicie ciekawi, i muzyka…

JANUSZ • Tak, wszystko się jakoś z sobą łączy. Tak mi się przypomniało – Marcin Lewa, o którym wspomniałem, przywiózł wtedy na targi, prosto z Francji, parę kolumn JMLab Utopia, na której to parze do dzisiaj gra nasz krajan, Tomek Zeliszewski (perkusista Budki Suflera – red.).

WP • Kończy się historia Burdjak & Sikora i co dalej?

JANUSZ • Od razu wziąłem się z powrotem za swoją podstawową firmę. Nie mogłem jednak wytrzymać i zaraz potem zająłem się tranzystorami – zacząłem budować wzmacniacze tranzystorowe. To było absolutne hobby i zrobiliśmy chyba tylko z dziesięć sztuk tych wzmacniaczy.

ADAM • Sam wtedy sobie taki kupiłem i mam go do dziś.

JANUSZ • Na jednym z nich, w wersji monoblokowej z chromowaną płytą, do dziś w jednym z systemów gra Julek Soja z firmy Soyaton.

‖ Wystawa Audio Show 2014 – pierwsza w historii prezentacja gramofonów J.Sikora • zdj. J.Sikora

ROBERT • Te wzmacniacze nie były sygnowane, nie miały nazwy, miały też różnego typu wykończenie – w blachach chromowanych, z mosiądzu, z różnymi elementami. Pojawiają się one na rynku wtórnym i teraz, kiedy marka J.Sikora stała się znana, są opisywane jako wzmacniacze „tego” Sikory :)

JANUSZ • Bawiłem się tranzystorami do momentu, w którym zaczął się boom w budowlance – nie mogłem sobie wtedy już pozwolić na rozpraszanie, mieliśmy pracy więcej niż mogliśmy wykonać. To wtedy zaczęliśmy budowę budynku, w którym jesteśmy i w którym działa teraz fabryczka gramofonów. W 2000 roku wbiliśmy pierwszą łopatę, a rok później już się wprowadzaliśmy.

Przez pięć, sześć lat tylko słuchałem muzyki, nie miałem nic wspólnego z rynkiem audio. No, chyba że jakiś audiofil budował dom i kupił ode mnie barierki. Dzisiaj może je sprzedać jako barierki od „tego” Sikory hehehe… Ale dla siebie przerabiałem i odtwarzacze CD, i gramofony, i wzmacniacze. Spotykaliśmy się u mnie ze znajomymi, słuchaliśmy płyt i to była największa przyjemność. W 2014 roku, kiedy świat związany z budowlanką zaczął się zmieniać, pokazaliśmy swój gramofon i znowu wszystko stanęło na głowie.

‖ J.SIKORA Pt. 1: Standard – Reference – Initial » 2014-2016

WOJTEK • Jak do tego doszło? Przecież nie wzięło się to znikąd prawda?

JANUSZ • To prawda, wszystko zaczęło się trochę wcześniej, znowu od ludzi wokół mnie. W Świdniku mieliśmy przyjaciela, który miał gramofon czeskiej firmy Aura. Nie był dobrze ustawiony, dlatego zawsze woleliśmy u niego słuchać płyt CD, z fajnego modelu Marantza. Nota bene, do dzisiaj stoi u niego mój wzmacniacz tranzystorowy.

Darek kupił jednak w końcu wkładkę firmy ZYX i poprosił mnie o pomoc w ustawieniu. Ustawiłem i zagrało to tak, że nas wyrwało z butów. A grał na kolumnach Snell Acoustics Type A – wspaniałe! U niego grało to lepiej niż u nas wszystkich. Tak zaczęły się poszukiwania i próby odpowiedzi dlaczego u niego „gra”, a u nas nie.

W tym samym czasie zaczęły się moje problemy zdrowotne z sercem i żeby odbić się trochę od tego, trochę odstresować, postanowiłem kupić sobie drogi gramofon. Wydałem na niego wtedy 38 000 złotych, co było naprawdę sporą kwotą. Ale… Kiedy go włączyłem, nie mogłem uwierzyć, że tyle na niego wydałem, a to dalej „nie gra”. Zastanowiłem się wtedy, co w takim gramofonie stanowi o tym, że jeden jest tak dobry, jak u Darka, a inny, chociaż droższy, już nie.

Już wtedy wiedziałem, że nie chcę w gramofonie drewna. Jak się można domyśleć, jestem specjalistą od metalu i to jest dla mnie docelowy materiał. A drewno wygina się, zmienia w czasie, jest niestabilne – nie miałem żadnych wątpliwości, że muszę coś z tym zrobić. Najpierw zacząłem poprawiać mój gramofon, zmieniać elementy, usztywniać go itp., ale ostatecznie poddałem się i zrobiłem swój własny. Wykorzystałem w nim łożysko i silnik z kupionego przeze mnie gramofonu, bo te elementy akurat były w nim fajne, jak i ramię Jelco. Tak się zaczęła firma J.Sikora, z frustracji.

‖ Audio Show 2014 po raz kolejny • zdj. J.Sikora

ROBERT • Tak też to pamiętam – pierwszy prototyp gramofonu J.Sikora bazował na istniejącej konstrukcji, w której tata powymieniał większość modułów, przede wszystkim plintę i podstawę ramienia. Diagnoza brzmiała: problemem jest drewno.

JANUSZ • To prawda, moim zdaniem drewno w produkcie, w którym liczy się każdy ułamek milimetra jest błędem. Przecież nie ma dwóch takich samych kawałków drewna, a więc powtarzalności, poza tym to materiał, który stale pracuje i zmienia się w czasie. Dlatego zarówno jeśli chodzi o podstawy, jak i ramiona drewno jest dla mnie niewiarygodne.

WOJTEK • Przerabianie czegoś, a firma to jednak dwie różne sprawy. Jak powstała marka J.Sikora?

JANUSZ • To była po prostu praca „u podstaw”. Kiedy się za coś biorę, to rozbieram to na części pierwsze i schodzę do samych fundamentów. Wyszedłem od pomysłów, które kiedyś zaobserwowałem w innych konstrukcjach typu mass loader. Wydawały mi się one bardzo dobre, a potem je zmieniłem tak, jak mnie to się wydawało korzystne. Ale i tak najważniejsze były materiały.

Dojście do pierwszego działającego urządzenia, z którego byłbym zadowolony kosztowało mnie rok pracy, prób i eksperymentów. Zużyłem do tego setki kilogramów materiałów, które nadawały się już tylko do przetopu. A udało mi się to tylko dlatego, że dysponowałem maszynami, miałem dostęp do materiałów i ludzi, którzy z tym materiałem potrafili pracować.

ROBERT • Z perspektywy czasu widzę, że w samej konstrukcji najważniejszy był dobór materiałów. Tata jest skromny i nie powie tego, ale naprawdę zna się na metalu i jego wiedza okazała się bezcenna. Przecież właśnie tym się zajmował przez całe życie, obróbką metali. Zastąpienie drewna nie było tylko zwykłą wymianą jednego materiału przez inny, a wejściem w zupełnie inne rejony.

WOJTEK • Kiedy w takim razie był gotowy pierwszy gramofon, który można nazwać gramofonem J.Sikora?

JANUSZ • Zacząłem go robić w 2007 roku, a w 2009 był gotowy, a ludzie mogli go zobaczyć i posłuchać. Kilka pierwszych egzemplarzy powstało dla przyjaciół, również dla przyjaciela ze Świdnika, o którym mówiłem, tego od Aury. I to oni mnie pchnęli w kierunku firmy. Z tego pierwszego modelu wyewoluował model Standard, a na targi w 2014 roku, kiedy pokazaliśmy się po raz pierwszy oficjalnie, przygotowałem model Reference.

Ten, który był na targach, również był przygotowany dla znajomego. I to właśnie on, Lechu, namówił mnie, żeby się wystawić w Warszawie. Sam zaproponował, żebym wziął jego egzemplarz. W dodatku sfinansował całą tę imprezę, wraz z reklamami itp. I to dzięki niemu marka w tamtym czasie miała szanse pokazać się szerszej publiczności.

ROBERT • Tak, to ważne – firmę w pewien sposób wykreowali, wymusili na tacie jego przyjaciele, którzy kupili wcześniej od niego gramofony i którzy wierzyli, że jest w nich potencjał.

JANUSZ • W Warszawie wynajęliśmy pokój w Sobieskim, wystawialiśmy się z moimi kolumnami Goodmansa, z moim wzmacniaczem i dwoma gramofonami – i tak się zaczęło. Ludzie jeszcze kilka lat później przychodzili i mówili, że to była magia.

WOJTEK • Już wtedy byłeś przekonany, że to jest twoja przyszłość, czy to ciągle była praca „na boku”, przy okazji podstawowej działalności?

ROBERT • Wtrącę się, ponieważ na wystawie byłem już z tatą i dobrze to pamiętam. Wciąż się tego uczyłem, ale w mojej głowie było już jasne, że trzeba w to wejść na 100%, że czas na półśrodki już minął. Ludzie byli naprawdę zafascynowani dźwiękiem, siedzieliśmy z nimi godzinami i widziałem, że mamy w ręku coś wyjątkowego. I podobało mi się to…

Myśleć sobie, że zmienimy działalność firmy, w dodatku firmy przynoszącej dobre pieniądze, a realne zmiany to jednak dwie różne rzeczy. W tamtym czasie nikt z nas nie planował jeszcze pełnoskalowej produkcji. Zakładaliśmy, że może 20% to będą gramofony, a reszta dalej balustrady. Nikt z nas nie myślał, że da się wejść do high-endu i z tego żyć. To wciąż były czasy, w których w Polsce – poza nielicznymi przypadkami, jak Ancient Audio – firmy tego typu nie były zdolne się przebić na tyle, aby była to ich podstawowa działalność.

Dzisiaj jest inaczej – ścieżki zostały przetarte, jest sporo highendowych polskich firm znanych na świecie, więc jest łatwiej. Ale wtedy – to był dość szalony pomysł.

‖ Wystawa Audio Video Show 2016 i spotkanie Janusza Sikory z nieodżałowanym Wallym Malewiczem • zdj. J.Sikora

JANUSZ • Dla mnie to wciąż był jeszcze sposób na odstresowanie się na odejście od problemów firmy.

ROBERT • Zauważyłem ciekawą rzecz. Większość ludzi, których wówczas poznałem, a którzy produkowali coś w audio, wciąż robili to głównie po to, aby się lepiej poczuć, aby zaistnieć w tej branży, ale jako oni, jako konstruktorzy, nie jako firma. I im ta duma wystarcza. Mało kto wtedy w ogóle wierzył, że można się sprofesjonalizować. A, tak naprawdę, niewielu chciało to robić.

Do tego potrzebne są bowiem duże pieniądze. W polskim high-endzie nikt, ale to nikt nie myślał wtedy takimi kategoriami. To były osobiste projekty, a nie firmy, co prowadziło – nieuchronnie – do wygaszania działalności po jakimś czasie. Dzisiaj każdy, kto myśli o firmie wychodzi od innych podstaw – konstrukcja jest ważna, dźwięk – również, ale jeśli to ma zaistnieć, to musi to być produkt, a nie idea.

JANUSZ • Prawdę mówiąc, byłem wtedy trochę niepewny i wcale nie byłem gotowy startować z pełnoskalową firmą. Po doświadczeniach ze wzmacniaczami Burdjak & Sikora, w tych pionierskich dla polskiego audio czasach, nie wierzyłem w to, że polski produkt ma szansę się przebić gdzieś w Europie, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych. Azja była wtedy poza naszym wyobrażeniem.

Wiedziałem jednak, że nie jest sztuką mieć dobry towar, bo takich producentów było w Polsce mnóstwo. To truizm, nudzę, ale sztuką jest go sprzedać. Trzeba zainwestować duże pieniądze, czas i wysiłek i wtedy może, ale bardzo „może”, uda się. Wtedy, w 2014 roku, wciąż tłukliśmy te balustrady i to one pracowały na nasze gramofony.

ROBERT • To był też moment, w którym zacząłem przejmować część obowiązków od taty w działalności „balustradowej”, żeby miał więcej czasu dla gramofonów. To, że w przyszłości udało mi się zbudować na świecie strukturę pod nazwą „J.Sikora” było wynikiem zebranego przeze mnie wówczas doświadczenia i tego, że wcześniej, na rynku lokalnym, zrobiłem to samo z naszą podstawową wówczas działalnością. Pewne wzorce były już wypracowane i – to najważniejsze – mieliśmy już wówczas odpowiednich ludzi.

Powiem wręcz, chociaż to może kontrowersyjne, że to ludzie budują firmę, a nie produkt. Produkt jest fundamentem. W high-endzie jest jednak mnóstwo dobrych urządzeń. Ale to osobowości w firmie powodują, że coś z tego wychodzi. Na przykład coś takiego, że po dziesięciu latach człowiek na drugim końcu świata, czy to w Kalifornii, czy Singapurze, zainwestuje tysiące dolarów na gramofon z Polski. Czyli nieznany produkt, nieznanej firmy z mgławicowo kojarzonego miejsca na mapie. Ta zmiana jest dla mnie zmianą fundamentalną, a jest wynikiem pracy wszystkich ludzi w firmie. Produkt sam z siebie do tego nie prowadzi.

WOJTEK • To wszystko wymaga też pracy. Kiedy Robert poczułeś, że czas przycisnąć część gramofonową w firmie?

ROBERT • Wydaje mi się, że kiedy na początku 2018 roku jechaliśmy na wystawę w Hamburgu. To wtedy przyszło mi do głowy, że musimy przycisnąć naprawdę bardzo mocno, ponieważ coś zaczęło się zmieniać wokół nas, powstawała jakaś nowa przestrzeń, w której łatwiej nam było oddychać. Czyli musieliśmy wyjść ze strefy komfortu. Powiedziałem wtedy tacie, że za kilka lat to musi być nasze jedyne zajęcie.

WOJTEK • Ważne też, żeby przestać szlifować i doszlifowywać produkt bez końca, prawda?

ROBERT • Tak, to bardzo ważne! Żeby współpracować z dystrybutorami i sklepami musisz im dać skończony produkt, nad którym będą mieli szansę popracować. A jeśli co chwilę mówisz im, że coś poprawiłeś, zniechęcisz ich do pracy. Niestety duża część firm audio wciąż jest na etapie „szlifowania”.

JANUSZ • U mnie to o tyle łatwe, że kiedy coś zrobię, jestem z tego zadowolony i rzadko wracam do projektu, żeby go poprawić. Jeśli już, to zabieram się za coś nowego.

‖ Wystawa Audio Video Show 2018 i potkanie z Jeffem Foxem, amerykańskim dystrybutorem firmy • zdj. J.Sikora

WOJTEK • Jest więc 2014 rok i trzeba się zdecydować, jak to wyglądało od twojej strony?

JANUSZ • Praca Roberta już wtedy zaczynała skutkować kontaktami i zainteresowaniem u dystrybutorów. Powiedziałem mu więc, że jeśli doprowadzi do momentu, w którym zamówienia będą ciągłe, żeby mogły zapewnić ciągłą pracę zakładu, możemy zrezygnować z balustrad.

Nie stało się to od razu, ale z czasem coraz większy procent pracy na maszynach to była obróbka komponentów do gramofonów, a coraz mniejsza do balustrad. Kiedy było to b>pół na pół, zdecydowaliśmy się na skok na głęboką wodę. Wyremontowaliśmy zakład, dokupiliśmy maszyny i w pełni poświęciliśmy się gramofonom.

ROBERT • To był czas, kiedy tata w kanciapie tuż obok, za ścianą projektował nowe rzeczy, składał gramofony i nie zajmował się już w ogóle niczym innym. Ja z kolei ogarniałem zarówno balustrady, jak i gramofony. Zdecydowaliśmy się też na poważne recenzje i wybraliśmy również ciebie – i „High Fidelity” – jako tego, który zrozumie, co mamy do zaoferowania w modelu Reference. Pod koniec 2015 roku tata wraz z naszym przyjacielem Jurkiem przywiózł do ciebie gramofon, a test ukazał się na początku 2016 roku.

JANUSZ • Wszystko, co wtedy Wojtku pisałeś się sprawdziło i potwierdziło. Kolejne testy w „Stereophile’u”, „The Absolute Sound” i innych pismach tylko powtarzały to, co ty wtedy z tego urządzenia wyciągnąłeś.

ROBERT • Tata był pewny, że właśnie ty i Marek Dyba będziecie recenzentami, którzy będą dostawać nasze kolejne produkty jako pierwsi.

WOJTEK • Wspomnieliście topowe tytuły audio – kiedy zdaliście sobie sprawę, że jesteście zauważani? Jest taki moment, prawda?

ROBERT • Powiem ci, bo doskonale to pamiętam. To było wtedy, kiedy polecieliśmy do USA, ponieważ nasz tamtejszy dystrybutor powiedział, że musimy tam być. To był „ten” czas. Każdy rynek wymaga jednak innej pracy i zbudowanie nowego rynku, mając już to wszystko, co mamy, zajmuje minimum od dwóch do trzech lat.

WOJTEK • Adam był już wtedy w firmie?

ROBERT • Tak, był, ale jeszcze z nami nie poleciał – byłem wtedy w Stanach z tatą. Ludzie przychodzili wtedy do nas już jak do kogoś im znanego. Wydaje się, że sytuację na tamtym rynku zmieniła recenzja Michaela Fremera, okładka „Stereophile’a” i zaliczenie gramofonu Reference do kategorii A+, czyli najwyższej, w której wówczas oprócz naszego znajdowały się tylko trzy inne gramofony na świecie (było to w lipcu 2022 roku, Volume 45, No. 7 – red.). To był moment, w którym rozpoznawalność się zmieniła.

WOJTEK • Wróćmy jednak do produktów – w 2014 roku macie dwa modele gramofonów, po czym dochodzi trzeci, Initial.

JANUSZ • Pojawiła się wtedy potrzeba przygotowania tańszego gramofonu, modelu Initial. Firma musiała mieć więcej produktów. Nikt nie będzie chciał się na poważnie zająć marką, która ma dwa produkty, to musi być portfolio. Trzeci gramofon miał być tym „startowym”. Jego oficjalna premiera odbyła się w listopadzie 2016 roku podczas targów Audio Video Show w Warszawie i, tak naprawdę, to on był pierwszym gramofonem recenzowanym w USA. Ważne było również to że był skalowalny. Można było zacząć od podstawowej struktury, a potem ją rozbudowywać do Initiala Maxa – to był już rok 2019.

WOJTEK • Skoro jesteśmy przy testach, powiedzcie proszę, jak one działają w stosunku do firmy takiej jak wasza, poza promocją?

ROBERT • Wszyscy, którzy myślą, że dobra recenzja przekłada się z automatu na sprzedaż – są w błędzie. To musi być kumulacja pozytywnych recenzji i budowy pozytywnego obrazu marki. Jedną czy drugą recenzją niczego się nie „załatwi”. Mogą pomóc, ale tylko wtedy, kiedy wszystkie inne rzeczy działają. Z drugiej strony, są niezbędne, żeby budować świadomość marki wśród ludzi. Czyli – są ważne, nawet bardzo, ale inaczej niż to sobie wielu producentów wyobraża.

‖ Pierwsze zamówienie do USA na placu przed siedzibą firmy • zdj. J.Sikora

Dobre recenzje wpływają na to, że marka się umacnia i dystrybutorzy ją zauważają, staje się dla nich interesująca. Mają też narzędzia do jej promocji. Nasze pierwsze recenzje pomogły nam zbudować markę właśnie w taki sposób. Ponieważ wszystkie były we wpływowych pismach i w pismach dobrze znanych – druk to „Stereophile” i „The Absolute Sound”, a internet to między innymi ty z „High Fidelity” – mogły pójść globalnie. Tak więc: recenzje przekładają się na sprzedaż, ale nie tak jak to się ludziom wydaje i nie w takim stopniu jak to się ludziom wydaje. A jednak są niezbędne.

WOJTEK • A czy recenzje wpływają w jakiś sposób na konstruktora, na jego wybory?

JANUSZ • Prawdę mówiąc nie bardzo. Oddając gramofony do recenzji oddawaliśmy skończony produkt, wynik mojego namysłu nad tym, jak powinny brzmieć. Przy modelu Aspire – to był wynik tego, jak to widzieli Robert i Adam, bo to oni go skonstruowali. Poza tym recenzje są kompletnie różne. Są takie, które mówią tylko o dźwięku, są recenzje bardzo techniczne, ale też i takie, które to balansują. Trudno więc wyciągać z nich wspólny mianownik.

ROBERT • Testy różnego typu są bardzo ważne, ponieważ są dla czytelnika audiofila czymś w rodzaju okna panoramicznego, a nie małego lufcika. Może przeczytać o tym, jak gramofon brzmi, jak jest zbudowany, spojrzeć na niego pod różnymi kątami i wyrobić sobie własną opinię. Liczy się wolumen recenzji, a nie każda z osobna. Pojedyncza recenzja, wyrwana z kontekstu jest wręcz podejrzana.

‖ J.SIKORA Pt. 2: ramiona » 2018-2026

WOJTEK • Mamy więc zarys tego, jak pojawiły się u was gramofony, a przecież to ramiona stały się waszą wizytówką, ponieważ są zupełnie niepowtarzalne. Jak do tego doszło?

JANUSZ • Powstanie ramion zostało wymuszone przez sytuację, nigdy wcześniej ich nie projektowałem. Było to wtedy, kiedy Franc Kuzma przestał sprzedawać producentom z zewnątrz ramiona ze swoich najwyższych linii, zachowując je na wyłączność dla siebie i swoich dystrybutorów.

ROBERT • Na początku nie było potrzeby posiadania własnych ramion gramofonowych, ponieważ mieliśmy dostęp do fajnych ramion Kuzmy. Mamy ogromny szacunek dla tego słoweńskiego konstruktora. Kiedy jednak firma rośnie, zaczyna się rodzić potrzeba zaoferowania kompletnego projektu, czyli gramofonu z ramieniem. Tak więc ta decyzja przyspieszyła decyzję, która i tak kiedyś musiała być podjęta.

‖ Waszyngton 2022 – amerykańska premiera ramienia KV12 Max • zdj. J.Sikora

JANUSZ • Od początku wiedziałem, że jeśli miałbym projektować ramię, to musi być ono inne niż to, co jest na rynku. Stąd wybór Kevlaru na rurkę. Pamiętasz, co mówiłem o drewnie – Kevlar w połączeniu z innymi materiałami, w przeciwieństwie do drewna, a nawet metalu czy włókna węglowego, ma znakomite właściwości fizyczne.

Pomysł wziął się z obserwacji. Byłem kiedyś, jeszcze w czasach pre-J.Sikora, u Marcina Lewy. Na stoliku leżała u niego membrana z JMLabów Pointsource. Wziąłem ją do ręki wydała mi się niesamowicie lekka. Puszczona spadała jak liść. Potem Marcin ją obrócił i na niej stanął – a ona się nie zgięła. Spodobała mi się. Po latach przypomniałem sobie tamtą wizytę i już miałem gotowy pomysł na sztywną, twardą ale i lekką rurkę ramienia.

Trudność polega na tym, że plecionkę kevlarową wykonuje się z materiału płaskiego, który się strzępi i jest bardzo nieprzyjemny w obróbce. To również, między innymi, dlatego firmy głośnikowe zrezygnowały z jego stosowania. Nasze ramiona także są trudne do wykonania – to 2,5 zwoja na jego grubości, a w środku pianka. I dopiero połączenie plecionki, żywicy i pianki daje to, czego chcieliśmy. Rurki są wykonywane przez naszego pracownika, przez kogoś, kto od samego początku uczestniczył w procesie ich powstawania i doskonale umie to robić. Zanim się udało, zajęło mu sporo czasu, ale sam do tego doszedł – zajęło to ponad pół roku i wychodziła jedna sztuka na dziesięć.

No i to miało zagrać…

Kiedy pierwszy raz założyłem ramię i odpaliłem gramofon, wiedziałem, że to jest coś szczególnego.

ROBERT • Ojciec znowu sobie ujmuje, a powinien mocniej zaakcentować swoją rolę. Przecież sama rurka, choć kluczowa, jest tylko drobnym elementem w złożonym systemie. Użycie tych, a nie innych materiałów w bazie, w łożu, dobór pianki – to wszystko jest twoja robota i twoja wrażliwość. Tata siedział godzinami, dobierając oleje, powierzchnie, głębokość kanałów i tak dalej.

To był długi i złożony proces. Dla mnie było wdzięczną rzeczą, że dostałem do wypromowania i sprzedaży wspaniały prezent, czyli coś czego nie ma nikt inny.

JANUSZ • A miałeś obawy, pamiętasz? Kiedy w listopadzie 2018 roku pokazaliśmy w Warszawie, na Audio Video Show, pierwsze nasze ramię, KV12, jeszcze sprawdzałeś, czy aby na pewno nikt na świecie nie użył wcześniej Kevlaru. I dopiero, kiedy przyszedł do nas Michael Fremer (wówczas redaktor magazynu „Stereophile”, obecnie „The Absolute Sound” – red.) i potwierdził, że to absolutna premiera tego materiału w ramionach, wtedy dopiero ci zeszło ciśnienie…

ROBERT • W ramieniu zagrały trzy rzeczy. Najważniejszy jest Kevlar, i brzmieniowo, i marketingowo, ale trzeba pamiętać, że sama rurka, nie mówiąc o innych elementach, składa się z trzech materiałów: włókna, pianki i żywicy. I dopiero ich dobór był czymś, czym tata trafił w dziesiątkę. Ale też dlatego żółty kolor nas wyróżnia – to mamy tylko my.

WOJTEK • A niektórzy woleli czarny kolor…

ROBERT • Rzeczywiście, jakieś 5-10% sprzedaży ramion to są ramiona w kolorze czarnym. Ale to kwestia gustu.

WOJTEK • Macie ramiona o długościach 12” i 9”. Nie myśleliście o 14”, jak u Kuzmy?

ROBERT • W konstrukcji typ uni-pivot to nie ma sensu. Natomiast pracujemy nad nowymi ramionami z zawieszeniem kardanowym i tam – kto wie… Na to trzeba jednak jeszcze poczekać. Na razie wciąż jesteśmy w czasie promocji modelu Aspire.

‖ Axpona 2025 i Michael Fremer podczas amerykańskiej premiery gramofonu Aspire • zdj. J.Sikora

‖ J.SIKORA Pt. 3: Aspire » 2022

WOJTEK • Z czym doszliśmy do czegoś, co było symbolem zmiany w firmie – Aspire był pierwszym gramofonem, który zaprojektowali Robert i Adam, samodzielnie. Czy projektując ramię myślałeś o tym, że Robert będzie samodzielnie prowadził firmę?

JANUSZ • To przekonanie było ze mną dużo wcześniej. Miałem to w głowie już kilka lat przed Aspire, a gdzieś koło 2020 roku zmiana była pewna. Robert zrobił wtedy ostatnie stałe zlecenie na balustrady.

ROBERT • W procesie tej sukcesji jest dla mnie ważne to, że na pewnym etapie byłem bardzo przestraszony i bałem się, że to się nie uda. Wiedziałem, że tata ma nienajlepsze zdrowie, że w domu też musi się zaangażować bardziej niż do tej pory w związku z ciężką chorobą mamy. Ale też miałem świadomość, że jeśli mam się w to zaangażować na 200%, będę musiał znaleźć kogoś, na kim będę mógł polegać i kto mi pomoże, kto mnie uzupełni.

Tą osobą okazał się Adam. Ale nawet wtedy, przy takim założeniu, nie sądziłem, że jego rola będzie aż tak ważna, kluczowa w powodzeniu tej operacji przekazania firmy. To jest coś, co pozwoliło nam wszystko poukładać po swojemu. Nie jest tak, że Adam zastąpił ojca w naszym tandemie – mają kompletnie różne kompetencje. Ale właśnie dzięki niemu odzyskałem wiarę w to, że to jest w ogóle możliwe. To dzięki niemu odzyskałem poczucie pewności.

Dopiero praca z Adamem pozwoliła mi na zbudowanie z innymi pracownikami nowego modelu funkcjonowania firmy, już bez taty. Poukładaliśmy sieć lokalnych kooperantów, których znalazł Adam, relacje z naszymi pracownikami, którymi Adam zarządza, a także doszliśmy do momentu, w którym możemy wspólnie projektować nowe rzeczy.

WOJTEK • Który to był rok?

ADAM • To był początek 2022 roku. Po ponad pół roku zastanawiania się, czy w to wejść, ostatecznie powiedziałem Robertowi „tak” :) i w styczniu 2022 roku zaczęliśmy razem pracować. Mocno lobbowała za tym moja żona, która widziała, jak bardzo męczę się w wydawnictwie. Znamy się z Robertem długie lata, od początku lat 90., a Robert był moim świadkiem na ślubie, więc wiedziała, o kim mówimy.

ROBERT • Dla mnie najważniejsze było to, że mogłem Adamowi zaufać. No i jest audiofilem, od lat, co też było istotne. Nauczyć można się wszystkiego, ale jeśli człowiek nie ma czegoś w sobie, to nawet najlepsze kompetencje nie pomogą.

‖ Axpona 2025 – amerykańska premiera modelu Aspire. Na zdjęciu dwie kluczowe postaci w globalnym rozwoju marki: po lewej Jeff Fox – amerykański dystrybutor J.Sikora, po prawej Simon Chen – singapurski dystrybutor i azjatycki koordynator marki • zdj. J.Sikora

ADAM • Kiedy Robert mnie po raz pierwszy zapytał o pracę dla niego, nie byłem wcale do tego chętny i musiał sporo nade mną popracować. Po prostu nie wierzyłem, że mogę coś do takiej firmy, już wtedy znanej, wnieść. Dopiero po targach High End 2022 w Monachium zacząłem o tym myśleć na poważnie. A i tak, kiedy zacząłem pracę z Robertem, pięć razy w głowie odchodziłem. Jakoś nie wiedziałem, do czego mogę się im przydać i że dam radę… Po raz pierwszy poczułem, że to jest moje miejsce właśnie po wystawie w Monachium.

ROBERT • To wszystko, co było wcześniej jest fundamentem, bez tego by nas nie było. Jednak odkąd pracujemy z Adamem, wzrost rozpoznawalności i sprzedaży jest niesamowity. Pamiętajmy, że rozwój firmy, takiej jak J.Sikora, nie jest liniowy, bardziej wykładniczy.

WOJTEK • Aspire powstał już w wyniku waszej współpracy – był wam potrzebny taki niedrogi gramofon?

ROBERT • Aspire okazał się niezwykle potrzebny, bardziej niż ktokolwiek mógł wcześniej pomyśleć. Jest naszym bestsellerem i liczbowo zdublował sprzedaż wszystkich naszych modeli w ostatnim roku. Możesz to wyciąć, jeśli chcesz :), ale ojciec był wielkim przeciwnikiem tworzenia modelu tańszego niż Initial. Nie bardzo wierzył w to, że taki niedrogi – jak na high-end – gramofon można wyprodukować i może on zagrać na wystarczająco wysokim poziomie, do którego marka J.Sikora przyzwyczaiła swoich odbiorców.

Dlatego też zrobiliśmy go z Adamem w tajemnicy, tata dowiedział się o nim, kiedy już był gotowy. Ale jak się okazało, nawet w tym przypadku nam pomógł. Mieliśmy problemy z drganiami silnika. Ojciec przyszedł, popatrzył, posłuchał i pokazał nam palcem, co trzeba zrobić – i to od razu zadziałało… W każdym razie, potrzeba tego modelu była ogromna. My wiedzieliśmy o tym, a tata wciąż był na etapie wysokiego high-endu. Ja już wtedy rozumiałem, że marki, które nie tworzą produktów regularnie, umierają.

JANUSZ • Bałem się takiego niedrogiego modelu, ponieważ nie wierzyłem, że można za te pieniądze zrobić coś równie dobrego, jak nasze drogie gramofony. A dźwięk to jest jedyne, co mnie interesuje. Okazało się, że przygotowali coś, co zbliżyło się niebezpiecznie do Initiala, a jest znacznie tańsze.

‖ Janusz (kropka) Sikora we własnej osobie

ROBERT • Gdybyś przed 2020 rokiem spytał mnie, czy Aspire jest do zbudowania, powiedziałbym, że – nie! Gdyby Adam nie zdobył tych wszystkich kontaktów, gdybyśmy nie mieli tych wszystkich maszyn, gdybyśmy nie wiedzieli tego wszystkiego, co wiemy, nie byłoby to możliwe. A teraz – jest. A i tak nie spodziewaliśmy się tak ogromnego sukcesu.

Nie zapominajmy przy tym, że ramię do Aspire, pełniące z nim całość, w swojej finalnej, produkcyjnej postaci powstało na dwa tygodnie przed recenzją u ciebie w „High Fidelity”. Po raz pierwszy ten produkt jako komplet był recenzowany właśnie u ciebie. To Adam znalazł rozwiązanie, zastępując Kevlar karbonem, ale w otoczeniu elementów z naszych drogich ramion. I nagle – eksplozja zainteresowania. Przez następny rok Aspire pojawił się na każdej ważnej wystawie audio. Gramofon był prezentowany na 22 wystawach na całym świecie – od Toronto przez Waszyngton, niemalże całą Europę, po Singapur, Kuala Lumpur, Szanghaj i Tajpej, z którego właśnie wróciliśmy.

JANUSZ • Nie wierzyłem w ten produkt, ale myliłem się, moim zdaniem jest naprawdę świetny.

ROBERT • Powiem coś górnolotnie, ale głęboko w to wierzę: podstawą sukcesu są ludzie. To zespół, my i nasi pracownicy, stworzył ten projekt, nie tylko Adam i ja. Każdy w naszej firmie się do tego przyłożył. Wyjmijmy którykolwiek element i się to wszystko zawali. Ktoś kiedyś napisał nam na fejsie, że patrząc na Adama jest pewien, że to firma „pracowników” i że to jest coś, czego nie da się kupić żadną pensją.

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio