|
WKŁADKA GRAMOFONOWA MP NAGAOKA
Producent: NAGAOKA |
|
Test
tekst MAREK DYBA |
|
No 265 16 maja 2026 |
PRZYZNAJĘ, ŻE DLA MNIE, miłośnika płyt winylowych od jakiś czterdziestu pięciu lat, test MP-700 jest pierwszym kontaktem z tą zasłużoną marką w moim systemie. Choć nie, nie do końca – kilka razy, wybierając wewnętrzne koperty na płyty, decydowałem się właśnie na propozycję tej marki. Obok MoFi, koperty Nagaoki należą bowiem do moich ulubionych i jednych z najlepszych na rynku. Niemniej, przez te wszystkie lata nigdy nie posiadałem, ani nie testowałem żadnej z jej wkładek gramofonowych.
Jedną z przyczyn jest fakt, iż w jej ofercie znaleźć można dwa rodzaje wkładek: MM, czyli z ruchomym magnesem (ang. moving magnet), oraz MP, czyli z ruchomym elementem permalojowym (ang. moving permaloy). Od wielu już lat używam wyłącznie wkładek z ruchomą cewką (MC, ang. moving coil). W zdecydowanej większości – gdybym miał strzelać, to powiedziałbym, że w około 94% - testuję. Nie próbuję wszczynać wojny ani nawet dyskusji o wyższości jednych nad drugimi - oba rodzaje mają swoje zalety i przewagi w konkretnych zakresach i zastosowaniach. Podaję jedynie fakty wyjaśniające, dlatego wkładki Nagaoki nigdy dotąd nie znalazły się w centrum mojego zainteresowania. Przyznaję jednakże, że słyszałem wiele pozytywnych opinii choćby o niemal „kultowej” MP-110, która za sprawą atrakcyjnej ceny, doskonałego stosunku tejże do jakości brzmienia i niedrogich, łatwych w wymianie igieł, zyskała ogromną popularność wśród miłośników czarnej płyty. Do budowy MP-700 jeszcze wrócimy, a na razie wspomnę jedynie, iż nazwa MP wzięła się z faktu zastosowania permaloju, czyli elementu wykonanego ze stopu składającego się z ok. 80% niklu i 20% żelaza, na końcu wspornika igły. Stop ten znany jest zapewne wielu miłośnikom audio, choć raczej z rdzeni wysokiej klasy transformatorów niż z gramofonowych wkładek. Ważne, że parametry, czyli poziom sygnału, jaki dostarczają wkładki typu MP, jak i sugerowane obciążenie impedancyjne (47 kΩ), a nawet sugerowana pojemność (100 pF) sprawiają, że używa się ich w podobny sposób, jak wkładek MM i z przedwzmacniaczami gramofonowymi przeznaczonymi dla wkładek z ruchomym magnesem. To z kolei tłumaczy, dlaczego nie trafiały na mój, fana MC, radar. Dystrybutor marki Nagaoka na rynek polski, czeski i słowacki, firma Horizon Trading Prague, który dostarczył nam wkładkę do testu, tak opisuje Nagaokę:
Firma Nagaoka jest absolutnie wyjątkowa w swojej branży. Firma ta od zawsze dążyła do produkcji wkładek gramofonowych najwyższej jakości, spełniających wysokie oczekiwania prawdziwych koneserów płyt winylowych i przenoszących najwyższy poziom muzycznej i artystycznej ekspresji z sali koncertowej do zacisza ich domów. Dzięki długiej historii, nieustannie udoskonalanej technologii i opracowaniu innowacyjnych rozwiązań, firma Nagaoka osiągnęła perfekcję w konstruowaniu swoich wkładek gramofonowych.
Każda wkładka jest produkowana pod ścisłą kontrolą jakości przez cały proces produkcji, aż do końcowego testu. Jako jedyny producent wkładek gramofonowych na świecie, który wytwarza wszystkie części we własnym zakresie, od igieł diamentowych, magnesów samaro-kobaltowych, cewek i główek ramion (headshelli). Dzięki temu firma Nagaoka ma stuprocentową kontrolę nad jakością. Podzielając pasję fanów czarnej płyty do analogowego odtwarzania dźwięku, firma Nagaoka produkuje również akcesoria do płyt winylowych oraz opakowania, które pozwalają zachować autentyczny analogowy dźwięk. Przypomnę raz jeszcze, iż testowany model, MP-700 powstał z okazji 85-lecia firmy. ▓ MP-700 NAGAOKA MP-700 to wkładka typu MP. Jej parametry, czyli sygnał na poziomie 4 mV, wymagane obciążenie impedancyjne wynoszące 47 kΩ oraz obciążenie pojemnościowe 100 pF oznaczają, że z praktycznego punktu widzenia to bezpośredni zamiennik wkładki typu MM Warto jednakże zwrócić uwagę, że tam gdzie zwykle producenci określają rekomendowany zakres siły nacisku igły, Nagaoka podaje bardzo konkretną i, jak na wkładkę MM, niewielką wartość wynoszącą 1,4 g, a sama wkładka waży zaledwie 8 g. MP-700 dostarczana jest w bardzo ładnym, ciemnoniebieskim kartonowym pudełku ze złotymi napisami. W środku zastosowano kolejne, tym razem z przezroczystego plastiku, który skutecznie chroni zawartość w trakcie transportu. Solidny korpus wkładki wykonano z ultraduraluminium zapewniającego odpowiednią sztywność konstrukcji. Jego powierzchnię wykończono trzema warstwami różnych materiałów, a mianowicie niklem, czarną cyną oraz izolacyjną warstwą ochronną. Jak twierdzi producent, ma to ograniczać zbieranie się ładunków elektrostatycznych na korpusie, zwiększać trwałość czarno-złotego wykończenia i zapewnić elegancki wygląd. Wkładkę wyposażono w zdejmowaną plastikową osłonkę. Mocowanie odbywa się tradycyjnie, za pomocą dwóch śrubek, ale niestety otwory nie są gwintowane, przez co wymagane jest używanie nakrętek. Im jestem starszy, tym bardziej i głośniej narzekam widząc to rozwiązanie i zapewne wszyscy, którzy często montują wkładki w ramionach, doskonale mnie rozumieją. Wkładkę Nagaoki można zamówić w wersji H, czyli wraz z firmową główką (ang. headshellem) ze standardowym mocowaniem SME. Jeśli używacie wymiennych główek ramion, kwestia sposobu mocowania wkładki nie jest aż tak istotna, ale gdy trzeba ją zamontować w ramieniu na gramofonie, sprawa się komplikuje, bo operowanie malutkimi śrubkami i nakrętkami jest dość kłopotliwe. Częściowo równoważy to regularny kształt korpusu, czy umieszczona na froncie strzałka wskazująca środek dolnej krawędzi korpusu, które ułatwiają jej precyzyjne ustawienie. Materiał wspornika igły to zapewniający odpowiednią sztywność i lekkość bor. Na jednym jego końcu zainstalowano wysokiej klasy diamentową igłę o szlifie micro-ridge. Co ważne, podobnie jak we wkładkach MM, tak i w tym przypadku, igłę można łatwo samodzielnie wymienić. Nie wymaga więc odsyłania wkładki do producenta w celu retipu, a i koszt jest znacząco niższy niż dla wkładek MC. Jak podaje producent, jedną z cech serii MP będącą efektem wieloletnich badań i rozwoju zaawansowanej technologii, jest konstrukcja z linką napinającą. Rozwiązanie to ogranicza wpływ zmian siły nacisku spowodowanych wypaczeniami płyt oraz zwiększa precyzję śledzenia rowka.
Jak już wspomniałem, w modelu MP-700, na drugim końcu wspornika zastosowano wyjątkowo lekki element z permaloju. To właśnie główna różnica w porównaniu do wkładek typu MM, gdzie w tym miejscu znajduje się magnes, który znacząco zwiększa masę ruchomą igły (systemu: igła + wspornik + magnes). W testowanej wkładce zarówno magnes jak i cewki przymocowano do korpusu wkładki. Taka konstrukcja znacząco zmniejsza masę układu przenoszącego drgania z rowka płyty do generatora, zwiększając w ten sposób – przynajmniej teoretycznie – precyzję odczytu informacji. Producent wspomina jeszcze, iż w porównaniu do starszych modeli, w MP-700 zastosowano nieco bardziej miękkie zawieszenie igły. W generatorze z kolei dodano również płytkę indukującą strumień magnetyczny. Ma to zwiększać natężenie strumienia magnetycznego wokół permaloju na tylnym końcu wspornika, poprawiając czułość na subtelne wibracje. Wszystkie te elementy mają w efekcie składać się na brzmienie łączące cechy znane z wkładek MM i MC. Lżejszy układ drgający (jak we wkładkach MC) powinien pozwalać na precyzyjniejsze śledzenie rowka i odczyt informacji, a wysoki poziom wyjściowy (jak w MM) sprawia, że nie trzeba stosować tak wysokiego wzmocnienia jak w przypadku MC. A wszystko to w całkiem rozsądnej cenie, choć dla fanów wkładek MM zapewne będzie się ona wydawać mniej atrakcyjna niż dla tych, którzy na co dzień obcują z modelami MC. Pytanie brzmi, czy korzyści z zastosowanych w MP-700 rozwiązań zachęcą fanów klasycznych MM do wyłożenia nieco wyższej kwoty na japoński flagowiec. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Wkładkę Nagaoka MP-700 zamontowałem w ramieniu J.Sikora KV12 Max pracującym w gramofonie tego samego producenta, czyli J.Sikora Standard Max. Sygnał z pomocą firmowego interkonektu (wykorzystującego przewodniki Soyaton, czyli pozłacaną miedź) trafiał przez większą część testu do przedwzmacniacza gramofonowego GrandiNote Celio Mk IV, który pod koniec testu wymieniłem na topową propozycję marki van den Hul, czyli model The Grail Mk III.
Z każdego z tych przedwzmacniaczy sygnał wędrował za pomocą interkonektu niezbalansowanego Bastanis Imperial do wzmacniacza zintegrowanego GrandiNote Shinai (a przez krótki czas także do ArtAudio Symphony II), który poprzez kable głośnikowe Soyaton Benchmark Mk 2 napędzał kolumny GrandiNote MACH4. PO ZAMONTOWANIU I USTAWIENIU WKŁADKI zagrałem pierwszą płytę i już po kilkunastu sekundach doszedłem do wniosku, że dostarczony egzemplarz był zapewne nowy, albo prawie nowy. Tak czy owak, wydawał się niegotowy do krytycznych odsłuchów. Pierwsze dwa dni poświęciłem więc na „wygrzewanie” testowanej wkładki. Pierwsze kilka płyt wydawało się potwierdzać, iż to zupełnie nowa sztuka, jako że dźwięk był dość mocno „zamknięty”. Brakowało w nim nie tylko otwarcia i powietrza, ale również rozdzielczość oraz klarowność pozostawiały sporo do życzenia - tak zwykle brzmią wkładki, które nie zdążyły się jeszcze ułożyć. Grałem więc jedną znaną mi płytę za drugą nieco cierpiąc, gdy dźwięk nie był taki, jakiego oczekiwałem, czekając acz w końcu „zacznie grać”. To jedna z cech elementów toru analogowego – nie da się ustawić odtwarzania na powtarzanie czekając aż dany komponent się wygrzeje. Trzeba po prostu odtwarzać płytę za płytą dając mechanice wkładki czas na ułożenie się. Proces można nieco przyspieszyć z pomocą specjalnych płyt, a ponieważ jedną z takowych posiadam, więc nie omieszkałem z niej skorzystać, co nieco skróciło czas potrzebny na uzyskanie optymalnego brzmienia.
Pierwsze przełamanie nastąpiło jeszcze tego samego dnia, gdy po płycie wygrzewającej wróciłem do „normalnych”, a zmiana na plus okazała się być już znacząca. Później, kolejnego dnia, słyszałem dalszą poprawę, acz jej przyrost był coraz mniejszy i mniejszy, ale tak naprawdę już pod koniec pierwszego dnia dźwięk był na tyle dobry, że słuchałem tego co Nagaoka miała do pokazania z zainteresowaniem. Pod koniec drugiego dnia było już na tyle dobrze, że wziąłem się za słuchanie właściwe, że tak to ujmę. Jedną z pierwszych płyt, których posłuchałem „na poważnie” był krążek braci OLESIÓW Spirit of Nadir. Pisałem o tym nagraniu już wiele razy, bo często używam go w czasie testów wkładek, gramofonów i przedwzmacniaczy gramofonowych. Instrumenty perkusyjne plus kontrabas, a wszystko to w otoczeniu wykreowanej dużej, wręcz ogromnej i przekonującej przestrzeni. To muzyka bez fajerwerków, spokojna, nieco „rozmarzona”, skłaniająca do zanurzenia się w niej i zapomnienia o całym otaczającym słuchacza świecie. |
MP-700 odtwarzając ten album spisała się naprawdę dobrze, przekazując jego wyjątkową, wciągającą atmosferę, acz zaoferowała mi nieco inną interpretację tego materiału, niż ta, do której przywykłem. Wspomniałem, że rzadko mam do czynienia z wkładkami z ruchomym magnesem, ale czasem się to zdarza, więc pewna część moich doświadczeń z tym krążkiem pochodzi także i z odsłuchów z MM-kami. Zwykle pokazują one swoje przewagi na tym krążku w zwartości bębnów, w sile uderzeń pałeczek, w sprężystych, wspartych pudłem szarpnięciach strun, w wyższej energii grania, czy w mocniej zaznaczonym rytmie. Nagaoka wszystko to zaprezentowała w sposób przypominający mi kilka bardzo dobrych wkładek typu MM, może nawet jeszcze lepiej niż one zaznaczając rytm. Łączyła to jednakże, co w przypadku MM jest nieczęste, z bardzo dobrym oddaniem owej ogromnej przestrzeni otaczającej muzyków i ich instrumenty. Co więcej, lepiej niż większość tego typu wkładek pokazywała drobne elementy, takie jak kontrasty tonalne i dynamiczne, czy wiele drobnych detali (bez ich nadmiernego eksponowania) dając mi lepszy/łatwiejszy dostęp do wielu subtelności wykonania uchwyconych w tej rejestracji. To z kolei jest raczej domeną dobrych wkładek typu MC.
Góra pasma, co potwierdziły później kolejne nagrania, była także bardziej zbliżona do tego, co znam z wkładek z ruchomą cewką, czyli więcej tam było wyrafinowania i pewnej delikatności, niż bezpośredniości i twardości (niekoniecznie przesadnej) znanych mi z większości nawet bardzo dobrych wkładek typu MM. Różnicowanie w tym podzakresie nie było tak dobre, jak z moim Air Tightem, czy nawet LeSonem, ale to ciągle był naprawdę dobry poziom. Znając te nagrania z odtworzeń z lepszymi (i sporo droższymi) wkładkami MC wiedziałem, że w zakresie wysokich tonów jest tam jeszcze więcej informacji, które można pokazać klarowniej i precyzyjniej. Nagaoka robiła to jednakże na tyle dobrze, że słuchałem jednej z moich ulubionych płyt z dużą przyjemnością i, a to naprawdę dla mnie ważne, zaangażowaniem. Równie dobrze z MP-700 słuchało mi się kolejnego częstego gościa testów wkładek gramofonowych, czyli JACQUESA LOUSSIERA z krążka Pulsion. Tym razem obok perkusji zamiast kontrabasu (jak u Olesiów) grał maestro na fortepianie. Słuchając tej płyty trudno jest uwierzyć, że tak dużo, tak intensywnej treści muzycznej współtworzy zaledwie dwóch muzyków. Album imponuje wysoką dynamiką, co japońska wkładka doskonale oddała, brzmi czysto, wysokoenergetycznie, a przy tym dźwięk jest otwarty, napowietrzony i szybki, a jednocześnie całkiem gęsty. To jedna z tych płyt, których można używać zamiast espresso, przynajmniej jeśli system potrafi ją odpowiednio oddać, bo pobudzają słuchacza równie dobrze jak „mała czarna”. Mój system zwykle radzi sobie z oddaniem kwintesencji tego krążka doskonale (nie dziwota - ramiona i gramofon J.Sikora to gwarantują), ale tym razem przecież, na samym początku, w kluczowym miejscu odczytu informacji z rowka płyty, znalazła się relatywnie niedroga wkładka Nagaoki. Jak się szybko okazało, wypełniła swoje zadanie znakomicie. Niejeden raz w tym tekście przeczytacie państwo o łączeniu przez MP-700 zalet (powszechnie kojarzonych z) wkładek typu MM, z tymi, które przypisuje się raczej MC. Tempo, wysoka energia, niemal eksplozywna makrodynamika, entuzjastyczny i energetyczny sposób grania – wszystko to cechy bardziej kojarzone z wkładkami z ruchomym magnesem, serwowane przez testowaną Nagaokę jakby bez wysiłku. Tyle że testowana wkładka dała mi jednocześnie dobry wgląd zarówno w maestrię samego Loussiera (i towarzyszącego mu Hellera), jak i jego instrumentu. Dostałem z nią (powiedziałbym, że nawet zaskakująco) wysoką rozdzielczość, dobre różnicowanie i ponadprzeciętną dynamikę w skali mikro, a nie tylko kojarzoną z MM-kami makro. To było granie swobodne, serwowane z rozmachem, wysokooktanowe, ale dające jednocześnie dobry wgląd w subtelności, detale i głębsze warstwy nagrań. Blachy perkusji, choć mocne, dość twarde i dźwięczne, brzmiały naturalnie, bez śladów sztucznego utwardzenia, czy ostrości. Na dole pasma, zwartym i dość konturowym, kluczem była sprężystość a nie twardość membran bębnów. To dlatego całość zagrała w bardziej wyrafinowany, bardziej w stylu MC sposób niż ma to zwykle miejsce z nieco upraszczającymi subtelności wkładkami MM. Płyty z naturalną (w przeciwieństwie do tej wykreowanej na konsoli) przestrzenią, jak choćby klasyk ARNE DOMNÉRUSA Jazz At The Pawnshop, Live at the Checkerboard Lounge, Chicago 1981 MUDDY’ego WATERSA, czy moja ulubiona Carmen z Leontyną Price pod von Karajanem potwierdziły, że w zakresie oddania zarejestrowanej w nagraniach przestrzeni, lokalizacji źródeł pozornych, ich wielkości i namacalności, wybrzmień i pogłosu, Nagaoce bliżej jest do standardów dobrych wkładek MC niż MM. Z wszystkich tych bardzo dobrych realizacji japońska wkładka potrafiła wydobyć dużo szczegółów dotyczących akustyki sal, gdzie odbywały się nagrania, pokazać wokalistów i chóry w ruchu (Carmen), ciasno upakowanych, ale nieźle odseparowanych muzyków (Live...), jak i odgłosy płynące wprost od publiczności (Jazz... i Live...). Wszystko to w uporządkowany, klarowny, ale i absolutnie niewymuszony sposób. O ile Jazz at the Pawnshop to nagranie dość „kameralne” (co preferuje poniekąd użycie MC), o tyle wypełniona elektrycznymi gitarami, mocno zatłoczona scena klubu Checkerboard Lounge, a tym bardziej orkiestrowe popisy, rozmach i skala widowiska w Carmen dały wkładce MP-700 szansę wykazania się tymi nieco bardziej „MM-owymi” zaletami. Bo przecież takie wkładki to z jednej strony często wybór fanów rocka, metalu, czy elektrycznego bluesa, z drugiej nierzadko także fanów dużej muzyki klasycznej. Ci pierwsi doceniają umiejętność oddania surowości, energii i dynamiki nakręcanej przez elektryczne gitary, basy i mocne rockowe perkusje, ci drudzy z kolei doceniają rozmach i potęgę grania, z czym nie zawsze radzą sobie tańsze wkładki z ruchoma cewką. Nagaoka naprawdę dobrze sprawdziła się i w bardziej intymnym graniu z szwedzkiego klubu, i w gitarowych szaleństwach z amerykańskiego, nawet moja ulubioną operę interpretując tak, że musiałem jej posłuchać w całości. Testowana Nagaoka bowiem, na wspomnianych krążkach, pokazała swoje zalety, ale i to, że potrafi łączyć plusy obu głównych rodzajów wkładek. Bo przecież już Carmen z fantastyczną Leontyne Price, jak i Live... z Muddym Watersem i Mickiem Jaggerem, dały mi pojęcie o tym, jak MP-700 traktuje wokale, a robi to lepiej niż większość MM-ek jakie testowałem. By jednakże upewnić się, że to nie był przypadek i że faktycznie robi to równie dobrze jak porównywalne cenowo MC, sięgnąłem m.in. po PATRICIĘ BARBER z Companion. Szybko potwierdziło się, iż japońska wkładka potrafi wzbogacić swoją prezentację nieco większą porcją namacalności i ekspresji niż znane mi wkładki MM.
Nie daje aż tak dobrego wglądu w barwę i fakturę głosów, nie kreuje aż tak doskonałego wrażenia obecności jak wysokiej klasy wkładki typu Moving Coil, ale nadal sprawia, że słuchacz niemal bezwiednie nawiązuje więź emocjonalną z wykonawcami, że łatwo daje się wciągnąć w świat kreowany przez wokalistów, co dla wlładek Moving Magnet jest dużo większym wyzwaniem. Istotną zaletą Nagaoki była naturalna prezentacja sybilantów, których w głosie Barber nie brakuje. Zostały one pokazane w sposób sprawiający, że stanowiły one element, cechę charakterystyczną (jedną z wielu) głosu artystki, a nie wadę psująca przyjemność odsłuchu. ▒ Podsumowanie RÓŻNIE TO BYWA z testowanymi komponentami. Jedne robią spore pierwsze wrażenie, które później albo się potwierdza, albo efektowny od początku sposób grania okazuje się być męczący na dłuższą metę. Inne zaczynają spokojnie, powoli się rozkręcając, aż w końcu zostawiają mnie z uczuciem niedosytu – fajnie byłoby spędzić z nimi jeszcze trochę czasu. Wkładki najczęściej trafiają do mnie nowe, albo grane bardzo niewiele. Niemal zawsze więc początku są trudne i tak było tym razem. Im dłużej jednakże słuchałem Nagaoki MP-700, tym bardziej mi się ona podobała. Nie jest to najlepsza wkładka, jakiej kiedykolwiek słuchałem, ale, upraszczając, być może najlepsza „MM-ka”, z jaką miałem do czynienia. Upraszczając, co oczywiste, bo to parametry ma identyczne z wieloma wkładkami z ruchomym magnesem, acz magnes i cewki są tu zamontowane na stałe, a porusza się element z permaloju. Rozwiązanie proponowane przez Nagaokę jest w praktyce czymś w rodzaju „wzmacniacza hybrydowego”. Te ostatnie, w założeniu, łączą zalety lamp i tranzystorów (z różnym skutkiem), by zadowolić albo pogodzić fanów obu rozwiązań. MP-700 oferuje nie tylko wysoki poziom wyjściowy i 47 kΩ obciążenie, ale i szereg zalet wkładek z ruchomym magnesem. Świetnie zabrzmią z nią nagrania rockowe, elektryczny blues, a i klasyka, zwłaszcza ta duża, zachwyci was rozmachem, dynamiką, mocnym, nisko schodzącym, dobrze kontrolowanym basem i energią. Ale i gdy przyjdzie do wyrafinowanego jazzu, wokali, czy muzyki akustycznej, Nagaoka również nie zawiedzie, także fanów wkładek z ruchomą cewką. Usłyszycie z nią poziom wyrafinowania rzadko spotykany we wkładkach z ruchomym magnesem, dobrą rozdzielczość, otwartą, dźwięczną, ale nieutwardzoną, gładką górę pasma. Na dole będzie mnóstwo energii, będzie niskie zejście, ale bas będzie szybki i sprężysty. Wszystko to uzupełni nasycona, barwna średnica rodem... z dobrej wkładki MC. Co najważniejsze, w MP-700 wszystkie te cechy udało się połączyć w spójną, naturalnie brzmiącą, angażującą słuchacza całość. No i, co przecież również ma znaczenie, wszystko to dostaniecie w cenie, w której, na dobrą sprawę, przygoda z MC dopiero się zaczyna. Na dodatek, za rozsądną cenę, sami wymienić w Nagaoce igłę, gdy zajdzie taka potrzeba. Poza jednym znanym mi przypadkiem (LeSon sprzedawany bezpośrednio przez producenta), Nagaoka MP-700 zaoferuje wam bardziej kompletne i bardziej wszechstronne brzmienie niż podobnie wycenione konkurentki z ruchomymi cewkami i magnesami. To nie jest wkładka tania, ale oferuje bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Użyjecie jej z przedwzmacniaczem MM, a kiedy ją bliżej poznacie, to może się okazać, że wcale nie będziecie się spieszyć do przesiadki na MC.
Nagaoka MP-700 to znakomity produkt w rozsądnej cenie nie tylko dla fanów MM. ‖ MD ▒ Dane techniczne (wg producenta)
· Typ: Moving Permalloy (MP) | Dystrybucja w Polsce
HORIZON TRADING PRAGUE
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
|
ŹRÓDŁA CYFROWE |
1. Pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10 • karty JCAT XE USB i JCAT NET XE recenzje › TUTAJ + zasilacz Ferrum HYPSOS SIGNATURE recenzja › TUTAJ • JCAT USB ISOLATOR, optyczny izolator LAN + zasilacz liniowy KECES P8 (mono) • przełącznik LAN: Silent Angel BONN N8 recenzja › TUTAJ + zasilacz liniowy Forester recenzja › TUTAJ 2. Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr PACIFIC recenzja › TUTAJ + Ideon Audio 3R Master Time recenzja › TUTAJ |
|
ŹRÓDŁO ANALOGOWE |
1. Gramofon J.Sikora STANDARD w wersji MAX recenzja › TUTAJ • ramię J.Sikora KV12 • wkładka Air Tight PC-3 2. Przedwzmacniacze gramofonowe: • ESE Labs NIBIRU V 5 recenzja › TUTAJ • Grandinote CELIO Mk IV recenzja › TUTAJ |
|
WZMACNIACZ |
1. Wzmacniacz zintegrowany GrandiNote SHINAI recenzja › TUTAJ 2. Wzmacniacz zintegrowany ArtAudio SYMPHONY II (modyfikowany) 3. Przedwzmacniacz liniowy AudiaFlight FLS1 recenzja › TUTAJ |
|
KOLUMNY |
1. GrandiNote MACH4 recenzja › TUTAJ 2. Ubiq Audio MODEL ONE DUELUND EDITION recenzja › TUTAJ |
|
OKABLOWANIE |
1. Interkonekty analogowe: • Hijiri MILLION KIWAMI • Bastanis IMPERIAL x 2 recenzja › TUTAJ • Hijiri HCI-20 • TelluriumQ ULTRA BLACK • KBL Sound ZODIAC XLR 2. Interkonekty cyfrowe: • David Laboga EXPRESSION EMERALD USB x 2 recenzja › TUTAJ • David Laboga DIGITAL SOUND WAVE SAPPHIRE x 2 recenzja › TUTAJ 3. Kable głośnikowe: • LessLoss ANCHORWAVE 4. Kable zasilające: LessLoss DFPC SIGNATURE, Gigawatt LC-3 recenzja › TUTAJ |
|
ZASILANIE |
1. Kondycjoner Gigawatt PC-3 SE EVO+ recenzja › TUTAJ 2. Kabel zasilający AC Gigawatt PF-2 Mk 2 3. Dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y 4. Gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R) |
|
ANTYWIBRACJA |
1. Stoliki: • Base VI • Rogoz Audio 3RP3/BBS 2. Akcesoria antywibracyjne • platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16 • nóżki antywibracyjne ROGOZ AUDIO BW40MKII • nóżki antywibracyjne Franc Accessories CERAMIC DISC SLIM FOOT • nóżki antywibracyjne Graphite Audio IC-35 recenzja › TUTAJ i CIS-35 recenzja › TUTAJ |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio















