pl | en

KSIĄŻKA ⸜ recenzja

TOMASZ LADA
Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000


Wydawca: Czarne
Rok wydania: 2025
ISBN: 978-83-8396-149-1

„Autor oddaje głos ludziom tworzącym popowy rynek muzyczny lat dziewięćdziesiątych: założycielom firm fonograficznych, których entuzjazm miał przegrać z wielkimi zachodnimi korporacjami, dziennikarzom «Rock’n’Rolla», «Gazety Wyborczej», «Brumu» i «Machiny» (mat. pras. wyd.) → CZARNE.com.pl

» POLSKA


Książka

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

No 262

16 lutego 2026

Okrągły Stół zapoczątkował w Polsce transformację ustrojową, której częścią był plan Balcerowicza, prywatyzacja, wymiana pieniędzy, ale również - niestety - głośne afery gospodarcze. Niemniej w pierwszej połowie lat 90. społeczeństwo polskie zaczęło się znacząco bogacić, a przejawem statusu materialnego szybko okazały się zachodnie samochody i wówczas jeszcze dosyć ciężkie telefony komórkowe.

(...) Istotne zmiany zaszły również na obszarze kultury. Zaczęły powstawać prywatne stacje radiowe i telewizyjne, a najbardziej wpływowym dziennikiem prasowym w ciągu całej dekady stała się „Gazeta Wyborcza”. (...) Po czterdziestu pięciu latach realnego socjalizmu społeczeństwo przeżyło przyśpieszoną rewolucję obyczajową i doświadczyło inwazji bezwstydnie komercyjnej popkultury, jaką było chociażby disco polo.

⸜ BEATA PRZYMUSZAŁA, Tom kultury. Lata 90., Poznań 2008, s. 7-8.

ZAŁOŻONE W 1996 ROKU WYDAWNICTWO CZARNE znam od samego jego początku, od jego pierwszych książek. Lepiej zapoznałem się z nim i z jego współzałożycielem Andrzejem Stasiukiem rok później, kiedy to sięgnąłem po, napisaną przez niego, opatrzoną rysunkami Kamila Targosza, a wydaną przez współzałożycielkę Czarnego, antropolożkę kultury, redaktor naczelną, a prywatnie jego żonę, Monikę Sznajderman – Duklę, będącą ważną częścią mojej pracy doktorskiej dotyczącej polskiej prozy po roku 90.

‖ Na okładce książki Tomasza Lady Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000 znalazły się przeswietlone, „gazetowe” zdjęcia Reni Jusis oraz Justyny Steczkowskiej

Wydawnictwo to pozycjonowało się wówczas jako brama dla opowieści z „drogi”, a dokładniej – poboczy. Bo przecież oprócz samego Stasiuka, jednej z jego ważniejszych figur tej odmiany prozy w Polsce, koncentrując się na literaturze środkowoeuropejskiej, bałkańskiej, ukraińskiej i rosyjskiej, będącej odpowiedzią na zalew literatury zachodniej, publikowało twórców takich jak Jurij Andruchowycz, Danilo Kiš czy Ádám Bodor, a później i Krzysztof Varga.

Z tej opowieści wyłoniła się kolejna żywotna część Czarnego, a mianowicie reportaż. I na tym polu odniosło ono sukces, może nawet większy niż z literaturą peryferii. W seriach „Reportaż”, „Sulina” czy „Orient Express” znajdziemy znakomite, często w dorobku pisarzy najlepsze, utwory Swietłany Aleksijewicz (Czarnobylska modlitwa), Mariusza Szczygła (Gottland), Karoliny Bednarz (Kwiaty w pudełku), Filipa Springera (13 pięter), czy Jacka Hugo-Badera (Biała gorączka) i Zbigniewa Rokity (Kajś. Opowieść o górnym Śląsku).

Trzeba przyznać, że zawiadujący nim redaktorzy mają nosa i rękę do książek oraz ludzi. Bo przecież znakomicie wstrzelili się również i w potrzebę związaną z poszerzeniem wiedzy o współczesnych Stanach Zjednoczonych, proponując „Serię Amerykańską”, która obejmuje reportaże, biografie i literaturę faktu, oraz serię „Opowiadania amerykańskie”, czyi zbiór najwybitniejszych, jak mówią materiały prasowe, „gęstych i precyzyjnych form krótkich, prezentujący klasykę oraz współczesną literaturę USA”.

‖ Choć gruba, czyta się ją doskonale, jak dobry kryminał (bez podtekstów…)

Ale bank wydawnictwo z maleńkiego Wołowca rozbiło stawiając na mało przecież u nas znanego, węgierskiego pisarza László Krasznahorkaiego. Dzięki temu, już 5 grudnia 2025 roku, a więc wkrótce po tym, jak otrzymał on Literacką Nagrodę Nobla za rok 2025, wydało jego zbiór opowiadań A świat trwa, który spolszczyła Elżbieta Sobolewska; była to też pierwsza pozycja z najnowszej serii, „Nowa klasyka”.

W ten sposób Czarne poszerzało bazę czytelników, zakres zainteresowań oraz horyzonty. Z niszowego, mocno sformatowanego wydawcy przeistoczyło się w jednego z najważniejszych w Polsce promotorów dobrej literatury. Również tej popularnej, w czym pomogły jej, wspomniane, publikacje w „Serii Amerykańskiej”, tworzących obraz USA, skupiając się na historii, popkulturze, społeczeństwie i ważnych dla niej postaciach.

Kiedy więc, jeszcze w wakacje, zobaczyłem w Księgarni Technicznej na krakowskim Podwalu książkę Tomasza Lady Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000 wiedziałem, że muszę ją mieć. I znalazłem ją pod choinką.

„Czy muzyka to też literatura?”

CHOĆ SZEROKI, nie jest przecież katalog wydawnictwa nieskończony, torebka Hermiony z Harry’ego Pottera to nie jest i być nią nie powinien. Może więc dziwić obecność w nim książki „muzycznej”. Ale tylko przez chwilę. Przede wszystkim mamy przecież wspomniane opowieści z Ameryki, które też sięgają po pozaliterackie motywy, ale są i inne pozycje Czarnego opowiadające historie ze sceny i studia nagraniowego.

Soundtrack, czyli spis proponowanych płyt, znalazł się w spisie treści jako pierwszy z rozdziałów książki

Przypomnijmy najważniejsze:

• Piotr Jagielski, Grunge. Bękarty z Seattle,
• Rafał Księżyk, Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993,
• William Dufty, tłum. Marcin Wróbel, Lady Day śpiewa bluesa– Billie Holiday,
• Holly George-Warren, tłum. Andrzej Wojtasik, Janis. Życie i muzyka,
• Johnny Cash, tłum. Adam Pluszka Cash. Autobiografia,
• Patti Smith, tłum. Robert Sudół, Poniedziałkowe dzieci.

Z nich wszystkich najnowszy tego typu tytuł wydawnictwa wydaje mi się – zaryzykuję – najważniejszy i najbardziej potrzebny. Opowiada bowiem o początkach współczesnego polskiego rynku muzycznego, zarówno o wydawnictwach, pismach, jak i artystach, po Okrągłym Stole i przełomie roku ’89. Na 472 stronach i ukryte pod twardą okładką, której projektem zajęła się Agnieszka Pasierska, znajdziemy bowiem zarówno historie klepane bez ustanku, jak i szerzej nieznane, często wręcz opowiedziane po raz pierwszy.

Czarne nie skoczyło wraz z Tomaszem Ladą do suchego basenu, bo nóżkę zdążyło w nim lekko zanurzyć, badając temperaturę, wydając mu w 2022 roku Zagranych na śmierć, opowieść o Dariuszu „Skandalu” Hajnie, Januszu Rołcie i Robercie Sadowskim, trzech ważnych dla krajowej alternatywy postaciach, do których przedwczesnej śmierci przyczyniła się heroina.

Patryk Zakrzewski, autor recenzji zamieszczonej na portalu Culture.pl o nowej książce mówi: „trochę śmieszna, trochę straszna, ale z pewnością godna uwagi opowieść o tym, jak hartował się polski show business” (więcej → TUTAJ). Z kolei wydawca pisze:

„Byliśmy trochę oszołomami: skoro mamy nowe czasy i wszystko jest możliwe, to robimy” – mówi jeden z bohaterów książki Wszystko jak leci. Z transformacyjnego oszołomienia można żartować, lecz problemy rynku muzycznego tamtych lat nie zawsze należały do zabawnych. To były wielkie zmiany, wielkie marzenia i – często – wielkie rozczarowania. Wszyscy szukali swojego miejsca w kapitalistycznym wyścigu, który właśnie wystartował.

Autor oddaje głos ludziom tworzącym popowy rynek muzyczny lat dziewięćdziesiątych: założycielom firm fonograficznych, których entuzjazm miał przegrać z wielkimi zachodnimi korporacjami, dziennikarzom „Rock’n’Rolla", „Gazety Wyborczej”, „Brumu” i „Machiny” czy twórcom pierwszych komercyjnych stacji radiowych. To również opowieść o największych ówczesnych gwiazdach, z których tylko nieliczne utrzymały się do dzisiaj na powierzchni, o ich sukcesach i porażkach, kuluarowych rozgrywkach.

Wszystko jak leci, dostęp: 29.01.2026.

A, tak naprawdę, to historie, które usłyszymy.

‖ Część rozdziałów rozpoczyna się od pozycji na listach przebojów lub – od 1995 roku - nagród muzycznych Fryderyki

„Powiem panu jak na spowiedzi…”

TOMASZ LADA jest dziennikarzem, członkiem Akademii Fonograficznej w sekcji muzyki rozrywkowej. Ma duże doświadczenie w branży, bo pracował dla działów kulturalnych „Życia Warszawy”, „Życia”, „Super Expressu”, „Faktu”, „Tele Tygodnia”, miesięcznika „Maxim”, ale przede wszystkim był w opisywanych przez siebie latach częścią branży muzycznej, publikując w najważniejszych wówczas magazynach, to jest: „Tylko Rock” i „Brum”, a współcześnie na portalach poświęconych kulturze popularnej.

Oprócz wspomnianych Zagranych na śmierć jest również autorem biografii zespołu Apteka zatytułowanej Psychodeliczni kowboje. Kawałki o zespole przeklętym. Autor we Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000 przyjął metodę, po którą sięgnął już przy poprzedniej książce. Chodzi o typ opowiadania o rzeczywistości w której narrator, tutaj można go zidentyfikować wprost jako autora, chowa się za wypowiedziami swoich rozmówców. To reportaż mówiony, złożony z małych „cegiełek” naświetlających tematykę z różnych stron. Byłaby to technika podobna do tej, którą stosuje się w powieści polifonicznej (wielogłosowej).

Ciekawe, ale w zeszłym roku, również Czarne, wydało inną znakomitą pozycję opartą na głosie własnym, Przepraszam za brzydkie pismo Antoniny Tosiek (polecam również jej znakomity zbiór wierszy Żertwy z 2024 roku). Tyle tylko, że na Przepraszam… składają się i pamiętniki, i ich opracowanie wraz z analizą. Lada zrobił to inaczej sugerując, że za ocenę jest odpowiedzialny czytelnik – on „umywa ręce”.

‖ Wydany w 1992 roku debiut zespołu Wilki okazał się sukcesem, sprzedając się w nakładzie 220 000 kaset i płyt; mówi się, że włącznie z nakładami pirackimi album rozszedł się być może w liczbie ponad miliona egzemplarzy

To oczywista nieprawda, literacki sposób na ustawienie narracji. Autor dobrał rozmówców, wybrał i zredagował ich odpowiedzi, a oni musieli je (jak zakładam, to wywiady), autoryzować. Co więcej, był częścią tego świata, a wśród wypowiadających się dziennikarzy jest również jego brat, Wojciech Lada, nie jest więc bezstronny. Gestem, który ma go uwiarygodniać są jedynie suche przypisy, informujące o tym, kim jest rozmówca autora, kiedy dana płyta się ukazała i jakie były jej nakłady, kiedy powstały dane wytwórnie itp., czasem podważając to, co zapamiętała dana osoba.

To dobra metoda. Tomasz Lada jest sprawnym dziennikarzem i ma ucho do melodii opowieści, a to w pisarstwie najważniejsze. Bo przecież lata 1990-2000 to w polskiej fonografii dekada formatywna i niezwykle interesująca. To wtedy powstały takie wytwórnie, jak: Pomaton, Izabelin Studio, Zic Zac, MJM Music PL oraz BMG Poland. Powstały i upadły miesięczniki, które czytałem i nawet oprawiałem w roczniki (czym wskazuję, że ja również w tej recenzji nie jestem bezstronny), miesięcznik „Rock’n’Roll” (1990-1991), założony przez byłych dziennikarzy „Non Stopu”, miesięcznik „Brum” (1993-1999), pismo „Plastik” (1997-1999) i „Machina” (1995-2002).

Są oczywiście i pominięcia, które wiele mówią o samym autorze – najbardziej brakuje opisu świata związanego z „Tylko Rockiem”, magazynu założonego w 1991 roku przez Wiesława Weissa i Wiesława Królikowskiego, byłych dziennikarzy „Magazynu Muzycznego”, a w sekcji muzycznej dziurą zieje brak Liroy’a, czyli Piotra Krzysztofa Liroy-Marca, którego Alboom z 1995 roku sprzedał się w nakładzie przekraczającym 500 tysięcy egzemplarzy i osiągnął największy sukces komercyjny w historii polskiego hip-hopu. Jest tego więcej: Szwagierkolaska i Luksus (1995) czy Robert Chojnacki i Sax & Sex (1995).

‖ Kolejna petarda, wydany w 1993 roku debiut zespołu Hey – 400 000 sprzedanych egzemplarzy i poczwórna Platynowa płyta; w 2023 roku ukazała się limitowana wersja na LP – na czarnym i czerwonym winylu

Częściowo, jak się wydaje, odpowiadają za to sami zainteresowani. Autor przytacza krótkie listy wysyłane do wielu pierwszoplanowych postaci ówczesnego rynku muzycznego, które nie zgodziły się na wywiady. To, między innymi, Kuba Wojewódzki (wówczas redaktor naczelny miesięcznika „Brum” i dziennikarz radiowej Trójki) czy Katarzyna Kanclerz, współzałożycielka wytwórni Izabelin Studio, która przyczyniła się do sukcesów Hey’a, Edyty Bartosiewicz, Kasi Kowalskiej oraz Ich Troje. Nie znajdziemy w niej pikantnych szczegółów, nawet kiedy czytamy o relacjach między Anitą Lipnicką i Robertem Jansonem i o rozstaniu się piosenkarki z zespołem Various Manx.

Nie brakami ta książka jednak stoi, a pierwszą tak systematyczną próbą opisu rzeczywistości, która przecięła ścieżki – dosłownie – świata artystycznego biznesowego, nawet szemranych interesów. W złagodzonej formie, ale jednak, ukazuje kulisy powstawania wydawnictw, wybierania do nich artystów, współpracy z nimi itp. Poznajemy, z dzisiejszego punktu widzenia – patologiczne i nieetyczne, związki pism muzycznych z wydawnictwami i muzykami, ale – co ciekawe – tylko z punktu widzenia wydawnictw i dziennikarzy Jedynym muzykiem, który pojawia się tu często jest Marek Kościkiewicz, założyciel zespołu DeMono, ale i wydawnictwa Zig Zac.

W latach 90. XX wieku przełomem było to, że powstały profesjonalne wytwórnie płytowe, a także stacje radiowe, z RMF-em na czele. I choć wielu nie lubi tego czasu, kiedy rozejrzałem się po swojej płytotece, kiedy posłuchałem płyt zaproponowanych przez autora Wszystkiego jak leci… już na początku książki, z sugerującym jednoczesną lekturę i słuchanie tytułem Soundtrack, kiedy przypomniałem sobie koncerty, na których wówczas byłem, w tym Wilków w krakowskiej Hali Korony, kiedy to scena niemal utonęła pod rzucanymi na nią stanikami, kiedy to wszystko mi się w głowie wyświetliło, okazało się, że to była dobra dekada. Wręcz znakomita.

‖ Debiut Justyny Steczkowskiej zatytułowany Dziewczyna szamana z 1996 roku był też jej najlepszą płytą; napisany i wyprodukowany przez Grzegorza Ciechowskiego sprzedał się w 100 000 egzemplarzy

Lada oddaje jej honor, mimo że widać, że pop nie jest jego „bajką”. Chowa się za opowieściami ludzi związanymi z branżą, choć przecież pominięcie „Tylko Rocka”, w którym pracował, wiele mówi o nim samym. I o tym, że to jednak grząski temat i pewnych rzeczy nie chce rozgrzebywać. Podobnie zresztą, jak jego interlokutorzy. Kotwiczy z kolei całość w historii przez przypisy i przytaczane listy przebojów oraz nagrody branżowe.

Wydawcy jawią się w tej książce jako wielcy przyjaciele artystów, dla których stawali na głowie, a ci nie do końca byli im za to wdzięczni, magazynów, które wspaniale oddzielały świat prywatny od pracy, nawet kiedy imprezowali z muzykami i jeździli z nimi w trasy, a także radiostacje stojące za każdym sukcesem, dbający o wizerunek i dobrostan ludzi z którymi wydawcy podpisywali kontrakty. Kontrakty, dodajmy, wspaniałe i niezwykle szczodre.

Czytając Wszystkiego jak leci… wiemy, że to blaga. Ale blaga wspaniała, bo usłyszana w tak zwartej i długiej formie po raz pierwszy.

„…nawet jeśli wszystko zmyślone…”

A KSIĄŻKA Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000 naprawdę dobrze to pokazuje. Ma ona formę wypowiedzi ludzi związanych z branżą – wydawców, dziennikarzy muzycznych, promotorów – i jest podzielona na trzynaście rozdziałów, ze wspomnianym Soundtrackiem w roli intro oraz krótkim podsumowaniem karier w latach 2001-2025 jako outro. Daje to poczucie czytania kroniki – i o to chyba autorowi chodziło.

‖ Przypadek grupy Various Manx jest szczególny – zaczynała od muzyki instrumentalnej (kaseta), po na trzeciej płycie zatrudniła Anitę Lipnicką, która szybko wydała płytę solową, a następnie związała się z Johnem Porterem – a Robert Janson wynajmował kolejne wokalistki; album Emu (1994) sprzedał się w ponad 200 000 egzemplarzy (niektóre źródła podają nawet ponad 800 000), a płyta Elf (1995) osiągnęła sprzedaż ponad miliona egzemplarzy.

Jak nietrudno zauważyć, mamy tu nie dziesięć lat, a jedenaście, bo przecież zaczynamy w 1990, a kończymy w 2000, wraz z Ich Troje i Shazzą wychylając się nawet w rok 2001. Bo, jak to w opowieści, granice się rozmywają. Książka Tomasza Lady jest bowiem kroniką mówioną, to jest żywą. Jak mówiłem, jedną z jego ważnych umiejętności jest gawędziarstwo, bo tak to chyba trzeba nazwać. Mimo że to przecież nie on „mówi”, a „mówią” jego goście.

Oddając im głos odsuwa od siebie zarzuty o stronniczość. Wiemy, że jego gości enie do końca trzymają się faktów, że dbają o swój wizerunek i boją się wejść w zwarcie z innymi aktorami tego przedstawienia. Bo przecież niemal wszyscy są wciąż czynni zawodowo. Czym pozycja ta kotwiczyłaby w korpusie wydawnictw Czarnego obok wspomnianych wcześniej reportaży, obok – niebywałego – Monoloku Pawła Sołtysa, którym to wydawnictwo zainaugurowało 2026 rok.

Monolok jest traktatem o strzyżeniu włosów, jest również – zgoda z wydawnictwem – „liryczną balladą o świecie, który trwa jedynie w pamięci”, i pochwałą daru snucia opowieści. To nie narrator mówi, a mówią jego ustami opowieści jego klientów. „Bo – jak mówi autor – nawet jeśli wszystko zmyślone, to przecież zostało”. I tak też bym rozumiał rolę książki Tomasza Lady, jako próbę oswojenia rzeczywistości, nawet jeśli ta wyglądała trochę inaczej. A przy tym, co nie zawadza, doskonale się to czyta, jak dobry kryminał. Jedyne, czego mi zabrakło, naprawdę zabrakło, to indeksu rozmówców, wykonawców i płyt, bardzo by się to przydało. Polecam! ‖ WP

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio