pl | en

PRZEDWZM. GRAMOFONOWY MM/MC

ACCUPHASE
C-57

Producent: ACCUPHASE LABORATORY, Inc.
Cena (w czasie testu): 49 900 złotych

Kontakt: ACCUPHASE LABORATORY
2-14-10 Shin-ishikawa
Aoba-ku Yokohama, 225-8508 ⸜ JAPAN

www.ACCUPHASE.com
www.ACCUPHASE.pl

» MADE IN JAPAN

Do testu dostarczyła firma: NAUTILUS Dystrybucja


Test

tekst MAREK DYBA
zdjęcia Marek Dyba, Accuphase

No 261

16 stycznia 2026

ACCUPHASE to japoński producent audio, który zadebiutował na rynku w 1973 roku. Za sprawą kolejnych znakomicie zaprojektowanych i wykonanych oraz cechujących się charakterystycznym wyglądem urządzeń, przede wszystkim wzmacniaczy, przedwzmacniaczy liniowych oraz cyfrowych źródeł, marka ta zapracowała na swoją renomę, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i szanowanych na całym świecie. Tym razem sięgamy po najnowszy przedwzmacniacz gramofonowy Accuphase C-57.

JAPOŃSKIE FIRMY Z BRANŻY AUDIO można podzielić według klucza: mała, rzemieślnicza firma zatrudniająca kilka, góra kilkanaście osób, albo gigant stawiający na produkcję masową. Audiofilów interesują raczej te pierwsze, choć przecież i w systemach wysokiej klasy trafiają się produkty np. Yamahy, czy Technicsa, a kilka marek zaistniało pod skrzydłami gigantów (choć niekoniecznie branży audio).

Accuphase (czyli połączenie słów Accurate - dokładny, precyzyjny - i Phase - faza), firma założona w 1972 roku, jeszcze pod nazwą Kensonic, można ulokować pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Może raczej w tej pierwszej, ale raczej jako jedną z większych firm, do niej należących. Dlatego właśnie oferta tego producenta jest całkiem spora, większa niż innych ‘małych’ producentów.

Oparto ją przede wszystkim na wzmacniaczach (końcówkach mocy i wzmacniaczach zintegrowanych), przedwzmacniaczach liniowych i źródłach cyfrowych. Można jednakowoż znaleźć w niej również kable, kondycjonery sieciowe, korektory akustyki, tuner radiowy FM (!), a także – i tu dochodzimy do interesującej nas części – propozycji dla fanów czarnej płyty, przedwzmacniaczy oraz wkładek gramofonowych. Ale zazwyczaj ograniczonej do pojedynczych modeli w danym czasie.

Coś dla winylowców

DZIŚ WINYLOWCY mogą sięgnąć po jeden model wkładki gramofonowej (typu MC), czyli AC-6 oraz jeden wolnostojący przedwzmacniacz gramofonowy, czyli testowany C-57. Dostępne są również moduły przedwzmacniaczy gramofonowych, które można instalować w wybranych modelach przedwzmacniaczy liniowych i wzmacniaczy zintegrowanych, ale to „dodatki”, a nie pełnoprawne urządzenia.

Obydwa te produkty są bezpośrednimi następcami swoich poprzedników, jako że jedną z cech charakteryzujących Accuphase jest nieustanna ewolucja oferty. Istniejące modele są poprawiane, udoskonalane, wprowadzane są nowe rozwiązania, a gdy razem dają one istotną poprawę parametrów i brzmienia, nowy model zastępuje poprzedni.

W Accuphase wszystko zaczęło się już w 1979 roku od modelu C-7. Warto zajrzeć na stronę producenta z historycznymi produktami, bo można tam zobaczyć nie tylko ile modeli pojawiło się na przestrzeni ponad pół wieku istnienia marki, ale i to, że nie zawsze wyglądały tak jak dziś. C-7 jest tego doskonałym przykładem; więcej → TUTAJ. Wprowadzony pięć lat później następca, C-17, już zdecydowanie bardziej przypominał dizajnem to, co doskonale znamy dziś; więcej → TUTAJ.

Na kolejny przedwzmacniacz gramofonowy od tego japońskiego producenta czekaliśmy aż do 2008 roku, kiedy to na rynek trafił model C-27; więcej → TUTAJ. Dizajn tego urządzenia każda osoba, która miała okazję zobaczyć dowolne urządzenie Accuphase rozpoznałaby natychmiast. C-37 pojawił się w roku 2014, a w 2020. zastąpił go C-47. Ten ostatni był pierwszym przedwzmacniaczem gramofonowym Accuphase, jaki miałem okazję testować, choć dopiero w ubiegłym roku; test → TUTAJ.

W 2025 roku, czyli znowu sześć lat po poprzedniku, nastąpiła premiera następcy, zgodnie z firmową regułą oznaczonego symbolem C-57. Konsekwentne numerowanie kolejnych generacji danego urządzenia potwierdza filozofię firmy: zmiany są ewolucyjne, a nie rewolucyjne. Kilka rzeczy zmieniono, dopracowano, wykorzystano również rozwiązania opracowane na potrzeby innych urządzeń i suma owych wszystkich ulepszeń dała na tyle znaczącą poprawę parametrów i brzmienia, że należało je wyrazić poprzez wprowadzenie nowego modelu.

Nie bez przyczyny dwa razy wspomniałem o poprawie zarówno parametrów, jak i brzmienia nowych modeli. To drugie wynika oczywiście, przynajmniej w części, z tego pierwszego. A to pierwsze jest dla inżynierów Accuphase’a bardzo ważne, niezależnie od tego, czy projektują nowy wzmacniacz, przedwzmacniacz liniowy, czy gramofonowy. Wiele razy słyszałem dyskusje na temat tego, czy zakup nowej wersji tego, czy innego urządzenia tej japońskiej marki „ma sens”. Odpowiedź najczęściej (nie zawsze, bo na przestrzeni lat charakter brzmienia Accuphase'ów czasem zmieniał się dość znacząco, przynajmniej wzmacniaczy) jest taka sama – przeskok o jedną generację nie daje wielkiej poprawy jakości dźwięku.

Poprawa zawsze (oczywiście mówię jedynie o własnych doświadczeniach) jest – mniejsza lub większa, ale jest. Czy dla fana marki jest warta zmiany urządzenia co generację? To już kwestia indywidualna i, mówiąc szczerze, pewnie co generację nie. Ale skoro producent może zaproponować urządzenie lepsze, zwykle w niewiele wyższej cenie (C-47 kosztował ledwie dwa tysiące złotych mniej!), to dlaczego nie miałby tego robić?

Dział R&D (badań i rozwoju) jest ważnym, kluczowym wręcz elementem działalności firmy Accuphase, a dążenie do doskonałości jest przecież kwintesencją audiofilów. Firma nieustannie więc do niej dąży, a jako fani perfekcjonistycznego audio powinniśmy się z tego cieszyć i gorąco to dążenie wspierać.

Accuphase C-57

Z ZEWNĄTRZ C-57 to typowy Accuphase. To perfekcyjnie wykonane i wykończone, a przez to niezwykle eleganckie urządzenie. Słowem – klasyczny przedstawiciel tej marki ze złotym frontem, metalowymi przyciskami i gałkami w tym samym kolorze oraz doskonale znanymi fanom marki (i nie tylko) drewnianymi boczkami. Całość stoi na czterech elegancki nóżkach antywibracyjnych. Nie jestem fanem złotego koloru, ale urządzenia tej firmy zawsze mi się podobały i to się nie zmieniło.

FUNKCJONALNOŚĆ • Rzucającą się w oczy różnicą w porównaniu do poprzedniego modelu, jest obecność dwóch, zamiast jednej, gałek. W C-47 użytkownik dostawał do dyspozycji sześć manipulatorów, podobnie jest teraz. Bez zmian pozostały trzy przyciski – włącznik zasilania (poniżej lewej gałki), a także dwa, które wcześniej też znajdowały się w dolnej środkowej części przedniej ścianki, czyli ‘gain’ (wzmocnienie) i ‘filter’ (czyli filtr subsoniczny odcinający częstotliwości poniżej 20 Hz.

Trzeci przycisk przejął funkcję małego pokrętła pozwalając wybrać rodzaj używanej wkładki (MM lub MC). Lewa gałka (zamiast prawej) to selektor wejść, a prawa daje dostęp do wyboru impedancji obciążenia wybranego wejścia, co wcześniej obsługiwało się drugą małą gałką. Pośrodku frontu znajduje się duże „okienko”, za którym, po prawej stronie kryje się jedyny malutki wyświetlacz, który pokazuje wartość wybranej impedancji obciążenia wejścia, które w danym momencie wybraliśmy.

Jest tam również, jak zawsze, podświetlone na zielono firmowe logo Accuphase’a, a po lewej stronie zlokalizowano trzy diody, które, gdy są podświetlone na czerwono, pokazują stan funkcji obsługiwanej przez jeden z trzech przycisków. Jeśli wybierzemy wkładkę MC zaświeci się dioda nad napisem MC/MM, podobnie jeśli wybierzemy wysokie wzmocnienie („gain”), tudzież włączymy filtr subsoniczny. Cyfry określające impedancję, podobnie jak opisy pod diodami, są w kolorze bursztynowym. Dodam jeszcze, że położenie każdej z gałek określa natomiast czerwona dioda.

Tył urządzenia, jak na przedwzmacniacz gramofonowy, jest niezwykle „bogaty”. Użytkownik dostaje bowiem do dyspozycji aż trzy wejścia liniowe z gniazdami RCA, a dodatkowo wejście zbalansowane XLR. W teorii więc można jednocześnie podłączyć nawet cztery wkładki, zakładając oczywiście, że trzy z nich podłączymy kablami niezbalansowanymi, a jedno zbalansowanym. Każdemu wejściu towarzyszy zacisk uziemienia, acz jak zaznacza producent, w przypadku połączenia zbalansowanego w większości przypadków nie będzie on potrzebny (podłączamy kabel uziemienia tylko, jeśli bez niego słychać tzw. „hum”).

Do dyspozycji dostajemy również dwa wyjścia - zbalansowane (XLR) i niezbalansowane (RCA). W ich przypadku wyraźnie się podkreśla, że nie należy korzystać z obu jednocześnie. Temu pierwszemu towarzyszy przełącznik pozwalający zmienić konfigurację pinów. Ostatnim elementem jest gniazdo zasilania (IEC). W zestawie z urządzeniem dostajemy kabel zasilający oraz interkonekt RCA, oba firmowane przez Accuphase.

TECHNIKA • Zacząłem opis od tego, co widać gołym okiem. A co podkreśla producent? Podobnie jak w przypadku poprzednika, swój opis zaczyna od podkreślenia, iż jest to konstrukcja w pełni, od wejścia do wyjścia, zbalansowana.

Pisałem o tym okazji C-47, powtórzę raz jeszcze – w pełni zbalansowana konstrukcja przedwzmacniacza gramofonowego nie jest zbyt często spotykana. Sygnał z wkładki, nawet MC, nie jest tak naprawdę symetryczny, więc część konstruktorów uważa, że nie ma powodu komplikować konstrukcji przedwzmacniacza, Jednak inżynierowie Accuphase’a (i nie tylko) konsekwentnie stawiają na to rozwiązanie, bo, m.in., pozwala to poprawić parametry sygnału. Jeśli więc używacie w pełni zbalansowanego systemu ta cecha C-57, plus możliwość współpracy z dowolną wkładką typu MM i MC, będzie przemawiać za jego wyborem.

Producent podkreśla, że w C-57 wykorzystał rozwiązania i patenty zaczerpnięte z przedwzmacniacza liniowego C-3900 i wzmacniacza zintegrowanego E-800S. Wewnętrzna konstrukcja to pełne dual-mono z niezależnymi płytkami dla lewego i prawego kanału oraz zasilaczem o ultraniskim poziomie szumów. W tym ostatnim pracują dwa wysokiej klasy transformatory toroidalne uzupełnione ośmioma kondensatorami o łącznej pojemności 15 000 μF oraz stabilizatorami napięcia.

Korekcja RIAA odbywa się z charakterystyczną dla Accuphase bardzo wysoką precyzją sięgającą ±0,3 dB (w paśmie od 10 Hz do 20 kHz zarówno dla wkładek MM, jak i MC). W stopniu wzmocnienia sygnału dla wkładek MC pracuje osiem niskoszumnych tranzystorów bipolarnych. Dodatkowo, po raz pierwszy w tego typu urządzeniu, producent zastosował układ sprzężenia prądowego z firmową redukcją szumów ANCC. W sekcji dla wkładek MM pracują trzy niskoszumne J-FET-y ze sprzężeniem prądowym, ale bez ANCC.

Jak mówiliśmy, C-57 oferuje cztery wejścia i ustawienia są zapamiętywane osobno dla każdego z nich. Dla wszystkich wejść możemy zastosować filtr subsoniczny (10 Hz/12 dB/oktawę), ustawić obciążenie - dla wkładek MC dostępne są następujące wartości: 10/30/100/300/1000 Ω, a dla MM: 1/47/100 kΩ. Wartości gainu (wzmocnienia) wynoszą natomiast: dla MC: 64 dB, dla MM: 34 dB, natomiast po wyborze trybu „High” są zwiększane do, odpowiednio, 70 dB i 40 dB.

Wszystkie te wartości są tak naprawdę wystarczające dla każdej możliwej do wyobrażenia wkładki. Jedynie fani konstrukcji typu Moving Magnet mogliby sobie życzyć możliwości wyboru pojemności wejściowej, zakładam jednakże, że użytkownikami przedwzmacniacza za pięćdziesiąt tysięcy złotych polskich będą raczej właściciele wkładek MC, a oni dostają urządzenie kompletne.

ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Przedwzmacniacz gramofonowy Accuphase C-57 był testowany w moim systemie referencyjnym. Wraz z gramofonem (acz na osobnej półce rzecz jasna) stał na stoliku Rogoz Audio 3RP3/BBS, a w pewnym momencie dodatkowo na nóżkach Omex Symphony 3S.

Źródłem sygnału był gramofon J.Sikora Standard Max z dwoma ramionami tegoż producenta. W główce KV12 Max pracował moja zaufana wkładka Air Tight PC-3, a w 9-calowym, czyli wyraźnie lżejszym ramieniu Janusza Sikory, zamontowałem Le Son LS10 Mk II. Opcjonalnym źródłem sygnału był testowany w poprzednim miesiącu gramofon Transrotor Strato z firmowym ramieniem TRA 9 i wkładką Figaro MC.

Sygnał do testowanego przedwzmacniacza trafiał własnymi niezbalansowanymi (!) kablami obu ramion – okablowanie pochodzi z firmy Soyaton, to pozłacana miedź, gwoli przypomnienia – a dalej biegł (niezbalansowanym) interkonektem Bastanis Imperial trafiając do wzmacniacza zintegrowanego GrandiNote Shinai. Ten z kolei napędzał w głównej części testu kolumny MACH 4 tego samego producenta, a pod koniec testu także Fram Arte Noire, czyli rodzime, 3-drożne monitory. Sygnał do kolumn trafiał z pośrednictwem kabla głośnikowego Soyaton Benchmark mk2. Accuphase C-57 porównywałem do moich dwóch przedwzmacniaczy, czyli GrandiNote Celio MK IV i ESELab Nibiru V5.

MOJE DWA PRZEDWZMACNIACZE GRAMOFONOWE, oba tranzystorowe, oba sporo tańsze niż testowany C-57, są znakomite i to mimo tego, że znacząco różnią się charakterem brzmienia. Na początku odsłuchów, co nie było wielkim zaskoczeniem zważywszy na doświadczenia z poprzednikiem tego modelu, czyli C-47, było dla mnie jasne, że nowy przedwzmacniacz Accuphase’a brzmi bardziej jak GrandiNote, niż ESELabs. Im dłużej go jednakże słuchałem tym bliższa była mi idea ulokowania go (raz jeszcze powtórzę – w zakresie charakteru brzmienia) gdzieś pomiędzy nimi, co już było pewną zmianą w porównaniu do poprzednika.

Nibiru jest bardziej neutralny, chłodniejszy, stawia na pierwszym miejscu klarowność, szybkość i rozdzielczość. GrandiNote gra cieplej, gęściej, rozdzielczość też jest znakomita, ale z niej wynika tu nieco ciemniejsze granie. Z Accuphase C-57 na tych samych płytach słyszałem połączenie gęstości z doskonałą przejrzystością, czystość i nasycenie, bardzo dużą ilość informacji, acz podanych jako wybitnie spójna, gładka, płynna całość.

Jak to czasem nazywam, testowane urządzenie doskonale łączy naturalność z neutralnością, serwując muzykę w sposób precyzyjny, wierny, ale absolutnie niemęczący i wielce angażujący. Nuda (pojawiająca się niebywale rzadko) bądź jej brak wynikają z nagrań, a nie ich interpretacji przez japońskie urządzenie i nie mają nic wspólnego z tempem, czy energią muzyki, a jedynie z jakością jej wykonania, a w mniejszym stopniu nagrania/wydania.

Dlatego właśnie spokojna, momentami wręcz liryczna płyta Komeda Ahead tak właśnie zabrzmiała. Ciepły, głęboki, oszczędny, ale gdy trzeba potężny kontrabas, dźwięczne, mocne, chwilami wręcz nieco ostre blachy szeroko rozłożone na scenie, zlokalizowane wyraźnie za pozostałymi instrumentami, wsparte sprężystymi bębnami i w końcu umieszczony gdzieś po środku, w każdym tego słowa znaczeniu, wibrafon tworzyły nastrojowe, ale jakże ciekawe widowisko.

Choć płytki wibrafonu są metalowe (a nie drewniane, jak ksylofonu), to jego brzmienie wcale nie jest na tym krążku tak oczywiście „metalowe”, co C-57 pokazał bezbłędnie. Accuphase świetnie oddał charakter, barwę i fakturę każdego z tych instrumentów i połączył wydobywane z nich dźwięki w kapitalnie spójną, naturalnie ciepłą, doskonale płynną całość. Wszystko to składało się na granie mocno angażujące i klimatyczne.

Choć sama muzyka mogłaby to sugerować, to brzmienie serwowane przez Accuphase’a bynajmniej nie mogło mi służyć jako tło dla innych czynności. Ono wręcz domagało się skupienia na tym, co rozgrywało się na scenie budowanej od linii łączącej kolumny i rozbudowywanej daleko w głąb za nią. Bo choć w tym przypadku grały zaledwie trzy instrumenty, to przecież scenę budują także odbicia i pogłos, których na płycie jest sporo i które zostały bardzo dobrze oddane.

Ów angażujący sposób grania wynikał zarówno z opisanych już cech, w tym przekonującego budowania niewielkiej, ale trójwymiarowej przestrzeni sceny, jak i dużych, namacalnych źródeł pozornych. Takie granie można było nazwać „elektrycznym”, choć to przecież same akustyczne instrumenty. Rzecz bowiem nie tyle w sposobie wzmocnienia (i kształtowania) sygnału każdego z nich, ale raczej świetnej mikro- i makrodynamice, nasyceniu prezentacji ogromną ilością dobrze różnicowanych informacji, a także kreowaniu wysoce-emocjonalnej atmosfery przyciągającej uwagę słuchacza nawet na długich dystansach, a i mi kojarzącej się z doświadczeniami koncertowymi.

Słuchając płyty THE O-ZONE PERCUSSION GROUP zatytułowanej po prostu The Percussion Record na skali podobieństwa (charakteru) tym razem Accuphase przesunął się nieco w stronię Celio Mk IV. Nibiru jest piekielnie szybki, potrafi doskonale oddać błyskawiczność ataku (uderzeń pałeczek) w odpowiednio twardy (ale nie utwardzony) sposób. GrandiNote i Accuphase sprawiają wrażenie, jakby nie były aż tak szybkie, ale za to każde uderzenie ma większą moc i wagę. Najwyraźniej słychać to w najniższym zakresie, gdzie uderzenia w wielkie kotły na tej płycie z C-57 były równie potężne jak z każdym, nawet sporo jeszcze droższym przedwzmacniaczem gramofonowym jaki znam.

Na górze pasma, bo jest tu także mnóstwo metalowych instrumentów perkusyjnych, Accuphase z kolei przypominał bardziej ESELabs znakomicie oddając dźwięczność i energię tych dźwięków i znakomicie je różnicując. Przy tym, nawet te najbardziej energetyczne dźwięki, balansujące na granicy jasności i ostrości, z japońskim przedwzmacniaczem były odrobinę, naprawdę ciut, ciut, słodsze/łagodniejsze.

Rzecz, jak mi się wydaje, w większym dociążeniu wysokich tonów, które dzięki temu brzmiały jeszcze pełniej, a co za tym idzie mniej agresywnie. A mimo tego żywo, świeżo i energetycznie, doskonale uzupełniając wszystko to, co działo się w paśmie poniżej. W rezultacie było to wysokooktanowe granie, które (znowu!) bez chwili przerwy przyciągało moją uwagę i utrzymywało ją w stanie wysokiej gotowości od pierwszej do ostatniej nuty.

Na tym etapie odsłuchów miałem już przeczucie, graniczące z pewnością, że Accuphase C-57 to doskonały partner dla fana bluesa. Już pierwsze takty krążka RAY’a GAINSA I Got The T-Bone Walker Blues to potwierdziły. Jak na płytę bluesową jest to krążek nagrany relatywnie jasno i rzecz nie tylko w fantastycznie brzmiącej, „kąsającej” w uszy trąbce. I choć ta cecha była dla mnie z C-57 (nomen omen) jasna od początku, to ani przez moment nie odbierałem tej prezentacji jako rozjaśnionej, wyostrzonej, czy odchudzonej, a po prostu jako świadomie wybraną i doskonale zrealizowaną, a przez testowane urządzenie oddanej, koncepcję albumu. Koncepcję, dzięki której muzyka brzmiała świeżo i energetycznie.

A przy tym, testowany przedwzmacniacz gramofonowy Accuphase doskonale prowadził kluczowe w bluesie tempo i rytm, a i do timingu nie dało się przyczepić. Oprócz owej naprawdę kapitalnie brzmiącej, otwartej, naturalnie agresywnej trąbki, drugim fantastycznym składnikiem prezentacji był wokal, co zresztą potwierdzały wszystkie kolejne płyty, na których znalazły się ludzkie głosy. Nie chodzi o to, że wokal na tej płycie jako taki jest superwybitny, ale o jego naturalność, wysoką ekspresyjność i tzw. obecność na wyciągnięcie ręki.

Na tej płycie (to znowu jej indywidualna cecha) wszystko rozgrywa się blisko słuchacza, jest duże, namacalne i wciągające. Tak właśnie przedstawił to C-57 sprawiając, że wyciągnąłem z półek kilka następnych krążków bluesowych i każdy potwierdzał, że to urządzenie, które „czuje bluesa”. Co ważne, Accuphase równie dobrze jak esencję muzyki i związane z nią emocje, pokazywał jakość realizacji i wydań, a te nie zawsze były tak doskonałe, jak na pierwszym krążku wydanym przez Groove Note Records.

Jest to więc urządzenie, które bardzo dobrze różnicuje płyty, ale jednocześnie nie jest bezwzględne dla tych nie-topowej jakości. Z tych najlepszych wydobywa (zakładając, że za odczyt informacji z rowków odpowiada odpowiednio dobra igła) wszystko to, co w nich zapisano, z tych nieco gorszych nadal potrafi wydobyć muzykę i emocje lepiej niż wielu konkurentów. Różnicowanie jest więc bardzo dobre, ale bez eksponowania słabości realizacji. Nie jest to więc jedno z tych urządzeń, które zmuszą Was do wyrzucenia połowy kolekcji - każdej ciekawej, dobrej muzycznie płyty posłuchacie z przyjemnością, chyba że płyta jest bardzo źle wydana, albo w bardzo złym stanie.

Dzięki temu i ja, szukając kolejnych płyt do posłuchania, nie musiałem sięgać jedynie do „audiofilskich” półek. Wybierałem to, na co przyszła mi ochota i co miało mi pokazać, co testowane urządzenie potrafi. Także gdy przyszło do nieco cięższych brzmień. Zagrał dla mnie choćby DAVID GILMOUR ze starszego krążka On An Island, później PETER GABRIEL z New Blood, a w końcu i jedyne w swoim rodzaju AC/DC z krążka Live.

Te dwie pierwsze płyty oferują dobrą jakość dźwięku, co C-57 bez problemu pokazał, podobnie jak dynamikę i energię tej muzyki, świetnie brzmiące wokale, czy gitary elektryczne, albo piękny saksofon na płycie Gilmoura. Japoński przedwzmacniacz pięknie budował klimat nagrań, a nawet trójwymiarową, wieloplanową przestrzeń, choć ta nie jest ich najmocniejszą stroną. To było bardzo dobre i, znowu muszę użyć tego określenia, angażujące granie.

W obu przypadkach mówimy jednakże o dość spokojnej muzyce rockowej. AC/DC to oczywiście inna bajka. Nie dość, że jakość realizacji jest dużo słabsza, to jest to granie live, wysokooktanowe, cięższe, często nieco wręcz agresywne, drapieżne. Mówiąc szczerze, choć Accuphase kolejny raz pokazał, że przy krążkach niższej jakości nie skupia się na ich wadach, ale raczej na muzyce i było w tym graniu dużo energii, dobra dynamika (na ile nagranie pozwalało) i wokale, to jednocześnie nieco tu owej agresji i surowości brzmienia, które są ważnymi elementami muzyki „Kangurów”, brakowało.

To nadal było dobre granie, ale nie tak przekonujące, nie tak „rockowe”, jak choćby z Nibiru. Co tylko potwierdza, że nie ma urządzeń audio w stu procentach uniwersalnych. Z drugiej strony z kilkoma jeszcze sporo droższymi przedwzmacniaczami AC/DC w ogóle nie byłem w stanie słuchać, bo każda możliwa słabość była maksymalnie eksponowana. W efekcie dostawałem więc nieprzyjemny dla ucha zbyt agresywny chaos. Z Accuphase AC/DC, Aerosmith, czy Guns’n’Roses słuchałem mając dużą frajdę, a te dobre rockowe realizacje - Pink Floyd, Led Zeppelin - brzmiały świetnie.

Na koniec sięgnąłem po nieco klasyki w postaci kilku ulubionych oper. Już uwertura do Wesela Figara Mozarta pokazała, że japońskie urządzenie potrafi zagrać z rozmachem, umie też oddać skalę i potęgę orkiestry (z poprawką na możliwości domowego systemu, rzecz jasna) i że jest to granie nasycone energią, swobodne, a jednocześnie dobrze kontrolowane. Orkiestra grała szeroko i wieloplanowo, ale gdy tylko pojawili się śpiewacy, wycofała się z wiodącej roli i to ci ostatni wyszli na pierwszy plan.

C-57 kolejny raz potwierdził, że wokale z jego pomocą brzmią doskonale, prawdziwie i bardzo, ale to bardzo ekspresyjnie, a to przecież klucz do opowiadania historii, zwłaszcza gdy mając do dyspozycji wyłącznie dźwięk, musi on zastąpić nam także wrażenia wizualne. Przedwzmacniacz Accuphase potrafił zachować odpowiednie proporcje między muzycznym tłem, a pierwszoplanowymi wokalistami, potęgą orkiestry, a klarownością wokali, rozgrywająca się akcję pokazując na wielkiej, głębokiej scenie, czego najlepszym dowodem był odsłuch mojej ukochanej Carmen Bizeta.

Podsumowanie

NIEKTÓRE Z TOPOWYCH przedwzmacniaczy gramofonowych mają jakieś szczególne, łatwe do zapamiętania wyróżniki. Jednak większość, do której należy Accuphase C-57, gra nieefekciarsko, równo i kompletnie, czyli w sposób, którego docenienie wymaga nieco dłuższego czasu.

Dajcie nowemu przedwzmacniaczowi japońskiego producenta taką szansę, a ono odpłaci się wam niezwykle wyrafinowanym, wysoce kulturalnym, kapitalnie rozdzielczym, przestrzennym, gęstym, ale i klarownym, ale przede wszystkim niebywale spójnym, płynnym i naturalnym brzmieniem, które zapewni wam wiele godzin ekscytujących wrażeń muzycznych.

Accuphase C-57 to piękna i doskonale grająca maszyna, której nie da się nie lubić! Nie podejmuję się ocenić o ile lepszy jest C-57 od poprzednika, ale na ile pamięć mi służy nowy model daje wyraźną poprawę, a przynajmniej podobał mi się jeszcze bardziej, choć kosztuje niemal tyle samo.

Dane techniczne (wg producenta)

Precyzja RIAA: MC (10 – 20 000 Hz): ±0,3 dB, MM (10 – 20 000 Hz): ±0,3 dB
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): 0.005 %
Wzmocnienie: GAIN OFF (Normal): MC: 64 dB, MM: 34 dB, GAIN HIGH: MC: 70 dB, MM: 40 dB
Czułość wejściowa (1 kHz, 2 V): MC: 64 dB: 1,26 mV, 70 dB: 0,63 mV, MM: 34 dB: 40 mV, 40 dB: 20 mV
Maksymalne napięcie wyjściowe: 8 V
Maksymalne napięcie wejściowe (1 kHz, THD 0.005%): MC: 64 dB: 5,7 mV, 70 dB: 2,9 mV, MM: 34 dB: 180 mV, 40 dB: 90 mV
Impedancja wejściowa: MC: 10/30/100/300/1000 Ω, MM: 1/47/100 kΩ
Napięcie wyjściowe: XLR: 2 V/50 Ω, RCA: 2 V/50 Ω
Filtr subsoniczny: 10 Hz: -12 dB/oktawę
Zasilanie: AC 230 V, 50 Hz
Pobór mocy: 22 W
Wymiary: 465 × 114 × 407 mm
Waga:14,8 kg

Dystrybucja w Polsce

NAUTILUS Dystrybucja

ul. Malborska 24
30-646 Kraków ⸜ POLSKA

NAUTILUS.net.pl

»«

Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ.

www.AIAP-online.org

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl


System referencyjny 2026

ŹRÓDŁA CYFROWE

1. Pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10
• karty JCAT XE USB i JCAT NET XE recenzje › TUTAJ + zasilacz Ferrum HYPSOS SIGNATURE recenzja › TUTAJ
• JCAT USB ISOLATOR, optyczny izolator LAN + zasilacz liniowy KECES P8 (mono)
• przełącznik LAN: Silent Angel BONN N8 recenzja › TUTAJ + zasilacz liniowy Forester recenzja › TUTAJ

2. Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr PACIFIC recenzja › TUTAJ + Ideon Audio 3R Master Time recenzja › TUTAJ

ŹRÓDŁO ANALOGOWE

1. Gramofon J.Sikora STANDARD w wersji MAX recenzja › TUTAJ
• ramię J.Sikora KV12
• wkładka Air Tight PC-3

2. Przedwzmacniacze gramofonowe:
• ESE Labs NIBIRU V 5 recenzja › TUTAJ
• Grandinote CELIO Mk IV recenzja › TUTAJ

WZMACNIACZ

1. Wzmacniacz zintegrowany GrandiNote SHINAI recenzja › TUTAJ

2. Wzmacniacz zintegrowany ArtAudio SYMPHONY II (modyfikowany)

3. Przedwzmacniacz liniowy AudiaFlight FLS1 recenzja › TUTAJ

KOLUMNY

1. GrandiNote MACH4 recenzja › TUTAJ

2. Ubiq Audio MODEL ONE DUELUND EDITION recenzja › TUTAJ

OKABLOWANIE

1. Interkonekty analogowe:
• Hijiri MILLION KIWAMI
• Bastanis IMPERIAL x 2 recenzja › TUTAJ
• Hijiri HCI-20
• TelluriumQ ULTRA BLACK
• KBL Sound ZODIAC XLR

2. Interkonekty cyfrowe:
• David Laboga EXPRESSION EMERALD USB x 2 recenzja › TUTAJ
• David Laboga DIGITAL SOUND WAVE SAPPHIRE x 2 recenzja › TUTAJ

3. Kable głośnikowe:
• LessLoss ANCHORWAVE

4. Kable zasilające:
LessLoss DFPC SIGNATURE, Gigawatt LC-3 recenzja › TUTAJ

ZASILANIE

1. Kondycjoner Gigawatt PC-3 SE EVO+ recenzja › TUTAJ

2. Kabel zasilający AC Gigawatt PF-2 Mk 2

3. Dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y

4. Gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R)

ANTYWIBRACJA

1. Stoliki:
• Base VI
• Rogoz Audio 3RP3/BBS

2. Akcesoria antywibracyjne
• platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16
• nóżki antywibracyjne ROGOZ AUDIO BW40MKII
• nóżki antywibracyjne Franc Accessories CERAMIC DISC SLIM FOOT
• nóżki antywibracyjne Graphite Audio IC-35 recenzja › TUTAJ i CIS-35 recenzja › TUTAJ