
Kolumny podłogowe Bastanis MATTERHORN Cena testowanej wersji (w Niemczech): 4400 EUR Producent: Bastanis Kontakt: Robert Bastani ǀ Schloss Str. 44a ǀ 55296 Lörzweiler Niemcy tel.: +49(0)178-7117925 e-mail: info@bastanis.com Strona producenta: www.bastanis.com Kraj pochodzenia: Niemcy Produkty do testu dostarczyła firma: Bastanis Tekst: Marek Dyba Zdjęcia: Marek Dyba |

Data publikacji: 16. czerwca 2012, No. 98 |
![]() |
Firma Bastanis jest, o ile mi wiadomo, kompletnie na Polskim rynku nieznana. A przynajmniej na rynku produktów gotowych, bo parę wzmianek o projektach tej firmy znalazłem tylko na forach DIY. Co więcej jeszcze rok temu i ja o niej nie słyszałem. Wszystko zaczęło się dla mnie, od... ramienia gramofonowego TransFi. ![]() Produkty niemieckiej firmy są dość specyficzne (tak jak ramię i gramofon Vica) – to przede wszystkim kolumny typu otwarta odgroda i tuby. Tak więc musiałem się tymi produktami zainteresować – sam w końcu od ładnych kilku lat posiadam tuby, a odgrody to moje marzenie, realizowane obecnie po części dzięki JAF-om Bombard, ale nie do zrealizowania w „klasycznej” formie w moim pokoju (z braku miejsca). Gdyby do zainteresowania mnie nie wystarczyłaby informacja o tubach i odgrodach, to musiałbym się kolumnami Bastanis zainteresować po przeczytaniu, że Robert Bastani stosuje w swoich kolumnach głośniki o dużych średnicach – 10, 15, a nawet 18 cali. Dodajmy do tego, iż zachwala także dipolowe moduły basowe do swoich odgród, dipolowe tweetery, sprzedaje gotowe produkty, ale także, kosztujące odpowiednio mniej, kity dające nabywcy radość z włożenia własnej pracy w powstanie kolumn i mamy mniej więcej obraz firmy, którą musiałem się zainteresować. To zapewne nie jest dźwięk dla każdego, ale u kogoś, kto lubi tuby/odgrody i duże głośniki basowe same opisy wywołują chęć posłuchania tych konstrukcji. Po wymianie informacji z Viciem poszukałem także informacji w sieci i dość szybko znalazłem recenzje na znanych portalach audio (głównie w USA i w Niemczech) oraz stwierdziłem (ze zdziwieniem, bo wcześniej nie zwróciłem na to uwagi), że kilku recenzentów używa kolumn Bastanis (może nie ci z „najgłośniejszymi” nazwiskami, ale jednak) w swoich systemach odniesienia. ODSŁUCH Płyty użyte do odsłuchu (wybór):
![]() Kolumny dotarły do mnie bodaj dwa dni przed długim majowym weekendem i z założenia miałem zacząć ich słuchać dopiero po powrocie z kilkudniowego odpoczynku. Tylko jak je już (z pomocą kuriera – jeszcze raz wielkie dzięki!!!) wtargałem, po czym zreanimowałem się domowymi sposobami, to stwierdziłem, że nie mogę czekać aż tyle, żeby dowiedzieć się jak to gra. Oczywiście zapewne w grę wchodził w pewnym stopniu czynnik, powiedzmy, fizjologiczny – na pewno byłem w zdecydowanie lepszej formie fizycznej i psychicznej po tygodniu w górach, a to bez wątpienia miało wpływ na bardziej pozytywny odbiór świata, z muzyką włącznie. Niemniej im dłużej słuchałem tym wyżej unosiłem brwi, dziwiąc się jak znakomicie to brzmi i to z tranzystorem! I jak... Nietubowo. W przypadku Matterhornów dostajemy na dobrą sprawę pełnopasmowe kolumny (producent nie podaje co prawda pasma przenoszenia, ale żadnych braków ani basu, ani góry nie stwierdziłem), które świetnie brzmią z tranzystorem, a dodatkowo ich cena nie zwala z nóg. Nie kosztuje to mało, ale 4400 euro w świecie audio nie jest też szokującą kwotą. Poza tym Robert Bastani daje swoim klientom drugą opcję – kit do samodzielnego złożenia, skierowaną do osób, które mają nieco mniejszy budżet na zakup kolumn, albo po prostu chcą poczuć dreszczyk emocji związany z własnoręcznym „wykonaniem” kolumn. Zwłaszcza ten ostatni aspekt może być dla wielu osób atrakcyjny. To taka namiastka DIY – wiem, że nie wszyscy mają takie potrzeby/możliwości/umiejętności (niepotrzebne skreślić), ale proszę mi wierzyć (a mówi to osoba, która, ku własnemu ubolewaniu, nie ma ani czasu ani umiejętności potrzebnych do budowy własnego sprzętu), że nawet prosta czynność wykonana przy własnym systemie (w moim przypadku np. dwukrotna wymiana przetworników w tubach) potrafi dać ów dreszczyk emocji, gdy w końcu sprzęt się włącza i okazuje się, że to gra i to świetnie! Satysfakcja jest ogromna, a na dodatek pozwala to lepiej zrozumieć twórców sprzętu, którzy traktują swoje produkty niemal jak własne dzieci. I się im nie dziwię – skoro w miarę prosta wymiana przetwornika w kolumnach może dać tyle satysfakcji, to co dopiero stworzenie czegoś od podstaw. Wracając do rzeczy. Matterhorny to także spełnienie mojego marzenia o kolumnach z dużym przetwornikiem basowym. Efekty współczesnej mody na tworzenie kolumn z wąskim frontami, czyli ciągła walka o zmniejszanie średnicy stosowanych przetworników, bywają co prawda dobre, a nawet bardzo dobre, ale i tak uważam, że z dużego woofera uzyskuje się, może mniej efektowny, ale za to bardziej naturalny bas. Podkreślam, że to moje zdanie, którego absolutnie nie zamierzam nikomu narzucać jako jedynie słusznego. W przypadku Matterhornów jednakże duży, 15-calowy głośnik nie jest klasycznym wooferem niskotonowym, ale raczej głośnikiem szerokopasmowym, który odtwarza wszystko, od samego dołu do, circa, 6 kHz. ![]() Kolumny są ciężkie – 50 kg każda – to robi wrażenie, zwłaszcza jeśli trzeba je nieco ponosić. Obudowa kolumny od dołu zakończona jest trzema metalowymi rurkami, które zamocowano na stałe w solidnej podstawie. Taka konstrukcja gwarantuje określoną odległość wylotu tuby od podstawy. Ale tak naprawdę odpowiedni bas uzyskuje się dzięki bliskości wylotu tuby, skierowanej do dołu, od podłogi. |
Są one ciut wyższe niż rekomenduje Robert, ale niewiele i sprawdziły się doskonale, całkowicie eliminując efekt lekko dudniącego basu. W przeciwieństwie do większości tub, z moimi włącznie, jakich do tej pory słuchałem w swoim pokoju, to nie ustawienie na wprost, ale lekkie dogięcie do środka okazało się najlepszym możliwym. Gdy już wszystko było optymalnie ustawione (ciągle z amplifikacją ModWrighta) zabrałem się za właściwe słuchanie. Tu mógłbym wstawić napis: „Tydzień później...” bo mniej więcej tyle czasu zajęło mi oderwanie się od słuchania muzyki i zebranie się w sobie, żeby zacząć słuchać kolumn. W transporcie CEC-a lądowały kolejne płyty CD, na Salvation winyle, a w playliście komputera kolejne pliki. I nie były to bynajmniej same ulubione nagrania, ale i całe mnóstwo takich, których nie słuchałem od dawna i po prostu z ciekawości puszczałem je teraz, tylko po to, by usłyszeć jak mogą w tym systemie zabrzmieć. Potem słuchałem kolejnych, by znaleźć dziurę w całym, by udowodnić sobie, że to jak odbieram dźwięk, to jedynie pierwsze wrażenie, a nie obiektywna ocena. ![]() A potem przychodzi spotkanie z takimi kolumnami jak Matterhorny i okazuje się, że podobne odczucia są możliwe we własnym pokoju. Proszę zauważyć, że piszę „podobne” – nie ma sprzętu, który zabrzmi równie dobrze jak instrumenty na żywo, to zawsze tylko reprodukcja. Istotne jest jak bardzo i w jakich kategoriach ta reprodukcja zbliża się do niedoścignionego wzoru muzyki live. Są kolumny, które oferują niezwykle precyzyjny dźwięk, pokazujące wszystkie detale, kolumny transparentne, inne skupiają się na aspekcie barwy, muzykalności, stereofonii. Kolumny z bardzo wysokiej półki z lepszym lub gorszym skutkiem starają się połączyć wszystkie te cechy razem, by zbliżyć się jak najbardziej do brzmienia, które znamy z koncertów – dla mnie najlepszym przykładem są choćby Prince V2 firmy Hansen Audio (test TUTAJ). Krążę wokół tego tematu, bo tak naprawdę mam problem z odpowiedzią na to pytanie – może nie tyle z odpowiedzią jako taką, ale z ujęciem tego w słowa tak, byście Państwo wiedzieli o co mi chodzi. Próbując analizować dźwięk mogę napisać, że pomimo, iż to tuby to największe wrażenie robiły na mnie skraje pasma, a nie średnica. Bas jest dokładnie taki jak lubię – coś pośredniego między absolutnie konturowym, twardym, a mięsistym i mocnym i dociążonym. Mam słabość do dużych papierowych wooferów, bo ich bas brzmi bardziej naturalnie, swobodniej niż „wymuszany” z 20 cm przetworników wspomaganych bas-refleksem. Ma w sobie naturalną miękkość, ale też i schodzi nisko, jest świetnie dociążony i różnicowany, może nie absolutnie najszybszy ze wszystkich jakie kiedykolwiek słyszałem, ale wystarczająco szybki, by był dobry timing i pace&rhythm, które sprawiają, że nie da się spokojnie usiedzieć przy rytmicznej muzyce. Woofer tych kolumn potrafi przekazać potęgę i dynamikę organów, fortepianu czy kontrabasu. Ten ostatni w rękach takich mistrzów jak choćby Ray Brown zmienia się w wyrafinowaną, potężną, zwinną bestię. Obserwowanie długich, głębokich wybrzmień przynosiło mi nie mniej radości niż „patrzenie” jak szybko potrafią śmigać palce mistrza to szarpiąc, to tłumiąc błyskawicznie struny. No i w końcu część pasma, teoretycznie będąca najmocniejszą stroną tub – średnica. Jak już wspominałem (pewnie nie raz) – ta część pasma w wydaniu moich własnych tub z szerokopasmowacami Voxativ jest wybitna i – może poza Avatgardami Acoustic – nie słyszałem kolumn tak dobrze w tym zakresie grających. Tyle, że po części wynika to z nieco słabszych (choć jak na przetworniki szerokopasmowe i tak bardzo dobrych) skrajów pasma – siłą rzeczy średnica „wybija” się ponad poziom. W przypadku Matterhornów na samym początku chciałem wręcz powiedzieć, że faktycznie, 15-calowiec nie potrafi dobrze zagrać średnicy, bo nie była ona tak wyrazista, jak z moich kolumn. Ale im dłużej słuchałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że tu średnica po prostu nie dominuje nad skrajami pasma, nie jest od nich wyraźnie lepsza i stąd moje wrażenie, że czegoś brakuje. A tymczasem w końcu brzmiało to tak, jak należy, bo całe pasmo było równe. Mocna, sprężysta, dobrze różnicowana podstawa basowa, gładka, nasycona, kolorowa średnica, i zaskakująco dźwięczna, pełna powietrza, detaliczna góra pasma. Dzięki temu, że praktycznie rzecz biorąc nie ma tu zwrotnicy dostajemy niemal idealnie koherentny przekaz, tak jakby grał tylko jeden głośnik, prawdziwie pełnopasmowy. Wszystko to wydarzyło się z amplifikacją Modwrighta, która, swoją drogą, z czasem zyskuje moje coraz większe uznanie. W końcu jednak musiałem spróbować jeszcze raz z SET-em na 300B. Robert Bastani napisał mi, że co prawda Matternorny mogą zagrać nawet ze wzmacniaczem na triodzie 45 (czyli mającym 1-2 W) i oczywiście z 300B (circa 8 W), to jednak najlepsze połączenia jakie on słyszał były oparte o mocniejsze wzmacniacze w układzie SET, np. na lampie 845. Ja, jako znany miłośnik 300B, od dawna szukam kolumn, które grałyby świetnie i z amplifikacją tranzystorową, i z moim SET-em, i na dodatek muszą to być kolumny pełnopasmowe, tak, żebym ich mógł używać w czasie testów każdego sprzętu. Matterhorny miały już zadatki na takowe, skoro tak znakomicie zagrały z Modwrightami, a w krótszych testach z Accuphase E-360 oraz dużo tańszym zestawem Goldenota z serii Micro (końcówki mocy M7 i pre HP7). Nie inaczej było tym razem – dźwięk ożył, nabrał wigoru i tej niezwykłej namacalności. O dziwo bas wcale się znacząco nie zmienił – nie stracił na sprężystości, szybkości, nie zaokrąglił się (w porównaniu do podłączanych wcześniej tranzystorów). Góra pozostała niezwykle dźwięczna, przestrzenna i detaliczna. Jedyną znaczącą (choć znacząca nie oznacza tu bardzo dużej) zmianę odnotowałem oczywiście w średnicy. W wokalach pojawiła się ta niesamowita słodycz i gładkość lamp 300B firmy Western Electric. Głosy, które już wcześniej potrafiły mnie wzruszyć czy rozbawić, teraz łapały prosto za serce, porywały kipiącymi w nich emocjami. Jakąż tęsknotę mogłem usłyszeć w głosie Evy Cassidy, ile energii u Etty James, jaką radość życia u Louisa Armstronga, jak wiele dramatycznych przeżyć w głosie Marka Dyjaka. Więcej usłyszeć można tylko na żywo. Nie chciałbym, żeby wyszło na to, że właściwie to Matterhorny, jak to tuby, świetnie grają tylko wokale czy małe składy jazzowe. Bynajmniej. Z dziką radością przesłuchałem większość płyt Marcusa Millera, bo w końcu miałem w domu kolumny, które potrafiły zejść odpowiednio nisko, przekazać ogromną energię jego gitary basowej, gdy było trzeba pomasować w okolicach wątroby, a wszystko to bez udziału bas-refleksu. W większości nagrań zacząłem też zwracać uwagę na perkusję – zazwyczaj i owszem zwracam, ale na blachy, hi-hat, czasem stopę. Teraz w końcu słuchałem całości, podziwiając jak znakomicie oddana jest szybkość uderzeń, sprężystość uderzanych membran, jak klarownie pokazana jest różnica w sile uderzeń pałeczki, ile energii przekazują słuchaczom bębniarze. Dzięki temu także nagrania rockowe dawały mi ogromną radość. Klasyka – proszę bardzo. Nie tylko wspomniane wcześniej organy, ale i orkiestra symfoniczna, czy kwartet smyczkowy – znakomita dynamika w skali makro, ale i równie dobra w skali mikro, doskonale oddane skoki dynamiki, zmiany tempa, wszystko grane z rozmachem i swobodą, jakie prezentowało ledwie kilka kolumn, których miałem okazję do tej pory słuchać. Byłem bliski przesłuchania wszystkich symfonii Mozarta (choć ich poziom jest przecież dość nierówny), bo – jak rzadko kiedy – słychać było w muzyce tę niezwykłą radość życia, którą musiał mieć w sobie Wolfgang Amadeusz i która pojawia się w większości jego utworów, nawet jeśli nie do końca taki był plan kompozytora. Posłuchałem Chopina z archiwalnych nagrań Josefa Hofmanna, które trzeszczą i szumią, a mimo tego słucha się ich fenomenalnie – zarówno dzięki maestrii naszego rodaka jak i niezwykłej naturalności brzmienia, które pozwalają kompletnie ignorować wady techniczne nagrań. ![]() Czy więc wszystko robią doskonale? Z mojego punktu widzenia: tak (przynajmniej dopóki nie usłyszę kolumn robiących to jeszcze lepiej). Doskonale robią wszystko, co się naprawdę liczy, jeśli tylko muzyki się słucha dla przyjemności uczestnictwa w muzycznym spektaklu. Oczywiście można znaleźć kolumny, które są nieco bardziej analityczne i pokażą jeszcze nieco więcej detali, w jeszcze bardziej precyzyjny sposób i których bas będzie nieco bardziej konturowy – wszystko to robią, wspominane już Hanseny Prince V2, pozostając jednocześnie bardzo muzykalnymi kolumnami. Tylko, że za tę przyjemność trzeba zapłacić bodaj 40 tys. dolarów amerykańskich (nie jestem pewny, czy nowa wersja nie kosztuje jeszcze więcej). BUDOWA Matterhorn to nowy model kolumn podłogowych niemieckiej firmy Bastanis. W obudowie typu horn (tuba), z wylotem skierowanym do dołu zainstalowano 15-calowy głośnik szerokopasmowy. Na obudowie ustawia się głośnik wysokotonowy, pracujący także w tubie i drewnianej, ciężkiej obudowie. Na górnej powierzchni obudowy kolumny znajdują się gniazda, do których podpina się głośnik wysokotonowy, przymocowanymi na stałe kabelkami. Gniazda głośnikowe znajdują się z kolei na dolnym panelu obudowy, a między gniazdami umieszczono dodatkowo pokaźny rezystor. ![]() |
![]() |
|||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 HighFidelity, design by PikselStudio,
serwisy internetowe: indecity