pl | en

DAC + przedwzmacniacz + wzmacniacz mocy

 

Jeff Rowland
AERIS DAC
CORUS
625

Producent: Jeff Rowland Design Group
Ceny (w Polsce): 36 900 zł | 49 900 zł | 53 900 zł
Kontakt: 2911 N. Prospect St.
Colorado Springs | CO 80907-6326 | USA
tel.: (719) 473-1181


Strona internetowa producenta: www.jeffrowlandgroup.com

Kraj pochodzenia: USA


ReklamaAdvertising

iewiele jest, powiadam wam, urządzeń audio, które by tak mocno poruszały serce melomana i audiofila, jak te produkowane przez Jeffa Rowlanda. Powstające w Colorado Springs urządzenia mają wygląd, który nie pozwala pomylić ich z niczym innym, a jakość ich budowy bije niemal wszystko inne, co w audio spotkamy. Ich znakiem rozpoznawczym jest trudna do pomylenia z czymkolwiek innym, technika wykonania paneli czołowych i górnych. Są one wykańczane w taki sposób, ze wydaje się, że są pofalowane. To złudzenie optyczne, ale niezwykle przekonywające. Tylko jedna firma miała podobne, równie dobrze wykonane czołówki – amerykański specjalista kina domowego, już nie istniejąca Enlightened Audio Design. Pracujący obecnie w Noble Electronics ludzie byli w tym, co robią fantastyczni, a czołówki produkował dla nich – oczywiście – Jeff Rowland. A właściwie nie on, hoć za jego pośrednictwem – producentem obudów jest specjalistyczna firma Vertec Tool z Colorado Springs.


Dbałość o każdy detal wykończenia, wręcz obsesyjna, idzie w parze z wybranymi, przebranymi i wysoko ocenianymi przez Jeffa rozwiązaniami, z których część jest w środowisku kontrowersyjna. Dla przykładu, choć to nie jest przypadek testowanej końcówki 625, tańsze wzmacniacze korzystają ze wzmacniaczy pracujących w klasie D. A 625? Zbudowana jest z wykorzystaniem układów scalonych LME49810, powiązanych z zewnętrznymi tranzystorami mocy. Do tego wszystkie urządzenia tego producenta wyposażone są w zasilacze impulsowe. A te są przez wielu oceniane bardzo negatywnie. Pomimo że Linn, Chord, a teraz Soulution udowadniają, że ich problemem była niedostateczna znajomość aplikacji, w jakiej mają pracować, a nie one same. No i wszechobecne transformatory sprzęgające – w każdym urządzeniu JR znajdziemy co najmniej parę dla lewego i prawego kanału, a czasem więcej. W części produktów to sprzęgnięcie wyjść zbalansowanych, w niektórych sprzęgnięcie miedzy stopniami. wszechobecność układów scalonych – oprócz końcówek nie znajdziemy żadnych tranzystorów. A to dlatego, że Jeff Rowland hołduje podejściu minimalistycznemu – ścieżka sygnału jest w jego urządzeniach ultra-krótka, a ilość elementów w torze – minimalna. Nie, nie da się tego producenta pomylić z żadnym innym.
Żeby zobaczyć go w akcji, poprosiłem o przywiezienie do testu całego systemu: jedynego w ofercie przetwornika D/A Aerius DAC, jednego z dwóch przedwzmacniaczy o nazwie Corus oraz stereofonicznej końcówki mocy 625. Ta ostatnia przygotowana z okazji 25-lecia firmy dostępna jest też w formie monobloków 725.

Źródła
  • Jeff Fritz, Marc Mickelson, Jeff Rowland Design Group Factory Tour, “Soundstage!”, kwiecień 2004, czytaj TUTAJ [dostęp: 02.07.2013].
  • Edgar Kramer, „6moons.com”, October 2012, czytaj TUTAJ [dostęp: 02.07.2013].
  • Robert Harley, From the Inside Out, “The Absolute Sound”, 28 styczeń 2013, czytaj TUTAJ [dostęp: 02.07.2013].
  • Roy Gregory, Jeff Rowland Design Group
  • Aeris Digital-to-Analog Converter, “TheAudioBeat.com”, 26 styczeń 2013, czytaj TUTAJ [dostęp: 02.07.2013].
  • Roy Gregory, „HiFi+”, 30 styczeń 2013, czytaj TUTAJ [dostęp: 02.07.2013].

  • Płyty użyte do odsłuchu (wybór)


    Płyty CD
    • Bach, Violin Concertos, Yehudi Menuhin, EMI/Hi-Q Records HIQXRCD9, XRCD24, CD (1960/2013).
    • Black Sabbath, 13, Vertigo/Universal Music LLC (Japan) UICN-1034/5, 2 x SHM-CD (2013).
    • Clifford Brown, Memorial, Prestige/JVC VICJ-41562, Digital K2, CD (1953/2006).
    • John Coltrane, A Love Supreme (Deluxe Edition), Impulse!/Verve Music Group 589 945-2, 2 x CD (1965/2002).
    • Kraftwerk, Minimum-Maximum, Kling-Klang Produkt/EMI 3349962, 2 x SACD/CD (2005).
    • Mills Brothers, Swing Is The Thing, History 20.3039-HI, “The Great Vocalists of Jazz & Entertainment”, CD (?).
    • Patricia Barber, A Distortion of Love, Verve/Mobile Fidelity UDSACD 2100, “No. 01083”, SACD/CD (1992/2012).
    • The Mills Brothers, Spectacular, Going for a Song GFS275, CD (?).
    Pliki
    • Random Trip, Nowe Nagrania, 005, CD + FLAC 24/44,1 (2012); recenzja TUTAJ.
    • SATRI Reference Recordings Vol. 2, Bakoon Products, FLAC 24/192.
    • T-TOC Data Collection Vol. 1, T-TOC Records, DATA-0001, 24/96+24/192, WAV, ripy z DVD-R.
    • Al Di Meola, Flesh on Flesh, Telarc, 24/96 FLAC, źródło: HDTracks (2011).
    • Charlie Haden & Antonio Forcione, Heartplay, Naim Label, 24/96 FLAC, źródło: NaimLabel.
    • Depeche Mode, Delta Machine, Columbia Records/Sony Music Japan SICP-3783-4, FLAC 24/44,1, źródło: HDTracks (2013); recenzja TUTAJ http://www.highfidelity.pl/@muzyka-1654&lang= .
    • Persy Grainger, Lincolnshire Posy, Dallas Wind Symphony, dyr. Jerry Junkin, Reference Recordings, HR-117, HRx, 24/176,4 WAV, DVD-R (2009).
    • Sonny Rollins, Tenor Madness, Prestige, WAV 24/96, źródło: HDTracks (1956/2012).
    • Stan Getz & João Gilberto, Getz/Gilberto, Verve, 24/96 FLAC, źródło: HDTracks (1963/2012).
    Japońskie wersje płyt dostępne na

    Audio to sztuka kompromisu – to jasne. Ważne jednak, aby zrozumieć, że z kompromisami musimy się mierzyć zarówno po stronie producenta, jak i naszej. W klasycznej teorii języka producent byłby nadawcą (komunikatu), a meloman, słuchacz audiofil – jak go tam nazwiemy – odbiorcą. Ale na tym nie koniec. Na to podstawowe piętro wymiany informacji nachodzi mianowicie drugie. Na bazę komunikacji między wytwórcą sprzętu, który „programuje” swoje wyroby w sobie właściwy sposób, chcąc coś konkretnego uzyskać, a melomanem, który ma swoje oczekiwania i preferencje, reagując w sobie z kolei właściwy sposób na propozycję nadawcy, nakładane jest wyższe piętro – muzyki, z Nadawcą (artysta, reżyser nagrania, producent) i Odbiorcą (meloman, audiofil). Piszę tę drugą parę z dużych liter, bo to ona jest najważniejsza. Ciekawe jest to, że w obydwu przypadkach wspólny jest punkt dojścia – odbiorca/Odbiorca, czyli MY. Dlatego też tak trudne jest ustalenie konsensusu – słuchacz musi się określić w kontekście oczekiwań wobec muzyki i wobec medium, za pomocą którego muzyka do niego dociera, czyli systemu audio. Musi się zdecydować, na ile przekaz muzyczny może być zmodyfikowany – i jak – aby wciąż był dla niego do zaakceptowania. Ten drobny wstęp jest mi potrzebny, żeby pokazać, jak dobrze Jeff Rowland zrozumiał te zależności, żeby zwrócić państwa uwagę na to, że dokonane przez niego wybory i podjęte decyzje były świadome i przemyślane. Bo nie da się inaczej zrobić tego, co dostajemy z testowanym systemem. Ani przez przypadek, ani przez skopiowanie już istniejących rozwiązań, ani tym bardziej dzięki olśnieniu. To wynik ciężkiej, długoletniej pracy.
    Dźwięk systemu określić można krótko, ale precyzyjnie: jest wyrafinowany. Zarówno siadając do niego po raz pierwszy, puszczając pierwsze płyty i zapoznając się ze specyfiką tego grania, jak i wstając po ostatniej płycie, z zamiarem spakowania systemu i odesłania go po teście, ogólne wrażenie było niemal identyczne. W trakcie „pomiędzy” wiele się oczywiście zdarzyło, lepiej zrozumiałem niuanse i je doceniłem, jednak wiadomość, jaką mi, jako odbiorcy, przekazał Jeff Rowland była jasna.

    To gładkie, miękkie, plastyczne brzmienie. Bardzo przy tym głębokie i zróżnicowane. Choć dominanta jest właśnie taka – dążenie raczej do wyrafinowania niż perfekcji – to zdolność różnicowania, jaką przy tym dostajemy jest w swojej skali zastanawiająca. Jeślibym miał porównać do czegoś ten przekaz, to przywołałbym kolumny Harbetha M40.1. Na pierwszy rzut oka ciepłe i raczej miłe, po chwili okazują się niebywale rozdzielcze. I nie tak selektywne, jak bym sobie tego mógł życzyć.
    Najpierw powiedzieć chciałbym jednak o rozdzielczości i umiejętności różnicowania. Urządzenia i kolumny mające ciepłe brzmienie kojarzone są, i słusznie, z nie dość dobrą selektywnością, i niską rozdzielczością. Związek ten znajdziemy jednak głównie w podstawowym i średnim poziomie cenowym. Dobre konstrukcje kosztujące jakieś 20 000 zł i więcej są znacznie bardziej pod tym względem zróżnicowane i zniuansowane. Proszę posłuchać wzmacniacza Lavardin IT-15, żeby wiedzieć, o czym mówię (czytaj TUTAJ). A w wysokim high-endzie, w miejscu, w którym za pomocą Jeffa się znajdujemy, to rzecz zupełnie z sobą nie powiązana. Chyba, że tego właśnie chciał konstruktor, że – jak w przypadku przedwzmacniacza Convergent Audio Technology SL1 Legend (czytaj TUTAJ) chodziło właśnie o podkreślenie ciepła jako wiodącego i najważniejszego dla konstruktora aspektu dźwięku na żywo. Testowany system wydaje się podążać podobnym tropem. Chociaż punkt dojścia jest odmienny.
    Bo oto sposób, w jaki wykazuje odmienności między płytami, nagraniami, a nawet w ramach danego nagrania przykuwa do głośników. Nie przez niebywała ilość detali, nie przez rzucającą o podłogę dynamikę i wgląd w nagranie. Przynajmniej nie na pierwszy rzut oka. A dzięki „czystej” rozdzielczości, czyli umiejętności pokazania jak największej ilości detali w jednostce czasowej, powiązanych wewnętrznie, tworzących coś ponad nie same. To dźwięk, przy którym nie trzeba się tak wysilać, żeby zrekonstruować sobie w głowie to, co miało miejsce przed mikrofonami – oczywiście domyślnie (nie było nas podczas nagrań) i hipotetycznie. A jednak, mimo tych zastrzeżeń – bardzo wiarygodnie. I nie trzeba do tego super-wypieszczonych nagrań, nie musimy sięgać po płyty Patricii Barber, choć i jej w teście nie zabrakło, nie jest konieczne korzystanie z wypieszczonych reedycji, jak na przykład płyt XRCD24 z nowopowstałej firmy Hi-Q Records, w której producentem jest pan Kazuo Kiuchi, właściciel takich marek, jak Reimyo i Harmonix. Choć i jednej z nich, Koncertów skrzypcowych Bacha, w wykonaniu Yehudi Menuhina, posłuchałem.


    Największym zaskoczeniem był odsłuch najnowszego albumu Black Sabbath 13, wprawdzie wytłoczonego jako SHM-CD, ale jednak materiału mocno skompresowanego, przeznaczonego dla szerokiego spektrum odbiorców. Wczesnej przesłuchałem ten materiał w nocy, przez słuchawki – HiFiMAN-y HE-6, napędzane z prądowego wyjścia wzmacniacza i już wtedy uderzyła mnie świetna klarowność, z jaką zarejestrowano i zmiksowano wokal Ozziego Osbourna i gitary Tony’ego Iommiego (słychać, że to nie pojedyncza gitara, a z dogrywkami, często zdublowana, a dużą rolę grają też efekty uprzestrzenniające brzmienie). Naprawdę świetnie uchwycono balans tonalny i nie skorzystano ze sprawdzonego „patentu”, zakrywającego pomyłki podczas gry i nagrywania, tzw. „ściany dźwięku”. Brzmienie jest potężne, mięsiste, ale i selektywne. Z tymi konkretnymi słuchawkami miałem jednak wrażenie niedoboru perkusji, szczególnie stopy. System Rowlanda w smakowity sposób pokazał, o co w tym chodzi. Podał bardzo niski, mięsisty bas, a kiedy w utworze God is Dead? na początku wchodzą kotły, zostały oddane w bardzo plastyczny, ale i szybki sposób, z błyskawicznym atakiem i dobrym wypełnieniem (głębią). Bardzo dobrze pokazana została też gitara basowa Geezera Butlera, super-mięsista. I teraz – pomimo dodania kolejnych elementów, dźwięk nie został zamazany, ani zawoalowany. Choć wcześniej można było wskazać na magnetostatyczne słuchawki pana Fanga Biena jako na te, które są predestynowane do pokazywania ataku, szybkich transjentów, przez co materiał z płyty Sabbathów mógł zyskać na klarowności – nie c z tych rzeczy. Niby-ciepłe Harbethy z niby-ciepłym Rowlandem potrzymały to, co słyszałem przez słuchawki, a dodały do tego wypełnienie i fantastyczny wolumen.
    Z drugiej skali spektrum, przy muzyce o pokolenia spokojniejszej, nagranej między 1932 i 1939 rokiem, zawartej na reedycjach nagrań Mills Brothers, odczułem coś jeszcze bardziej namacalnego – jak z lepszego nagrania amerykański system robi prawdziwe wydarzenie. Posłuchałem przy tym utworów z dwóch składanek – wydanej w ramach serii History wytwórni Trumpets Of JerichoSwing Is The Thing oraz wydanej przez Going For A SongSpectacular. Pierwsza została zrematserowana w domenie cyfrowej, ale nie wiadomo w jaki sposób, druga natomiast w systemie CEDAR. Źródłem w obydwu przypadkach były stare, szelakowe płyty. Ta druga jest, co tu dużo mówić, spektakularna. Ma ciepłe brzmienie, które zawdzięcza nie tylko odpowiedniej korekcji barwy, ale i lepszemu wolumenowi, głębi. Pierwsza, choć bardzo poprawna, brzmi płasko i nudno.

    Pomimo wrażenia – będę do tego wracał, bo to leitmotiv – ciepłego, słodkiego brzmienia, system Rowlanda pozwala na takie introspekcje. Ale mimochodem, nie nachalnie. To wszystko, o czym pisałem odbierane jest przy okazji muzyki. To naprawdę wciąga. Tym bardziej, że przy muzyce granej akustycznie, bez wzmocnienia, ja z płyt Memorial Clifforda Browna, czy A Love Supreme Johna Coltrane’a sposób prezentacji basu i góry jest jeszcze inny. W pierwszej chwili wydaje się, że blachy perkusji i kontrabas są wycofane. Ale prze chwile, dopóki coś w grze się nie zmieni, dopóki nie dojdziemy do miejsca na skali, w której instrument basowy słychać mocniej, wzmacniany przez ściany studia, przez mikrofon. Wtedy odzywa się w naturalny, nieprzesadzony sposób. Ale nawet, kiedy go nie ma, nie słychać „dziury”, to nie jest suchy, płytki dźwięk, jak gdyby pod środkiem była „poduszka” powietrza, w której zawarto potencjalną informację o instrumencie.
    Dynamika jest bardzo dobra, ale to tutaj słychać, że gdzieś trzeba było „przyciąć” i coś poświęcić. Piec Soulution jest znacznie bardziej otwarty i szybszy, przez co nie tylko mamy wrażenie mocnego ataku, ale i jego fizyczną potęgę tuż przed sobą.

    Amerykański system robi to łagodniej, w bardziej wystudiowany sposób. I chyba właśnie to, tj. brak spontaniczności, trzeba wziąć pod uwagę analizując swoje potrzeby i oczekiwania wobec urządzeń.

    Podsumowanie

    Nie mam wątpliwości, że w relacji Nadawca – Odbiorca Jeff Rowland jest znakomity i ma swój własny, niepowtarzalny urok (osobisty). Przekazuje muzykę w bardzo wyrafinowany, przemyślany, dojrzały sposób. Nadawca, tym razem z małego ‘n’ komunikuje nam jednak i ograniczenia zastosowanych przez siebie rozwiązań oraz powziętych w tym celu decyzji. Jeśli potrzebujemy ultymatywnej dynamiki i namacalności dźwięku, nie w sensie jego wielkości i bliskości, tylko wyrazistości faktur, to nie będzie najlepszy wybór. W takim przypadku lepiej się sprawdzą – tak odległe ideologicznie – wzmacniacze, jak Soulution 710 (nowego modelu 711 jeszcze nie słyszałem) oraz Ancient Audio Silver Grand Mono (czytaj TUTAJ). Jeżeli natomiast bardziej interesuje nas nasycenie barwowe, Jeff Rowland, w składzie: Aerius DAC, Corus i 625, będzie wymarzonym wyborem. Wyborem bezpiecznym i ostatecznym. Choć obydwu wymienionym wcześniej urządzeniom, polskiemu i szwajcarskiemu, braku barwy zarzucić nie można, to lekko podrasowane w tym względzie amerykańskie trio przebije je bez trudu.
    Jak zwykle to trudny wybór, bardzo osobisty i na lata. Zobaczone na żywo, posłuchane w spokoju, urządzenia z Ameryki zostawią jednak w naszej głowie coś jak „ciasteczko” w komputerze, do czego będziemy wracać i co będzie nam szybko o nim przypominało przy każdej innej okazji. Być może łatwiej będzie więc po prostu sobie je kupić – „ciasteczka” będą w głowie nosili inni, my będziemy słuchali muzyki.

    Jeff Rowland znany jest przede wszystkim ze wzmacniaczy (i przedwzmacniaczy). Odkąd jednak do gry weszły źródła dźwięku związane z komputerami, ważne są także przetworniki cyfrowo-analogowe. AERIS DAC jest jedynym tego typu urządzeniem w ofercie tego producenta. Wszedł w skład systemu z pozostałymi komponentami Rowlanda – przedwzmacniaczem Corus oraz końcówką mocy 625. I tak właśnie przeprowadziłem odsłuch, mający charakter porównania A/B/A, ze znanymi A i B – punktem odniesienia był system referencyjny. Jeffy połączone były kablami Acoustic Revive z Systemu II (patrz – opis systemu odniesienia). Sygnał cyfrowy do DAC-a wysyłany był z odtwarzacza Ancient Audio Lektor AIR V-edition, którego podstawą jest napęd Philips CD-Pro2LF, interkonektem cyfrowym Oyaide DB-510 z końcówkami BNC. Chociaż do kompletu z „dakiem” dostajemy przejściówkę z gniazdem RCA (możemy więc skorzystać z cyfrówki RCA-RCA), chciałem tego uniknąć. Przejściówkę tego typu, tyle, że w drugą stronę (firmy Stereovox) zastosowałem po stronie nadajnika (odtwarzacza CD). Sygnał USB prowadzony był kablem Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m) z laptopa HP Pavilion dv7 (SSD 128 GB + HDD 320 GB, Windows 8), z wykorzystaniem odtwarzacza JPLAY w jego najnowszej wersji. Górna częstotliwość próbkowania dla wejścia USB w Aeriusie ograniczona jest jednak do 96 kHz. Żeby zagrać pliki 192 oraz 176,4 musiałem skorzystać z zewnętrznego konwertera USB-S/PDIF M2TECH hiFace EVO z akumulatorowym zasilaczem EVO Supply (czytaj TUTAJ).
    Przetwornik stał na stopach Franc Audio Accessories Ceramic Disc z krążkami kwarcowymi Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4. Przedwzmacniacz stał na swoich nóżkach, a te na platformie Acoustic Revive Hickory Board RHB-20. Wzmacniacz z kolei stanął na platformie HRS M3X (czytaj TUTAJ). Wzmacniacz zasilany był firmowym kablem, ponieważ nie mam kabli z wtyczkami 20 A, a 625 takiej wymaga.

    Z jakości budowy Jeff Rowland Design Group zrobił swoją osobistą religię. Urządzenia otrzymują wyrafinowane, bardzo kosztowne, precyzyjnie wykonane z pojedynczych aluminiowych bloków obudowy, do których mocowane są bardzo grube, wyjątkowe płyty przednie. Te ostatnie są srebrne i wykańczane są w specjalnym procesie laserem, dzięki czemu mamy wrażenie, że powierzchnia jest pofalowana. Choć opis brzmi kiczowato, wygląd taki nie jest. Jak czytamy w literaturze firmowej, aluminium to szlachetna odmiana 6061-T6, stosowana w przemyśle lotniczym.

    Aerius DAC

    DAC jest najmniejszym urządzeniem z całej trójki. Na niskiej ściance przedniej umieszczono rząd przycisków i diod LED w różnych kolorach.
    Producent wymienia sporo technik, jakich użył przy konstruowaniu Aeriusa. Wśród nich wymienić trzeba chociażby systemy redukcji jittera (poniżej 10 ps), IsoSyncESC (Isolated Synchronous Error Correction), asynchroniczny bufor kontrolowany przez precyzyjny zegar, bazujący na układzie FPGA z napisanym samodzielnie algorytmem. Choć tego się nie mówi, wydaje się, że to jakiś rodzaj asynchronicznego upsamplingu, tyle, że napisanego samodzielnie. Sekcje cyfrowa i analogowa zostały odizolowane od siebie, podobnie lewy i pracy kanał oraz procesor cyfrowy – każdy z nich zamknięty jest w aluminiowym ekranie. Izolowane jest także zasilanie dla nich. na sześciowarstwowych płytkach nalutowano precyzyjne komponenty w montażu SMD. Wyjścia XLR są sprzęgnięte z układem przez transformatory balansujące sygnał.


    Na razie jesteśmy jednak przy przedniej ściance. Mamy na niej kilka grup przycisków i diod LED. Pierwsza wybieramy wejście – TSLINK, jedno z dwóch BNC lub USB. Trzy pierwsze przyjmują sygnał do 24/192, zaś USB tylko do 96 kHz. Odpada wprawdzie problem z instalowaniem sterownika, ale też nie odtworzymy pików 192 kHz. Można jednak zastosować zewnętrzny konwerter USB-S/PDIF i podłączyć go do jednego z wejść BNC. Diody wskazujące wybrane wejście mają kolor niebieski. Obok nich mamy przycisk standby z pomarańczową diodą. Potem jest rządek diod wskazujących częstotliwość próbkowania sygnału wejściowego, w kolorze zielonym. Pod nimi widać dwie diody – jedna sygnalizuje nawiązanie połączenia z nadajnikiem sygnału, a druga świeci, jeśli doprowadzony zostanie sygnał o niestandardowej częstotliwości próbkowania. Obok mamy guzik mute (doda czerwona) i dwa, którymi regulujemy siłę głosu (niebieskie LED-y). Aeris może bowiem pracować podłączony bezpośrednio do końcówki mocy, jego napięcie wyjściowe to max 7 V. Jeśli używamy jednak przedwzmacniacz, należy zminimalizować poziom sygnału w DAC-u, żeby nie przesterować wejścia przedwzmacniacza. Firma pisze, że nie ma to wpływu na jakość dźwięku, ponieważ regulacja siły głosu jest tu inna niż zwykle – ani analogowa, ani cyfrowa. Reguluje się ją przez zmianę napięcia zasilającego DAC.
    Tył robi świetne wrażenie, potwierdzając, że mamy do czynienia z perfekcyjną obudową. Gniazda analogowe pochodzą od Cardasa i wykonane są z pokrywanej rodem miedzi. Wyglądają znakomicie – dielektrykiem jest Teflon. Gniazda BNC też są złocone i jedynie gniazdo USB wygląda zwyczajnie. Obok jest jeszcze jedno gniazdo – multipinowy Neutrik SC8. Podpina się nim zewnętrzny zasilacz, z obudową równie solidną, jak sam DAC. Jak się okaże po odkręceniu dolnej ścianki, to zasilacz impulsowy, a właściwie dwa – dla sekcji cyfrowej i analogowej. Wszystkie urządzenia w tym teście zasilane są z zasilaczy impulsowych.

    Dopiero w środku widać, skąd wzięła się pokaźna waga DAC-a (podnosząc go mamy wrażenie, że podnosimy blok metalu) – to naprawdę blok aluminium, z wyfrezowanymi wgłębieniami na układy elektroniczne i kable. Układ elektroniczny zmontowano na niewielkiej płytce. Przy wejściu USB mamy starą, znaną od lat kość TAS1020. Ale to szczególny układ – oprogramowany został przez Rankina Gordona z firmy Wavelenght Audio. Pracuje w trybie asynchronicznym i znany jest z doskonałego brzmienia. Przy wejściach S/PDIF umieszczono transformatory dopasowujące. Po wybraniu wejścia sygnał przesyłany jest do układu Xilinx Spartan, w którym przeprowadza się redukcje jittera w asynchronicznym buforze. Koło niego umieszczono dwa, niewielkie zegary, osobno dla każdej rodziny częstotliwości próbkowania.
    I dopiero wtedy trafiamy do przetwornika D/A, pojedynczej kości Analog Devices AD1853. Cały tor analogowy zbudowany jest z użyciem układów scalonych L49990 – sześć sztuk na kanał. To ultra-niskoszumny, o ultra-niskich zniekształceniach, ultra-szybkim narastaniu sygnału (cytuję materiały źródłowe) układ Overture z serii ‘E’. Na wyjściu mamy przekaźniki, a przy sygnał do gniazd XLR buforowany jest w transformatorach Lundhala. Sygnał do gniazd wyjściowych przesyłany jest krótkimi kabelkami.

    Przetwornik sterowany jest pilotem zdalnego sterowania. To piękny, solidny, ciężki kawał aluminium z niewielkimi guzikami. Odbiornik podczerwieni umieszczono nietypowo – t mały „dzyndzelek” pod dolną ścianką, widoczny z przodu. Na pilocie zdublowano funkcje dostępne z przedniego panelu.

    Corus

    Przedwzmacniacz jest większy niż DAC, choć wciąż nie jest duży. Inaczej niż w przetworniku, tutaj komunikacja z użytkownikiem odbywa się za pośrednictwem dużego, białego wyświetlacza VFD. Pod nim mamy guziczki do zmiany wejść, wyboru źródła do nagrywania, menu, wyłączania wyświetlacza oraz mute. Obok umieszczono klasyczna, choć niewielką gałkę siły głosu – dla mnie to znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż guziki. Na wyświetlaczu, naprawdę ładnym i czytelnym, mamy sporo informacji. Dużymi cyframi wyświetlany jest poziom siły głosu w dB, ze skokiem do 0,5 dB. Obok mamy bargraf ukazujący balans między kanałami, nad którym pokazane jest wybrane wejście. Nazwę wejść można zmieniać. Dostaniemy też informację o tym, które źródło wysyła sygnał do wyjścia do nagrywania.
    Tył wygląda bardzo efektownie. Znajdziemy tam dużo wejść – cztery zbalansowane XLR i dwa niezbalansowane RCA. Gniazda XLR niestety nie są od Cardasa – to klasyczne, solidne Neutriki ze złoconymi pinami. Wydaje się jednak, że wszystkie gniazda RCA są „Cardasowe”. Oprócz wejść jest też bateria wyjść – dwie pary XLR + RCA z przedwzmacniacza, na końcówkę mocy, a także wyjście do nagrywania – zarówno XLR, jak i RCA. Pośrodku umieszczono dwa, wielopinowe gniazda służące do zasilania urządzenia z zewnętrznego zasilacza. To identycznie wykonane (czyli fantastycznie) pudełko, jak w DAC-u, tyle, że z dwoma wyjściami – kable dostarczają prąd osobno dla lewego i prawego kanału; w jednej obudowie są dwa oddzielne zasilacze. I jest jeszcze jedno, małe gniazdo. Inaczej niż w przetworniku, tutaj żeby sterować pilotem trzeba podpiąć zewnętrzny czujnik. Ten ma równie solidną, aluminiową obudowę, co sam pilot.


    Obudowa Corusa to wyfrezowany blok aluminium. Tutaj jednak wyfrezowano cały środek, pozostawiając jedynie grube ścianki i ekrany pomiędzy sekcją wejściowa i wzmacniającą. Ta jest zresztą zupełnie unikalna – ma niesamowicie krótką ścieżkę sygnału. W torze widzę tylko dwa układy scalone TI Burr brown OPA1632 i trzy scalone drabinki do regulacji siły głosu – osobno dla każdego z wyjść: A i B przedwzmacniacza oraz do nagrywania (tak, możemy regulować jego poziom). Zastosowano w tym celu układy Burr Brown PGA 23201. W torze są też transformatory Lundhala – jeden przed wyjściem a jeden przy wejściu. Źródła przełączane są w układach scalonych. I tyle. Jeszcze tak minimalistycznego, aktywnego przedwzmacniacza nie widziałem.

    625

    Nic tak nie skupia w sobie obsesji i „demonów” Jeffa Rowlanda jak jego końcówki mocy. Niegdyś zasilane akumulatorowo (tak!), teraz zasilane są z rozbudowanych zasilaczy impulsowych. A obudowa wyfrezowana jest z jednego bloku aluminium, wraz z charakterystycznymi radiatorami. Te ostatnie są naprawdę potrzebne, ponieważ w modelu 625 w trybie push-pull pracuje aż sześć par układów Darlingtona firmy Snaken (STD03N+P) na kanał. Współpracują one z ultra-precyzyjnymi opornikami dale, a masa prowadzona jest miedzianymi, złoconymi szynami. NA wejściu widać transformatory Lundhala – do wzmacniacza możemy wysłać jedynie sygnał zbalansowany. Pośrodku widać jednak coś bardzo ciekawego – do fragmentu obudowy przykręcono cztery, po dwa na kanał (wzmacniacz ma budowę symetryczną) układy scalone National Semiconductors LME49810. A to dlatego, że układ ten może współpracować z zewnętrznymi tranzystorami, dając nawet 300 W przy 4 Ω. Zagadka rozwiązana… Sekcja wzmacniająca zmontowana została na dużej płytce drukowanej po jednej stronie grubego ekranu, po którego drugiej stronie jest zasilacz. Wszystko jest pięknie zmontowane. O wejściach już mówiłem, to pojedyncze gniazda XLR Neutrika, powiedzmy jeszcze o wyjściach – to dwie pary, świetnych gniazd głośnikowych Cardasa, przeznaczonych dla końcówek widłowych.
    Wzmacniacz soi na trzech małych nóżkach w kształcie kulek. Wykonanie całości jest obłędne.

    Dane techniczne (wg producenta)

    AERIS DAC, do pobrania TUTAJ

    CORUS, do pobrania TUTAJ

    625, do pobrania TUTAJ

    Dystrybucja w Polsce:
    Chillout Studio

    ul. Na Ustroniu 3/2 | 30-311 Kraków
    tel.: 12 266-2663, 510-841-574

    e-mail: biuro@chilloutstudio.com

    www.chilloutstudio.com

    ReklamaAdvertising





    System odniesienia

    Źródła analogowe
    - Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
    - Wkładki: Miyajima Laboratory KANSUI, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory SHIBATA, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory ZERO (mono) | Denon DL-103SA, recenzja TUTAJ
    - Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC, recenzja TUTAJ
    Źródła cyfrowe
    - Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition, recenzja TUTAJ
    - Odtwarzacz multiformatowy: Cambridge Audio Azur 752BD
    Wzmacniacze
    - Przedwzmacniacz liniowy: Polaris III [Custom Version] + zasilacz AC Regenerator, wersja z klasycznym zasilaczem, recenzja TUTAJ
    - Wzmacniacz mocy: Soulution 710
    - Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
    Kolumny
    - Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic, recenzja TUTAJ
    - Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
    - Filtr: SPEC RSP-101/GL
    Słuchawki
    - Wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
    - Słuchawki: HIFIMAN HE-6, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-300, recenzja TUTAJ | Sennheiser HD800 | AKG K701, recenzja TUTAJ | Ultrasone PROLine 2500, Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ohm, recenzje: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ
    - Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3), artykuł TUTAJ
    - Kable słuchawkowe: Entreq Konstantin 2010/Sennheiser HD800/HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ
    Okablowanie
    System I
    - Interkonekty: Siltech ROYAL SIGNATURE SERIES DOUBLE CROWN EMPRESS, czytaj TUTAJ | przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 8N-A2080III Evo, recenzja TUTAJ
    - Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx, recenzja TUTAJ
    System II
    - Interkonekty: Acoustic Revive RCA-1.0PA | XLR-1.0PA II
    - Kable głośnikowe: Acoustic Revive SPC-PA
    Sieć
    System I
    - Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9300, wszystkie elementy, recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate, recenzja TUTAJ
    - System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x Furutech FT-SWS (R)
    System II
    - Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, recenzja TUTAJ | Oyaide GPX-R (x 4 ), recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: Oyaide MTS-4e, recenzja TUTAJ
    Audio komputerowe
    - Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-801
    - Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m), recenzja TUTAJ
    - Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1 (filtry), recenzja TUTAJ
    - Router: Liksys WAG320N
    - Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
    Akcesoria antywibracyjne
    - Stolik: SolidBase IV Custom, opis TUTAJ/wszystkie elementy
    - Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H, artykuł TUTAJ/odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany, recenzja TUTAJ | Acoustic Revive RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane kolumny
    - Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane produkty, artykuł TUTAJ | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty, artykuł TUTAJ | Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz, recenzja TUTAJ
    - Element antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy, recenzja TUTAJ
    - Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
    Czysta przyjemność
    - Radio: Tivoli Audio Model One