pl | en

No. 156 Kwiecień 2017

BEST MODE,
czyli wszystko, czego chcielibyście się dowiedzieć o Depeche Mode, ale wstydzicie się o to zapytać

Depeche Mode A.D. 2016 – zdjęcie, które znajdziemy we wkładce płyty Spirit

epeche Mode to zespół-instytucja. Jonathan Miller ich biografię otwiera w ten sposób:

Historia Depeche Mode jest opowieścią o tym, jak na przekór wszystkiemu czterech kumpli z Essex osiągnęło sławę, majątek i niezachwianą pozycję w świecie muzycznym, zachowując wierność własnemu, niepowtarzalnemu stylowi. […] Od początków w Basildon do występujących na światowych stadionach supergwiazd, od nastolatków grających synth pop dla dzieciaków do popularnych, „poważnych” muzyków po trzydziestce (pierwsze wydanie Obnażonych miało miejsce w 2003 roku – przyp. red.), od czystych do napędzanych prochami i z powrotem. […] Kto by pomyślał, że po sprzedaniu w ciągu ostatnich 20 lat oszałamiającej liczby 40 milionów płyt i koncertach dla 6 milionów ludzi, oni wciąż będą wydawać albumy rozchodzące się w milionach egzemplarzy?

Jonathan Miller, Obnażeni (ang. Stripped: Depeche Mode), tłum. Nina Kozłowska, Czerwonak 2003, s. 11

Od tamtej pory sprzedali kolejne miliony płyt, zarobili kolejne miliony i zagrali dla następnych milionów. Każda kolejna płyta to wydarzenie, a pomoc Sony Music, dla którego nagrywają od 2013 roku, tylko podniosła poprzeczkę promocji.

Ponieważ jednak nie wszyscy kształtowali swoją wrażliwość muzyczną wraz z tym zespołem, nie wszyscy są ich wiernymi fanami, a warto o tym fenomenie coś niecoś wiedzieć, przygotowaliśmy – Bartosz Pacuła, redaktor naczelny portalu MusicToThePeople.pl oraz Wojciech Pacuła, redaktor naczelny „High Fidelity” – artykuł podpowiadający od czego zacząć poszukiwania, jeśli chcemy coś o tym zespole się dowiedzieć i czego warto posłuchać, jeśli chcemy ich muzykę poznać. Powiemy też o tym, czego raczej należy unikać.

TO, CO NAJLEPSZE: PUBLIKACJE
Tekst: Bartosz Pacuła

W ostatnich latach byliśmy w Polsce świadkami boomu książek o tematyce muzycznej. Rodzimy rynek zalały setki nowych lub wznowionych tytułów, przede wszystkim o rocku i metalu, ale i jazzie, bluesie, soulu czy folku. To właśnie tej tendencji zawdzięczamy funkcjonowanie profesjonalnych wydawnictw skupionych wyłącznie na muzyce popularnej (mam tutaj przede wszystkim na myśli firmę In Rock), a także skierowanie uwagi na naszą pasję większych graczy, na czele z Wydawnictwem Czarne.

Książki o tematyce muzycznej się więc ukazują, a czytelnicy – ewidentnie – chętnie je nabywają, by choć na chwilę przenieść się w zazwyczaj zamknięty świat swoich idoli. Co więcej, doszło na rynku polskim do sytuacji, w której często o danym artyście/zespole na półkach księgarń można znaleźć więcej niż jedną pozycję. Sam, w swojej domowej biblioteczce, mam cztery monografie poświęcone Beatlesom oraz Queen i Freddiemu Mercury’emu, trzy o Metallice, The Doors i Pink Floyd, dwie o… tego już nawet nie liczę. Jest więc w czym wybierać, jest gdzie wynajdywać nowe informacje o ukochanych muzykach.

Nie inaczej jest w wypadku grupy Depeche Mode, która w Polsce cieszy się ikonicznym, o ile to słowo jeszcze coś znaczy, statusem. Mieszkający nad Wisłą czytelnik bez żadnego problemu i wyrzeczenia finansowego znajdzie kilka książek, których tematyką jest właśnie formacja Gahana, Gore’a i Fletchera (obecnie zespół nagrywa w trio).

Najstarszym polskim wydawnictwem ciągłym jest – już dzisiaj legendarna – książka Marka Sierockiego Marek Sierocki przedstawia Depeche Mode z 1990 roku. Sporo zdjęć zespołu, teksty piosenek, a przede wszystkim zdjęcia okładek i krążków – to działało na wyobraźnię. Trudno jednak mówić o tej pozycji „książka o…” – to raczej krótkie wprowadzenie do tematu.

Pierwszą pełnoprawną propozycją jest opublikowana w 1999 roku staraniem wydawnictwa Kagra biografia autorstwa Steve’a Malinsa zatytułowana po prostu Depeche Mode. Biografia. Jednak i ona, jak na warunki rynkowe, jest prehistorycznym artefaktem, który trzeba traktować w kategorii źródła historycznego, świadectwa ówczesnej wiedzy na temat zespołu. Książka opisuje karierę DM od samego początku, tj. od narodzin członków zespołu, do roku 1999; ostatnim wydanym wtedy albumem z logiem Depeche Mode była pochodząca z 1997 roku Ultra.

Niestety nie jest to propozycja, która dobrze przetrwała próbę czasu. Przede wszystkim zawodzi pierwszy rozdział, ten poświęcony latom „przeddepeszowskim”. Jest on niezwykle krótki i traktuje wiele spraw pobieżnie, jakby okres formowania się charakterów i osobowości Anglików nie miał praktycznie żadnego znaczenia dla późniejszego funkcjonowania zespołu. Kolejne rozdziały również nie należą do najobszerniejszych, jednak autor stara się w nich wyczerpać temat w zgodzie ze swoją wiedzą i umiejętnościami.

Ciekawą narrację budują chętnie przytaczane wypowiedzi członków zespołu, którzy nierzadko barwnie i ze swadą opisują swoje życie. Dobrze zilustruje to krótki fragment z rozdziału Przeprowadź mnie przez Babilon, 1991-93, w którym dowiadujemy się co nieco o muzycznej pasji (fanatyzmie?) Martina Gore’a:

[…] Często zapraszam do siebie przyjaciół, upijam się i puszczam im wszystkie moje ulubione płyty po kolei. Nad ranem wszyscy ledwie żywi gramolą się do łóżek, a ja zostaję sam jeden, mówiąc: „Ale musicie posłuchać jeszcze tego”.

Jak jednak wspomniałem, biografia ta jest po prostu zbyt krótka, by po jej lekturze odejść z przekonaniem, że o DM wie się naprawdę dużo. Owszem, kilka ważnych faktów wpadnie do głowy, wiele jednak pozostanie przed nami ukryte.

Jak już wspomniałem, za Depeche Mode. Biografia odpowiedzialna jest Kagra. Co ciekawe, jakość samego wydania znacznie przewyższa jej nowsze książki. Na uwagę zasługuje przejrzysta prezentacja tekstu, gdzie niebagatelną rolę odgrywa dobrze dobrana czcionka. Dobrze spisał się także dział korekty; błędów ortograficznych czy stylistycznych jest niewiele i w żaden sposób nie są one w stanie wpłynąć na przyjemność czerpaną z lektury.

Z perspektywy czasu nieco komicznie może wyglądać okładka, która dobrze oddaje ducha końcówki lat 90. Na froncie umieszczony został kolaż, w skład którego weszła róża (nawiązanie do artu z Violator) oraz płyta CD (przeżywająca wtedy swoje lata chwały), na której znalazły się zdjęcia zespołu. Na sam koniec warto dodać, iż książka ukazała się w miękkiej oprawie ze skrzydełkami.

Chociaż pozycja ta nie skradła mojego serca, to szybko za nią zatęskniłem, gdy przyszło mi przeczytać trzy propozycje wydawnictwa Anakonda. Mowa tu o biografiach, które ukazały się w ramach serii Gwiazdy sceny: zespołu w latach 1981-1993, tj. Depeche Mode. Wczesne lata 1981-1993,, Dave’a Gahana - Dave Gahan. Depeche Mode oraz Martine’a Gore’a - Martin Gore. Depeche Mode. W teorii wszystko powinno się doskonale sprawdzić; widać, że Anakonda miała ciekawy pomysł, z którego jednak nic nie wyszło.

Na przeszkodzie stanęły dwa podstawowe czynniki: jakość treści i jakość wydania. Wszystkie trzy biografie – autorem pierwszej i drugiej z nich jest Trevor Baker, za trzecią odpowiadają Dennis Plauk oraz André Bosse – są pod względem zaprezentowanej treści brutalnie mierne. Nie ma w nich nic ciekawego, a to sztuka, bo Depeche Mode nigdy nie był najgrzeczniejszym zespołem na ziemi. Bezpłciowy język narracji jest tylko gwoździem do trumny.

Szczególnie słabo wypada, moim zdaniem, biografia Gore’a, której w żadnym razie nie można uznać za wyczerpującej. Chociaż autorzy tego „dzieła” poświęcili uwagę tylko jednej osobie, to i tak postanowili zupełnie pominąć jego okres sprzed Depeche Mode, przeznaczając nań całe… cztery strony. To już chyba notka na angielskiej wersji Wikipedii jest bardziej rozbudowana. Nieco lepiej na tle tej publikacji prezentuje się Depeche Mode. Wczesne lata 1981-1993. Daleko temu do ideału, ale książka zwraca uwagę bardzo czytelnie prowadzoną narracją, której ton nadają kolejne płyty DM; dzięki takiemu podziałowi biografii (każdy rozdział jest poświęcony jednej płycie) parę faktów można sobie fajnie uporządkować w głowie. Szkoda, że nie ma tam ich zbyt wiele.

Muszę jednak przestrzec wszystkich tych, którzy z czytania średnich biografii czerpią perwersyjną przyjemność; wszystkie trzy wyżej opisane zabija fatalna korekta, a raczej jej brak. Absurdalnie duża liczba błędów, głównie interpunkcyjnych, zniszczyła resztki mojego zaufania do polskiego systemu edukacji. Jedynym pozytywnym aspektem książek wydanych przez Anakondę jest przyzwoita strona „fizyczna”; dobrze dobrana i – przede wszystkim – duża czcionka gwarantuje brak bólu głowy przy dłuższych posiedzeniach – jeżeli jakiś furiat na takie się zdecyduje – a zdjęcia, chociaż jest ich niewiele, uatrakcyjniają wydanie.

W pierwszym akapicie tekstu przywołałem, nie bez przyczyny, wydawnictwo In Rock. Firma ta jest odpowiedzialna za opublikowanie kilku świetnych biografii rockowych, na czele z dziełami autorstwa Micka Walla. Wydane przez In Rock książki (prawie) zawsze są fajnie wydane i oferują bardzo dobrą treść. Nie inaczej jest i w wypadku Obnażonych….

Obnażeni. Prawdziwa historia Depeche Mode (ang. Stripped: Depeche Mode) to kawał znakomitej lektury, z którą każdy fan Gahana i Gore’a powinien się zapoznać. Jej autor, Jonathan Miller, odwalił kawał dobrej roboty opisując kolejne przygody zespołu. Co ważne, nie potraktował on po macoszemu żadnego etapu życia członków DM, dokładnie opisując ich życie od początku do roku 2013 i wydania krążka Delta Machine.

Duże wrażenie robi nie tylko sama opowieść, ale i naprawdę nieźle skrojony przewodnik po dyskografii – i to nie tylko samej formacji, ale i jej członków działających solo. Wisienką na torcie jest oddanie hołdu singlowej kulturze Depeche Mode – również te płytki są dokładnie opisane i skatalogowane. Dla znawców zespołu pewnie nie znajdzie się tam nic zaskakującego, ale dla reszty osób zainteresowanych tematem ciekawych informacji powinno być aż nadto.

Jeżeli chodzi o kwestię samego wydania, to i tu In Rock spisał się naprawdę dobrze. Głupich błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych jest tutaj jak na lekarstwo, dzięki czemu nic nie mąci przyjemności płynącej z lektury. Zawartość Obnażonych… świetnie uzupełniają zdjęcia grupy wydrukowane na papierze kredowym. Warto również pochwalić ich wybór. Nowszych fotografii (tych łatwo dostępnych w internecie) jest tutaj niewiele. Zamiast tego znalazło się miejsce na rzeczy znacznie starsze, mniej znane i przez to dużo ciekawsze.

Wydawnictwo, które teraz opiszę różni się w charakterze od swoich poprzedników; nie jest to bowiem klasyczna biografia, a „biblia” dla wszystkich kolekcjonerów wszystkiego, co ma na sobie napis „Depeche Mode”. W Depeche Mode. Monument przeczytamy przede wszystkim o okołomuzycznej sferze dotyczącej angielskiej formacji. Pomysł na Pomnik autorzy (Dennis Burmeister i Sascha Lange) mieli prosty: biorą każdy album DM i opisują go najdokładniej jak się da.

Szerokie spektrum informacji o procesie nagrywania? Jest. Wnikliwe dociekania dotyczące strony fizycznej albumów? Jasna sprawa. Całe stronice poświęcone różnym singlom, remiksom itp.? Na to też znajdzie się miejsce. Ogrom pracy, którą Burmeister i Lange włożyli w to opasłe tomisko jest naprawdę porażający. Najlepszym dowodem ich wysiłku i zaangażowania jest zamykający całość aneks poświęcony licznym trasom koncertowym, podczas których Depeche Mode zwiedzili cały świat. Jeżeli kogoś ciekawiło gdzie Gahan i spółka bawili 7 września 1983 roku – to trafił pod dobry adres.

Monument to świetna propozycja dla kolekcjonerów jeszcze z jednego powodu – jest to chyba najlepiej wydana, przynajmniej pod względem wizualnym, książka o Depeche Mode. Uwagę potencjalnego czytelnika zwraca już fajnie zaprojektowana okładka, która ma oferować wrażenie ekskluzywności; wszechobecny czerwony kolor jest łamany przez tytuł zapisany złotymi literami oraz wklejane czarno-białe zdjęcie. Z tyłu wydawca (wspomniana już Anakonda) zdecydował się na odważne pójście w minimalizm, bowiem zrezygnowano tutaj z wszelkich opisów reklamujących to wydawnictwo.

W środku również dzieje się dużo. I dzieje się dobrze. Wszelkiego rodzaju zdjęć, grafik i kolaży jest naprawdę wiele. Co więcej, większość z nich jest interesująca i wcale nie mamy wrażenia, że zostały tam wciśnięte na siłę. Również ich opisy (a także tytułów i śródtytułów poszczególnych fragmentów tekstu) zostały nieźle dobrane, dzięki czemu całość jest przyjemna w odbiorze i przejrzysta.

Perfekcja? – Nie do końca… Polskie wydanie Monumentu, chociaż stoi na bardzo wysokim poziomie, nie jest pozbawione wad. Chodzi mi tutaj przede wszystkim o koszmarną robotę edytorską, równie złą, jak w zaprezentowanych powyżej trzech innych książkach o DM od Anakondy. Czuć wyraźnie, że tłumacz tego tomiszcza nie za bardzo znał się na prezentowanych albumach i związanym z nimi aspektem kolekcjonerskim, przez co takie kwiatki jak nazywanie winylowych wydań „picture disc” „płytami obrazkowymi” jest na porządku dziennym.

Na otarcie łez pozostaje jeszcze wspomnieć, że ta monografia ukazała się w Polsce w dwóch wersjach: zwykłej oraz kolekcjonerskiej. Różnią się one wyłącznie obecnością certyfikatu z ręcznie wpisywanym indywidualnym numerem egzemplarza, ale i tak to fajny bajer.

Wszystkie te książki skierowane są do osób, które chcą „depeszowskiej” lekturze poświęcić sporo czasu. Na szczęście jest jeszcze jedna propozycja, która w ultraskondensowany sposób umożliwia zapoznanie się z dyskografią DM. Myślę tutaj o 21. zeszycie z serii „Teraz Rock. Kolekcja”, który został wydany w 2013 roku. Jak można domyślić się po tytule, za jego przygotowanie odpowiedzialni byli redaktorzy związani z „Teraz Rockiem”.

Na 51 stronach przybliżają oni najważniejsze fakty dotyczące kariery Depeche Mode, a także opisują wszystkie płyty studyjne i oficjalne wydawnictwa koncertowe, wskazując jednocześnie (przy pomocy pięciogwiazdkowej skali ocen), na które powinniśmy zwrócić uwagę (np. na Violator), a które omijać szerokim łukiem (Songs of Faith and Devotion Live). Całość uzupełnia między innymi wywiad z Andym Fletcherem autorstwa Michała Kirmucia, krótki felieton dotyczący kolekcjonerskich boxów i składanek czy zaprezentowana na trzech stronach dyskografia, która pęka w szwach od okładek.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że książek dotyczących Depeche Mode na polskim rynku jest więcej. Myślę jednak, że udało mi się tutaj opisać najważniejsze pozycje (Obnażeni, Monument) oraz ostrzec przed pułapkami. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić państwa do poszerzania swojej wiedzy o Gahanie i spółce, a także do słuchania ich albumów. No dobrze, powiedzmy to już teraz – nie wszystkich. Spirit możecie sobie darować (o czym przeczytają państwo w kończącej artykuł recenzji oraz w recenzji na MusicToThePeople.pl, więcej TUTAJ).

TO, CO NAJLEPSZE: PŁYTY
Tekst: Wojciech Pacuła

Depeche Mode to zespół grający, nagrywający i wydający płyty nieprzerwanie od 37 lat. Tzw. „depeszowcy”, do których ja również się zaliczam, to niezwykle lojalna grupa fanów, wspierająca swój ukochany zespół niezależnie od panujących mód, sytuacji społecznej i politycznej itd. Pomimo tylu lat Depeche Mode wciąż ekscytuje, a każde ich wydawnictwo wyczekiwane jest tak, jakby to był jeden z nowych, świetnie zapowiadających się zespołów z obecnej czołówki list przebojów. Zresztą zwykle na nich lądują – w Polsce single tej grupy regularnie pojawiają się w pierwszej dziesiątce Listy Przebojów „Trójki” (PRIII), najczęściej na pierwszym miejscu.

Jeśli uświadomimy sobie, że tym czasie świat muzyczny kilkakrotnie się zmienił, wywracając zastane hierarchie, że powstały i przeminęły liczne style muzyczne (np. grunge), fenomen stałej obecności Depeche Mode w „wysokich stanach” obecności muzycznej musi budzić szacunek, nawet jeśli to nie jest „nasza” muzyka. Tak długa obecność powoduje też, że początkującym fanom, albo po prostu tym, którzy chcieliby wiedzieć coś więcej o twórczości tego zespołu, trudno się w niej zorientować. Jeżeli się w tym rozpoznajecie, to właśnie dla was przeznaczony jest subiektywny przewodnik po dyskografii tej grupy.

Dwie wersje analogowe Speak&Spell – stojąca została wydana jeszcze przez Mute w 2007 roku, a leżąca przez Music On Vinyl na zlecenie Sony Music w roku 2014 – okazuje się, że korzystano przy niej z tych samych matryc…

Speak&Spell, swoją pierwszą płytę długogrającą, grupa Depeche Mode wydała 5 października 1981 roku, a Spirit, czyli najnowszą, 17 marca 2017. W tym czasie ukazało się czternaście studyjnych płyt długogrających, cztery oficjalne, zaliczane do kanonu albumy koncertowe oraz trzy zestawy „Best off…”. Oprócz tego grupa wydała setki singli oraz maksisingli, na których ukazywały się nie tylko podstawowe, znane z płyt wersje, ale przede wszystkim ich remiksy oraz utwory nigdzie indziej niepublikowane. Do tego dochodzą albumy zbierające single i maksisingle, jak na przykład najnowsze wydawnictwo, dwupłytowy album Depeche Mode. The Remix Collection (Columbia 47919705, 2016). Uniwersum Depeche Mode tworzy więc kilka setek krążków.

Porządkujemy

Aby to jakoś ogarnąć, warto wybrać klucz, jakim będziemy się posługiwali podczas selekcji. Najprostszy zaproponował tygodnik „Newsweek”, który na swojej stronie internetowej zamieścił wybór dziesięciu najważniejszych, według magazynu, utworów:

1. Just Can’t Get Enough (1981) – album Speak&Spell
2. Everything Counts (1983) – album Construction Time Again
3. Master And Servant (1984) – album Some Great Reward
4. Somebody (1984) – album Some Great Reward
5. Never Let Me Down Again (1987) – album Music For the Masses
6. Enjoy The Silence (1990) – album Violator
7. Personal Jesus (1990) – album Violator
8. Walking In My Shoes (1993) – album Songs of Faith and Devotion
9. Condemnation (1993) – album Songs of Faith and Devotion
10. Barrel Of A Gun (1997) – album Ultra

Depeche Mode wraca z nową płytą. Przypominamy 10 klasycznych piosenek, które na zawsze wyznaczyły brzmienie tej legendarnej brytyjskiej grupy [RANKING] , Newsweek.pl, 18.03.2017 [dostęp: 21.03.2017]

W wyborze „Newsweeka” uwagę zwraca całkowite pominięcie tak ważnych albumów, jak A Broken Frame (1982) i Black Celebration (1986) oraz brak płyt powstałych po albumie Ultra. Powyższy wybór jest więc absolutnie subiektywny i każdy z fanów grupy podałby kilka innych, równoważnych „dziesiątek”.

Proponowałbym więc skupić się na całych albumach. Twórczość tej grupy jest wielowątkowa i wielowymiarowa, przez co można podejść do niej z kilku różnych kierunków. Można, dla przykładu, wybrać najlepsze płyty studyjne, wskazać płyty „Best off...”, będące po prostu zestawem jej najlepszych singli lub skupić się na jej twórczości tanecznej i klubowej, bo tym są jej maksisingle.

Można również podzielić jej twórczość ze względu na skład grupy:

1. 1980-1983: to pierwszy okres, w którym najważniejszą osobą był założyciel zespołu, Vince Clark (później Yazoo i Erasure). Chociaż z Depeche Mode nagrał tylko jeden album, Speak&Spell, jego utwory znalazły się także na kolejnym, A Broken Frame (1982). Wprawdzie nowy członek zespołu, Alan Wilder, grał z Depeche Mode od początku 1982 roku, to jednak nie miał wpływu na powstanie tej płyty. Jak po latach wspomina: „Chciałbym być zaangażowany w pracę nad drugim albumem, ale Daniel Miller (właściciel firmy Mute – przyp. red.) powiedział mi, że nie będę potrzebny. Zresztą zespół nigdy o tym ze mną nie rozmawiał.” (za: Jonatthan Miller, dz. cyt., s. 140).

2. 1983-1995: okres, w którym Alan Wilder jest pełnoprawnym członkiem zespołu i to on kształtuje jego brzmienie, także w czasie koncertów. Moim zdaniem to najważniejszy okres dla zespołu, w którym powstały jego najlepsze utwory i albumy. Okres ten obejmuje płyty:

  • Construction Time Again (1983)
  • Some Great Reward (1984)
  • Black Celebration(1986)
  • Music For the Masses (1987)
  • Violator (1990)
  • Songs of Faith and Devotion (1993)

3. 1995-2017: okres postwilderowy, w którym zespół występuje jako trio, najdłuższy w działalności zespołu, obejmujący następujące płyty:

  • Ultra (1997)
  • Exciter (2001)
  • Playing the Angel (2005)
  • Sounds of the Universe (2009)
  • Delta Machine (2013)
  • Spirit (2017)

To, co najlepsze: albumy studyjne

Trzy wersje tego samego albumu Violator: Blu-spec CD2 (mini LP) z roku 2014, Collectors Edition z 2006 oraz japońska z 1990 roku, wydana wraz z maksisinglem Enjoy The Silence

Ponieważ twórczość DM zmieniała się zarówno z płyty na płytę, jak i w dłuższych kadencjach, trudno wskazać jednoznacznie najlepsze albumy. Jeślibym jednak miał wskazać jeden, od którego trzeba zacząć swoją przygodę z tym zespołem, byłby to, pochodzący z 1990 roku Violator (Mute STUMM 64, LP). Pochodzą z niego największe przeboje zespołu, takie jak: Enjoy the SilenceWorld in My EyesPolicy of TruthClean oraz Personal Jesus. Na płycie tej elektroniczne brzmienie połączone zostało z bluesowymi gitarami, tworząc niebywale przebojowy zestaw, który można słuchać zarówno jako zbiór piosenek, jak i spójny album.

Kolejną płytą, którą trzeba mieć jest Black Celebration (Mute STUMM 24, LP). To pierwszy krążek zespołu, który sobie kupiłem, a to tylko dlatego, że został wydany w Polsce, wraz z 12” maksisinglem Stripped (był to chyba pierwszy wydany u nas maksisingiel 12” 45 rpm). Nie dlatego jednak włączam go do polecanej listy. To koncept-album, z którego pochodzą tak ważne dla twórczości zespołu utwory, jak: Black Celebration, Stripped, A Question of Time i New Dress.

Na płycie tej grupa odeszła od industrialnych motywów na rzecz gęstej atmosfery i wyrafinowanego aranżu. Stał się on podstawą dla Music For The Masses (Mute STUMM 47, LP), którą można traktować jako jej drugą część; to na tej ostatniej Never Let Me Down Again i Little 15. Myślę, że nieprzypadkowo angielski tytuł biografii zespołu pióra Millera brzmi Stripped, jak jeden z zamieszczonych na tym krążku utworów.

I wreszcie Ultra (Mute CD STUMM 147, CD), album z 1997 roku, który pierwotnie miał się ukazać jako album EP (Extended Play). To pierwsza płyta grupy wydana w trio, po odejściu Alana Wildera i po udanym odwyku, jakiemu poddał się Dave Gahan. Płyta osiagnęła sukces, którego chyba nikt się nie spodziewał, a zespół wypracował brzmienie, które będzie rozwijać we wszystkich nastepnych wydawnictwach. Z płyty pochodzą takie znane utwory, jak: Barrel of a GunThe Love ThievesHome oraz It's No Good.

Do tej trójki dodałbym dwa albumy „uzupełniające”, które pozwolą się zorientować w pierwszym i najnowszym okresie. Z czasów przed Wilderem polecam płytę A Broken Frame (Mute STUMM 9, LP), a z najnowszych Delta Machine (Columbia 88765460622, CD). Pierwsza z nich nie jest zwykle wymieniana przez fanów wśród ich ulubionych, ale to na niej grupa uchwyciła swój styl i to tam znajdziemy wszystkie elementy, które składają się na atmosferę jej nagrań. W singlowym utworze See You sumuje się wszystko, co w twórczości Depeche Mode wówczas było najlepsze.

Z kolei Delta Machine to pierwsza płyta nagrana po podpisaniu przez grupę kontraktu z, należącą do koncernu Sony Music, wytwórnią Columbia. Znajdziemy na niej utwóry napisane przez Martina Gore’a, autora przeważającej większości wcześniejszego grupy oraz Dave’a Gahana, który był już wówczas po wydaniu dwóch solowych płyt; utwór Should Be Higher napisał on razem z Kurtem Uenalą, który mu przy nich pomagał. Jest to o tyle istotne, że Kurt Uenala pełni ważną rolę także na najnowszej płycie zespołu pt. Spirit (Columbia 88985411682, CD). Ten dwupłytowy (w wersji LP) album pokazuje zespół z perspektywy mocnej, analogowej elektroniki i rockowej perkusji oraz gitary.

Ciekawostka – niemiecka firma Sonopress w 1993 roku wydała album Songs of Faith and Devotion z umieszczonym wewnątrz zdjęciem dessous zakrytym nieprzezroczystą podkładką. Żeby zobaczyć co pod nią jest należało wymienić środek pudełka na przezroczysty.

I co? Jak się okazuje niezagospodarowana została płyta Songs of Faith and Devotion (1993), która wystrzeliła zespół w rockową stratosferę, dzięki któremu ostatecznie podbił rynek on USA; wspiął się on na szczyt list przebojów w Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych: Albums Chart oraz Billboard 200. Co tylko potwierdza kłopoty z ustaleniem „kanonu” najlepszych płyt tej grupy. Songs… wyprodukował Flood, wtedy już po Achtung Baby grupy U2 (1991), i był to pierwszy album DM o ciężkim, gitarowym brzmieniu. Pochodzą z niego takie fantastyczne przeboje, jak: Walking in My Shoes, Condemnation, In Your Room i Rush.

Podsumowując tę część, po krótkim zastanowieniu, powiedzmy więc tak: aby poznać twórczość Depeche Mode można poprzestać na trzech albumach: A Broken Frame, pokazującym start w wielki świat, Violator, jako arcydzieło na którym niemal każdy utwór to przebój, oraz Songs of Faith and Devotion, dzięki któremu zespół stał się światową gwiazdą i dzięki której emigrował w rejony rockowe, na których pozostał do dziś i do których odwołuje się na swoich solowych płytach Dave Gahan. Serce boli, ale duty calls

To, co najlepsze: single, maksisingle i koncerty

Twórczość Depeche Mode to w dużej mierze obecność na listach przebojów za sprawą hitowych singli. Jeśli nie interesują nas całe albumy, a chcemy w jak najkrótszym czasie poznać możliwie dużo najważniejszych utwórów, sięgnijmy po jeden z kilku zestawów typu „Best of…” Można to zrobić na trzy sposoby, które są zresztą z sobą kompatybilne. Pierwszym wyborem powinien być box The Singles 81>98 (Mute LCDMUTEL1, 3 x CD) w skład którego weszły dwa wcześniejsze wydawnictwa (The Singles 81>85 był pierwszym albumem grupy, który został wydany w Polsce na winylu). W ładnym pudełeczku znajdziemy obydwa zestawy z nowym remasterem cyfrowym, a na nich wszystkie małe płytki aż do albumu Ultra.

Dwie wersje płyt z maksisinglami – winylowy box Remixes 81-04 (z tyłu) oraz wersja cyfrowa, Remixes 2. 81-11 (z przodu)

Druga możliwość to sięgnięcie po remiksy najważniejszych utworów – w przeciwieństwie do innych wykonawców, w przypadku Depeche Mode to równorzędna oferta. Tutaj liczy się przede wszystkim zestaw Remixes 2. 81-11, w trzypłytowej wersji i ładnym pudełeczku (xlcdmutel18, 3 x CD, 2011). Znajdziemy tam remiksy takich artystów, jak Röyksopp, a także Vince’a Clarka i Alana Wildera, dla których było to swego rodzaju pojednanie z resztą zespołu.

I wreszcie koncerty – to zawsze jest swego rodzaju wybór najlepszych utwórów, towarzyszących materiałowi z ostatniej płyty. W dyskograffii Depech Mode liczy się przede wszystkim jedno tego typu wydawnictwo, dwupłytowy album 101 (Mute STUMM 101, 2 x LP; w Polsce funkcjonuje strona internetowa 101dm.pl). Ukazał się on 13 marca 1989 roku i dokumentował finałowy koncert z trasy 1987/1988 Music for the Masses Tour, który miał miejsce 18 czerwca 1988 roku w Rose Bowl (Pasadena). Ciekawostka – jedną z rzadszych wersji 101, z jaką można się spotkać jest dwupłytowy album SACD/CD stereo/wielokanałowy, wydany w 2003 roku (LCDStumm 101, 2 x SACD/CD).

Z kolei jeśli chcielibyście usłyszeć koncertowe wydanie Depeche Mode w nowej odsłonie, warto mieć box Live in Berlin, w skład którego wchodzą dwie płyty DVD, dwie CD oraz Blu-ray z materiałem audio w wysokiej rozdzielczości – stereo i 5.1 (Columbia 5035642).

Koncert 101 w wersji Super Audio CD/CD

To, co najlepsze dla kolekcjonerów i aufiofilów

Dyskografia Depeche Mode to raj dla kolekcjonerów i wyzwanie dla audiofilów. Zacznijmy od tych pierwszych. Firma Mute, wydawca tej grupy aż do płyty Sounds of the Universe z 2009 roku, dbała o to, aby do fanów, dziennikarzy, kolekcjonerów, DJ-ów trafiały specjalne edycje jej wydawnictw, zarówno albumów, jak i singli. Każda płyta DM funkcjonuje więc w kilkunastu, a często kilkudziesięciu wersjach.

Albumy winylowe dostępne są w podstawowej, czarnej wersji, a także w wersjach kolorowych, wydawanych w RFN przez firmę Intercord. W Niemczech, począwszy od albumu Construction Time Again (1983), winyle tłoczone były w technice DMM (Direct Metal Mastering), w którym pomijano jeden etap tworzenia matrycy, wymagany przy klasycznych płytach. Teoretycznie powinny więc brzmieć lepiej. Ważną rolę pełnią też specjalne wydawnictwa w boxach. O kilku już wspomniałem, ale warto wiedzieć, że właściwie każdy album tej grupy miał kilka wersji o limitowanym nakładzie, które rozsyłano po zaprzyjaźnionych redakcjach i wydawnictwach.

Najlepsze wydania cyfrowe to te z Japonii, płyty BSCD2

Jakość dźwięku na płytach Depeche Mode różni się, i to znacznie, w zależnosci od tego o którym tytule mówimy i jakim wydaniu. Generalnie ofertę trzeba podzielić na część winylową i cyfrową.

Najpierw o LP. W przypadku dwóch pierwszych tytuów tej grupy, tj. Speak&Spell oraz A Broken Frame, najlepiej poszukać oryginałów winylowych na wtórnym rynku. Obydwie zostały nagrane analogowo i tak też najlepiej brzmią. Tytuły od Construction Time Again do Music For the Masses brzmią równie dobrze w na oryginalnych wydawnictwach, jak i na specjalnej edycji z 2006 (cyfra) i 2007 (LP) roku „Depeche Mode Limited Edition” (więcej w artykule Depeche Mode na winylu - Limited Edition Collection), chociaż każda inaczej. Od Violator do Ultra najlepsze wersje to właśnie te zremasterowane cyfrowo. Nacięto je z plików wysokiej rozdzielczosci 24/96. Tym, którzy chcą pozostać przy zbiorze singli warto polecić specjalną, trzypłytową wersję The Singles 86>98 (Mute MUTEL5) z krążkami wytłoczonymi na 180 g winylu.


Dla radiostacji i DJ-ów firma Sony Music przygotowała płyty CD-R ze wszystkimi wersjami danego singla – w tym przypadku Soothe My Soul; to pozycja, której nie było w oficjalnej sprzedaży

Wydawnictwa cyfrowe dostępne są w większym wyborze. Najlepsze wersje niemal całego katalogu wydała firma Sony Music, wkrótce po przejęciu katalogu grupy. Zdecydowanie należy wybrać te wydane w Japonii na płytach Blu-Spec CD2 (BSCD2) w formie mini LP, z wiernymi reprodukcjami okładek winylowych, a nawet z oryginalnymi kopertami wewnętrznymi na płyty. Dostępne są one osobno, ale również wraz z dwoma, kolekcjonerskimi boxami przygotowanymi w Japonii przez firmę Union Disk.

Równie ciekawie przedstawiają się mini-boxy wydane w 2006 roku w serii Depeche Mode Collectors Edition (więcej o tej serii TUTAJ). W skład każdego, ładnie wydanego pudełeczka wchodzi hybrydowa płyta SACD/CD, na której mamy wersję wielokanałową 5.1 (DSD) oraz stereofoniczną (DSD i PCM), i krążek DVD, na którym znajdziemy wersję wielokanałową PCM 24/48, stereofoniczną PCM 24/48, film dotyczący danego okresu, dodatkowe utwory w hi-res, a także klipy muzyczne. Dźwięk tej wersji jest gorszy niż płyt z BSCD2, ale znacznie lepszy niż wszesniejszych wydawnictw CD. Należy jednak uważać na jedna rzecz - Depeche Mode Collectors Edition zostało wydane na dwa sposoby – z hybrydową płytą SACD/CD oraz regularną CD. Ta ostatnia tłoczona była w polskiej wytwórni Tact. Moim zdaniem znacznie lepiej brzmią wersje hybrydowe, nawet jeśli słucham ich z warstwy CD.

I zostają jeszcze single. Początkowo single cyfrowe Depeche Mode wydawane były w Wielkiej Brytanii przez firmę Nimbus Records, która przygotowywała do nich master i czuwała nad tłoczeniem. Co im się bardzo przysłużyło. Nimbus Records to bowiem jedna z bardziej szanowanych brytyjskich firm wydawniczych. W centrum jej filozofii dotyczącej nagrania początkowo znalazła się innowacyjna technika rejestracji dźwięku przestrzennego o nazwie Ambisonic. Oprócz tego znana jest z doskonałych reedycji płyt winylowych, przygotowywanych dla magazynu „Hi-Fi Practice”. I wreszcie z płyt CD – była pierwszą brytyjską firmą, która je wykonywała. Szukajmy więc starszych singli, które pośrodku (od spodu), tuż przy otworze centrującym mają wypalone laserowo „Nimbus Records”.

Singiel In Your Room wyszedł w kilku wersjach. Kiedy mieliśmy już wszystkie, kupowaliśmy specjalny box, który po rozłożeniu miał kształt krzyża

Jeśli chcecie jednak mieć single ze zremasterowanym dźwiekiem, nie pozostaje wam nic innego niż kupić specjalne boxy – sześć – w których znajdziecie po sześć tytułów. Dostępna jest też specjalna, limitowana do 400 sztuk, wersja wydana w Niemczech, w której single z trzech boxów włożone są do drewnianego pudełka z logo zespołu.

Tekst: Wojciech Pacuła

DEPECHE MODE
Spirit

Columbia Records 5411651 (LP)
Columbia Records 5419572 (CD)

Data wydania: 17 marca 2017 (CD, LP) Format: 2 x 180 g LP | 2 x CD Box | SP CD

Spirit to czternasty album brytyjskiej grupy Depeche Mode, drugi – po Delta Machine z 2013 roku - nagrany dla wytwórni Columbia Records, należącej do Sony Music. Na okładce obok ich logotypów znalazło się także logo Mute, wytwórni dla której nagrali wcześniej dwanaście albumów. Dowodzi to ogromnej lojalności członków zespołu – Daniel Miller, dyrektor Mute, przez lata wspierał zespół, a początkowo wraz z nimi nagrywał i produkował ich płyty. Jest też autorem części wczesnych remiksów.

Album został zarejestrowany i zmiksowany pomiędzy kwietniem a sierpniem 2016 roku w studiach Sound Design (Santa Barbara, California) i Jungle City Studios (New York City, New York). To pierwsza płyta DM, której producentem jest James Ford, znany m.in. z produkcji albumów Arctic Monkeys i Florence and the Machine. 11 października 2016 zespół ogłosił na swojej stronie internetowej przebieg trasy koncertowej Global Spirit Tour, w czasie której odwiedzi także Polskę (PGE Narodowy, Warszawa, 21 lipca 2017).

Pierwszym singlem był Where's the Revolution (bez pytajnika na końcu), którego premiera miała miejsce 3 lutego 2017 (Columbia Records 5420022). Ciekawostka – jako pierwsze utwór ten zagrało polskie radio „Trójka”, emitując go dokładnie o północy 3 lutego. Singiel ten ukazał się 20 lat po premierze singla Barrel of a Gun, pierwszego na którym – po latach współpracy z Alanem Wilderem – zespół zagrał w trio. Autorem oprawy plastycznej – okładki, zdjęć i projektów związanych z trasą koncertową, jest Anton Corbijn.

Zgodnie z dotychczasową polityką zespołu, nowe wydawnictwo ukazuje się w wielu różnych formatach i w różnej formie. Najprostsze jest jednopłytowe w formie niewielkiej książeczki. Kolejne to wersja DeLuxe Edition z dodatkową płytą, na której umieszczono pięć niemal instrumentalnych remiksów, przygotowanych pod okiem zespołu. Jej rozbudowana wersja to Spirit DeLuxe Edition włożony do pudełka wraz z przypinką; nosi ona nazwę „Special Edition with Band-Pin”. Dodajmy, że w Japonii płyta została wydana jako Blu-spec CD2 (BSCD2).

Fizyczna, i to mocno, jest także wersja winylowa. Album został wydany na dwóch 180 g płytach LP, z tym że sygnał zapisany jest tylko na trzech stronach: A, B i C. Strona D jest pusta – widnieje na niej tylko logo Spirit. Przypomnę, że kiedyś w ten sposób swoje najlepsze wersje remasterów wydawała firma Classic Records, ponieważ mogła tłoczyć głębokie rowki bez obawy o to, że będą one modulowały sygnał po drugiej stronie. W tym przypadku chodziło tylko o to, że materiału było więcej niż na dwie strony. Być może trzeba więc było wytłoczyć winyle o prędkości 45 rpm, jak to zrobiono z albumem Divide Eda Sheerana. Dodajmy, że płyty zostały nacięte z cyfrowego pliku wysokiej rozdzielczości.

Płyta Spirit dostępna jest także w formie plików. Wraz z albumem winylowym otrzymujemy niewielką karteczkę z kodem, dzięki któremu możemy bezpłatnie ściągnąć jego cyfrową wersję. To dobry pomysł, takie łączenie analogu i cyfry – Columbia nazwała go „From VINYL to DIGITAL”. Inicjatywa warta pochwalenia, szkoda więc, że to tylko pliki mp3, a nie hi-res. Ściągniemy w ten sposób tylko podstawową wersję albumu.

Pliki w wysokiej rozdzielczości dostępne są np. na stronach serwisu HDTracks.com. Kupić możemy pliki AIFF, ALAC, FLAC oraz WAV o długości słowa 24 bity, ale częstotliwości próbkowania tylko 44,1 kHz, czyli takiej, jak na płycie CD. Szkoda… Myślę, że powinny to być pliki „Master”, podobnie jak z – dla przykładu – wydawnictwa Linn Records. Fajne jest to, że możemy kupić albo wersję podstawową, z dwunastoma utworami, albo wersję DeLuxe Edition, z pięcioma dodatkowymi.

ODSŁUCH

Premiera Spirit była wydarzeniem. To niezwykłe – po 37 latach działalności zespołu Depeche Mode jego wydawnictwa wciąż budzą emocje i są wyczekiwane nie tylko przez starych fanów, ale także tzw. „świat muzyczny”. Tym razem premierze towarzyszyły działania pozamuzyczne, co dla Depeche Mode jest pewnym novum. Jak w artykule Bluźniercze plotki pisał Bartek Chaciński, uznane grupy stronią zwykle od polityki, „bo czemu niby wprowadzać w niepotrzebne rozterki stałych klientów, czemu ryzykować np. kłótnie na tematy polityczne, jeśli płyty się sprzedają?” („Polityka” Nr 11 (3102), 2017, s 80).

Tym razem jest inaczej. Wydanie Spirit zbiegło się z ofensywą skrajnej prawicy w USA, której niektórzy prominentni członkowie okazują się być fanami zespołu. Jeden z nich, Richard Spencer, zawłaszczył więc Depeche Mode, mówiąc o nim „oficjalny zespół alternatywnej prawicy”. Co w stosunku do trójki chłopaków o korzeniach w robotniczym miasteczku – mimo że teraz zamożnych – jest więcej niż nadużyciem. Oświadczenie to spotkało się z szybką reakcją zespołu, a przesłanie płyty zostało tym mocniej wyeksponowane.

I ono jest, jakim i się wydaje, najmocniejszą stroną tego wydawnictwa. Począwszy od okładki, poprzez teksty, na oficjalnych wypowiedziach skończywszy – wszystko to jest mocnym głosem w dyskusji o współczesności, ze wskazaniem na powrót do najgorszych praktyk i na rozczarowanie kierunkiem, w którym poszły Stany Zjednoczone – gdzie mieszkają Martin Gore i Dave Gahan – a także Europa. Nie zawsze jest to głos czysty bo ostatecznie członkowie grupy są ludźmi zamożnymi, częścią establishmentu. Ale korzenie jednak zobowiązują, a to chłopaki pochodzący z robotniczego miasteczka.

Muzycznie album jest solidnym powtórzeniem tego, co znamy już po części z Delta Machine, ale przede wszystkim z Sounds of the Universe (2009). Nie ma tu jednoznacznych przebojów, wyrazistych melodii, nowatorskich, albo nawet wyróżniających się rozwiązań aranżacyjnych. Jak mówię – to solidna, rzetelna produkcja. Mnie to jednak nie wystarcza. Nie „kupuję” tego, ponieważ po kilkukrotnym przesłuchaniu płyty – zarówno na winylu, jak i płycie CD – nie jestem w stanie zanucić żadnej melodii, pamiętam może trzy utwory, a i to powierzchownie. Niczego we mnie ta muzyka nie porusza.

Także pod względem jakości dźwięku nie jest najlepiej. Da się zauważyć tendencja do zniekształcania głosu Gahana efektem, przez który brzmi on w brudny sposób. Ale nawet jeśli śpiewa on „na czysto” jego wokal jest tak mocno skompresowany, tak wyprany z trzeciego wymiaru, że i tak słychać, jakby był przesterowany. Cała produkcja ma tendencję do sterylności i grania dużym dźwiękiem, w którym nie ma wiele miejsca na smaczki i wyrafinowanie, ani też na plany. A przecież z tych rzeczy Depeche Mode niegdyś słynęli. W tym przypadku użycie mnóstwa vintage’owych, analogowych syntezatorów (Martin Gore jest ich kolekcjonerem) nie przełożyło się na bogactwo brzmieniowe.

Podsumowanie

Cokolwiek nie powiem, nie napiszę, sukces płyty Spirit jest raczej nieunikniony. Trafia ona we właściwy czas, wspierając środowiska przeciwne populistycznej neoprawicy (alterprawicy). Muzycznie nie ma na niej niczego nowego, jest raczej nudno, a dźwięk nie jest na tyle dobry, aby zbudować wielowarstwowy, głęboki przekaz. Nie sądzę więc, abym zbyt często do niej powracał. To jednak wciąż solidna płyta, która znajdzie swoich zwolenników.

Jakość dźwięku: 6-7/10

DEPECHE MODE w „High Fidelity”

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM