pl | en

RECENZJA

 


Polish Jazz Forever
REMASTER 2016
vol. 0 | vol. 5 | vol. 13 | vol. 39 | vol. 65

Kontakt:
ul. Osmańska 11
02-823 Warszawa
e-mail: kontakt@warnermusic.pl

www.warnermusic.pl

POLSKA


iedy szefowie centrali Warnera dowiedzieli się o sprzedaży Polskich Nagrań, to – jak w artykule Marka dużej wagi pisze Bartek Chaciński - spytali tylko, czy to firma, która ma w katalogu Astigmatic Krzysztofa Komedy. To album stale znajdujący się w czołówce najlepszych płyt jazzowych – nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Wydany pod numerem 5 w serii Polish Jazz doskonale zniósł upływ czasu, czego nie da się powiedzieć o wszystkich albumach z tej – liczącej 76 numerów – serii.

Wymyślił ją kompozytor i dyrektor artystyczny Polskich Nagrań Ryszard Sielicki, ale przez lata realizował muzykolog Andrzej Karpiński. Okładki dla niej projektowali najlepsi – Rosław Szaybo oraz Marek Karewicz. Seria poprzedzona została płytą Go Right kwintetu Andrzeja Kurylewicza, o której mówiło się nieoficjalnie „vol. 0”, a oficjalnie wydawana była od roku 1963, kiedy to ukazała się płyta z jazzem tradycyjnym Warsaw Stompers, New Orlean Stompers, vol. 1. Zakończenie nastąpiło w roku 1989, kiedy wydano ostatni album - Lonesome Dancer Lory Szafran. PJ nie było oczywiście jedyną serią jazzową wydawaną w Polsce. Płyty pod nazwą PolJazz wydawało Polskie Stowarzyszenie Jazzowe, a od końca lat 70. polski jazz ukazywał się też na płytach Helicon Records założonego przez Międzynarodową Federację Jazzową. Było jednak najbardziej prestiżową.

Większość płyt PJ doczekało się wznowień, najpierw na LP, a po roku 1989 część znalazła się na reedycjach na CD, niestety nie zawsze udanych. Dlatego też decyzję Warner Music Polska o tym, aby wydać CAŁĄ serię Polish Jazzu, zarówno na płytach Compact Disc, jak i Long Play (180 g) trzeba przyjąć z najwyższym uznaniem. Tym większym, że duża część wydanych z tym logo tytułów nie jest dzisiaj szczególnie atrakcyjna (przez co ich sprzedaż może nie być zbyt duża). Jak mówi Paweł Brodowski, redaktor naczelny magazynu „Jazz Forum”, znawca jazzu, redaktor naczelny serii wznowionej przez nowego właściciela, znalazły się w niej albumy wyjątkowych artystów, Namysłowskiego, Komedy, Kurylewicza, Trzaskowskiego, Wróblewskiego, jazz tradycyjny, nowatorski, eksperymentalny. Ale też wiele z nich to wynik znajomości, układów, nawet przypadku. A jednak… „Trudno wskazać podobnie wartościową serię muzyczną w naszej stronie Europy” - mówi przywołany wyżej Brodowski i trudno z tym polemizować. Tym większy więc szacunek dla Warnera za tę decyzję.

Na początku kwietnia ukazała się pierwsza grupa sześciu płyt Polish Jazzu zremasterowana przez Jacka Gawłowskiego z JG Master Lab. To człowiek odpowiedzialny za remastery m.in. płyt Niemena, Maanamu itd., o którym pisaliśmy w wydaniu majowym (czytaj TUTAJ). Od strony merytorycznej za reedycje odpowiedzialny jest Paweł Brodowski i to on wymyślił, w jakiej kolejności powinny się ukazywać. Najprostszą metodą byłoby wydawanie ich po kolei, ale też metodą mało atrakcyjną dla melomanów i chyba nie gwarantującą sukcesu finansowego, a przecież to dwie strony tego samego medalu. Wymyślił więc taki patent: płyty wydawane będą w grupach po sześć i w każdej takiej grupie znajdzie się jazz tradycyjny, eksperymenty, wokalistyka itd. w taki sposób, żeby były w tej „paczce” albumy z różnych okresów. Do końca roku ma się ukazać kilkadziesiąt tytułów.

Na początek sięgnięto po krążki:

  • ANDRZEJ KURYLEWICZ, Go Right, Polskie Nagrania 1963/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 0
  • KRZYSZTOF KOMEDA QUINTET, Astigmatic, Polskie Nagrania 1965/Warner Music Poland 2016 | Vol. 5
  • NOVI SINGERS, Bossa Nova, Polskie Nagrania 1967/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 13
  • TOMASZ STAŃKO, TOMASZ SZUKALSKI, EDVARD VESALA, PETER WARREN TWET, Polskie Nagrania 1974/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 39
  • EXTRA BALL, Birthday, Polskie Nagrania 1976/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 48
  • EWA BEM WITH SWING SESSION, Be a Man, Polskie Nagrania 1981/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 65

Ponieważ to pierwsza partia nowych remasterów, czytelnikom należy się wprowadzenie i nakreślenie kontekstu, co znacznie wydłużyło test. Kolejne będą znacznie krótsze :) Artykuł podzielony został na dwie części: część 1. pt. Polish Jazz – wydania oraz część 2. pt. Remaster 2016 – dźwięk. Można zacząć np. od pierwszej, można też od drugiej, przeczytać je osobno lub razem – wybór zostawiamy państwu. Chcielibyśmy, aby była to solidna podstawa do pozostałych części tego cyklu.

CZĘŚĆ 1.
Polish Jazz – wydania

Biorąc pod uwagę wagę gatunkową sporej części płyt wydanych z logo PJ, a także ich popularność zaskakuje nieduża ilość wznowień. Najwięcej z nich dotyczy płyty Astigmatic Komedy i tu jest czym się pochwalić: znamy siedem polskich wydań na winylu (plus jedno czeskie i jedno niemieckie) oraz dziewięć wydań na płycie CD. Żadna inna pozycja z katalogu Polskich Nagrań nie może się jednak z tym równać. Zazwyczaj mamy do czynienia z dwoma, rzadziej trzema, wydaniami Long Play i jednym, albo w ogóle, CD. Problem polega na tym, że nigdy nie udało się wznowić wszystkich pozycji Polish Jazzu. W Kolejnym odcinku Polish Jazz Forever powiemy o wydaniach winylowych, tym razem chciałbym się skupić na wydaniach cyfrowych. Trzeba bowiem wiedzieć, że choć równolegle ukazują się wersje CD i LP, to nowy remaster został przygotowany w domenie cyfrowej z myślą o płytach Compact Disc.

Reedycja 1989

Pierwsza próba miała miejsce już w 1989 roku, a więc zaraz po tym, jak Polskie Nagrania rozpoczęły sprzedaż płyt Compact Disc. Ukazało się wówczas piętnaście płyt oznaczonych „Polish Jazz”, z nagraniami Komedy, Trzaskowskiego, Ptaszyna Wróblewskiego, Novi Singers itd. Nie jest to jednak pełnoprawna reedycja, ponieważ krążki zawierały wybór z różnych krążków danego artysty, zawsze jednak z utworami zaczerpniętymi z płyt PJ. W przypadku Komedy sięgnięto po Astigmatic w całości, dodając do niej osiem utworów dodatkowych. Płyty zostały przetransferowane do domeny cyfrowej z analogowych taśm, nie wiadomo jednak czy były to taśmy-matki, czy kopie, a jeśli „mastery”, to której generacji. Okładki wszystkich płyt są identyczne i dzisiaj mogą już wzbudzać nostalgię – przez wiele lat uważane były za wyjątkowo brzydkie.

Reedycja 2004: „tzw. Anex”

Polskie Nagrania kolejną próbę podjęły dopiero w 2004 roku. To pierwszy raz, kiedy wznowiono płyty Polish Jazzu z ich oryginalnymi okładkami. Niestety wydano zaledwie 16 płyt, po czym projekt zarzucono. Wśród wybranych tytułów znalazły się takie „pewniaki”, jak Go Right Kurylewicza, Astigmatic Krzysztof Komeda Quintet, TWET Tomasza Stańki, Winobranie Zbigniewa Namysłowskiego, Unit Adama Makowicza, jak i Scant Andrzej Trzaskowski Sextet oraz Modern Pentathlon Laboratorium.

Płyty wydano w digipaku, którego pierwsza, otwierana strona była powtórzeniem wydania analogowego – na stronie tytułowej była okładka, a na drugiej (wewnętrznej) tył płyty. Krążki CD były imitacją płyty LP, z wyklejką (papierowe kółko naklejane na Long Play) pośrodku i czarnym brzegiem. Wyklejka nie miała jednak nic wspólnego z oryginalnym wydawnictwem. Grafika okładek była całkiem niezła. Pod przezroczystym plastikiem wewnątrz wyszczególniono wszystkie tytuły PJ, w tym Go Right Kurylewicza, ale bez numeru. Warto zwrócić uwagę, że po raz pierwszy oficjalnie wydawca zaliczył więc płytę Andrzeja Kurylewicza i jego trio do kanonu, chociaż oryginalnie ukazała się bez loga PJ i nie miała nadanego numeru. Skoryguje to dopiero Warner Music Polska, który na jej remasterze z 2016 roku naniesie wpis „vol. 0”.

Postarano się także o lepszy dźwięk – z oryginalnych taśm-matek remasteru w 24-bitowej rozdzielczości dokonali: pani Joanna Szczepańska oraz pan Wojciech Marzec, obydwoje ze Studia Masteringowego Polskich Nagrań. Skanem i edycją okładek zajął się pan Jarek Nowak. Problemem tego wydania jest to, że po jakimś czasie digipak zaczynał się wyginać, jak gdyby sklejenie papierowej okładki plastikowego wnętrza było niewłaściwe. Na płytach i z tyłu okładek naniesiono logo z nutką w ramce, tj. to, które obowiązywało od 1979 roku.

Reedycja 2005: „Polskie Radio poleca”

Już rok później ukazuje się najładniejsze, jak dotąd, wydanie wybranych tytułów PJ – niestety tylko dwanaście płyt. Bartek Chaciński pisał niedawno w „Polityce”, że wydanie to było na granicy legalności, choć wciąż po „tej” stronie mocy; większość wydawnictw z tamtych lat miała ten feler. W serii ukazały się m.in. płyty Laboratorium, Extra Ball, Tomasza Stańki i Zbigniewa Namysłowskiego.

Płyty wydane zostały przez Polskie Radio w bardzo ładnych digipakach. W ich okładce wycięto „okienko” (stąd znane jest jako „okienkowe”), w którym widać było pomniejszoną okładkę płyty. Wkładkę tę można było wyciągnąć i przeczytać esej pióra Józefa Balcerzaka, redaktora naczelnego magazynu „Jazz”, dotyczący danego wykonawcy. Druk był wysokiej próby, a estetykę podnosiła także bardzo ładna poligrafia (kolory biały, czerwony i czarny) i lakier punktowy. Płyty CD nie udawały winyli i miały ujednolicony, biały nadruk. Płyty można było kupować oddzielnie, albo razem, w gustownym boxie – to bardzo rzadko spotykana wersja.

Ciekawe jest to, że już w rok po poprzednim remasterze zdecydowano się na nowy. Podjęła się go pani Katarzyna Gleinert, z którą rok później przeprowadziłem wywiad do magazynu „Audio”. Jak mówiła, do dyspozycji miała oryginalne taśmy-matki, które transferowała do domeny cyfrowej w 24-bitowej rozdzielczości, z częstotliwością próbkowania 44,1 kHz. Dopiero potem dokonywała odszumiania, w reduktorach szumu CEDAR i korygowała ubytki w taśmie. Zwracała wówczas uwagę na złą kondycję niektórych taśm. Działania te firmowało Studio Masteringowe Polskich Nagrań. W wydaniu tym powtórzono tylko jeden tytuł - Scant Andrzej Trzaskowski Sextet, co dawało nam już 28 tytułów Polish Jazzu dostępnych na CD.

Remaster 2006-2007: „Polish Jazz Deluxe”

W materiałach promocyjnych serii Polish Jazz Deluxe czytamy:

Punktem wyjścia jest kultowa kolekcja płyt analogowych wydawanych pod nazwą Polish Jazz, która od początku lat 60. dokumentowała dokonania polskich artystów jazzowych. Jej pomysłodawcami byli Ryszard Sielicki (ówczesny dyrektor artystyczny Polskich Nagrań) i Andrzej Karpiński (najsłynniejszy redaktor tej firmy). Ten ostatni pilotował całą serię do końca lat 80., redagując w sumie 76 płyt. Albumy z serii Polish Jazz, szczególnie w latach 60., były obiektywną kroniką polskiej muzyki jazzowej. Bez faworyzowania poszczególnych stylów jazzowych spełniała przede wszystkim rolę ważnego dziejowego dokumentu.

za: ONET.pl

Wydano wówczas 36 tytułów, z czego tylko 21 pochodziło z katalogu Polish Jazzu. Po raz pierwszy podjęto decyzję, aby ten kanon poszerzyć i uzupełnić serię o tytuły, które z jakiś przyczyn się w niej nie znalazły. A były to tak znakomite płyty, jak Easy Wojciecha Karolaka, Bemowe Frazy Bemibem, czy The Killers Karolak/Szukalski/Bartkowski. Płyty wydano w digipaku przypominającym reedycję z 2004 roku, ale zamiast dwóch elementów miał on trzy. Za remaster ponownie odpowiedzialna była pani Karolina Gleinert.

Opracowanie graficzne to „dzieło” L. Carnelli (MEMO). Cudzysłów jest całkowicie na miejscu, ponieważ poligrafia tej serii uważana jest powszechnie z najmniej udaną. Małe reprodukcje okładek na tle płyty lub w przypadku Time Killers taśmy magnetofonowej nie robiły i po latach wciąż nie robią dobrego wrażenia. Pomagało to, że na trzeciej części digipaku umieszczano reprodukcję okładki, jednak nienajlepsze wrażenie pozostawało. Sam krążek to ponownie nawiązanie do czarnej płyty z kolorową wyklejką pośrodku.

Reedycja 2016: Warner Music Poland

Producentem wykonawczym z ramienia Warner Music Polska, a więc osobą spinającą wszystko w całość została pani Anna Zając. Nie wiem, kto dobierał ludzi do poszczególnych zadań, ale chciałbym się im wszystkim głęboko ukłonić, bo płyty zostały wydane z niezwykłą starannością, zarówno pod względem edytorskim, poligraficznym, jak i sonicznym (o czym za chwilę). Każdy, kto pamięta trzy poprzednie próby wydania płyt Polish Jazzu najnowszą wersję weźmie do ręki z prawdziwą przyjemnością.

Wydawnictwo ma postać trzyczęściowego digipaku z książeczką i grubymi okładkami. Po raz pierwszy dostajemy na CD dokładną reprodukcję okładki płyty – na dotychczasowych były albo zbyt małe (Polish Jazz Deluxe), albo miały niewłaściwe proporcje, ponieważ digipak jest prostokątem, a nie kwadratem. Poligrafia ma przyjemne, matowe wykończenie, a okładkach naniesiono lakier punktowy, dzięki czemu dodatkowo się wyróżniają. Pozostałe na pierwszej stronie digipaku miejsce przeznaczono na naniesienie loga Polish Jazzu oraz kolejnego numeru w ramach serii. Mówiłem, że wreszcie Go Right ma oficjalnie numer „vol. 0”, ale tylko na wydaniu winylowym – na CD z jakiegoś powodu się nie znalazł, a szkoda.

Za koncepcję graficzną serii odpowiedzialny jest Łukasz Hernik, a za edycję zdjęć Przemysław Pomarański - stała ekipa "wykuwająca" grafikę dla wydawnictwa GAD Records. Kłaniam się im głęboko. Typografia, layout, dobór kolorów – wszystko jest znakomite i czuję zazdrość, że ja czegoś takiego nie wymyśliłem… Dodajmy do tego małego kogutka na pierwszej stronie i ładnie dobraną poligrafię na krążkach i będziemy mieli komplet. Wewnątrz dostajemy pięknie odrestaurowane zdjęcia artystów i esej – w każdej płycie kogoś innego. Wstęp do Go Right napisał Michał Wilczyński, szef wydawnictwa GAD Records. Za remaster po raz pierwszy odpowiedzialna jest osoba z zewnątrz – to Jacek Gawłowski ze studia JG Master Lab.

Inne

Karolak/Szukalski/Bartkowski, Time Killers, Milo Records, „Polish Jazz Masters vol. 3” (2003)

Na sam koniec chciałbym tylko zasygnalizować, że oprócz Polskich Nagrań swoje reedycje płyt Polish Jazzu (i okolic) miała firma Power Bro, choć ze zmienionymi okładkami. Milo Kurtis w 2003 roku w swoim wydawnictwie Milo Records wydał kilka płyt w ramach serii Polish Jazz Masters (m.in. Time Killers Karolak/Szukalski/Bartkowski). Reedycje płyt Laboratorium, tytuły Modern Pentathlon (vol. 49) oraz Quasimodo (vol. 58) znalazły się w boxie Antologia 1971-1988. Nagrania wszystkie wydawnictwa Metal Mind Production z 2006 roku („digital remaster 24-bit”); okładki miały postać „carboard sleeve”. Ich zaletą były zamieszczone na płytach dodatkowe utwory z danego okresu, ale minusem wyedytowanie logotypów Polskich Nagrań z okładek. W 2008 roku ta sama wytwórnia wydała kilka tytułów z katalogu Tomasza Stańki w boxie 1970/1976/1984/1986/1988.

Laboratorium,Modern Pentathlon (vol. 49) oraz Quasimodo (vol. 58), w: Antologia 1971-1988. Nagrania wszystkie, Metal Mind Production (2006)

Z kolei, przed chwilą przywołany, Marek Wilczyński z GAD Records wydał dwa tytuły: Jerzy Milian Trio Baazaar (vol. 17, 2015) oraz Krzysztof Sadowski and His Group Three Thousands Points (vol. 47, 2015). Płyta Jerzego Miliana ukazała się nie tylko na CD, ale i na winylu – czarnym i kolorowym. Wydawnictwa cyfrowe ukazały się w klasycznych pudełkach typu jewelcase (tzw. „plastikach”). Recenzję obydwu wersji znajdą państwo w numerze 129 „High Fidelity” z 16 stycznia 2015 roku (czytaj TUTAJ).

Jerzy Milian Trio Baazaar (vol. 17, 2015) oraz Krzysztof Sadowski and His Group Three Thousands Points (vol. 47, 2015), GAD Records

Były to jednak wydania pojedyncze, a nie cała seria. Z tym większym entuzjazmem przyjęto więc dłuższy cykl, serię „Polish Radio Jazz Archives” Polskiego Radia, zapoczątkowaną 21 kwietnia 2013 roku trzema tytułami: Stan Getz/Andrzej Trzaskowski Trio (vol. 01), Don Ellis/Wojciech Karolak Trio (vol. 2) oraz Jazz Jamboree’62 (vol. 3). Jak pisano:

Płyty stanowią niesamowity dokument współpracy najlepszych polskich jazzmanów z gwiazdami światowego formatu. Koncerty zostały zarejestrowane przez przypadek i determinację. Choć niektóre z nagrań były już znane, tak jak saksofonisty Stan Getza, który zgodził się na wydanie pięciu utworów. Te trafiły na mini longplay Polskich Nagrań Stan Getz w Polsce. Były one wznawiane wzbudzając zainteresowanie fanów na całym świecie. Teraz otrzymujemy dużą dawkę znakomitej muzyki, która, oprócz dokumentalnego charakteru, pokazuje artyzm i klasę polskich muzyków.

za: wPolityce.pl

CZĘŚĆ 2.
Remaster 2016: dźwięk

Kurylewicz Quintet
GO RIGHT | vol. 0

Polskie Nagrania „Muza” XL 0186/Warner Music Poland 4648802
1963/2016

W pierwszej części remasterów PJ nie mogło zabraknąć klejnotu w koronie polskiej muzyki jazzowej, tj. albumu Astigmatic Krzysztof Komeda Quintet. Zaraz do niej przejdziemy, muszę się jednak przyznać, że mnie osobiście największą przyjemność sprawił odsłuch tej przed-płyty Polish Jazzu. Uważam też, że to jedna z najlepiej nagranych polskich płyt z tego typu ever. Co więcej – to na niej maestria Jacka Gawłowskiego dała swój pełny wyraz. Na czym opieram to zdanie? – Proszę zwrócić uwagę na uchwyconą przez realizatorów, a przez Jacka starannie zrekonstruowaną (bo tak rozumiem jego rolę) przestrzeń. Przypomina to brzmienie najlepszych płyt Prestige, Contemporary Records, czy Blue Note’a. Obrazowanie jest treściwe, gęste, naturalne. Instrumenty mają blisko postawione mikrofony ale „słyszą” też pozostałe instrumenty (tzw. „leaks”). W polskiej muzyce nie słyszałem niczego podobnego od dawna. Tym bardziej, że znam tę płytę jedynie z wydania monofonicznego i przez długi czas uważałem, że innego nagrania nie ma (na rynku wtórnym nie spotyka się wersji stereo).

Druga rzecz to barwa. Jacek w rozmowach, którymi dzieliłem się z państwem czy to przy okazji remasteru katalogu Niemena, a jeszcze mocniej przy składance Maanamu mówił, że jego celem jest powrót do naturalnych brzmień, a nie próba zbliżenia się do pierwszego wydania, które – jak mówi – najczęściej jest skutkiem kompromisów. Dlatego też Go Right ma gęste barwy, nasycone i wypełnione. Świetnie prowadzony jest na niej kontrabas, na polskich płytach najczęściej pudełkowaty i pusty. Tutaj ma bardzo przekonywającą barwę, objętość, duże „pudło”.

Blachy są wysycone, ale nie wychodzą zbyt mocno do góry, co musi być pochodną zastosowanych mikrofonów, magnetofonów i rodzaju taśmy, a także jej wieku – od nagrania płyty upłynęły 53 lata! Dodajmy do tego doskonałą dynamikę, a okaże się, że Vol. 0 w serii Polish Jazz dzięki Jackowi Gawłowskiemu ustawiło poprzeczkę niewiarygodnie wysoko. W wersji Compact Disc to najlepsza wersja tej płyty, jaką znam. W tajemnicy powiem tez, że podoba mi się ona bardziej niż oryginalny analog – ale niech to pozostanie między nami…

Jakość dźwięku: REFERENCJA
Wyróżnienie: BIG RED Button

Krzysztof Komeda Quintet
ASTIGMATIC | vol. 5

Polskie Nagrania „Muza” XL 0298 | SXL0298/Warner Music Poland 4648860
1965/2016

Płyta Astigmatic należy do najczęściej wznawianych tytułów polskiego jazzu. Mamy więc w czym wybierać, jeśli chodzi o porównanie. Oryginalnie wydano ją w wersji monofonicznej i stereofonicznej na LP. Na CD znana jest wyłącznie z wersji stereo. Do odsłuchu wybrałem reedycję z roku 2011 z remasterem pani Karoliny Gleinert, dlatego że do tej pory była tą ostatnia, „wzorcową”, a po drugie dlatego, że to naprawdę dobra reedycja (w przygotowaniu artykuł z porównaniem wszystkich wydań Astigmatic). Pan Karolina zdecydowała się na niej na nieco głębszą kompresję, przez co dźwięk jest większy i bliżej słuchacza, a przez to bardzo efektowny. Jej drugim, równie ważnym wyborem była mocna kompensacja niskich tonów (ich dopalenie), nadająca muzyce powagi i głębi.

Być może dlatego wersja z 2016 roku Jacka Gawłowskiego wydaje się bardziej sucha. Jest cichsza o jakieś 1-1,5 dB, trzeba więc tę różnicę zniwelować pokrętłem siły głosu. Usłyszymy wówczas, że nowa wersja jest o wiele bardziej dynamiczna, jak i bardziej wielowymiarowa. Bardzo szanuję pracę pani Gleinert, rozumiem co zrobiła, ale trzeba też powiedzieć, że nowa wersja – w znacznej mierze dzięki nieporównywalnie lepszemu osprzętowi – bardziej przypomina to, co znam z pierwszego wydania winylowego tej płyty. Samo w sobie wcale nie musi być dobre - patrz Go Right, która w wersji Jacka jest lepsza nawet niż oryginał – ale akurat w przypadku Astigmaic pierwsze winylowe wydanie jest tym wzorcowym.

Nowy remaster bardziej przypomina granie na żywo, a nie w studiu. A starsze wersje tak właśnie brzmią, tj. studyjnie – w tym sensie, że instrumenty są blisko nas, podawane są „na twarz”, a np. kontrabas i stopa perkusji pokaźne są w wyraźny, mocny sposób, który odbieramy jako „obecność”. Problemem takiego grania jest zniknięcie powietrza między wykonawcami oraz dominacja średniego basu. Przekłada się to na duży wolumen dźwięku, ale tylko na niewielkich kolumnach, które nie przenoszą niższego basu. Na Harbethach M40.1 z 30-cm wooferem było tego za dużo.

Co powiedziawszy trzeba dodać, że to nie jest najlepsze nagranie samo w sobie. Na tle późniejszych nagrań Polish Jazzu, szczególnie po vol. 15 wydaje się znakomite, ale słuchane po Kurylewiczu pozostawia niedosyt, spowodowany wyraźną separacją instrumentów, na które później nałożono pogłos. Ich brzmienie nie jest też tak tłuste i pełne, nie jest tak nasycone harmonicznymi. Ale nie będę przecież narzekać – dźwięk nowej wersji Astigmatic jest przekonywający, mamy w nim dużo powietrza i wysoką dynamikę. Barwy są ustawione tak, że całość jest spójna, nie skupiamy uwagi na czymś tylko dlatego, że jest głośniejsze. To zdecydowanie najlepsza wersja cyfrowa tej płyty, jaką znam.

Różnice w grafice między wydaniem z 2004 roku (poniżej) i 2016 (powyżej)

Na koniec: to nie jest najważniejsze, ale trzeba powiedzieć, że okładka płyty nie jest wiernym oddaniem jej oryginalnego wydania, a poprawioną wersją reedycji cyfrowej z 2011 roku. Pionowa linia dzieląca logo i tytuł płyty była na oryginalnej okładce przesunięta w kierunku tytułu i wykonawcy, jakby przez pomyłkę. W wydaniu z 2011 roku skorygowano to, pozostawiając takie samo „światło” po jej obydwu stronach – tak też wygląda okładka wydania z 2016 roku.

Jakość dźwięku: 9/10
Wyróżnienie: RED Fingerprint

Novi Singers
BOSSA NOVA | vol. 13

Polskie Nagrania „Muza” XL 0415 | SXL 0415/Warner Music Poland 4648858
1967/2016

Płyta Novi Singers nie jest najlepiej nagraną płytą z serii Polish Jazz, pomimo że należy do tzw. „złotej” grupy pierwszych, najbardziej poszukiwanych krążków. Nowy remaster porównywałem do oryginalnego wydania analogowego i do wersji CD z 2004 roku. Ta ostatnia brzmi mocniej i jest o jakieś 2-3 dB głośniejsza. Pokazuje to głębokość kompresji, jaką na niej zastosowano. Zastosowanie tak dużej kompresji daje określone korzyści, jak przybliżenie wykonawców, mocniejszą separację brył instrumentów oraz większą ich namacalność. Na remasterze z 2004 roku dość mocno zaznaczono również wysokie tony, bo blachy słychać tak, jakby mikrofon stał bardzo blisko.

Nowy remaster podaje wszystko z większej odległości, ze znacznie większym oddechem. Tak, znika bezpośredniość, ale pojawiają się zależności harmoniczne między głosami i lepiej słychać oryginalny pogłos. Wokale nie są tak wyraźnie separowane przez uwypuklenie ich brył, jak w wersji z 2004 roku, a bardziej przypominają to, co znam z winylu. Brzmią jak zespół, a nie grupa solistów. Góra jest znacznie bardziej rozdzielcza, lepiej różnicowane są blachy perkusji, ładniej brzmi góra wokali. Trudno oczywiście mówić o mistrzostwie świata – to nie jest jakieś szczególnie dobre nagranie od strony technicznej. Nie ma specjalnie wyraźnej panoramy, bo realizatorzy ustawili wokalistów bisko siebie i nie zadbali o ich wyraźnie „body”. Nowy remaster pomaga w przywróceniu naturalności przez pozostawienie wokół instrumentów więcej oddechu i powietrza, jak i przez lepsze różnicowanie ich barwy.

Uważam, że to płyta, która nie najlepiej zniosła upływ czasu, zarówno od strony muzycznej, jak i sonicznej. Wersja Jacka Gawłowskiego, czyli nowy remaster, daje możliwość wysłuchania jej w komfortowych warunkach, z oddechem, przestrzenią bez narzucającej się wysokiej średnicy i góry. Ale i starsza ma coś w sobie, bo przez mocniejszy dół wokale mają większy wolumen i są bardziej obecne. Co by nie mówić, to jedna z tych pozycji z katalogu Polish Jazzu, które należą do grupy „kronika”, a nie „best of…”

Na sam koniec edytorski drobiazg – zespół wokalny NOVI nazwę zawdzięcza skrótowi od „New Original Vocal Instruments”. Na niektórych płytach występuje jako NOVI, a czasem, np. Torpedo, jako NOVI Singers. Oryginalne wydanie longplaya Bossa Nova sygnowane była skróconą nazwą NOVI, mimo to na grzbiecie nowego remasteru podano jej pełną nazwę: NOVI Singers.

Jakość dźwięku: 6-7/10

Tomasz Stańko
TWET | vol. 39

Polskie Nagrania „Muza” SX 1138/Warner Music Poland 4648855
1974/2016

TWET po latach bardzo dobrze broi się zarówno dźwiękiem, jak i muzyką. Ta ostatnia jest wciąż, podobnie jak np. muzyka The Art Ansamble of Chicago, emocjonująca i wciąż jest awangardowa. To kolejna płyta, na której w nowej wersji zastosowano znacznie mniejszą kompresję niż na poprzednim wydaniu cyfrowym, bo jest cichsza o jakieś 2-3 dB. Na starszym wydaniu dodano też basu i góry, ale nie o tym chciałem mówić. Myślę, że zaczyna się mi układać pewien wzór, który można dostrzec w nowych remasterach.

Dźwięk na TWET jest bardzo rozdzielczy, zróżnicowany i ma świetne nasycenie w głąb. Starsza wersja, a nawet analogowy oryginał wydaja się nieco bardziej puste. Chociaż Compact Disc z 2004 roku jest głośniejszy, a przez to bardziej efektowny, to jego brzmienie jest bardziej „zgrubne”, a przez to prostsze. Wersja A.D. 2016 ma lepiej zsynchronizowane wszystkie elementy, w czym przypomina analogowy oryginał. Muzyka ma flow, płynie, unosi nas. Można oczywiście wskazywać na różne elementy hi-fi, które za to odpowiadają, ale najlepiej będzie chyba, jeśli poprzestaniemy na tym: rozdzielczość, dynamika, smak, to elementy, dzięki którym nowy remaster błyszczy. To pozycja obowiązkowa.

Dla porównania – krążek w wersji z 2004 roku

I jeszcze sowo o edycji – na okładce wersji z 2004 roku naniesiono logo, w którym numer katalogowy płyty brzmi: „SXL 1138”. W rzeczywistości od 1971 roku (strona Ultima Thule mówi o 1973) płyty Polskich Nagrań ukazywały się z numerami katalogowymi zaczynającymi się od liter SX i tylko takie wydania TWET-a znam. I takie właśnie, prawidłowe, logo znalazło się na okładce nowego remasteru.

Jakość dźwięku: 8-9/10

Extra Ball
BIRTHDAY | vol. 48

Polskie Nagrania „Muza” SX 1414/Warner Music Poland 4648853
1976/2016

Birthday jest jedną z tych płyt Jarka Śmietany, którą zawsze lubiłem i wciąż jej co jakiś czas słucham. Choć w 1976 roku, kiedy się ukazała nie była specjalnie odkrywcza, to jest w niej siła muzyki, siła osobowości lidera. Dźwiękowo należy ona do grupy „pośrodku” między mniej udanymi realizacjami, jak Bossa Nova i lepszymi, jak Astigmatic. Brakuje jej wypełnienia środka, mocnej góry i basu. A i dynamika mogłaby być lepsza.

Jacek Gawłowski wskazał na niej na barwy. Jeśli nie ma góry i dołu, to nie ma co udawać, że są, podobnie z dynamiką. Płyta brzmi najlepiej na dobrej klasy sprzęcie, gdzie nie trzeba niczego udowadniać i podkreślać; na słabszym może być zbyt „płaska”. Trzeba powiedzieć o dobrym rozplanowaniu instrumentów w przestrzeni, czemu remaster Jacka szczególnie służy. Pierwszy plan jest tu najważniejszy i nie wchodzimy szczególnie mocno w głąb. Broni się różnicowanie barw i brak spięcia narzucanego przez niedoskonałość techniki.

Płyta ta w nowym remasterze, mówię to z dystansem i chciałbym, żeby tak też zostało odczytane, brzmi bardzo „analogowo”, w sensie, w którym zwykle myśli się o płycie winylowej. Jest miękka, nasycona i płynna. To najlepsza wersja cyfrowa tych nagrań, jaką znam.

Jakość dźwięku: 7/10

Ewa Bem with Swing Session
BE A MAN | vol. 65

Polskie Nagrania „Muza” SX 2365/Warner Music Poland 4648851
1981/2016

Płyta Be a Man ma dwa oblicza, nadane jej przez dobór materiału. Stronę A oryginalnego wydania analogowego zajęły anglojęzyczne standardy jazzowe w opracowaniu Henryka Majewskiego, a stronę B utwory polskie, m.in. Bądź mężczyzną, ze słowami właśnie zmarłej Marii Czubaszek, oraz piękny Dzień dobry Mr Blues Jerzego Wasowskiego.

Tak się składa, że na dwie części podzielona została również sposobem realizacji dźwięku. Nic nie wiadomo na temat sesji, w których została nagrana, ale słychać, że obydwie strony winylu brzmią odmiennie. Remaster Jacka dobrze te różnice zakonserwował, nie starał się on niczego korygować, ani udawać. Lata 80. dla muzyki, także polskiej, to jeśli chodzi o jakość dźwięku zapaść. Płyta Ewy Bem nie jest pod tym względem wcale zła, ale słychać wszystkie bolączki nowego sposobu realizacji i braki w wyposażeniu studia. Dopowiem, że niemal wszystkie reedycje starszych płyt ukazujące się w latach 80. z żółtą wyklejką pośrodku są o wiele gorsze od ich wcześniejszych wydań, przede wszystkim ze względu na gorszej jakości winyl. Tak więc i pierwsze wydania z tych lat nie porywają jakością dźwięku.

Dźwięk nagrań jest dość jasny i mało plastyczny. Nie wiem, czy stosowano w tym przypadku korektory szumów, ale trochę tak to słychać. Wokal na stronie A jest bardziej przenikliwy i mniej wypełniony, z wyraźnie podkreślonym wyższym środkiem. Bardzo słabo pokazywana jest perkusja, ze zgaszonymi, matowymi blachami. Pod tym względem strona B jest znacznie lepsza, bo jest bardziej otwarta, mniej zduszona, a wokal jest pełniejszy i ma lepszą równowagę tonalną.

Nowa wersja cyfrowa nie odkrywa Ameryki i nie przynosi żadnego przełomu, a i tak to najlepsza wersja, niezależnie od nośnika, jaka jest obecnie na rynku. Jest w niej płynność, jest zwięzłość, jest spójność. Tylko tyle, ale i aż tyle. Warto ją mieć przede wszystkim ze względu na muzykę – nowy remaster pozwoli ją nam sobie przyswoić w przyjemniejszy niż dotychczas sposób.

Porównanie logotypów: oryginalne wydanie winylowe z 1981 roku oraz nowy remaster

I jeszcze słowo o logotypie – nowy remaster został opatrzony błędnym logiem. Na przełomie lat 70. i 80. zaczęto stosować prostokątne logo z nutką wpisaną w koło i napisem „Polskie Nagrania” nad nim, a pod spodem „Muza”. Z takim właśnie logiem Be a Man została oryginalnie wydana, a tutaj zastosowano wcześniejszą wersję logotypu, sprzed 1979 roku.

Jakość dźwięku: 6/10

Podsumowanie

Myślę, że dobrze widać rodzaj zmian, jakie przynosi nowy remaster i kierunek, w którym poszedł Jacek Gawłowski. Wydaje się, że zminimalizował interwencję, ale nie wycofał się i tam, gdzie trzeba było dołożył coś od siebie. Nowe wersje są znacznie bardziej rozdzielcze, bardziej dynamiczne i mają lepiej uchwycony balans tonalny. Starsze wersje, szczególnie te przygotowane prze panią Karolinę Gleinert, są tłustsze, mają dopalony dół, przez co też są atrakcyjne. Mimo to Remaster 2016 jest po prostu bezkonkurencyjny. Najważniejsza w takich operacjach jest konwersja analogowo-cyfrowa i tę Jacek, za pomocą konwerterów Apogee, wykonał doskonale. Bardzo, ale to bardzo do mnie nowa wersja Polish jazzu w wydaniu cyfrowym przemawia – wielkie dzięki!

I na tym chciałbym zakończyć pierwsze spotkanie z Polish Jazzem REMASTER 2016. Kolejne spotkanie poświęcone będzie porównaniu wydań winylowych i być może kolejnej szóstki cyfrowych. Tam wreszcie kilka wniosków natury ogólnej i moje marzenia dotyczące wydań specjalnych PJ (przeze mnie wyobrażonych).