267 Lipiec 2026
- 01 lipca
- TEST Z OKŁADKI: CIRCLE LABS M500 ⸜ wzmacniacz mocy • monobloki
- WYWIAD: KRZYSZTOF WILCZYŃSKI • Circle Labs ⸜ założyciel, konstruktor
- MUZYKA ⸜ recenzja: MILES DAVIS, Birth of the Cool, remaster 2026 • SACD/CD
- TEST: AUDIO REVEAL Classique Duo ⸜ wzmacniacz mocy • monobloki
- TEST: DIVINE ACOUSTICS Newton Diamond ⸜ nóżki antywibracyjne
- TEST: LINEAR AUDIO RESEARCH Viadua ⸜ wzmacniacz zintegrowany • lampowy
- TEST: NO VIBRATION Evo E75-SZZ & SMZ & ⸜ nóżki antywibracyjne
- TEST: SENNHEISER Momentum 5 Wireless ⸜ słuchawki bezprzewodowe • wokółuszne
- WYWIAD ⸜ producent: TOM LOADER & OLLIE THOMAS, co-CEO PMC
- RECENZJA: THOMAS KESSLER, Nocturnes Vol. 01 / Vol. 02 • Master CD-R ⸜ 2026.
- 16 lipca
- TEST: AB TECH Klar ⸜ kabel USB
- TEST: AURENDER NH10 ⸜ przełącznik LAN
- TEST: LAIV Crescendo Chorus ⸜ wzmacniacz mocy • stereo/mono
- TEST: THUNDER MELODY Black Monument LVPC-ACDC & PSU ⸜ filtr napięcia DC & zasilacz DC
|
Wstępniak
tekst WOJCIECH PACUŁA |
![]() |
No 267 1 lipca 2026 |
|
LENISTWO PLAYLISTY
NIE WIEM, CZY SAM SOBIE nie strzelam tym wstępniakiem gola (dla części testów proponuję je państwu), ale zaryzykuję: rzecz idzie o playlisty, zarówno te tworzone przez nas, jak i generowane przez algorytmy oraz „układane” przez wybrane osoby na danej platformie streamingowej. Dokładniej – o to, jakimi pobudkami się wówczas kierujemy oraz co w ten sposób zyskujemy, a co tracimy.
‖ Podstawą wszystkich serwisów streamingowych są playlisty Bezpośrednim impulsem do powstania tego tekstu, a wcześniej moich przemyśleń na ten temat, był mail od jednego z czytelników. Pisze on o „pułapce playlisty”, w którą niegdyś wpadł i z której próbuje się wydostać. Polegałaby ona na tym, że wybieramy do niej (nich) utwory, które szczególnie się nam podobają, odrzucając wszystkie te, które nas uwierają, nie trafiają do nas, są – jednym słowem – trudniejsze do słuchania. Jak dalej mówi, jeszcze długo nie zwróciłby na to uwagę, przyzwyczajony do wygody natychmiastowego dostępu oraz do pewności dotyczącej „adekwatności” muzyki z jego potrzebami. Zapewne trwałoby to jeszcze długo, może nawet zawsze, gdyby nie impuls, aby kupić odtwarzacz CD i odkurzyć kolekcję płyt. I się zaczęło… Jak mówi, „zrobiło się niewygodnie”, ponieważ dostał kompletne płyty, a nie wybór utworów. Podobnie zresztą, jak przy oglądaniu filmów, czytania książek, o których mówi – „łatwe”. Myślę, że to jest klucz do problemu: lenistwo, pójście na łatwiznę, oddalenie od siebie wszystkiego, co mogłoby być niewygodne. Nic w tym złego, a współczesny rynek wręcz namawia nas do takich zachowań: szybkich, łatwych i przyjemnych. Nawet poradnictwo psychologiczne, ciążące w stronę popsychologii, stawia na pierwszym miejscu „dobrostan” rozumiany jako brak bólu. W tym sensie, że wszystko, co sprawia nam „przykrość” jest niedobre i trzeba się tego pozbyć.
‖ Teoretycznie tak właśnie powinno wyglądać „menu” człowieka myślącego, w rzeczywistości zachowujemy się inaczej (my, nie tylko państwo) Pamiętacie może państwo taką scenę z kreskówki Studia Pixar zatytułowanej Wally, w której po raz pierwszy WALL.E (Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący. E-klasa) przez siedemset lat w samotności oczyszczający Ziemię z odpadów pozostawionych przez ludzi, a wraz z nim i my, widzimy wnętrze statku kosmicznego Axiom? To raj na... chciałem powiedzieć – Ziemi, ale chodzi właśnie o to, że to jest sztuczny „raj” zaprojektowany z myślą o ludziach, którzy z tej Ziemi uciekli. Axiom, stworzony przez korporację Buy-n-Large (BnL), miał być domem dla ludzi tylko przez pięć lat, podczas gdy w tym czasie roboty miały posprzątać Ziemię. W rzeczywistości ludzie spędzili na statku aż siedem wieków. Wszystko na statku było zautomatyzowane, a pasażerowie traktowani „po królewsku”. Wszystkie codzienne czynności wykonywały za nich roboty. Założono po cichu, że taki układ jest dobry, nie ma potrzeby go zmieniać. Jaki był tego wynik? Pasażerowie stali się otyli i leniwi. Całymi dniami siedzieli w unoszących się fotelach, wpatrzeni w ekrany i pijąc napoje z kubków. Wydaje się, że drapieżna i amoralna współczesność oczekuje od nas czegoś podobnego, może bez wygód dla nas, bez dbania o nas, a raczej z nastawieniem na to, abyśmy nie musieli myśleć. Co nam, przyznajmy to, odpowiada. Dostajemy przecież tylko to, co jest miłe i… miłe. Nie mówię, że to źle, że dążymy do tego, co nam się podoba, co nam „pasuje”, sam tak robię. Kiedy jednak staje się to celem samym w sobie, a nie chwilowym udogodnieniem, zaczyna przypominać – że odwołam się do jeszcze jednego filmu – Matrix. Jedną z takich matrixowych sztuczek są playlisty. Playlisty nie są niczym nowym. W radiu pojawiły się po raz pierwszy w latach 30. XX wieku, kiedy to stacje zaczęły układać muzyczne listy przebojów. Przełomem był rok 1935, kiedy w amerykańskim radiu NBC wyemitowano pierwsze tego typu zestawienie. W Polsce pierwsza lista przebojów powstała w 1936 roku. Od początku były one związane z dużymi pieniędzmi i władzą, nie chodziło w nich o wybór tego, co najlepsze:
Początek list przebojów, jakie znamy dziś, to rok 1935. 20 kwietnia na antenie amerykańskiego radia NBC po raz pierwszy wyemitowano audycję „Your Hit Parade”. Pomysł narodził się w biurze agencji reklamowej: nowy format miał pomóc pewnemu koncernowi tytoniowemu, głównemu sponsorowi programu, w dotarciu do nowych grup konsumentów, tj. kobiet i młodzieży – uznano, że to właśnie one są głównymi odbiorcami muzyki popularnej.
⸜ PATRYK ZAKRZEWSKI, Hity z satelity. Dzieje list przebojów, Culture.pl, 29 grudnia 2022, → CULTURE.pl, dostęp: 22.06.2026.
‖ Pierwsze playlisty powstały dla radiostacji AM, a później FM; na zdjęciu jeden z ostatnich produkowanych seryjnie odbiorników radiowych z w pełni analogowym torem (bez syntezy częstotliwości) – Tivoli One Ten grzech pierworodny list muzycznych w kolejnych latach rozwinął się we wszechobecną korupcję, przekupstwo i jeszcze większe pieniądze. Do tego stopnia, że podkopało to podstawy całej branży i z czasem doprowadziło do jej marginalizacji. Znacie państwo słowo „payola”? Wikipedia definiuje je jako nielegalną praktykę polegająca na oferowaniu łapówki lub potajemnej zapłaty nadawcom komercyjnym lub didżejom w zamian za puszczanie konkretnego utworu i promowanie go jako naturalnego hitu. Jej korzenie sięgają – tamtaradam! – początku lat 30. Steve Knopper, autor książki Apetite for self-dectruction noszącej podtytuł The spectacular crash of the record industry in the digital age, zalicza payolę do – jak je nazywa – „Big Music’s Big Mistakes”, co w wolnym tłumaczeniu brzmiałoby: „Wielkie pomyłki majorsów”. Nieprzypadkowo. Kiedy bowiem w 1960 roku w Stanach Zjednoczonych wybuchł skandal związany z „niezależnymi promotorami radiowymi”, którzy okazali się w większości przypadków kosztownymi pośrednikami we wręczaniu łapówek DJ-om radiowym (na tego typu „promocję” majorsi wydawali wówczas 30% dochodów, i to jeszcze przed opodatkowaniem) nie był to jej koniec, a początek. Tam, gdzie są duże pieniądze, tam są też i nieuczciwe zagrania. Nieuczciwość może być jednak kontrolowana, ujawniana i korygowana, tym zajmują się dziennikarze, organizacje pozarządowe (NGO) i sygnaliści. W przypadku playlist jest ona jednak wpisana w ich DNA. Choć od ich powstania, od razu w celu manipulowania ludźmi, minęło niemal sto lat, radiowe listy utworów puszczanych w czasie największej słuchalności w radiach komercyjnych wciąż są układane we współpracy z największymi wydawcami, w oparciu o dokładne badania fikusowe i nastawione na zysk. Tak zwane „playlisty” są ich dodatkiem, kropką nad „i”. Nie wszystkie listy były konstruowane w ten sposób, przypomnijmy – za Zakrzewskim – Listę Przebojów Programu Trzeciego, jak i kilka innych. To jednak przeszłość, a i sama Lista podlegała rygorom opresyjnego świata późnego PRL-u. |
‖ Listy przebojów czasów PRL mogą się wydawać wolne od korupcji; w przekupstwo nie musi jednak wcale dotyczyć pieniędzy, a może przywilejów, układów, władzy itd. Payola była przekrętem czasów analogu. W świecie cyfrowych serwisów streamingowych jest to jeszcze prostsze, przeprowadzane na nieporównywalnie większą skalę i w sposób, który jest od strony prawnej znacznie trudniejszy do udowodnienia i napiętnowania. Liz Pelly pisze wręcz, że w historii serwisu Spotify (a generalnie – streamingu) zawiera się „historia zepsutej branży muzycznej desperacko starającej się utrzymana powierzchni w czasach, w których dzielnie się plikami jest dozwolone”. I dalej:
To jest historia słuchaczy, którym sprzedaje się muzykę bardziej jako coś użytkowego, a nie formę sztuki, oraz muzyków, którzy zaczynają postrzegać siebie raczej jako „kreatorów kontentu”, a nie artystów. To jest historia prekariatu, hiperkomercyjności, indywidualizmu oraz – ponad wszystko – o wszystkim tym, co zostało przyćmione przez pojęcie „vibe’u”.
⸜ LIZ PELLY, Mood Machine: The Rise of Spotify and the Costs of the Perfect Playlist, One Signal Publishers, Nowy Jork 2025, s. X. Rozumiecie państwo, ci się stało, prawda? Playlisty „układane” przez serwisy streamingowe mają przynieść jak największe zyski. Nic więcej. Ażeby to się udało, słuchacze muszą być przekonani, że oni sami są współtwórcami playist i że są one „skrojone dokładnie do ich potrzeb, że zacytuję – z pamięci – jedno z haseł reklamowych. I rzeczywiście, są one precyzyjnie i perfekcyjnie układane, ale po kątem potrzeb tych, którzy je proponują, a „krojeni” jesteśmy my. Teraz jeszcze bardziej, ponieważ algorytm podsuwa nam terz również wytwory AI, które są znacznie tańsze do pozyskania. Czyli co? – Nie mamy korzystać ani z radia, ani z serwisów streamingowych? Wyrywający się zza krat mój własny demon uczciwości krzyczy: „Tak! Oczywiście, że tak! Na co jeszcze czekacie?” Ale to jest, jak mówię, demon, a nie prawda czy „dobro”. Sprawa playlist nie jest bowiem taka prosta. Wszyscy z nich korzystamy, wszyscy będziemy korzystali. A jeśli nie wszyscy, to niemal wszyscy.
‖ Zachęcam do lektury książki Liz Pelly, otwiera oczy na wiele rzeczy Co więc robić, aby nie dać się „upupić”, żeby nie być śliniącymi się bejbisami z kartami kredytowymi w ręce? Chyba państwo sami już to wiedzą, a przynajmniej podejrzewają: należy słuchać całych płyt. Tyle że nie zawsze i nie wszędzie. Radio czy streaming są z nami i często jest to wartościowe uzupełnienie „diety bezplaylistowej”. Albo takiej, w której powstaniu mamy swój udział. Zapewnie nie jestem w tym sam – tworzyłem kiedyś mixtejpy, najpierw na kasetach magnetofonowych, a zaraz potem, jak tylko pojawiły się komercyjne rejestratory płyt CD-R, także i na tym nośniku. Oczywiście, przegrywając płyty CD na pierwsze krążki CD-R Audio firmy Philips pomijałem utwory, które mi „nie leżały”. To również jest forma listy odtwarzania. Ale – nasza. Obcowanie ze sztuką, niech to nawet będzie po prostu „konsumowanie muzyki”, jest zarówno odtwarzaniem tego, co znamy i lubimy, jak i otwarciem się na nowe. Chodzi również o zaryzykowanie, dopuszczenie do siebie może nawet nieprzyjemnych odczuć, ponieważ są one częścią życia. Inaczej grozi nam stagnacja, a stagnacja – takie jest przesłanie Diuny Franka Herberta – znaczy śmierć. Choć to tyko powieść, w dodatku sicence-fiction, okazałz się w wielu wymiarach – nomen omen – prorocza. Pisałem o tym wiele razy, ostatnio przy okazji artykułów poświęconych AI, temu DJ-owi ostatecznemu: O perfekcji. Czyli jak AI robi nam „dobrze”; więcej → TUTAJ i O fałszywkach. Czyli co byśmy powiedzieli, gdyby jutro Ozzy Osbourne osobiście zapowiedział swój nowy utwór, właśnie nagrany z resztą oryginalnego składu Black Sabbath; więcej → TUTAJ. W trzeciej części cyklu Diuna, którą właśnie wchłaniam z mojego powycieranego egzemplarza, kupionego jeszcze w 1992 roku, czytamy:
Oto omyłka władzy: wyobrażała sobie, że jest w najwyższym stopniu skuteczna w ograniczonym, niezmiennym świecie absolutów. Podstawową lekcją naszego relatywistycznego wszechświata jest jednak to, że rzeczy się zmieniają. Każda siła musi w końcu spotkać większą.
⸜ FRANK HERBERT, Dzieci Diuny, tłum. Marek Mastalerz, Gdańsk 1992, s. 169. Wszystko sprowadza się bowiem do tego, jak wiele kontroli nad naszym życiem chcemy zachować, a ile chcemy oddać. Nie muszę powtarzać, że big-techy chciałyby, abyśmy w 100% się im oddali (a właściwie – poddali). To dlatego, dla przykładu, Google szykuje rewolucję wyszukiwaniu – dostaniemy nie linki, a gotowe opracowanie przygotowane przez AI. Playlisty w serwisach streamingowych są więc poddane obcym siłom, ale są też ulotne, efemeryczne. Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, aby wyobrazić sobie scenariusz, w którym nagle znikną, zastąpione przez nowsze „podpowiedzi”. Z czym wtedy zostaniemy? O tym, jak ważny jest to wątek niech świadczy artykuł Tymczasowość: Przepra¬szamy za niedogod¬ności, opublikowany chwilę temu w Dwutygodniku. Marcin Wilkowski, historyk i programista w Centrum Kompetencji Cyfrowych UW, z doktoratem dotyczącym metod badań historycznych wczesnego Webu w Polsce, pisze o stronie poświęconej grom komputerowym, które nie są już wspierane przez twórców:
Kampania Stop Killing Games Wiki trafiła nawet na poziom polityczny, do Parlamentu Europejskiego. Blokowanie przez wydawców normalnego wykorzystania legalnie zakupionych gier ma być wystąpieniem przeciwko prawom konsumentów. W kontekście stabilności zasobów cyfrowych to też jednak dobry i niepokojący przykład tego, jakie znaczenie mają w kulturze cyfrowej zależności.
⸜ MARCIN WILKOWSKI, Tymczasowość: Przepra¬szamy za niedogod¬ności, Dwutygodnik, № 440, czerwiec 2026, → www.DWUTYGODNIK.com, dostęp: 24.06.2026. Przywołany na początku czytelnik dobrze to wszystko podsumował pisząc, że fajnie jest obejrzeć nowego Mandoloriana, ale z czasem pójście na łatwiznę staje się normą. Ta norma jest dla niego wyjściem łatwiejszym i o wiele przyjemniejszym, a jednak niekorzystnym na tak wielu płaszczyznach… Dlatego też, jak deklaruje, wrócił do słuchania „płyt wymagających, książek trudnych i filmów nieśmiesznych”. Zakładam, że nie cały czas, nie w tym rzecz. Spróbujmy więc zapomnieć o tym, że lista muzyczna jest „pewnikiem”, wręcz aksjomatem (jeszcze raz przypominam nazwę statku z Wally’ego: Axiom). Kiedy będzie ona dla nas tylko ułatwieniem, podpowiedzią, a główny ciężar wyszukiwania będzie spoczywać na nas, kiedy przezwyciężymy lenistwo, wszystko będzie OK.
‖ Wakacje to idealny moment (a może nawet kilka) na odkurzenie, często dosłowne, swojej kolekcji płytowej. Ileż tu zapomnianych cudowności! Z czym zostawiając państwa mam dylemat. Chciałbym wszystkim czytelnikom życzyć bowiem dobrego letniego wypoczynku, w czasie którego będziecie mogli lenić do woli. Jak mówi psychologia, leniuchowanie dobrze nam robi, ma również dobroczynny wpływ na mózg. Pod warunkiem, dodaje zaraz, że również jest konstruktywne. Czyli jest dokładnie odwrotnością tego, do czego nas wciągają koncerny muzyczne. Słuchajcie więc państwo czego chcecie i kiedy chcecie, byleby to był wasz wybór. I pamiętajcie, proszę, o odwiedzaniu „High Fidelity”, nawet w ramach wolnego czasu. Dobrego wypoczynku życzy państwu ekipa HF! ‖ WP WOJCIECH PACUŁA |
Kim jesteśmy? |
Współpracujemy |
Patronujemy |
|
HIGH FIDELITY jest miesięcznikiem internetowym, ukazującym się od 1 maja 2004 roku. Poświęcony jest zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku, muzyce oraz technice nagraniowej. Wydawane są dwie wersje magazynu – POLSKA oraz ANGIELSKA, z osobną stroną poświęconą NOWOŚCIOM (→ TUTAJ). HIGH FIDELITY należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: EnjoyTheMusic.com oraz Positive-Feedback, a w Niemczech www.hifistatement.net. Jesteśmy członkami-założycielami AIAP – Association of International Audiophile Publications, stowarzyszenia mającego promować etyczne zachowania wydawców pism audiofilskich w internecie, założonego przez dziesięć publikacji audio z całego świata, którym na sercu leżą standardy etyczne i zawodowe w naszej branży (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest domem Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. KTS jest nieformalną grupą spotykającą się aby posłuchać najnowszych produktów audio oraz płyt, podyskutować nad technologiami i opracowaniami. Wszystkie spotkania mają swoją wersję online (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest również patronem wielu wartościowych wydarzeń i aktywności, w tym wystawy AUDIO VIDEO SHOW oraz VINYL CLUB AC RECORDS. Promuje również rodzimych twórców, we wrześniu każdego roku publikując numer poświęcony wyłącznie polskim produktom. Wiele znanych polskich firm audio miało na łamach miesięcznika oficjalny debiut. |
![]()
|
![]() ![]() ![]() |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio





















