pl | en

No. 113 wrzesień 2013

Witajcie w Polsce!

Mam nieodparte wrażenie, że Polska to kraj potencjału. Zwykle niezrealizowanego, gdzieś rozproszonego, zamienionego na ciepło w wyniku tarcia, a jeśli zamienionego na energię kinetyczną, to raczej poza granicami naszej pięknej ziemi. Jeśli przywołamy, w przypadkowej kolejności i bez uprzedniego przygotowania, takie nazwiska, jak: Penderecki, Wieniawski, Górecki, Chopin, Lutosławski, Mykietyn, Komeda, Stańko, Możdżer (muzyka; kompozytorzy i wykonawcy), Zbigniew Jastrzębski, Marek Karewicz (grafika; okładki płyt), Stefan Kudelski (sprzęt audio, producent), żeby trzymać się jedynie bliskich nam terenów, to wszystkich ich łączy jedno: karierę na miarę swojego talentu zrobili dopiero po wyjeździe z Polski lub rezydując co jakiś czas poza jej granicami. Jak gdyby dopiero po przeglądnięciu się w obcych oczach można było ich wielkość zaaprobować. Od jakiegoś czasu, to tylko moje subiektywne odczucie, coś się zmienia i nie potrzeba nam już tak mocnego „imprimatur” z zewnątrz, jak kiedyś, żeby właściwie ocenić i docenić czyjąś wartość. Zmiany zachodzą jednak powoli.

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku produktów audio. O firmie Nagra, a właściwie jej założycielu, polskim inżynierze Stefanie Kudelskim (1929-2013), który wraz z rodzicami, w 1939 roku, po napaści nazistowskich Niemiec na Polskę, przez Rumunię, wyemigrował do Francji i tam ukończył studia, już wspomniałem. Warto do tej listy dodać jeszcze nazwisko Wally’ego (czyli Waldka) Malewicza (MS MechEng; czytaj też TUTAJ), specjalistę od analogu. Mało jest jednak takich przykładów, bardzo mało. A jeśli zapytamy o polski rynek, tu i teraz, o ostatnie 50 lat, wyda się nam, że zieje tam czarna dziura. I w pewnym sensie, jeśli trudno będzie nam cokolwiek w tych latach umiejscowić, co można by wskazać palcem, przywołać konkretne nazwiska, ludzi z krwi i kości, będziemy mieli z tym kłopot. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest polska historia.
Polska Rzeczpospolita Ludowa (PRL) to państwo rządzone najpierw przez PPR, a następnie PZPR, z nazwą wprowadzoną na mocy konstytucji z 1952 roku i zlikwidowaną 30 XII 1989 roku w wyniku wprowadzonych w niej zmian. Jak się przyjmuje, choć w rozumieniu prawa międzynarodowego była państwem suwerennym, była pozbawiona niezawisłości i uzależniona ściśle od planów Związku Radzieckiego. Oddana przez Roosevelta i Churchilla Stalinowi w ramach podziału strefy wpływów, na konferencji w Jałcie (4-11 II 1945), na prawie 45 lat została zamknięta w obozie za Żelazną Kurtyną. I dopiero walka Solidarności, z jej ikoną – Lechem Wałęsą – na czele (kolejny Polak bardziej poważany za granicą niż w kraju), z komunistyczną władzą doprowadziła do pokojowych przemian w 1989 roku i rozmontowania komunizmu w Polsce, a w ich wyniku do upadku Muru Berlińskiego.

Co do kraju zwanego PRL-em istnieje wiele przesądów, często ze sobą sprzecznych. Jest np. przekonanie, że w PRL-u nie pracowano, że zasadniczo się obijano. I takie, że był to czas ciężkiej harówy, która nie przynosiła nic prócz upokorzenia. W świetle tego pierwszego niezrozumiała jest rewolta „Solidarności” W świetle drugiego niemożliwe byłyby te wszystkie powiedzonka, jak „wy udajecie, że nam płacicie, a my udajemy, że pracujemy” lub „czy się stoi, czy się leży”. Za to jedno jest zrozumiałe i na pewno prawdziwe: był to kraj najgłębszych sprzeczności oraz braku logiki – pisze Dorota Jarecka w recenzji wystawy „Czas wolny. Fotografie” (Dorota Jarecka, Czas artysty, czas robotnika, Gazeta Wyborcza”, 19 sierpnia 2013). Trudno się z tym nie zgodzić, nie dostrzec dwoistości tego czasu, w którym z jednej strony starano się normalnie żyć, a z drugiej walczono; z jednej robiono wszystko, aby przeciwstawić się władzy, a z drugiej z poświęceniem dążono do odbudowania kraju. Ta dwoistość zapewne pozostanie częścią naszej historii i jej oceny na zawsze. I nie da się – jak sądzę – wypracować jednego, wspólnego poglądu, nie potrafimy napisać wspólnego podręcznika historii. Można jednak, a myślę ciągle z perspektywy audio, zrobić coś innego – spróbować wydobyć z kurzu to, co ważne i co nie podlega ocenie politycznej, a jedynie estetycznej: historię polskiej myśli technicznej i projektowej. Chciałbym, żeby ten krótki wstępniak, a także artykuły zawarte w tym numerze „High Fidelity” były przyczynkiem do szerszej dyskusji na ten temat, a przy odrobinie szczęścia stały się częścią odbudowy naszej tożsamości.

PREHISTORIA

Historia polskiego przemysłu radiofonicznego rozpoczyna się po I wojnie światowej. Zarys historii polskiego przemysłu elektronicznego do 1985 roku podaje nawet konkretną datę: jako początek radiofonii przyjmuje, mające miejsce 1 lutego 1925 roku, uruchomienie pierwszej próbnej stacji radiofonicznej w Warszawie, przy ul. Narbutta 29. Rok wcześniej powstała spółka z o. o. „Polskie Radio” (Mieczysław Hutnik, Tadeusz Pachniewicz, Zarys historii polskiego przemysłu elektronicznego do 1985 roku, Warszawa 1994). W 1939 roku liczba abonentów radowych w Polsce przekroczyła milion. Oznaczało to, co oczywiste, olbrzymi rynek na radioodbiorniki. W produkcji przodowały wówczas polskie filie zagranicznych producentów, jak Philips i Telefunken w Warszawie, ale ważne były i fabryki Elektrit w Wilnie oraz Państwowe Zakłady Tele i Radiotechniczne w Warszawie. Jak czytamy, w 1939 roku liczba zakładów przemysłowych o profilu radiotechnicznym wynosiła 34, a zatrudnionych w nich było 6150 osób. Wśród nich było 120 inżynierów. Oprócz lampowych odbiorników radiowych, których wygląd jest wszystkim znany, produktem z tego czasu, o którym warto powiedzieć był Detefon.

Ten polski radioodbiornik wyposażony był w detektor kryształkowy i pracował na falach długich i średnich. Radyjko nie miało wbudowanego wzmacniacza, a do odsłuchu potrzebne były wysokoomowe (2000 Ω) słuchawki. Urządzenie zostało opracowane w roku 1929 przez Wilhelma Rotkiewicza. Do wybuchu wojny wyprodukowano pół miliona sztuk. Co ważne, znany jest artysta-plastyk, który zaprojektował wygląd Detefonu – Poliński. Słuchawki to dość niewygodny sposób korzystania ze stacjonarnego radia, dlatego oprócz odbiornika do produkcji weszły także – jak byśmy je dzisiaj nazwali – aktywne głośniki: jednolampowy Amplifon oraz dwulampowe, różniące się projektem plastycznym, Binofon Z oraz Binofon B („Old Radio” i TUTAJ). Warto zwrócić uwagę na cudowną urodę Amplifona – zarówno jego przedniej ścianki, jak i tylnej, z wycięciami w ‘f’, wzorowanymi na otworach rezonansowych skrzypiec. To pierwszy przykład, jaki znam, na udaną współpracę między polskimi inżynierami i plastykami w dziedzinie produktów audio.

FONICA

II wojna światowa (w Polsce przyjmuje się, ze to okres od 1 września 1939 roku do 8 maja 1945 roku) to czarny okres w historii Polski, a produkcja krajowa podporządkowana była wymogom niemieckich okupantów. Polska produkcja rusza jeszcze w czasie wojny, a już 1 maja 1945 roku powołano do życia Państwowe Zakłady Tele i Radiotechniczne. W tym samym roku powstaje Łódzka Fabryka Państwowych Zakładów Tele i Radiotechnicznych z siedzibą przy ul. Skrzywana 9 (później przekształcona w Zakłady Wytwórcze Aparatów Telefonicznych T-4, następnie Fonica i wreszcie Unitra-Fonica), a rok później Fabryka Głośników we Wrześni koło Poznania (później znana jako Tonsil).
Wkraczamy w ten sposób na teren, o którym pisałem wcześniej – czasy PRL-u. To czasy paradoksów i niezrozumiałych posunięć. Charakterystyczne jest również to, że nie ma zbyt wielu produktów audio z tego czasu podpisanych z imienia i nazwiska przez inżynierów, a tym bardziej plastyków. Niezwykle charakterystyczne jest też to, że do tej pory mamy tak niewiele wartościowych, kompletnych publikacji dotyczących polskiego projektu przemysłowego. Pierwsze kroki zostały już zrobione, głównie dzięki wystawom, np. „Chcemy być nowocześni” (Polski design 1955-1968 z kolekcji Muzeum Narodowego w warszawie, 4-17 kwietnia 2011 roku). Bardzo ważną publikacją jest też tom Rzeczy niepospolite. Polscy projektanci XX wieku pod redakcją Czesławy Frejlich oraz Polski New Look. Ceramika użytkowa lat 50. i 60. Barbary Banaś. Tak perfekcyjnie przygotowanych, zarówno formalnie, jak i designersko, pozycji na ten temat więcej nie mamy.

Nie znamy niestety nazwisk projektantów pierwszego polskiego gramofonu, GE-53, wprowadzonego do sprzedaży przez Zakłady Wytwórcze Aparatów Telefonicznych w 1954 roku (skądinąd ciekawy jest rozdźwięk pomiędzy nazwą wskazująca na rok wprowadzenia do sprzedaży i faktycznym jej uruchomieniem; jednym z tropów może być fakt, że dopiero w 1954 roku uruchomiono produkcję szafirowych igieł do wkładek, z którymi gramofon stworzył pierwszy kompletny polski gramofon). Być może wyjaśnieniem jest bardzo bliskie pokrewieństwo jego wyglądu z gramofonem Philipsa HX301A (czytaj TUTAJ). Niewiele w tej mierze zmieniły, wprowadzony do sprzedaży w 1956 roku model GE-56, ani też Karolinka, gramofon produkowany w latach 1957-1961.
Inaczej jest z najsłynniejszym polskim gramofonem tamtych czasów, modelem WG 252, znanym jako Bambino. To tzw. „kultowy” produkt PRL-u, wymieniany we wszystkich publikacjach dotyczących „ikon” tamtego okresu, zdobiący też okładkę jednego z tomów serii Tom kultury. Był na tyle istotną częścią tamtych czasów, że doczekał się swojego pomnika, stojącego w Olsztynie. Ważącą sto kilo replikę autorstwa rzeźbiarza Jacka Adamasa można oglądać w Amfiteatrze Czesława Niemena. Gramofon produkowany już przez Łódzkie Zakłady Radiowe Fonica (po zmianie nazwy z Zakładów Wytwórczych Aparatów Telefonicznych) doczekał się aż czterech wersji – ostatnia, WG 264 Bambino 4, pochodzi z 1972 roku. W jego przypadku znamy nazwiska projektantów/inżynierów – byli to: Bogdan Ciesielski, Bernard Kowalski i Jerzy Radwański.

DIORA

Dla rozwoju polskiego designu przemysłowego znacznie bardziej istotna okazała się jednakże współpraca Piotra Tworza (1935-2000) oraz Janusza Zygadlewicza (1931-1987). Piotr Tworz był inżynierem i konstruktorem radioodbiorników, pracujący od 1957 roku w zakładach produkcyjnych Diora. A Diora to kolejny, po Fonice, ważny polski producent produktów audio. Powołany do życia 8 listopada 1945 roku pod nazwą Państwowa Fabryka Odbiorników Radiowych (PFOR) w Dzierżoniowie kilkakrotnie zmieniał nazwę - DZWUR, czyli Dolnośląskie Zakłady Wytwórcze Urządzeń Radiowych, T-6, by w końcu stać się Diorą. W 1947 roku w szwedzkiej firmie AGA zakupiono licencję na odbiornik radiowy, który pod nazwą Aga trafił do sprzedaży. Rok później, po wyprodukowaniu 25 000 sztuk tego radia, mieliśmy już pierwszy całkowicie polski produkt, radio Pioneer, wytwarzany, pod nazwą Promyk, aż do 1968 roku. Za jego powstanie odpowiedzialny był główny inżynier zakładów, pan Wilhelm Rotkiewicz.
Nazwisko Janusza Zygadlewicza pojawia się w tej historii nieprzypadkowo. Projektant, scenograf, w latach 1956-1959 pracował w Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego w Warszawie. Znany jest głównie jako autor nadwozia samochodu Smyk, dla Szczecińskiej Fabryki Motocykli (1957) i elektrycznego pojazdu Melex, dla Wytwórni Sprzętu telekomunikacyjnego (1970). Mniej znany, ale równie ciekawy, jest jego projekt aparatu fotograficznego dla firmy Hasselblad z 1969 roku. Jego biografia jest jednak ważna i dla nas, dla audio. W latach 1962-1970 współpracował bowiem z Zakładami Radiowymi Diora w Dzierżonowie i tym samym z Piotrem Tworzem. Zaprojektował wówczas obudowy dla radioodbiorników Rytm (1967) oraz Ewa (1969). Ten ostatni był drugim (po Izabeli) polskim radiem z zakresem UKF. Piotr Tworz opracował również m.in. odbiorniki Alina oraz (jak to byśmy dzisiaj powiedzieli) amplitunery Zodiak DSS-401 i Tosca. Odbiornik Ewa używany był w czasie wyprawy polskich himalaistów w 1971 roku, a Tosca przeze mnie w czasach szkoły średniej…

W 1972 roku zaprezentowano pierwszy polski radioodbiornik (amplituner) klasy hi-fi o nazwie Meluzyna. Noszący w firmowej nomenklaturze nazwę „Odbiornik sterujący hi-fi „Meluzyna TST-101 (tuner)” był najlepszym ówczesnym odbiornikiem radiowym w Polsce. Ponieważ był prestiżowym produktem („1 klasy, o 1 wersji wykonawczej, reprezentuje odbiornik radiowy najwyższej klasy, pełnotranzystorowy i stereofoniczny”) zadbano w nim o szczegóły zwykle pomijane, jak: głowicę UKF z oddzielnym oscylatorem, z układem automatycznej regulacji częstotliwości (ARCz), czterostopniowy wzmacniacz częstotliwości pośredniej i inne. Tuner wchodził w skład systemu wraz ze wzmacniaczem WST-101, gramofonem ze wzmacniaczem WG-610f oraz magnetofonem ze wzmacniaczem ZK-246. W odpowiedniej tabelce podano także listę systemów głośnikowych firmy Tonsil, z którymi mógłby współpracować. Najdroższy był ZG-30C, kosztujący 2300 zł. Za Meluzynę trzeba było dać 3200 zł, a w systemie – aż 12 000 zł.
W tym samym czasie we współpracy z japońską firmą Sanyo (Tokyo - Sanyo Electric Co. Ltd) skonstruowano nowoczesny odbiornik stereofoniczny Elizabeth (tzw. „Elizabetka”). Jak się pisze, rozpoczęcie w 1973 r. produkcji tego odbiornika wniosło istotny postęp w polską elektronikę. Po raz pierwszy zastosowano w nim tak nowoczesne wtedy podzespoły jak układy scalone, układy grubowarstwowe, diody LED, filtry ceramiczne. Jak dowiadujemy się z broszury pt. Informacje o stereofonii. Domowe urządzenia audio 1973/1974 (Wydawnictwa Przemysłu Maszynowego „WEMA”, Warszawa 1973), odbiornik radiowy „Elizabeth-Stereo” to:
wysokiej klasy, pełnotranzystorowy, z wykorzystaniem 6 obwodów scalonych i pamięci elektronicznej, stereofoniczny odbiornik radiowy ze wzmacniaczem w jednej obudowie […]. W odbiorniku zastosowano najnowocześniejsze rozwiązania konstrukcyjne i technologiczne zapewniające najwyższą jakość odbioru i odtwarzania.



Moc wyjściową określono na 2 x 9 W, przy THD=0,7%. Jak podaje, dołączona do broszury ulotka, amplituner kosztował 7700 zł.
Ważnym produktem okazał się, skonstruowany w 1976 roku, odbiornik radiowy Amator Stereo. Urządzenie powstało według projektu Ośrodka Wzornictwa Przemysłowego PTH Unitech, a za konstrukcję części elektrycznej odpowiedzialny był zespół Przemysłowego Instytutu Telekomunikacji w Warszawie pod kierunkiem Janusza Czerniewskiego. Z kolei za konstrukcję mechaniczną odpowiedzialny był Mieczysław Białek. Na rynku była starsza wersja z zielonym podświetleniem skali i nowsza z czerwonym. Wiem to, ponieważ miałem obydwa i obydwa miały padnięty jeden kanał. Jak się okazuje, wzmacniacz końcowy zbudowany został z wykorzystaniem grubowarstwowych układów scalonych, produkowanych przez krakowski Telpod. Lata później w tych samych zakładach, między innymi w dziale z tymi układami miałem praktykę zawodową. Życie zatacza okręgi.

Wydawałoby się więc, że możemy być z polskiego rynku audio dumni. A jednak… Najwyraźniej potrzeba nowości była silniejsza i melomani, a także „zwykli” ludzie zachłannym, wygłodzonym okiem patrzyli na Zachód, uważając sprzęt polski za coś gorszego. Wydaje się, że chcąc zaspokoić te potrzeby Aleksander Witort, jeden z najbardziej cenionych popularyzatorów techniki audio w Polsce, w wydanej w 1973 roku książce-poradniku Stereofonia dla wszystkich jako materiał ilustracyjny wybrał zdjęcia produktów takich marek, jak: Elac, Dual, Riga (nie mylić z Regą), Goodmans. I ani jednej ilustracji z produktem polskim. Żeby nie pozostawiać pana Witorta w trudnej sytuacji dodajmy, że podobnie postąpili autorzy takich podręczników, jak: Wzmacniacze elektroakustyczne z 1978 roku (Maciej Feszczuk) oraz O stereo i kwadrofonii z 1990 roku (Leopold B. Witkowski).

Upadłość Diory przypada na 2001 rok, a w 2006 wykreślono ją z dokumentów sądowych. Rok wcześniej pojawiła się jednak informacja, że Robert Waldemar Kubaś, Mariusz Piestrak i Piotr Burzyński wykupili od syndyka logo firmy i że przygotowują wzmacniacz lampowy. W 2009 roku na rynek trafiły jednak kompletnie inne produkty – chińska elektronika i kolumny. Dystrybuowane były przez firmę Manta.

KASPRZAK

Wróćmy jednak do postaci Janusza Zygadlewicza. Lata 1972-1978 to dla niego okres pracy w Zakładach Radiowych im. Kasprzaka w Warszawie. Otwarte w 1951 roku były pierwszym polskim zakładem specjalnie zaprojektowanym i wybudowanym dla potrzeb przemysłu radiotechnicznego. Początkowo dysponowały nadmiarem powierzchni względem zamówień, dlatego przeniesiono doń dwa inne zakłady. Ponieważ zakład nie posiadał możliwości wytwarzania podzespołów kooperował w tej dziedzinie z zakładem T-4 z Łodzi, czyli Fonicą. Najbardziej znanym radioodbiornikiem z tamtych lat jest Stolica. Przez krótki czas, w latach 1952-1954 budowano tam także głośniki dynamiczne, na bazie licencji zakupionej w firmie AGA-Baltic. Produkcja ta została w 1954 roku przekazana do fabryki we Wrześni (Tonsil).
Zakłady Radiowe im. Kasprzaka są jednym z ważniejszych polskich producentów – to tam powstawały polskie magnetofony szpulowe. Pierwszy już w 1958 roku – Melodia. Kiedy pod koniec lat 60. produkcja radioodbiorników została przekazana do Diory, można było ruszyć pełną parą z magnetofonami. W roku 1970 wytwarzano już 183 000 magnetofonów. Pierwszą konstrukcją był ZK120, dwuścieżkowy, monofoniczny, lampowy magnetofon, na licencji niemieckiej firmy Grundig (1969, TK120). A wraz z nim wkraczamy w czasy Gierka i ogromnych, zaciąganych na bardzo niekorzystnych warunkach, pożyczek, za które kupowano na Zachodzie licencje. Szczytowymi osiągnięciami tej firmy były magnetofony MDS2412 Aria, MS2425 Opus, M3201SD Koncert (stereo, dwuścieżkowy) oraz M3401SD Koncert (stereo, czterościeżkowy). Dwa ostatnie rozumiane były jako „półprofesjonalne”. Najliczniejsza była jednak seria ZK.

Jest wśród niej perełka designerska – model ZK 146, zaprojektowany przez Janusza Zygadlewicza w 1974 roku. Obudowę stanowiła perforowana blacha z okrągłymi otworami, przypominającymi w pewien sposób to, co wcześniej projektant przedstawił wraz z radiem Ewa. Opisująca postać tego niezwykłego projektanta Anna Maga (Rzeczy niepospolite, s. 284) mówi o charakterystycznej, prostopadłościennej „architekturze” obudowy ZK 146, dominującej w latach 70. Odwołanie do architektury jest zresztą nieprzypadkowe – dyscyplina ta była bliska Zygadlewiczowi z racji jego wykształcenia. I dalej:
Sposób kształtowania bryły – rytmiczna, „rastrowata” dekoracja osłon głośników, czy układy pokręteł i przycisków – nasuwają nieodparte skojarzenia z podziałami elewacji budynków z tego okresu. Ówczesne przemiany stylistyczne – i we wzornictwie, i w architekturze – podyktowane były, oprócz zmieniających się preferencji estetycznych, przede wszystkim zmianami technologicznymi . W owym czasie obudowy radiotechniczne najczęściej wykonywano z giętej blachy.
Jak mówił sam Zygadlewicz, dobre rozwiązanie powinno dać czytelny projekt: taką formę plastyczną, która by „w sposób zupełnie jednoznaczny uzmysławiała człowiekowi sposób użytkowania. By nie trzeba było czytać instrukcji”. Pozostawił po sobie fantastyczne projekty i stał się częścią historii polskiej sceny audio.

W 1998 roku „Rzeczpospolita” donosi:
Bankructwo w atmosferze oskarżeń
Kasprzak upadł

Stołeczny Sąd Gospodarczy ogłosił w poniedziałek upadłość Zakładów Radiowych im. Kasprzaka w Warszawie. Tydzień wcześniej wystąpił o to syndyk masy upadłości Centrum Półprzewodników Cemi, której zakłady winne są 4 mld zł. Nic nie pomogły w ostatniej chwili zgłoszone wnioski dyrekcji Kasprzaka o wszczęcie postępowania układowego z wierzycielami oraz wyłączenie ze sprawy sędziego Dariusza Czajki z tego powodu, że jako sędzia komisarz Cemi może nie być bezstronny.

(czytaj TUTAJ).

LATA 1970-1980

Czasy rządów Edwarda Gierka obejmują lata 1970-1980, przyjmuje się jednak, że „złoty” okres obejmuje lata 1970-1975, kiedy to do Polski szerokim strumieniem płynęły pożyczki zza granicy, za które kupowano np. licencje. Tak powstały pierwsze produkty łódzkiej Foniki, a potem także warszawskiej Unitry, w kooperacji z Telefunkenem, Philipsem, Grundigiem, Sanyo i Thomsonem na czele.
W tym samym czasie Zachód przeżywał dynamiczny rozwój, na czym korzystała także branża audio. Rok przed wyemitowaniem pierwszego, z 21 (pomijam drugą serię), odcinków Czterdziestolatka powstał na tej fali magazyn „The Absolute Sound”, który w zeszłym miesiącu, wraz z wydaniem 234. świętował 40-lecie swojego istnienia. W materiałach redakcyjnych, ale i w komentarzach firm, które w tym czasie z tym pismem współpracowały, przewija się jedna myśl: pismo wzięło wówczas pod swoje skrzydła nowe, nieznane nikomu firmy, głównie brytyjskie (choć nie tylko). A było w czym wybierać – dwa lata wcześniej powstał Meridian, rok wcześniej Monitor Audio, a dokładnie w tym samym – 1973 - roku Rega, Accuphase, Electrocompaniet oraz, zarejestrowany 4 czerwca, Naim. Mniej więcej w tym samym czasie w Polsce do sprzedaży trafiają najciekawsze polskie gramofony: G600, Fonomaster, Daniel, a w latach 80., chyba najbardziej udany, Adam. O tym przeczytają państwo jednak w felietonie Subiektywna historia polskich gramofonów Macieja Tułodzieckiego. Jak pisze, firma Fonica wyprodukowała ponad 80 modeli gramofonów. Pomimo to o jej projektantach – zarówno inżynierach, jak i plastykach, wiadomo niewiele, można znaleźć jedynie strzępki informacji; a to, że w 1980 roku Nagrody Miasta Łodzi zespołowi inżynierów Łódzkich Zakładów Radiowych "Unitra-Fonica" w składzie: Witold Bohdzian, Leon Bołdaniuk, Janusz Joński, Jan Kędziora, Marek Mierzwiński, Stefan Skoczek, Andrzej Skonieczny - za osiągnięcia w dziedzinie przygotowywania i wdrożenia do produkcji seryjnej gramofonów i wzmacniaczy klasy Hi-Fi, odpowiadających standardom międzynarodowym (czytaj TUTAJ), a to, że w tym samym roku w Zakładach Artystyczno-Badawczych Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, na Wydziale wzornictwa powstało studium koncepcyjne „zintegrowanego zestawu fonicznego”. Jak pisano:
Pod skomplikowaną nazwą kryje się projekt zestawu audio, przystosowanego do wbudowania na stałe w element meblowy. Oszczędna forma była zgodna z ówcześnie panującymi tendencjami w projektowaniu sprzętu przeznaczonego do odtwarzania muzyki.
Promotorem projektu był Lech Tomaszewski (czytaj TUTAJ). I jest jeszcze fragment Polskiej Kroniki Filmowej w reżyserii Sławomira Sławkowskiego i Bogusława Saganowskiego pt. Od Bambino do Daniela ( Polska Kronika Filmowa 46/78, wydanie B, 1978, 2:33 – 3:41, oglądaj TUTAJ)

ZAKOŃCZENIE

Osobną pozycję zajmuje w sercach polskich melomanów firma Radmor. Najbardziej znaną (jak sądzę) konstrukcją był amplituner Radmor OR-5100 z 1977 roku, projektu znanego projektanta Grzegorza Strzelewicza, z konstrukcją Macieja Sokólskiego, powstały przy współpracy Instytutu Telekomunikacji oraz Ośrodka Wzornictwa Przemysłowego PTH w Warszawie. Jak zgodnie twierdzą ludzie, którzy się na tym znają, tzw. „Radmory” były najlepszymi produktami audio, które powstały w Polsce przed „transformacją”. I wciąż czekają na opowiedzenie swojej historii. Podobnie, jak trudne lata 80. Miejmy nadzieję, że uda się te lukę w przyszłości zapełnić.
Dodajmy, że po 1989 roku zaczyna się zupełnie nowy okres w rozwoju polskiego audio. Wszystkie wcześniejsze urządzenia audio produkowane w Polsce w latach 1945-1989 (z oczywistych względów pomijam działalność jednostkową i DIY) przeznaczone były na rynek masowy. W latach 90. i 2000., a także w ostatniej dekadzie rodzi się coś zupełnie przeciwnego – urządzenia, kolumny i akcesoria przeznaczone dla wąskiej grupy audiofilów, drogie i bardzo drogie.

Mam nadzieję, że ten –z konieczności – pobieżny ogląd był dla państwa pomocny, albo że przywołał wspomnienia. Muszę powiedzieć, że i dla mnie jego przygotowanie było niezwykłą przygodą. Jeśli bym o czymś marzył, to o wspólnym napisaniu wraz z państwem kompletnej historii polskiego audio. Najlepiej w formie książkowej. Jeśli więc ktoś z was, czytelników, ma coś ciekawego do opowiedzenia, jeśli w jego archiwum są ciekawe zdjęcia związane z polskim audio sprzed 1989 roku – podsyłajcie, będziemy się to starali wydawać.


Źródła
  • Andrzej Tauer, Konstruktorzy 40-lecia, „Pismo załogi zakładów radiowych "DIORA" w Dzierżoniowie”, 12, s. 1–2, 1985.
  • Magia radia, Radio Białystok, czytaj TUTAJ
  • Sławomir Sławkowski, Bogusław Saganowski, Od Bambino do Daniela, Polska Kronika Filmowa 46/78, wydanie B, 1978, 2:33 – 3:41, oglądaj TUTAJ.
  • Andrzej A. Mroczek, Świat przedmiotów Zbigniewa Zygadlewicza, „Kierunki” 1971, nr 15.
  • Stefan Bratkowski, Zygadlewicz – rewolucja formy, „Dookoła Świata” 1960, Nr 15-16.
  • Andrzej Moldenhawer, Piękno w technice, spotkanie z Zygmuntem Zygadlewiczem, „Młody Technik” 1970, nr 2.
  • Aleksander Witort, Stereofonia dla wszystkich, Warszawa 1973.
  • Maciej Feszczuk, Wzmacniacze elektroakustyczne, Warszawa 1978.
  • Leopold B. Witkowski, O stereo i kwadrofonii, Warszawa 1990.
  • www.diora.com.pl
  • www.diora.pl
  • Akcje Diory, „YouTube”, oglądaj TUTAJ
  • Tadeusz Głuski, Mieczysław Próchnicki, Magnetofon ZK-120,125,140,145, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, Warszawa 1971.
  • Muzeum Techniki w Warszawie, Sala A (400 m2), Pałac Kultury i Nauki, Pl. Defilad 1 Wystawa: Sukces Zagubiony – Wzornictwo Przemysłowe (industrial design) 1945-1989 25 września – 4 listopada 2012 r. (zestaw Muzyczny Hi-Fi Radmor 5000).
  • Sławomir Sławkowski, Bogusław Saganowski, Od Bambino do Daniela, Polska Kronika Filmowa 46/78, wydanie B, 1978, 2:33 – 3:41, oglądaj TUTAJ.
  • Muzeum Fonografii w Niepołomicach (czynne w godzinach od 10.00 – 18.00) Małopolskie Centrum Dźwięku i Słowa w Niepołomicach | Ul. Zamkowa 4 Wirtualna wycieczka TUTAJ (czytaj TUTAJ i TUTAJ).
  • Wikipedia.pl
  • Mieczysław Hutnik, Tadeusz Pachniewicz, Zarys historii polskiego przemysłu elektronicznego do 1985r, SEP, Zeszyt Historyczny nr 2, Warszawa 1994.
  • Stowarzyszenie Elektryków Polskich, Historia Elektryki Polskiej, Tom III Elektronika i Telekomunikacja, Wyd. N-T, Warszawa 1974.
  • Unitra, Informacje o stereofonii. Domowe urządzenia audio 1973/1974, Wydawnictwa Przemysłu Maszynowego „WEMA”, Warszawa 1973.
  • ZWM Unitra Lubartów, Źródło: „You Tube”, oglądaj TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
  • www.fonar.com.pl
  • Ryszard Girulski, Jan Różycki, Magnetofon taśmowy, Wydawnictwa Naukowo - Techniczne, wydanie 6, Warszawa, 1969.
  • Andrzej Fogg, Adaptery, Państwowe Wydawnictwa Techniczne, wydanie 2 poprawione i uzupełnione, Warszawa 1957.
  • Jadwiga Trusz, Włodzimierz Trusz, Odbiorniki radiowe, telewizyjne i magnetofony, Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, wydanie drugie poprawione, Warszawa, 1974.
  • Michał Januszkiewicz, Mariusz Wesołowski, Tom kultury. Przewodnik po wydarzeniach kulturalnych w Polsce i na świecie, Poznań 2008.


  • W tym miesiącu otrzymują państwo "High Fidelity" wcześniej niż zwykle dzięki PFTA (Polish Field Target Association), który powołał grafika przygotowującego pismo do polskiej drużyny na Mistrzostwa Świata w konkurencji Field Target, odbywające się w dniach 30.08-01.09 w Ebern w Niemczech.

    Bartku - życzymy powodzenia!!!

    Kim jesteśmy?

    Współpracujemy

    Foto

    Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

    "High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

    "High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

    Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

    "High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

    Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

    positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

    ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



    UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



    Aparat cyfrowy:
    Canon EOS 5D MkIII

    Obiektywy:
    EF-16-35/L II USM
    EF 100 mm 1:2.8 L IS USM