pl | en

No. 109 maj 2013

Moja prywatna historia audio

Tekst: Shirokazu Yazaki
SPEC CORPORATION/Engineering
Mojemu przyjacielowi, panu Wojciechowi Pacule

2013 | 16:55:09 +0900
Drogi Wojtku!
Chciałby, żebyś wiedział, że poza testowanym przez ciebie przedwzmacniaczem gramofonowym oraz nowym wzmacniaczem zintegrowanym, SPEC pokaże w Monachium nowy, ciężki gramofon (będzie kosztował nieco więcej niż REQ-S1EX).
Yoshi Hontai/MuSon Project Inc.


23 kwietnia 2013 | 10:28:28 +0200
Yoshi!
Gramofon wygląda niezwykle interesująco!!!! Wydaje się, że SPEC rośnie, jak na drożdżach :) To dobry moment, żeby ci powiedzieć, że zdecydowałem się, po raz pierwszy w dziewięcioletniej historii „High Fidelity”, oddać wstępniak komuś innemu niż ja. Nigdy wcześniej się to w naszym magazynie nie zdarzyło. Chciałbym w ten sposób złożyć hołd panu Yazaki i docenić to, co do tej pory zrobił.
Pozdrawiam serdecznie,
Wojtek


24 kwietnia 2013 | 11:20:19 +0900
Drogi Wojtku!
Masz rację – pan Yazaki jest niezwykle interesującym inżynierem. Kocha dźwięk wzmacniaczy single-ended opartych na lampach 300B i wciąż go poprawia, już od 38 lat, w poszukiwaniu dźwięku absolutnego. Żeby jednak wyeliminować jedyną wadę tych lamp (zbyt mała moc do wysterowania kolumn o niskiej skuteczności), sięgnął po zupełnie nowe rozwiązanie: zamienił lampy 300B na najnowsze układy PWM, wzmacniacze pracujące w klasie D, zasilane liniowym zasilaczem, stosując olejowe kondensatory West Cap. Po prostu zamienił lampy na układy modulujące sygnał, jednak podstawowy układ jest bardzo zbliżony. Choć ostateczny cel powinien być identyczny dla wzmacniaczy lampowych i półprzewodnikowych, ich dźwięk jest najczęściej znacząco odmienny. Oznacza to, że ani wzmacniacze lampowe, ani półprzewodnikowe nie są perfekcyjne i wydaje się, że nie ma w tej chwili pomysłu na to, jak ten stan rzeczy zmienić. Niektórzy japońscy dziennikarze komentując wzmacniacze SPEC mówiąc jednak, że to urządzenia, które pokazują, w którą stronę audio powinno pójść…
Z poważaniem
Yoshi Hontani

PS
Nareszcie mamy w Japonii wiosnę!!!

30 lutego 2013

Moja przygoda z audio na serio rozpoczęła w 1971 roku, kiedy ukończyłem uniwersytet i z dyplomem w ręku rozpocząłem pracę w firmie TEAC (w tym czasie był to najbardziej na świecie znany producent magnetofonów szpulowych) jako inżynier odpowiedzialny za mechanikę. Do tej decyzji pchnęły mnie moje zainteresowania – produktami audio jako takimi, a w szczególności dynamiką ruchu w pracy mechanizmów magnetofonów szpulowych. Przypuszczam jednak, że byłem po prostu jednym z wielu miłośników muzyki jazzowej, przede wszystkim wokalistyki. Tak się szczęśliwie złożyło, że w tym samym czasie świat wzmacniaczy lampowych w Japonii eksplodował; temat lamp do Japonii wprowadził w latach 70. Jean Hiraga. Wystartował z firmą dystrybucyjną w japońskim Kobe, oferując głównie brytyjskie wzmacniacze lampowe. Byłem niesamowicie nakręcony jego artykułami w ultra-specjalistycznych pismach, jak „MJ” czy „Radio Engineering”, w których prezentował swoje własne konstrukcje, oparte o europejskie lampy „vintage”. Nigdy nie słyszałem, jak gra taki wzmacniacz i mogłem sobie jedynie wyobrazić jego piękny dźwięk i wygląd. W końcu, w czasie wystawy Audio-Fair 1971 w Tokyo, udało mi się go usłyszeć - byłem głęboko poruszony fantastycznym, realistycznym dźwiękiem pojedynczych, bezpośrednio żarzonych lamp w połączeniu z kolumnami tubowymi o wysokiej skuteczności – Altecami VOTT A5. I to było to, co nadało mojej karierze w świecie audio rozpędu.

Konsekwencją tego zdarzenia było to, że postanowiłem samodzielnie skonstruować wzmacniacz typu single-ended i złożyć tubowy system głośnikowy. Moim pierwszym projektem był bardzo prosty wzmacniacz GEC DA30 (na brytyjskich lampach mocy PX25A lub CV 1178; dzisiaj lampy te są tak rzadkie, że wątpię, aby znalazły się nawet w muzeum w UK) single-ended, bez sprzężenia zwrotnego, bazujący na artykule pana Anzai z czerwca 1972 roku, zamieszczonego w magazynie „MJ”. Wzmacniacz gotowy był w 1973 roku. Urządzenie bazowało na lampie Western Electric 310A, pracującej w układzie drivera, GZ34 Telefunkena lub 275B Western Elecvtric w prostowniku i na lampie GEC DA30 w końcówce mocy. Był powód, dla którego zrezygnowałem ze sławnej 300B Western Electric na rzecz DA30 – to była odpowiedź częstotliwościowa, znacznie szersza dla tej ostatniej lampy, przynajmniej w układach bez sprzężenia zwrotnego. Mój wzmacniacz zbudowany był więc wokół amerykańskich lamp sterujących i brytyjskich lamp mocy. Było to zapewne nieczęsto spotykane zestawienie, jednak nigdy tego nie żałowałem – umożliwiał to fantastyczny układ zaprojektowany przez pana Anzai. Od tego czasu minęło 40 lat, jednak za każdym razem, kiedy słyszę dźwięk DA30 wysterowaną przez 310A czułem naturalny, nasycony w środku pasma, mający dobry balans tonalny brytyjskich lamp oraz mocny środek i dół tej specjalnej, wyprodukowanej w Stanach lampy. I, paradoksalnie, właśnie ten, bardzo prymitywny wzmacniacz lampowy pchnął mnie w kierunku nowej generacji wzmacniaczy pracujących w klasie D.

Moim pierwszy system kolumnowy, tubowy, oparłem o starsze, „vinateg’owe”, dobrze utrzymane woofery ALTEC 414A, które kupiłem pod koniec 1973 roku. To 12” głośnik niskotonowy, który w porównaniu z 15” głośnikiem modelu 416A był szybszy na średnicy i basie; uważałem więc, że lepiej się sprawdzi w domowym zastosowaniu. Miałem jednak problem – jak wybrać między głośnikami wysokotonowymi Alteca, JBL-a i Onkena. Ostatecznie zdecydowałem się na system tubowy firmy Onken. Powodem była wyjątkowo płaska odpowiedź częstotliwościowa i organiczny, naturalny charakter tonalny, wykonanych z drewna tub, cudownie wykonanych w Japonii. Na początek, w grudniu 1973 roku, zamówiłem głośnik średnio-wysokotonowy ONKEN OS-NEW500MT i tubę SC-500WOOD, otrzynałem je jednak dopiero na początku 1975 roku. Tyle czasu zajęło bowiem wykonanie driverów – powodem było nieustanne dążenie do perfekcji przez pana Koizumi. W 1997 roku udało mi się kupić głośnik wysokotonowy OS-5000T Esprit – w ten sposób struktura moich wysokoskutecznych kolumn tubowych uzyskała ostateczny kształt.

Muszę też powiedzieć o moim przedwzmacniaczu Marantza, modelu 7C. W roku 1979 Marantz Japan rozpoczął sprzedaż kitu do samodzielnego składania przedwzmacniacza Marantz 7 o nazwie Marantz 7K. Uwielbiałem model 7 ze względu na legendarny niebywale muzykalny dźwięk i fantastyczny, zbalansowany układ. Złożyłem więc kit, wymieniłem jednak dostarczone podzespoły na lepsze – kondensatory, rezystory itp. Wiele się przy tym nauczyłem, np. jak uzyskać muzykalny charakter. Oczywiście aż do dzisiaj staram się poprawiać brzmienie mojego Marantza 7… A to oznacza, że model 7C był dla mnie prawdziwym „profesorem” w sprawach technik audio!

Moja profesjonalna kariera

Nie mam niestety wystarczająco wiele czasu, aby w detalach opisać historię mojej 40-letniej kariery. Chciałbym jednak wspomnieć o paru sprawach, kilku wartych zapamiętania produktach, które w tym czasie zaprojektowałem – zarówno samodzielnie, jak i kierując dużymi działami projektowymi. W TEAC-u pracowałem jakieś cztery lata jako inżynier mechaniki i o technice transportów magnetofonowych nauczyłem się chyba wszystkiego, co się dało. Narysowałem mnóstwo technicznych planów do TEAC-a A-7300, wysokiej klasy stereofonicznego, półprofesjonalnego magnetofonu o prędkości odczytu 38 cm/s. Mając czteroletnie doświadczenie przeszedłem do Pioneera i przez 17 lat byłem szefem i managerem zespołu zajmującego się głównie magnetofonami kasetowymi. W tym czasie byłem już ekspertem w dziedzinie projektowania wysokiej klasy mechanizmów typu „dual-capstan”. Moim głównym problemem było zminimalizowanie zniekształcenia typu wow&flutter. Mój zespół zaprojektował i wykonał w latach 80. wiele modeli magnetofonów, np. CT-A1, CT-A9, CT-91, CT-93, a w 1992 roku zaprezentowaliśmy najlepszy magnetofon kasetowy, PIONEER CT-95 (wersja na rynek japoński nosiła nazwę T-1100S). Dzięki połączeniu opracowanego przeze mnie nowego układu mechanicznego Reference Master Mechanism, nowoopracowanego systemu Dolby S, precyzyjnego systemu kalibracyjnego oraz wielu drobnych poprawek udało się zbudować urządzenie, które zdobyło najwyższe noty w niemieckich pismach, według których przewyższył nawet sławny model Nakamichi Dragon. To był mój sekretny medal i moja radość.

Ale muszę powiedzieć o jeszcze jednym, znakomitym urządzeniu, w powstaniu którego brałem udział – o Pioneerze DV-AX10. Był to pierwszy w świecie, prawdziwie uniwersalny odtwarzacz dysków, który grał płyty CD, SACD, DVD oraz DVD-AUDIO. Nie tylko obraz był znakomity, ale i dźwięk z płyt CD był niesamowicie muzykalny. W 1999 roku DV-AX10 zdobył złoty medal japońskiego miesięcznika „HiVi”, prześcigając wszystkie urządzenia audio-wideo. Jako generalny manager działu zajmującego się odtwarzaczami DVD byłem tym niezwykle zaszczycony. Poznałem wówczas sławnego inżyniera, pana Banno, który kierując 40-osobowym zespołem starał się pokonać wiele problemów inżynieryjnych, z którymi miał do czynienia podczas opracowywania AX10. I wierzcie lub nie, ale po 10 latach spotkaliśmy się ponownie w firmie SPEC Corp. we wspólnym pościgu za dobrze brzmiącym wzmacniaczem w klasie D. I on, i ja wiele się nauczyliśmy podczas pracy nad AX10 i te doświadczenia, jak się wydaje, przybliżyły nas do opracowania naszego pierwszego, pracującego w klasie D wzmacniacza, modelu 0f.

Moja droga do wzmacniaczy w klasie D

Pod koniec lat 90. i na początku nowego wieku Pioneer Corp. osiągnął szczyt swojego rozwoju. Dzięki temu mieliśmy rzadki przywilej i możliwość zaprojektowania tak unikalnego produktu, jak AX10. Mieliśmy wówczas do dyspozycji duży, dobrze przygotowany pokój odsłuchowy i w czasie prac nad odtwarzaczem mogliśmy wybrać do naszego systemu referencyjnego drogie kolumny, przedwzmacniacze i wzmacniacze mocy. Pamiętam, że mieliśmy B&W801 – to była wówczas na naszym rynku referencja. Kolumny były oczywiście napędzane przez mocne wzmacniacze półprzewodnikowe, zarówno naszych krajowych firm, jak i zagranicznych. Pan Banno nigdy nie był jednak przez dźwięk tego high-endowego systemu poruszony. Dźwięk był porównywalny z tym, jakbyśmy oglądali miniaturowe obrazki, mogliśmy usłyszeć wszystkie detale, ale nasze serca nigdy nie zostały przez odtwarzaną muzykę poruszone. Dostaliśmy bardzo precyzyjny dźwięk, ale płaski i zupełnie pozbawiony dynamiki i rytmiczności. Kiedy wracałem do domu i słuchałem swojego systemu ze starymi, wysokoskutecznymi kolumnami byłem ich dźwiękiem odurzony. To było tak transparentne, tak naturalne i tak organiczne granie! Słyszałem różnice w dźwięku spowodowane innym pokazaniem charakterystyki dynamicznej, a nie tylko w statycznych aspektach. Nie potrafiłem wówczas pojąć, dlaczego tak się działo, skąd ta różnica.
Nie planowałem tego, ale moja kariera w dziale badawczym zakończyła się na wiosnę 2000 roku i zostałem skierowany do pomocniczego oddziału w Semarang (Indonezja), aby jako dyrektor zarządzający przeprowadzić jego restrukturyzację. Musiałem się więc uwolnić od dźwięku mojego systemu audio. Mogłem doświadczyć też wielu problemów związanych z różnymi aspektami życia w równikowym, nieznanym mi kraju. Myślę, że te problemy i nieznane mi sytuacje, a także natura lasów deszczowych wyrobiły we mnie wewnętrzną twardość i ukształtowały mój słuch. Teraz Indonezja jest dla mnie drugim domem.

Po powrocie do Japonii, pod koniec mojej kariery w Pioneerze, zostałem szefem centrum R&D. Mogłem więc wybierać wzmacniacze i kolumny wedle swojego uznania. Dobrze pamiętam, jak pewnego wrześniowego dnia w 2006 roku miałem okazję posłuchać demonstracji systemu audio, w którym wykorzystano prototyp nowoopracowanego wzmacniacza pracującego w klasie D. Dźwięk zrobił na mnie duże wrażenie, pomimo że to był tylko prototyp i dźwięk nie był specjalnie wyrafinowany. Zakres niskich tonów i dołu był jednak nasycony, jak w dobrym wzmacniaczu lampowym; miał też podobną muzykalność. 9 grudnia, podczas jednej z biznesowych podróży, miałem możliwość porozmawiać w Los Angeles z osobą odpowiedzialną za tę konstrukcję. Tak się składa, że był to mój młodszy kolega z Pioneer Corp., a także mój dobry kolega jeśli chodzi o prywatne audio. Pan Honda wyemigrował do USA wraz ze swoją rodziną i podjął pracę w International Rectifier, firmie specjalizującej się w półprzewodnikach przeznaczonych do zastosowań związanych z zasilaniem. Po 6 latach pracy w IR opracował nowy układ wzmacniacza pracującego w klasie D. Wiedziałem, że to nie tylko miły człowiek, ale także fantastyczny inżynier z genialnymi pomysłami dotyczącymi audio. Kolacja z nim, na brzegu morza była więc niezwykle przyjemna. Rozmawialiśmy o naszym prywatnym życiu audio i, co oczywiste, o jego nowym projekcie. To była dla nas obydwu wspaniała noc i tak naprawdę to spotkanie było początkiem moich poszukiwań muzykalnego dźwięku za pomocą układów IR. Niedługo potem, 6 lutego 2010 roku założyliśmy firmę SPEC Corporation.

Miałem już wówczas sporą wiedzę dotyczącą tego, jak sprawić, aby poprawić dźwięk tych układów. W ich przypadku decydujące są dwa miejsca. Jednym z nich jest filtr dolnoprzepustowy na wyjściu wzmacniacza, a drugim jakość zasilacza. Chciałbym powiedzieć parę słów na temat pierwszego z nich. Jego rola we wzmacniaczach impulsowych jest trudna do przecenienia, ponieważ bierze udział w eliminowaniu częstotliwości modulatora PWM, ok. 400 kHz, w efektywny sposób, wypuszczając na zewnątrz analogowy dźwięk. Ten układ jest niezwykle prosty – składa się z cewki i kondensatora. Jakość dźwięku jest jednak zależna wprost od ich jakości. Wracając na chwilę do meritum, muszę powiedzieć, że możliwości przełączania w układach wzmacniaczy klasy D International Rectifier są niemal perfekcyjne. Modulator IR sprawia, że efektywność zamiany mocy zasilającej na moc przekazywaną do głośników, jest coraz bliższa 96%, przy maksymalnej mocy. Tak – mieliśmy wreszcie nową generację układów wzmacniających!!! I wierzę w to, że ta wiadomość jest dla świata audio, dla miłośników muzyki z na całym świecie, czymś dobrym.

Wróćmy jednak do mojej opowieści o filtrach wyjściowych. Pod koniec 2009 roku doszło do mnie, że najlepszymi elementami, jakie mogłem w nich zastosować były „vintage’owe”, olejowe kondensatory, np. , hermetycznie zamykane, z nadrukiem “Hermetic-seal”, WEST-CAP CPV09 0,47 μF/600 V, wyprodukowane dla amerykańskiego wojska w 1967 roku. Kondensatory poprawiły też, to chyba jasne, dźwięk mojego starego wzmacniacza DA30, gdzie zastosowałem go w sprzężeniu między stopniami. Dźwięk zyskał na pełni, muzykalności, głębokim basie, bez cienia ziarnistości na średnicy i górze. Nie mogliśmy ich jednak zastosować w naszym nowym wzmacniaczu. Rozwiązanie tego problemu szło nam jak po grudzie; sprawa wydawała się na tyle beznadziejna, że jej rozwiązanie, muszę to powiedzieć, trudno wytłumaczyć inaczej niż interwencją Boską. Okazało się, że producent tych kondensatorów przetrwał (choć z trudnościami) do dzisiejszych czasów w Tuscon (Arizona, USA). Firma nazywa się Arizona Capacitors, Inc., a nazwa z WEST-CAP na Arizona Capacitors nastąpiła we wczesnych latach 90. Nowa firma przejęła po poprzedniku znaczną część maszyn i dokumentacji. Nasza firma współpracuje z nimi, zajmując się dystrybucją w Japonii tych perfekcyjnych elementów od lata 2011 roku. Miłośnicy wzmacniaczy lampowych w Japonii na pewno pamiętają ładny dźwięk starych kondensatorów z nadrukami „Sprague” i ”West Cap”. Dzięki temu odkryciu byliśmy w stanie zastosować olejowe kondensatory AC we wszystkich naszych wzmacniaczach. Prywatnie myślę, że wydarzył się cud. A potem, wiele razy, byłem ubłogosławiony wysokiej klasy elementami, Boże – bardzo Ci dziękuję!

Jeśli miałbym powiedzieć coś w ogólności o zaletach wzmacniaczach pracujących w klasie D, musiałbym stwierdzić, że chodzi przede wszystkim o kontrolę siły elektromotorycznej generowaną przez poruszającą się cewkę głośnika. Prąd generowany przez siłę elektromotoryczną jest we wzmacniaczach w klasie D kierowany z powrotem do zasilacza wzmacniacza; w klasycznych wzmacniaczach trafia zaś do układów sprzężenia zwrotnego. A to powoduje rozmycie fazowe i w rezultacie zmniejszenie dynamiki wzmacnianych sygnałów. To dlatego nasz RSP-101 poprawia dźwięk i pomaga chronić układy wzmacniaczy półprzewodnikowych, szczególnie z głębokim sprzężeniem zwrotnym.

Serdecznie dziękuję za możliwość podzielenia się moim doświadczeniem!!!

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM