pl | en

No. 103 listopad 2012

WYSTAWA - MOŻLIWOŚCI DO WYKORZYSTANIA

Jak już kiedyś pisałem, wystawa Audio Show, której XVI edycja będzie miała miejsce w Warszawie, w dniach 10-11 listopada, kojarzy mi się bardzo jednoznacznie - nie, nie ze sprzętem, a z książkami. A to dlatego, że w tym samym roku co Audio Show, a więc w 1996, ruszyły Krakowskie Targi Książki, mające miejsce tuż przed wystawą audiofilską, w tym roku w dniach 25-28 października.

Choć z pozoru to dwa różne światy, to podobieństw między nimi jest więcej niż by sie mogło zdawać. Przede wszystkim i czytanie książek, i słuchanie muzyki na wysokiej klasy sprzęcie jest, jak sie okazuje, zajęciem elitarnym - coraz mniej ludzi czyta książki (w Polsce szczególnie) i coraz mniej melomanów, fanów dobrej muzyki słucha jej w dobrych warunkach, co z naszego punktu widzenia jest równoznaczne z zaprzestaniem słuchania muzyki w ogóle i rozpoczęciem słuchania szumu. A wreszcie - obydwie dziedziny zajmują się sztuką i apelują do poczucia piękna odbiorców.
Targi, czy wystawa to jedno z nielicznych miejsc, gdzie spotykają się wszystkie części łańcucha związanego z danym przemysłem (branżą) - od autorów (konstruktorów), przez wydawców (producentów), hurtowników (dystrybutorów), księgarnie (salony sprzedaży), na najważniejszym elemencie, czyli czytelnikach (melomanach) skończywszy. Oczywista różnica między targami i wystawą polega na tym, że targi nastawione są głównie na sprzedaż i promocję, zaś wystawa na promocję i ew. sprzedaż. Choć i to się powoli zmienia.

'Wystawa to zbiór przedmiotów [...] przeznaczony do oglądania, umieszczony w wyznaczonym i przygotowanym miejscu' - tyle mówi Słownik języka polskiego Wydawnictwa Naukowego PWN (Biblioteka Gazety Wyborczej, red. Mirosław Bańko, Warszawa 2007). Warszawska wystawa Audio Show mieściłaby się w tej definicji niemal bezbłędnie. Podstawiamy pod 'oglądamy' słowo 'słuchamy' i gotowe. Chociaż... Słowo 'wystawa' implikuje pewien muzealny porządek rzeczy, tj. brak bezpośredniego kontaktu z "eksponatem" - synonimami 'wystawy' są przecież 'ekspozycja' i 'witryna', a więc pojęcia wprost wskazujące na dystans, granicę między oglądającym i oglądanym, na realną lub wirtualną szybę między nimi. I takie, niestety, dla dużej części wystawców warszawskie spotkanie jest. Zwiedzający wchodzą do pokoju lub sali, siadają karnie na krzesełkach i słuchają tego, co wystawca ma im do powiedzenia i zagrania. Przy odrobinie szczęścia mogą podać do odtworzenia swoją własną płytę. Dotykać - nu nu! Patrzeć - OK., byle w odpowiedniej odległości. To nie jest oczywiście żelazna reguła, zdarzają się mniejsze lub większe odstępstwa, jednak to właśnie tego typu prezentacje zdarzają się najczęściej.
I, właściwie, trudno o to kogokolwiek winić, robić z tego jakiś wielki zarzut. Prezentowane urządzenia są drogie, bardzo drogie oraz ekstremalnie drogie i firm najczęściej po prostu nie stać na to, żeby kupić sample przeznaczone do rozkręcania, dotykania, maltretowania. Jak mówię - rozumiem to. A jednak w ramach wystawy brakuje mi czegoś namacalnego, czegoś wprost, co pozwoliłoby mi lepiej zrozumieć to, co się przede mną dzieje. Co pomogłoby zaprzyjaźnić się z egzotycznymi produktami i firmami.
Jest jednak coś, co może w znacznej mierze tę "szybę" rozpuścić - to obecność producentów i konstruktorów. Nie bardzo rozumiem, dlaczego zwiedzający (ach, znów te muzealne konotacje...) tak rzadko z tego korzystają! Może przeszkadza w tym bariera językowa, może nieśmiałość - nie bójmy się! Jestem pewien, że dystrybutorzy pomogą w porozumieniu się, przetłumaczą co trzeba, zapoznają. Podchodźmy, pytajmy, chwalmy komentujmy, jednym słowem - zauważmy ich. Przyjeżdżają przecież do Polski nie jako eksponaty, a jako twarze marek. Można się od nich mnóstwo dowiedzieć, nauczyć. Warto ich po prostu poznać, bo w większości to niesamowici, niezwykle ciekawi ludzie. Nie musimy się od razu z nimi zgadzać, jednak jeśli mamy się różnić, to różnijmy się pięknie, że tak górnolotnie powiem, a mówiąc w wprost - nie bądźmy burakami i przynajmniej miejmy świadomość tego, co nas różni.
W tym roku w Warszawie będzie mnóstwo interesujących ludzi. I znów, jak co roku, dystrybutorzy chyba przespali moment, bo zamiast reklamować konkretne nazwiska, zapraszać na spotkania z nimi, prezentacje itp. liczą na to, że ludzie się sami domyślą, że stojący w rogu człowiek to np. Ken Ishiguro, właściciel Acoustic Revive czy Andreas Hofmann, właściciel Octave. Przywołuję właśnie ich, bo ich przedstawiciel, firma Eter Audio jako jedna z absolutnie kilku, obok Audio Center Poland i Moje Audio, poinformowała nas o tym, kto będzie Polsce. A przecież to najlepsza reklama! Warto w przyszłym roku pomyśleć o tym wcześniej i zamiast kolejnego wzmacniacza na reklamie i zaproszenia do jego zobaczenia w czasie wystawy pokazać człowieka z krwi i kości. To zawsze procentuje.

Jak mówię, targi to nie to samo co wystawa. O tej drugiej już powiedzieliśmy, dodać więc trzeba, że targi to, z jednej strony, 'plac, na którym w określone dni tygodnia odbywa się sprzedaż i kupno towarów', a z drugiej 'duża wystawa jakiś towarów, na której producenci mogą się spotkać z handlowcami i podpisywać umowy sprzedaży' (dz. cyt.). Jak widać, targi zakładają kompletnie inny model kontaktu między "wystawcą", a "odwiedzającym". Chodzi przede wszystkim o sprzedaż.
Bo, jak się okazuje, wystawy audio coraz częściej działają na takich samych zasadach, jak chociażby Krakowskie Targi Książki. To bowiem jedyna taka sytuacja w ciągu roku, gdzie można zaprezentować swoje produkty szerszej grupie potencjalnych odbiorców. Dlaczego nie w salonie? Ano dlatego, że klasyczne salony audio są coraz rzadsze, wypierane są przez sklepy internetowe. Nie mam nic przeciwko Internetowi (z oczywistych powodów), tego typu działania powodują spadek cen, jednak w przypadku sprzętu audio kupno musi być poprzedzone odsłuchem. Inaczej jest w dużej mierze ruletką. A pojawienie się internetowych sprzedawców, na dobrą sprawę jedynie pośredników, przerzucających towar z magazynu dystrybutora do domu klienta, spowodowało zamknięcie wielu sklepów ze sprzętem lub taką ich zmianę, że trudno już mówić o "salonie audio".
I właśnie dlatego wystawa staje się najlepszym miejscem do prowadzenia sprzedaży. To stąd wysyp mnóstwa, regionalnych imprez, przede wszystkim w USA, ale i w Wielkiej Brytanii. Wystawy stają się coraz częściej targami. Można tam posłuchać, zobaczyć, czasem nawet dotknąć urządzeń, których inaczej nigdy w życiu nie poznamy. No i dobrze.

Bo dzięki temu rosną w siłę. Wbrew katastroficznym przepowiedniom, apokaliptycznym wieszczom, wedle których specjalistyczne audio (ale i sprzedaż książek) dawno powinno się skończyć, jest dokładnie odwrotnie. Monachijski High End pokazuje, że ultra high-endowa wystawa potrafi przyciągnąć więcej odwiedzających i dziennikarzy niż kiedykolwiek wcześniej, że ludzie się tym interesują i że potrzebują kontaktu z czymś mniej prozaicznym od tostera, który - tak się składa - gra też pliki mp3.
A w Polsce? O podobieństwach między Targami Książki w Krakowie i Audio Show już mówiłem. Tym łatwiej mi więc do tej paraleli powrócić. Okazuje się bowiem, że tegoroczne edycje obydwu wystaw zaliczają się do największych, najbardziej "bogatych" w ich historii.
Jak pisze redaktor krakowskiego dodatku "Gazety Wyborczej", Ryszard Kozik:
Kryzys zmusił wielu wydawców, by mocniej powalczyć o czytelników, dzięki czemu otwarte wczoraj 16. Targi Książki w Krakowie wyglądają zaskakująco zamożnie. [...] Wiele stoisk przy ul. centralnej 41A wygląda lepiej niż w ostatnich czasach, dużo się też wokół nich dzieje.
Ryszard Kozik, Bogato w trudnych czasach, "Gazeta Wyborcza. Gazeta Kraków", 26 października 2012, s. 3.
Proszę teraz przeczytać, jaką informację dostaliśmy od organizatora Audio Show:
Szanowni Państwo!
Miło nam poinformować, że tegoroczna edycja wystawy będzie największa w historii! Jeszcze 3-4 miesiące temu pobicie zeszłorocznego, niezwykle wyśrubowanego rekordu wydawało się niemożliwe... Jednak wystawcy okazali się mieć inne plany :)
Z poważaniem,
Adam Mokrzycki

Czyż nie brzmi to podobnie? Jak widać nawet kryzys może mieć pozytywny wpływ na nas, klientów.

Jakby nie było, jak byśmy wystawę audio nie nazwali, czy to targami, czy wystawą właśnie, to przede wszystkim miejsce spotkania, taka współczesna agora (naprawdę nie jestem tajnym agentem jej Królewskiej Mości "Gazety"...). No bo gdzie indziej ma się szansę spotkać dziennikarz z czytelnikami, producenci z posiadaczami ich produktów, dystrybutorzy z nowymi markami, sprzedawcy z wszystkimi na raz? Doceńmy to, popatrzmy na wystawę jak na zbiór możliwości. Bo tylko od nas zależy, czy z nich skorzystamy - dostajemy je na tacy, za cenę biletu wstępu.

ROZMÓWKI XII

Magnetofon kasetowy

Magnetofon kasetowy ("Stereo Casette Deck") to urządzenie służące do nagrywania i odtwarzania dźwięku na kasecie magnetofonowej w formacie Compact Cassette. Kaseta magnetofonowa (Compact Cassette, audio cassette, cassette tape, cassette, tape) to format zapisu i odtwarzania dźwięku firmy Philips, wykorzystujący do tego celu taśmę magnetyczną o szerokości 3,81 mm i prędkości przesuwu 4,76 cm/s (1⅞ inch/s), zamkniętą w kasecie ochronnej. CC był formatem dominującym w domowych systemach audio przez lata 70. i 80., a nawet 90. Wraz z nadejściem ery płyt CD, szczególnie CD-R, a następnie plików mp3 jego rola bardzo szybko zmalała i gdzieś na początku XXI wieku zniknął nawet z samochodów, gdzie przetrwał najdłużej. Doszło nawet do tego, że w roku 2011 w podstawowej wersji, nowego wydania Oxford English Dictionary zrezygnowałno z frazy "cassette tape".

Jak się jednak okazuje, nostalgia przywróciła, przynajmniej na jakiś czas, do obiegu tę - ostatecznie - mocno niedoskonałą technologię. Poddałem się jej i ja. Nie po to jednak, żeby słuchać muzyki, a po to, żeby wysłuchać słuchowisk radiowych, które pierwotnie kupiłem sobie będąc jeszcze w szkole średniej i które później gdzieś się zapodziały. Mowa o trzech słuchowiskach wydanych przez polski Tonpress KAW:
∙ Michał Markowski, Garaż śmierci, TK-51,
∙ Marcin wolski, Całe ryzyko, TK-52,
∙ Frederic Harris, Triumf Adama Pecksniffa, TK-53.
Ci, którzy w latach 80. i 90. (jak ja) słuchali w radiowej "Trójce" (PRIII) Teatrzyku Zielone Oko wiedzą o co chodzi - o fenomenalnie przygotowane słuchowiska, w których brali udział najlepsi w owym czasie aktorzy, przygotowywane przez najlepszych reżyserów. Słuchowiska, które były wehikułem wyobraźni w najczystszej postaci. Wiele z nich, nagranych w domu na kasety magnetofonowe, przetrwało do obecnych czasów i zamienione na pliki mp3 dostępne są w Sieci. Tyle tylko, że mają koszmarną jakość. I to nawet nie dlatego, że były nagrane na kasetę, a dlatego, że zostały zmasakrowane przy kompresji.
Żeby usłyszeć o czym mówię, wystarczy wziąć którakolwiek z wymienionych przeze mnie pozycji. Kupiłem je po 11 zł na Allegro.pl i choć mają swoje lata, brzmią FENOMENALNIE! Przynajmniej jeśli porównamy je z plikami mp3. Materiał do nich został zarejestrowany na taśmie analogowej (szpulowej) i przegrany analogowo na taśmę magnetofonową. I z niej, w kopiarce, na kasetę, która dostępna była w sprzedaży. Jest to więc absolutnie analogowe nagranie. Takiego niskiego głosu, takiej pełni nie słyszałem nigdy w życiu z nawet najlepszego odtwarzacza CD. Dlaczego, na Boga, Polskie Radio nie wydaje tego na płytach CD, albo w postaci plików FLAC? Nic z tego nie rozumiem...

Ważne jest jednak to, że po wielu latach ponownie miałem możliwość obsługiwania magnetofonu kasetowego. Pożyczony od przyjaciół AKAI GX-75 przypomniał mi cud techniki, jakim były topowe magnetofony kasetowe... Czego takiego już nie ma. Żeby było jasne - kaseta kompaktowa to bardzo kiepski nośnik sygnału. Jej powrót nie ma nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Gramofon i magnetofon szpulowy to wciąż NAJLEPSZE dostępne źródła sygnału, a Compact Cassette to tylko nostalgia. Chciałbym jednak w przyszłości przygotować artykuł, w którym pokazałbym i omówił najlepsze magnetofony, jakie kiedyś były na rynku. Jeśli macie państwo coś topowego, ale naprawdę najlepszego, coś w rodzaju wspomnianego Akaia, Tandberga, Nakamichi, Sony, Tascama itp., proszę dać znać, może coś się z tego urodzi.

First Impression Music

Pan Winston Ma, właściciel wydawnictwa muzycznego First Impression Music przeczytał relację ze spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego (czytaj TUTAJ) i przysłał mi maila następującej treści:
Dear Wojtek,
Thank you very much.
You folks are true audiophiles and can find out the LE version has better sound. It is because they are the first lot.
Well done!
Winston Ma

Pochwała ze strony kogoś takiego jest nie do przecenienia. Tym bardziej, że zaraz za mailem przyszła do mnie duża paczka z USA z płytami FIM-u - najlepszymi wersjami wielu płyt CD, ale i z trzema płytami LP tej firmy:
The All Star Percussion Ensemble, GS LP 001-LE,
∙ Tsuyoshi Yamamoto Trio, Autumn in Seattle, GS LP 004-LE,
∙ Tchaikovsky, 1812, wyk. Cincinnati Symphony Orchestra, GS LP 005-LE.

Wszystkie zostały wytłoczone na 200 g winylu "Flat Profile", a literki "LE" w ich nazwie sygnalizują, że mamy do czynienia z egzemplarzami z pierwszego tłoczenia 1000 egzemplarzy. Źródłem sygnału w ich przypadku były taśmy cyfrowe DXD. Jak to gra? Jeszcze nie wiem, ale postaram się państwu dać znać i powiedzieć, czym te wersje różnią się od ich cyfrowych odpowiedników.

Do sprzedania

Wciąż mam do sprzedania trochę produktów po testach, zarówno moich, jak i oferowanych przez firmy, dla których bardziej opłaca się sprzedać produkt po teście na miejscu, w Polsce, niż prosić mnie o jego odesłanie.

Wśród produktów do sprzedaży są:

1. Interkonekt analogowy RCA Acrolink Mexcel 7N-DA2100. Kabel z mojego systemu, przysłany bezpośrednio z Japonii. Kabel w idealnym stanie, po teście. Jest bez pudełka – do sprzedania mam wersję 2 m. Test można przeczytać TUTAJ. Cena za 1 m – 11 900 zł. Za 2 m odcinek chciałbym 8 000 zł.

2. Interkonekt zbalansowany SAEC XR-4000 – 980 euro (za 500 euro)/1,2 m. Test TUTAJ.

3. Przetwornik D/A USB King Rex UC192 (test w "6moons.com" TUTAJ). Najlepsza oferta.

4. Platformy antywibracyjne Acoustic Revive RAF-48 (powietrzne, pod CD i wzmacniacze). Mam do sprzedania dwie - jedną używaną, choć w bardzo dobrym stanie i jedną nową, niewyciąganą z pudła. Dostałem je prosto z Japonii. Można o nich poczytać TUTAJ. Cena katalogowa – 6200 zł, do wzięcia za (odpowiednio) 3500 i 4000 zł.

5. Interkonekt analogowy RCA-RCA Wireworld Platinum Eclipse, długość 2 m, cena katalogowa – 22 390 zł, kabel dostępny jest za 10 000 zł.

Kontakt: wojciech.pacula@highfidelity.pl

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM