pl | en

No. 96 kwiecień 2012

ROZMÓWKI VIII

Nawet nie wiem kiedy, a tu trzy miesiące bez Rozmówek minęły. Tak się jakoś złożyło, że te ostatnie wstępniaki poświęcone były na tyle absorbującym mnie sprawom, miały, jak mi się wydaje, na tyle dużą wagę, że nie byłoby dobre doklejać do nich coś jeszcze. A w tym czasie zgromadziło się sporo rzeczy, zwykle drobnych, choć interesujących. Tak się jakoś poskładało, że Rozmówki stały się swego rodzaju blogiem – nieregularnym i rzadko pisanym, ale jednak. Ich głównym tematem jest mój system. Trzeba bowiem wiedzieć, że system recenzenta, wszystko co wiąże się z jego życiem zawodowym, a więc to, co kształtuje jego pracę jest częścią każdego testu i często decyduje o być, albo nie być konkretnego produktu. Nie inaczej jest ze mną i moim systemem. Jeśli ktoś państwu mówi inaczej, tj. jeśli twierdzi, że nic nie ma wpływu na jego decyzje (pracę), albo w ogóle pomija ten aspekt testu, jego metodologii, to okłamuje – albo siebie, albo państwa.

Ayon Audio Polaris III – Custom Version
Od dłuższego czasu częścią mojego system odsłuchowego jest przedwzmacniacz liniowy firmy Ayon Audio. Kiedy go testowałem, była to wersja II (TUTAJ). Mimo to od razu dostałem go nie ze zwykłym zasilaczem, a z kondycjonerem sieciowym, dedykowanym dla tego konkretnego urządzenia. W ofercie miały być obydwie te wersje, jednak bardzo szybko Gerhard Hirt zadecydował, że wersja z kondycjonerem jest na tyle dobra, że tylko ona ma sens – tak powstała wersja Polaris III. I było bardzo dobrze – miałem w domu ze dwa razy przedwzmacniacz nieco lepszy (jednym z nich był CAT SL1 Legend), nigdy nie czułem jednak potrzeby wymiany. Dopóki nie posłuchałem modelu Spheris II, też Ayona. Ten był wyraźnie lepszy niż mój Polaris III. Poprosiłem więc Gerharda, aby wymienił elementy bierne w moim przedwzmacniaczu na takie same, jak w droższej wersji. Chodziło m.in. o tantalowe, bardzo drogie oporniki. Całkowity apgrejd nie jest możliwy, to jednak różne urządzenia, jednak liczyłem na to, że będzie dużo lepiej.
I było lepiej, poprawiła się rozdzielczość i dynamika, jednak nie była to różnica na tyle duża, żeby mnie zadowolić. Wysyłając urządzenie do Austrii włożyłem do pudełka także genialne, bardzo duże, wykonane specjalnie dla mnie kondensatory V-Cap. Gerhard odmówił ich wlutowania (teraz są tam wysokie Jantzeny) mówiąc, że nie mieszczą się na płytce. Cóż – zapewne ma rację, jednak spróbuję to zrobić na własną rękę, może TO pchnie ten dźwięk do przodu.

A będę miał możliwość zweryfikowania wyniku tej zmiany, bo na lipiec zaplanowaliśmy numer poświęcony wyłącznie przedwzmacniaczom liniowym (przede wszystkim drogim i bardzo drogim). Potwierdzone są już:
- Accuphase C-3800,
- Avantgarde Acoustic XA PRE,
- Octave HP 500 SE,
- Soulution 720.
W teście ma się znaleźć osiem urządzeń, więc połowę już mam. Wszystkie, po kolei, staną na nowych, drewnianych półkach mojego stolika.

Base IV [Custom Version] – drewniane półki
Przedwzmacniacz Polaris III stoi u mnie na półce Base IV, trzypółkowej. Jakiś czas temu pod jego nóżki podstawiłem półkę Acoustic Revive Hickory Board RHB-20, co poprawiło nieco skupienie i nasycenie dźwięku. Bo normalnie przedwzmacniacz, podobnie jak wzmacniacz mocy, stał bezpośrednio na granitowych półkach, w jakie stolik był wyposażony. Niestety, granit nie jest w takim zestawieniu (tj. metal i granit) najlepszym wyjściem i generalnie urządzenia lepiej dla mnie brzmią, kiedy są postawione na drewnie. Dlatego mój odtwarzacz Ancient Audio Lektor AIR V-edition stoi na pneumatycznej platformie Acoustic Revive RAF-48, a wzmacniacz Leben CS-300 XS [Custom Version] na platformie Pro Audio Bono. Obydwie są drewniane.

Przez jakiś czas miałem plan, żeby zaradzić temu kompleksowo i myślałem o kupnie wypasionej półki finite elemente Reference Pagode Edition. Korzysta z nich większość czołowych recenzentów audio, a także, tak przeze mnie podziwiany Ken Ishiguro, właściciel firmy Acoustic Revive. Jego system i historię można poznać czytając bardzo fajny reportaż z wizyty u niego Clementa Perry’ego, redaktora „Stereo Times” TUTAJ. W międzyczasie waluta jednak znacząco zdrożała, a firma podniosła swoje ceny i taki zakup przestał mieć dla mnie sens. Tym bardziej, że producent stolików Base zaproponował opcję w postaci drewnianych półek w miejsce granitowych. Te wykonywane są z klejonych warstw HDF i sklejki, przedzielonych warstwą specjalnego papieru (sprowadzanego z Japonii). Ponieważ półki świetnie wyglądały, zdecydowałem się wymienić u siebie dwie półki – górną i dolną, środkową zostawiłem granitową. Jest dobrze, naprawdę dobrze! Jak widać, polskie firmy dają radę i proponują coraz bardziej dojrzałe, także z punktu widzenia handlowego, produkty.

Pro Audio Bono – łożyska toczne w miejsce ciernych
Dlatego, zanim powiem jeszcze kilka słów o najnowszym nabytku z Acoustic Revive, słowo o najnowszym apgrejdzie, jaki w swoich platformach antywibracyjnych stosuje firma Pro Audio Bono. Jak wiadomo, jej platformy zasadzają się na koncepcie znanym z innych wykonań, jednak w polskiej firmie ładnie opracowanym i egzekwowanym (test modeli z drewnianymi platformami TUTAJ, a akrylowymi TUTAJ). Platformy PAB sprawdziły się na tyle dobrze, że jedna z nich stanowi część systemu słuchawkowego z moim ukochanym Lebenem, a druga, otrzymała od nas, bardzo rzadko przyznawane, wyróżnienie Red Fingerprint.
Pan Skrzypczak, właściciel i inżynier odpowiedzialny w PAB za rozwój, należy do tego typu ludzi, którzy nie potrafią spokojnie usiedzieć i ciągle coś poprawiają, coś ulepszają itp. Większość z tych ulepszeń można zastosować w starszych platformach.
Jakiś czas temu przysłał mi informację o tym, że opracował dwa nowe elementy, które mogłyby się u mnie sprawdzić – ciężkie, mosiężne tuleje, do których wstawia się nóżki platformy, a także zupełnie nowy sposób zawieszenia linek, podtrzymujących górną platformę.

Tuleje się u mnie nie sprawdziły. I tyle. Natomiast zmiana ciernego łożyska, jakim było przewieszenie linek przez stalowy trzpień na toczne dało zmianę znaczącą. Proszę porównać obydwa typy półek, żeby się czegoś nauczyć – z tocznym łożyskiem dźwięk jest głębszy, ciemniejszy, ale i bardziej rozdzielczy; jest bardziej aksamitny, jakby mniej w nim było szumu tła. Różnica jest na tyle wyraźna, że dość szybko da się wskazać tę platformę, która nam się bardziej podoba. Jak się bowiem wydaje, wibracje, to odpowiednik (przynajmniej jeśli chodzi o zmiany wprowadzane do dźwięku) jittera w sygnale cyfrowym – od ich umiejętnego wygaszenia, odprowadzenia itp. zależy, jak system gra.
Jest to równie ważne w przypadku elektroniki, ale kluczowe w przypadku kolumn głośnikowych. Dlatego od dłuższego czasu do testów kolumn głośnikowych stosuję platformy Acoustic Revive RST-38. A to prowadzi nas do kolejnej sprawy.

Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands – podstawki pod Harbethy M40.1 (przyczynek do tematu)
Moją miłość do Harbethów M40.1 wyrażam co i rusz, na nic się nie oglądając. Po prostu te kolumny „siadły” i mnie, i mojemu systemowi. Jak pisałem w ich teście, ich słabym punktem jest to, że to kolumny podstawkowe i podstawki są ich piętą achillesową, przynajmniej w teorii. Mimo to prościutkie, zbudowane z elementów MDF podstawki Skyline, które miałem w czasie testu, w niczym mi nie przeszkadzały i brałem je tak, jak stoją. Bez wydziwiania.
Wiedziałem jednak, że da się lepiej. Udane podstawki robi chociażby polska firma Rogoz Audio. Ale najlepsze podstawki dla Harbethów, przynajmniej w teorii, powstały w Japonii, a zrobił je, już przywołany, pan Ken Ishiguro (Acoustic Revive). Zrobił zresztą tylko kilka par, może ze dwie, trzy, a pierwszą była dla Jeffa Daya, redaktora magazynu „Positive Feedback OnLine”. Jeff wielokrotnie testował produkty AR, a swój dobry stosunek do tej firmy, a także – a może nawet przede wszystkim – do Lebena formułował także na swojej prywatnej stronie internetowej „Jeff’s Place”. I to on wymyślił, że pan Ishiguro zrobi dla niego, na zamówienie podstawki dla Harbethów, które wówczas miał. Trochę to trwało, to ostatecznie zamówienie specjalne, ale się udało. Wynik prac AR i pana Ishiguro można zobaczyć i przeczytać ich test TUTAJ.

Ponieważ bardzo szanuję tę firmę, cenię sobie ich wiedzę i podejście do tematu, postanowiłem i ja zamówić coś takiego dla siebie. Jak się okazało, nie było to łatwe – tak nietypowe zamówienia wymagają długiego przygotowania, jednostkowej pracy itp. Ponieważ jednak w negocjacjach pomógł mi pan Yoshi Hontai, dyrektor zarządzający firmy MuSon Project, Inc., agent (przedstawiciel poza granicami Japonii) takich firm, jak Leben, Acoustic Revive, Acrolink, Oyaide, SPEC, SAEC, Musica i innych, do których jeszcze dojdziemy, udało się. Wprawdzie podstawki są kosmicznie drogie (ich cena w USA to 10 495 USD!), ale – co tam, dla moich Harbethów – wszystko!
Wyprodukowanie ich zajęło około dwóch miesięcy, a sprowadzeniem zajęła się firma Eter Audio, polski dystrybutor Acoustic Revive. I wreszcie przyszły – 120 kg żywej wagi, szesnaście dużych paczek. Dwóch ludzi od dystrybutora (Robert i Maciek) skręcali je i składali przez trzy godziny. Wyglądają cudnie, a stojąca za nimi teoria jest wyjątkowo przekonywająca. I co? I porażka… Prawdę mówiąc takiego zawodu nie przeżyłem bardzo dawno. Nie pamiętam nawet kiedy. Dźwięk z nowymi podstawkami zrobił się wielokrotnie bardziej selektywny, tak niskiego basu w życiu u siebie nie miałem, nawet z bardzo dużymi kolumnami podłogowymi. Zniknęła jednak magia Harbethów, która tak mnie zauroczyła, zniknęła głębia środka, której gdzie indziej nie miałem. Trafiło mnie mocno i nie mogłem się przez dwa tygodnie pozbierać.

Ponieważ jednak podstawki to element mechaniczny, zacząłem się zastanawiać, co mógłbym zmienić, żeby było lepiej. Pierwszym krokiem było wyciągniecie spod spodu pięknych, dużych, z podpisem pana Ishiguro, platform antywibracyjnych, będących wersją „custom” modelu RST-38H. Było lepiej. Drugim krokiem było wyciągnięcie czterech kwarcowych krążków RIQ-5010 i zastąpienie ich trzema drewnianymi klockami. Znowu lepiej. I wreszcie zastąpiłem wkręcone do podstawki nóżki trzema (na podstawkę) podstawkami Ceramic Disc Franc Audio Accessories. I znowu lepiej. W tej chwili dostałem niemal w całości to, co miałem z podstawkami Skyline, a do tego dużo lepszą selektywność i kontrolę basu. Harbethy nie grają już w troszkę zamglony sposób. Właściwie, to ta ich cecha mi nie przeszkadzała, ale tylko do momentu, kiedy nie posłuchałem ich na podstawkach AR.

Ten stan rzeczy męczy mnie jednak – Acoustic Revive to firma z doświadczeniem, pan Ken Ishiguro wie, co robi. Może więc to ja gdzieś popełniłem błąd? Może ja coś sp..łem? Może być i tak. Dlatego postaram się wrócić do poprzedniego układu i spróbować wymienić tylko jeden element. Już wiem, że firmowe nóżki na pewno wymienię, najprawdopodobniej na stopy antywibracyjne Ceramic Disc Slim Foot Franca, jednak muszę pomyśleć o jak najlepszych, niskich stożkach do nich.




Zobaczę też, co z tymi kwarcowymi podkładkami, dlaczego drewno „gra” lepiej. Może brakowało po prostu sklejenia kolumn z kwarcami, a kwarców z podstawkami materiałem w rodzaju BlueTack? Może… W każdym razie, dopóki nie będę gotowy, dopóki nie osiągnę tego, co chciałem (a podstawki mają nieprawdopodobny potencjał) nie przykleję na nich tabliczek z logiem Acoustic Revive. Efekty tych działań na pewno opiszę.



Made in Japan – numer majowy „High Fidelity” i rola MuSon Project w tym przedsięwzięciu
Jak widać, Japończycy mają coś w rękach, co powoduje, że duża część (choć nie wszystko), co proponują w audio jest wyjątkowa. Rozmawiałem o tym z wieloma ludźmi i ci, choć wskazywali na różne, możliwe powody tego stanu rzeczy, jak pracowitość, dążenie do perfekcji, cierpliwość itp., wszyscy co do jednego zgadzali się co do tego, że nawet jeśli czasem dana estetyka nam, tutaj, w Europie nie „podchodzi”, to nie dlatego, że jest zła czy błędna, a po prostu nie zgadza się z naszymi przyzwyczajeniami. Bo, jak Japończycy coś robią z sercem, robią to dobrze. I zwykle, po jakimś czasie dochodzimy do tego samego. Jak dojrzejemy.
A Japonia jest wręcz zagłębiem firm audio, często mikro-firm, z których większość jest poza Japonią kompletnie nieznana. Pan Yoshi, wraz ze swoim synem Elia, stara się to zmienić i promować jak najwięcej marek. Myślę, że z sukcesem.

Nie da się ukryć, że i ja dałem się uwieść Japonii. Nie jestem pierwszy, ani ostatni, a audio to tylko jeden z mnóstwa przykładów, jak polskie i japońskie, na jakimś poziomie się łączy. Wiem coś o tym – mieszkam po tej samej stronie Wisły, co Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha… Być może dlatego właśnie jedynymi stałymi numerami specjalnymi „High Fidelity” są numer „polski”, ukazujący się co roku we wrześniu, oraz majowy numer „japoński” (proszę ich poszukać w archiwum).
W tym roku o pomoc w jego przygotowaniu poprosiłem właśnie panów Hontai. Bo prócz najnowszego wzmacniacza firmy Triode (którą zresztą odkryłem samodzielnie i byłem pierwszym recenzentem w Europie, który ich produkty testował; w przypadku marki Musica byłem pierwszym recenzentem poza JAPONIĄ), oprócz wzmacniacza Accuphase E-360, którym zajmie się Marek Dyba, a na 90% także super-nowości, nowego wzmacniacza mocy Leben CS-1000P (na lampach KT120) będę mógł państwu pokazać kilka zupełnie nieznanych firm stamtąd:
- kable SAEC,
- akcesoria antywibracyjne Audio Replas,
- kable sieciowe Air Cable (Okutsu Denko Co.),
- akcesoria antywibracyjne fo.Q,
- na 60% wzmacniacz SPEC RSA-V1.

This Mortail Coil – najnowszy box, japońskie tłoczenie
Sprzęt sprzętem, jednak wśród audiofilów Japonia jest tak wysoko ceniona także, a może nawet bardziej, ze względu na sposób tłoczenia płyt CD, zarówno jeśli chodzi o klasyczne wydania mini LP, jak i o SHM-CD, HQCD czy Blu-spec.

Warto więc zwrócić uwagę na box z płytami projektu (bo trudno mówić o ‘zespole’) This Mortail Coil TMCBOX1, który został wydany 26 października 2011 roku. Zawierający cztery płyty, trzy „regularne” i czwartą z singlami i innymi „wynalazkami”, box jest przepiękny. Do jego przygotowania wykorzystano remaster z 2010 roku. Ważniejsze jednak, że został on zakodowany w HDCD, a płyty zostały wytłoczone w Japonii. Box zapewne też (mam kilka innych tego typu – np. na płyty mini LP King Crimson i wyglądają bardzo podobnie), choć nigdzie nie ma o tym żadnej informacji. Całość jest droga, ale jeśli lubicie państwo taką muzykę, to nie znajdziecie lepszego wydania tego materiału.

Fidelio Musique MasterFlash FACD912 - We capture the feeling
Bardzo fajną muzykę oferuje też, na swoim najnowszym wydawnictwie (bo to już nie tylko ‘płyta’), kanadyjska firma Fidelio Musique, o której pisałem już w którymś ze wstępniaków. Otóż jej szef i właściciel, pan René Laflamme przygotował cos w rodzaju samplera. Ale to nie jest kolejny badziew, nudne coś i bez sensu – tego naprawdę dobrze się słucha. A jak jest nagrane! Na moje pytanie cel tego wydawnictwa pan Laflamme odpowiedział tak:
„Wojtku!
Pomysł, który za tym stoi to przygotowanie albumu jednocześnie dla audiofilów i melomanów. Wybrałem więc nagrania, których dokonałem w ostatnich 10 latach i dokładnie opisałem, jak w każdym nagraniu rozmieszczeni byli muzycy na scenie, co powinno pomóc przy ustawianiu kolumn. Mamy tam też kilka nagrań binauralnych – głównie różnych efektów. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Chciałbym też zwrócić uwagę, że zacząłem sprzedawać materiał na MasterFlash skopiowany prosto z dysku-matki, bez downkonwersji – zarówno pliki DSD, jak i DXD. Proszę rzuć okiem na informacje o naszych artystach i pokazach z ostatniego hi-fi show w Montrealu TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.”

Oprócz utworów muzycznych (jazz i klasyka) na MasterFlashu mamy także ścieżki niemuzyczne, za pomocą których sprawdzimy jakość reprodukcji przestrzeni przez nasz system. Materiał dostępny jest na płycie CD, jednak jego podstawowym nośnikiem, który pokazuje maestrię René, jest MasterFlash, rodzaj pendrajwa, płaskiej metalowej płytki z pamięcią i wtykiem USB, na której zapisano materiał w postaci plików WAV 24/96. Zachęcam do kupienia go sobie, choćby po to, żeby zobaczyć, co ludzie z Fidelio Musique potrafią.

ACT i Pirouet – nowe płyty z Monachium
Ciekawej muzyki, jaka się ostatnio pojawiła jest zresztą więcej. O wszystkim nie jestem w stanie powiedzieć, ale chciałbym zwrócić uwagę na artystów, których płyty w „High Fidelity” dokładnie śledzimy:
- e.s.t. Esbjörn Svenson Trio, 301, ACT Music + Vision, ACT 9029-2, CD – pośmiertne wydanie nowego materiału,
- Michael Wollny’s [em], Watsed & Wanted, ACT Music + Vision, ACT 9515-2, CD – dwupłytowy album, z dodatkowym dyskiem Live JazzFest Berlin,
- Nils Landgren, The Moon, The Stars And You, ACT Music + Vision, ACT 9505-2, CD,
- Lars Danielsson, Liberetto, ACT Music + Vision, ACT 9520-2, CD,
- Tingwall Trio, Vägen, Skip records, SKP 9107-2, CD.
Jeśli lubicie tych wykonawców, to w ciemno można te płyty nabyć.

Ale nie one same są nawet najbardziej interesujące. Jak dla mnie jeszcze ciekawsze jest pojawienie się płyt analogowych firmy ACT. Wraz z wersjami CD kupiłem też winyle z materiałem przywołanych powyżej płyt Landgrena, Wollny’ego i Danielssona. Nie miałem jeszcze czasu, żeby je odsłuchać, więc nie wiem, jak maestria inżynierów ACT-u przełożyła się na analogową wersję. Skądinąd wiadomo, że firma rejestruje materiał cyfrowo, w wysokiej rozdzielczości. Szkoda, że nie ma w ofercie plików w jakości „Master”… Tingvall Trio także wydaje swoje płyty na winylu, jednak w ich przypadku to nie jest najlepszy transfer (tłoczenie?) i zdecydowanie wolę ich płyty w formie CD.

Ale to niejedna ciekawa firma płytowa z Monachium. Oprócz podstawowej, tj. ECM, dotarły ostatnio do mnie także płyty firmy Pirouet Records. Znakomita muzyka! Inaczej niż ACT czy ECM, jakość nagrania nie jest jakaś wybitna. Ale muza – proszę koniecznie wypróbować, bo warto!

High End, Monachium – wystawa tuż, tuż
A będąc przy Monachium, trzeba powiedzieć o szybko zbliżającej się wystawie High-End 2012 w Monachium (relacja z poprzedniego roku TUTAJ). Wybieram się na nią 3 maja.

Kilka detali:

Organizator:
High End Society e. V.

Miejsce:
M,O,C, Munich
Lilienthalallee 40
80939 Munich, Germany

Czas:
3-6 maja 2012

Godziny otwarcia:
Czwartek – 10.00-18.00
Piątek – 10.00-18.00
Sobota – 10.00-18.00
Niedziela – 10.00-18.00

Wojciech Pacuła
Redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM