pl | en

No. 171 Lipiec 2018

DRUGI ODDECH AUDIO BLU-RAY

zym różni się kolekcjoner od zbieracza? Mieczysław Stoch, bohater wywiadu, który mają państwo możliwość przeczytać w tym wydaniu „High Fidelity” mówi, że kolekcjonowanie, to zbieranie z sensem i celem (HF | No. 171). A czym jest słuchanie muzyki z plików i czym się ono różni od słuchania muzyki z nośników fizycznych? Opierając się na powyższej definicji aż chciałoby się napisać, że słuchanie muzyki z nośników fizycznych, to słuchanie muzyki z sensem. Choć część mnie tak właśnie uważa, to druga część doskonale wie, że przemawia przeze mnie moje własne doświadczenie, a nie doświadczenie większej grupy melomanów – ‘melomanów’, czyli ludzi słuchających muzyki z sensem, bo przecież wielu z nich korzysta wyłącznie z plików, a ludzie młodzi z niczym innym nie mieli w swoim życiu do czynienia.

Żyjemy w czasach przejściowych i kto wie, jak się sprawy ułożą. Tu i teraz trzeba jednak powiedzieć, że trudno nam, myślę o sobie jak o audiofilu i melomanie, zgodzić się na wydarcie z naszych rąk okładki, dysku, drukowanego opisu. Jak się okazuje nie jestem sam i to dla takich, jak ja skierowany był prasowy pokaz high-endowego transportu płyt optycznych (CD, SACD, DVD i BD) oraz plików francuskiej firmy JMF AUDIO, który miał miejsce w czasie tegorocznej wystawy Hifideluxe w Hotelu Mariott w Monachium. Przygotowany razem z wydawnictwem 2L był czymś w rodzaju „ponownego otwarcia” dla formatu Blu-ray Pure Audio, czyli płyty Blu-ray wyłącznie z dźwiękiem zapisanym z wysokiej rozdzielczości sygnałem PCM 24/192. Zacznijmy jednak od ogółu.

| Apple HomePod

W styczniu tego roku do sprzedaży trafił bezprzewodowy głośnik firmy Apple – HomePod. Mówiąc o nim „głośnik” mocno jednak upraszczam jego możliwości i rolę, jaką przewidziała dla niego firma z Doliny Krzemowej. Krótko więc o tym, czym tak naprawdę jest. To bezprzewodowy system muzyczny z wbudowanym asystentem głosowym, który jest odpowiedzią na ofertę konkurencji, czyli urządzenia Amazon i Google. Aby się od nich odróżnić Apple kładzie silny nacisk na jego pierwotną funkcję – głośnika bezprzewodowego. Głównym przeznaczeniem HomePoda ma być słuchanie muzyki z serwisu Apple Music. Zwraca się także uwagę na to, że asystent Siri i – dzięki HomeKit – integracja z produktami należącymi do kategorii Smart Home to ważny, ale tylko dodatek.

Fot. Apple

HomePod wydaje się urządzeniem marzeń i, pamiętając o marketingowym mistrzostwie Apple’a i o tym, że niemal wszystkie ich produkty sprzedawały się co najmniej bardzo dobrze, wszyscy oczekiwali wzięcia rynku szturmem. Jak czytamy, dane z rozpoczęcia sprzedaży napawały optymizmem, jednak radość akcjonariuszy producenta nie trwała długo. Przez pierwsze dziesięć tygodni do głośnika HomePod należało 10% rynku sprzedaży inteligentnych głośników, 14%, do modelu Home firmy Google Home, a wszystkie nagrody zebrał Amazon Echo z 73% udziałem w rynku.

Potem było jeszcze gorzej i po kilku tygodniach sprzedaż produkty Apple’a spadła do 4%. Agencja Bloomberg ujawniła, że już w marcu, a więc niecałe dwa miesiące od debiutu, Apple pogodził się z tym, że liczba sprzedanych głośników będzie mniejsza, niż to początkowo zakładano. I do tej nowej rzeczywistości dostosowano przewidywania rynkowe, a w wyniku ich analizy zmniejszano liczbę zamówień z fabryk. Nie można oczywiście całkowicie polegać na takich danych, ponieważ w tym segmencie rynku toczy się ostra wojna. Informacje te potwierdza jednak analiza Deutsche Bank, jak pisze portal buisinessinsider.com, „brutalna analiza”. Coś więc jest na rzeczy…

Przyczyn wolniejszej niż zakładano sprzedaży jest wiele, ale wśród najważniejszych wymienia się spóźnioną premierę, a więc oddanie świątecznych zakupów konkurentom za darmo, a także zamknięcie systemu w mikrokosmosie firmy Apple – HomePod współpracuje ze wszystkimi smartfonami, pod warunkiem, że mają logo Apple’a. Mówi się także o lekkiej głupocie Siri – a niezależnie od tego, co chciała przekazać firma, asystent głosowy jest najważniejszą funkcją „inteligentnych” głośników; istotnym ograniczeniem była też wysoka cena (1700 zł).

Fot. Apple

Prawdę mówiąc nic mnie to nie obchodzi. Chciałbym myśleć, że nie dlatego, że nie rozumiem tego typu produktów, bo to nie jest takie trudne, ani że nie nadążam za modami, bo bezkrytyczne poddanie się sugestiom rynku bywa głupie. Rzecz w tym, że ja, Wojciech Pacuła, lat 45, nie potrzebuję takiego produktu. Kto wie, może jeszcze zmienię zdanie, może być tak, że system sterowania głosem okaże się pomocny, ale jeszcze nie teraz.

Dlaczego więc w ogóle o tym piszę? Ponieważ to jest przyszłość. A także dlatego, że nasza branża – myślę o branży perfekcjonistycznego audio – sama nie wie, co ma o tym myśleć. W pewnym sensie jesteśmy jak człowiek z rozdwojeniem jaźni. Kilka miesięcy po premierze HomePoda zaprezentowany bowiem został transport płyt Bu-ray przeznaczony głownie do odtwarzania płyt Blu-ray Audio, promowany przez jednego z najbardziej szanowanych wydawców muzyki – skandynawską firmę 2L The Nordic Sound. W ten sposób spotkały się dwa, skrajnie różne, sposoby myślenia o muzyce w domu i jej roli w naszym życiu.

| Dwie drogi

„Asystenci głosowi”, bo tak się często mówi o tych produktach, są połączeniem „sztucznej inteligencji” i systemów służących do odtwarzania muzyki, najczęściej streamujących sygnał ze smartfonu lub jednego z serwisów streamingowych. Tak dzisiaj słucha muzyki większość ludzi, nie tylko młodych. Jak czytamy w artykule Cliffa Josepha Talking ‘bout resolution, sukces tego rodzaju dystrybucji muzyki jest niepodważalny („Hi-Fi News” No. 06, June 2018).

Firma 2L pierwsze płyty Blu-ray z dźwiękiem hi-res wypuściła już w 2008 roku

Dla ludzi szukających nie tylko wygody, ale i wysokiej klasy dźwięku otwierają się nowe możliwości, ponieważ coraz więcej serwisów oferuje pliki wysokiej rozdzielczości – albo, jak Quobuz w bezstratnej formie FLAC 24/192, albo jak Tidal zakodowane w MQA; do tej ostatniej opcji przymierzają się także inne serwisy – Deezer i Nugs. Prawdziwy przełom przyjdzie jednak dopiero wtedy, kiedy na taki krok zdecydują się giganci, to jest Spotify oraz iTunes.

Ale to tylko jedna z możliwości. Druga wiąże się z nośnikami fizycznymi. Jak się okazuje wydawcy osiągnęli na tym polu spory sukces, ponieważ wyhodowali coś w rodzaju „bańki winylowej”, kreując trend retro, idealnie pasujący do tego, co dzieje się w przemyśle meblarskim i wnętrzarskim. Jestem pewien, że za jakiś czas bańka pęknie i wtedy okaże się, czy winyl został zaszczepiony na stałe, czy był tylko przejściową modą, pozostawiając po sobie dziedzictwo w postaci odświeżonego nurtu w specjalistycznym audio.

Transport Blu-ray JMF Audio DMT 3.7. Fot. JMF Audio

Co by jednak o tym nie mówić, winyl jest częścią kultury, która wiąże muzykę z dźwiękiem i określoną kulturą słuchania muzyki. Dokładnie tym samym tropem idzie pan Laurient Fusilier, właściciel i główny konstruktor francuskiej firmy JMF Audio. Na wystawie Hifideluxe • Munich 2018 pokój tej firmy był miejscem prezentacji najnowszych osiągnięć w zakresie odtwarzania muzyki z płyt Pure Audio Blu-ray, przy wykorzystaniu nowego, high-endowego transportu Blu-ray JMF Audio DMT 3.7. Choć na stronie tego producenta czytamy, że była to „premiera” formatu warto wiedzieć, że jest on z nami już od 2011 roku, a bez stosownego logotypu od roku 2008.

| Blu-ray Audio

Zanim przejdziemy do jego opisu kilka słów należy się formatowi o którym mowa. To nie jest pierwsze spotkanie czytelników „High Fidelity” z tego rodzaju płytami, przypomnę bowiem, że tematowi poświęciliśmy cały kwietniowy wstępniak z 2012 roku (HF | No. 132; więcej TUTAJ). Blu-ray Audio to po prostu płyta Blu-ray z sygnałem muzycznym PCM zapisanym w wysokiej rozdzielczości, najczęściej wyłącznie z dźwiękiem, bez obrazu. Idea była taka, aby obsługiwało się ją jak płyty Compact Disc i Super Audio CD, to jest bez ekranu telewizyjnego.

Nie jest to pierwsza tego typu operacja, to znaczy próba wykorzystania konsumenckiego, masowego medium dla naszych własnych celów. Compact Disc był formatem od razu pomyślanym jako format audio. Choć pojawiła się też wersja wizyjna, nie zdobyła ona szerokiego poparcia. Inaczej było z audio i DVD.

Zaprezentowany 19 marca 1997 roku format został zaprojektowany jako następca kasety VHS, był więc formatem stricte wizyjnym. Tyle tylko, że specyfikacja DVD-Video pozwalała na zapisanie na nim dźwięku w formatach stratnych Dolby Digital i DTS, ale również w formacie PCM – stereofonicznym, o rozdzielczości 24 bitów i częstotliwości próbkowania do 96 kHz. Pod koniec lat 90. firmy Chesky Records, Hi-Res Music, a także Classic Records wykorzystały tę furtkę i wypuściły na rynek kilkadziesiąt tytułów płyt DVD wyłącznie z dźwiękiem, a tę jej odmianę nazwały DAD – Digital Audio Disc.

Odmiana płyty DAD według Classic Records: HDAD (Hybrid DVD-Audio Disc). Firma wykorzystała wyjątkowe własności formatu DVD i wypuściła dysk dwustronny – na jednej mieliśmy wersję DVD-Audio 24/192, a na drugiej DAD 24/96; na zdjęciu Alan Parsons Project, Eye in the sky,

Ten prosty, a przez to bezbłędny pomysł na dostarczenie melomanom muzyki zakodowanej w wysokiej rozdzielczości przepadł jednak równie szybko, jak się pojawił – z jednej strony ze względu na brak wysokiej klasy odtwarzaczy DVD, a z drugiej przez pojawienie się rozszerzenia formatu DVD, czyli DVD-Audio. Historię państwo znacie – ponieważ firmy Sony i Philips przygotowały konkurencyjny format – Super Audio CD – doszło do tzw. „wojny formatów”, w wyniku której DVD-Audio przestało istnieć, a SACD spadło do roli ultraniszowego formatu dla nielicznych (więcej o SACD TUTAJ i TUTAJ). Ofiarą poboczną stały się również płyty DAD.

Przepiękny box z symfoniami Beethovena wydawnictwa Deutsche Grammophon z dwoma płytami CD i wszystkimi symfoniami na jednym dysku Blu-ray Audio. Fot. Universal Music Company

Latem 2013 roku Universal Music Group ogłosiło powstanie nowego formatu: High Fidelity Pure Audio Blu-ray. O ile jego nazwa jest długa, o tyle opis krótki: to po prostu płyty Blu-ray z zapisem dźwięku i tylko dźwięku. Wykorzystując pojemność dysków BD zapisano na nich trzy wersje tego samego, stereofonicznego materiału: niekompresowany sygnał PCM 24/96 oraz w kompresji bezstratnej DTS Master Audio oraz Dolby True HD. Dzięki ogromnej bibliotece tytułów UMC, zarchiwowanych jako pliki hi-res potencjalny wpływ na rynek mógł być naprawdę duży – przynajmniej na rynek audiofilski.

Krążki Pure Audio Blu-ray wydawnictwa 2L. Fot: 2L

Ale nie była to pierwsza tego typu próba, bo już w 2012 roku, jak wcześniej pisałem, pojawił się niemal identyczny pomysł o nazwie Pure Audio Blu-ray firm msm-studio group, firmy produkcyjnej z Monachium, oraz 2L – wydawcy ze Skandynawii. Założenia w obydwu przypadkach są te same, przy czym dla Pure Audio BD założono możliwość zapisania sygnału 24/96 oraz 24/192. Sterowanie miało wyglądać podobnie, jak w przypadku CD, a wyboru odpowiedniej wersji sygnału dokonywało się korzystając z kolorowych przycisków na pilocie zdalnego sterowania.

| JMF Audio DMT 3.7

Już wówczas, w 2012 roku, uważałem że to stracona szansa i że choć sam format jest świetnym sposobem na odtwarzanie muzyki z sygnału o wysokiej rozdzielczości, to rynek jednoznacznie wskazywał na pliki hi-res – co ostatecznie zrealizowało się w postaci streamingu, a nie kupowania i ściągania plików na dysk twardy.

Nie była to jedyna przyczyna tego stanu rzeczy. Zdecydowała ona o niepowodzeniu od strony rynku konsumenckiego, jednak od strony rynku specjalistycznego znacznie ważniejszy był brak specjalizowanych, high-endowych odtwarzaczy Blu-ray. W pewien sposób tę niszę wypełniały firmy Oppo oraz Esoteric, jednak to wciąż nie było coś, co mogłoby konkurować z najlepszymi odtwarzaczami Compact Disc i Super Audio CD. Transport płyt i plików DMT 3.7 (Digital Media Transport) firmy JMF Audio jest pierwszą tego typu maszyną.

Podstawą nowego urządzenia jest mechanika BDPM1, opracowana samodzielnie przez JMF. Kiedy ją oglądamy nie da się nie zauważyć, że jej konstrukcja mechaniczna przypomina to, co znamy z transportów NEO-VRDS firmy Esoteric oraz Accuphase’a. Chodzi w nich o maksymalną sztywność, jak najszybsze odprowadzenie, a jeśli się nie da, to na wygaszenie drgań oraz o bezawaryjną pracę. Jego struktura to masywny blok aluminium o wadze 2 kg wykonany z precyzją 1/100 mm, zamontowany na wielowarstwowym systemie odprzęgającym, a całość spoczywa na systemie kulowym, znanym chociażby z platformy Stacore czy nóżek Franc Audio Accessory. Całe urządzenie waży 30 kg.

Mimo że głównym założeniem było przygotowanie jak najlepszego odtwarzacza dla płyt BD Audio, DMT 3.7 jest transportem multiformatowym i multiplatformowym. Odtwarza płyty BD, DVD, SACD, CD, jak również pliki, w tym DSD. A mimo to wygląda jak klasyczny top-loader – i chyba o to chodziło, o stworzenie urządzenia, które znamy, które przypominałoby nam high-endowe odtwarzacze CD i SACD. Nie o sam wygląd jednak chodzi – jego pokrywa jest częścią zaawansowanego systemu dociskającego płytę, wykonanego z plecionki włókna węglowego. Aby poradzić sobie z powietrzem wprawianym w ruch przez wirujący krążek, komora jest wykonana tak, aby jak najmniej wpływało ono sam dysk. Dodajmy, że pokrywa jest podnoszona hydraulicznie i tłumiona olejowo.

LAURENT FUSILIER | JMF Audio
Właściciel, konstruktor

Od lewej: Chritoph Diekmann – Pure Audio Recordings – trzyma w ręku katalog na rok 2018  Stefan Bock z firmy msm-studios trzyma w ręku płytę Blu-ray Pure Audio Alessandro Quarta,  Laurent Fusilier, właściciel JMF Audio trzyma w ręku nominowaną do nagrody Grammy 2017 płytę Blu-ray Pure Audio zespołu Ensemble96 wydaną przez 2L, nagraną przy pomocy kondycjonera napięcia zasilającego JMF Audio PCD 302. Fot. JMF Audio

WOJCIECH PACUŁA: Proszę powiedzieć parę słów o sobie i pańskiej firmie.
LAURENT FUSILIER: JMF Audio została założona w 1985 roku jako poboczny projekt Jean-Marie Fusiliera, inżyniera audio, który już od 1974 roku prowadził firmę JMF Electronique (JMF = Jean-Marie Fusilier – przyp. red.). Budował on kolumny, przedwzmacniacze gramofonowe, przedwzmacniacze liniowe, tunery, ale jego główną pasją były wzmacniacze. Bazując na swoim doświadczeniu zdobytym przy pracy nad układami związanymi z wysokimi częstotliwościami dla telekomunikacji w przemyśle i dla wojska zaproponował zupełnie nowe rozwiązania dla audio.

Przestudiował dźwięk typowych elementów pasywnych, dźwięk przewodników używanych w torze audio… Jego podejście do wzmacniaczy mocy można podsumować w trzech punktach: potężna rezerwa mocy potrzebna do momentalnego wysterowania kolumn we fragmentach fortissimo, ultrakrótka ścieżka sygnału z bezpośrednim sprzężeniem DC i precyzyjny, zbalansowany układ wejściowy wraz z równoległymi tranzystorami wyjściowymi zasilanymi wysokim napięciem, dającymi najniższe zniekształcenia i najlepszą kontrolę. Ważne było także naturalne i stabilne zachowanie się układu bez sprzężenia zwrotnego. Moc i naturalne brzmienie robiły tak duże wrażenie, że po porównaniu ich ze znaną referencją w studiach Nashville w 1989 roku zostały wybrane przez Toma Hidleya, najbardziej wówczas wpływowego projektanta studiów realizacyjnych.

Mój brat (Arnaud) i ja (Laurent) byliśmy zafascynowani technologią, audio i muzyką już od najmłodszych lat. Moje ręce buszowały po (a także w) jedynym firmowym komputerze, już kiedy miałem dziesięć lat, a swój pierwszy produkt audio zbudowałem w wieku lat 14. To był przedwzmacniacz gitarowy – mój brat grał na gitarze. Jako nastolatkowie zaprojektowaliśmy i zbudowaliśmy duży system grający i pomogliśmy nagłośnić całkiem sporo koncertów.

JMF Audio DMT 3.7. Fot. JMF Audio

Biorąc to pod uwagę oczywiste były nasze wybory – mój brat i ja zajęliśmy się pracą naukową i skończyliśmy wydziały – odpowiednio – inżynieryjny mechaniczny i inżynieryjny elektroniczny. Dołączyłem do firmy JMF Audio w 2004 roku po tym, jak rok wcześniej zaprojektowałem swój pierwszy DAC, który był, jak mi się wydaje, pierwszym przetwornikiem D/A 768 kHz, jaki kiedykolwiek powstał.

Kiedy zaczął pan myśleć o odtwarzaczu hi-res?
Już w 2006 roku zaprojektowaliśmy taki transport. W tym czasie ludzie szukali transportu SACD. Nowe pomysły generowały kolejne fale pomysłów, jak tylko odkrywaliśmy nowe rzeczy, słuchaliśmy i ocenialiśmy istniejące produkty w domach naszych klientów. Około 2012 roku pomyślałem, że to dobry czas na to, aby zaprojektować nowy transport. Zapoznaliśmy się z kilkoma napędami dysków, zarówno CD, jak i SACD, przestudiowaliśmy rozwiązania zastosowane w kilku audiofilskich serwerach i rozwiązania stosowane w studiach masteringowych, zarówno jeśli chodzi o USB, jak i odtwarzacze kart SD…

Właśnie wtedy odkryliśmy format Blu-ray Pure Audio, w którym dostępnych było całkiem sporo nagrań. Pomyślałem wtedy, że to jest format na który czekaliśmy: wysokiej rozdzielczości fizyczny nośnik, a nie komputerowy bałagan. Pierwsze podejście wykonaliśmy słuchając płyty Blu-ray Jana Gunnara Hoffa pt. Living z wydawnictwa 2L, która ukazała wielki potencjał. Od samego początku wiedzieliśmy, że możemy uzyskać jeszcze bardziej przekonywający dźwięk z kręcącego się dysku. Zdałem więc sobie sprawę z tego, że musimy się włączyć w promocję tego formatu, poprawiając przy tym odtwarzanie płyt CD i SACD. Chodziło więc o zaprojektowanie transportu marzeń, który mógłby dopełnić ofertę JMF Audio.

Jaki był wasz cel?
Myśl, że dysk, czyli obiekt z grafiką, jest najlepszym sposobem na czerpanie radości ze słuchania muzyki i sposobem na odwdzięczenie się artystom. Naszym celem był więc ponadczasowy odtwarzacz marzeń. Audiofile, ale my również, mają duże kolekcje płyt CD i SACD i chcieliśmy im zaoferować jak najbardziej naturalny dźwięk. Blu-ray Pure Audio jest tego logiczną kontynuacją, tym się teraz ekscytujemy. Oczywiste jest, że transport JMF Audio musiał przeskoczyć wysoko oceniane transporty i serwery, które nasi klienci już u siebie mieli – inaczej nie sprzedalibyśmy ani jednej sztuki…

Myśli pan, że fizyczne nośniki mają przyszłość w świecie streamingu?
Myślę, że streaming z nami pozostanie, szczególnie w sektorze rynku masowego. Ale też wielu audiofilów chce po powrocie do domu zrelaksować się leżąc i słuchając muzyki. Wielu z nas ma stresującą pracę, niektórzy spędzają całe dnie przy komputerach i ze smartfonami w ręku. Przeglądanie kolekcji, dotykanie opakowań, wybór płyty w zależności od nastroju, umieszczanie płyty w odtwarzaczu, odpoczynek z książeczką w ręku – to wszystko jest centralnym elementem przyjemności płynącej ze słuchania muzyki ukochanego artysty. Realna rzecz, łatwość. Myślę, że w jakiejś mierze powrót winylu jest odpowiedzią na tak modny streaming. Ale to też filozofia. Fizyczne media muszą potwierdzić swoją wyższość lepszym renderowaniem rzeczywistości, inaczej trzymanie się ich będzie miało naprawdę niewiele sensu…

Mechanizm BDPM1. Fot. JMF Audio

Jakimi przewagami wykazują się płyty BD Audio w porównaniu z odtwarzaniem plików?
Jak już mówiłem i jak wyjaśniam na naszej stronie internetowej, płyty odtwarzane za pomocą DMT 3.7 brzmią w bardziej naturalny, bogaty i płynny sposób niż ich odpowiedniki odtwarzane z plików, niezależnie od urządzenia, na którym to robimy. Co więcej, płyty Blu-ray Pure Audio spełniają standardy studia msm-studios (zarejestrowane przez AES - Audio Engineering Society), a płyta Blu-ray Pure Audio to coś więcej – to także płyta CD (SACD), czyli wszechstronność.

BD Pure Audio to także możliwość odtwarzania sygnału wysokiej rozdzielczości stereo i wielokanałowego plus mShuttle. mShuttle to technika dająca łatwy dostęp do plików zapisanych na płycie BD (bez konieczności połączenia z internetem, o gwarantowanym źródle pochodzenia). Zawartość tych plików zależy tylko od wydawcy. Melomani dostają więc naprawdę bogaty pakiet. Cyfrowy pakiet marzeń.

Wasz mechanizm jest zupełnie unikatowy – to wasz własny projekt? Jaki był jego punkt wyjścia?
Mechanizm BDPM1 jest projektem JMF Audio. To pierwszy mechanizm SACD/Blu-ray wykonany w ten sposób. Początkowo chcieliśmy zaprojektować transport w takiej samej obudowie jak DXC2.2 MkII, nasz przetwornik D/A, aby można go było umieścić w półce i aby był relatywnie niedrogi. W trakcie prowadzonych przez nas badań nad wibracjami i ich wpływie na dźwięk stało się dla nas jasne, że musimy zbudować znacznie lepszy transport. Musieliśmy więc mocniej zagłębić się w różne aspekty mechaniki, jak gdyby to był gramofon.

Kolejnym krokiem była eliminacja mechanizmu szuflady. Z tego powodu nasz topowy transport musiał być masywny, ciężki, odsprzęgnięty, typu top-loader. To był ten moment, w którym musieliśmy zapomnieć o przystępnej cenie… Optyka została więc zamontowana na odsprzęgniętej podstawie za pomocą zaprojektowanych przez nas elementów kulowych. Ponieważ, moim zdaniem, w naszym projekcie wciąż było kilka punktów, które wpływały na wibracje systemu optycznego, mój brat Arnaud, inżynier mechaniki, przyjrzał się całości i powiedział: „zaprojektuję specjalnie w tym celu masywny blok”.

Muszę przyznać, że byłem do tego pomysłu nastawiony nieco sceptycznie. Wiedziałem, że jest w stanie to zrobić, jednak obawiałem się tego, że będziemy musieli wykonać wiele prototypów, tak więc całość będzie naprawdę kosztowna. A to dlatego, że aby osiągnąć zakładane cele musieliśmy zastosować proces technologiczny znany z przemysłu lotniczego. To precyzja, której nie mogliśmy osiągnąć z maszynami, które mieliśmy. Dlatego brat je zrobił. Były bardzo kosztowne. Zaakceptowaliśmy to. Nic nie jest bowiem „zbyt” dobre dla muzyki którą kochamy.

DMT3.7 odtwarza także płyty DVD-R z plikami? – Myślę na przykład o krążkach Reference Recordings HRx.
Transport DMT3.7 odtwarza płyty Blu-ray Audio i dyski z plikami wypalone na płytach BD-R, DVD-R. Nawigacja w zawartości sformatowanych dysków jest dostępna poprzez ekran telewizyjny lub odpowiednią aplikację na Android i iOS. Odtwarzane będą także pliki DSD wypalone na płytach BD-R i DVD-R. Najłatwiej odtwarzane są jednak płyty Blu-ray Pure Audio – bez ekranu, jak płyty CD.

Jeśli dobrze rozumiem, jesteście zwolennikami kodowania PCM – co jest w płycie SACD, co się wam nie podoba?
W momencie wprowadzania formatu SACD na rynek DSD, dzięki wyeliminowaniu filtrów decymacyjnych w przetworniku analogowo-cyfrowym, a następnie oversamplingu w przetworniku cyfrowo-analogowym, miało być strukturą sigma-delta. Modulacja sigma-delta oznacza kwantyzację jednobitową o wysokiej częstotliwości próbkowania. Żeby jednak uzyskać stosunek sygnału do szumu na poziomie 120 dB w zakresie słyszalnym modulator jest zaprojektowany tak, aby „kształtował” szum kwantyzacyjny, wyrzucając go poza pasmo słyszalne. W wyniku tej operacji otrzymujemy nieskorelowany z sygnałem szum zaraz po 20 kHz. Tak więc szum przy 40 kHz, w porównaniu z sygnałem użytecznym przy 1 kHz, może mieć bardzo wysoką amplitudę!

SACD miało oferować poszerzone pasmo przenoszenia, ale robi to wypełniając je szumem… Szum tego typu może mieć dramatyczny wpływ na stopnie analogowe, wprowadzając zakłócenia intermodulacyjne, stresując układy przetwornika i analogowe sygnałami o szybkim narastaniu, nasycając układ napędowy głośnika wysokotonowego. Aby zredukować te problemy w odtwarzaczach SACD trzeba stosować filtry dolnoprzepustowe już przy 50 kHz…

W ten sposób redukujemy zalety lepszej odpowiedzi impulsowej niż na płytach CD, zostawiając szum o wysokiej amplitudzie pomiędzy 20 i 70 kHz. Niektórzy producenci stosują więc techniki dystrybucji „mieszania szumu” („noise scrambling techniques”), które modyfikują oryginalny sygnał minimalizując szum wysokoczęstotliwościowy. Kolejnym problemem jest jitter. W transporcie DMT 3.7 i przetworniku D/A DXC2.2 MkII mamy opracowane sposoby redukcji jittera dla sygnału PCM dające bardzo muzykalne efekty. Jeśli chodzi o DSD jitter wciąż jest dużym problemem.

W tym momencie JMF Audio przyjmuje SACD takim, jakie jest: płytą o wyższej rozdzielczości sygnału muzycznego, który jest obrabiany multibitowo, aby zredukować szum kwantyzacyjny, konwertując go do sygnału PCM o częstotliwości próbkowania 705 kHz. W latach 90. branża muzyczna bała obawiała się kopiowania płyt CD, Sony promowało więc płytę SACD jako niemożliwą do skopiowania i na tej podstawie format zyskał akceptację. W tym samym czasie prezydent Sony, który był audiofilem, promował w najlepszych studiach nagraniowych nowe stoły mikserskie. To były miksery, które bazowały na sygnale PCM, ponieważ nie da się modyfikować sygnału DSD…

DSD jest dobrym sposobem na archiwizację danych, ale nie pozwala na obróbkę sygnału w domenie cyfrowej. Inżynierowie, którzy chcą nagrywać i produkować muzykę w cyfrowej domenie zawsze wybierają do tego PCM. Możemy oczywiście nagrać sygnał w DSD, jednak zmiana poziomu głośności, miksowanie, zmiana barwy, mastering itd. wymagają, aby sygnał był zamieniony na analogowy, czym wprowadzamy szum i zniekształcenia nieliniowe…

Systemy obróbki komputerowej umożliwiły pojawienie się DSD o dwukrotnie i czterokrotnie wyższej częstotliwości próbkowania. Trzeba jednak zauważyć, że przytłaczająca większość studiów nagraniowych pracuje w domenie PCM 24/96, rzadziej 192 kHz. Zalety przejścia z 96 na 192 kHz są minimalne. I to jest standard przemysłu muzycznego.

Na koniec chcemy powiedzieć, że jedyna rzecz, która się dla nas liczy, to muzyka. A my chcemy jej służyć najlepiej, jak umiemy.

| A jednak płyta

Jak mówię, to nie tylko transport płyt Blu-ray z zapisem audio, oferuje także odtwarzanie klasycznych, tj. wizyjnych płyt BD, jak również SACD i CD oraz odtwarzanie plików z pamięci lokalnych oraz z internetu, w tym z serwisu Tidal. To sprytne posunięcie, ponieważ streaming jest ważną częścią doświadczenia muzycznego i duża część muzyki będzie pochodziła z tego typu źródeł. Jeśli jednak będziemy chcieli posłuchać płyty, wówczas możemy sięgnąć po dowolny format optyczny. I być może po raz pierwszy w życiu usłyszymy większość nagrań dokładnie tak, jak zostały zmasterowane, bez konwersji z PCM do DSD, jak w przypadku większości płyt SACD.

David Gilmour Rattle That Lock w wersji Deluxe wyszła na krążku Blu-spec CD2 oraz na Audio Blu-ray z sygnałem PCM 24/96. Na krążku znalazły się także materiały filmowe oraz – w sekcji audio – dodatkowe remiksy

Bo prawda jest taka, że doskonała większość nagrań i remasterów dokonywana jest w domenie cyfrowej PCM. I choć matematycznie plik ściągnięty z internetu jest identyczny z tym, który został zapisany na płycie, to życie pokazuje, że odtwarzacze plików są wciąż niedoskonałe. A płyty Audio Blu-ray oferują topową jakość dźwięku tu i teraz. Poza tym kupujemy coś na własność. A przecież wszyscy jesteśmy w jakiejś mierze kolekcjonerami, prawda?

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


Audio Video show