pl | en

No. 153 Styczeń 2017

POCHWAŁA FORMATU
Cz. 3: SUPER AUDIO CD

Mieliście Państwo w swoim audiofilskim życiu poczucie, że coś poszło nie tak i „przełomowa” technologia nie przyniosła zapowiadanych korzyści? Było może tak, że technicznie doskonały pomysł nie tyle, że nie poprawiał dźwięku waszego systemu, a wręcz go pogarszał? Jestem pewien, że wielu czytelników „High Fidelity” odpowiedziało dwa razy TAK.

Przyczyny tego stanu rzeczy mogą być różne, ale najczęściej chodzi o to, że dana technologia nie dojrzała jeszcze na tyle, aby udało się z niej „wyciągnąć” to, o co chodziło jej twórcom, choć na papierze wszystko wyglądało wręcz doskonale. Albo jeszcze inaczej – po wdrożeniu jej do masowego produktu trzeba było pójść na kompromisy, które w znacznej mierze wracały nas do punktu wyjścia.

Jedną z takich właśnie obiecujących nowinek była płyta Super Audio CD. Wydawałoby się – doskonały następca CD, z samymi zaletami i nielicznymi wadami, a w rzeczywistości kolejna niewykorzystana możliwość. Wszystkich, którzy mają wolną godzinkę i którzy są ciekawi dlaczego tak się stało i dlaczego być może nadszedł czas na zmianę tego stanu rzeczy, zapraszam do lektury poniższego artykułu.

NOWA NADZIEJA

czasie wystawy CES 2014 w Las Vegas firma Sony wystartowała z nowym projektem, który miał za zadanie wprowadzić wspólne dla całego rynku standardy i uprościć komunikację z klientami. Chodziło o projekt Hi-Res, tj. kryteria, jakim muszą sprostać urządzenia audio przeznaczone do odtwarzania sygnału wysokiej rozdzielczości. Znaczki tego typu szybko stały się standardowym oznaczeniem wielu produktów, a do Sony dołączyły takie firmy, jak Bowers & Wilkins, Onkyo, Samsung i LG, a potem kolejne (więcej TUTAJ).

Jak wówczas mówił Marc Finer, dyrektor Digital Entertainment Group, pozwoliło się to „wykrystalizować” planom na zagospodarowanie tej części rynku audio (więcej TUTAJ). Było to wydarzenie dotyczące nie tylko wycinka o którym mówimy „perfekcjonistyczne audio” i „audiofilizm”, a całego rynku związanego z muzyką. Równocześnie było jednak, tak to przynajmniej widzę, definitywnym pożegnaniem się firmy Sony z formatem Super Audio CD.

Początek i koniec

Format SUPER AUDIO CD, w skrócie SACD, wystartował pod koniec 1999 roku i był wynikiem współpracy pomiędzy firmami Philips i Sony, które wcześniej dały światu format Compact Disc. Pomysł polegał na tym, żeby wykorzystać napęd DVD i płytę tego typu po to, aby dostarczyć użytkownikom sygnał wysokiej rozdzielczości (odpowiednik 24 bitów i 192 kHz), zarówno w wersji stereo, jaki wielokanałowej, ale kodując sygnał w inny niż do tej pory sposób. Wykorzystano do tego kodowanie DSD, tj.  DIRECT STREAM DIGITAL (DSD), podczas kiedy na płytach CD i DVD-Audio stosowano PULSE-CODE MODULATION (PCM).

Pierwszy odtwarzacz formatu SACD – Sony SCD-1 (fot. Sony).

DSD jest formatem 1-bitowym o częstotliwości próbkowania  2,8224 MHz. Taki sygnał charakteryzuje się wysokim poziomem szumu w wysokim paśmie, dlatego stosuje się bardzo agresywne techniki „noise-shaping”, które wyrzucają go poza zakres słyszany przez człowieka. Tak przygotowany sygnał DSD charakteryzuje się dynamiką 120 dB (20 Hz – 20 kHz) i pasmem przenoszenia sięgającym 100 kHz. W praktyce jest ono nieco niższe (70-90 kHz), a w wielu odtwarzaczach instalowano filtr górnozaporowy przy 50 kHz. Obawiano się bowiem, że produkowane do tej pory wzmacniacze nie są przygotowane na tak duży poziom wysokich tonów (w tym szumów) i mogą wpaść w oscylacje, co może doprowadzić do uszkodzenia zarówno wzmacniacza, jak i podłączonych do niego kolumn.

Jak widać, parametry mierzalne upodabniały SACD do innego wielkiego formatu hi-res, tj. DVD-Audio. W obydwu przypadkach na 120 mm płytach optycznych można było zapisać sygnał stereofoniczny lub wielokanałowy bez kompresji stratnej. Na DVD-A stosowano do sekcji wielokanałowej bezstratną kompresję MLP, a na płytach SACD Direct Stream Transfer (DST).

Firma PentaTone Music w 2003 roku rozpoczęła wydawanie katalogu firmy Philips Classic na płytach SACD w wersji stereo oraz 4.0 (wersje kwadrofoniczne). To płyty nagrane w analogu, zmiksowane i zmasterowane w analogu i na koniec przekonwertowane do DSD. Kolejne płyty zawierały muzykę nagraną współcześnie.

Z punktu widzenia odbiorcy, ale odbiorcy audiofila, SACD i DVD-A oferowały bardzo zbliżony pakiet rozwiązań, tj. dźwięk wysokiej rozdzielczości, zarówno stereo, jak i wielokanałowy. Różni je sposób kodowania sygnału (DSD vs PCM), ale od strony użytkownika nie powinno to mieć większego znaczenia, ponieważ podstawowe parametry jednego i drugiego są podobne. Płyty SACD miały jednak dwie zalety, które były nie do powtórzenia i które, potencjalnie, powodowały że był to naturalny następca płyty CD. Po pierwsze do ich obsługi nie był potrzebny ekran telewizora, a DVD-A do nawigacji wymagało odpalenia łącza wideo. Odtwarzacz SACD pozostawał więc urządzeniem audio, a DVD-A musiał oferować połączenie audio i wideo. lata później przestało to mieć znaczenie, ponieważ przyzwyczailiśmy się, że odtwarzacze plików sterujemy z tableta lub smartfonu, ale wówczas był to duży problem.

Ale być może ważniejsza była druga zaleta płyt SACD: do warstwy hi-res można było dołożyć warstwę CD, tworząc w ten sposób płytę HYBRYDOWĄ, kompatybilną z odtwarzaczami CD. Na jednym dysku dostawaliśmy więc trzy wersje tego samego materiału: CD (standardowa, PCM 16/44,1), SACD stereo (DSD 1/2,8224 MHz) i ew. wielokanałową wersję SACD (DSD mch 1/2,8224 MHz). Mimo tej komplikacji krążki SACD wyglądały identycznie jak CD i od strony użytkownika nie miało większego znaczenia, jakiego typu płyty słuchamy.

SACD swoje życie rozpoczęło od kosztującego 5000 dolarów odtwarzacza SCD-1 firmy Sony i 19 płyt z jej wytwórni, przede wszystkim z logo Columbii, kosztujących po 25 dolarów. Odtwarzacz skierowany był na rynek audiofilski, z myślą o miłośnikach klasycznego stereo. Zaprezentowany tuż potem przez firmę Philips odtwarzacz SACD1000 był urządzeniem tańszym – choć wciąż kosztownym – i wielokanałowym.

Także 2003 rok, tym razem inicjatywa Concord Records – jazz w bardzo dobrej jakości i ładnym wydaniu. Płyty wydawane były z wersją stereo i wielokanałową. Na zdjęciu krążki Herb Ellis/Joe Pass, Stan Getz Quartet oraz Charlie Byrd Trio.

Do 2003 roku, kiedy to zanotowano najlepszy wynik w sprzedaży płyt SACD, kupiono ich 1,3 miliona sztuk. Choć wydaje się to dużo, należy popatrzeć na to w szerszej perspektywie: w samym 2003 roku sprzedano 800 milionów płyt (wszystkich formatów), z czego CD stanowiło 93%, a SACD i DVD-A wspólnie zaledwie 0,002%. W 2007 roku format praktycznie był już martwy (o SACD pisaliśmy wcześniej TUTAJ).

Co się zdarzyło, że się wywróciło?

Super Audio CD był pomyślany jako bezpośredni następca formatu Compact Disc. Jego pomysłodawcom chodziło oczywiście o utrzymanie wpływów z praw patentowych i licencji, ale nie można też nie dostrzec chęci wprowadzania na rynek nośnika, który dałby coś więcej niż CD, od lat krytykowany za zbyt wąskie pasmo przenoszenia i małą liczbę bitów opisujących daną próbkę. Wcześniejszą próbą wyjścia z tej pułapki był format HDCD (HIGH DEFINITION COMPATIBLE DIGITAL) z 1995 roku, ale był to format jeszcze bardziej niszowy (mimo to obiecuję, że się mu kiedyś przyjrzymy).

SACD dawało wydawcom wiele możliwości. Jeden z lepszych sposobów ich wykorzystania przedstawiła firma Analogue Productions, która w swoich wydawnictwach zamieściła: wersję monofoniczną, wersję stereo (warstwy CD i SACD), a także oryginalny, trzyścieżkowy zapis sesji. Przypomnijmy, że pierwotnie tak miało wyglądać „stereo”. Na zdjęciu Nat ‘King’ Cole, Love is the Thing (Capitol/Analogue Productions, CAPP 824 SA, SACD/CD, 1957/2010).

Dlaczego więc wystarczyło kilka lat, aby tak ciekawa inicjatywa, wspierana przez potężne koncerny, niemal zniknęła z pola widzenia? Jak zwykle w takich przypadkach nie da się wskazać jednej głównej przyczyny, chodzi raczej o splot wydarzeń, decyzji i zaniechań. Amerykański portal hometheaterreview.com w artykule zatytułowanym 12 wielkich upadków technologii AV mówił o czterech głównych powodach:

• firmy płytowe nie mogły uzgodnić między sobą jednego nowego formatu audio wysokiej rozdzielczości, w wyniku czego rozpętano wojnę formatów („format war”) pomiędzy SACD i DVD-Audio (co z kolei, dodajmy od siebie, zdezorientowało producentów sprzętu i płyt, a także melomanów; obydwie strony pogodził najpierw upadek idei płyt HD, a potem eksplozja rynku plików Hi-Res PCM i DSD),
• „wejście” w format SACD wymagało od użytkownika kupienia nowego odtwarzacza i ew. nowego przedwzmacniacza i sześciu końcówek mocy, jeśli oczywiście chciał korzystać z wersji
wielokanałowej,
• firmy płytowe nie wydawały na SACD tytułów z tzw. „listy A”, czyli największych hitów,
• SACD było nieobecne w segmencie „car audio”.

12 Massively Failed AV Technologies, hometheaterreview.com [dostęp 20.12.2016]

Jeden z największych hitów SACD, Dark Side of the Moon Pink Floyd, wersja z 2003 roku „30th Anniversary Edition SACD” – stereo i wielokanałowa – przygotowana przez Jamesa Guthrie.

Portal www.soundandvision.com w równie sugestywnie zatytułowanym artykule Niepowodzenia: czternaście formatów i technologii, które nie do końca się sprawdziły dodaje do tego piątą przyczynę, kto wie, czy nie najważniejszą:

Kiedy LP było praktycznie martwe i wszechmocne CD osiągnęło szczyt swoich możliwości, serwis peer-to-peer o nazwie Napster umożliwił milionom dzieciaków z koledżów szybkie i łatwe ściągnięcie oraz dzielenie się przez internet plikami mp3 z muzyką. Były one – dosłownie – darmowe. Organizacja RIAA odpowiedziała na to pozwem, domagając się 20 miliardów dolarów odszkodowania, co w 2001 roku doprowadziło do sądowego nakazu zamknięcia Napstera. Było to początek nowej ery i dla muzyki, i dla audio.

Flops: Fourteen Formats and Technologies That Couldn't Quite Hang On, soundandvision.com [dostęp 20.12.2016]

To, co najważniejsze

To wszystko prawda. Razem i z osobna. Ale dla audiofilów równie ważna była sprawa dźwięku. Co tu dużo mówić – pierwsze odtwarzacze SACD (a tym bardziej odtwarzacze wieloformatowe SACD/DVD i SACD/DVD-A) grały płyty CD znacznie gorzej niż odtwarzacze Compact Disc w tej samej cenie, a same płyty SACD grane na odtwarzaczach SACD wcale nie brzmiały na tyle lepiej, żeby trzeba było sobie nimi zawracać głowę.

Zremasterowany w 2007 roku katalog Genesis został przekonwertowany do DSD z plików 24/96. Niestety nie był to najlepszy transfer. Płyty są jednak ciekawe ze względu na dodatki na krążkach DVD oraz wersje wielokanałowe SACD i Dolby Digital.

Te spostrzeżenia były potwierdzane przez wielu naukowców i inżynierów, a kulminacyjnym punktem debaty był, opublikowany w 2007 roku, dokument pt. Audibility of a CD-Standard A/DA/A Loop Inserted into High-Resolution Audio Playback (Meyer, E. Brad & Moran, David R. AES E-Library. 55 (9): 775–779, www.aes.org http://www.aes.org/e-lib/browse.cfm?elib=14195 [dostęp 20.12.2016]), zaprezentowany na konferencji Audio Engineering Society (AES). Po przeprowadzeniu formalnych testów odsłuchowych ABX stwierdzono, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy dźwiękiem płyt CD i SACD. To, jak wynika z mojego doświadczenia, ewidentna bzdura (AES firmowało również dokument, w którym udowadniano, że nie ma różnicy między jakością dźwięku płyty CD i pliku mp3!), ale wydźwięk tego typu wystąpień dobrze wpisywał się w atmosferę wokół upadającego formatu.

W ostatnich dwóch, może trzech latach sytuacja się zmieniła. Powodem jest rewolucja Hi-Res, w której swoje miejsce, swoją niszę znalazły również pliki DSD, a więc zakodowane w dokładnie taki sam sposób, jak sygnał na płytach SACD. Kiedy porównamy je z plikami PCM, nawet 24/192, przekonamy się, że brzmią one inaczej. Wynika to z samej istoty kodowania DSD, gdzie nie ma filtrów decymacyjnych, gdzie odpowiedź impulsowa jest niemal perfekcyjna, ale gdzie szum wysokoczęstotliwościowy jest bardzo wysoki i co byśmy nie zrobili, moduluje on także tę część pasma, którą przyzwyczailiśmy się nazywać „pasmem słyszalnym”.

ŻYCIE PO ŻYCIU

Świat audio, zarówno po stronie realizacyjnej, jak i „naszej” podzielony jest w sprawie akceptacji lub odrzucenia PCM i DSD podobnie jak kiedyś. Tym razem nie ma jednak powodów do niepokoju – niemal wszystkie odtwarzacze plików obsługują obydwa formaty, wybór rodzaju plików zależał więc będzie jedynie od użytkownika.

Przykład na jedne z najlpeszych transferów DSD – płyty firmy Mobile Fidelity. Remaster powstaje z masteru analogowego. Na zdjęciu płyty Dire Straits Brothers in Arms, Miles Davis Sorcerer oraz Companion Patricii Barber. Ciekawostka – na tym ostatnim dwa utwory zostały przeniesione z plików PCM 16/44,1.

W ostatnich latach wykrystalizowała się grupa studiów nagraniowych i masteringowych (głównie re-masteringowych), jak i wydawców wyspecjalizowanych w plikach DSD, a także płytach SACD. Wraz z producentami przetworników cyfrowo-analogowych wyposażonych w wejście USB i kilkoma producentami odtwarzaczy SACD „pchnęli” oni tę technologię do przodu, dzięki czemu wreszcie (po niemal 20 latach od powstania!) jest ona na tyle ciekawa, że może stanowić alternatywę nie tylko dla płyt CD, ale również dla płyt winylowych.

Myślę, że największym problemem pierwszych płyt i odtwarzaczy była wysoka częstotliwość próbkowania w tego typu urządzeniach, a co za tym idzie ich podatność na jitter. Ważne było także uzmysłowienie sobie wpływu szumu o wysokiej częstotliwości na sygnał. To po pierwsze. Po drugie zaś na początku wydawało się, że wszystko wolno i że konwertując sygnał PCM – bo w ten sposób nagrywa się niemal całą muzykę – na SACD jest proste i bezbolesne. Nie jest i nigdy nie było. Poprawa brzmienia konwerterów A/D, zrozumienie odrębności tego typu kodowania, wszystko razem dało skokową zmianę w jakości rejestrowanego i odtwarzanego sygnału DSD. Mylę więc, że to jest ten czas, kiedy warto ponownie przyjrzeć się odtwarzaczom i płytom SACD z myślą o warstwie hi-res jako tej najważniejszej.

Równie dobre płyty SACD co Mobile Fidelity wydaje firma Original Recordings Group. Na zdjęciu Charlie Mingus Tijuana Moods.

Płyta SACD (plik DSD), ale jaka (jaki)?

Zanim przejdę do subiektywnego wyboru firm i płyt, najpierw kilka słów o tym, czym tak naprawdę są krążki SACD i pliki DSD, tj. skąd się biorą (skracając będę mówił o płytach SACD, ale dotyczy to także plików DSD).

Płyta SACD to końcowy fragment długiego łańcucha, w którym można wymienić następujące elementy:
1. Rejestrację, tj. sposób zapisu.
2. Miks, tj. sposób przejścia z zapisu wielośladowego na stereofoniczny lub wielokanałowy 5.1.
3. Mastering lub re-mastering, tj. sposób, w jaki zmiksowany materiał został obrobiony w końcowej fazie przed wydaniem płyty lub w jaki sposób został na nowo zmasterowany (tj. zremasterowany).

Zacznijmy od tego, że materiał audio można zapisać w sposób analogowy lub cyfrowy; jeśli cyfrowy to albo w formacie PCM (jak CD, DVD/A i BD), albo DSD (SACD). Zmiksowanie wielu śladów każdego z tych formatów możliwe jest albo w domenie analogowej, albo cyfrowej. I na koniec (re)mastering – może być on dokonany w formie analogowej lub cyfrowej; jeśli cyfrowej to albo w formacie PCM, albo DSD. Jak widać już chociażby z tego skrótowego wyliczenia, możliwość kombinacji jest olbrzymia, co dla plików oraz płyt SACD i ich odbioru (dźwięku) jest szczególnie istotne.

Katalog duetu Dead Can Dance wydany został na SACD w roku 2008 w Japonii i Europie. Choć za wydawnictwo odpowiadała firma 4AD, to wyraźnie zaznaczono, że remaster został wykonany przez firmę Mobile Fidelity Sound Lab. Źródłem sygnału były taśmy analogowe i pliki cyfrowe PCM, ale mastering został dokonany w DSD.

Niemal wszystkie współczesne studia nagraniowe i masteringowe są przystosowane do pracy z sygnałem cyfrowym PCM, niektóre z sygnałem analogowym. Dlatego też sygnał na pierwszych płytach SACD był sygnałem DSD przekonwertowanym z plików PCM. Czasem była to konwersja z taśmy analogowej. Znacznie korzystniejsza była ta druga wersja, ale tylko do pewnego stopnia, tj. jeśli remaster został dokonany w domenie analogowej, a plik DSD został wykonany na samym końcu. Dlaczego się tym przejmuję? Problem bowiem w tym, że sygnału DSD nie da się edytować (obrabiać) w jego natywnej formie.

Aby poddać obróbce sygnał DSD, tj. zmienić poziom, EQ, dodać kompresję itd., musi on zmienić postać. Opracowano do tego specjalne stacje przeznaczone do „masteringu DSD”. O ile wiem, są to stacje pracujące z plikami PCM o jakości DXD (Digital eXtreme Definition) o parametrach 32 bity i 352,8 kHz. Dopiero po wykonaniu obróbki sygnał jest przekształcany do DSD. Czytając więc na japońskich reedycjach płyt CD, iż wykonano w ich przypadku „mastering DSD” chodzi po prostu o master w jakości DXD. Aby to usystematyzować podam przykłady najczęściej spotykanych sposobów przygotowania płyty SACD (pliku DSD).

Katalog Jazz SACD 101 i dwie z polecanych na jego łamach płyt: James Carter, Gardenians for Lady Day (Sony) oraz In Memory of Michael Brecker: A Song for You/Will&Rainbow (Eighty-Eight’s).

Wydania

LEGENDA: w nagłówkach podaję trzy kroki, składające się na przygotowanie płyt SACD (plików DSD) tj. nagranie-miks-mastering

1. DSD-DSD-DSD (nagranie-miks-mastering)

Wszystko, co dotychczas napisałem wygląda jak pleniący się gąszcz – formatów, przekształceń, konwersji itd. I, niestety, tak rzeczywiście jest. Jeśli więc kupujemy płytę SACD nie mamy żadnej pewności, w jaki sposób warstwa SACD została przygotowana. Najlepiej by było, gdyby nagranie zostało dokonane w domenie DSD, nie była potrzebna obróbka, a jedynie miks do stereo i aby to on znalazł się na płycie. Tego jednak właściwie nie da się zrobić i znam nieliczne przypadki takich płyt, jak np. seria Mark Levinson live recordings at Red Rose Music, przygotowana przez Marka Levinsona. Ale swoją wersję o nazwie „Direct Cut Hybrid Super Audio CD” ma również firma Stockfisch Records.

Niemiecka wytwórnia Stockfisch Records wydaje płyty SACD z sygnałem pochodzącym z różnego typu taśm – analogowych i cyfrowych. W jej ofercie znajdziemy jednak tzw. Direct Cut Hybrid Stereo SACD, które są realizacją założeń DSD-DSD-DSD – w całym procesie sygnał pozostaje w domenie cyfrowej DSD.

2. Analog – Analog - Analog

Drugi przypadek, bardzo dobry, to taki, kiedy nagranie zostało wykonane w domenie analogowej, tam zmiksowane i zmasterowane. Wystarczy wówczas przekonwertować sygnał do DSD i gotowe. W ten sposób powstają płyty niewielkich wytwórni specjalistycznych, przygotowujących równolegle wydania winylowe, jak Mobile Fidelity Sound Lab., Analogue Productions, Audio Fidelity, ORG (Original Recordings Group) itp. Wcześniej w podobny sposób swoje płyty przygotowywała firma Linn Records.

Firmy te przeszły najczęściej długą drogę, w której na początku była płyta LP, następnie płyta CD, ale w specjalnym wydaniu, np. na złotym podkładzie (Mobile Fidelity i Audio Fidelity) lub zakodowana w HDCD (Linn) i dopiero na samym końcu, jako finalny format wybrano płytę SACD.

Płyty Analogue Productions, podobnie jak Mobile Fidelity i ORG, przygotowane są z remasteru analogowego – do DSD konwertowany jest gotowy, nowy master analogowy. Na zdjęciu tytuły z serii 25 płyt mono firmy Prestige.

3. Analog – Analog - Mastering DSD
(nagranie analogowe, miks analogowy, mastering DSD)

Znacznie częściej spotkamy się jednak z modyfikacją powyższego schematu. Jeśli źródłem jest analogowa taśma, zazwyczaj już zmiksowana, czyli stereofoniczna, bardzo często dokonuje się nowego masteringu DSD (czytaj: przechodzi do DXD) i dopiero potem konwertuje się sygnał do DSD. Tak właśnie wydawane były płyty CD przez duże wytwórnie, jak Universal Music Group w Japonii. W ten sposób swoje płyty wydaje firma Esoteric i tak też wydany został – dla przykładu – katalog Dead Can Dance.

Przykładem na ten rodzaj płyt mogą być krążki firmy Esoteric. Chociaż zapewne firma otrzymuje pliki cyfrowe PCM, to mastering wykonywany jest w DSD.

4. Analog – PCM - Mastering PCM
(nagranie analogowe, miks cyfrowy PCM, mastering PCM)

Ale jeszcze częściej, właściwie niemal zawsze, spotkamy się z dwoma typami wydań. Pierwszy zaczyna się od analogowej taśmy-matki, najczęściej już zmiksowanej do stereo. Sygnał z niej konwertowany jest do „zwykłego” PCM – 24/96 lub 24/192 – i poddawany obróbce w domenie cyfrowej (patrz: EMI Signature Collection). Tak powstały nowy master cyfrowy konwertowany jest na koniec do DSD. Powiedziałbym, że niewiele się to różni od przypadku opisanego powyżej, wytwórnie twardo obstają jednak przy tym, że DSD Mastering nie jest tym samym, co mastering w PCM. Niech będzie.

Płyty tego typu wydawane są przez duże wytwórnie. Tak powstały reedycje płyt YES, wydane w formacie 7 inch mini LP w Japonii, tak przygotowano od nowa katalogi grup Depeche Mode i Genesis. Z mniejszych wytwórni wymieńmy AlięVox i Stockfish Records.

Firma AliaVox reedycje starszych tytułów przygotowuje z taśm-matek analogowych, przetransferowanych i masterowanych w PCM. Jej nowsze nagrania są dokonywane od razu w domenie cyfrowej PCM.

5. PCM – PCM - Mastering PCM
(nagranie cyfrowe PCM, miks cyfrowy PCM, mastering PCM)

I wreszcie sytuacja, że tak powiem, dla współczesności podstawowa: nagranie dokonywane jest w domenie cyfrowej PCM – najczęściej 24/96, rzadziej 24/192 – i po zmiksowaniu oraz masteringu w domenie cyfrowej PCM sygnał zamieniany jest na samym końcu na DSD. To najprostszy sposób wydania płyty SACD, który nie wymaga od firmy posiadania sprzętu DSD. Wystarczy wysłać plik PCM wysokiej rozdzielczości do zewnętrznej firmy, która przeprowadzi konwersję do DSD i wykona tzw. „authoring”.

Katalog grupy Depeche Mode zremasterowany w 2007 roku za źródło miał zarówno taśmy analogowe, jak i cyfrowe. Nowy miks i mastering przeprowadzone zostały w PCM 24/96 i dopiero na końcu zamienione zostały na DSD.

Podobnie jak powyżej, to sposób wybierany przez duże firmy wydawnicze, zarówno z muzyką popową i rockową, jak i klasyczną. Wystarczy powiedzieć o Deutsche Grammophon, Naxos i Harmonia Mundi http://www.harmoniamundi.com . Mniejsze wytwórnie robią podobnie, chociaż starają się, aby zminimalizować błędy konwersji, co wychodzi im doskonale. To np. L2 i już wspomniana AliaVox. Osobną historię napisała firma Telarc, ale to historia na osobny artykuł.


Płyty firm Channel Classics, Harmonia Mundi oraz Deutsche Grammophon z nowym repertuarem to przykład na nagranie DDD, w którym na końcu sygnał PCM zamieniany jest na DSD. Od lewej: Biber Rosary Sonatas, Puer natus est w wyk. Stile Antico i Spring & Kreutzer Sonatas Beethovena w wyk. Anne-Sophie Mutter. Jakość dźwięku – od lewej (najlepsza) do prawej (najgorsza).

Na koniec ciekawostka – w 2014 roku Jared Sacks, założyciel i inżynier dźwięku Channel Classics Records, wraz ze swoim synem Jonasem założyli sklep internetowy Native DSD Music, w którym można kupić pliki DSD należące do jednej z dwóch pierwszych grup. Dostępne są w formie DSD lub DXD, stereo i wielokanałowej. Jak czytamy na stronie firmowej, chodzi o to, aby dostarczyć melomanom pliki „DSD Edit Masters” lub kopie DSD z „Analog Master Tapes”. Znajdziemy tam ponad 800 albumów.

W Polsce ukazało się kilka bardzo ciekawych płyt SACD, np. z III Symfonią Góreckiego, pod dyrekcją kompozytora, w serii Polskiego Radia (PWM Edition), oraz Witold Lutosławski w serii The Pearls of Polish Music wytwórni BeArTon. Ciekawostka – warstwa CD tej ostatniej została zakodowana w Dolby Surround.

Bardzo podobną ofertę składa nam nasz przyjaciel, René Laflamme, prowadzący firmę Fidelio Musique oraz sklep internetowy 2xHD, gdzie kupimy pliki DSD (także binauralne), DSD128, jak i DSD254 (Quad DSD). Mówię o tym, dlatego, że – moim zdaniem – obecne zainteresowanie płytami SACD w dużej mierze wynika z tego, że pliki DSD brzmią tak dobrze. Mamy więc do czynienia z odwrotną sytuacją niż przy CD i plikach HD, gdzie te ostatnie wciąż gonią „króliczka”.

6. SHM-SACD

Wydzieliłem ten rodzaj z jednego prostego powodu: to najlepsze wydania płyt SACD, jakie można znaleźć. Niektórzy mówią, że w ogóle najlepsze wydania cyfrowe, jakie istnieją (po ukazaniu się w Positive-Feedback.com mojego artykułu dotyczącego nagrań grupy Tangerine Dream na Platinum SHM-CD, jego naczelny napisał mi tylko: „Wojtku, nawet nie wiesz, o ile lepiej brzmią te płyty na SHM-SACD!”).

Płyta SHM-SACD The Snow Goose grupy Camel (Decca/Universal Music LLC).

Co to takiego to SHM-SACD jest? O płytach SHM-CD pisaliśmy wielokrotnie (czytaj TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ). Przypomnę więc, że to płyty wykonane z innego materiału niż zwykłe CD i SACD. Materiał ten, oryginalnie opracowany dla wyświetlaczy LCD, ma znacznie lepsze własności optyczne. Płyty te są cięższe od zwykłych i sztywniejsze. Należy się z nimi obchodzić uważniej, ponieważ w ekstremalnych przypadkach mogą pęknąć.

Druga istotna różnica polega na tym, że są to płyty jednowarstwowe. Choć przyzwyczailiśmy się do tego, że krążki SACD można odtworzyć także na zwykłym CD, Sony już na samym początku, w 1999 roku zauważyła, że jednowarstwowe płyty brzmią lepiej. Nie tylko ona, wspomnijmy o SME Records i Eighty-Eight’s, ale i inni japońscy producenci w początkowych latach wydawali materiał na płytach SACD z jedną warstwą. Odbiciem tego stanu rzeczy jest podstawowy przewodnik po pierwszych latach istnienia formatu, wydany w Japonii album Jazz SACD 101 (Takashi Yamaguchi, Stereo Sound, 2009). Można go traktować jak coś w rodzaju Starego Testamentu płyt SACD.

Jestem jednak pewien, że gdyby wydać jego aktualizację dziś, duża część rekordów dotyczyłaby płyt SHM-SACD. Do tego, co napisałem dochodzi bowiem kolejna informacja: to płyty przygotowane bezpośrednio z analogowych taśm-matek, bez dodatkowego masteringu, tzw. „Flat Transfer”. No i są pięknie wydane.

3. JAKOŚĆ DŹWIĘKU

Jak widać, płyty SACD nie są całkiem tym, czym się wydają, tj. można je przygotować na wiele różnych sposobów (do powyższych można by dodać np. taki ciąg: Analog (nagranie)-Analog (miks)-Mastering PCM-DSD (płyta) i inne). Przypomina to jako żywo sytuację płyty Long Play w XXI wieku – biorąc do ręki współcześnie wydaną czarną płytę właściwie nie wiemy, co na niej zostało wytłoczone – sygnał z taśmy analogowej, z pliku, a jeśli tak, to z jakiego.

Choć obydwie płyty zostały wydane przez duże wytwórnie, jakość dźwięku jest wątpliwa. Przyczyną mógł być nie do końca zrozumiany proces konwersji PCM-DSD. Na zdjęciu Sacred Love Stinga (A&M Records) w edycji specjalnej oraz „regularne” wydanie So Petera Gabriela (Virgin).

Być może dlatego pod względem jakości dźwięku płyty SACD nieraz diametralnie się między sobą różnią. Znam płyty SACD grające fenomenalnie, blisko analogowej taśmy-matki, ale i takie, których brzmienie jest wielokrotnie gorsze od tej samej płyty, ale CD. Jeślibym więc szukał tytułów mając na uwadze tylko jakość dźwięku, wybierałbym te z trzech pierwszych grup, z naciskiem na pierwszą i drugą, lub SHM-SACD.

To z kolei przykład na doskonałe płyty SACD. Firma Audio Fidelity wydaje dwie serie – stereofoniczną (złote pudełko) i wielokanałową (srebrne). Ta ostatnia to transfery oryginalnych miksów kwadrofonicznych.

WARSTWA CD

Artykuł, który państwo czytają nie ma być dokładnym przewodnikiem po formacie SACD. To coś w rodzaju skrótowego podsumowania „stanu wiedzy” i sytuacji w 2016 roku. To podsumowanie trochę historyczne, ponieważ format wydaje się wypalać i nawet w Japonii, do tej pory jego ostoi, sprzedaż w tym roku drastycznie spadła. Mówiąc o przyczynach tego stanu rzeczy wskazuje się na powrót do łask płyt CD, eksplozję rynku LP, ale przede wszystkim upowszechnienie plików Hi-Res, w tym DSD.

Japoński magazyn „Stereo Sound” we współpracy z Sony wydał kilka fantastycznych samplerów SACD. Chociaż nie lubię składaków, akurat te warto mieć.

Jest jednakże i drugie dno mojego zainteresowania płytami SACD. Drugie dno ma oblicze… płyty Compact Disc. Nie wiem, czy państwo pamiętają, ale kilka lat temu wraz z Krakowskim Towarzystwem Sonicznym słuchaliśmy warstwy CD z płyt hybrydowych SACD, porównując je z tymi samymi masterami, ale na CD. Porównanie wykazało, że płyta CD wciąż ma przewagę, wynikającą chociażby z technologii – laser czytający warstwę CD musi najpierw przejść przez warstwę HD (z sygnałem DSD), co tylko teoretycznie nie wpływa na dźwięk (patrz – SHM-SACD).

Przez lata określenie „hybryda” używane było więc u nas jako synonim czegoś gorszego, wymawiane było z lekceważeniem i pogardą (myślę przede wszystkim o tytułach pochodzących z dużych wytwórni). Ostatnio się to zmieniło, przede wszystkim dzięki fantastycznej reedycji katalogu grupy YES i Jeff Becka. Coś musiało się zmienić w sposobie podejścia do obróbki materiału, dzięki czemu jakość dźwięku znacząco wzrosła. To spekulacje, ale sądzę, że musiała się poprawić jakość konwersji PCM-DSD, remasteringu i konwersji z taśm analogowych. Ale, moim zdaniem, duża w tym zasługa również przygotowania samej warstwy CD.

Katalog grupy Yes wydany w pięknej formie „7-inch mini LP” jest przykładem na to, że „hybryda” grana przez odtwarzacz CD może zagrać lepiej niż „zwykła” płyta CD.

Jak już wiemy, płyty SACD to w przytłaczającej większości płyty hybrydowe z „gęstą” warstwą, na której zapisany jest wysokiej rozdzielczości sygnał DSD, oraz z warstwą CD, którą można odtwarzać na dowolnym odtwarzaczu CD. Format opisany został w dokumencie pt. Scarlet Book. Oprócz wymagań dotyczących sposobu zapisu, fizycznych wymiarów itp. jest w nim mowa także o zaleceniach dotyczących warstwy CD.

Firma Sony zaproponowała wykorzystanie do tego algorytmu, który stosowała już wcześniej – SUPER BIT MAPPING (SBM), tutaj w formie SBM Direct. SBM Direct pozwala zamienić sygnał DSD bezpośrednio na PCM 16/44,1. SBM to technika, która pomagała skonwertować sygnał wysokiej rozdzielczości, np. 20-bitowy, na 16-bitowy, zmniejszając (nieuniknione) szumy kwantyzacyjne. Dzięki odpowiedniemu ditheringowi i systemom kształtowania szumu można w ten sposób uzyskać sygnał zapisany w 16 bitach, będący jednak odpowiednikiem sygnału 20-bitowego. Nieźle, prawda?

Zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Logo na płycie Bill Evans Trio, Portrait in Jazz mówiące o tym, że warstwa CD została przygotowana w procesie SBM Direct, logo HDCD, odnoszące się do warstwy CD na płytach hybrydowych Linn Records, opis na płycie hybrydowej, mówiący o tym, że mastering został wykonany w DSD, opis, który wskazuje, że mastering został wykonany albo w domenie analogowej, albo cyfrowej PCM (niestety nic więcej stąd nie wyczytamy).

Być może dlatego tak wiele płyt Sony z lat 90. brzmi w tak dobry sposób. SBM Direct pozwala z kolei wykonać wersję CD bezpośrednio z pliku Hi-Res DSD. Początkowo firmy zaznaczały, że stosują się do wytycznych (patrz reedycje katalogu Billa Evansa wykonane przez Fantasy), ale z czasem darowano sobie informowanie kupującego o tym, co właściwie kupuje (podobna sytuacja jest z płytami LP). W większości przypadków możemy więc mieć jedynie nadzieję, że proces ten jest wykonany najlepiej, jak się da. Myślę, że w ostatnich latach jego jakość znacznie się poprawiła.

Ale SBM Direct nie jest obowiązkowy. Firma Linn przez długie lata była zwolenniczką kodowania HDCD. Nie miała w swojej ofercie odtwarzaczy Compact Disc, a tylko HDCD (patrz: Sondek CD12). Jej część zajmująca się nagrywaniem i wydawaniem płyt oferowała więc przede wszystkim płyty HDCD. Po zaadaptowaniu przez Linn Records systemu SACD na swoje potrzeby wszystkie jej kolejne płyty były „hybrydami”. Ale warstwa CD była na nich tak naprawdę warstwą HDCD, co zaznaczano w opisie. Wymagało to dodatkowej pracy – HDCD wymaga nieco innego kodowania i urządzeń. Dopiero od kilku lat krążki Linna są „regularnymi” płytami hybrydowymi SACD/CD.

Płyty firmy Linn Records są niemal zawsze nagrane z dbałością o każdy detal, także o warstwę SACD.

CO ROBIĆ?

Biorąc do ręki płytę SACD nie mamy żadnej pewności, co tak naprawdę dostajemy. Firmy nie dbają o odpowiednie oznaczenia, uważając najwyraźniej, że nie ma to żadnego znaczenia. Mimo to warto zwrócić uwagę na ten format, szczególnie jeśli mamy system wysokiej klasy. Niedrogie odtwarzacze SACD, w tym multilformatowe, są – moim zdaniem – bez sensu, ponieważ ich problemy przewyższają zalety płynące z samego formatu. A te są niemałe. Podobnie jak pliki DSD, dobrze przygotowana płyta SACD potrafi zagrać niesamowicie głęboko tonalnie i gęsto, a przy tym w bardzo rozdzielczy sposób. Pliki PCM Hi-Res są zazwyczaj bardziej rozjaśnione i nie do końca neutralne na środku pasma.

Warto więc kierować się rozsądkiem. Jeśli więc wiemy – a tak właśnie jest – że firmy w rodzaju Mobile Fidelity, ORG, Audio Fidelity, Esoteric, Audio Analogue, Channel Classic, Pentatone, wydawnictwa magazynu „Stereo Sound”, żeby pozostać przy najważniejszych, są dobre w tym, co robią, kupujmy ich płyty, bez względu na to, czy mamy odtwarzacz CD czy SACD. Jeśli SACD, to dostaniemy coś ekstra. Może nie będzie to duża – moim zdaniem – zmiana, ale na tyle wartościowa, że po jakimś czasie będziemy kupowali coraz więcej krążków tego typu.

A w końcu okaże się, że jeśli cokolwiek zostało wydane jako SHM-SACD, trudno nam będzie koło tego przejść obojętnie. A przecież o pasję w tym wszystkim chodzi, prawda? Bo muzyka i to, w jaki sposób jest ona reprodukowana, to najpiękniejsza przygoda, z jaką można mieć do czynienia.

Na koniec przykład na topowy dźwięk i z warstwy CD, i SACD – płyta firmy Opus3. nagrywa ona materiał na taśmę analogową w stereo, mastering jest analogowy i dopiero na końcu sygnał zamieniany jest na DSD, a z niego powstaje warstwa CD. Na zdjęciu Bottleneck John All Arround Man.


DALSZA LEKTURA

Super Audio CD - Part 1: SACD Overview, www.practical-home-theater-guide.com [dostęp: 21.12.1016]
en.wikipedia.org [dostęp: 21.12.1016]
polyhymnia.com [dostęp: 21.12.1016]
www.sa-cd.net [dostęp: 21.12.1016]
The 10 Best Audiophile SACDs Ever, AudiophileReview.com [dostęp: 21.12.1016]
What is SHM? www.sa-cd.net [dostęp: 21.12.1016]
Tangerine Dream SHM-SACD reissues, PartTimeAudiophile.com [dostęp: 21.12.1016]
edu.pjwstk.edu.pl [dostęp: 21.12.1016]
Trochę o płytach w kontekście artykułów w „High fidelity” [dostęp: 21.12.1016]
SUPER AUDIO CD – taka piękna katastrofa [dostęp: 21.12.1016]
Pliki – nowy wspaniały świat [dostęp: 21.12.1016]


CYKL „POCHWAŁA FORMATU”

Pochwała formatu, cz. 1: Compact Cassette, No. 131, czytaj TUTAJ
Pochwała formatu, cz. 2: High Fidelity Pure Audio, No. 132, czytaj TUTAJ

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM