pl | en

FELIETON

DC-COMPONENTS:
HISTORIA JEDNEGO APGREJDU

Kontakt:
DC-Components
Spółdzielcza 52/20
57-300 Kłodzko | Polska


info@dc-components.eu
dc-components.eu

MADE IN POLAND

Do testu dostarczyła firma: DC-COMPONENTS


szyscy jesteśmy GEEKAMI. Komu przyszłoby bowiem do głowy szukać innego, znacznie droższego wydania danej płyty LP lub CD, kto stawiałby urządzenia służące do odtwarzania muzyki na specjalnych podstawkach, kogo by wreszcie interesowała wymiana wtyczki w kablu zasilającym, jak nie nas, audiofilów? Bycie audiofilem to bowiem jedna z emanacji bycia geekiem. Jak definiuje to portal Wikipedia.pl, geek, ew. gik to człowiek, który dąży do pogłębiania swojej wiedzy i umiejętności w jakiejś dziedzinie w stopniu daleko wykraczającym poza zwykłe hobby. Początkowo było to słowo obraźliwe, ale z czasem zmieniło pole znaczeniowe i teraz jest najczęściej określeniem pozytywnym określającym osoby o szczególnie ukierunkowanych zainteresowaniach i wysokiej inteligencji.

O tym, że audio i audiofilizm jest czymś więcej niż zwykłe hobby, że to styl i sposób życia, nie będę nikogo przekonywał. Wie o tym każdy, kto się tej pasji poświęcił na tyle, że wypróbował w swoim życiu jeden z podanych powyżej sposobów na poprawienie dźwięku. Jest wprawdzie tak, że Michał Chaciński, obecnie jeden z bardziej rozpoznawalnych dziennikarzy i jednocześnie badaczy kultury popularnej, w definicji słowa „audiofil” pisze, że „prawdziwy audiofil nie słucha. On odsłuchuje”. Uważa on także, że „producenci większości akcesoriów w stylu stolików, bezpieczników, czy kabli z metali szlachetnych nie są w stanie udowodnić twardymi danymi, że mają one zbawienny wpływ na jakość słuchanej muzyki”.

Pierwsze jest zupełną nieprawdą, przynajmniej w stosunku do audiofilów, których znam, mających kolekcje płytowe – na których się znają – liczące dziesiątki, setki, a często tysiące albumów. Ale i to drugie jest nieprawdziwe, ponieważ od momentu, w którym powstał Wyż nisz z którego pochodzą powyższe cytaty, tj. od 2010 roku, znacząco poprawiła się teoretyczna podstawa tego, co od dawna słyszeliśmy i o czym wiedzieliśmy. Ale też nie ma co rozdzierać szat, Chaciński pisał to jako osoba z zewnątrz, która orientuje się w temacie teoretycznie, ale – najwyraźniej – nie jest osobą osłuchaną. Czyli jest „normalsem”.

W tym samym słowniku znajdziemy określenie, które z jednej strony jest pojemniejsze, ponieważ łączy ludzi z różnych nisz, ale z drugiej, tj. naszej perspektywy jest węższe, ponieważ np. z grupy audiofilów wydziela ludzi, dla których drogą wiodącą do spełnienia ich wyobrażeń o wysokiej klasy dźwięku jest tzw. „tuningowanie”. A ‘tuning’ (z ang. regulacja) to:

…dziecko customizingu, który w latach 50. był bardzo modny w USA i nakazywał przerabiać, podrasowywać, malować i ozdabiać na różne sposoby motocykle i samochody. […] Idea Do-It-Yourself, która w latach 70. wydała na świat punk i hip-hop, bardzo pobudziła również modę na customizing […].

Bartek Chaciński, Wyż nisz, Kraków 2010, s. 217

DC-COMPONENTS

W audio tuning to chleb powszedni. Od lat znane są wersje LE (Limited Edition), SE (Special Edition, ew. Signature Edition) i inne z jednej strony (większych firm) i podrasowane urządzenia, kolumny itd. z wymienionymi komponentami, poprawionymi układami i obudowami (w przypadku mniejszych producentów) z drugiej. O ile „firmowe” tuningi opierają się zazwyczaj na dość prostym poprawianiu osiągów przez zastosowanie tu i ówdzie nieco droższych komponentów, o tyle ich „prywatna” odmiana to często wymiana dużej części układów i podzespołów, często bardzo kosztowna.

Takim właśnie, tuningowanym, odtwarzaczem jest mój Lektor AIR, który dzięki użyciu w nim kondensatorów V-Cap stał się wersją V-edition, takim urządzeniem jest również odtwarzacz Ayon Audio CD-35 HF Edition (High Fidelity Edition), w którym wymieniono… prawie wszystko. W obydwu przypadkach zmiany zostały przeprowadzone przez producenta, jednak były inspirowane moimi uwagami, czyli były klasycznym przypadkiem „customizacji”, która weszła następnie do oficjalnej oferty.

Są jednak firmy, które zawodowo zajmują się tuningiem. Do najbardziej znanych należą AH! Njoe Tjoeb, która wydała z siebie markę Prima Luna, a także amerykański ModWright Instruments. Obydwie mają obecnie w swojej ofercie„regularne” urządzenia własnego pomysłu. Na tle morza DIY-owców i tuningowców zachwalających swoje umiejętności na portalach specjalistycznych to samotne wyspy. Nie od dziś wiemy przecież, że audiofil lubi „grzebać”.

Dlatego też zaistnienie profesjonalnej firmy zajmującej się tuningiem (apgrejdem) jest szczególnie trudne. Wszyscy znają się na tym „lepiej”, wszyscy potrafią to zrobić za „pół ceny”, wszyscy są gotowi zamienić nasze urządzenie w rakietę kosmiczną „na poczekaniu”. Rzeczywistość jest jednak taka, jak w innych dziedzinach związanych z produktami specjalistycznymi: tylko niewielu naprawdę wie, co robi, a spośród nich niewielu robi to naprawdę dobrze. Jedną z takich firm jest, prowadzona przez pana Jacka Pisarczyka, DC-components.

JACEK PISARCZYK
Właściciel

Audio zajmuję się od połowy lat 90., początkowo serwisując wysokiej klasy sprzęt audio i dokonując modyfikacji układów, a następnie projektując układy audio, głównie dla firm zagranicznych.

Projekt DC-components powstał w 2011 roku i miał skupiać się głównie na dostarczaniu najwyższej jakości elementów i podzespołów dla miłośników DIY i hobbystów oraz modyfikacji urządzeń audio. Od początku istnienia firma kładzie nacisk na najwyższą jakość oferty. Wszystkie elementy dostępne w naszym sklepie internetowym są oryginalne, a większość z nich używamy w swoich konstrukcjach. Nie sprzedajemy popularnych obecnie tanich części niewiadomego pochodzenia, przypominających wyglądem firmowe produkty, nie przetestowanych pod względem jakościowym, wątpliwych pod względem sonicznym, których użycie może również zagrozić bezpieczeństwu sprzętu i użytkownika.

W naszej ofercie znajdują się jedynie sprawdzone i pewne elementy pochodzące z oficjalnej dystrybucji lub bezpośrednio od producentów (Clarity Cap, KLE, Eichmann, Wattgate, Iego, Hifi-Tuning, Burson Audio). Zawsze służymy pomocą w doborze lub montażu zakupionych u nas podzespołów.

W poszukiwaniu elementów do własnych konstrukcji kierujemy się głównie względami sonicznymi i często sięgamy po części nietypowe, niestandardowe, niejednokrotnie niedostępne na rynku polskim. Jeśli ich jakość okaże się satysfakcjonująca, włączamy je do naszej oferty. Tak np. stało się z kondensatorami angielskiej firmy Clarity Cap – najwyższej klasy kondensatory, rewelacyjnie oceniane na zachodnich portalach. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, klienci szybko przekonali się o pozytywnym wpływie tych elementów. Clarity Cap są dzisiaj obecne w wielu polskich i zagranicznych konstrukcjach audio.

W 2012 roku w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku powstał odłam firmy zajmujący się produkcją okablowania do systemów audio i wideo. Początkowo skupiliśmy się na opracowaniu własnej linii produktów. Po pozytywnych recenzjach, opiniach klientów i zapytaniach kontrahentów zewnętrznych rozpoczęliśmy produkcję dla firm z Polski i zagranicy. Obecnie produkowane przez nas kable można spotkać w Polsce, Czechach, Austrii, Niemczech i Szwajcarii.

Staramy się ciągle rozwijać naszą ofertę nie tylko o nowe produkty, ale także o specjalistyczne usługi audio. W ostatnim czasie wprowadziliśmy cieszącą się bardzo dużą popularnością usługę wygrzewania i kondycjonowania kabli audio. Z naszej usługi korzysta już wielu producentów i właścicieli wysokiej jakości okablowania, a nasze urządzenia służące do wygrzewania działają w kilku firmach produkujących kable klasy high-end.

Prace rozwojowe nad własnym odtwarzaczem płyt CD rozpoczęliśmy w roku 2008, gdy o plikach nikt poważnie nie myślał, a napędów do odczytu płyt było pod dostatkiem. Powstało kilka opracowanych przez nas technologii znacznie poprawiających działanie transportu, układów cyfrowych i układ modyfikacji napędu CD-Pro 2 firmy Philips. Powstały dwa prototypy gotowych urządzeń, które do dziś pracują u naszych klientów w Szwajcarii i cieszą się dobrą opinią.

W związku z zakończeniu przez Philipsa produkcji napędu CD-Pro 2 i braku na rynku równie solidnego i dobrze grającego zamiennika, rozpoczęliśmy implementowanie opracowanych i nadal rozwijanych przez nas technologii do zaawansowanych modyfikacji tego transportu. Stworzyliśmy wysokiej klasy apgrejdy poprawiające brzmienie referencyjnych odtwarzaczy wielu firm. W naszym warsztacie gościły już źródła Audio Research CD3, 6, 7, 8 i 9, Gryphon Mikado, Electrocompaniet czy Ancient Audio. Rozpoczęliśmy też prace nad układami modyfikacji odtwarzaczy plików i przetworników D/A.

Opracowana przez koncepcja nie polega jedynie na wymianie elementów, a na dokładnym przeanalizowaniu układu, wyeliminowaniu jego słabych punktów i jego optymalizacji. Nie zmieniamy układów i podzespołów w każdym sprzęcie wg raz sprawdzonego schematu. Do każdego urządzenia podchodzimy indywidualnie, dobierając do niego odpowiednie rozwiązania, układy, a na samym końcu elementy. Wszystkie zmiany podporządkowane są względami sonicznymi, a każdy krok wiąże się z wygrzewaniem i odsłuchami. Modyfikacje dokonywane są z największą dbałością o najmniejsze szczegóły, ponieważ w audio to szczegóły robią różnice.

Takie działanie znacznie wydłuża czas wykonania modyfikacji. Wierzymy jednak, że tylko takie modyfikacje pozwalają na osiągnięcie najlepszych efektów, najwyższej klasy brzmienia i – co najważniejsze – są źródłem zadowolenia i satysfakcji klienta.


Po wymianie kilku maili, zaintrygowany tym, co czytałem i widziałem, umówiłem się z panem Jackiem na sesję odsłuchową u mnie w domu. Ustaliliśmy, że przywiezie on dwa odtwarzacze CD: Audio Research Reference CD 9 w wersji oryginalnej oraz Audio Research Reference CD 7 po modyfikacji. Chciałem je porównać i zobaczyć, jak brzmi urządzenie o kilka generacji starsze, ale modyfikowane w porównaniu z produktem nowszym, ale „firmowym”.

Jak mówi pan Jacek, modyfikacja nie polegała na wymianie poszczególnych elementów na „lepsze”, lecz na przeanalizowaniu całego układu odtwarzacza i zaprojektowaniu nowych modułów, poprawiających jego wydajność i dobraniu elementów pod względem sonicznym. Mechanizm CD-Pro 2 Philipsa został poprawiony za pomocą zaprojektowanych przez niego układów. Do napędu i układu sterowania został opracowany nowy układ logiczny i zasilający, polepszający pracę napędu i jakość odczytu. Fabrycznie zamontowany kwarc został zastąpiony układem zegara z dedykowanym do niego zasilaniem.

Cały układ cyfrowy został stworzony na nowo i zoptymalizowany pod kątem pracy z istniejącym w odtwarzaczu CD7 lampowym stopniem analogowym. Zmiany w części analogowej rozpoczęto od poprawy lampowego układu zasilania i wprowadzenia dodatkowego elementu filtrującego. Następnie dokonano optymalizacji układu wyjściowego z zastosowaniem specjalnie do tego celu opracowanych (na zamówienie) kondensatorów Clarity Cap.

Przetwornik cyfrowo-analogowy otrzymał nowy, precyzyjny, niezależny od napędu układ taktowania, a sygnały cyfrowe z napędu filtrowane są przez specjalnie opracowany przez DC-components układy z własnymi algorytmami. Dzięki takim zabiegom udało się znacznie usprawnić pracę zamontowanego przetwornika. Dodatkowo dokonano znacznej zmiany w oryginalnej aplikacji układu przetwornika.

Każdy z układów ma własne rozbudowane układy zasilania ze specjalnie do tego projektu wykonanym transformatorem toroidalnym. Wszystkie nowe moduły zostały zbudowane na najwyższej klasy laminacie, a ścieżki pokryto grubą warstwą 24-karatowego złota. Przebiegi i prowadzenie ścieżek jak i dobór elementów zostały zoptymalizowane pod względem sonicznym i wybrane na podstawowe testów odsłuchowych.

W modyfikowanym odtwarzaczu uwagę zwraca również dbałość o minimalizacje wibracji, na które narażone są układy elektroniczne. Wszystkie mocowania nowych elementów zostały zaprojektowane pod tym kątem i dobrane na podstawie testów odsłuchowych, a następnie wydrukowane w technologii 3D z materiałów elektrostatycznych. Dodatkowo nowe kondensatory wyjściowe otrzymały specjalne układy minimalizujące wibracje.

Koszt pełnej modyfikacji wyniósł 8100 zł.

Odtwarzacze zostały do mnie przywiezione przez pana Jacka oraz użytkownika modyfikowanej wersji CD7, pana Marka. Pomyśleliśmy bowiem, że kto inny, jak nie osoba, która przeszła przez wszystkie kolejne etapy apgrejdu, która przed laty uwierzyła w pana Jacka i jego umiejętności, będzie najlepszym źródłem informacji z „drugiej strony”.

MAREK
Użytkownik

Moja przygoda z audio trwa już prawie dwie dekady. Stała się nieodłączną częścią mojego życia i pozwala czerpać z niej prawdziwą radość. Najważniejszy aspekt przygody to częsty i bezpośredni kontakt z muzyką na żywo, zwłaszcza tą opartą o instrumenty naturalne. Takie doświadczenie daje prawdziwy punkt odniesienia do istoty muzyki i pozwala zrozumieć jej poszczególne składowe takie jak melodyka, rytmika, artykulacja, itd. Ale nie od razu Kraków zbudowano…

Oczywiście nie uniknąłem wielu błędów i wiele razy wchodziłem w ślepe uliczki, które mamiły swym ulotnym urokiem. Naturalnym następstwem poszukiwań było rozpoczęcie aktywności na branżowych forach, co skutkowało wspięciem się po kolejnych szczeblach audiofilskiej drabiny. Bardzo szybko osiągnąłem euforyczny stan ducha i przekonanie, że wiem już wystarczająco dużo, a mój system gra wyśmienicie. Jednak czas pokazał, że tkwiłem w miejscu z nikłymi szansami na dalszy rozwój.

Sytuacja zmieniła się, kiedy poznałem kilka osób z pasją i wiedzą pozwalającą na tworzenie elementów toru audio na poziomie przynajmniej dorównującym światowej konkurencji. Polska myśl inżynieryjna, przez wielu niedoceniana, a często niestety również dyskredytowana przez snobistycznie nastawionych ludzi, nie ustępuje światowemu topowi, a niejednokrotnie go przewyższa. Przy czym nie mam na myśli, wyrastających jak grzyby po deszczu, DIY-owych projektów, tylko firmy, które wieloletnie doświadczenie potrafią przekuć w referencyjne produkty.

Jedną z tych osób był Jacek z DC-components. Odczuwaliśmy podobny głód udoskonalenia odsłuchów w warunkach domowych. Tak powstały fantastyczny procesor cyfrowo-analogowy, odtwarzacz strumieniowy ze stopniem lampowym, elementy okablowania, a teraz modyfikacja odtwarzacza po której ulepszony ARC REF CD7 potrafi zawstydzić konstrukcje z absolutnego topu high-endu. W szybkim tempie wzrastało w nas przekonanie o słuszności poczynań i wzmacniało się po każdym udanym przedsięwzięciu.

Przygoda trwa nadal, a bogatszy o cnoty cierpliwości i pokory, mając przekonanie, że nie należy przestawać w poszukiwaniu lepszych rozwiązań z optymizmem patrzę w przyszłość. Wierzę w to, że najlepsze jest wciąż przede mną :)

Płyty użyte w odsłuchu (wybór)

  • Audiofeels, UnCovered, Penguin Records 5865033, CD (2009)
  • Peter, Paul and Mary, In The Wind, Warner Bros. Records/Audio Fidelity AFZ 181, “Limited Edition No. 0115”, SACD/CD (1963/2014)
  • Polish Jazz Quartet, Polish Jazz Quartet, Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland, „Polish Jazz | vol. 3”, Master CD-R (1965/2016); recenzja wersji CD TUTAJ
  • Sferraina, Monkeyfish, Col Legno Music BCE 1CD 16001, CD (2016)
  • Hugh Masekela, Hope, IndiBlu Music 982020, CD (2004)
  • Beethoven, Sonaten, wyk. Emil Giles, Deutsche Grammophon/Universal Music Japan 480 804-3, K2 HD CD (1981/2013)

Japońskie wersje płyt dostępne na

Odsłuch przeprowadziliśmy w dwóch rundach i w obydwu punktem odniesienia był redakcyjny odtwarzacz CD Ancient Audio Lektor AIR V-edition. W pierwszej turze porównywaliśmy do niego niemodyfikowaną wersję odtwarzacza Audio Research Reference CD 9, a w drugiej modyfikowaną wersję Audio Research Reference CD 7. Po każdej części rozmawialiśmy o tym, co usłyszeliśmy. Oto zapis naszej rozmowy.

Część 1: Audio Research Reference CD 9

WOJCIECH PACUŁA: Odtwarzacz CD 9, który słuchaliśmy jest od kogoś pożyczony?

JACEK PISARCZYK: Tak, to odtwarzacz, który przyjechał do przeróbki. Właściciel będzie miał więc relację z pierwszej ręki, jak grał przed modyfikacją.

WP: A jak wrażenia z odsłuchu?

JP: Po wysłuchaniu go w obecności Ancienta, muszę powiedzieć, że polski odtwarzacz gra bardzo równo, wszystko jest w nim na swoim miejscu. Wydaje mi się jednak, że brakuje mu informacji na skrajach pasma. Gdybym miał jednak wybierać pomiędzy tymi dwoma odtwarzaczami, to wybrałbym jednak Ancienta, głównie ze względu na mój gust muzyczny. Audio Research gra w trochę zbyt oddalony od słuchacza sposób, nie jest tak dokładny.

MAREK: Mnie spodobał się Ancient, nie mam co do tego wątpliwości. Ma większą zdolność do tworzenia brył. W ARC dźwięk jest mniej sprecyzowany. Ancient ma też znacznie lepszą mikrodynamikę. Podobnie było jeśli chodzi o kształt sceny – bardziej odpowiadała mi ona z Ancienta. Źródła są z nim troszeczkę mniejsze, ale za to bardziej realne. To czystszy dźwięk. Ale najważniejsze jest to, że Ancient bardziej różnicuje brzmienie – i barwowo, i dynamicznie. ARC gra bardziej plamą, a dźwięk jest cieplejszy – w tym przypadku to nie jest jednak zaleta.

WP: Mam trochę inne spostrzeżenia. Przede wszystkim w CD 9, to było chyba wyraźne, przełom środka i basu jest mocno podbity. Plus jest tego taki, że wokale są blisko nas i są duże. Są mało różnicowane, nie mają tak dobre definicji jak z Ancientem, ale są bardzo przyjemne, intymne. Jest wiele systemów, w których tego brakuje. Podłączamy CD 9 i jest WOW! Mógłbym z tym żyć. To, czego mi brakowało, to przede wszystkim góra, tam niewiele się dzieje.

JP: No tak, to prawda. Wszystko zagrało na podobnym poziomie emocjonalnym. Ale też robi świetne pierwsze wrażenie.

M: CD 9 na pewno jest bezpieczniejszy. Ale realizm przekazu był wyższy z Ancientem. Dźwięk był mniejszy, ale jeśli miałbym wybrać, to byłby to Ancient – nie gubi rytmu, gra równo góra z dołem, to jest duży puls.

WP: Audio Research na pewno będzie się podobał ludziom, którzy nie szukają dziury w całym, ale chcą mieć coś przyjemnego i solidnego. Przede wszystkim przez mocny, tłusty bas. Ancient gra lżej i czasem mu brakuje mocnego wypełnienia, co słychać w porównaniu z lepszymi odtwarzaczami.

JP: Tak, Ancient nie jest tak mięsisty, jak ARC, ale jest znacznie bardziej wyrafinowany.

WP: Ciekawie wypadła płyta tria Peter, Paul and Mary, ponieważ z CD 9 głos Mary wydawał się bardziej agresywny, pomimo że dźwięk CD 9 traktowany jako całość jest znacznie cieplejszy niż Ancienta.

M: Ale właśnie przez brak różnicowania. Dźwięk nie ma się jak rozwinąć, bo mu brakuje informacji. Im lepsze różnicowanie, tym mniej męczący dźwięk, szczególnie jeśli chodzi o wysokie dźwięki.

JP: Dokładnie tak – kiedy dźwięk jest różnicowany, to nie jest ciągle na tym samym poziomie, tylko się zmienia.

WP: Najlepiej słychać to było chyba z fortepianem – Ancient doskonale pokazywał różnice w głośności, a ARC je wyrównał. Znam sprzęt Jarka (Waszczyszyna, właściciela Ancient Audio – przyp. red.) od lat i widzę, jak się zmienia i jak się zmienia nasze myślenie o dźwięku. Myślenie kategoriami hi-fi jest bardzo fajne, ale przez pierwsze pół roku. Bo co z tego, że jest więcej basu, czy mniej basu, więcej góry, czy mniej góry – to nie ma zupełnie znaczenia. To tak, jakby wsiąść do samochodu i powiedzieć, że ładnie pachnie. Świetnie, jakość życia jest ważna, ale zapach nie ma nic wspólnego z jego podstawową funkcją – dostarczenia nas z punktu A do punktu B. Z muzyką jest podobnie – ma w nas wywołać emocje, a to jak to robi jest rzeczą drugorzędną.

M: Najważniejsza jest rozdzielczość, ponieważ ma ona bezpośrednie przełożenie na różnicowanie – każda płyta ma swój klimat. Pomijam akustykę nagrania, bo chodzi mi o sam zamysł twórcy, który chciał to przedstawić w taki, a nie inny sposób. To bardzo ważne! Od dłuższego czasu zwracam więc uwagę na osobę producenta i chcę w swoim systemie słyszeć jego pracę, a nie wciąż to samo, jakby wszystkie płyty robił ten sam człowiek. Z ciekawości sprawdzam, kto jest za dany krążek odpowiedzialny. Jeszcze nie potrafię w ciemno określić producentów, słyszę za to różnice. Mając sprzęt tej klasy da się to określić i ludzie szczególnie osłuchani będą to w stanie zrobić.

WP: Dużo rzeczy gubi się w remasteringu. Wiele remasterów brzmi tak samo, w imię „czystości” zatraca się charakter własny nagrań. Ale wracając do różnicowania to jest tak, że te najlepsze urządzenia potrafią z nawet słabego nagrania zrobić prawdziwy spektakl muzyczny. Doskonale wiemy, co danej płycie dolega, ale jeśli jest na niej prawdziwa muzyka, to przechodzimy nad tym do porządku i wchodzimy głębiej, w to, co jest „pod” techniką. Problemy nie bolą. Urządzenie powinno pokazać muzykę tak, żeby jej nie zniszczyć.

M: No i musi to zrobić tak, żeby było wiadomo, że ci muzycy naprawdę są razem, grają razem – jeśli to starsze nagrania. Musi pokazać ich warsztat, ich technikę, nawet nastrój. Jak na płytach Dave’a Matthewsa. Każda z tych płyt musi porwać, ale sprzęt musi to potrafić.

WP: Powiedzmy więc, że to nie jest tak, że DC-components zrobi ludziom apgrejd i dostaną więcej basu, więcej góry, więcej środka, wykop itd., nie o to chodzi. Jeśli szukamy takich prostych zmian, poprośmy kogoś z kręgów DIY, na pewno się nie zawiedziemy. Ale jeśli chcemy więcej…

JP: No tak to jest – wymieniamy kondensatory wyjściowe i mamy dużą zmianę dźwięku. Ale to zmiana ilościowa, a nie jakościowa. Żeby to miało sens, trzeba wykonać dużo pracy.

M: Takie podejście, tj. zrozumienie że w muzyce ważne jest różnicowanie, a nie hi-fi ważne jest przede wszystkim w muzyce dawnej, gdzie instrumenty bardzo różnią się barwą, nie ma dwóch takich samych skrzypiec, wiolonczeli itd. Są tacy, którzy potrafią na ucho rozróżnić te instrumenty – ja nie, ale słyszę różnicę. Nie potrafię jej połączyć z konkretnym egzemplarzem, ale wiem, że jest inaczej. Powinniśmy to usłyszeć. Ale trzeba wiedzieć, że słuchanie to gimnastyka.

JP: Oczywiście – to chodzi o osłuchanie. Trzeba słuchać po parę godzin dziennie, najlepiej świadomie, żeby potem takie rzeczy przychodziły naturalnie, bez wysiłku, jakby „z zewnątrz”. Z internetu się tego nie dowiemy.

WP: A dlaczego zdecydował się pan na apgrejd odtwarzacza CD, a nie np. odtwarzacza plików?

M: Trzeba wiedzieć, że mam bardzo fajny odtwarzacz plików, z lampowym wyjściem, zrobiony przez Jacka. Ale używam go tylko po to, aby uniknąć kupowania płyt CD w ciemno. Jeszcze nie słyszałem odtwarzacza plików przy słuchaniu którego stwierdziłbym „ale to gra!”. To wciąż nie ten etap. Najlepsze grają dobrze, ale niczego mi nie urywa :) Rozdzielczość z najlepszych odtwarzaczy plików potrafi być bardzo dobra, co przekłada się na scenę dźwiękową, która może być bardzo duża i efektowna. Ale nie składa mi się to w jedną całość, nie gra to tak dobrze jak płyta CD. Wydaje mi się, że pliki wciąż nie potrafią przekazać harmonicznych, nie są w stanie oddać „duszy” muzyki.

JP: Ale walczymy z tematem :)

Część 2: Audio Research Reference CD 7 MOD

WOJCIECH PACUŁA: Jesteśmy w drugiej części porównania, w której słuchaliśmy modyfikowanego odtwarzacza ARC CD 7 i porównywaliśmy go do CD Ancient Audio – chodziło o to, aby mieć wspólny dla obydwu urządzeń Audio Research punkt odniesienia.

MAREK: Powiem, że bardzo mi się to porównanie podobało, jestem z niego bardzo zadowolony. Zarówno dlatego, że wreszcie usłyszałem mój CD 7 w porównaniu z tak dobrym urządzeniem, jak CD Ancient Audio, ale i dlatego, że ciągle mam w głowie to porównanie sprzed chwili, tj. z CD 9. Odebrałem CD 7 po apgrejdzie jako odtwarzacz bardziej zdecydowany zarówno od CD 9, jak i Ancienta, z większą dynamiką, a nawet stereofonią. Bardzo duże wrażenie za pierwszym razem zrobił na mnie wcześniej odsłuch płyty Peter, Paul and Mary ze względu na to, jak doskonale się ze sobą komunikują. To, jak ze sobą współbrzmią, jak grają razem, te elementy z CD 7 bardzo mi się podobały.

Dźwięk stał się precyzyjniejszy niż z CD 9 i lepiej zróżnicowany barwowo. Odebrałem go również jako bardziej otwarty. Mikrodynamika oraz różnicowanie i góry, i dołu były w modyfikowanej wersji lepsze niż w CD 9.

JACEK PISARCZYK: Wydaje mi się, że to było bardziej płynne granie, wszystko tak leciało, był „flow”…

M: Nie brzmiało to na zasadzie akcentowania wyostrzeń, ale miało to pełnię. Nie potrafię opisać, jakie różnice były przy odtworzeniu płyty 99 Abraxas, ale to było zupełnie różne podanie tego samego materiału, całkowicie odmienne. Na razie to, co mi się spodobało z Ancientem to fantastyczne różnicowanie góry na płycie Masakeli – to było znakomite! Chodzi o barwę góry.

WP: Co na minus?

M: W stosunku do Ancienta nieco gorsza była stereofonia, obrazowanie. Ale każdy z nich ma swoją wizję – to dwa różne światy. Jestem oczywiście przyzwyczajony do mojego odtwarzacza, ale muszę powiedzieć, że czystość i obrazowanie Ancienta były znakomite. Dodajmy, że CD 7 był konfigurowany pod mój system, ale jego cechy są powtarzalne.

WP: A w którą stronę można by „pociągnąć” dźwięk CD 7 po modyfikacji? Czy może jest pan całkowicie zadowolony?

JP: Przy Marku jest to problematyczne, on nigdy nie jest w pełni zadowolony, zawsze chce czegoś więcej. Cały czas czegoś szuka…

M: Długa cisza… Musiałbym się odnieść do mojego systemu, chociaż problem w tym, że pewne elementy są u mnie świeże. Dla przykładu – zmieniłem ostatnio stoliki. Wymusiła to na mnie akustyka – nie chciałem mieć wysokiego stolika, tylko niski. Za sprzętem mam ustroje D1 Schroedera, które teraz są bardziej „aktywne”, co daje słyszalną poprawę. Ale przede mną wciąż długa droga. Równowagę tonalną złapałem i chwilowo jest dobrze. Ciężko mi więc sprecyzować, muszę z tym pożyć.

JP: Myślę, że jest dobrze, osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. Przede wszystkim chciałem pokazać poprawę w stosunku do odtwarzacza, który wciąż jest produkowany i pokazać, co można zrobić z urządzeniem starszej generacji, czyli tańszym. Chodziło mi o to, aby zrobić coś uniwersalnego, a nie coś, co będzie grało tylko w jedynym systemie – a na tym polega zwykle DIY. Myślę, że nie ma wątpliwości co do tego, że jest co najmniej dobrze, bo – moim zdaniem – modyfikowany CD 7 zagrał dużo lepiej niż fabryczny CD 9. Firmy twierdzą, że technologia idzie do przodu i że tylko to, co najnowsze jest warte zainteresowania, a tak nie jest.

Powiem też, że Ancient pokazał klasę i że nie spodziewałem się, że tak dobrze zagra. Odtwarzacz jest naprawdę świetny. Słychać, że ktoś się do niego przyłożył i wie, co robi, słyszy, co robi i robi to naprawdę dobrze. Najważniejsze, że dzięki dobrej podstawie i rozsądnym zmianom udało się dogonić coś uznanego – Ancient Audio jest przecież znaną marką.

WP: Bo trzeba powiedzieć, że nie było tu jakiejś dużej różnicy między Lektorem i modyfikowanym ARC – to inne granie, ale klasa podobna, zgadzacie się ze mną panowie?

M: Tak, rzeczywiście to nie były różne półki, tylko inne podanie materiału.

WP: Dla mnie dużym plusem wersji modyfikowanej – w porównaniu do CD 9 – było to, że zniknęła „ciężyzna”, to obniżenie niskiego środka, które wstrzymywało cały dźwięk. Wcześniej była wyraźna nieproporcjonalność góry i dołu, a tutaj tego nie ma. W CD 7 Mod jest też znacznie lepsze różnicowanie i mikrodynamika. Ale równie ważne jest to, że modyfikacja nie zmieniła charakteru Audio Research, firmy mającej wypracowane brzmienie. Inaczej niż zwykle z projektami DIY, które starają się nadać produktowi cechy innego produktu, tutaj wydobyto z brzmienia, które dostajemy to, co najlepsze i zminimalizowano to, co mogło się nie podobać. Ale wyraz całości pozostał ten sam.

JP: Bo o to mi chodziło, żeby nie walczyć z materią, ale pozwolić jej „płynąć” tam, gdzie chce.

WP: Powiedziałbym nawet, że modyfikacje wzmocniły pewne cechy, cechy szczególne ARC. Zniknęła – może nie powinienem tego mówić, bo to nie jest tak ostre i jednoznaczne, jak może być odczytane, ale niech będzie – lekka mułowatość CD 9, szczególnie na dole pasma. Poprawiła się i otwartość, i dynamika, i „ciąg”…

M: Pojawiły się po prostu „jaja” :)

JP: To ciekawe, bo przecież nowa wersja to zupełnie inne rozwiązania cyfrowe, teoretycznie znacznie lepsze. Pomiędzy CD 7 i CD 9 jest technologiczna przepaść – w pierwszym mamy przetwornik 18-bitowy, a tutaj 2 x 24 bity, upsampling itp.

WP: To chyba jasne, że wersja modyfikowana starszego odtwarzacza zagrała znacznie lepiej niż niemodyfikowana nowszego. Pytanie, jak zagra modyfikowany CD 9?

JP: Nie chodziło mi o negowanie charakteru ARC, to bardzo dobra baza do dalszych poszukiwań. Jeśli komuś odpowiada ten typ grania, to na bazie tych odtwarzaczy można uzyskać naprawdę wiele.

WP: ARC to dźwięk duży, bardzo emocjonalny, co było dobrze słychać przy CD 9. Ale CD 7 dodał do tego wyrafinowanie o lepsze różnicowanie, np. dynamiki. Najlepiej było to słychać przy fortepianie – CD 9 pokazywał różnice między piano i forte, między p i pp, ale dopiero modyfikowany CD 7 grał jak realny fortepian, jak prawdziwy, duży instrument. To urządzenie powiększa dźwięk, wszystkie instrumenty były tutaj duże.

W CD 9 wydaje się, że jest dużo góry, ale tak naprawdę jest raczej ciemny, na górę niewiele się dzieje. Ilościowo jest sporo, ale jakościowo już nie. CD 7 Mod wydaje się mniej skupiony na górze, ale przecież to on pokazuje więcej informacji. Moim zdaniem Ancient robi to jeszcze lepiej, daje jeszcze więcej informacji, ale to może być z kolei moje własne zafiksowanie na tym dźwięku.

M: Porównując CD 7 Mod do CD 9: z tym pierwszym można powiedzieć, z czego dany instrument jest zrobiony – metal, to jest metal, drewno, to drewno, mosiądz jest inny niż stal, z CD 9 jest to trudniejsze. CD 7 Mod ma oczywiście swoją manierę. Ale jestem do tego przyzwyczajony i tego szukałem – najpierw nieświadomie, a potem coraz bardziej celowo.

JP: Bo źródło u ciebie zostawało – zmieniałeś rożne elementy, a ten CD ciągle u ciebie był.

M: Lubię ten dźwięk i nie sugeruję się głosami innych, słucham dla siebie. Jestem u siebie w lesie zupełnie odcięty od zgiełku (pan Marek mieszka w głuszy pod Częstochową, a w mieście prowadzi swoją restaurację z autorską włoską kuchnią – przyp. red.), nie szukam niczego na forach, nie mam na to czasu, słucham muzyki. I to jest bardzo zdrowe.

WP: Potwierdzam.

Na koniec

Modyfikacje to temat niezwykle rozległy i łatwo na nim polec. Każdy ma do nich prawo i – powiedzmy to – jest to świetna zabawa i nauka. Ale nie każda modyfikacja ma sens i nie każda daje wartość naddaną. Jeślibym miał określić, co to takiego jest, musiałbym potworzyć to, co już padło: w modyfikacji chodzi po podkreślenie zalet danego produktu i zminimalizowanie jego wad. Modyfikacja zmieniająca charakter brzmienia jest ingerencją w samą strukturę dźwięku i najczęściej przynosi więcej szkody niż pożytku. A przede wszystkim modyfikacja musi być powtarzalna i uniwersalna. Po tym poznać doświadczoną firmę.

Z naszych rozmów widać, że modyfikowanym starszy odtwarzacz zagrał o wiele lepie niż nowy, niemodyfikowany. To było bardzo dobre granie, na poziomie mojego Lektora AIR V-edition – inne, ale jakościowo porównywalne. Pełna modyfikacja nie jest tania, ale mówimy przecież o drogich produktach, a w nich każdy kroczek w przód to dla użytkownika zupełnie nowy świat. A w tym przypadku mieliśmy nie kroczek, nie krok nawet, ale zdrowy sus.

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl