pl | en

RECENZJA

 

Polish Jazz Forever II
REMASTER 2016 – LONG PLAY
vol. 0 | vol. 5 | vol. 13 | vol. 39 | vol. 65

Wydawca:
Warner Music Poland sp. z o.o.
Wytwórnia Polskie Nagrania
ul. Osmańska 11 | 02-823 Warszawa
e-mail: kontakt@warnermusic.pl

polskienagrania.com.pl
www.warnermusic.pl

POLSKA


publikowany w czerwcowym numerze „High Fidelity” pierwszy z cyklu artykułów poświęconych najnowszemu remasterowi płyty z serii Polish Jazz spotkał się z olbrzymimi zainteresowaniem (czytaj TUTAJ). Otrzymałem wiele maili z pytaniami, uzupełnieniami itp., odebrałem sporo telefonów od znajomych, którzy chcieli się podzielić swoimi wspomnieniami związanymi z tą muzyką. Przez większość z nich przewijało się to samo pytanie: „A co z winylami?”

Odsłuchy przeprowadzone zostały na dwóch gramofonach – na zdjęciu kosztujący 130 000 zł Kronos Sparta

Przygotowując poprzedni artykuł skupiłem się na reedycjach cyfrowych, ponieważ one sprawiają najmniej kłopotów interpretacyjnych, nie są też obciążone bagażem emocjonalnym. Z winylami jest inaczej – to ich dotyczyły owe historie i to one są obiektem największych sporów wśród kolekcjonerów. Myślę więc, że wydzielenie wersji Long Play pierwszej grupy remasterów przygotowanych przez wydawcę, firmę Warner Music Poland, przynajmniej ten pierwszy raz, jest zasadne.

Reedycja jako forma sztuki

Reedycje płyt winylowych są ostatnimi czasy częstsze niż płyt CD, takie przynajmniej mam wrażenie. Z każdą taką reedycją (wznowieniem) wiąże się jednak wiele decyzji. W przypadku wydań cyfrowych Compact Disc nie ma czegoś takiego jak „wzorzec”. Rozróżnia się ‘pierwsze wydanie’ (‘first pressing’), nie jest ono jednak żadnym wzorcem, co najwyżej ciekawostką. Zwykle im wydanie jest nowsze, tym lepsze, bo materiał analogowy zamieniany jest na cyfrowy w lepszych przetwornikach, a dalsza obróbka dokonywana jest na dłuższych słowach (24, a nawet 32-bitowych), z wyższą częstotliwością próbkowania. Każda taka zmiana, o ile wiąże się z właściwym przygotowaniem nowego masteru, daje znaczącą poprawę dźwięku. Wyjątkiem jest okres tzw. „loudness war”, kiedy to kompresowano dźwięk, aby wydawał się głośniejszy niż konkurencji.

Z płytami winylowymi jest inaczej – istnieje wzorzec i jest nim pierwsze wydanie materiału. Jest ono punktem odniesienia, bo niemal zawsze brzmi najlepiej. Jest też regułą, że kolejne wznowienia brzmią gorzej. Dopiero wydawnictwa kierujące się wyrafinowanym smakiem, wiedzą i czujnością, dysponujące odpowiednimi urządzeniami, korzystające wyłącznie z taśm-matek pierwszej, ew. drugiej generacji, podniosły jakość dźwięku i jakość poligrafii reedycji na wysoki poziom. Mimo to nawet ich płyty uważane są za wtórne do oryginałów.

Płyty Electric Recording Company należą do najlepszych reedycji na rynku

Reedycje rządzą się swoimi prawami, które można sprowadzić do dwóch elementów: dźwięku (a) i poligrafii (b).
(a) Płyty analogowe można nacinać z remasterów analogowych lub cyfrowych. Każdy z nich przygotowuje się w inny sposób i konsensus mówi, że w tym przypadku najlepsze są remastery analogowe. Zdarzają się oczywiście płyty LP o bardzo dobrym dźwięku nacięte z cyfrowych plików, ale to wyjątki. Te najlepsze nacinane są z plików wysokiej rozdzielczości, tj. 24-bitowych, najlepiej o częstotliwości próbkowania wyższej niż 44,1 kHz; znakomite wyniki mają też wytwórnie japońskie nacinające płyty z masterów DSD.

(b) Trzeba wiedzieć, że dźwięk pierwszego wydania LP, jest tak naprawdę wtórny, to pochodna prawdziwego wzorca, tj. taśmy matki. Każdy remaster może więc wydobyć nieco inne aspekty brzmienia taśmy. Poligrafia ma jednak jeden wymiar: pierwszego wydania. Nie ma innego punktu odniesienia. Także w tej mierze istnieje kanon postępowania i rozciąga się między perfekcjonistami i producentami nastawionymi na masowy rynek.

Ci pierwsi, np. Electric Recording Company, szukają dokładnie takiego samego papieru, na jakim wydrukowana była oryginalna okładka, tych samych farb i podobnych sposobów druku, co w danym okresie. Tak przygotowana płyta wygląda niemal dokładnie tak samo, jak oryginał, a może nawet lepiej. Tak się składa, że firma ta w podobny sposób podchodzi do dźwięku, korzystając z lampowych urządzeń z okresu, w którym dane nagranie powstało, szukając starych metod nacinania itp. (więcej w magazynie „Stereophile”). Ich płyty od razu są poszukiwanymi kolekcjonerskimi obiektami.

Na drugim biegunie są firmy skupiające się na rynku masowym – to zarówno koncerny wydawnicze, jak i specjaliści. Wśród nich najważniejsza jest firma Music On Vinyl. To obecnie jedna z największych tłoczni na świecie, wykonująca płyty dla niemal wszystkich wydawców. Krążki przygotowuje z plików cyfrowych, a poligrafie stara się przygotować jak najrzetelniej. Nie jest to jednak „reprint” w tym sensie, że nie jest to powtórzenie oryginału (więcej TUTAJ).

Music On Vinyl to jeden z największych producentów płyt na świecie; na zdjęciu piękna reedycja płyty Stone Temple Pilots na pomarańczowym winylu

Pomiędzy tymi dwoma biegunami – na chwilę zostawmy inne wydawnictwa, bliższe jednemu, czy drugiemu sposobowi – leży jakieś 290 funtów brytyjskich, bo tyle nam zostanie w kieszeni, jeśli kupimy płytę MOV, a nie ERC. Płyty ERC wydawane są w ilości 300 sztuk i nigdy nie będą wznawiane. MOV tłoczy kilkadziesiąt tysięcy danego tytułu i w miarę potrzeb wykonuje dodruki. ERC jest w stanie przygotować kilka (maksymalnie) tytułów rocznie, a MOV kilkaset. Obydwie firmy mają swoich odbiorców i obydwie są rynkowi potrzebne. Przy czym, bądźmy szczerzy, gusta muzyczne kształtują potentaci w rodzaju MOV.

Reedycja Polish Jazz 2016

Warner Music Poland dołożył mnóstwa starań, aby reedycja katalogu Polish Jazz była jak najlepsza. Ale i w tym przypadku trzeba się było zdecydować na konkretny model reedycji. Jak się wydaje, bliżej mu do tego, co robi Music On Vinyl. Chodzi więc nie o paru kolekcjonerów, a o szerokiego – jak by to nie brzmiało w kontekście jazzu i winylu – odbiorcę. Chodzi o to, aby płyty były możliwie najtańsze, a przy tym możliwie najlepsze.

Płyty winylowe w nowej reedycji nacinane są z plików cyfrowych 24 bity/88,2 kHz. Master został wykonany przez Jacka Gawłowskiego na potrzeby edycji Compact Disc, a dodatkowy master na potrzeby płyt winylowych wykonała u siebie tłocznia. To czeska firma GZ Media, ta sama, z której Polskie Nagrania korzystały wcześniej, np. przy reedycji płyt Czesława Niemena.

O dźwięku przeczytają państwo za chwilę, najpierw kilka słów o poligrafii. Warner zdecydował się na reedycję, która nie jest reprintem. Okładki są grube, kartonowe, z matowym nadrukiem. Płyty otrzymały też grzbiet, którego w oryginale nie miały. Krążki wsuwane są do wysokiej jakości, antystatycznej koperty. Grafika w większości przypadków (poza Komedą) wydaje się niemal niezmieniona. Typografia jest z kolei nowa, chociaż bardzo podobna do oryginalnej.

To wszystko uprawnione działania. Nie jestem jednak pewien, jaki cel miały zmiany dotyczące wyklejek na płyty (to papierowe krążki pośrodku płyt). Krążki Kurylewicza, NOVI i Komedy otrzymały wyklejki z wersji monofonicznych, ze stosownym logo. A przecież są to płyty stereofoniczne i – oprócz Kurylewicza – znana jest ich wersja wyklejki stereo. Płyta Stańki otrzymała wyklejkę w kolorze czerwonym, a konsensus mówi (chociaż nie ma co do tego 100% pewności), że pierwszymi wydaniami był te z wyklejką czarną, niebieską lub żółtą – w zależności od roku wydania.

Swobodnie potraktowano także logotypy: Kurylewicz otrzymał logo z wersji stereo (chociaż takiej nie znam), pomimo że wyklejka na płycie wskazuje wersję mono. Z okładki płyty Stańki logo w ogóle zniknęło, a na okładce Ewy Bem umieszczono logo, z którego Polskie Nagrania zrezygnowały jeszcze przed ukazaniem się płyty. Zniknął też numer porządkowy (vol. 48) z okładki Extra Ball.

DŹWIĘK

ANDRZEJ KURYLEWICZ QUINTET
Go Right

Polskie Nagrania 1963/Warner Music Poland 2016 | Vol. 0
XL 0186/4648808 | 180 g LP

Reedycja płyty Go Right Andrzej Kurylewicz Quintet

Płyta Kurylewicza w wersji LP łapie za serce równie mocno, jak jej wersja CD. A nawet bardziej. Być może dlatego, że znam ją wyłącznie w wersji monofonicznej, stereofonia reedycji fascynuje i z biegiem czasu uzależnia. To prawdziwe wydarzenie muzyczne, uchwycone w studio, z mocnym pogłosem, wyraźnymi planami i ładnym zmniejszaniem wolumenu wraz ze wzrostem odległości. Pierwsze plany są mocne i gęste, są też rozdzielcze. Grające tuż obok siebie saksofon i trąbka z tłumikiem, otwierające album, grają razem, zawsze razem, a jednak mają zupełnie inny charakter, wcale nie maskowany przez ich bliskość.

Wersja LP ma nieco wyżej postawiony balans tonalny niż CD. Wyraźniej słychać więc pogłos (studio) i mocniej pokazane są instrumenty ustawione na drugim planie. Ale kiedy gra coś bliżej nas (a ustawienie trąbki i saksofonu zmienia się z utworu na utwór) to jest mocne i treściwe.

Wyklejka otrzymała kolor czarny, jak w oryginale, ale logo mówi o tym, że jest to materiał monofoniczny

Narażę się, ale powiem, że to najlepsza wersja tej płyty, jaką znam, lepsza nawet od oryginału, który (pomijam stereofonię) jest bardziej stłumiony i mniej nasycony. Szum przesuwu jest niesamowicie cichy, trzasków niemal nie uświadczysz, co daje gęste, czarne tło. Jedyne, czego mi zabrakło, to dopalenie niskiego środka i wyższego basu – to można uzyskać jednak chyba tylko przy remasterze analogowym. Piękny prezent, który należy sobie sprawić przy najbliższej okazji. Albo bez okazji.

Jakość dźwięku: 9/10
Wyróżnienie: BIG RED Button

KRZYSZTOF KOMEDA QUINTET
Astigmatic

Polskie Nagrania 1965/Warner Music Poland 2016 | Vol. 5
SXL 0298/4648859 | 180 g LP

Reedycja płyty Astigmatic Krzysztof Komeda Quintet. Zachowano oryginalne logo z pierwszego wydania

Najnowsza wersja arcydzieła polskiego jazzu ma wyraźnie niżej ustawiony balans tonalny niż oryginał. Wszystkie wcześniejsze analogowe wersje są lżejsze i „chudsze”. Pierwsze tłoczenia nie mają z tym problemu, bo mają wysoką rozdzielczość. Problem zaczyna się od wersji z 1971 roku, bo jej dźwięk jest zbyt płytki i im bliżej naszych czasów, tym było gorzej (za wyjątkiem wersji w serii „Czarne perły”). Wersja z 2016 roku jest lepsza od wszystkich wcześniejszych reedycji, ponieważ daje pełny obraz i gęstą pespektywę. Ale też jest inna niż pierwsze wydanie – niski środek jest na niej mocny, wyraźnie dociążony i pod tym względem odchodzi od oryginału. Nowa wersja jest również głośniejsza, o jakieś 2 dB.

Jedno, w czym wszystkie poprzednie wersje (poza cyfrowym remasterem z 2013 roku) są od najnowszego remasteru lepsze, to wysokie tony. Jest tam po prostu więcej informacji. Nie da się uciec od tego, że taśma podlega degradacji i z czasem traci część sygnału, szczególnie z góry pasma. Nawet wersja z 1971 roku gra bardziej jak taśma analogowa, tj. bez wyraźnej separacji instrumentów, za to mięsiście (wciąż mówię o górze!) i z energią. W nowej wersji energia góry jest ograniczona i słychać ją bardziej jak z LP niż z taśmy.

Porównanie oryginalnej wyklejki wersji stereofonicznej i reedycji – ta ostatnia jest repliką wersji monofonicznej

To, czego jednak nie można odmówić nowej wersji to pełnia, gęstość. Stopa perkusji, kontrabas i niskie zejścia saksofonu są na niej o wiele bardziej angażujące niż na wszystkich wydaniach, poza pierwszym tłoczeniem.

Tam jest jeszcze więcej informacji, całość jest jeszcze bardziej spójna. Jeśli jednak nie macie do wydania między 400 a 600 zł za ładną wersję ‘Mint-’ oryginalnego wydania, Remaster 2016 jest właśnie dla was.

A jeśli ktoś uważa, że płyta LP nacięta z cyfrowego pliku zawsze zagra tak samo, niech posłucha remasteru z 2013 roku – to wydanie nacięte z pliku CD. Jest stłumione, ma mało informacji i brzmi „głucho”. Ma nisko ustawiony balans tonalny, podobnie jak w wersji z 2016 roku, ale bas dudni, a nie gra.

Jakość dźwięku: 7-8/10

NOVI SINGERS
Bossa Nova

Polskie Nagrania 1967/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 13
SXL 0415/4648857 | 180 g LP

Reedycja płyty Bossa Nova NOVI

Słuchając kolejnej płyty z nowego remasteru zacząłem wyławiać cechy wspólne wszystkich krążków, tj. „fingerprints” Jacka Gawłowskiego. To dążenie do przywrócenia dźwiękowi naturalnej pełni, wyeliminowanie rozjaśnień i wyostrzeń. Dokładniej odniosę się do tego w podsumowaniu, ale przy okazji tej płyty powiem, że takie działanie płytę zespołu NOVI uratowało. I to przede wszystkim w wersji Long Play. Wersja CD była ładna, niezła, ale zupełnie do mnie nie przemówiła, nic ta muzyka we mnie nie poruszyła.

Być może dlatego wersja LP z remasterem 2016 wywarła na mnie tak mocne wrażenie. Lepsza od niej jest tylko monofoniczna wersja z pierwszego tłoczenia, która ma jeszcze więcej informacji z góry pasma, jest też bardziej „solidna” w budowaniu brył. Nie jest jednak idealna – ma słabszą separację instrumentów i jest mniej różnicowana niż nowa wersja. Nowy remaster cyfrowy (Compact Disc) był trochę płaski i przez to nudny, słychać było upływ czasu. Na LP wszystko wraca do normy, tj. do tego, co znam z oryginału.

Płyta jest stereofoniczna, a wyklejka to replika wersji monofonicznej

Jest gęstość, przestrzeń (wymiar w głąb – kilka utworów jest nagranych w mono), namacalność. Wreszcie wokale brzmią razem, wokaliści śpiewają wspólnie, razem, nie są od siebie odseparowani. Wydaje się, że CD lepiej oddało studyjną rzeczywistość, a LP lepiej pokazuje zamysł, tj. to, jak to powinno brzmieć. Nie spodziewałem się tego, ale polecam tę płytę i tę wersję.

Jakość dźwięku: 7-8/10

TOMASZ STAŃKO, TOMASZ SZUKALSKI, EDVARD VESALA, PETER WARREN
TWET

Polskie Nagrania 1974/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 39
SX 1138/4648854 | 180 g LP

Reedycja płyty TWET

Wszystko w remasterze tej płyty jest takie, jak trzeba, tj. barwa, balans tonalny, przestrzeń, dynamika. Jest rozmach i oddech, w którym pomaga niski szum przesuwu i minimalne trzaski. Gęsty remaster pozwala pięknie się rozwijać utworom. Pierwsze tłoczenie pokazuje gęstszą, bardziej zróżnicowaną górę. Ale, co ciekawe, wcale nie „piękniejszą”. Wydaje się ona bardziej chaotyczna i nieujarzmiona – ale tak właśnie brzmią taśmy-matki. Nowy remaster pokazuje dźwięk bardziej, jak z płyty winylowej (już to dzisiaj mówiłem), tj. cieplejszy, bardziej „złoty”.

To, co odróżnia nowy remaster, nawet od oryginału, tj. wysycenie niskich dźwięków. Jest ono znacznie lepsze, co daje większe źródła pozorne i powiększa wolumen całości. To wersja, która jest lepsza niż jej odpowiednik CD. To, co CD, a także pierwsze tłoczenie robią lepiej, to mocniej wbudowują scenę w głąb. Nowy LP skupia się na pierwszych planach, na tym, co tutaj i teraz. Robi to cudownie, bo kiedy wchodzi bas, to jest to BAS, a nie stukanie w kartonowe pudełko. To przesunięcie słychać też w nowej wersji CD, ale jest ono tam mniej jednoznaczne; tutaj jak gdyby się rozwijało.

Wyklejka płyty TWET - wersja czerwona

Rzeczą, w której oryginał wyraźnie góruje nad reedycją, to ilość informacji. Nowy remaster jest bardziej głuchy, nie jest aż tak nośny. Pod tym względem nowa wersja CD jest lepsza od nowej LP, ponieważ nie skupia się aż tak na pierwszym planie. W nowej wersji, w obydwu wydaniach, nieco zbyt mocno brzmią też niektóre frazy basu, szczególnie tam, gdzie nie chodzi o wydobycie długiego dźwięku i o szybkie przejścia – są one twarde i czasem za bardzo dominują przekaz, a na pierwszym wydaniu nigdy do tego nie dochodziło.

Jakość dźwięku: 7-8/10

EXTRA BALL
Birthday

Polskie Nagrania 1976/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 48
SX 1414/4648852 | 180 g LP

Reedycja płyty Birthday Extra Ball

Egzemplarz płyty, który otrzymałem do recenzji jest niecentryczny, tj. otwór jest nieco przesunięty względem rowka. Powoduje to ciągły ruch ramienia do i od środka płyty, a tym samym ciągłą zmianę azymutu. Co ciekawe, obydwie wersje, które mam ( czerwonymi wyklejkami i czarnym oraz srebrnym nadrukiem) też są niecentryczne i to nawet mocniej.

Extra Ball to pierwsza płyta z tej grupy, której pierwsze tłoczenie jest jednoznacznie lepsze od remasteru (mówię o wersji LP). Jest głębsze, bardziej jednoznaczne, ma więcej informacji nie tylko na górze pasma, ale przede wszystkim na środku. Nowy remaster brzmi w złagodzony sposób, brakuje mu wyraźnego ataku dźwięku. Extra Ball była nagrana i wytłoczona całkiem dobrze, tj. z mocnym dołem, wysyconym środkiem, dlatego praca nad remasterem, która w przypadku innych płyt tak dobrze się sprawdzała, tutaj nie miała większego przełożenia na efekt końcowy.

Porównanie wyklejek – po lewej oryginał, wersja czerwona, po lewej reedycja, wersja niebieska

To dość popularna płyta, jej pierwsze tłoczenie, a tym bardziej drugie, z czerwoną wyklejką, można dostać w dobrej jakości za jakieś 60 zł. Dużą zaletą zremasterowanej wersji jest jednak to, że niemal nie trzeszczy i ma nieco niższy szum przesuwu, co zdecydowanie pomaga w odsłuchu, szczególnie na gramofonach z podstawowego i średniego przedziału cenowego. Jeśli zależy nam na cichym tle, nie lubimy trzasków, wówczas nie ma co się zastanawiać, bo żadne wcześniejsze wydanie nie umywa się pod tym względem do remasteru z 2016 roku.

Jakość dźwięku: 6-7/10

EWA BEM WITH SWING SESSION
Be a Man

Polskie Nagrania 1981/ Warner Music Poland 2016 | Vol. 65
SXL 2365/4648850 | 180 g LP

Reedycja płyty Be a Man Ewy Bem

Można mówić, co się chce, pisać elaboraty, przywoływać na świadków teorię i praktykę, a i tak nie da się obronić tezy, mówiącej, że analogowy oryginał zawsze jest lepszy niż cyfrowy remaster. Chcą państwo dowodu? – Proszę posłuchać płyty Be a Man, wystarczy utwór tytułowy. Oryginał ma niewłaściwie ustawioną barwę, przez co wokal brzmi w piskliwy, nienaturalny sposób. Remaster Jacka Gawłowskiego przywraca mu naturalne proporcje, dźwięk jest większy, nasycony i namacalny. Ma nieco ściętą górę, co go trochę zamyka. Ale uwalnia nas to od syków i rozjaśnień. A jak ładnie brzmi wokal Wodeckiego! Na oryginalnie jakiś taki pokręcony, tutaj ma aksamitny, głęboki ton.

Lata 80. dla polskiej płyty LP były bardzo złe. Niskiej jakości mieszanki winylu, słabe tłoczenia, a do tego zmiany w sposobie nagrywania spowodowały, że dźwięk płyt z tego okresu jest często nieznośny. Płyta Be a Man była pod tym względem lepsza niż średnia, ale i tak nie była jakaś wybitna. Wersja z 2016 roku, i to szczególnie na czarnej płycie, jest bez porównania lepsza. Nie wydałbym więc na oryginał nawet złotówki, jeśli tylko obok stałaby wersja zremasterowana.

Porównanie wyklejek – po lewej oryginał, po prawej reedycja

W kategoriach absolutnych wciąż rozdzielczość jest niska, słaba jest separacja, niewielki wymiar w głąb, a zamknięcie góry przeszkadza. Ale jeśli umieścimy to w odpowiednim kontekście, to okaże się, że wraz z płytą Kurylewicza i zespołu NOVI krążek Ewy Bem w wersji Long Play na nowym remasterze zyskał najwięcej.

Jakość dźwięku: 7/10
Wyróżnienie: RED Fingerprint

PODSUMOWANIE

Nowe wersje czarnych płyty Polish Jazzu skierowane są do szerokiego grona odbiorców. Do tych, którzy nigdy takiej płyty nie mieli, a także do tych, którzy mają je od samego początku i już zapomnieli, jak to jest słuchać muzykę bez szumu i trzasków. Już choćby dlatego warto je kupić – są ultraciche i przez to bardzo komfortowe w odsłuchu. Dźwięk całej piątki jest bardzo dobry, słychać w nim „sygnaturę” Jacka Gawłowskiego. W przypadku płyty Ewy Bem literalnie uratował ją od klątwy lat 80.

Jedno z ważniejszych źródeł wiedzy o płytach Polish Jazz (i nie tylko): Henryk Cabanowski, Henryk Choliński, Polska dyskografia jazzowa 1955-1972, Warszawa 1974. Nakład – zaledwie 2000 egz.

Płyta Kurylewicza jest zachwycająca i powinna stać i u każdego fana jazzu, tym bardziej, że oryginał jest niesamowicie trudny do zdobycia i niemal zawsze jest zaledwie w poprawnej jakości. I kosztuje od 400 zł wzwyż. Po raz pierwszy wysłuchałem stereofonicznej wersji Bossa Novy z przyjemnością i chociaż ta muzyka najbardziej się zestarzała, to warto zobaczyć, czy nas jednak nie „weźmie”. Stańko – klasa sama w sobie, a oryginał można kupić w dobrym stanie za 150-200 zł. Jeśli jesteśmy tyle gotowi wydać i zaakceptujemy wyższy szum przesuwu i więcej trzasków, to można sobie remaster odpuścić. Jeśli jednak chcemy mieć cichy przesuw, a w głośnikach tylko muzykę, to i Stańkę i Extra Ball trzeba po prostu mieć w nowej wersji. Brawo!