pl | en

No. 145 Maj 2016

ygląda na to, że na razie tak będzie: także i tym razem wstępniak poprzedziliśmy zaproszeniem dla państwa do wspólnej zabawy: konkursem. Ta część zawiera rozwiązanie konkursu firmy Pathe Wings i ogłoszenie nowego, z kolumnami Castle, przygotowanymi przez firmę Nautilus.


KONKURS: PATHE WINGS - rozstrzygnięty!

Pięknie dziękujemy za kolejny miesiąc z nami – dziękujemy za zdjęcia, którymi się państwo z nami podzieliliście i za poświęcony nam czas. Pan Barth Jarzynski, właściciel Pathe Wings zadecydował, co następuje:

Nagroda główna trafia do pana: PIOTRA POLCA (zdj. poniżej):

W mailu czytamy:

Koleżanka małżonka nie zawsze słucha inspirującej muzyki, ale oddać jej trzeba, że sposób w jaki to robi jest inspirujący. Przy okazji przyszły obywatel tej planety korzysta :-) "Czym skorupka za młodu..."
Dodam, że jako rzemieślnik amator doceniam estetyczną stronę produktów Pathe Wings.

W zestawie przygotowanym przez firmę dla zwycięzcy, znalazły się:

Docisk PW-S 650 Classic (89 euro)
Nóżki PW-AVS-56H21.0/4 (159 euro)
Zestaw 3 mat PW-RM 321 KNF-D (39,90 euro) - 3 mm czarna, 2 mm filc z korkiem, 1 mm korek hd
Zestaw do czyszczenia PW-Qi21 Cleaner (29,90 euro) 
Mata PW-RM 4 KNF-R (21,90 euro) - czerwona 

Po raz kolejny nie mogliśmy się zdecydować, które zdjęcie powinno wygrać, a nie chcieliśmy pozostawiać drugiego miejsca bez nagrody, dlatego wyróżniamy dwie prace.

Nagrodę dodatkową:

  • zestaw 3 mat PW-RM 321 KNF-D (39,90 euro) - 3 mm czarna, 2 mm filc z korkiem, 1 mm korek hd,
  • nóżki PW-AVS-56H21.0/4 (159 euro),
  • nóżki PV-VDS 29H28.5/4 (120 euro),
otrzymuje pan: DARIUSZ STACHURA za zdj. zatytułowane Natura analogu (poniżej):

Chciałem w niej wyrazić w jak najbardziej naturalny sposób moje odczucia związane z odbiorem dźwięku wydobywanego z czarnej płyty - z dala od dusznego uczucia kompresji i konwersji... Dodam jeszcze, że fotografia nie została poddana żadnej obróbce cyfrowej - poza oczywiście (niestety) samą rejestracją.

Jeszcze raz wszystkim państwu pięknie dziękujemy, a zwycięzcom gratulujemy!!!

Przypomnijmy, że Pathe Wings niedawno uruchomiła stronę do sprzedaży swoich produktów hifiarte.com - w/w produkty, i nie tylko, dostępne będą właśnie tam.

pathewings.com
hifiarte.com


KONKURS: CASTLE – ogłoszony!

Na dwunaste urodzimy „High Fidelity” – które, przypomnę, przypadają 1 maja – mamy dla czytelników nagrodę równie wyjątkową – jedne z ostatnich, w ogóle dostępnych (nie tylko w Polsce) kolumn Castle Richmond Anniversary Limited Edition, które niegdyś testowaliśmy w systemie ze wzmacniaczem Arcama (czytaj TUTAJ). Jak wówczas pisałem, pierwsza wersja Richmondów pojawiła się na samym początku istnienia firmy, w roku 1973, a Anniversary powstała z myślą o jej 35. rocznicy istnienia. Jej obudowa ma podobną wielkość, choć jest nieco głębsza, wyposażono ją w nowsze przetworniki, wzmocniono obudowę i w zwrotnicy zastosowano lepsze elementy. Na tylnej ściance jest złocona, duża blaszka potwierdzająca ich szczególny status:

Same kolumny są […] bardzo przezroczyste. Zachowując „magię” firmy Castle, polegającą na nieco słodkim akcentowaniu ataku, są czystsze i bardziej rozdzielcze niż większość kolumn tej firmy, bez względu na cenę.

„High Fidelity”, 1 luty 2013, No. 106

castleaudio.pl nautilus.net.pl

Żeby wziąć udział w konkursie, do 20 maja trzeba przysłać do „High Fidelity” zdjęcie związane z Wielką Brytanią, miejscem narodzin marki Castle (jak zawsze liczymy na państwa kreatywność). W mailu trzeba zaznaczyć, że zgadzają się państwo na publikację w magazynie „High Fidelity” i na stronach firmy Nautilus przesłanego do nas zdjęcia, a także imienia oraz nazwiska – publikacja będzie związana wyłącznie z konkursem.

Wyniki ogłosimy w czerwcowym numerze magazynu i na stronach firmy Nautilus. Wybór będzie miał charakter subiektywny – jury złożone z dwóch osób z redakcji HF i dwóch osób z Nautilusa wybierze to zdjęcie, które spodoba się nam najbardziej. Informacje o konkursie można będzie znaleźć także na stronach z newsami.

Adres, na który prosimy przesyłać zdjęcia to:

konkurs@highfidelity.pl

Zdjęcie nie powinno być większe niż 1500 pikseli w podstawie i powinno mieć format JPEG. Powtórzmy: w mailu muszą państwo zaznaczyć, że zgadzacie się na publikację zdjęcia oraz imienia oraz nazwiska. I jeszcze jedno: nieprzekraczalny termin nadsyłania zdjęć: 20 maja. ZAPRASZAMY!


„COLLECTOR’S EDITION”

Queen: The Studio Collection. Special Edition Vinyl Box

W teście przetwornika cyfrowo-analogowego Mytek Brooklyn, który ukazał się w kwietniowym wydaniu „High Fidelity”, pan Michał Jurewicz mówił o tym, że najbliższy rok w audio związanym z plikami wysokiej rozdzielczości będzie rokiem wielkiego przejścia – od odtwarzania plików z lokalnej pamięci stałej do streamingu (więcej TUTAJ). Nie jest to oczywiście nowość, bo streaming zaczął być uważany za równoprawny element rynku już kilka lat temu, ale dopiero teraz mamy możliwości techniczne, które pozwalają w ten sposób słuchać muzyki hi-res, nawet w jakości DXD.

Wraz z tym etapem, tak się przynajmniej wydaje, zakończy się przewrót nieomal kopernikański, tj. wyzwolenie się od nośnika i formatu (nie do końca, ale powiedzmy, że tak). O ile jednak tamten został podsumowany przez Galileusza w słowach Eppur si muove („a jednak się kręci”), o tyle w nowym najwyraźniej chodzi o zatrzymanie kręcącego się, srebrnego dysku i udowodnienie tezy przeciwnej („Eppur non si muove”). Przez jakiś czas wciąż jeszcze wirować będą dyski w pamięciach komputerowych (HDD), ale z czasem pamięci stałe (SSD) zajmą się i tym.

Kylie Minogue: Let's Get To It: Collector's Edition

Przejście od fizycznej formy do cyfrowej reprezentacji danego produktu – mówimy przede wszystkim o dźwięku, obrazie i druku – zostało przyspieszone przez zmiany w zwyczajach zakupowych. Jak podawał kiedyś magazyn „The Independent” w latach 1998-2009 liczba niezależnych sklepów płytowych w Wielkiej Brytanii spadła z 1064 do zaledwie 269, co w wysmakowany sposób – tę zmianę – w swoim filmie Last Shop Standing (2012) pokazał Graham Jones. W innych krajach, o słabiej ugruntowanych tradycjach, np. w Polsce, proces ten był jeszcze gwałtowniejszy i jednoznaczny.

A jednak… Nie wiem, czy państwo zauważyliście niewielkie, zauważalne od kilku lat wahnięcie w przeciwną stronę, zauważalne od momentu, w którym wydawało się, że już na dobre fizyczność, namacalność, „organoleptyka” zostały na dobre zepchnięte do narożnika w którym miały niezauważalnie zniknąć? Jak we wstępie do cudownie wydanego tomu Collector’s Edition. Innovative Packaging and Graphics (Thames & Hudson, Londyn 2014), poświęconemu specjalnym, kolekcjonerskim wydaniom płyt, książek i magazynów, pisze Stuart Tolley, jest po temu kilka przyczyn. W przypadku winylu, jak mówi, pomogły w tym takie wydarzenia, jak Record Store Day, książkom i magazynom z kolei powstanie mnóstwa niezależnych wydawnictw, które przyciągnęły do siebie zupełnie nowych odbiorców.

„TONEAudio” – pierwszy drukowany numer tego internetowego magazynu

Tradycyjny model wytwarzania znowu stał się atrakcyjny. Znowu „drukowany” znaczy „lepszy”; drukowany magazyn ma większa wagę gatunkową, jest wiarygodniejszy niż internet. To uproszczenie, wiem o tym, bo pracowałem w obydwu rodzajach pism, stawiając ostatecznie na Sieć. Ale coś w środku mnie siedzi, co waloryzuje papier. Nieprzypadkowo co roku na wystawie Audio Show (teraz Audio Video Show) rozdajemy zwiedzającym drukowaną wersję testu zaczerpniętego z bieżącego wydania „High Fidelity”, z okładką, spisem treści itd. To dlatego Jeff Dorgay, wydawca amerykańskiego magazynu „TONEAudio” zdecydował się rozpisać fundrasing na drukowany numer swojego miesięcznika, który całkiem niedawno do nas dotarł (wywiad z Jeffem TUTAJ).

Decydującym czynnikiem, który przywrócił fizyczne wydania na mapę sprzedaży były jednak – według Tolleya – wydania kolekcjonerskie („collector’s edition”). Są one ultymatywnym, tj. najlepszym sposobem na połączenie artysty i odbiorcy (mówimy o produktach seryjnych, tj. wykonywanych w więcej niż jednym egzemplarzu). W muzyce szczególnie dobrze widać to od momentu, w którym streaming przejął rolę wiodącego sposobu słuchania muzyki. O ile wcześniej melomani łudzili się jeszcze, że kupując plik nabywają coś realnego, o tyle przy streamingu zostali pozbawieni nawet tej namiastki własności; teraz mogą się jedynie podłączyć do tego strumienia, ale już bez zaczerpnięcia z niego.

„TONEAudio” – gdyby pismo ukazywało się regularnie, byłoby najładniejszym pismem audio na świecie

Nie chciałbym być źle zrozumiany – to dobrze, że takie zmiany zachodzą. Dzięki nim muzyki słucha więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej i wielu z nich prędzej czy później zażąda lepszej jakości. To ostateczna demokratyzacja i egalitaryzacja sztuki, zapoczątkowana najpierw drukiem, a potem rejestracją dźwięku i obrazu. Rzecz w tym, że sztuki wraz z jej upowszechnianiem staje się coraz płytsza. I znowu – nie narzekam, chcę tylko powiedzieć, że mnie takie uśrednienie nie interesuje, a dzięki temu, że nie jestem w tym wyborze sam, mogę się zakotwiczyć w niszy fizyczności i stamtąd „konsumować” kulturę.

O fizyczności mówię nieprzypadkowo. Testując urządzenia audio doświadczam jej na co dzień – ostatecznie muzyka, której słucham dociera do mnie za ich pośrednictwem, są częścią aktu ekspozycji na nią. Audio staje się więc częścią wydarzenia artystycznego, przekazu. Tzw. „czarna skrzynka”, wypromowana w latach 70. i 80. XX wieku, będąca reakcją na przeładowane funkcjami, a przez to słabe brzmieniowo urządzenia dużych koncernów, wciąż ma swoich zwolenników i jest to jedna z kilku sensownych dróg rozwoju. Mnie znacznie bliżej jest jednak do czegoś, co proponują Japończycy.

Naścienny, minimalistyczny odtwarzacz CD, jaki Naoto Fukasawa przygotował dla firmy Muji

Współcześnie termin „Made in Japan”, poza wskazaniem na kraj pochodzenia produktu, ma także inne, głębsze konotacje. Nie przesadę chyba, jeśli powiem, że to synonim najwyższej jakości produktu. „Wyprodukowane w Japonii” oznacza, że zostało wyprodukowane dobrze, w zgodzie z etosem pracy, który dla nas, Europejczyków, jest nieomal mityczny. Kraj, który wyszedł z II wojny światowej pokonany i złamany, w wyniku wymuszonych reform politycznych i gospodarczych, dzięki importowi zachodnich technologii i metod zarządzania stał się jedną z największych gospodarek świata – ten niewielki wyspiarski kraj, niemal zupełnie pozbawiony bogactw naturalnych, jest obecnie trzecią – po USA i Chinach – narodową gospodarką świata, a np. w produkcji samochodów już w 1980 roku stał się światowym liderem.

Podniesienie jakości produkcji masowej udało się tylko tam. Choć nie zawsze napis „Made in Japan” był synonimem wysokiej jakości, wystarczy przypomnieć lata 50., kiedy to były one postrzegane podobnie, jak dzisiaj chińskie, to jednak jej rozwój, przypadający na lat 1954-1971, jest do dziś studiowany, omawiany na całym świecie i próbuje się go powtórzyć. Na razie bez powodzenia.

Mac Funamizu zaprojektował ten niezwykły odtwarzacz CD o nazwie Quackie

Wydaje się, że na wysokiej jakości produkcji przemysłowej zaważyła specyficzna więź, łącząca Japończyków z przedmiotami, wyrażająca się kunsztem tamtejszego rzemiosła. Jak w artykule Tam, gdzie rzeczy są prawdziwe pisze Dominik Lisik, podglebie dla narodzin, ściśle związanego z produkcją, współczesnego japońskiego designu stworzyło tamtejsze rzemiosło. I dalej:

Filozofia zen miała wielki wpływ na estetykę przedmiotów użytkowych. Odrzucenie wszelkiej ostentacji, przepychu i dążenie do osiągania efektów artystycznych za pomocą bardzo skromnych środków cechowały większość tradycyjnych sprzętów domowych. Zbiór wartości estetycznych zen doskonale zawiera się w słynnej buddyjskiej doktrynie wabi-sabi, której fizyczną manifestacją są chadogu – utensylia używane w ceremonii picia herbaty. […] Minimalizm ręcznie wykonanych obiektów wyraża szacunek dla naturalnych właściwości materiałów, nie jest on uproszczeniem, lecz sprowadzeniem estetyki do podkreślenia istoty rzeczy.

Dominik Lisik, Tam, gdzie rzeczy są prawdziwe, „2+3D”, nr 58/2016, s. 54

Mieli państwo coś takiego, że patrząc na urządzenie, doświadczaliście czegoś w rodzaju harmonii, jak gdyby wszystkie elementy były na swoim miejscu? Ja co jakiś czas mam coś takiego. Nie tylko przy produktach japońskich, żeby było jasne. Trzeba podkreślić rolę firm z Niemiec, Szwajcarii i Skandynawii, które dorównują japońskim w solidności inżynierii i w dojrzałym myśleniu o designie. Weźcie państwo do ręki, wydany w zeszłym roku przez wydawnictwo Thames & Hudson, album The Art of Impossible. The Bang & Olufsen Story, a przekonacie się, że pewne idee związane z rzetelnością rzemieślniczą, ze zrozumieniem związku formy z treścią, nie mają paszportu, są ponadnarodowe. Rzecz jednak w tym, że taki B&O jest jednym z wyjątków, a w Japonii porządek pracy, który przy całym wyrafinowaniu technologicznym skupiony jest na rzemieślniczej, ręcznej pracy, wydaje się czymś naturalnym.

Alastair Philip Whipher, The Art of Impossible. The Bang & Olufsen Story, Londyn 2015

To nie jest przypadek, że płyty CD wydawane w Japonii są niemal zawsze znacznie lepsze niż ich zachodnie odpowiedniki – dotyczy to zarówno jakości poligrafii, jak i dźwięku. Dla większości firm wydawniczych sposób wydania płyty, sposób jej wytłoczenia nie jest ważny. Nie dlatego nawet, że go lekceważą, ale dlatego, że nie wiedzą, że taki problem istnieje, nie zagłębili się w temat, przyjmując pewne ustalenia wstępne za pewniki, jak to, że płyta wykonana w dowolnej tłoczni będzie brzmiała tak samo.

Zaledwie kilka dni temu rozmawiałem z przedstawicielem jednej z największych firm fonograficznych i kiedy poruszyłem ten temat spotkałem się ze ścianą. Nawet nie niechęci, czy obojętności, a z niewiedzy. Jacek Gawłowski, remasterujący obecnie katalog Polish Jazzu, ale przez lata mający styczność z wszystkimi wydawcami w naszym kraju, opowiadał ostatnio o kilku wymagających muzykach, którzy bardzo zadowoleni z masteru, zabierali do domu płytki CD-R wypalone na stacji roboczej w studio i którzy po ukazaniu się oficjalnego wydawnictwa załamani przyjeżdżali z reklamacją, ponieważ to, co się ukazało miało niewiele wspólnego z tym, co dostali ze studia. O różnicach decydowały drobne zmiany i przesunięcia, wynikające nawet nie z niedbałości czy zaniechania, a z innego podejścia do produktu (wywiad z Jackiem i opis jego studia w tym numerze „High Fidelity”).

Najnowsza kreacja firmy B&O, aktywne kolumny BeoLab 90

Cyfrowa rewolucja 3.0, z którą mamy do czynienia jest dobra. Także przez to, że dzięki niej powstał silny rynek wydawnictw kolekcjonerskich. Czekam właśnie na przesyłkę z Japonii, z dwoma boxami płyt King Crimson, wydanych jako Platinum SHM-CD w 7” okładkach. Te same płyty można kupić za 1/10 ceny w zwykłym plastikowym pudełku w dowolnym sklepie, ściągnąć z dowolnego serwisu, albo wysłuchać na Tidalu. I dobrze, i pięknie.

Nic nie zmieni jednak tego, że muzyka jest nierozerwalnie związana z wydaniem, poligrafią, kształtem. To dlatego płyta winylowa wróciła do łask i zostanie z nami na długo. Niech państwo słuchają muzyki w dowolny sposób, dążąc oczywiście do tego, aby miała jak najlepszą jakość. Pamiętajcie jednak proszę, że w kolekcjonerskim wydaniu ma ona inny smak. Bo jest tak, jak w artykule Rzemiosło po japońsku pisze Paweł Jasiewicz:

…jesteśmy tacy, jakimi przedmiotami się otaczamy i w jaki sposób je traktujemy. Mamy na nie wpływ i one na nas oddziaływają, nawet jeśli ich nie używamy lub nie dostrzegamy. W Japonii to niezauważalna oczywistość. Przedmiot codzienny jest jednocześnie niezwykły. Niezwykły dla mnie, Europejczyka i Polaka.

Paweł Jasiewicz, Rzemiosło po japońsku, „2+3D”, nr 58/2016, s. 54

Odtwarzacz Compact Disc Lunacalente zaprojektowany przez Chiaki Muratę

Bezrozumna fascynacja inną kulturą jest głupia, wręcz żałosna. Jesteśmy kim jesteśmy i mamy takie, a nie inne korzenie. I to one są najważniejsze. Kultura jest jednak żywa tylko wtedy, kiedy komunikuje się z innymi i wchodzi z nimi w dialog. Jeśli więc mógłbym coś na koniec zasugerować, to podejście do problemu muzyki z głową: jeśli to jest nasz główny sposób jej przyswajania, to kupujmy pliki, streamujmy, traktując to jak słuchanie radia. Starajmy się przy tym, aby miały one jak najlepszą jakość (na pliki „Made in Japan” musimy jeszcze poczekać). Jeśli jednak coś się nam szczególnie spodoba i wiemy, że do tego będziemy powracali, postarajmy się to mieć w jak najlepszym, fizycznym wydaniu, może nawet limitowanym, czy kolekcjonerskim. Gwarantuję, że będzie to inne przeżycie – bogatsze, głębsze i przez to prawdziwsze. A prawda, jak mówi klasyk, nas wyzwoli.

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

PS
Na szczęście nikt nie jest doskonały – również urządzenia japońskie, zdarza się, mają jakieś błędy. Nie zawsze są idealnie dopracowane. To jednak wyjątki, zdarzenia losowe, odstępstwo od normy. Kiedyś w idealnym dziele twórcy pozostawiali jakiś niedokończony fragment, podkreślając w ten sposób naszą ułomność.

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM