pl | en

No. 194 Czerwiec 2020

O TYM, DLACZEGO POTRZEBUJEMY EKSPERTÓW (na gwałt!)

EKSPERT: 1. «specjalista powoływany do wydania orzeczenia lub opinii w sprawach spornych» 2. «osoba uznawana za autorytet w jakiejś dziedzinie» za: Słownik Języka Polskiego PWN, sjp.pwn.pl, dostęp: 27.05.2020

Fragment trawnika z samosiejkami – ale właśnie tak wyglądają trawniki „polne”, których nie trzeba kosić (Kraków, ul. Magnolii).

„Rozważyliśmy z grubsza sześć możliwych katastroficznych scenariuszy, które mogą w fundamentalny sposób zagrozić naszemu opartemu na zaawansowanej nauce poziomowi życia:
1. Zmiany klimatyczne.
2. Wymiana uderzeń nuklearnych.
3. Erupcja superwulkanu prowadząca do gwałtownych zmian klimatu.
4. Zderzenie z asteroidą powodująca przyspieszenie zmian klimatycznych.
5. Generalne załamanie się technologii komputerowej w wyniku cyberwojny, zastosowania niekontrolowanego wirusa lub wskutek aktywności Słońca.
6. Wybuch pandemii odpornej na antybiotyki.”

Brzmi znajomo? A to przecież fragment dystopii Roberta Harrisa pt. Drugi sen, która pokazuje świat po, bliżej nieokreślonej, katastrofie (w Polsce książkę wydało wydawnictwo Albatros). Choć to fikcja literacka, to ma naukowe podstawy i panuje zgoda co do ewentualnych zagrożeń, przed którymi staje człowiek XXI wieku. Zwrócili państwo, że aż dwa razy mówi się o klimacie? – I nie bez przyczyny.

Secesyjna kamienica projektu Alfreda Kramarskiego z 1912 roku, ulica Łobzowska 47 (Kraków). Na ścianach widoczne motywy kwiatowe, słoneczników – cóż za ironia: ani na balkonach, ani na specjalnych elementach przy oknach kwiatów nie ma.

Jeszcze do niedawna świat, w którym żyjemy – mam na myśli świat europocentryczny, bo innego tak dobrze nie znam – wydawał się brać kurs na „mimowiedzę”. Choć udawaliśmy, że wiedza jest ważna, wykształcenie jest ważne, ważne jest wreszcie to, co mówią eksperci, tak naprawdę, w głębi serca uważaliśmy, że prawdę znamy tylko my, my wiemy wszystko i o wszystkim. Politycy nas w tym tylko utwierdzali, podważając opinię dowolnego naukowca, jeśli choćby jej drobny cień padał na przedstawiany przez nich stan rzeczy. Jednym słowem – żyliśmy pomimo nauki, pomimo wiedzy, pomimo zdaniu ekspertów.

Aż przyszła pandemia. Choć i w jej obliczu teorie spiskowe mają się dobrze, to u wielu, którzy wcześniej mrugali porozumiewawczo, jeśli tylko w wypowiedzi padały słowa, których nie rozumieli – czym mówili „jestem tacy, jak wy, nic z tego bełkotu nie rozumiem” – zapaliło się światełko ostrzegawcze. Nagle, z dnia na dzień, okazało się bowiem, że nie da się „wymyślić” sposobów radzenia sobie z koronawirusem, nie da się „zadekretować” rozwoju pandemii, nie można wreszcie ustalić na naradzie w sztabie partii, kiedy to się wszystko skończy.

Odnowione metalowe elementy balkonu kamienicy Kramarskiego, ładne kosze na kwiaty, ale bez kwiatów.

Do gry wrócili bowiem eksperci, bo od nich – dosłownie – zależy nasze życie. Ich wpływ na to, co dzieje się wokół nas najlepiej widoczny jest w tych krajach, które sobie najlepiej sobie z przebiegiem pandemii radzą najlepiej, jak Nowa Zelandia, Tajwan, Singapur, Szwecja i Niemcy. I to pomimo że kraje te przyjęły skrajnie odmienne modele radzenia sobie z pandemią. Bo choć nie ma jednej i nieusuwalnej prawdy, to są prawdziwe cele, a różnią się tylko sposoby dotarcia do nich i możliwości, jakimi w danym momencie dysponujemy. Gdy odsuwamy od decyzji ekspertów kończy się zazwyczaj trudnymi do wytłumaczenia ruchami, niejasnymi zakupami, brudnymi zagrywkami.

To wszystko przyszło mi na myśl, kiedy zobaczyłem, jak pod moim oknem, w samym środku suszy, ekipa zajmująca się „pielęgnacją” zieleni, skosiła trawnik. Skutek był łatwy do przewidzenia, bo w ciągu kilku dni to, z niego zostało zżółkło, a na dużej części pojawiły się placki suchej ziemi. Szlag mnie trafił, bo o tym, że nie powinno się kosić trawy „do spodu”, a najlepiej by było w ogóle jej nie ruszać, eksperci mówią od kilkudziesięciu lat. Jak widać – na próżno.

A przecież trawnik jako zjawisko wywodzi się wprost od pychy posiadacza, arystokraty. W czasach, kiedy ziemi miała najwyższą wartość, obsadzenie przestrzeni przed dworem trawą, a nie roślinami jadalnymi, było deklaracją bogactwa i jednocześnie ostatnim stopniem pogardy dla tych, którzy nie mieli co jeść. Stąd wywodzi się nasz swojski trawnik przed domem, blokiem, w przestrzeni publicznej. Ciągniemy tę nieszczęsną symbolikę nawet o tym nie wiedząc.

A do tego dochodzi teraz problem jeszcze bardziej podstawowy – koszenie trawy przesusza ziemię. A żyjemy w kraju (myślę o Polsce), który ma najmniejsze zapasy wody w Europie, równe niemalże krajom afrykańskim. Dbanie o to, żeby jak najmniej wody parowało powinno być dla nas czymś odruchowym. Podobnie jak dbanie o to, aby woda z rzek nie spływała od razu do morza, ale jak najdłużej zostawała po drodze i aby jak najdłużej parowała nad lądem. A tutaj wjeżdża ciągniczek i wyżera do ziemi kawałek roślinności, który jeszcze przetrwał.

Ulica Stanisława Worcella 10 (Kraków) i kamienica z lat 30. XX wieku. Narożne kosze na kwiaty mają klasyczne dla modernizmu przedwojennego kształty. Są oczywiście puste.

Sposobem na rozwiązanie tego problemu są tzw. „polne trawniki”. Przez kilku laty przed Muzeum Narodowym w Krakowie nieodległy Uniwersytet Rolniczy zasiał eksperymentalny „trawnik”, który polegał na tym, że zamiast trawy zasiano rośliny znane z pól, czyli kwiaty, niskie byliny, zioła. Takiego „trawnika” nie trzeba kosić i nie przerasta on drzewami. To było z pięć lat temu, a do tej pory w Krakowie obsadzono w ten sposób może kilkanaście małych skrawków – a to przy torach tramwajowych, a to w kilku parkach. I na tym koniec. Zniknęła nawet owa eksperymentalna łąka spod muzeum.

Jest więc jakiś nieprawdopodobny rozdźwięk między tym, co wiemy, a tym, co robimy. Ekspercka wiedza jest dla nas czymś odległym, o ile – jak w przypadku pandemii – nie dotyka nas bezpośrednio i nieodwołanie. Mówi się wiele o „pionowych miastach”, w których wszystkie przestrzenie poziome byłby wykorzystywane na obsadzenie ich roślinnością – także jadalną – pompuje się futurystyczne wyobrażenia, a nie dostrzega prostych rozwiązań wokół nas.

Jak problemu z deszczówką. Powinno się ją gromadzić w zbiornikach, a potem nawadniać nią roślinność, a po lekkim oczyszczeniu używać do spłukiwania toalet. Proste, prawda? – Oszczędzamy i pieniądze, i wodę. A prawda jest taka, że – o ile dobrze rozumiem – w ostatnich latach nie powstał w Polsce ani jeden wielorodzinny budynek mieszkalny, który byłby wyposażony w tego typu instalację. A żyjemy przecież w betonowych wyspach gorąca…

A propos „wysp” – o potrzebie wprowadzenia zieleni do miast wiedziano już na początku XX wieku. Wiele budowanych wówczas secesyjnych, a potem modernistycznych kamienic otrzymało balustrady balkonów, których integralną częścią były metalowe kosze na kwiaty. Niektóre budynki miały wręcz w nich „tonąć”. W czasie mojego ostatniego, cotygodniowego, sobotniego flanerowania po mieście zwróciłem uwagę na to, co z tej idei zostało.

Narożna kamienica Pod Pająkiem wzniesiona według projektu Teodora Talowskiego w 1889 roku – ulica Karmelicka 35 (Kraków).

Czy jeśli powiem, że nic, po prostu NIC, to powiem coś, czego by się państwo nie spodziewali? Kraków całkiem nieźle radzi sobie z rewaloryzacją kamienic. Wiele z nich jest pięknie odrestaurowanych i kto wie, czy nie wyglądają lepiej niż w dniu, w którym powstały. I co? – Ani jedna nie „tonie” w kwiatach. Co tam „tonie” – ani jedna nie ma w koszach, o których mowa, żadnej rośliny. Kosze traktowane są najwyraźniej jako część ornamentu, a nie jako integralny fragment projektu danego budynku – a projektowane były tak, żeby kamień chłodzony był zielenią.

Dlatego tak trudno mi się patrzy na budynek mieszczący się przy ulicy Karmelickiej 35. W 2000 roku został odrestaurowany i robi duże wrażenie. Jest na nim zegar słoneczny (niestety od początku wadliwy) i wielki pająk na samej górze. Jego ściany nie są gładkie, a jest na nich mnóstwo występów, nierówności. Jednym słowem – jest dobrze. Dopóki nie zdamy sobie sprawę, co wraz z restauracją straciliśmy.

Nosząca nazwę Pod Pająkiem kamienica wzniesiona została według projektu Teodora Talowskiego w 1889 roku na siedzibę rodową architekta. A był to jeden z ciekawszych projektanów, który w Krakowie zostawił sporo swoich dzieł, z największym – zespołem kamienic przy ulicy Retoryka. Ale chciałem o czymś innym – przez lata kamienicę Pod Pająkiem obrastał bluszcz. Owe występy zostały zaprojektowane tak, aby roślina mogła się po nich łatwo piąć i aby była w naturalny sposób nawadniana. Dzisiaj po tym założeniu nie ma śladu.

Widoczne na ścianach wypustki miały za zadanie podtrzymywać pnącza. Wyremontowane, wyczyszczone i – puste.

A eksperci mówią od kilkudziesięciu lat, żebyśmy zazieleniali miasto, prawda? I nie chodzi o estetykę, chociaż to przy okazji też, a o przeżycie. Dopóki jednak ludzie mający wiedzę będą przegrywali z trollami internetowymi, z półidiotami, którzy akurat mają trochę czasu i szybkie łącze internetowe, z ludźmi mającymi interes, aby było tak, jak jest, dopóty będziemy „mądrzy po szkodzie”, o ile „po szkodzie” jeszcze ktoś w ogóle „będzie”. I nie dotyczy to tylko problemu trawnika, to problem powszechny.

Czy myślicie państwo, że w audio jest inaczej? – To pomyślcie jeszcze raz: dlaczego nasza branża miałaby być pod tym względem wyjątkowa? Właśnie dlatego potrzebujemy ekspertów, w każdej dziedzinie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W audio co najwyżej będziemy słuchali na badziewnym sprzęcie badziewnych nagrań – od tego się nie umiera. Ale bez wody już tak. I to bardzo szybko. WP

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show