pl | en

No. 175 Listopad 2018

PLANETA JARRE
Czyli: 50 lat Jeana-Michela Jarre’a na scenie

Fot. Sony Music

14 września tego roku firma Sony Music Entertainment Germany wydała album Planet Jarre (50 Years Of Music) z największymi przebojami Ojca Muzyki Elektronicznej, jak jest nazywany w materiałach wydawcy; płyta ukazała się z logiem Columbia Records. Na dwóch krążkach (w wersji CD) znalazło się 41 utworów, w tym cztery dotąd niepublikowane: dwa zupełnie nowe – Coachella Opening i Herbalizer oraz dwa pochodzące z archiwum artysty – Music for Supermarkets (Demo Excerpt) i AOR BLEU.

Jarre pisze o nim w ten sposób:

Pracując nad tym projektem zdałem sobie sprawę, że mam cztery zupełnie różne style kompozycji. Istnieje powszechny pogląd, że ludzie koncentrują się na krótkich momentach muzyki poprzez ciągłe przełączanie. To niekoniecznie jest prawdą. W naszym codziennym życiu spędzamy coraz więcej czasu słuchając playlist. Gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek robimy. Z tego powodu postanowiłem podzielić ten projekt na cztery różne części, cztery różne światy, które tworzą mój własny świat… moją własną planetę. I mam nadzieję, że Ci się ta podróż spodoba.

za: mat. wydawcy

Cztery części albumu, to: Soundscapes, Themes, Sequences, Explorations & Early Works. Soundsapes to „dźwiękowe pejzaże”, jak Oxygene 1, Equinoxe 2 i Chronology 1. Themes zawiera utwory mające struktury podobne do piosenek, takie jak: Oxygene 2, Oxygene 4, Zoolookologie oraz Industrial Revolution Part 2.

Dziewięć utworów w części zatytułowanej Sequences opiera się na powtarzalnych i hipnotycznych sekwencjach, jak Arpeggiator i Revolutions. Znalazł się tutaj także nowszy utwór pt. Stardust, nagrany wspólnie z gwiazdą muzyki klubowej Arminem van Buurenem. I wreszcie część zatytułowana Explorations & Early Works, gdzie znajdziemy niewydane wcześniej nagranie demo z mitycznej płyty Music For Supermarkets, które pozostało z albumu zniszczonego przez artystę po emisji radiowej.

Fot. Sony Music

Planet Jarre ma być swego rodzaju podsumowaniem 50-letniej obecności na scenie tego francuskiego muzyka, który w znacznej mierze odpowiada za współczesne postrzeganie muzyki elektronicznej przez tzw. „zwykłych” ludzi. A jego siła oddziaływania jest ogromna, ponieważ sprzedał ponad 80 milionów płyt!

Album Planet Jarre pojawił się bez większych zapowiedzi, podobnie jak wydana w 2015 roku poprzednia składanka, pt. Essential Recollection. Znacznie więcej miejsca poświęcono natomiast innemu wydawnictwu Jarre’a pt. Equinox Infinity, które ma być dostępne od 16 listopada. Ma to być kontynuacja jego poprzednika, albumu Equinox z 1978 roku. Byłaby to więc druga płyta „rozwinięta” przez Jarre’a, po Oxygene (do Oxygene II i Oxygene III).

| WYDANIE

Equinox Infinity i Planet Jarre łączą nie tylko nazwisko muzyka i nazwa wytwórni – obydwa wydawnictwa wychodzą nie tylko na „zwykłych” płytach CD, ale również w postaci boxów. Po raz pierwszy Jarre wpisał się w nurt, który można nazwać „Super Deluxe Box Edition”, z Electronica Project, dwuczęściową płytą, którą można było kupić także w postaci dużego pudła w 2015 i 2016 roku (części: Electronica 1: The Time Machine, Electronica 2: The Heart of Noise; więcej TUTAJ).

Podobną formę otrzymał box Planet Jarre. Choć dostępne są dwie wersje CD – podwójny album digipak z książeczką („Deluxe Edition”) oraz podwójny album w pudełku typu jewelbox („Anniversary Edition”), jak również wersja winylowa – czteropłytowa, najciekawsza jest oczywiście wersja Deluxe Fan Box. Znajdziemy w niej album w wersji CD, dokładnie takiej samej, jak podstawowy digipak, a do tego dwie kasety magnetofonowe i plakietkę z kodem uprawniającym do ściągnięcia albumu w plikach WAV 24 bity/48 kHz; oprócz utworów z płyty dostajemy wówczas również 12 utworów zmiksowanych w przestrzennym dźwięku 5.1.

Prawdę mówiąc jak na specjalny, rocznicowy box to stanowczo za mało. Myślę, że boxy powinny być podpisane przez artystę, powinna się w nich znaleźć książeczka z długim esejem, okładkami płyt i dyskografią, z nieznanymi zdjęciami, także ze studia nagraniowego. Płyty, które można kupić znacznie taniej bez boxu, i dwie kasety to o wiele za mało, aby można było mówić o produkcie luksusowym. A kod do ściągnięcia plików dostajemy również z wersją winylową. Słowem – zero emocji.

| CZTERY STRONY REMASTERU

Płyt typu The best of… Jarre miał już kilka: The Essential Jean-Michel Jarre (1983), Images – The Best of Jean Michel Jarre (1991), Essentials & Rarities (2011), Aero (2014) oraz Essential Recollection (2015). Planet Jarre jest więc już szóstą lub siódmą płytą składankową z oryginalnymi utworami tego artysty. Warto jednak zauważyć, że na każdą z tych płyt artysta miał jakiś pomysł, że nie były to proste kompilacje, jakich pełno.

To, co jest warte zainteresowania tym razem to dźwięk. Jak czytamy w materiałach promocyjnych wszystkie utwory zostały wybrane przez Jarre’a, ale za remaster odpowiedzialny jest ktoś inny: David Perreau z Yakuda Mastering. W książeczce znajdziemy również informację o tym, że przy pracy nad tymi materiałami wykorzystano „nowy algorytm FiDef”. Niestety nie znalazłem nigdzie informacji, czy nagrania były remasterowane z oryginalnych taśm analogowych i cyfrowych, czy z już istniejących remasterów.

David Perreau | David Perreau jest francuskim inżynierem dźwięku, masteringowcem. Urodzony w 1968 roku studiował fizykę w Grandmont Tours, a swoją karierę rozpoczął w 1989 roku w Radio France. Pięć lat później dołączył do multimedialnej NRJ Group, gdzie pozostał przez następnych trzynaście lat. Odpowiedzialny był za nadzór nad obróbką dźwięku we wszystkich radiostacjach tej grupy we Francji i poza jej granicami. W 1998 roku zmienił stanowisko, objął pieczę nad techniką i zajął się cyfryzacją archiwum grupy.

W 2002 roku poszedł „na swoje” – założył w Paryżu DPMS Mastering Sound Design. To dzięki swoim klientom po raz pierwszy spotkał się z Jarrem, kiedy ten, niezadowolony z masteru swojego albumu Geometry of love szukał kogoś, kto by go poprawił (2003). W ten sposób rozpoczęła się ich długoletnia współpraca, która trwa do dziś. Kolejnym projektem była płyta Aero (2004), a w szczególności jej wielokanałowa wersja na płycie DVD. Jego największym osiągnięciem na tym polu jest ścieżka dźwiękowa 5.1 do koncertu Jarre in China, która otrzymała oficjalny certyfikat THX Ultra 2 (2004).

Fot. Sony Music

Od 2007 roku występuje pod pseudonimem Dave Dadwater (father + water). W 2010 roku założył kolejne studio, Yakuda Audio, specjalizujące się w obróbce dźwiękowej dla radia i telewizji. Niedługo potem Perreau został zatrudniony przez Jarre’a do zremasterowania całego katalogu artysty. Pierwszą płytą, która została przez niego przygotowana był album Rarities (2011). Praca nad kolejnymi tytułami miała miejsce od 2011 do 2015 roku.

Remastery David Perreau są oceniane w różny sposób. Wystarczy poczytać wpisy na forum Steve’a Hoffmana, aby zobaczyć dlaczego (więcej TUTAJ, dostęp 22.10.2018). Najczęstszym zarzutem jest mocna kompresja, jaką stosuje, a także „dobicie” wszystkiego do maksymalnego poziomu. Powoduje to obcięcie dynamiki. Dodatkowo jego nagrania mają dość mocno podkreślony atak dźwięku i są dość jasne.

FiDef | Człowiek to jedno, a technika drugie. Nie wiadomo, czy materiał na tę składankę remasterowany był z taśm-master, czy nie – stawiałbym, że raczej nie. Ale aby dodać coś do istniejącej wersji sięgnięto po rozwiązanie FiDef oferowane przez firmę o takiej samej nazwie. To algorytm służący do obróbki dźwięku. Jego autorami są panowie Jayson Tomlin oraz Jeff Wilson, a współpracuje z nimi Gary Kranz, odpowiedzialny na przykład za osiem pierwszych płyt Steely Dan, krążki Prince’a, Dire Straits, Chaka Khan.

Wśród klientów studia wymienia się między innymi: Jeffa Greenberga – szefa The Village Studios, Ala Schmitta – posiadacza 22 Nagród Grammy i 160 Platynowych i Złotych Płyt, a także Elliota Scheinera – inżyniera dźwięku i producenta w A&R Studios, odpowiedzialnego za płyty takich artystów, jak: Foo Fighters, Beck, Nine Inch Nails, Faith Hill, Steely Dan, Van Morrison, Queen, Fleetwood Mac, Sting, The Eagles, Eric Clapton, Aerosmith.

Fot. Sony Music

Co robi FiDef? Jak czytamy na stronie firmowej studia „poprzez dodanie najbardziej istotnych zmian muzycznych, które nie zostały zarejestrowane przez mikrofony HiDef aktywuje pełen potencjał naszego słuchu, przekładając się na bardziej angażujący, emocjonalny i dokładny przekaz” (więcej TUTAJ). Jest to więc obróbka bazująca na psychoakustyce. Jak dokładnie algorytm działa – nie wiadomo. Nie jest on dostępny jako wtyczka komputerowa, ani zewnętrzne urządzenie. Pliki z muzyką wysyła się do studia, płaci, a za kilka dni otrzymuje już odpowiednio „zakodowane”. Mówi się, że to coś w rodzaju dynamicznej equalizacji, ale to tylko spekulacje.

| DŹWIĘK

Składanki | Planet Jarre reprezentuje znacząco odmienne podejście do materii muzycznej niż dwie wcześniejsze składanki, zarówno jeśli chodzi o stronę artystyczną, jak i techniczną. Korekta strony artystycznej manifestuje się przez nieco zmienione wersje części utworów, jak gdyby zostały na nowo zmiksowane. W ogólnym zarysie są zbliżone do oryginałów, ale różnią się w szczegółach. Dla przykładu – w Last Randes-Vous saksofon w wersji na 50-lecie przemieszcza się między kanałami, a wstęp do utworów został wzbogacony o nowe dźwięki. Z kolei w Revolution wyedytowano (wycięto) cały, klimatyczny wstęp.

Ale równie odmiennie prezentuje się brzmienie. Planet Jarre brzmi znacznie głębiej i jaśniej, jakby starano się „poprawić” oryginalne, analogowe brzmienie większości płyt. Czasem, jak we wspomnianym Last Randes-Vous, przynosi to ciekawe efekty, bo daje utworowi świetny grunt, puls, którego w poprzednim remasterze nie miał. Zupełnie inaczej niż na Essential Recollection potraktowano przestrzeń. Essential… to popis efektów, dźwięki niemal non-stop otaczają słuchacza. Na Planet… są dość statyczne, przed nami.

Ale problemem jest coś innego – przez uwypuklenie skrajów pasma średnica staje się mniej ważna. Zakres ten jest przy tym bardziej ubogi wewnętrznie, jakby bardziej nudny. Skąd to się bierze? Myślę, że przez mniejszą rozdzielczość nowego remasteru. Takie granie świetnie sprawdza się w samochodzie, w pracy – wszędzie tam, gdzie mamy dość duży poziom szumów tła (hałas). Nowa wersja się przez nie lepiej przebije, tym bardziej, że jest głośniejsza od wcześniejszych składanek o jakieś 2-3 dB.

Albumy – remastery | Oxygene 1 w wersji Mobile Fidelity Sound Lab świetnie pokazuje, co się zmieniło w podejściu do dźwięku płyt Jarre’a. Płyta MFSL jest znacznie ciemniejsza. Jest głębsza. Jest gładsza i bardziej aksamitna. Nowa wersja uwypukla atak, detale, wycofując jednocześnie faktury, czyli to, na czym cały ten album bazuje. Zaletą wersji z Planet Jarre jest z kolei odważniejsze operowanie przestrzenią w głąb. Bo już panorama wszerz jest w amerykańskiej wersji obłędna w skupieniu i nasyceniu.

Różnice między utworami zamieszczonymi na nowej składance, a remasterem Scota Hulla z 1997 roku są jeszcze bardziej zaskakujące. Najnowsze wersje utworów są znacznie głośniejsze, co sugeruje zastosowanie mocniejszej kompresji. Ale są też bardziej „dobite” i konturowe, co z kolei sugeruje obcięcie w limiterze części dynamiki przy poziomie 0 dB. Innymi słowy: „Loudness War” w najlepszym wydaniu.

Różnica między PJ i Magnetic Fields była wręcz niebywała. Album zagrał ciemno, ciepło, był wręcz zamknięty na górze, podczas kiedy PF brzmiało w otwarty sposób. Ale to była jasność, a nie informacja. A przecież dochodzi do tego bas – na PF mocny, niski, ale i rozlazły, bez dyscypliny. Choć wersja Scota Hulla nie jest idealna, odchodzi od analogowego oryginału w stronę podrasowania niskiej średnicy i wycofania góry, to jest znacznie ciekawsza od wersji na PF.

Różnice o podobnej skali można było usłyszeć również porównując PF i japońską wersję koncertowego albumu The Concerts in China, także w remasterze Scota Hulla. Album brzmi pełniej i gęściej. Na pierwszy rzut oka jest mniej wciągający, może nawet nudnawy, ale to pozór. Tak naprawdę to jest właściwa wersja, tak się rozwijają utwory. Na PF wszystko gna, jest „tu i teraz” w każdej sekundzie. Kiedy trzaskają migawki w Souvenir of China, to są niezwykle dominujące. W wersji Scota Hulla są wtopione w tło, a panorama ulokowana jest dalej od nas.

Albumy – oryginały (cyfrowe) | Wszystkie powyższe uwagi można odnieść także do różnic między pierwszymi wydaniami cyfrowymi i wersją Planet Jarre. Te pierwsze są ciemniejsze, gęstsze, mają więcej warstw. PJ jest jaśniejsza, bardziej „do przodu”, ma dopalony bas i mocną górę, a przede wszystkim jest znacznie głośniejsza. Oryginały wydają się przez to nudniejsze – porównanie tego typu zawsze w pierwszej chwili promuje coś głośniejszego i bardziej „wyżyłowanego”. Ale dajmy sobie czas, posłuchajmy dłuższych fragmentów, a okaże się, że album Planet Jarre jest po prostu męczący.

| Co dalej?

Kierunek obrany wspólnie przez Jane’a-Michela Jarre’a i David Perreau wydaje mi się błędny. Chociaż dążenie do uwypuklenia detali, do nadania muzyce uderzenia i „kopa” słychać było już na albumie Oxygene 7-13 (1997), to ich kulminacją była płyta Téo & Téa (2007), której nie da się przez to słuchać, mimo że ma bardzie ciekawe muzycznie fragmenty. Podobnie jest z nowymi remasterami albumów Jarre’a, w tym nową składanką. Niezrozumiałe jest więc dla mnie, dlaczego tak dobrze, tak wciągająco brzmi album Essential Recollection, przygotowany przecież przez tych samych ludzi.

Ale wyczyściło to sytuację i łatwiej jest rekomendować konkretne wydania melomanom i fanom, którzy chcą mieć najlepszą wersję cyfrową. Dwa pierwsze albumy, to jest: Oxygene i Equinoxe zostały zremasterowane w 1994 i 1995 roku przez Mobile Fidelity Sound Labs. Wydano je na 180-gramowych płytach LP i na złotych krążkach CD. To najdoskonalsze wersje tych nagrań, lepsze nawet niż francuskie oryginały. Są, niestety, bardzo drogie. Płyty CD kosztują od 150 do 250 dolarów, a LP nawet 500 dolarów.

Drugim z kolei wyborem powinny być oryginalne wydania francuskie (Dreyfuss), a zaraz potem brytyjskie (Polydor). Płyty CD również, przy czym warto szukać tzw. wersji „blue face”, to jest z krążkami w kolorze niebieskim, lub dwóch pierwszych wydań, z połowy lat 80., z czerwonym nadrukiem, tzw. „red face”. I jest wreszcie remaster całego katalogu z 1997 roku przygotowany w studiu Sterling przez Scota Hulla (24/96). To naprawdę rasowy remaster, choć dość ciemny i trochę mocniej skompresowany. Nowe remastery są bardzo mocno skompresowane i raczej bym ich unikał. A jeśli składanka, to, już kilkakrotnie przywoływana, Essential Recollection w wersji Blu-spec CD2. ■

jeanmicheljarre.com

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


Audio Video show