pl | en

No. 127 listopad 2014

AUDIO SHOW 2014: trzy razy „High Fidelity”
KARLRECORDS: świat to za mało

I.

AUDIO SHOW 2014

o roku, gdzieś w tym samym czasie, podajemy tę samą informację: wystawa Audio Show jest większa i większa. W czasach, w których coraz mniej pieniędzy przeznacza się na zakup urządzeń audio powinno to być zastanawiające. Przecież jeśli coraz mniej ludzi inwestuje w audio o jakości, która nas interesuje, tym mniejsza ich grupa powinna być zainteresowana zobaczeniem tych produktów na żywo. W dodatku w momencie, w którym trzeba za tę przyjemność zapłacić. A jest inaczej. Dlaczego?

Jak się okazuje, jest w tym pewna prawidłowość. John Marks, redaktor magazynu „Stereophile”, a także wydawca muzyczny, przedstawił ciekawą teorię na ten temat w wywiadzie, jaki udzielił nam w lipcu tego roku. Mówi w nim o tym, że jego zdaniem popularność wystawy zawdzięczają temu, że stopniowo zmniejsza się rola sklepów audio, których jest w dodatku o wiele mniej niż 20 lat temu. Częściowo to pokłosie zmiany gustów konsumentów, ale i wynik tego, że 20 lat temu koszt prowadzenia high-endowego sklepu był znacznie niższy. Zauważa przy tym negatywne skutki takiego trendu:

Fajnie mówić, że „w tym wszystkim chodzi wyłącznie o muzykę”. Branża musi jednak pracować z marżami, które zapewnią wypłaty dla pracowników, wynajem, wystarczą na zobowiązania wobec wspólnoty, w której się znajdują. Większość niewielkich firm nie byłaby w stanie przynosić zysku, jeśliby wydawały 100 000 dolarów rocznie na wysyłanie sprzętu i ludzi na różnego typu wystawy. Tym bardziej, że mogą przecież trafić na „sprawdzaczy” (“tire kickers”), którzy nie będą mogli, albo nie będą chcieli niczego kupić. Wtedy to wyrzucanie 100 000 dolarów w gotówce do kosza i poświęcanie zarobku z rocznego obrotu na poziomie 500 000 dolarów.

JOHN MARKS, rozm. Wojciech Pacuła, “High Fidelity”, lipiec 2014, No. 123, cykl “The Editors”; całość czytaj TUTAJ.

Ważąc za i przeciw trudno jednak nie przyznać racji tym, którzy uważają wystawy audio za wyraz żywotności branży, która jeśli nie przez sklepy, to właśnie w ten sposób stara się dotrzeć do potencjalnych klientów. A tych, jak widać, nie brakuje. Pisałem o tym w ostatnich latach: ilość ludzi odwiedzająca w listopadzie hotele Sobieski, Tulip i Bristol jest z roku na rok coraz większa. Ostatni rok był wyjątkowo „obfity” i wydawało się, że rekordy z poprzedniej edycji Audio Show 2013 nie zostaną szybko pobite. Komunikat organizatora, jaki otrzymaliśmy 1 października był więc zaskoczeniem, chyba nie tylko dla nas:

AUDIO SHOW ROZRASTA SIĘ W TEMPIE GEOMETRYCZNYM !

Choć trudno w to uwierzyć, pobiliśmy właśnie niezwykle wyśrubowany, zeszłoroczny rekord ponad 100 sal konferencyjnych oraz pokoi demonstracyjnych zarezerwowanych przez naszych wystawców. Ten wynik tylko umacnia Audio Show na pozycji drugiej największej wystawy hi-fi w Europie.

W roku ubiegłym wystawców było tak dużo, że po raz pierwszy zmuszeni byliśmy udostępnić kolejne, siódme już piętro w Hotelu Sobieski. W tym roku do tej puli dorzuciliśmy jeszcze trzy duże sale konferencyjne na parterze Hotelu Sobieski (Galeria 1, 2 i 3 - niedostępne w 2013 roku ze względu na Szczyt Klimatyczny) oraz dwa duże apartamenty w Hotelu Bristol. Podwojeniu uległa także liczba stoisk otwartych: z 6 do 12 (bez wliczania stoisk patronów prasowych).

Adam Mokrzycki
organizator

Nie powinniśmy więc mieć wątpliwości co do wagi tego wydarzenia. Ja sam od paru lat postrzegam Audio Show jako drugi, po monachijskim High End, najważniejszy punkt moich wizyt w danym roku (relacja z High End 2014 TUTAJ).

Jest więc rzeczą naturalną, że właśnie to miejsce wybraliśmy na świętowanie 10-lecia „High Fidelity”. Jak już pisałem, od samego początku, od 1 maja 2004 roku, kiedy ukazał się pierwszy numer magazynu, najważniejsze są dla nas: MUZYKA, muzyka i jeszcze raz muzyka. Ale taka, jaka jest naprawdę, tj. słuchana w najlepszych warunkach i w dodatku najlepiej z przyjaciółmi (LUDZIE). I dopiero jeśli te warunki zostają spełnione, i tylko wtedy, zaczyna się liczyć także SPRZĘT.
Wierzę w to, że Audio Show jest dobrym miejscem na to, aby się spotkać i aby zaprosić do tego grona nowych czytelników. Możemy być dumni z tego, do czego przynależymy: w październiku stronę „High Fidelity” odwiedziło 82 000 osób (unikatowych IP), którzy oglądnęli w sumie ponad 390 000 stron. A doświadczenie pokazuje, że w grudniu i styczniu liczba ta wzrośnie o jakieś 10-15%, tak jest co roku. Około 35 000 osób z tego grona to ludzie spoza Polski, ze wszystkich stron świata. Poza Antarktydą, musimy coś z tym zrobić.

MUZYKA

Wraz z partnerami, zaraz o nich powiem, przygotowaliśmy więc trzy wydarzenia, którymi chcielibyśmy się z państwem podzielić. Jak mówię, po pierwsze: MUZYKA. Wciąż pamiętam niesamowity koncert, jaki w czasie Audio Show 2011 dał Antonio Forcione (relacja TUTAJ). Występ miał miejsce w Hotelu Golden Tulip i obsługiwany był przez profesjonalną firmę nagłaśniającą z Krakowa. Pamiętacie to państwo? Czuję ciarki na plecach do dziś. Podobnie przeżyłem występ Dominica Millera, jaki miał miejsce 23 maja tego roku w Bielskim Centrum Kultury. Muzyk stał, a potem siedział dosłownie przed nami. Tak intymny kontakt z muzykiem możliwy jest jedynie podczas małych, klubowych koncertów. Jak z grupą KAT i Romanem Kostrzewskim, jaki mieliśmy w czasie koncertu w krakowskiej Rotundzie 24 października. Jak w czasie niewielkiego, tylko na 2000 osób koncertu Jacka White’a, który odbędzie się tuż po wystawie, 12 listopada w Krakowie. Imienne bilety mam już w garści, wybieramy się większą grupą.

Ani jeden, ani drugi pod względem dostępu do artysty nie mogą się jednak równać z tym, co dostaniemy na Audio Show. Nie można więc przegapić tegorocznego występu: „High Fidelity” wraz z firmą Lutz-Precizion przygotował bowiem występ Hansa Thseessinka. Hans jest znanym w świecie holenderskim gitarzystą i kompozytorem. Nagrywa z Terrym Evansem i Ry Cooderem, wykonując zarówno muzykę bluesową, jak i jej odmianę znaną pod nazwą „roots music”. Na czas warszawskich występów poprosił o mikrofon, zapewne więc coś zaśpiewa. Muzyk da dwa koncerty, jeden w sobotę o godzinie 19.30, drugi w niedzielę o 17.30. Koncerty będą biletowane. Współorganizatorem koncertu jest niemiecki magazyn hifistatement.net. Przed wejściem do sali można będzie kupić płyty LP Hansa, nagrywane i miksowane przez Dirka Sommera, redaktora naczelnego pisma i jednocześnie właściciela wydawnictwa Sommelier Du Son. Przygotujcie pieniądze i długopisy na autografy! Jeśli dobrze się zakręcicie, zdobędziecie je i od Hansa (muzyk-artysta), i od Dirka (realizator dźwięku-artysta). Koncert będzie miał miejsce w Hotelu Golden Tulip, w sali Tulip 2.



HANS THEESSINK
Jedermann Remixed. The Soundtrack

Blue Groove BG-1910, 180 g LP, (2011)

W 2011 roku Austrian Broadcasting Corporation ORF zamówiła u reżysera Hannesa Rossachera film pt. Jedermann Remixed. Celem było uświetnienie obchodów 90-lecia wystawienia sztuki Jedermann w Salzburgu. Sztuka ta, będąca adaptacją angielskiego Everymana, a w dalszej perspektywie XV-wiecznej duńskiej sztuki Elckerlyc, otrzymała swoją formę w 1911 roku. Odpowiedzialny za nia ył Hugo von Hofmannsthal. Od 1920 roku sztuka jest co roku wystawiana w katedrze salzburskiej w ramach Salzburger Festpiele.
Hannes Rossacher o napisanie muzyki poprosił Hansa Theessinka. Ten wybrał ze swojej twórczości najbardziej pasujące utwory i je nagrał jeszcze raz. Na potrzeby sesji zarejestrowano także utwory napisane przez innych muzyków, jak Bo Didley, hank Williams i Tom Waits.

Płyta nagrana została przez Thomasa Löfflera w należącym do niego Thomas Löffler Studio w Wiedniu. Wyjątkiem jest utwór No Expectations and Sympathy for The Devil, nagranym i zmiksowanym w Danii. Na okładce zaznaczono, że płyta wazy 180 g i że jest to „audiofilskie tłoczenie”. Płyta została nacięta prze Güntera Paulera, właściciela wydawnictwa Stockfisch. Ciekawą okładkę przygotował artysta grafik Peter Pongrantz.

Pięknie ta płyta brzmi! Jeśli będzie to dla państwa pierwsze spotkanie z Hansem Theesseinkiem, otworzy przed wami bramę do jego muzyki na oścież. Genialnie ukazano głęboki, ciepły, ale i dynamiczny głos Theessinka. Słychać go przed instrumentami, ma duży wolumen, ale nie jest przy tym przesadzony. Instrumenty mają świetnie dobrane proporcje i barwy. Prawdę mówiąc dawno nie słyszałem tak dobrze zarejestrowanej muzyki, która jest prawdziwą MUZYKĄ, a nie szeptami i dzwoneczkami dla sfrustrowanej części audiofilskiego świata.
Scena dźwiękowa jest ekspansywna i głęboka. W dobrym systemie wytworzymy prawdziwy spektakl. Gorąco polecam, podobnie jak i inne płyty tego artysty!

Jakość dźwięku: 10/10

www.theessink.com

LUDZIE

Muzyka to coś, co nas kręci, środek, czasem cel, ale zawsze w centrum zainteresowania. Muzyka jest sztuką przeznaczoną do przezywania we wspólnocie. Z kolei audiofilizm to hobby historycznie związane z samotnictwem. Wracający do domu po pracy facet w średnim wieku poluzowuje krawat, nalewa czegoś do lampki lub szklanki i zamyka się w osobnym pokoju, do którego nikt oprócz niego nie ma wstępu. Nawet sprzątaczka (co zwykle da się wyczuć).
Taki obraz audiofila jest dobrze umotywowany, a jednak nieprawdziwy. Przynajmniej jeśli chodzi o moich przyjaciół i mnie samego. W znakomitej większości przypadków, które znam systemy audio znajdują się w głównym pokoju, zwykle w salonie, i korzysta z nich cała rodzina, zarówno w czasie słuchania muzyki, jak i oglądając filmy. A jeśli już jakiś szczęśliwiec ma wydzielone do tego, przygotowane akustyczne pomieszczenie, to rzadko siedzi w nim sam, zamiast tego włączając w to misterium swoich najbliższych, przyjaciół i znajomych; zarażając ich Muzyką.

Socjalizacji, wymianie poglądów, inspiracji służą też spotkania, które wymyśliłem dziesięć lat temu i które ochrzciłem Krakowskim Towarzystwem Sonicznym. Są one miejscem, gdzie spotykają się znajomi i przyjaciele, a co jakiś czas (coraz częściej) goście specjalni z Polski i zza granicy. Sprawozdania publikowane są w HF w języku polskim i angielskim (a przypominam, że to ponad 80 000 osób miesięcznie), jak również w amerykańskim magazynie „Positive-Feedback Online”, które dokłada ponad 350 000 swoich czytelników (czytaj TUTAJ), KTS ma więc olbrzymie pole rażenia. Spotkanie z Dirkiem Sommerem (No. 94) zostało opublikowane również w prowadzonym przez niego magazynie hifistatement.net, co dołożyło do tego kolejne kilkadziesiąt tysięcy, tym razem niemieckojęzycznych, czytelników (czytaj TUTAJ i TUTAJ).
Każda z tych imprez ma temat przewodni: urządzenie, płytę lub technologię. Najnowsze, 95. spotkanie kręciło się wokół korektora akustyki Accuphase DG-58 i odbyło się w towarzystwie najważniejszych ludzi z tej japońskiej firmy: pana Jima S. Saito – prezesa i dyrektora generalnego, Marka M. Suzuki – wiceprezesa, Kohei Nishigawa – szefa sprzedaży oraz Tatsuki Tozuka – managera zajmującego się marketingiem.

Spotkanie to było o tyle szczególne, że uczestniczył w nim jeszcze jeden gość specjalny, Konrad Wojciechowski, redaktor „Gazety Wyborczej”. Tak się bowiem porobiło, że „Gazeta…” zainteresowała się „High Fidelity”, a w szczególności Krakowskim Towarzystwem Sonicznym i postanowiła przygotować o nim artykuł.
A jak najlepiej opowiedzieć o KTS-ie? Po prostu pokazując go. Zaprosiłem więc Konrada, który najpierw przyjechał do mnie, przeprowadził wywiad i posłuchał ze mną muzyki. Jestem pewien, że mu się podobało - szeroki uśmiech podczas Idziemy przez las Siekiery z płyty Nowa Aleksandria mówił wiele. A tak przy okazji – materiał na potrzeby reedycji tej płyty remasterował mój przyjaciel, Damian Lipiński. Wymieniamy ostatnio mnóstwo maili, ponieważ rodzi się coś fajnego, związanego z taśmami-matkami i winylem. Myślę, że niedługo będę mógł powiedzieć coś więcej. „High Fidelity” ma być w to mocno zaangażowane.

OK., koniec dygresji. Spotkania KTS-u odbywają się w prywatnych domach, w systemach, które znamy. Znajomość systemu odniesienia jest niesamowicie ważna, szczególnie jeśli chcemy formułować wiążące opinie. Taki model pracy wyklucza (niestety!) zapraszanie ludzi spoza tego grona. Zdarzają się wyjątki, są jednak wyjątkami. To dobrze i źle: dobrze, bo to praca, trzeba być zdyscyplinowanym i muszę daną osobę znać, żeby wyciągnąć z tego, co mówi wnioski. Źle, bo zamyka nas we własnym kręgu. Takie życie.

W tym roku mija 10 lat od pierwszego wydania „High Fidelity” i jednocześnie 10 lat od pierwszego spotkania KTS-u. Pomyślałem więc, że to idealny moment na to, aby spotkać się w szerszym gronie. Razem z Dirkiem Sommerem (Sommelier Du Son/hifistatement.net) i Gerhardem Hirtem (Ayon Audio), przy pomocy firmy Nautilus, zrekonstruujemy więc spotkanie dotyczące porównania analogowych taśm-matek oraz płyt LP i plików DSD/PCM, które pierwotnie miało miejsce w czasie 94. spotkania KTS-u. To będzie pierwsze tego typu wydarzenie: Krakowskie Towarzystwo Soniczne na wyjeździe, na które wszystkich państwa zapraszam. Widzimy się w sobotę o 12.00 i w niedzielę, też o 12.00, w sali Kiepura Hotelu Bristol. Dirk będzie odtwarzał taśmy analogowe na magnetofonie Nagra IV-S i porównywał z wytłoczonymi z nich płytami LP, odtwarzanymi na gramofonie Transrotor Artus. Gerhard te same utwory zaprezentuje w formie DSD i PCM Hi-Res, grając je ze swojego odtwarzacza Ayon Audio S-5 Direct DSD.

W systemie znajdą się również:
• przedwzmacniacz liniowy Ayon Audio Spheris III Line (mój nowy nabytek, test w grudniu),
• przedwzmacniacz gramofonowy Ayon Audio Spheris III Phono,
• wzmacniacze mocy Ayon Audio Crossfire Evolution (na nowych triodach 82B),
• kolumny Avantgarde Acoustic Duo Mezzo,
• kable Siltech Royal Series Double Crown.
Wstęp za zaproszeniami, które można odbierać przed salą Kiepura.

Na koniec kilka słów skierowanych do czytelników „High Fidelity” od moich przyjaciół:

Drodzy Czytelnicy „High Fidelity”,

do Warszawy przywiozę parę utworów z wydawnictwa Sommelier Du Son, które prowadzę, a wcześniej prześlę ich wersje DSD Gerhardowi. Przygotuję również parę utworów Hansa Theessinka z nowego albumu wytwórni SDS pt. Live at Jazzland – na taśmie, LP, PCM Hi-Res i DSD. Moja żona Brigit, z którą prowadzę wydawnictwo, będzie ze mną również na koncercie Hansa, po którym odpowie na ewentualne pytania dotyczące naszych nagrań. I jeszcze jedno – Gerhard poprowadzi odsłuch mający na celu porównanie plików DSD i Double DSD (DSD128). Jeśli na czas uda się wydać reedycję płyty Baby Wants To Boogie, ją również zaprezentujemy w różnych formatach.
DIRK SOMMER

Jestem pewien, że czytelnicy “High Fidelity” to wiedzą: dobry dźwięk można uzyskać zarówno z CD, Hi-Res, jak i LP, wszystko zależy od tego, czy podchodzimy do tego właściwie. Wiemy, że w plikach Hi-Res PCM i DSD leży ogromny potencjał. Ale sama technologia Hi-Res, nieważne czy PCM, czy DSD, to za mało, liczy się to, co wokół niej. Myślę o lampowych układach wyjściowych, zasilaniu lampowym i złożeniu wszystkiego w całość – dopiero to daje „właściwy” dźwięk. Kiedy inżynier dźwięku popełni błąd podczas nagrania, oczywiście zaraz to usłyszymy i niema wtedy sensu żadna dyskusja o wyższości LP nad HR, CD i w ogóle dyskusja jako taka. Ważne jest wszystko po drodze i nie jest aż tak ważne, czy mówimy o 24-96, 24-192, czy DSD. Rozmawiać o tym jednak trzeba, dlatego jestem bardzo podekscytowany perspektywą „Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego On The Tour”! GERHARD HIRT

SPRZĘT

Koncert Hansa Theesselinka w czasie Audio Show będzie możliwy przede wszystkim dzięki jednemu człowiekowi: Volkerowi Lange. To człowiek renesansu: biznesmen, prezes firmy Lutz-Precision a jednocześnie zapalony meloman i wydawca. W ramach tej drugiej działalności oferuje nagrane taśmy-matki (kopie), m.in. z płytami Hansa. W tej chwili negocjuje duży kontrakt ze znaną firmą, dotyczący kolejnych tytułów.
Volker, we współpracy z „High Fidelity”, zdecydował się na Audio Show udostępnić wszystkim zainteresowanym swoje taśmy. W pokoju 507 Hotelu Radisson Jan III Sobieski uruchomi magnetofony szpulowe Stellavox oraz Studer. Muzyki będzie można słuchać przez słuchawki. Wstęp otwarty.

Zapraszamy wszystkich, którym sprawa audio wysokiej jakości leży na sercu i którzy chcieliby potwierdzić, bądź zweryfikować swoją wiedzę na temat taśm analogowych. Widzimy się 8 i 9 listopada w Warszawie!

analog-audio.eu

www.audioshow.com.pl

Z OSTATNIEJ CHWILI:
Jak informuje organizator Audio Show, potwierdzono obecność w tym roku dwóch niebywale ciekawych produktów: kolumn Focal Utopia oraz wzmacniacza Naim Audio Statement. Tego nie można przegapić!

II.

KARLRECORDS

Music On Vinyl, największa europejska tłocznia płyt winylowych, o której pisałem we wstępniaku do październikowego wydania „High Fidelity”, to prawdziwy gigant. Jam mówi Anouk Rijnders, szefowa sprzedaży w Record Industry, firmie-matce MOV, w poprzednim roku wytłoczyli 4 miliony płyt, rok wcześniej 3,5 miliona. Jak zakładają, w tym roku wytłoczą pomiędzy 4,5 i 5 milionów płyt. Dodaje też, że mamy do czynienia z ponad dwudziestoma nowymi tytułami miesięcznie.

Branża muzyczna, branża audio swoje bogactwo i żywotność czepie jednak z czegoś innego: z różnorodności; jednolitość, homogenizacja zabija ją. Równie ważne są więc firmy w rodzaju MOV, będące kołem zamachowym, jak i maleńkie, często jednoosobowe firmy, które dopełniają dostępną na rynku ofertę, nadając jej odpowiedni smak. Z jednej strony mamy więc gigantów, a z drugiej mikrowydawnictwa; dwie strony tej samej monety.

Na przeciwnym biegunie niż Music Vinyl (mowa o skali) znajduje się firma wydawnicza, o której tym razem chciałem powiedzieć: Karlrecords. Prowadzona w Niemczech przez Thomasa Herbsta publikuje muzykę elektroniczną, eksperymentalną. Trafiłem na nią szukając płyt LP z wczesnymi nagraniami muzyki elektronicznej. Dzięki „The Vinyl Factory” znalazłem informację o płycie Silver Apples Of The Moon Mortona Subotnicka (czytaj TUTAJ), którą zaraz kupiłem i której słucham od tamtej pory regularnie. Muzyka trudna, repetycyjna, minimalistyczna, świetnie wpisała się w ofertę Karlrecords.

Pomysł na firmę wpadł Thomasowi do głowy w 2004 roku, ale ruszył z nią dopiero dwa lata później, po tym, jak w czasie Moers Festival porozmawiał z Billem Laswellem. Pierwszą płytą, która ukazała się w styczniu 2007 roku była Brutal Calling Laswella. „Pomysł miałem taki, żeby wydawać tylko płyty winylowe” – Mówi Thomas. „Zmieniło się to jednak wraz z wydaniem Lodge (KR004), albumu Laswella, wraz z którym otrzymałem możliwość wytłoczenia i sprzedaży jego cyfrowej wersji w Europie”. Jak mówi, nie udało się niestety dojść do porozumienia w sprawie wydania podwójnego albumu. Ludzie artysty uważali, ze 12” płyta LP jest narzędziem dla DJ-ów i jako taka jest „martwa”.

Kolejno ukazało się kilka płyt CD, ponieważ ich wydanie było tańsze i łatwiejsze niż wersji LP. I to się jednak zmieniło, wraz z materiałem na płytę Subotnicka. Chcąc podkreślić „nowe otwarcie”, Thomas powołał do życia serię Parnassus. Jak mówi, nie ma znaczenia o jaki format chodzi, liczą się konkretne aspekty wydawnictwa: muzyka i poligrafia, składające się na artefakt jako taki.
Thomas mówi też, że nie jest przywiązany do żadnego stylu, ani nurtu, ale to, co wydaje dzieli ten sam estetyczny „background”: raczej utwory niż piosenki i bardziej w kierunku elektroniki. Na myśli ma przestrzeń między industrialną, dark ambientową muzyką Cezarego Gapika, a “chamber noise” Zeitkratzera na Metal Machine Music, od abstrakcyjnych kolaży Hansa Castrupa po syntezatorowe, przestrzenne granie Subotnicka.

contact@karlrecords.net

karlrecords.bandcamp.com

www.karlrecords.net


Rozmawiał: Wojciech Pacuła
Zdjęcia: Thomas | Wojciech Pacuła

Wojciech Pacuła: Skąd pomysł na nazwę Karlrecords – masz na imię Thomas, prawda?
Thomas Herbst: No tak, po prostu chciałem znaleźć klasyczną nazwę z „records” i to taką, która nie jest ani „hip”, ani „cool”, nie jest po prostu pretensjonalna. Jeden z moich dziadków miał na imię Karl, tak więc imię to miało dla mnie pozytywne konotacje. A przy tym kojarzy się z pierwszą połową XX wieku i narodzinami modernizmu oraz takimi pisarzami, jak Franz Kafka, James Joyce etc. Stąd Karlrecords…

Jak znajdujesz takie perły, jak nagrania Subotnicka?
W mojej młodości kręciłem się koło punku i metalu. Szczególnie w moim życiu zapisał się jednak rok 1997, w którym odnalazłem swój muzyczny gust. Dwóch moich przyjaciół zaprezentowało mi muzykę Billa Laswella – jeden z nich puścił mi płytę Massacre, a drugi coś z elektroniki. Byłem pod dużym wrażeniem tego, że jeden muzyk ma tak zróżnicowany katalog, było to absolutnie poza zasięgiem tego, co wówczas słuchałem. Laswell stał się więc głównym źródłem inspiracji i punktem startowym do dalszych poszukiwań dźwięków istniejących poza standardowymi zespołami rockowymi. Szybko skończyło się to tym, że starałem się wyszukać więcej eksperymentalnej muzyki, free jazzowej, improwizowanej, elektronicznej, awantgardowej i world music. Miałem to szczęście, że pracowałem w sklepie z używanymi płytami i miałem przyjaciół o podobnych gustach i zainteresowaniach; wymienialiśmy się więc muzyką i informacjami. No i są przecież magazyny muzyczne, jak „The Wire”, „Skug” (Austria) i niemiecki fanzine „Bad Alchemy”, które mówią o tego typu muzyce.

Subotnick: widziałem jego nazwisko wiele razy, ale nigdy tak naprawdę go nie słyszałem. Aż do zeszłego roku, kiedy w „Skug” pojawił się dwustronicowy artykuł. Na You Tube znalazłem Silver Apples, a z Discdog dowiedziałem się, że tej płyty nie wznawiano od 1967 roku, kiedy się ukazała. Wysłałem do Mortona maila – spodobał mu się pomysł ponownego wydania materiału na LP, dzięki czemu skontaktował mnie ze swoim wydawcą. To było naprawdę proste. Podobnie wybieram materiał na pozostałe płyty, słucham sugestii przyjaciół i oczywiście uwielbiam wiele albumów, które nigdy nie były dostępne na winylu lub są rzadkie i na tyle drogie, że musiałbym się głęboko zastanowić, czy je kupić. Zamiast tego staram się dowiedzieć, kto ma do nich prawa i je ponownie wydaję.

Jak wygląda sprawa z taśmami-matkami, tj. skąd je masz i kto je remasteruje?
Albo dostaje płytę CD od wydawcy lub samego muzyka, ktrórzy czasem sami wykonują remastering, jak to ma miejsce w przypadku płyty LP Vidna Obmana, która się niedługo ukaże. Jeśli nie, wysyłam ścieżki do Master & Servant w Hamburgu. To nie tylko znakomity pośrednik oferujący znakomite warunki, ale ma również świetne studio masteringowe. A jak, widzisz, robią świetną robotę.

Używasz tylko materiału w formie cyfrowej, czy w analogowej również?
Hmm… Prawdę mówiąc nie myślę o tym dopóty, dopóki efekty są dobre. Zapytałem o to Master & Servant i otrzymałem taką odpowiedź:
“Mastering dla płyt winylowych Karlrecords został wykonany z oryginalnych masterów cyfrowych, przygotowanych na potrzeby CD. Materiał z nich został upsamplowany do postaci high-definition, a następnie obrobiony cyfrowo tak, aby otrzymać materiał potrzebny do wytłoczenia płyty LP. Kolejnym krokiem była high-endowa konwersja D/A i transfer na lakier lub miedź. Generalnie preferujemy tłoczenie przy użyciu techniki DMM. W niektórych przypadkach lepsze wyniki daje jednak klasyczny lakier.”
Będę szczery: nie jestem specjalnie zainteresowany technicznymi aspektami…

Gdzie tłoczysz płyty?
Jak mówiłem, moim pośrednikiem jest Master & Servant, a oni zazwyczaj tłoczą w Optimal Media w Niemczech. O ile dobrze pamiętam, dwie płyty zostały wytłoczone w Pallas (Niemcy), ponieważ Optimal było zbytnio obłożone innymi zamówieniami, a my byliśmy zobowiązani terminami.

Jakieś przemyślenia?
Jestem bardzo szczęśliwy, że po ośmiu latach Karlrecords wciąż działa i ma się dobrze, pomimo że miałem trudniejszy czas, kiedy niektóre płyty nie znajdowały odbiorców, a część projektów nie wypaliła… Raz zostałem nawet nazwany nazistą, po tym, jak odmówiłem wydania płyty ze względu na „niewłaściwy język” zaproszonych do udziału w tym przedsięwzięciu raperów.

Generalnie jednak to niezwykle przyjemne uczucie widzieć, że można działać na eksperymentalnym, nonkonformistycznym polu i przetrwać bez rządowych dotacji, będących przeciwieństwem tego, co rozumiem jako niezależność. Rozumiem (podobnie, jak wszyscy artyści, z którymi jestem związany, jestem tego pewien) muzykę, jako formę sztuki. Jasne jest, że wydawnictwo musi myśleć kategoriami ekonomicznymi. Wymogi ekonomiczne nie mogą jednak być wymówką, pozwalającą na sprzedaż twojej muzyki do reklamówek czy do innych kampanii (jak o właśnie zrobiła grupa U2).

Dlatego chciałbym przesłać ogromne podziękowania wszystkim, którzy wspomagają Karlrecord kupując naszą muzykę, wielkie dzięki dla wszystkich artystów za przyłączenie się do tej przygody i kolejne wielkie dzięki, którzy nam pomogli swoją wiedza, umiejętnościami i pracą: dla Rolanda za pomoc techniczną oraz oprawę graficzną, dla Katji i Toma z Master & Servant, moim partnerom dystrybucyjnym Cargo (Niemcy/EU), Metamkine (Francja) oraz Forced Exposure (USA), dziękuję wszystkim dziennikarzom i DJ-om radiowym za rozsiewanie naszej muzyki, dziękuję wszystkim, o których zapomniałem… Naprawdę doceniam wasz wkład.

Jakieś plany na przyszłość?
Oczywiście, wiele :) Nasze najbliższe wydawnictwa, to:
• ZEITKRATZER, Whitehouse, 180 g LP – na początku grudnia,
• ZEITKRATZER, Column One, 180 g LP – TBA,
• STEVE REICH, Four Organs/Phase Patterns/Pendulum Music, 180 g LP – TBA,
• VIDNA OBMANA, Ending Mirage, Passage In Beauty, Shadowing Sorrow - te trzy tytuły zostaną wydane na dwupłytowym albumie 180 g i nacięte z nowego mastera, w rozkładanej
okładce i kodem do ściągnięcia plików mp3; zaplanowaliśmy je na początek 2015 roku,
• AIDAN BAKER, TBA – planujemy ją na wiosnę 2015 roku.

Podziel się, proszę, z czytelnikami “High Fidelity” 10 tytułami na LP, które być im szczególnie polecił.
Jasne!

Z ostatnich wydawnictw:
• Black Rain, Dark Pool (Blackest Ever Black)
• Demdike Stare, Liberation Through Hearing (Modern Love)
• Fire! Orchestra, Enter (Rune Grammofon)
• Svarte Greiner, Black Tie (Miasmah)
• NHK’Koyxen, Dance Classics Vol. III (PAN)
• Moon Unit, Hell Horse And Heady Stratus (Blackest Rainbow)

Ponadczasowe rzeczy, bez których nie można się obyć:
• Magma, Mekanik Destruktiw Kommandöw (Seventh Records)
• This Heat, dto. (Piano Recordings)
• Squarepusher, Feed Me Weird Things (Rephlex)
• Painkiller, Execution Ground (Subharmonic, tylko na CD)



MORTON SUBOTNICK
The Wild Bull

Nonesuch/Karlrecords KR018, 180 g LP (1968/2014)
“Limited Edition of 500”

Morton Subotnick, jeden z pionierów muzyki elektronicznej, jej główny wynalazca i promotor, znany jest przede wszystkim z wydanej w 1967 roku płyty Silver Apples of the Moon (recenzja TUTAJ). Była to pierwsza płyta z muzyką elektroniczna wydana przez wytwórnię Nonesuch. Zamieszczona na niej muzyka powstała w wyniku innowacyjnego użycia generatorów i manipulacji na taśmach. Subotnick był jednym z pierwszych muzyków, którzy współpracowali z Donem Buchla, konstruktorem instrumentów elektronicznych. Jego modułowy, kontrolowany napięciowo syntezator, nazwany przez niego Electric Music Box postał w znacznej mierze w efekcie sugestii Subotnicka.

Jedną z innowacji, jaka zaproponował ten twórca było wprowadzenie do muzyki elektronicznej czegoś, co dzisiaj jest jej podstawą: rytmu. Dzięki temu zarówno Silver Apples…, jak i późniejsza o rok płyta The Wild Bull otrzymały oprawę choreograficzną i wystawiane były na całym świecie.
The Wild Bull, druga z płyt Subotnicka wydana przez Nonesuch, została wydana w 1968 roku i od tamtej pory została wydana tylko raz, na jednej płycie CD wraz Silver Apples…. Na winylu, nie licząc oryginalnego wydania, ukazuje się po raz pierwszy. Podobnie jak poprzednia płyta tego artysty wydana przez Karlrecords, tak i ta jest edycją limitowaną do 500 sztuk i jako taka już jest pozycją kolekcjonerską. W sklepach pojawiła się 12 września (Europa) i 30 września (USA).

Ocena jakości dźwięku płyty, na której żaden z dźwięków nie został wydobyty z instrumentu akustycznego, a wszystkie zostały wygenerowane elektroniczne, może się wydawać trudnym zadaniem.. Ostatecznie każda recenzja, ocena dźwięku, opiera się na porównaniu. Ale właśnie dzięki temu można dość dokładnie określić jakość tego wydawnictwa, porównując je z płytami innych twórców muzyki elektronicznej, przede wszystkim z kręgu Krautrocka.

To bardzo czysto brzmiąca płyta. Szum przesuwu oraz trzaski są minimalne i nie przeszkadzają w nawet bardzo cichych pasażach. Dźwięk jest ładnie wypełniony i nigdy nie popada w przesadę w akcentowaniu wysokich harmonicznych. Nie jest też rozjaśniony, dzięki czemu z łatwością jej wysłuchamy w całości, czując nawet niedosyt po wybrzmieniu ostatnich dźwięków.

Do porównania otrzymałem również testowe tłoczenie płyty. W dużych wydawnictwach, przy wysokich nakładach, im płyta ma wyższy kolejny numer, tym słabszy dźwięk z niej otrzymujemy. Wpływ ma na to zużycie stempla, z którego płyty są tłoczone. Firmy audiofilskie ograniczają więc nakład do 2000, a nawet 1000 sztuk, co gwarantuje bardzo zbliżony dźwięk ostatniego tłoczenia do płyty testowej, czyli wytłoczonej na samym początku.

W przypadku Karlrecords minimalizacja nakładu, wynikająca z prostej kalkulacji, tj. projektowanej liczby kupujących, działa na naszą korzyść. Różnice między płytą testową i moim wydaniem The Wild Bull są minimalne, właściwie pomijalne. Kupujcie tę płytę, jeśli tylko jest jeszcze do dostania. Wszyscy, dla których muzyka elektroniczna jest czymś więcej niż szumem MUSZĄ ją u siebie mieć, podobnie zresztą, jak i Silver…

Jakość dźwięku: 8/10

RED Fingerprint


ZEITKRATZER + KEIJI HAINO
Live At Jahrhunderthalle Bochum

Karlrecords KR017, 180 g LP (2014)
“Limited Edition of 500”

Subotnick to dzisiaj żywa legenda, prawdziwy eksperymentator. Ale w swoim czasie. Dzisiejsza scena eksperymentalna jest inna, czego dowodem jest twórczość kolektywu Zeitkratzer. Założony w 1997 roku kierowany jest przez Reinholda Friedla. Artyści odrzucają jakiekolwiek asocjacje gatunkowe i stylistyczne, przemieszczając się płynnie pomiędzy różnymi płaszczyznami, takimi jak: noise, elektronika i folk. Grupa współpracowała z takimi tuzami muzyki avantgardowej, jak: Karlheinz Stockhausen, LaMonte Young i Merzbow. Najnowsza odsłona muzyczna to zapis koncertu, jaki Zeitkratzer dał z japońskim artystą Keiji Hano.

Jak czytamy na stronie fundacji Avant Art, która organizowała koncerty Zeitkratzera i Keiji Hano w Polsce, to czołowa postać japońskiej noise/psychodelii i improwizacji: gitarzysta/perkusjonalista/wokalista, który karierę rozpoczynał ponad 40 lat temu. Współpracując z artystami takimi jak Kan Mikami, Oren Ambarchi, Tatsuya Yoshida, Masami Akita czy Stephen O’Malley w sposób konsekwentny w swojej twórczości podnosi poziom sonicznego horroru na nieznane dotąd wyżyny.

Więcej czytaj na: avantart.pl

Z Keiji Hano grupa Zeitkratzer rozpoczęła współpracę w 2005 roku od koncertu w Volksbühne w Berlinie. Spotkanie to udokumentowane zostało na płycie CD. Na drugiej płycie, na której Keiji Hano współpracuje z Zeitkratzerem, koncentruje się on głównie na swoim głosie. Nie używa żadnej elektroniki, poza nagłośnieniem. Pomimo to, jak pisze wydawca, to materiał jeszcze bardziej radykalny niż wydana w 2008 płyta Electronics, śpiewając do dwóch róznych mikrofonów.
To prawdziwa avantgarda, muzyka w najlepszym wydaniu. trudna, wymagająca skupienia, niebiorąca jeńców. Robi jednak ogromne wrażenie i im dłużej się jej słucha, tym bardziej wciąga, uzależnia. Każde kolejne odsłuchanie wnosi coś nowego i właściwie trudno mówić o „zamkniętym” dziele.
Brzmienie jest czyste i ma świetnie uchwycony balans. Sporo tu instrumentów akustycznych, dlatego da się ich dźwięk odnieść do innych realizacji. Są one nieco suchsze i nie tak wypełnione, jak najlepsze nagrania tego typu. Wiedząc jednak, ze to materiał powstały z plików PCM16/44,1, muszę z uznaniem się przed nim pochylić.

Podobnie jak Subotnick, tak i ta płyta wydana jest w limitowanym nakładzie 500 egzemplarzy. Porównanie z tłoczeniem testowym („test-pressing”) pokazuje, że nie ma między nimi dużych różnic.

Jakość dźwięku: 7/10

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny


Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Audio”, „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM