pl | en

No. 128 grudzień 2014

3 x MŁODOŚĆ

iedy 1 maja 2004 roku startował pierwszy numer magazynu „High Fidelity” (czy ktoś ten moment pamięta?) byłem młodym, zanurzonym w świat gier wideo uczniem, którego temat sprzętu audio nie interesował, a zagadnienia związane z high-endem budziły u mnie co najwyżej uśmiech politowania.
Od tamtej pory minęło ponad 10 lat – to w kontekście długości mojego życia cała epoka, a może nawet kilka. Sporo zmieniło się także w życiu samego „High Fidelity”, który z nikomu nieznanej „strony” w internecie wyrósł na pismo skupiające wokół siebie dosłownie dziesiątki tysięcy osób. Transformacji uległa także warstwa graficzna magazynu – z bardzo topornej i z perspektywy czasu brzydkiej na coraz bardziej „docykaną”, wypolerowaną, dopieszczoną.

Zmiany dosięgły również tego aspektu, który na „High Fidelity” podkreślany jest najczęściej, z największym namaszczeniem i uwagą – mowa oczywiście o ludziach; a w tym wypadku o ludziach współtworzących magazyn. Kiedyś, gdy cały ten projekt startował i nie wiadomo było czego się spodziewać, „High Fidelity” był de facto występem jednego aktora. Obecnie redakcja liczy dziewięć osób, o czym mogli przekonać się wszyscy ludzie, którzy podczas tegorocznego Audio Show 2014 zajrzeli do drukowanego, kolekcjonerskiego egzemplarza magazynu – lista osób stojących za pismem znacznie się rozrosła. Wszyscy zostali dobrani w ten sposób, by sobie nie przeszkadzać, a raczej uzupełniać, by nikt nie był specjalistą „od wszystkiego” (można zostawić nawet truizmy, że „specjalista od wszystkiego to specjalista od niczego”. Po prostu zajmowanie się każdym aspektem branży audio jest fizycznie niemożliwe).

Nie będę opisywał funkcji każdego członka redakcji – to nie ma sensu, szczególnie, że część autorów jest z nami od jakiegoś czasu i czytelnicy zapewne zdążyli się zorientować jaka jest ich „działka”. We wstępniaku, który mam zaszczyt pisać, chciałbym skupić się na… sobie. Może to samolubne (w końcu mój „wstępniakowy” debiut mógłbym poświęcić na jakieś bardziej doniosłe tematy), ale to właśnie z moją osobą wiążą się spore zmiany w „High Fidelity”, których nasi czytelnicy będą, mam taką gorącą nadzieję, świadkami, kibicami, a najlepiej uczestnikami. Zacznijmy od czegoś, co w pewien sposób (czyli w drukowanym egzemplarzu „High Fidelity”) zostało już ogłoszone – czyli od działu „Newsy”.

INFORMACJA TOWAREM XXI WIEKU

Jak mówi James Gleick, autor bestsellerowej książki Informacja: „Każda epoka ma swoją cechę szczególną. Żyjemy w wieku ‘informacji’, tak jak nasi przodkowie żyli w wieku ‘pary’, ‘żelaza’ czy choćby ‘kamienia łupanego’”. Zdanie proste i prawdziwe, trudno z nim polemizować. A jednak, jeżeli miałbym wskazać (i pewnie czytelnicy również) element magazynu, który jakościowo odbiegał od reszty, to byłby to dział „Newsów”. Aktualizowany raz na miesiąc zupełnie nie przystawał do epoki „tu i teraz”, gdzie wszystko musi być podane na talerzu, najszybciej jak się da.
Nie mówię o testach: ich przygotowanie wymaga wiele wysiłku i pracy, a ściganie się z czasem, uprawiane przez portale internetowe (nie mylić z magazynem internetowym), mija się z celem. Jednak nowinki, newsy, ciekawe informacje z branży audio powinny być podawane możliwie szybko – zanim zdążą się zdewaluować, zmienić lub zniknąć w odmętach „sieci”.

Byłem świadomy tej bolączki, dlatego jakiś czas temu udałem się do redaktora „High Fidelity”, do pokoju obok, i powiedziałem mu o konieczności zmian. Nie zrobiłem tego dlatego, że widziałem w tym jakąkolwiek okazję dla siebie: dostrzegłem po prostu pewien problem, który wymagał rozwiązania. Tym większą satysfakcję miałem, gdy to właśnie mnie zaproponowano opiekę nad zmodernizowanym działem „Newsów”. Uczestniczyłem więc w projektowaniu znacznie odświeżonej strefy „HF” od początku jako osoba, która miała się nią zajmować. Teraz, w ostatnim w 2014 roku numerze „High Fidelity”, mam zaszczyt i ogromną przyjemność zaprezentować czytelnikom periodyku zmienione „Newsy”.

Co pierwsze rzuci się Państwu w oczy to na pewno nowy layout – elegancki, ale efektowny, bogaty, lecz eksponujący to co najważniejsze – TEKST i INFORMACJE. Zmiana nie ogranicza się jednak tylko do zastąpienia starej szaty graficznej nową. Najważniejszą metamorfozę przeszła bowiem polityka dotycząca nowości – od tego momentu, od samego startu odmienionej podstrony „HF”, będzie to dział ruchomy, update’owany codziennie, zapełniany nowym contentem od razu po pojawieniu się świeżych nowości i ciekawostek ze świata audio. Oczywiście pozostała część magazynu pozostanie niezmieniona – premiery nowego materiału będą miały miejsce na początku i w połowie danego miesiąca. Dzięki temu „High Fidelity” będzie czerpało to co najlepsze z obu źródeł (druk oraz internet), łącząc je w najefektywniejszy możliwy sposób: duże teksty nadal będą przygotowywane na spokojnie, bez presji czasowej, nowości zaś będą pojawiały się najszybciej jak to tylko będzie możliwe, wyczerpując ciekawość poszukującego audiofila.

Informacje, które zamierzamy zamieszczać, pozwolą, mamy taką nadzieję, w zorientowaniu się każdemu chętnemu w zawiłościach branży audio – trendach, premierach nowych produktów i tytułów prasowych, historiach i rozwiązaniach technologicznych. Pojawiać się tutaj będą zarówno tzw. „informacje prasowe”, czyli rzeczy podsyłane do nas przez naszych partnerów, znajdzie się również miejsce na te ciekawostki, które wynajdziemy sami. Nie łudzę się, że ogarnę całe spektrum sfery hi-fi/high-end – to po prostu niemożliwe, nawet jeżeli dysponowałbym sztabem ludzi. Chcemy informować o wszystkich interesujących rzeczach, nie możemy jednak obiecać, że każda ciekawa wieść się u nas ukaże.

Mogę zapewnić jednak kilka rzeczy: maksymalnie zaangażowanie, wrzucanie newsów ze wszystkich dostępnych nam źródeł, a także przyjmowanie pomocy od czytelników – jeżeli ktoś wynajdzie rzecz godną, jego zdaniem, uwagi, a która na łamach „HF” się nie pojawi, to nie ma co się obrażać czy doszukiwać spisku: wystarczy napisać wiadomość na nowoutworzony adres mailowy: news@highfidelity.pl.

Informacje, które będzie można znaleźć na łamach newsowej podstrony „High Fidelity”, podzieliłbym na kilka kategorii. Chociaż takie systematyzowanie, szczególnie na tym etapie, w którym nowy dział dopiero rusza, może być niebezpieczne (i doprowadzić do powstania jakiś sztucznych, niepotrzebnych ram), to i tak chciałbym to zrobić, by pokazać czego będzie można się u nas spodziewać.
Przede wszystkim będą to nowinki dotyczące nowego sprzętu. Producentów rzeczy hi-fi/high-end jest na świecie mnóstwo i dosłownie co chwilę na światło dzienne wychodzą nowe urządzenia, ulepszone modele starszych projektów, różne rozwiązania technologiczne itd. Wszystkie tego typu wieści będą się u nas pojawiały.

Pragniemy także zająć się sferą „okołosprzętową”: rzeczami związanymi z audio, ale niebędącymi urządzeniami. Czyli np. prasą. Jeżeli jakiś znany periodyk będzie miał swoją kioskową premierę – poinformujemy o tym. Oczywiście nie ograniczymy się tylko do magazynów zagranicznych, unikając rodzimej prasy fachowej – również o niej będziemy na bieżąco informować. Będziemy także powiadamiać o ważniejszych wydarzeniach na rodzimym poletku – wystawach, imprezach, spotkaniach. Chodzi o to, aby wchodząc na podstronę „Newsy” czytelnik miał pewność, że dowiedział się wszystkiego, co ważne i warte odnotowania. Taki jest cel, do tego będę dążył.

HI-FI: FIRST STEP

Newsy, chociaż bardzo ważne, nie będą jedynym elementem zarządzanym przeze mnie. W przyszłości (nie wiem jeszcze czy bliższej, czy dalszej) zaczną się także pojawiać testy mojego autorstwa, które będą dotyczyć budżetowej sfery hi-fi; takiej, która kręci się wokół kwoty 2000 zł za jeden element.
Chociaż część czytelników-audiofilów, tych z dłuższym stażem i lepszym sprzętem, nie będzie tym tematem zainteresowana, to jest jednak duża liczba osób, dla których wydanie tysiąca czy dwóch na jakąś rzecz związaną z audio będzie sporym i/lub niepotrzebnym (albo nawet głupim) obciążeniem finansowym. Na dodatek w tym przedziale cenowym bardzo łatwo natknąć się na jakiś bubel, kiepski jakościowo wytwór z Chin, który skutecznie może zniechęcić do dalszej zabawy z audio.
Dlatego też, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom początkujących miłośników dobrego dźwięku, na łamach „High Fidelity” będę w przyszłości, liczę na to, że bliższej, przygotowywał testy sprzętu, który pomoże im bezproblemowo i gładko wejść w interesujący, choć skomplikowany świat audio.

Warto również zaznaczyć, że moje testy nie będą przeładowane technicznymi faktami, które początkujacym nic nie mówią i zwykle nijak mają się do brzmienia. Mówię szczerze – nie znam się na tym na tyle dobrze, by bawić się w snucie domysłów czy np. użycie akurat takich transformatorów w asyście takiego, a nie innego okablowania wewnętrznego wpływa na ten dźwięk tak, a nie inaczej. Oczywiście opisy budowy, wg. standardu, który lata temu przyjął magazyn, również się znajdą, na pierwszy miejscu zawsze jednak będzie ocena dźwięku, designu oraz funkcjonalności testowanego urządzenia.

System I

Przy odsłuchach i recenzjach sprzętu (lub dowolnego zjawiska dźwiękowego, którym się zajmujemy – mogą to być np. testy różnych wydań tej samej płyty) niezbędny jest, to oczywiste, system odniesienia. Systemy redaktora naczelnego HF oraz redaktora Marka Dyby są czytelnikom doskonale znane – można się z nimi zaznajomić w każdej chwili, zjeżdżając w dół dowolnej recenzji przygotowanej przez jednego z nich.
Mój system jest dla wszystkich zagadką (w końcu pojawienie się nowego recenzenta ogłosiłem pięć sekund temu), więc wstępniak ten będzie idealną okazją, by pokazać światu z czego na co dzień korzystam i czego będę używał przy testowaniu produktów hi-fi.

Źródła

Rozpocząć chciałbym od źródła. A raczej źródeł, gdyż w moim systemie są dwa i to na dodatek takie, które reprezentują zupełnie inne światy. Pierwszym z nich jest gramofon Pro-Ject 1 Xpression Carbon Classic w wersji czarnej, z imienną dedykacją właściciela firmy (chociaż ten ostatni aspekt chyba nie wpływa na jakość dźwięku całości).

Jestem wielkim fanem analogu, brzmienia, filozofii z nim związanej, kolekcjonerskiego podejścia. Dla mnie truizmy o oglądaniu dużych okładek, cieszeniu się pewnym rytuałem to szczera prawda: uwielbiam to robić, a słuchanie muzyki z winyla to najbardziej magiczne przeżycie, któremu płyta CD (chociaż prędzej), ani tym bardziej plik nie są w stanie dorównać. Na dodatek w całości „kupuję” brzmienie czarnej płyty – gęste, ciepłe, dociążone, z mnogością detali zaprezentowanych w sposób delikatny, nienachalny.
Tym, co ostatecznie przekonało mnie do magii longplaya było spotkanie z gramofonem TechDAS Air Force One, absolutnie wybitnym, topowym urządzeniem, które - przynajmniej w mojej opinii - nie ma sobie równych w tej kategorii źródeł dźwięku – niezależnie czy analogowych, czy cyfrowych.

1 Xpression Carbon Classic, gramofon znanego austriackiego producenta to oczywiście zupełnie inna liga. Mówimy o gramofonie będącym idealnym wejściem w świat analogu, nie o źródle „ostatecznym”, takim do którego dąży się przez pół życia. Jest to jednak urządzenie naprawdę bardzo dobre, w swoim przedziale cenowym na pewno jedno z lepszych Jego wykonane jest naprawdę bardzo ładne: elegancko, bez żadnej chałtury czy fuszerki, zaś dźwięk po prostu musi się podobać – czysty i dynamiczny, jednocześnie ciepły i w znakomity sposób podbarwiony. Jego zakup dodatkowo wyklucza, przynajmniej na jakiś czas, potrzebę zamartwiania się o wkładkę. W cenie zestawu (ok. 3500 zł) otrzymujemy także wkładkę Ortofon M Silver, która znakomicie spełnia swoje zadanie i wcale nie sprawia wrażenia dodanej na siłę, z tytułu wymagań klientów, by zakupiony przez nich gramofon miał wszystko. Ten rzeczywiście ma.

Drugie źródło, o którym była mowa to odtwarzacz płyt CD/plików coctailAudio X10. To bardzo małe, tanie urządzenie, które jest tak naprawdę wieloma rzeczami jednocześnie: odtwarzaczem strumieniowym, odtwarzaczem plików znajdujących się na dysku wewnętrznym lub zewnętrznym, odtwarzaczem srebrnych krążków oraz radiem internetowym. Jego obsługa jest banalnie prosta i intuicyjna, urządzenie posiada bowiem sporych rozmiarów (jak na wielkość samego sprzętu) wyświetlacz, który pokazuje wszystko co ważne i fajne, na czele z okładkami zripowanych płyt, a korzystanie z tego uroczego maleństwa może stanowić nie lada przyjemność.

coctailAudio X10 nie dość, że jest fajnym lifestyle’owym gadżetem, to jeszcze naprawdę gra. To nie jest badziew zrobiony za pięć złotych, który kosztuje 200x tyle, ponieważ na jego obudowie jest logo słynnego producenta i/lub muzyka. Oczywiście to w dalszym ciągu sprzęt za niewielkie pieniądze i cudów nie należy się po nim spodziewać. Będzie to jednak idealny sparingpartner dla wszystkich budżetowych źródeł dźwięku.

Elektronika

Elektronika, która to wszystko wzmacnia i przekazuje dalej jest już jednak z wyższej cenowo półki. Moim wzmacniaczem jest japońskie cudeńko – lampowa integra Leben CS-300 X (SP) [Custom Version]. To wzmacniacz, który lata temu był częścią systemu odniesienia „High Fidelity”. Jest znakomitym urządzeniem, które pokazuje się swojemu – bardzo szczęśliwemu – posiadaczowi z jak najlepszej strony.
To, co pierwsze rzuca się w oczy, to oczywiście wygląd. Japońska dbałość o detale i szczegóły w branży audio jest tyle przysłowiowa, co prawdziwa, a CS-300 X (SP) [Custom Version] tylko to potwierdza. Fantastycznie wykonany złoty przód, pięknie chodzące pokrętła, wspaniale prezentujące się drewno po bokach i niezwykle urodziwe srebrne nóżki – trudno w tym sprzęcie się nie zakochać.

Dodatkowo gabarytowo nie jest to żaden kolos, pod którego trzeba podkładać koparkę czy dźwig – całość jest zaskakująco zgrabna i relatywnie lekka. Lekki, w ten pozytywny sposób, jest również dźwięk, który jest uzyskiwany dzięki temu urządzeniu. Brzmienie jest podane w sposób dystyngowany, z klasą, bez rzucania pseudo-efektownych wydarzeń prosto w twarz urządzeniom. Jest to oczywiście dźwięk lampowy; ciepły, przyjemny i po prostu miły, nie traci jednak nic ze swojej dynamiki (znakomitej) czy detaliczności.

Wzmacniacz jest także niezwykle fajnym wzmacniaczem słuchawkowym, który pozwala na cieszenie się muzyką, gdy naszym domownikom potrzebna jest cisza. Jego wartość podnosi fakt, że to produkt jednostkowy, wykonany w jednym egzemplarzu własnoręcznie przez pana Taku Hyodo, właściciela Lebena, dla „High Fidelity”, o czym zaświadcza stosowny napis na tylnej ściance.

Drugą częścią wzmacniającej elektroniki jest dzielony przedwzmacniacz gramofonowy LPS-1 firmy Linear Audio Research. LPS-1 to dwa malutkie (łączna waga: 1,5 kg) aluminiowe pudełeczka – jedno jest zasilaczem sieciowym, drugie zaś układem wzmacniająco-korygującym (czyli, mówiąc prościej, pudłem z pokrętłami). Przedwzmacniacz ten obsługuje wkładki MC i MM, co pozwala na dowolne ich zmienianie w gramofonie i poszukiwania „swojego” dźwięku. To ładnie grające, wspaniale wyglądające urządzenie, które znakomicie wpasowało się designem i brzmieniem w mój system.

Kolumny

Ostatnimi dużymi pudłami są kolumny. Pierwszą, tę główną, parę stanowią monitory typu BBC od Graham Audio, które stoją na dedykowanych im standach. LS5/9 to, przynajmniej na ten moment, jedyny model brytyjskiego producenta i jego swoisty debiut – bardzo udany, dodajmy.

Chociaż kolumny te, przynajmniej w porównaniu do innych produktów typu BBC, na czele z potężnymi Harbethami 40.1, nie są szczególnie duże, to grają naprawdę wielkim, soczystym dźwiękiem. Są również niezwykle dynamiczne i, przede wszystkim, szalenie naturalne, wiarygodne. Ktoś oczywiście może krzywo patrzeć na fakt, iż LS5/9 mają „strojone” obudowy. Ze „strojeniem” wiążą się głupie przesądy, mity i legendy, których jednak nikt nigdy nie sprawdził, nie potwierdził – to JEST rasowe, dobre granie, z którym każdy powinien się chociaż przelotnie zaznajomić.

Jeżeli chodzi o walory estetyczne sprzętu, to jedyne dziecko Graham Audio jest nad wyraz urodziwe: naturalna okleina, nadające charakter śruby widoczne na przedniej ściance, wspaniały „lutowany” panel poziomu głośnika wysokotonowego – to wszystko sprawia, że Grahamy dostarczają nie tylko znakomitych wrażeń sonicznych, ale także wybitnych doznań estetycznych. Piękna, brytyjska robota, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia.

Druga para kolumn to monitory Castle Richmond Anniversary Limited Edition, wraz z podstawkami firmy Sonus faber. Jest to maleńki produkt o naprawdę wielkim sercu dla muzyki. Klasyczny producent o wyrobionej marce, sprawdzony, zaskakująco duży i naturalny dźwięk, ładny, nienarzucający się wygląd. No i podpis projektanta na tylnej ściance (podobnie jak w wypadku Pro-Jecta nie ma to chyba wpływu na dźwięk). Przez wiele lat kolumny te stanowiły absolutną podstawę mojego systemu, jego najlepszy element, prawdziwe wrota do krainy dobrego dźwięku. Nawet teraz, po zdegradowaniu ich do kolumn pomocniczych, mam do nich wielki sentyment i wracam do oferowanego przez nie dźwięku z niekłamaną przyjemnością.

Kable i akcesoria

System audio to nie tylko duże „paczki” – to także kable i akcesoria, które, odpowiednio dobrane, stanowią równie ważne elementy układanki, co kolumny czy gramofon. Tutaj nie ma potrzeby już się tak rozpisywać – wśród kabli, które są integralną częścią mojego systemu można zauważyć i wymienić trzech producentów prezentujących odmienne kraje oraz różne filozofie dźwięku: jeden kabel sieciowy Oyaide, dwa kable sieciowe KBL Sound z ich topowej serii Red Eye (znakomite, polskie sieciówki, które oferują gęsty, ciepły, znakomicie dociążony dźwięk) oraz komplet kabli od Siltecha z serii Anniversary 550: jedna sieciówka, para interkonektów oraz para kabli głośnikowych.

Okablowanie zostało dobrane w taki sposób, by uzyskać dźwięk przyjemny, ciepły (Oyaide + KBL), ale pełen detali i zachwycających szczegółów (Slitech). Kable sieciowe podpięte są do listwy KBL Reference Power Distributor, zaś zasilanie mojego dysku zewnętrznego podpiętego do odtwarzacza plików wpięte jest do taniej listwy z Castoramy za 10 zł.
Jeżeli chodzi o akcesoria i meble audio, to jestem szczęśliwym posiadaczem dwóch platform antywibracyjnych (przyjemna rzecz od Troksa oraz znakomity wyrób od pana Waldemara Skrzypczaka z Pro Audio Bono, którego miałem przyjemność poznać na tegorocznym Audio Show), kompletu (trzy sztuki) krążków pod gramofon od Franz Audio Accessories oraz dwóch półek na sprzęt od renomowanej szwedzkiej firmy IKEA. Tak, to nie żart. IKEA robi śmiesznie tanie i porządne półki, na których z czystym sumieniem można postawić sprzęt. Nie poprawi to szczególnie jakości dźwięku, ale na lepsze, audiofilskie meble przyjdzie jeszcze czas – na razie te są w sam raz.

System II

To jednak nie koniec opisu sprzętu – wszak jest jeszcze do pokazania i przedstawienia system biurkowo-słuchawkowy. Jego sercem jest… zwykły PC. Chociaż, jak zdążyłem już napisać, jestem wielkim fanem analogu, to cenię sobie również pliki – za wygodę, dostępność, a także, w niektórych przypadkach, dźwięk. Oryginalne płyty są ripowane przy pomocy programu dBpoweramp i odtwarzane poprzez program foobar2000.

Moje biurkowe głośniki to monitory bliskiego pola Studio Oslo krakowskiej firmy Ancient Audio. Dużo częściej korzystam jednak ze słuchawek, które pozwalają mi cieszyć się głośną muzyką o dowolnej porze dnia i nocy. To topowe otwarte nauszniki planarne amerykańskiej firmy Audeze LCD-3, napędzane przez maleńki zintegrowany wzmacniacz lampowy Synergy Hi-Fi 6F3  oraz adapter umożliwiający „przerobienie” wzmacniacza na wzmacniacz słuchawkowy firmy APPJ.

Dźwięk uzyskany przy mariażu lampowej integry (którą uwielbiam za cudowny wygląd; lampy zapalone podczas nocnych odsłuchów są po prostu piękne) z najlepszym produktem Audeze jest „moim” dźwiękiem – mocnym, dynamicznym, gęstym i bardzo ciepłym. Odrobinę może razić brak naturalności, a Audeze mają tendencję do lekkiego przekłamywania przekazu – robią to jednak zawsze w słusznej sprawie, z klasą i wdziękiem. Do porównania posiadam również znacznie tańsze od Audeze słuchawki HiFiMAN HE-500, zaś obie pary stoją dumnie na przepięknych, nowoczesnych standach słuchawkowych Klutz Design.

SALONY AUDIO

Na sam koniec mojego przedstawiania się światu i czytelnikom „High Fidelity” chciałbym poruszyć jeszcze jeden dział tekstowy, którym również zajmę (lub, będąc precyzyjnym, już się zajmuję): mowa o tekstach poświęconych salonom audio.
Jak ważną instytucją jest dobre miejsce ze sprzętem hi-fi/high-end i z odpowiednimi ludźmi, którzy polecą fajne rzeczy – wie chyba każdy, kto znalazł sobie takie miejsce wytchnienia (i obciążenia, ale jakże przyjemnego, portfela).
Chociaż obecny trend jest taki, że dużo większą rolę odgrywają targi (tu, w Polsce, z dobrych i sensownych mamy tylko Audio Show, ale na Zachodzie i Dalekim Wschodzie jest ich prawdziwa plaga), to wydaje mi się jednak, że świetnego salonu nie zastąpi nic. To dam dokonujemy odsłuchów, porównań, wypożyczeni, to tam stykamy się z drugą osobą, która u sprzęcie audio coś wie. Warto więc o tych placówkach pisać – by nie poszły w zapomnienie, by każdy audiofil miał świadomość istnienia takich miejsc.

Oczywiście każda firma ma inne spojrzenie na świat i branżę, inną filozofię działania; i to odbija się także na wyglądzie siedziby, na jej wnętrzu i na ludziach, którzy tam pracują. Każdy salon jest inny i stara się zaoferować odrobinę odmienne rzeczy od konkurencji. Dlatego też pisanie o salonach (i, w wypadku czytelników „High Fidelity”, poznawanie ich przez tekst) wcale nie musi być nudne i takie samo. Każde miejsce ma innego ducha, którego za każdym razem staram się (i będę starał) uchwycić.
Do tej pory na łamach magazynu ukazały się dwa opisy: debiutancki o krakowskim Chillout Studio oraz drugi o Nautilusie. Gdy Państwo czytają ten wstępniak redakcja „High Fidelity” była już na oficjalnym otwarciu nowej siedziby katowickiego RCM-u, a relacja z tego wydarzenia (połączona, oczywiście, z opisem samego miejsca) ukaże się już niedługo.

Na sam koniec pozostaje mi tylko życzyć sobie powodzenia, a wszystkim czytelnikom „High Fidelity” przyjemnej lektury – zarówno nowego numeru magazynu, jak i nowych działów i rubryk, które prowadzę lub będę prowadził.


ŻYCZYMY WSZYSTKIM CUDOWNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I FANTASTYCZNEGO NOWEGO ROKU!!!


Bartosz Pacuła
Dział „NEWS”

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Audio”, „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM