pl | en

No. 124 sierpień 2014

ReklamaAdvertising

AUDIOFIL W CZYTELNI

ficjalne dane dotyczące analfabetyzmu mówią, iż jest on największy w krajach tzw. Trzeciego Świata, w których dotyka kilkunastu, a w niektórych przypadkach kilkudziesięciu procent mieszkańców. Statystyki podawane przez UNESCO mówią, że w Europie analfabeci to 3% populacji, w Ameryce Południowej – 15%, w Azji – 33%, a w Afryce aż 50% (statystyki te odnoszą się do mieszkańców mających więcej niż 15 lat). W Polsce oficjalne zakończenie akcji likwidacji analfabetyzmu zostało ogłoszone przez sejm PRL w 1952 roku. UNESCO szacuje, że w Polsce w 2012 roku nie umiało czytać i pisać mniej niż 0,02% społeczeństwa. To bardzo mało i można przyjąć, że właściwie wszyscy czytamy i piszemy.
Znacznie gorzej jest, jeśli spojrzymy na to, ilu z nas czyta coś naprawdę wartościowego, czyli dłuższe, zwarte teksty. Informacje zawarte w opracowaniu pt. Społeczny zasięg książki w Polsce w 2012 r. Romana Chymkowskiego (we współpracy z Izabelą Koryś i Olgą Dawidowicz-Chymkowską) zaalarmowały branżę wydawniczą, ale chyba tylko na chwilę i tylko paru najbardziej zainteresowanych. Wynikało z niego, że aż 34 procent Polaków z wyższym wykształceniem przyznało się, że w całym 2012 roku nie sięgnęło po żadną książkę. Mowa o ludziach, którzy powinni czytać wstając, odpoczywając, kładąc się spać, a nawet śpiąc. W 2013 roku Biblioteka Narodowa opublikowała wyniki obserwacji czytelnictwa: regularnie po książkę sięgało 11 procent Polaków. Może nie byłoby to takie szokujące, gdyby nie to, że w liczbie tej mieszczą się także albumy, poradniki, encyklopedie, słowniki oraz e-booki. Tylko 11 procent ludzi Kraju Nad Wisłą w 2012 roku przeczytało (a przynajmniej tak deklaruje) więcej niż siedem książek! Dla umiejscowienia tego w kontekście powiedzmy, że aż 73,5 procent mężczyzn z miast przyznało, że spożywają alkohol z okazji wypłaty.

Diagnozy, jakie stawiano, były rozbieżne. Ich wspólnym motywem było jednak dostrzeżenie głębokiej zmiany zwyczajów czytelniczych, związanej z dominacją internetu. Jak wskazują specjaliści, układ treści na stronach www, sposób ich podawania, rozwój krótkich form wypowiedzi w formie SMS-ów i Twittera zmieniły nasze przyzwyczajenia. Mało kto potrafi obecnie skupić się na dłuższym tekście. Tendencja ta będzie się pogłębiała.
Nie mam nic przeciwko internetowi, nawet będąc zakopanym po uszy w papierowych, całkowicie realnych książkach i czasopismach, wykształcony w czasach, w których miały one większą wartość niż dzisiaj. Bez internetu nie byłbym w stanie założyć, prowadzić i rozwijać „High Fidelity”. Sieć zdemokratyzowała rynek wydawniczy i otwarła go na ludzi o różnych poglądach. To wartość, której nic już nam nie odbierze, chyba że wyłączą prąd. World Wide Web ma też tę zaletę, że znakomicie ułatwia poszukiwania, skracając czas dostępu do informacji.

Ale to, co jest zaletą, stało się także problemem. Informacje uzyskane za pomocą wyszukiwarek, z Google.com na czele, podawane nam są w specyficzny sposób, który preferuje te specjalnie przygotowane, reklamowane i promowane. Internetem rządzą pieniądze, nie waga dostarczanych wiadomości. I choć nie wszystkim to przeszkadza, to już nadmiar informacji powinien.
Demokracja zakłada równość wszystkich i wszystkiego wobec wszystkich i wszystkiego. Równy głos mają idiota i człowiek mądry, terrorysta i święty. Razem z jej zaletami dostajemy również i to. Wyszukiwarka z jednej strony porządkuje dla nas wyniki, według swoich własnych algorytmów (czyli pod kątem korzyści właściciela), a z drugiej je wszystkie zrównuje. Powstaje w ten sposób kakofonia głosów, w większości debilnych albo po prostu „pustych”. Mówimy wówczas o tzw. „szumie informacyjnym” – a w audio z szumem walczymy, prawda? To jest coś, czemu XX-wieczny rynek wydawniczy pism drukowanych przeciwstawiał redakcyjną pre-selekcję, tj. redakcyjny wybór tekstów, tematów, autorów. Choć na redaktorów psioczyli wszyscy, teraz pewnie za nimi płaczą.

Nie mam zamiaru zawracać Wisły kijem i namawiać do porzucenia internetu i katowania się tekstami w rodzaju tego, w którym pisałem o nowym remasterze płyty Dziwny jest ten świat… Czesława Niemena (ostatnio opublikował go także magazyn „Positive-Feedback Online”, czytaj TUTAJ), albo wywiadem z Johnem Marksem. Nie byłoby źle, gdyby ta sztuka się udała. Staram się być realistą i nie bardzo w to wierzę. A jednak, trochę w opozycji do zdrowego rozsądku, piszę również takie artykuły i je publikuję. Czyli widzę w tym sens, prawda?
Myślę, że świat będzie coraz bardziej skracał informacje, jakie przekazujemy. To takie „zwijanie” po wielowiekowym „rozwijaniu”, czyli w pewnej mierze regres. Być może jednak wyjdzie z tego coś dobrego, bo skondensowana treść będzie miała więcej sensu niż rozwlekłe, ale puste gadanie. W każdym razie, skracanie jest nieuniknione. Ale też dobrze by było, żeby działo się to w sposób kontrolowany, inaczej będziemy mieli do czynienia z degrengoladą, nie kondensacją.

Dlatego warto choćby spróbować przebrnąć przez dłuższy tekst dotyczący czegoś, co nas interesuje. A z drugiej strony najwyższy czas na to, aby kolekcjonować nie tylko płyty, ale i związane z nimi oraz muzyką wydawnictwa książkowe. To dobry czas na to, aby się rozwinąć. Dobry również dlatego, że na rynku pojawia się ostatnio wiele, niezwykle ciekawych, świetnie wydanych pozycji z muzyką i z audio związanych. O kilku najnowszych, najbardziej interesujących, chciałbym opowiedzieć.



The Absolute Sound’s Illustrated History of High-End Audio. Volume One: Loudspeakers
red. ROBERT HARLEY, Nextscreen, Austin 2014


To prestiżowe wydawnictwo zapowiadane było na stronach internetowych magazynu “The Absolute Sound” i w samym magazynie już w 2013 roku. Ujawniane stopniowo pdf-y z jego fragmentami, jak również opisy zawartości, pozwalały spodziewać się czegoś szczególnego. Robert Harley, występujący w tym projekcie jako redaktor tomu, pisał mi wówczas, że ilość pracy, jaką trzeba było w przygotowanie tego wydawnictwa włożyć, była ogromna i nie był na nią przygotowany. Podjął się bowiem wydania pozycji mającej na wiele lat stać się wzorcowym materiałem na temat najciekawszych, najbardziej znanych i najbardziej znaczących dla audio kolumn głośnikowych i ich twórców. Pierwszy tom dotyczy właśnie tego wycinka naszego wszechświata, następne poświęcone będą wzmacniaczom (tom drugi) oraz źródłom dźwięku (tom trzeci). Materiały firmowe tak określały zawartość wydawnictwa:

  • najważniejsze konstrukcje głośnikowe z ostatnich pięciu dekad,
  • profile 44 najbardziej wpływowych producentów świata high-end,
  • ekskluzywne, nowe wywiady z „ojcami założycielami” branży audio high-end,
  • nigdy wcześniej nie publikowane zdjęcia archiwalne, z których wiele pochodzi z osobistych archiwów „założycieli”,
  • bogato ilustrowane „osie czasu” i komentarze znaczących kolumn i technologii,
  • obfitość zdjęć najpiękniejszych kolumn „state-of-the-art.”,
  • klasyczne oraz nowe artykuły TAS dotyczące najbardziej ikonicznych kolumn świata.

Jak tylko Robert mi o niej napisał, zamówiłem książkę w przedsprzedaży, zapłaciłem i spokojnie czekałem na publikację. I nic, nie dostałem jej, pomimo że naczelny TAS zapewniał mnie, że już jest na rynku. Po kilkukrotnej interwencji okazało się, że gdzieś zgubili moje zamówienie. I tak, zamiast niskiego numeru otrzymałem jeden z ostatnich: 2362. Pierwsze 2500 egzemplarzy było bowiem ręcznie numerowanych.
To drobne potknięcie wynagradza jednak samo wydawnictwo, które jest niebywałe. Przynosi wszystko to, o czym pisał Robert, co anonsował TAS i znacznie więcej. Wielkości płyty LP (szkoda, że bez żadnego krążka!), jest wydawnictwem albumowym, które w USA nazywane jest „coffee table book”, czyli ma format książki przeznaczonej zarówno do czytania, jak i do „leżenia”, czyli dekorowania pomieszczenia. Na sztywne okładki nałożona jest obwoluta z punktowym lakierowaniem. Niestety, w moim egzemplarzu lakier był przesunięty względem elementów, które miał pokryć. To jedyne niedociągnięcie, jakie zauważyłem. Reszta jest bezbłędna.

Redakcją tomu zajął się naczelny TAS. Autorami poszczególnych historii, działów, opisów są dziennikarze i współpracownicy tego magazynu. To: Jonathan Valin, Steven Stone, Paul Seydor, Dick Olsher, Alan Taffel, Alan Sircom, Jim Hannon, Chris Martens, Wayne Garcia, Kirk Midtskog, Robert E. Greene oraz Jacob Heilburn. Chodziło o to, aby o konkretnych firmach, konstrukcjach i technikach pisali ludzie, którzy mieli z nimi do czynienia najwięcej, którzy korzystali z tych kolumn w swoich systemach, poznali ich twórców – jednym słowem, dla których i oni, i one naprawdę coś ZNACZĄ.
Wprowadzony w The Absolute Sound’s Illustrated History of High-End Audio podział jest chronologiczny, zaczynając od pionierów, poprzez erę 1945-1970, 1970-1980, następnie lata 1980-1995 i kończąc na 1995-2003. Jest też osobny rozdział, w których omawia się najnowsze, najciekawsze konstrukcje. Ostatni rozdział poświęcony jest najciekawszym rodzajom przetworników i interesującym technikom, np. przetwornikowi AMT Heila i kolumnom z przetwornikami szerokopasmowymi.

To nie jest lektura na jeden wieczór, tydzień, ani nawet miesiąc. To coś w rodzaju „biblii”, tak to widzę. Zapewne można coś w niej poprawić, dodać, wyjaśnić (każde takie opracowanie jest projektem otwartym), jednak póki co nie widzę, cóż by to miało być. Zdjęcia są doskonałe, artykuły dobrze napisane i napakowane faktami, których nie znałem. Ken Kessler przetarł już wcześniej szlak z monografiami opisującymi historię firm QUAD, McIntosh i KEF (następna w przygotowaniu), a wydawnictwo TAS w pewien sposób stawia kropkę nad ‘i’. Tego po prostu nie można nie mieć. A poza tym Ilustrowana historia… prowokuje do czegoś jeszcze fajniejszego: polowania na autografy ludzi, o których się w niej pisze. Robert Harley podpisywał ją na stoisku niemieckiego magazynu „LP” w czasie wystawy High End 2014 w Monachium – niestety minęliśmy się. Udało mi się jednak dołapać kilku z kilkudziesięciu ludzi będących ikonami audio, o których w książce można przeczytać, a którzy byli na tyle mili, że złożyli swoje podpisy w odpowiednich artykułach.



Dust&Grooves. Adventures in Record Collecting
red. EILON PAZ, Dust&Grooves, Nowy Jork 2014


O tym, że jesteśmy gadżeciarzami, a często również fetyszystami, nie trzeba chyba przekonywać nikogo. Choć deklarujemy przywiązanie do muzyki, zapewniamy, że chodzi o zawartość („content”), a nie sposób jej dostarczenia („hardware”), to sami się oszukujemy. W perfekcjonistycznym audio obydwa te elementy są równie ważne. I już. Kochamy zarówno muzykę, jak i sprzęt, na której jest odtwarzana.
Dlatego też sporym szokiem mogą być zdjęcia i historie ludzi zawarte w wydanym, pod redakcją Eilona Paza, albumie Dust&Grooves. Adventures in Record Collecting. Znajdziemy w nim dziesiątki fantastycznych zdjęć ludzi, a także ich kolekcji płytowych – maniaków winylu. A pod koniec przeczytamy ich historie. To opowieści DJ-ów, posiadaczy szczególnych kolekcji, np. z płytami dotyczącymi Ulicy Sezamkowej, maniaków płyt 78 rpm z dziesiątkami tysięcy krążków, archiwistów z setkami tysięcy winyli, miłośników formatu z Afryki czy Kuby. Ludzi całkowicie owładniętych pasją posiadania. Jak sami mówią, potrzeba kolekcjonowania jest ważniejsza od muzyki (czyli mają coś wspólnego z nami). Szokujące jest coś innego: niemal żaden z rozmówców Paza nie ma sensownego systemu audio, większość setupów to kiepski żart. Same kolekcje są jednak niebywałe i kompletnie od siebie różne.

Eilon Paz jest fotografem. Jak sam mówi, kolekcjonerami zainteresował się przez samotność. W 2008 roku opuścił rodzinny Izrael i przeprowadził się do Nowego Jorku. Trafił na nieszczególny czas, tak mu się zdawało: recesja spowodowała, że nie mógł znaleźć pracy. W tym samym czasie dało się zauważyć przebudzenie winylowej części świata muzycznego, niemal w każdym sklepie pojawiły się wydzielone stoiska z czarnymi płytami, zaczęto o nich pisać, temat stawał się „trendy”. Spustem, który uwolnił wyobraźnię Paza, było zdjęcie faceta w wojskowych butach, trzymającego AK-47, otoczonego nieprawdopodobną liczbą płyt. Człowiekiem na zdjęciu okazał się być Niemiec, Frank Gossner, regularnie podróżujący do Zachodniej Afryki w poszukiwaniu winyli. Niesamowite było to, że mieszkał niedaleko Paza, na Brooklynie. Tak zaczęła się ta historia.

Projekt Eilona Paza zakładał spotkania z kolekcjonerami i fotografowanie ich oraz ich płyt. Swoje zdjęcia i stojące za nimi historie publikował na założonej przez siebie stronie „Dust & Grooves”. Kolejnym krokiem było przeniesienie projektu ze świata wirtualnego do realnego, w postaci książki. Choć miał dobry pomysł, to nie miał pieniędzy na jego realizację. Chodziło przecież o podróże po całym świecie. Rozpoczął więc kampanię zbierania pieniędzy poprzez serwis Kickstarter. Szybko udało mu się zdobyć wymaganą kwotę i przystąpił do pracy. Książka ukazała się w idealnym momencie, w Record Store Day, 14 kwietnia 2014 roku (w USA, w Europie dostępna była miesiąc później; o imprezie w Krakowie czytaj TUTAJ). To duże, liczące 436 stron, wydawnictwo z twardymi okładkami i mnóstwem zdjęć. Widać, że fotografia na płaskiej powierzchni, która nie jest ekranem, zaczyna żyć nowym życiem. Znajdziemy w niej obrazki z mieszkań Gillesa Petersona, Kierana Hebdana, Richa Mediny, Gaslampa Killera i innych, ze wstępem pióra RZA, a także ponad 250 zdjęć, często w dużym formacie (rozkładanych).
Książka dostępna jest w trzech wersjach – klasycznej (68 USD) oraz dwóch ze specjalnym „futerałem”, tj. czymś w rodzaju „boxu” na płyty mini LP (110 USD oraz 170 USD). Droższa z dwóch ostatnich jest wersją limitowaną, z podpisem autora, numerem, wydrukowanym osobno zdjęciem oraz dużym plakatem. Mój egzemplarz nosi numer 036/400. Wydawnictwo nie jest tanie, ale warte każdego centa. W tej chwili można zamawiać już drugą jego edycję, z dodatkowymi wywiadami.






MAREK KAREWICZ, MARCIN JACOBSON
Big Beat, Sine Qua Non, Kraków 2014


Tak się złożyło, że wydanie tej książki zbiegło się z artykułem o Niemenie, który ukazał się w „High Fidelity” na 10-lecie pisma. Mogłem więc wykorzystać w nim świeżutki cytat, rozpoczynając historię „Dziwnego…” Przytaczający swoje pierwsze spotkanie z autorem Sukcesu Marek Karewicz nie ukrywa, że ludzi związanych z rodzącą się wtedy w Polsce muzyką rozrywkową, dla której ukuto stosowany jedynie nad Wisłą termin „Big Beat”, fotografował jedynie dla pieniędzy. Jego pierwszą i najważniejszą miłością był jazz.

Dlatego też książką dla niego najcenniejszą jest This is Jazz ze zdjęciami największych tego świata jego autorstwa, od Milesa Davisa po Ellę Fitzgerald. A jednak to właśnie jemu, jednemu z najważniejszych polskich fotografów, zawdzięczamy okładki takich płyt, jak Blues Breakoutów, Ewy Demarczyk z piosenkami Zygmunta Koniecznego, Czerwono-Czarnych, Niebiesko-Czarnych, Polan, Czerwonych Gitar, płyt Niemena, Grechuty, No To Co, Skaldów, Nalepy, Blackoutu, Haliny Frąckowiak, SBB i innych. Na swoim koncie ma ponad tysiąc pięćset okładek i tysiące znanych zdjęć. Ikoną pozostała jednak wspomniana wcześniej Blues ze zdjęciem, na którym Tadeusz Nalepa, lider Breakoutu, prowadzi za rękę swojego malutkiego syna, Piotrusia. Zna ją chyba każdy polski meloman.

Karewicz był niezwykle obrotnym człowiekiem, który umiał walczyć o swoje. O tym, jak udało mu się stworzyć tak potężną liczbę okładek, zdradza w napisanym przez siebie wstępie:

Prawdę mówiąc, na rynku ustawiły mnie Polskie Nagrania. W sumie zaprojektowałem dla nich ponad czterysta okładek. Robiłem je metodą fotograficzną, bo obróbkę miałem w małym palcu.
Procedura była następująca. W gablocie budynku przy Długiej 5 wywieszano komunikat o konkursie na okładkę. By konkurs uznano za ważny, musiano rozpatrywać co najmniej trzy projekty. Gdy zgłoszono ich więcej, wysoka komisja wybierała trzy, a spośród nich ten, który szedł do realizacji. Honoraria regulował odgórny ministerialny taryfikator nieuwzględniający czegoś takiego jak okładka płyty, więc podpisywało się umowę na „projekt opakowania towarowego”. Za okładkę skierowaną do druku należała się pełna stawka, za dwa zakwalifikowane, ale ostatecznie odrzucone, po połowie.
W sumie i tak się opłacało. Szczególnie, gdy samemu składało się trzy projekty, a konkurencja przysnęła.
(s. 23)

Big Beat to wspomnienia Karewicza spisane przez jego przyjaciela, Marcina Jacobsona. Karewicz napisał wstęp, choć to jego nazwisko widnieje na okładce książki. Złożyły się na nią wspomnienia związane z okładkami płyt, nałożone na tzw. „koloryt lokalny” tamtych czasów, tj. lat 1960-1980. Jest bardzo ładnie wydana w formie płyty 10”, tj. ma kwadratowy kształt, zawiera wiele świetnych zdjęć i oczywiście reprodukcje okładek. I to z tymi ostatnimi związana jest moja jedyna uwaga: zabrakło mi większych, zajmujących całą stronę reprodukcji. Miniatury, które dostajemy, w żaden sposób nie oddają sensu oryginalnych projektów. Okładka samej książki wykonana jest w drogiej technice z wypukłym, lakierowanym tytułem.



MAREK A. KAREWICZ,
DIONIZY PIĄTKOWSKI
Czas Komedy, Oficyna Wydawnicza G&P, Poznań 2013


Rok wcześniej ukazała się jednak inna książka z nazwiskiem Marka Karewicza na okładce, przygotowana wraz z Dionizym Piątkowskim, dziennikarzem i krytykiem muzycznym, promotorem jazzu, pomysłodawcą festiwalu Era Jazzu. Piątkowski jest m.in. autorem Encyklopedii muzyki popularnej – JAZZ z 1999 roku.
Czas Komedy to autorskie spojrzenie na giganta polskiej muzyki jazzowej i filmowej. Rozsławiony przez ścieżkę dźwiękową do filmu Romana Polańskiego Dziecko Rosemary (Rosemary's Baby, reż Roman Polański, 1968) muzyk, z wykształcenia laryngolog, z zamiłowania pianista, jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego jazzu na świecie.
Karewicz i Piątkowski przygotowali album, w którym poznajemy jego historię, także tę mniej znaną, oglądamy zdjęcia (zrobione przez Karewicza) i możemy posłuchać jego muzyki – do książki dołączona jest płyta CD. Znalazły się na niej utwory Sekstetu Komedy z lat 1966 i 1967, dokonane w studiu Polskiego Radia w Poznaniu.
Liczącą 143 strony pozycję czyta się szybko i dobrze. Mająca kwadratowy kształt, o wymiarach nieco większych niż winylowy singiel, będzie wartościowym uzupełnieniem naszej biblioteczki. Co bym zrobił inaczej? Pokusiłbym się o dodanie do książki prawdziwego singla SP.





MILES DAVIS & QUINCY TROUPE
Miles. Autobiografia
Tłum. Filip Łobodziński,
Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2013


Aż dziw bierze, że dopiero w zeszłym roku dostaliśmy do ręki tę pozycję w tak dobrym wydaniu; w USA wyszła w roku 1989, na dwa lata przed śmiercią autora Kind of Blue, a w Polsce po raz pierwszy już w 1993 roku, pod tytułem Ja, Miles. W 2006 roku, w wydawnictwie Constanti Jerzy Szczerbakow, ukazało się wydanie drugie, z tłumaczeniem Filipa Łobodzińskiego.
Wspomnienia giganta jazzu, Milesa Davisa, spisane przez Quincy’ego Troupe’a, są opowieścią o dzieciństwie, młodości i dorosłości trębacza, który już na zawsze będzie wymieniany jako jeden z najważniejszych dla tego instrumentu muzyków jazzowych. Ale jakie to są wspomnienia! Davis nie ubiera słów w powagę, nie sili się na „wysoki styl”, ale mówi tak, jak na co dzień, przeklina, kiedy trzeba, zamyśla się, jest niesamowicie szczery. Opis jego uzależnienia i tego, co z nim zrobił, przypomina to, co pisał w swojej autobiografii pt. Desperado Tomasz Stańko. Dopiero po tej lekturze na serio usiadłem do płyt z późnego okresu, mniej cenionego od wcześniejszych, tj. bebopowego, modalnego i fusion (elektrycznego, z drugim „wielkim” kwintetem). Człowiek, który wyznaczał innym drogę, był pionierem, opowiada, dlaczego tak często zmieniał muzyków, dlaczego był w ich doborze, a potem zwolnieniach tak bezwzględny. A ja mu wierzę.
Urodzony w 1926 roku, a zmarły w 1991 jazzman to ikona. Ale ikona żywa, wciąż wywołująca spory, tyle lat po śmierci mająca wpływ na muzykę. Jego Autobiografia to wstrząsająca relacja człowieka, który wiedział, że jest wielki, a mimo to do końca życia starał się zagrać coś nowego. I jak wszyscy wielcy, do końca nie został zrozumiany. Tekst przełożył z języka angielskiego Filip Łobodziński, jak zwykle pięknie.




Drugim okiem
Wyboru dokonał: BARTOSZ PACUŁA


Gdy zostałem poproszony o wybór kilku najlepszych, moim zdaniem, książek poświęconych muzyce, trochę się zmartwiłem. Żyjemy bowiem w czasach absurdalnego wręcz urodzaju tego typu publikacji, w którym nie zdążymy dotrzeć do połowy biografii zespołu, a już jesteśmy zachęcani do kupna innej książki o tym samym zespole, ale „lepszej, większej i prawdziwszej/autoryzowanej/jedynej słusznej” itd. Postanowiłem z tego zadania wybrnąć następująco: chciałbym czytelnikom „High Fidelity”, którzy posiadają zacięcie badawcze i pragną pogłębić swoją muzyczną wiedzę, polecić trzy książki, które świetnie sprawdzają się w swoich kategoriach. Mówię tu o klasycznej biografii, czyli o książce, która śledzi losy danego zespołu od momentu narodzin jego członków aż do czasów nam najbliższych, o autobiografii, która jest zapisem wspomnień danego muzyka, oraz o wywiadzie-rzece, w którym losy muzyka/artysty pokazane są przez pryzmat przeprowadzonych z nim rozmów.

Biografia

MARK BLAKE
Prędzej świnie zaczną latać

Wydawnictwo Sine Qua Non


Prędzej świnie zaczną latać to biografia legend grania prog-rockowego, czyli zespołu Pink Floyd. Chociaż książek o Floydach jest na polskim rynku prawdziwe zatrzęsienie, to wydaje mi się, że to właśnie Blake najlepiej opisał dzieje chłopaków z Cambridge, którzy szczególnie w latach 70. wywarli ogromny wpływ na pop-kulturę. Książka Marka Blake’a rysuje przed czytelnikiem historię Floydów, idealnie balansując między podawaniem suchych (i przynajmniej w teorii nudnych) faktów oraz zabawnych anegdot, trafnych przemyśleń dotyczących różnych aspektów funkcjonowania zespołu czy muzyki w ogóle. Na dodatek nienaganny jest również sam styl pisania Blake’a, który jako dziennikarz czy współpracownik tak prestiżowych magazynów muzycznych jak „Q” czy „Mojo” doskonale zna się na swoim fachu. Dzięki temu nawet te nudniejsze fragmenty w historii Floydów poznaje się w komforcie i z przyjemnością.
W Polsce książka ukazała się w trzech formatach: z miękką okładką, z twardą okładką oraz w wersji elektronicznej na czytniki. Jako posiadacz tych dwóch ostatnich z całego serca polecam wersję w twardej oprawie – została ona ładnie przygotowana, z wypukłymi napisami i przyjemną okładką nawiązującą bezpośrednio do płyt The Wall oraz Animals.
Inne biografie godne polecenia:

Philip Norman – Szał! Prawdziwa historia Beatlesów
Mick Wall – Kiedy Giganci chodzili po Ziemi. Biografia Led Zeppelin



Autobiografia

JOHNNY CASH
Cash. Autobiografia

Wydawnictwo Czarne


Johnny Cash to postać, która dała muzykę country wszystkim ludziom na Ziemi, niezależnie od miejsca zamieszkania. Specjaliści zapewne mogą spierać się całymi godzinami, czy Cash był najlepszy, o czym może świadczyć fakt, że jego utwór I Walk the Line został ostatnio uznany najlepszym utworem country przez magazyn „Rolling Stone”. Nie mam jednak wątpliwości, że Johnny jest najbardziej znanym artystą poruszającym się w tym nurcie muzycznym.
Jego autobiografia jest książką, która w dobry, przyjemny sposób daje nam wgląd w najważniejsze momenty jego życia: narodziny i dzieciństwo spędzone na polu bawełny, śmierć jego brata i początki muzykowania oraz dalsze losy. Można ją jednak również potraktować jako coś więcej: jako spojrzenie starszego, doświadczonego życiem człowieka na swoją historię. Dlatego też Cash przy kolejnych, coraz dziwniejszych perypetiach (a uwierzcie mi, gość żył ostrzej niż niejedna gwiazda rocka czy metalu) nie szczędzi cierpkich czy zabawnych komentarzy. Dzieli się również swoimi przemyśleniami, z którymi nie zawsze musimy się zgadzać, ale które są ciekawe i wartościowe.
Autobiografia napisana została w bardzo przyjemny sposób, a tłumaczenie na całe szczęście nie zabiło „cashowego” stylu. Dzięki temu jest to rzecz stworzona do miłego, niezobowiązującego czytania wieczorem przy winie czy herbacie.

Inne autobiografie godne polecenia:
Nick Mason - Moje wspomnienia Pink Floyd
Miles Davis - Autobiografia



Wywiad-rzeka

TOMASZ STAŃKO
Desperado! Autobiografia

Wydawnictwo Literackie


Tytuł tej publikacji może być mylący. Chociaż rzeczywiście formułę wywiadu-rzeki uznaje się za autobiografię, to niektórzy mogą przeżyć przykre rozczarowanie, gdy po zakupie książki okaże się, że jest to tak naprawdę zapis długich rozmów, które Stańko przeprowadził z Rafałem Księżykiem, redaktorem naczelnym magazynu „Playboy”. Rozczarowanie, dodajmy, zupełnie niepotrzebne, ponieważ jest to dziennikarstwo muzyczne najwyższych lotów. Księżyk zgrabnie prowadzi konwersację z naszym największym żyjącym skarbem jazzowym, śledząc po kolei jego losy, a także wdając się w filozoficzne/polityczne/religijne dysputy dotyczące różnych dziedzin życia. Stańko to człowiek niegłupi, który w jasny sposób wyraża swoje myśli – niejednokrotnie bardzo intrygujące i ciekawe. Co równie ważne, Rafał Księżyk tak poprowadził ten wywiad, że w żadnym momencie nie jest on nużący. Na wszystko jest w nim czas: fakty i omawianie kolejnych płyt i składów dobrze mieszają się z przemyśleniami, te zaś w idealny sposób przeplatają się z różnymi zabawnymi, najczęściej „ćpuńskimi”, anegdotami. Tomasz Stańko prowadził szalone, wciągające życie i w tej książce zostało to idealnie zaprezentowane. Jeżeli ktoś myślał, że dobre (auto)biografie mogą pisać tylko dziennikarze z Zachodu, to grubo się myli. A Desperado!... jest tego najlepszym przykładem.

Inne wywiady-rzeki godne polecenia:
Tymon Tymański – AD/HD. Autobiografia
Nergal - Spowiedź heretyka




KONKURS 10/10: DOGRYWKA

Szukacie kolumn dla siebie, przyjaciół, albo rodziny kosztujących jakieś 3000 zł? A brzmiących jeszcze lepiej? jeśli tak, ten tekst jest dla właśnie was.

W lipcu opublikowaliśmy test kolumn firmy Pylon Audio (czytaj TUTAJ). Niedrogie konstrukcje Pearl 25 zagrały nadspodziewanie dojrzałym dźwiękiem. Zaintrygowały mnie swoimi możliwościami, zapytałem więc producenta, czy przygotowałby specjalną wersję, a naturalnej okleinie, ze wzmocnioną obudową, metalową tabliczką i lepszymi zaciskami głośnikowymi, wymienionym okablowaniem i lepszymi elementami biernymi w zwrotnicy. Tak narodził się plan dogrywki Konkursu 10/10, mającego na celu uświetnienie 10. rocznicy „High Fidelity”. To już, o ile mnie pamięć nie myli szesnasta nagroda w konkursie, mającym początkowo dziesięć nagród – takie rzeczy tylko u nas.

Zadanie dla państwa jest proste. W dniach od 1 sierpnia do 28 sierpnia można przysyłać zdjęcie (po jednym na osobę), na którym można będzie zobaczyć, w jakich okolicznościach przyrody czytacie państwo magazyn „High Fidelity”. Wyboru dokona ta sama komisja, co poprzednio: Andrzej Dziadowiec, Bartosz Łuczak, Wojciech Pacuła. Ogłoszenie nastąpi 1 września. Kolumny będą wyposażone w stosowną tabliczkę z moim podpisem. W tytule maila proszę wpisać: KONKURS 10/10: DOGRYWKA. W tekście maila proszę wpisać imię i nazwisko. redakcja zastrzega sobie możliwość wykorzystania nadesłanych przez państwa prac w artykule związanym z konkursem. Prace proszę wysyłać na mail:

KONKURS@highfidelity.pl

Wojciech Pacuła
Redaktor naczelny


P.S.

Przyszedł czas na zmianę przedwzmacniacza. Po kilku latach, po gruntownej modernizacji, zbliżającej mojego Polarisa III Custom Version do topowego Spherisa II przyszedł czas na zmianę, na Spherisa III. Dlatego mój przedwzmacniacz jest do sprzedania. To wersja Signature Edition, z podpisem Gerharda Hirta na tylnej ściance, ze znacznie lepszymi komponentami. Jest w idealnym stanie. Czytaj TUTAJ.

Sprzedaję również kable Acrolink 8N-A2080III Evo, RCA – TUTAJ, stan idealny, długość 1,8 m. Mam też parę innych rzeczy, jak kable słuchawkowe EntreQ Konstantin 2010 dla Sennheiserów HD800 i HiFiMANów, a także Atlantis dla HD800, w dobrej cenie.

Chętnych proszę o kontakt: wojciech.pacula@highfidelity.pl

ReklamaAdvertising

Kim jesteśmy?

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Audio”, „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.
"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.
Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.
"High Fidelity" od lat współpracuje z innymi pismami, zarówno polskimi, jak i amerykańskimi („EnjoyTheMusic.com”, „Positive-Feedback Online”) oraz niemieckimi („HiFiStatement.net”). Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com".

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

Foto

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM