pl | en

No. 134 czerwiec 2015

TAŚMY PRAWDY

Magnetofon Schlumberger Digitech SA F500, a obok taśma Diany Krall. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Od końca XIX wieku, gdy zaczęliśmy manipulować najbardziej podstawowymi cegiełkami wszechświata, zaczynając od elektronów, ludzkie życie zmienia się bardzo szybko. Jednym ze wskaźników tych zmian jest fakt, że ledwo sto lat wcześniej – przed wprowadzeniem telegrafu bez drutu Marconiego i fonografu Edisona – cała muzyka, jaką można było usłyszeć na Ziemi, była grana na żywo. Dziś dotyczy to jedynie drobnego ułamka 1%. Reszta jest odtwarzana lub nadawana dzięki elektronice, wraz z bilionami słów i obrazów każdego dnia.

Alan Weisman, Świat bez nas (ang. The World Without Us by Alan Weisman), Gliwice 2008, s. 314.

śród audiofilskiej braci pokłócić można się o wszystko – od materiału użytego na membrany głośników po optymalną wilgotność pomieszczenia, w którym dokonuje się odsłuchów. Wachlarz punktów zapalnych wydaje się szerszy od wąskiej kreski rzeczy, co do których panuje powszechny konsensus.
Wśród tych ostatnich solidnie jak skała spośród spienionego żywiołu wodnego wynurza się przekonanie o wiodącej roli płyty gramofonowej jako ostatecznego wzorca zapisanej mechanicznie muzyki (nie mówimy tym razem o muzyce granej na żywo, to temat na osobny artykuł).

HISTORIA

Historia gramofonu sięga XIX wieku. W 1877 roku Thomas Edison (11.01.1847 – 18.10.1931) opatentował swój wynalazek pod nazwą PHONOGRAPH, za pomocą którego mógł zapisywać, a potem odtwarzać dźwięk. Medium miało postać walca z nawiniętą grubą folią z cyny. Trzy lata później Alexander Graham Bell „apgrejdował” wynalazek Edisona i zamiast cynowej folii użył wosku, urządzenie nazywając GRAPHOPHONE. Urządzenia tego typu produkowane były w latach 80. XIX wieku i służyły jako dyktafony lub ku uciesze gawiedzi, która po wrzuceniu monety mogła sobie coś nagrać w publicznym miejscu.

Dla pełnej wiedzy dodajmy, że pierwszym znanym urządzeniem służącym do rejestracji dźwięku był PHONAUTOGRAPH, opatentowany 25 marca 1857 roku we Francji przez paryskiego drukarza i księgarza Édouarda-Léona Scotta de Martinville’a (25.04.1817 – 26.04.1879). Jego wynalazek nie został jednak rozwinięty – nie umiano zarejestrowanej informacji odczytać. Zapisany przez niego sygnał z piosenką Clair de Lune został po raz pierwszy odtworzony dopiero w 2008 roku, czyli 150 lat później.

Gramofon

Phonograph nagrywał sygnał analogowy na cylinder, z którego był on później odtwarzany. Oznaczało to, że nie było żadnego medium pośredniczącego między nagraniem i odtworzeniem. Podobnie było z gramofonem. Pierwsza maszyna została skonstruowana przez Emila Berlinera i opatentowana przez niego w 1892 roku. Ten niemiecki emigrant, wówczas już mieszkaniec USA, nad swoim wynalazkiem pracował siedem lat. Zamiast cylindra zastosował płaski krążek – wygodniejszy w użyciu i bardziej trwały, a urządzenie nazwał GRAMOPHONEM. W przypadku tego medium nagrania dokonywane były bezpośrednio na acetat, z którego potem wykonywano matryce służące do tłoczenia płyt – najpierw szelakowych, kręcących się z prędkością 78,26 obrotów na minutę, a po 1931 roku 12” krążków 33 1/3 rpm, wynalazku Columbii.. Nowoczesne płyty LP z winylu pojawiły się w 1948 roku, a rok później single 45 rpm (7”), patent RCA.

Mała, piękna Nagra IV S z zewnętrznym modułem na większe szpule. W module znajdują się dwa dodatkowe silniki. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Niemal wszystkie nagrania dokonane przed 1950 rokiem są więc rejestracjami typu direct-to-disc. Do dzisiaj metoda ta uważana jest za najwierniejszą, co wykazała np. firma Sheffield Lab, jednak równocześnie za najmniej praktyczną. Rejestracja musiała być bowiem dokonana bez przerw, od początku do końca strony, nie dało się jej edytować, ani poprawiać. Aby stało się to możliwe potrzebne było medium, które można było nie tylko nagrać i odtwarzać, ale i kasować, jak również nagrywać wielokrotnie, także przez dodanie kolejnej informacji do już istniejącej. Potrzebny był MAGNETOFON.

Magnetofon

Jak widać, pierwsze komercyjne metody rejestrowania i odtwarzania dźwięku miały miejsce w Stanach Zjednoczonych. Ale już korzenie wynalazku o którym mowa tkwią w Europie. We Francji, fonograf pojawił się trzy miesiące po amerykańskim debiucie, a pierwsze płyty Berlinera zaczęto tłoczyć w końcówce XIX wieku. Brytyjska firma Gramophone Co. uruchomiła wówczas tłocznię w Hanowerze. W Berlinie rodzina Berlinera zakłada wówczas filię pod nazwą Deutsche Gramophon A.G., przez wiele dziesięcioleci wiodące wydawnictwo z muzyką klasyczną.

Wróćmy jednak do magnetofonu. Już w roku 1878 Edison prowadził próby z magnetycznym zapisem na stalowej folii. Kolejnymi pomysłami był „magnetyczny” atrament (zawiesina z mikroskopijnymi cząsteczkami żelaza), a następnie bawełniana nić z przyczepionymi do niej drobinami stali. Stąd niedaleko już do magnetofonu drutowego.
Pierwszym działającym, praktycznym rekorderem był magnetofon drutowy o nazwie TELEGRAPHONE, wynaleziony przez Duńczyka Valdemara Poulsena pod koniec lat 90. XIX wieku. W urządzeniu tym przed głowicą przesuwany był namagnesowywany przez nią drut.
Początkowo służył on jako dyktafon – dokładnie tak samo jak phonograph Edisona – i produkowany był głównie w latach 20. i 30. XX wieku, jego rozpowszechnienie było jednak minimalne. Co ciekawe, w USA rozwijano tę technikę aż do lat 50.

Wszystkie te wynalazki znane są dzisiaj jedynie z muzeum. Tym, kto je pokonał był bowiem zapis magnetyczny na taśmie magnetofonowej, kolejny rekorder, którego powstanie zawdzięczamy Niemcom. Jak pisze Leopold B. Witkowski, prawdziwą sensację na berlińskiej wystawie radiowej z roku 1935 wzbudziło urządzenie noszące nazwę MAGNETOPHON – wynik wspólnych eksperymentów firm BASF i AEG (Leopold B. Witkowski, O stereo i kwadrofonii, Warszawa 1990, s. 118). Pierwsze 50 km taśmy fabryka Fabrik-BASF dostarczyła rok wcześniej.

Nagra IV S w podstawowej wersji, z małymi szpulami. Na eBayiu magnetofon tego typu, w idealnym stanie, kosztuje około 10 000 zł. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Kiedy wybuchła II wojna światowa prace prowadzone przez Niemców nad poprawą jakości dźwięku okryto tajemnicą – prowadzone były pod nadzorem wojska. Już w czasie działań wojennych alianci zwrócili uwagę na to, że od pewnego czasu zdecydowanie poprawiła się jakość audycji nadawanych przez rozgłośnie niemieckiego radia. Po zajęciu przez nich rozgłośni Radia Luksemburg znaleźli nieznany wcześniej typ magnetofonu. Łup przewieziony został do Stanów Zjednoczonych, gdzie zainteresowała się nim firma Minnesota Mining and Manufacturing Co., czyli 3M.

Okazało się, że za doskonałą jakość zapisu odpowiada technika wynaleziona, jak mówi anegdota, przypadkiem, przez pomyłkę. Kluczem do nagrań, jakie znamy dzisiaj, było bowiem zastosowanie przy zapisie prądu podkładu, tj. dodanie do sygnału użytecznego drugiego sygnału o wysokiej częstotliwości (50-100 kHz), który wstępnie namagnesowywał taśmę. Szybko swoje własne wersje magnetofonu zaproponowały także firmy Ampex i brytyjska EMI (BTR). Tak powstały podwaliny pod współczesne techniki nagraniowe, które ukształtowały (dosłownie) świat zarejestrowanej muzyki na kolejnych 60 lat.

Magnetofon Ferrograph Logic 7. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Magnetofony w obsłudze są niewygodne, przede wszystkim ze względu na problemy z taśmą. Sama taśma była (i jest) droga i jej kopiowanie przysparzało wiele problemów. Nic więc dziwnego, że dla masowego odbiorcy podstawowym źródłem dźwięku wciąż był gramofon. I to on, powtórzę, jest w tej chwili uważany za topowe źródło dźwięku. Nawet jednak w tak wąskiej niszy, jak nasza (choć powiedzmy szczerze, że w latach 1950-1980 była ona wielokroć większa niż teraz) są jednak ekosystemy jeszcze mniejsze. W nich właśnie magnetofon przetrwał i to dzięki nim możemy dzisiaj mówić o jego małym renesansie w konsumenckich systemach odsłuchowych.

TAŚMA VS PŁYTA

Zakładając supremację winylu nad dowolnym innym medium wykonuje się podświadomie redukcję, wyrzucającą z pola widzenia to, co jest w torze nagraniowym przed płytą. Jak gdyby taśma, przez lata należąca wyłącznie do świata profesjonalnego, była po drugiej stronie lustra, nieosiągalna (mówię o klasycznej sytuacji, nagraniu analogowym).

A przecież źródłem pierwotnym jest tzw. taśma-matka, tj. z materiałem zgranym, wyedytowanym i przygotowanym do replikacji na innych nośnikach – LP, kasecie magnetofonowej, CD i innych.

Pięknie odrestaurowany Studer B 62 Master z dołożonym panelem z VU-metrami, wykonywanym przez firmę Eternal Arts.

Ponowne pojawienie się kilka lat temu na rynku audiofilskim magnetofonów szpulowych („reel-to-reel”) i taśm, będących kopiami 2. lub 3. generacji taśm-matek otwarło nowe możliwości. Przede wszystkim łatwiejsze stało się porównanie dźwięku z magnetofonu i z płyty, często tego samego materiału.
Jeśli państwo mieli okazję do takiego odsłuchu, to zapewne zgodzicie się ze mną, że to dwie, bardzo od siebie różne estetyki brzmienia. Pomimo że mówimy o analogu i oryginale oraz kopii. Jeśli miałbym wskazać na główne różnice, to dotyczyłyby one sposobu budowy sceny dźwiękowej, barwy oraz dynamiki.

Scena dźwiękowa z magnetofonu nie ma wyraźnych krawędzi oraz planów. Pierwszy odsłuch przez duże kolumny może być szokiem, ponieważ hi-fi, do jakiego się przyzwyczailiśmy, czy to z LP, czy CD, wyraźniej selekcjonuje instrumenty, mocniej uwypukla ich samoistność. Taśma gra wszystko „razem” w tym sensie, że poruszają się, opalizują większe grupy. I dopiero na tej podstawie słuchacz formułuje w głowie relacje przestrzenne. Pozostałe formaty z kolei zdają się proponować nam coś już wstępnie ukształtowanego.

Magnetofon Stellavox, zasilany bateryjnie, na stoisku firmy Horh House w czasie wystawy High End 2015 w Monachium.

Nieszczęściem audio, i to przez całe dziesięciolecia, było przekonanie, że im więcej szczegółów w dźwięku, tym lepiej; im więcej detali, tym lepiej. W rezultacie nawet ultrahigh-endowe systemy były, z mojego punktu widzenia, porażką. Jasne, hiperdetaliczne, martwe emocjonalnie, męczące. Brzmienie magnetofonu pokazuje, że nie tędy droga. Jest bowiem ciemne. Rozdzielczość jest wybitna, nie do powtórzenia a jednak tzw. „detaliczność” jest z taśmy po prostu „słaba”. A to dlatego, że nie uzyskuje ona samodzielności, nie zwraca się na nią uwagi. W zamian za to można mówić o informacji, harmonicznych, współgraniu.

I wreszcie dynamika – czegoś takiego z płyty uzyskać się nie da. Sposób budowy przekazu z magnetofonu wymykają się opisowi stosowanemu przy LP i CD, ponieważ dynamika jest podobna – choć nie identyczna – z tym, z czym mamy do czynienia na żywo. To też pewne przybliżenie, ale niezwykle sugestywne. Wszystkie inne źródła wydają się przy nim skompresowane i płaskie.
Te trzy elementy powodują, że taśma brzmi organicznie, naturalnie i gęsto. Nie ma z niej wyraźnych krawędzi, planów, szczegółów. Tak, jak w odsłuchu na żywo, są one budulcem czegoś ważniejszego – jeśli je w systemie odsłuchowym słychać, to znaczy, że w którymś momencie popełniono błąd, ale na pewno nie jest to problem magnetofonu.

TAŚMA VS DSD

Najlepiej byłoby więc mieć w high-endowym systemie magnetofon szpulowy. I wydawać 250-350 euro za taśmę lub dwie, jeśli mówimy o rejestracji z prędkością 38 m/s, a nawet na cztery (za 600 euro), jeśli to podwójny album. Jeśli zaś magnetofon, to najlepiej coś w rodzaju Studera A80, na jakim pracują Dirk Somner (Sommelier Du Son) i Jacek Gawłowski – ten ostatni remasterujący m.in. Czesława Niemena. Mówimy więc o urządzeniu wielkości dużej komody, znacznie od niej głębszym.
Ciężko to sobie wyobrazić, chociaż jest trochę systemów z magnetofonem w roli głównego źródła. Większość z nich korzysta jednak z mniejszych maszyn, w rodzaju magnetofonów firm Nagra Stellavox, ReVox, TEAC, Denon, Pioneer lub Sony. To jednak już nie to samo.

Taśmy z wytwórni Columbia i Polydor. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Od jakiegoś czasu, rozmawiając z ludźmi dokonującymi remasteringi analogowych nagrań, słyszę coś nowego, ciekawego. Damian Lipiński (DALI Records), przygotowujący kilka pozycji dla Polskich Nagrań, m.in. Perfect i Dżem, wykonał u siebie kilka prób i jednoznacznie opowiedział się za plikiem DSD jako tym, który jest najbliższy analogowej taśmie-matce. To samo mówi Dirk i kilku innych przyjaciół, zajmujących się remasteringiem. Wszyscy wskazują na najlepszą barwę, szczególnie w zakresie niskich tonów i brak specyficznej eufonii, słyszanej z plikami PCM. Te ostatnie są też zwykle nienaturalnie szczegółowe i hiperrozdzielcze. Mówię o realnym porównaniu w studio, przy przegraniu tej samej, analogowej taśmy-matki na plik DSD lub PCM.

Zdziwienie części producentów, nierozumiejących tej nagłej popularności formatu, wydawałoby się, pogrzebanego wraz z płytą SACD, wskazywałoby więc na to, że nigdy takiego porówania nie słyszeli. Jak dla mnie to dobry znak. Magnetofon szpulowy to bowiem raczej marzenie, coś nieosiągalnego, światełko na końcu drogi, o którym można śnić. Dzięki współczesnej technice cyfrowej można jednak usłyszeć coś bardzo zbliżonego. Albo prosto z plików DSD, albo z płyt DVD-R, na które takie pliki nagramy – większość współczesnych odtwarzaczy SACD płyty z sygnałem DSD odtworzy.

Kolejna taśma, kopia matki z renomowanej firmy, Deutsche Grammophon. Wystawa High End 2015 w Monachium.

Jak zwykle nie oznacza to jednak, że każdy plik DSD będzie grał dobrze. W cyfrowym świecie problem „źródła” i „oryginału” jest bardziej zagmatwany niż w przypadku analogu. Znacznie trudniej też prześledzić drogę sygnału po stronie wydawcy. Kiedyś była taśma, wykonywano z niej acetat, tłoczono winyl i tyle. Teraz nawet płyta winylowa może mieć różne źródło, w tym cyfrowy plik mp3. Tym bardziej więc pliki DSD nie zawsze są tym, czym się wydają. Często to sygnał z płyty CD upsamplowany do wyższej częstotliwości próbkowania i przekonwertowany do DSD. To po prostu nie może działać!

Widzę więc przyszłość przed firmami, które będą oferowały albo pliki DSD, albo SACD – te ostatnie trudniej skopiować – wykonane samodzielnie z analogowych taśm-matek. Firmy dokonujące remastering DSD już teraz podniosły się z klęczek, na które rzucił je brak wsparcia od twórcy formatu, firmy Sony. Mobile Fidelity, Analogue Productions, ORG, Esoteric i inne – wszystkie one oferują hybrydowe płyty SACD/CD, na które sygnał zgrany został bezpośrednio z analogowych taśm. Pojawiły się też płyty SHM-SACD, z pojedynczą warstwą hi-res, z nagraniami dużych wytwórni, np. z płytami Lennona, Tangerine Dream i innych, w których sygnał został zgrany bez poprawek i tak udostępniony melomanom.

Magnetofon Denon na stanowisku firmy EAR Yoshino w czasie wystawy High End 2015 w Monachium.

Jeśli dodamy do tego płyty SACD wydawane przez inne firmy, jak Alia Vox, Harmonia Mundi, Chandos, może dojdziemy do wniosku, że choć analogowa taśma-matka jest równie niedostępna, jak 50 lat temu, to mamy wreszcie medium, którego dźwięk jest naprawdę porównywalny z analogowym wzorcem. A winyl? Cóż – będzie z nami już zawsze. To bowiem jeden z najtrwalszych nośników, poza papierem oczywiście.

ANALOG FOREVER

Zresztą musimy go przechować, bo przecież może być kiedyś potrzebny do odtworzenia informacji nadesłanych od naszych braci w rozumie z głębi kosmosu. Pamiętacie państwo sondę Voyager? Jak pisze autor Świata bez nas, w świecie poprzedzającym rozpowszechnienie nośników cyfrowych, astrofizyk Frank Drake, opracował dla NASA metodę nagrania zarówno obrazów, jak i dźwięków na 30,5 cm złoconej miedzianej płycie analogowej, na której odwrocie zostały umieszczone rysunki prezentujące sposób jej odtwarzania. Mało prawdopodobne, aby ktoś TAM zdołał je odczytać, a tym bardziej skonstruować gramofon analogowy, który by tę płytę odtworzył, ale „nigdy nie mów nigdy”, prawda? Jeśli bowiem to się uda, będziemy musieli wiedzieć, co zrobić z analogową płytą gramofonową nadesłaną z kosmosu. A że mogą minąć miliony, może miliardy lat, zanim to się stanie? Cóż: ANALOG FOREVER!

Redaktor naczelny
Wojciech Pacuła

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show