pl | en

No.77 wrzesień 2010
PATRIOTYZM

Jedną z podstawowych zasad, którą przyjąłem jeszcze przed pojawieniem się pierwszego numeru „High Fidelity OnLine”, bo taki tytuł, na początku nosiło „High Fidelity”, była stała obecność na łamach urządzeń wyprodukowanych tu, w Polsce. Niezależnie od ich kondycji finansowej, bez oglądania się na układy i koterie, bez żadnych warunków wstępnych. Firma musiała zrobić tylko jedno: zaproponować ciekawy, gotowy i (ważne!) bezpieczny w obsłudze produkt. Mam nadzieję, że układ jest jasny – rodzimi producenci mają „pod górkę” już na starcie, ponieważ ich roczne budżety są zazwyczaj mniejsze niż tygodniowy budżet dużych firm zza granicy – budżet na materiały biurowe oczywiście. Tyle mogłem więc zrobić. Produktów wartych obejrzenia raz jest więcej, raz mniej, ale ich strumyczek, biegnący przez łamy HF, wydaje się stały. I to nawet po umiędzynarodowieniu się pisma, po dodaniu części anglojęzycznej, która przeniosła nas na inny poziom, skutkujący podjęciem współpracy z największym pismem internetowym na świecie, prowadzonym przez Srajana Eabena „6moons.com”. Żeby jednak jakoś mocniej zaznaczyć kraj mojego pochodzenia, żeby „głos polski” był lepiej słyszalny, postanowiłem przygotowywać co jakiś czas numer poświęcony polskim produktom w całości. Pierwszym, jeszcze nie całkiem numerem „czystej krwi”, że tak powiem, był numer 41 z września 2007 roku, gdzie polska była pierwsza część numeru. Pierwszym całkowicie polskim numerem był nr 65 z września 2009 roku, z panem Jarkiem Waszczyszynem (Ancient Audio) na okładce, która nawiasem mówiąc – wygrała w konkursie Okładka Roku 2009 (sprawozdanie z rozdania nagród TUTAJ). Tak się złożyło, że tym razem także wrzesień jest „polskim miesiącem”.

„Encyklopedia Gazety Wyborczej” hasło ‘patriotyzm’ definiuje tak (przywołuję pierwszy, najważniejszy człon): „w znaczeniu ogólnym wszelkie umiłowanie ojczyzny jako miejsca swojego pochodzenia i/lub zamieszkania”. „Słownik Języka Polskiego” Wydawnictwa Naukowego PWN (Warszawa 2007) dodaje do tego jeszcze jeden element: „Patriotyzm to miłość do własnego kraju, połączona z gotowością poniesienia dla niego ofiar”. I jest to chyba jasne – patriotyzm związany jest tu z (niemal) bezwarunkową miłością do swojego kraju. Myślę, że nieźle czujemy o co chodzi, szczególnie przeorani przez Historię i patriotyzmu uczeni od dziecka wychowaniem, lekturami, filmami itp. Dlatego też, bez kompleksów, przygotowaliśmy dumną okładkę tego numeru, na którą złożyły się elementy godła państwowego oraz sztandaru prezydenckiego.

Testując tyle lat polskie produkty, znając ich twórców, projektując kolejny taki właśnie numer, w którym nagromadziło się w jednym czasie sporo produktów STĄD, można pokusić się o sformułowanie kilku wniosków ogólnych. Pierwszy jest taki, że polscy producenci są w stanie przygotować urządzenia grające równie dobrze, a najczęściej znacznie lepiej niż ich zagraniczne odpowiedniki z danego przedziału cenowego. Technologie używane w procesie budowy są najczęściej klasyczne, tj. są to lampy i półprzewodniki, najczęściej we wzmacniaczach, rzadziej w odtwarzaczach CD (Ancient Audio, Amplifikator, Amplifon, Amparo (Kustagon)), ale czasem zdarzają się firmy hi-tech, żeby przywołać chociażby Excentric Digital z całkowicie cyfrowym wzmacniaczem (wpis o firmie TUTAJ). Ale to rzadkość. Najwięcej firm produkuje kolumny głośnikowe. Z doświadczenia wiem, że to ostatnie wynika z przekonania o tym, że kolumny projektuje się prosto i że właściwie robi to program komputerowy. To samo doświadczenie mówi jednak, że to błąd, chyba najcięższy grzech producentów audio, także rodzimych. I wreszcie okablowanie oraz produkty związane z siecią – tutaj jesteśmy naprawdę mocni i rynek ma do zaoferowania szeroką gamę produktów. Jak mówię – polskie urządzenia grają najczęściej dobrze i bardzo dobrze. Gorzej jest z ich wykonaniem. Najczęściej to coś w rodzaju obudów „roboczych”, które dopiero czekają na swoją profesjonalną wersję. I na tym etapie firmy najczęściej grzęzną. Przejście od hobbystycznego składania urządzeń do produkcji seryjnej (tj. powyżej, powiedzmy 10 sztuk) jest zmianą jakościową wymagającą pieniędzy, dobrego plastyka i firmy, która daną obudowę potrafi wykonać. Te trzy elementy rzadko ze sobą chadzają, dlatego duża część firm pozostaje w blokach startowych na zawsze, nawet jeśli oferuje rzeczy niezwykle ciekawe, jak chociażby przywoływany Kustagon. I wreszcie rzecz ostatnia – za firmami, o których mówię stoją najczęściej bardzo ciekawi ludzie, pasjonaci, ale też najczęściej znakomici fachowcy, ludzie z doktoratami, z doświadczeniem w pracy naukowej, ludzie z fachem w ręku, muzycy, elektronicy, informatycy. Ale jednocześnie ludzie słuchający namiętnie muzyki, dla których audio jest realizacją największego marzenia – potrzeby słuchania muzyki tak, jak sobie to założył kompozytor, wykonawcy, realizator nagrania. I właśnie to powoduje, że polski rynek audio jest tak ciekawy.

Mówiłem o patriotyzmie – tak, jestem patriotą. Przede wszystkim patriotą lokalnym – patriotyzm obejmuje także tzw. „małe ojczyzny” – z moim ukochanym Krakowem i Bobową. W Krakowie urodziłem się i ja, i moja mama, tutaj mieszkam, zaś z Bobowej pochodzi moja rodzina – ziemię za udział w kampanii z 1920 roku i odniesione w jej czasie rany otrzymał tam od rodziny Długoszowskich, wówczas tamtejszych dziedziców, mój pradziadek (który, niestety, wkrótce później, z ich powodu, zmarł). Będę więc popierał polskie produkty i polskich producentów, jak to tylko możliwe. Pamiętając jednak ciągle to, co napisałem na początku: firma musi zaproponować ciekawy produkt. Pod tym względem nie ma taryfy ulgowej. Nie jest „dobre to, co polskie”, ale „dobre, polskie” („dobre i polskie” narzuca spojrzenie protekcjonalne, którego nie potrzebujemy). Tylko tyle. Jeśli jest dobre, polskie, radość jest podwójna.

W moim działaniu nie jednak miejsca na miernotę, byle polską. To fałszywie postrzegany patriotyzm, jego karykatura, w dłuższej perspektywie niebezpieczna. Powiem więcej – nie chodzi nawet o miernotę, a o produkt niegotowy do sprzedaży, lub też zwyczajny, przeciętny, zwykły. Nikomu takim nie zaimponujemy, nie dostaniemy tej „wartości naddanej”, która w produktach audio jest równie warta, co wartość podstawowa, wynikająca z budowy, wykończenia, dźwięku. Co najwyżej zrobimy danej firmie krzywdę, ponieważ utwierdzimy ją w przekonaniu, że robi dobrze, zablokujemy jej rozwój. Zdaję sobie sprawę, że testy są dla wielu z nich swego rodzaju „beta-testem”, na podstawie którego mogą przygotować jeszcze lepszy produkt. Ale to akurat jest do przyjęcia, pod warunkiem, że produkt „wejściowy” jest tego wart i że nie jest to test „na zamówienie”, za pieniądze. Miałem takie propozycje – przesłuchania, nawet bez publikacji, urządzeń za konkretne wynagrodzenie. Zawsze w takim przypadki odmawiam, grzecznie, ale stanowczo. Jak test, to test – na dobre i na złe. Mówiąc o patriotyzmie nie można bowiem zapomnieć o tym, że: „p. jest przeciwstawiany nacjonalizmowi, jako tylko takie przywiązanie do ojczyzny tylko taka solidarność z własnym narodem, którym nie towarzyszy wrogość do innych narodów i chęć ich poniżenia, duma nar. nie przekształca się zaś w megalomanię.” („Encyklopedia Gazety Wyborczej”). Najlepiej tę zależność między dumą i poszanowaniem wychwytuje „Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego (Warszawa 1967), w którym czytamy: „patriotyzm – miłość ojczyzny, własnego narodu, połączona z gotowością do ofiar dla niej , z uznaniem praw innych narodów i szacunkiem dla nich; por. nacjonalizm.” I tego się trzymajmy – bądźmy dumni z Polski, ale nie zapominajmy o tym, że inni też są dumni ze swoich krajów. A także przyjmijmy fakt, że dla wielu pojęcie „ojczyzny” jest anachroniczne, że we współczesnym świecie znacznie ważniejsze może być przywiązanie do poglądów, idei, miejsca zamieszkania, religii itp. i że także „kosmopolici” są godni naszego szacunku. Dopiero taki patriotyzm będzie pełny i „spełniony”. A przedłużeniem tego spojrzenia niech będzie lektura testów polskich produktów w tym numerze „High Fidelity”.

A myślę, że możemy być w tym nieźli, możemy „inność” rozumieć jeszcze lepiej, także dlatego, że sami, już na początku istnienia naszego języka wypunktowaliśmy rzecz znamienną – to ważny, genderowy trop: słowo „ojczyzna” pochodzi od „ojca”, dokładnie tak samo, jak w greckim oryginale – ‘pater’, czyli ‘ojciec’. Męski rodzaj utrzymuje ono także we wszechobecnym angielskim. Widzą to państwo? – W języku polski ma ono rodzaj żeński, przełamując w pewien sposób terror płci. A przecież niegdyś było to jeszcze mocniejsze i absolutnie jasne – słowem opisującym miejsce pochodzenia, ukochane miejsce była ‘macierz’…

Halide Design S/PDIF Bridge

Ostatnie kilka tygodni spędziłem w głównej mierze na testowaniu dla „Audio” przetworników cyfrowo-analogowych, z każdego chyba przedziału cenowego, aż do 12 000 zł za urządzenie. Było tego kilkanaście sztuk, z czego zdecydowałem się opisać dwanaście. Jedną z ważniejszych właściwości nowoczesnych „daków” jest obecność wejścia cyfrowego USB. Coraz więcej ludzi korzysta z komputerów jako źródła muzyki, a część z nich idzie dalej i chce wykorzystać PC w roli źródła muzyki wysokiej jakości. Stąd migracja z plików mp3, kompresowanych i w realnym świecie muzyki zupełnie nieprzydatnych, do „ripów” z płyt CD, albo w bezstratnej kompresji, np. FLAC, albo w niekompresowanych plikach WAV. Idąc wyżej – część z tych, którzy zdecydowali się na ten krok, wyszukuje w sieci pliki wysokiej rozdzielczości i na nich buduje swoją kolekcje. Niezależnie jednak od tego, jak to wygląda w konkretnym przypadku, zasada jest ta sama: komputer jest swego rodzaju „odtwarzaczem”, często też „bibliotekż” (chyba, że mamy twarde dyski sieciowe, wówczas to jedynie odtwarzacz i procesor). To potężne narzędzie, mające jednak jedną wadę: trzeba z niego w jakiś sposób wydostać sygnał. Najłatwiej zrobić to przez wyjście mini-jack lub RCA, w jakie zaopatrzone są niemal wszystkie karty sieciowe komputerów. Ci, którzy jednak ten etap przeszli wiedzą, że to trochę tak, jakby przygotować fantastyczną kolację, wziąć świeże, pyszne składniki, wydobyć znakomity przepis i wszystko usmażyć na oleju spod frytek w McDonaldzie. Bez sensu.

Żeby to miało jakiś sens sygnał musi zostać z komputera wysłany w formie cyfrowej i zdekodowany na zewnątrz, w przetworniku D/A, przy pominięciu wewnętrznej karty dźwiękowej PC. Część komputerów wyposażonych jest w gniazdo FireWire – to najdoskonalsze łącze tego typu, szybkie, stabilne, ze znikomym jitterem, pozwalające na przesył sygnałów do 24/192 bez żadnego kombinowania. Niestety, na rynku przetworników z takim wejściem niemal nie ma, poza znamienitym wyjątkiem Weiss Digital Audio. Dlatego też powszechnie stosowanym standardem (bo tak już można o nim mówić) zostało łącze USB. Przypomnę, że Universal Serial Bus powstał do transmisji danych, nie muzyki. Stąd ogromny jitter, jaki wprowadza. Firmy usiłują sobie z tym radzić w różny sposób, najczęściej przetaktowując sygnał w „daku”, upsamplując go itp. I często działa to całkiem przyzwoicie. Niestety re-taktowanie nie jest panaceum na wszystkie problemy, a jedynie wybiegiem. Stąd pomysł Wavelenghta, a potem innych firm (np. Ayre) na przygotowanie odbiornika USB, który pracowałby niesynchronicznie z komputerem. Takie asynchroniczne przetworniki już są. Wśród przetworników, jakie testowałem tylko dwa zostały w takie „ustrojstwo” wyposażone – Arcam rDAC i DAC Wavelenght. Drugim problemem, z jakim się musiałem zmierzyć, to brak możliwości zdekodowania w większości urządzeń sygnałów wyższych niż 16 bitów i 48 kHz. To z kolei ograniczenie starych odbiorników USB. I nawet jeśli DAC był fajny, jeśli przez wejście RCA S/PDIF grał świetnie, to już przy USB było źle, albo bardzo źle – patrz DacMagic Cambridge Audio.

Dlatego od dłuższego czasu rozglądałem się za rozwiązaniem, które by wszystkie moje problemy rozwiązało. Jak się okazało, na rynku od dłuższego czasu można znaleźć coś, co jest w takiej sytuacji niezastąpione: konwertery USB-S/PDIF. Wgryzając się w temat wybrałem kilka firm, którym warto by się przyjrzeć, a wśród nich najciekawsza wydała mi się amerykańska firma Halide Design. Jej produkt jest bowiem niewielki, prosty w użyciu i zapewnia niemal wszystko to, czego oczekiwałem, za wyjątkiem odtwarzania plików o częstotliwości próbkowania 192 kHz i wyższej.
Jej jedyny, jak do tej pory, produkt o nazwie Bridge („most”), przychodzi do nas w małym, białym, gustownym pudełeczku. Wewnątrz znajdziemy instrukcję obsługi i urządzono wraz z zamontowanym na stałe kablem USB. Ten ostatni nie wygląda na zbyt zaawansowany technologicznie i miło by było mieć możliwość jego zastąpienia czymś innym. Potrzebne by do tego było jednak zastosowanie gniazda mini-USB, a być może chodziło właśnie o wyeliminowanie kolejnych miejsc styku. Samo urządzono jest maleńkie, ma długość mniejszą niż połowa długopisu i grubość cienkiego flamastra. Zakończone jest wtykiem BNC, albo – jak w moim egzemplarzu – wtykiem RCA Bullet Plug Silver. Wystarczy Bridge wpiąć z jednej strony do gniazda USB komputera, z drugiej do gniazda wejściowego RCA naszego „daka” i sprawa zakończona. Urządzenie samo się instaluje i nie trzeba nic z nim robić.

Dlaczego właśnie Bridge? Ano jest to bardzo zaawansowany technologicznie produkt i jest niewielki. Firma tak opisuje jego budowę i cechy:

Bridge zbudowany jest wokół zaawansowanego kodu odbiornika o nazwie Streamlength, wymyślonego przez firmę Wavelenght Audio. Oprogramowanie to, zapisane w kości TAS1020B umożliwia kilka, niezwykle istotnych rzeczy
∙ to urządzenie plug-and-play. Użytkownik samodzielnie wybiera częstotliwość próbkowania sygnału 44,1, 48, 88,2, lub 96 kHz (88,2 tylko dla Windows Vista/7). Można więc odtwarzać nagrania z natywną częstotliwością próbkowania lub skorzystać z dodatkowego oversamplingu.
∙ Streamlength umożliwia przesył sygnału 24-bitowego.
∙ można taktować sygnał zegarem Bridge’a, nie zegarem komputera – praca w trybie „asynchronous”. Oznacza to, że jitter jest zależny jedynie od zegara urządzenia, wtyku oraz – w małym stopniu – dodatkowych bramek logicznych, przez które sygnał musi przejść. Cena: 450 USD + przesyłka + cło.

Jeśli tylko korzystamy z wysokiej klasy DAC-a, w którym nie ma dobrego wejścia USB i mamy dużo muzyki na komputerze, wówczas to pozycja obowiązkowa. Polecam!!!

Everything-but-the-box

Często, kiedy wydaje mi się, że w audio wymyślono już chyba wszystko, że JA już wszystko widziałem, trafiam na coś, co całkowicie wywraca ten mój błogostan na drugą stronę i co ponownie wprowadza do mojego postrzegania tej gałęzi przemysłu element niepewności i zaskoczenia. Tak było, kiedy w „Stereo Soundzie” zobaczyłem (‘zobaczyłem’ to wyjątkowo trafne określenie – nie znam języka japońskiego) kolumny firmy Everything-but-the-box. Wystarczająco dziwaczne, żeby przykuć moją uwagę, dość szybko zostały docenione także w Europie. Japończycy jednak na ich punkcie zwariowali. To niewielkie kolumny, wykonane tak fantastycznie, że mogłyby służyć za wzorzec dla innych, niemal nie mają klasycznej obudowy. Zbudowane na bazie kuli lub kuli i małej ścianki przedniej, wykończone są lakierem samochodowym, dostępnym w nieskończonej liczbie odcieni. Klasa malowania jest lepsza niż w samochodach – wiem, widziałem, doceniłem. Co więcej, poszczególne elementy mogą być wykończone prawdziwą skórą, a metalowe detale złocone, chromowane itp. Ilość kombinacji jest niesamowita. Projekt plastyczny, choćby nie wiem, jak dobry, musi być jednak służebny wobec dźwięku, inaczej mamy produkt „designerski”, a tym zajmują się tylko projektanci wnętrz i „toto” wcale nie musi nawet grać. Kolumny Everything-but-the-box są inne – och, jakże inne! Kiedy ich pierwszy raz posłuchałem w Monachium, w czasie High End 2010 nie mogłem uwierzyć, że coś tak ładnego, tak innego gra tak dobrze i tak „normalnie”. Żadnego wydziwiania z dźwiękiem, cudowania, przeginania – po prostu dobre granie.
Wspomniałem o Japonii i Azji – tam kolumny są szczególnie cenione. Co dziwne zważywszy na kraj ich pochodzenia – Bułgarię. Kiedy dowiedziałem się, gdzie są produkowane, prawie się zadławiłem, bo jakoś w żaden sposób nie kojarzę tego kraju – może się mylę, za co z góry przepraszam i przepraszam za moją ignorancję! – z audio, a z audio wysokiej klasy jeszcze mniej. Po obejrzeniu kolumn w „Stereo Soundzie” mogłem wprawdzie sam to sprawdzić, ale do głowy mi to nie przyszło i założyłem, że mam do czynienia z dziełem Japończyków, albo Włochów. Nic to – niedługo najpewniej nadrobię zaległości, ponieważ firma od 1 września będzie reprezentowana także w Polsce, a w przyszłym tygodniu, po powrocie z wystawy IFA w Berlinie jestem umówiony na oglądnięcie u mnie w domu modeli Terra oraz Pluto. Zapewne niedługo test któregoś z nich znajdzie się i w „High Fidelity”.

IFA 2010

A właśnie – IFA… To jedna z największych wystaw sprzętu AGD w Europie, którą odwiedzałem regularnie przez wiele lat. Dopóki dwa lata temu się zbuntowałem i nie pojechałem. Ostatnie moje relacje ukazały się w „High Fidelity” i w „Audio” w roku 2007 (HF – TUTAJ). Edycja ta była po prostu żenująco słaba – zarówno pod względem ilości ciekawych wystawców, jak i „intensywności” pokazów. Całą wystawę przeszedłem w cztery godzimy, robiąc zdjęcia i słuchając, oglądając, rozmawiając. To wtedy powiedziałem, że takiego czegoś promował nie będę. W tym roku wystawa obchodzi jednak rocznicę 50-lecia, zdecydowałem się więc uczcić to i pojechać, choćby na dzień. Co zobaczę i usłyszę, postaram się państwu (jeśli oczywiście będzie co) pokazać w fotorelacji.

Nazwa: Internationale Funkausstellung Berlin (IFA)
Miejsce: Messedamm 22; 14-055 Berlin, Niemcy
Czas: 3-8 września 2010
Godziny otwarcia: 10.00-18.00
Kontakt: IFA

Plany październikowe

Jak zwykle już wiadomo, że nie wszystkie zapowiadane przeze mnie produkty do numeru październikowego Toy Story dostaniemy, wiadomo też, że pojawią się inne, może nawet ciekawsze:

  • Synergy Audio APPJ-6F3 – wzmacniacz zintegrowany
  • Isem CD Ergo 3 + Xtasis – odtwarzacz CD + wzmacniacz zintegrowany
  • Harbeth P3E SR – kolumny podstawkowe
  • Sonus Faber Minima Vintage – kolumny podstawkowe
  • Cyrus Audio CD6 SE + 6 XP – odtwarzacz CD + wzmacniacz zintegrowany
  • QBA Sobieski 3 – kolumny podstawkowe
  • Music Hall pa1.2 + Heed CanAmp – przedwzmacniacz gramofonowy + wzmacniacz słuchawkowy
  • Quad Integrated – wzmacniacz zintegrowany

Wojciech Pacuła





Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show