pl | en

No.69 styczeń 2010
KSIĘGA ŻYCZEŃ

Jak donosi „Gazeta Wyborcza”, film Avatar Jamesa Camerona zarobił w premierowy weekend 230 mln dol. (Witajcie na planecie 3D, P. Cieśliński, „Gazeta Wyborcza”, 28 grudnia 2009, s. 13). I nic dziwnego – to film przełomowy pod wieloma względami. Technologia 3D, w której został przygotowany nie jest dla kina niczym nadzwyczajnym, bo znana jest od lat 50. zeszłego wieku. Po oglądnięciu najnowszego filmu twórcy Titanica już jednak wiem, że tamte próby to były zaledwie przymiarki do prawdziwej trójwymiarowości. Avatar wgniata w fotel – kiedy, po 160 min., się skończył, odetchnąłem tak, jakbym na wdechu był od pierwszej sceny. Wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach, wiara w to, że to, co przed nami (bo to nie jest już „na ekranie”) jest prawdziwe była tak wielka, że po wyjściu z Imaxa (bo tylko tam warto ten film zobaczyć) miałem wrażenie, że to świat wokół mnie jest nierealny, bo jest szary, płaski i beznadziejny. Tak, ja też chciałem być Avatarem…
Wydaje się, że w tym przypadku technologia wreszcie pozwoliła reżyserowi oddać dokładnie to, co sobie zamierzył. To dziwne, ale po tym seansie widać, że kino, pod względem technologicznym, dopiero teraz dojrzało. Ma się wewnętrzne przekonanie, że wszystkie poprzednie „widowiska”, nawet niedawno wyświetlane Transformers. Zemsta upadłych (reż. Michael Bay, 2009) czy 2012 (reż. Roland Emerich, 2009), żeby pozostać przy sf, są tylko cieniem tego, czym mogły by być, gdyby je zrealizował Cameron w 3D. A przecież wydawało się, że obraz kinowy jest niemal perfekcyjny, że po wprowadzeniu cyfrowych projektorów 2K i 4K mamy wszystko, o czym mogliśmy marzyc. Teraz wiem, że to nieprawda, że to pomyłka, falstart.

Piszę o tym nieprzypadkowo, ponieważ wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej widać teraz paralelę między światami wideo i audio, paralelę – dodajmy – wcale nie symetryczną. Jeśliby porównać to, co działo się z obrazem i z dźwiękiem, to zapewne najbliżej prawdy, tak mi się przynajmniej wydaje, byłyby następujące paralele: obraz czarno-biały – dźwięk monofoniczny; obraz kolorowy – dźwięk stereo; obraz kolorowy 3D – dźwięk wielokanałowy (przestrzenny, surround). Taka jest chyba logika tych zmian – od najprostszego przedstawienia do najbardziej wielopłaszczyznowego. Nie znaczy to, że automatycznie to, co nowsze jest lepsze – przywołajmy chociażby niewiarygodne obrazy z Obywatela Kane’a (reż. Orson Welles, 1941) i monofoniczne nagrania z płyty Saxophone Colossus (1956) Rollinsa, żeby wiedzieć, o czym mówię. A jednak, z punktu widzenia dążenia do jak najwierniejszego oddania tego, co jest w rzeczywistości, bliżej do niej obrazowi kolorowemu niż czarno-białemu – trójwymiarowemu niż płaskiemu. I z tym samym mamy do czynienia w dźwięku – przekaz wielokanałowy jest znacznie bliższy temu, co naprawdę słyszymy niż przekaz stereo czy mono. Problem polega na tym, że – przynajmniej do tej pory – i filmy 3D, i dźwięk surround były kiepskie, a widz/słuchacz odbierał je jako sztuczne, nieprawdziwe. Problem leżał po stronie nowych technologii i to, że wciąż wolę nagrania mono i stereo od surround, a także przedkładam klasycznie, dobrze nakręcony film nad 3D to wynik słabości nowych technologii, a nie zalet „płaskiego świata”. W audio wciąż jest niestety tak, że nawet bardzo dobry system wielokanałowy przegrywa na starcie z hi-endowym stereo. Są od tego wyjątki, ale dotyczą przede wszystkim eksperymentalnych pokazów, takich, jak system IsoMike Kimbera i do domu przenieść je jest niezwykle trudno. Dlatego wciąż, moim i tylko moim zdaniem, ale popartym wieloletnim doświadczeniem i trudną do ustalenia ilością pokazów, systemy wielokanałowe gorzej oddają rzeczywistość niż stereofoniczne. Tak, aspekt przestrzenny w tych pierwszych może być nieprawdopodobny, jednak – jak mi się wydaje – traci się przy tym barwę i definicję dźwięków. I chyba niewiele się w tej mierze zmieni. Jeśli jednak chodzi o kino, to wkracza ono właśnie, jestem tego pewien, w nową erę – w erę 3D. To, co przygotował Cameron jest tak niewiarygodnym skokiem do przodu, że teraz będziemy mówili o filmach „przed” i „po” Avatarze. W audio takiej cezury nie ma i raczej prędko (jeśli w ogóle) nie będzie. W branży, którą w „High Fidelity” się zajmujemy rewolucja wielokanałowa musi jeszcze poczekać na swojego Camerona.

Czeka nas jednak inna zmiana – jak donosi firma analityczna NPD Group, sprzedaż muzyki w formie cyfrowych plików przegoni w roku 2010 sprzedaż na nośnikach fizycznych. Chociaż dane te dotyczą rynku amerykańskiego, to jak pokazuje doświadczenie, w ciągu jednego roku przełożą się na wyniki w Europie. Jak czytamy w oświadczeniu, ze sprzedaży płyt CD firmy uzyskują obecnie 65% przychodów, łatwo więc obliczyć, że pliki cyfrowe przynoszą 35% zysków. Liderem jest przy tym firma Apple, która, nie sprzedając fizycznych nośników w ogóle, zgarnęła 25% całego rynku. A przecież nikt nie podaje danych dotyczących ściągnięć plików w ogóle, a tylko ich sprzedaż. Skądinąd wiadomo, że to tylko wycinek tego, co w sieci zmienia właściciela. Następna rewolucja w audio będzie bowiem dotyczyła tego, jak muzyka będzie dystrybuowana i jak będzie przez nas odtwarzana. W pewnym sensie pozostaniemy na etapie 2D, w świecie telewizji kolorowej, ale – wreszcie – telewizji wysokiej rozdzielczości. Bo po raz pierwszy dostaniemy do ręki materiał odpowiadający taśmie-matce – wystarczy wspomnieć, że w takiej formie swoje archiwa zaczęła udostępniać monachijska wytwórnia ECM , a jej hitem jest Testament Keitha Jaretta w formie FLAC 24/96.

To jednak, jak sądzę, jedyna duża zmiana w audio, jakiej możemy się w nowym roku spodziewać. Wszystkie pozostałe elementy łańcucha, jak wzmocnienie i kolumny pozostaną dokładnie takie same, jak były. Co jest – bądźmy szczerzy – dowodem na słabość branży, a i technologii w ogóle. Chociaż bowiem dźwięk uzyskany z dynamicznych kolumn może być olśniewający, to jednak wciąż jest on obarczony dużymi zniekształceniami i problemami związanymi chociażby z interakcją z pomieszczeniem. Próby ominięcia tego, podejmowane np. przez producentów elektrostatów, albo tych, którzy oferują korektory akustyki pomieszczenia są tylko, jak dla mnie, krokiem w bok, w ogólnym rozrachunku nie rozwiązują problemów, a jedynie zamieniają jedne na inne. Niewiele zmieni się w sferze wzmocnienia. Chociaż tutaj sprawy mają się całkiem nieźle. Renesans lampy wymusił na producentach urządzeń półprzewodnikowych poszukiwania rozwiązań, dzięki którym można by wyeliminować najbardziej dokuczliwe dla tej technologii zniekształcenia. Wielu z nich się to w dużej mierze udało i produkty takich firm, jak Tenor Audio, Sovereign, Accuphase, Luxman, Goldmund, Spectral, FM Acoustics pokazują, że da się zagrać tak, że jest pięknie. A jednak… Wciąż najlepszy dźwięk, jaki słyszałem, pochodził ze wzmacniaczy lampowych. Różnica wcale nie była już jednak taka duża, wcale nie tak jednoznaczna, jak jeszcze dwa-trzy lata temu.
Można by się zapytać, co ze wzmacniaczami cyfrowymi i wzmacniaczami pracującymi w klasie D (to nie są zamienne nazwy). Myślę, że rynek tego typu urządzeń będzie rósł, szczególnie, po tym, jak Unia Europejska nałoży wysokie opłaty na producentów klasycznych wzmacniaczy, pracujących w klasie AB i A (a tak będzie na 100%). To jednak wciąż technologia raczkująca, mająca przed sobą długą drogę do przebycia – na tyle długą, że w nadchodzącym roku będzie tylko „dodatkiem”, elementem towarzyszącym, a nie głównym nurtem.

System odniesienia

Zmiany są czymś naturalnym, jednak świat audio jest na nie niebywale odporny. Jego konserwatyzm bierze się zarówno z przyzwyczajeń użytkowników, jak i z braku rzeczywistych nowości, rzeczywistych przełomów. Wciąż nie mamy swojego Avatara… Mimo to, drobnymi krokami, ale jednak, idziemy do przodu, jestem tego pewien.
Zmienia się i mój ogląd sytuacji, a także mój system odniesienia. Nie są to może zmiany skokowe, a raczej kroczki w wyznaczonym przeze mnie kierunku, ale trzeba o nich wspomnieć, ponieważ wpływają na to, jak odbieram testowany przeze mnie sprzęt. Postaram się pokrótce opisać wszystkie zmiany i to, jak wpłynęły na system – nie dlatego, że tego potrzebuję, a po to, aby państwo wiedzieli, do czego się odnoszę.

Najważniejsza zmiana, jaka dokonała się w grudniu, a z którą wciąż się oswajam, to przybycie do mnie nowego przedwzmacniacza. Mój ukochany Leben RS-28CX trafił w godne ręce, a na jego miejscu usadowił się Polaris II Ayona Audio, o którym jakiś czas temu pisałem (TUTAJ). Nie jest to jednak ten sam przedwzmacniacz. Pan Gerhard Hirt był tak uprzejmy, że przygotował osobiście, specjalnie dla mnie, model liniowy, z wyjściem do wzmacniacza słuchawkowego – o którym zaraz – z kompletnie nowym typem zasilacza o nazwie AC-Regenerator. Jest to urządzenie podobne do PS-510 Accuphase’a, generujące zupełnie nowe napięcie. W przeciwieństwie do japońskiego kondycjonera, w Ayonie generowane są od razu napięcia wymagane przez przedwzmacniacz – napięcie anodowe i napięcie żarzenia, a nie 230 V, z którego dopiero w zasilaczu wytwarzane są potrzebne napięcia. Preamp jest genialny, ale wciąż się z nim oswajam i próbuję zrozumieć.

Druga zmiana dotyczy mojego odtwarzacza CD. Lektor Prime Ancient Audio, który mi wiernie służył, też znalazł sobie nowy dom, a ja zamówiłem u pana Waszczyszyna zupełnie nowy odtwarzacz. Tak, zamówiłem, bo go nie było – nowy „cedek” będzie właściwie prototypem. Prime był fantastycznym urządzeniem, ale drogie odtwarzacze, chociażby Grand SE tegoż producenta, ale i wiele innych, były lepsze. Najłatwiej byłoby pewnie po prostu przejść na wspomnianego Lektora Grand SE, ale to rozwiązanie było dla mnie nie do przyjęcia ze względu na jego trzypudełkową budowę – testując tyle różnych urządzeń muszę mieć coś zgrabnego i mobilnego, co będę mógł szybko wypiąć i wpiąć w system.



I tak powstała idea Lektora Prime SE (czy jak tam będzie się nazywał). Obudowa pozostała z Prime’a, jednak w środku to zupełnie nowe urządzenie – nowa płytka, duże kondensatory olejowe V-cap na wyjściu, nowy zegar, dwa transformatory w zasilaniu itp. Pierwsze odsłuchy są niebywale obiecujące, jednak wciąż są problemy ze zgraniem wszystkiego już w obudowie. Dlatego też od dwóch miesięcy gram muzykę tylko z gramofonów. Rzecz, która na pewno pozostawi głęboki ślad w moim odbiorze muzyki…

I wreszcie sprawa słuchawek – tutaj zmieniło się jeszcze więcej. Po teście HD800 Sennheisera, który przygotowałem dla „Audio” nie mogłem już ich sobie „odpuścić” i je kupiłem. Wciąż kocham moje AKG K701 za ich miękkość, aksamitność itp., ale HD800 przewyższają wszystko, co do tej pory zrobiono ze słuchawkami dynamicznymi. Żeby zapewnić im godny napęd, zamówiłem u pana Taku Hyodo, właściciela i konstruktora Lebena, specjalną wersję mojego wzmacniacza CS-300. I otrzymałem wersję CS-300XS Custom Version, przygotowaną własnoręcznie przez pana Hyodo, z selekcjonowanymi dobieranymi elementami oraz super-rzadkimi lampami wyjściowymi Toshiby. Moc wyjściowa wynosi teraz 8 W, a nie 16W. Na tylnej ściance jest własnoręczny podpis konstruktora i specjalna adnotacja dotycząca „High Fidelity”. Tak, trochę się chwalę, ale jest czym…

Wciąż na zmianę czekają kolumny, ale mam z tym kłopot – chciałbym mieć Prince’y Hansena, ale mnie na nie nie stać. A niżej trudno zaproponować coś jednoznacznie i bezapelacyjnie lepszego od moich Dobermannów. Oczywiście w ramach estetyki jaką preferuję i jaka jest mi przydatna w testach – mój system jest ostatecznie czymś w rodzaju „laboratorium”. Ma świetnie grać, ale też ma być maksymalnie liniowy i przezroczysty. Taki zresztą dźwięk w tej chwili mam. Jest nieco mniej nasycony niż system Reimyo, czy ze wspomnianymi Hansenami. Jest za to szybszy i bardziej precyzyjny. Coś za coś. Lepiej od mojego Luxmana M-800A zagrały chociażby wzmacniacze Reimyo PAT-777 i Ancient Audio Silver Grand Mono , jednak obydwa były niepraktyczne w kontekście testowania różnych kolumn. Dobermanny zagrały z nimi bosko, ale ostatecznie to dość łatwe obciążenie, z płaską, wysoką impedancją. Przy innych konstrukcjach wzmacniacze dość szybko się dławiły. Genialny był także Emitter II firmy ASR (TUTAJ), ale, jak pisałem, to nie do końca „moja bajka”.
Jak widać, recenzent staje przed wieloma wyborami i musi iść na kompromisy między funkcjonalnością i jakością dźwięku. Takie życie. U państwa nie musi to jednak wyglądać w ten sposób, bo odpada sprawa współpracy z innymi produktami. Obiecuję przetestować wszystkie te rzeczy tak, żeby czytelnicy mieli ogląd tego, o czym mówię, porównując testowane urządzenia do systemu odniesienia. Muszę się jednak najpierw przyzwyczaić do tego dźwięku, przetestować trochę lepszych produktów, żebym wiedział co i jak.

Plany 2010

Mam już też wstępnie zaplanowane cztery następne numery „High Fidelity” na rok 2010. Zdecydowałem, że więcej będzie w nim numerów monograficznych. Pierwszy z nich, styczniowy właśnie państwo otrzymujecie do ręki, a poświęcony jest wzmocnieniu. Numer lutowy, jak można wyczytać z okładki (pod przyciskiem „W następnym numerze” na końcu wstępniaka) poświęcony jest z kolei źródłom cyfrowym – będą i odtwarzacze plików, jak Linn Klimax DS oraz (absolutna nowość) Bladelius Embla i przetwornik D/A USB Wavelenght Crimson v3. Od strony CD mamy z kolei przedstawiciela z Kanady, odtwarzacz Simaudio Moon oraz kolejną nowość, niedrogi odtwarzacz Ayon Audio CD-07. Jest on ciekawy przede wszystkim dlatego, że zintegrowano z nim gniazdo dla odtwarzacza iPod i to w bardzo fajny sposób – proszę zajrzeć na polską stronę Ayona. Z Katowic przyjechał już do nas niedrogi przetwornik D/A C.E.C.-a DA53N, a właściwie przetwornik/przedwzmacniacz/wzmacniacz słuchawkowy. To urządzenie pod względem funkcjonalnym podobne do Benchmarka DAC-1 USB, który jakiś czas temu testowaliśmy. I jeszcze cos, ale nie wiem na 100%, co…

Bo planowanie testów to w Polsce spore wyzwanie – najczęściej ciekawe produkty są rozchwytywane, a małe firmy mają do dyspozycji pojedyncze sztuki. Nie raz i nie dwa (prawdę mówiąc dość często) zdarza się tak, że mam coś zaplanowane, mam przeznaczony konkretny czas na dane urządzenie, a tu w dniu, w którym miałem je postawić na półce dostaję telefon od dystrybutora z przeprosinami, bo urządzenie „właśnie udało się sprzedać”. Rozwala to całkowicie plan testów, trzeba szybko szukać jakiegoś odpowiednika itp. Z drugiej strony rozumiem jednak racje dystrybutora – ostatecznie jego podstawowym zadaniem jest sprzedaż, a promocja, budowa marki itp. to sprawy drugorzędne. Ale, jak mówię, to zawsze sieje zamieszanie w planach… A do tego dochodzą bardziej prozaiczne problemy, jak uszkodzenie urządzenia w transporcie, brak mojej akceptacji dla danego dźwięku (z założenia testuję tylko rzeczy dobre i takie, które warto pokazywać, inne mam w… wiadomo gdzie) itp. Zawsze znajdzie się COŚ… Dlatego też plany o których piszę równie dobrze mogą wystrzelić w kosmos. Chciałbym jednak, żebyście państwo wiedzieli, czego – mniej-więcej – można się w tym roku po „High Fidelity” spodziewać.

Chciałbym, żeby wyglądało to tak:
∙ styczeń 2010: Wzmocnienie (wzmacniacze i przedwzmacniacze)
∙ luty 2010: Numerycznie (źródła cyfrowe)
∙ marzec 2010: numer „różny”: na razie potwierdzone są gramofony Avid Reference i Thorens TD 550 z ramieniem SME 309 i przedwzmacniacz gramofonowy Avid Pulsare.
∙ kwiecień 2010: Budżet – chociaż w HF testujemy głównie drogie i bardzo drogie urządzenia, to chciałbym w tym numerze zgromadzić jak najwięcej niedrogich systemów, bo przecież takich urządzeń sprzedaje się najwięcej.
∙ maj 2010 lub czerwiec 2010: Tylko o… Accuphase - dawno zapowiadany, dawno przez Was oczekiwany numer o ikonie japońskiego audio.
∙ lipiec 2010 lub sierpień 2010: SACD - numer poświęcony formatowi absolutnie niszowemu, który w obliczu dostępności plików wysokiej rozdzielczości PCM jest już właściwie skazany na absolutną niszę. Ale co to za nisza!
To oczywiście tylko plany. Jak mówi znane powiedzenie, Boga nasze plany śmieszą bardziej niż cokolwiek innego, dlatego zobaczymy, co z tego wyjdzie…



Okładka Roku 2010

I jeszcze krótko o konkursie – do dnia 29 grudnia, kiedy to piszę, nadeszło 188 zgłoszeń. Losowanie odbędzie się:

13 stycznia (środa) 2010
w salonie Nautilus
godz. 18.00


Wszystkich serdecznie zapraszamy!

Adres:
Nautilus
30-646 Kraków, ul. Malborska 24
tel./fax: 012 425 51 20 / 30
tel. kom.: 602 321 653, 507 011 858
e-mail: nautilus@kinodomowe.krakow.pl

Do zwycięzcy zadzwonimy bezpośrednio z losowania. Relacja z tego spotkania i z wręczenia nagród (jeśli się uda), ukaże się 16. stycznia.



HIGH END 2010

Biuro organizacyjne wystawy High End poinformowało nas o terminach tegorocznej imprezy:

Nazwa: High End 2010
Hasło: THE BEST SOUND. THE BEST VISON
Organizator: High End Society
Miejsce: M,O,C, Monachium, Lilienthalallee 40, 80939 München-Freimann, Niemcy
Czas: 6-9 maja 2010
Czwartek 6 maja otwarty dla dealerów, dystrybutorów i prasy
Strona internetowa: High End

Relacje z poprzednich lat:
High End 2005
High End 2006
High End 2007
High End 2008
High End 2009

Będziemy tam na pewno – już się cieszę na przepiękną goloneczkę w knajpie tuż obok ratusza…

„High Fidelity” w Wikipedii

Już od dawna się do tego przymierzałem, ale myślę, że Czytelnicy zrobią to lepiej – ani w polskiej wersji Wikipedii, ani w jej angielskim odpowiedniku (o innych wersjach językowych nie wspominając) nie ma słowa o magazynie „High Fidelity”. Hasło ‘high fidelity’ istnieje we wszystkich wersjach, ale jego częścią powinna być też informacja o magazynie o takim tytule – a takowej nie ma. W wersji angielskiej można znaleźć informację o wychodzącym niegdyś w USA magazynie o tym tytule (teraz nosi tytuł „Sound and Vision”), ale raz, że brakuje do niego odnośnika z głównego artykułu (można go znaleźć pod hasłem ‘High Fidelity (magazine), co jest błędem), a dwa, że nie ma sowa o „High Fidelity”, który właśnie czytacie. A na terytorium Europy to my możemy używać takiego tytułu, jako zarejestrowani w ten sposób przez polski sąd. Tak więc – w wasze ręce! Edytujcie proszę, uzupełniajcie – służę wszystkimi informacjami, które mogą hasło dotyczące „High Fidelity” uczynić możliwie precyzyjnym.

Wojciech Pacuła



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show