pl | en

No. 206 Czerwiec 2021

Wstępniak

Tekst: WOJCIECH PACUŁA
Zdjęcia: mat. prasowe | Wojciech Pacuła


No 206

1 czerwca 2021

KOLOROWE JARMARKI,

czyli kilka słów o fenomenie kolorowych winyli z Astigmatic Komeda Quintet wydaną z okazji 90. rocznicy urodzin muzyka jako przykładem

Kolorowe wydania płyt LP zalewają sklepy i internet. Jaki w tym sens? Czy konsumenci rzeczywiście otrzymują coś więcej, czy to tylko sposób na sprzedanie po raz kolejny tego samego materiału? Na te pytania postaramy się odpowiedzieć w tekście poniżej.

ASZE OSOBISTE HISTORIE MAJĄ CZASEM TAKIE ZAWIJASY, takie zakrętasy, że nawet dobry literat nie byłby w stanie tego wymyślić – może, kiedyś, i to raczej AI niż człowiek. Historia, którą chciałbym państwu opowiedzieć korzeniami sięga moich czasów szkolnych, kiedy z przyjaciółmi płci obojga tygodniami włóczyliśmy się po Bieszczadach, tuż po tym, jak wracaliśmy z wędrownego obozu harcerskiego na którymś z Pojezierzy – a to w okolicach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, a to po prostu jakiegoś małego, wówczas jeszcze zupełnie nieodkrytego terenu z ukrytymi gdzieś w lasach jeziorami.

Ten, urodzony w 1981 roku grafik z Karoliny Południowej, codziennie tworzył i umieszczał w sieci jeden cyfrowy obraz. 11 marca 2021 roku, czyli trzynaście i pół roku po opublikowaniu pierwszej pracy, złożył je w jeden, olbrzymi kolaż z 5 tysiącami indywidualnych grafik i w tej formie został on sprzedany za pośrednictwem domu aukcyjnego Chriestie’s. Zakładam, że myślą państwo to, co ja i że podstawowe pytanie, które sobie w przypadku zadajemy brzmi: w jaki sposób ustalono, że jest to oryginał, jeden jedyny egzemplarz, którego nie będzie się dało skopiować i powielić.

⸜ Grafika cyfrowa Beeple pt. Everydays: The First 5000 Days

Okazuje się, że z pomocą przyszły mechanizmy stosowane do sprzedaży kryptowalut – nabywca grafiki Beeple’a kupił tak naprawdę tzw. „token” NFT (ang. non-fungible token). Tokeny NFT mogą reprezentować dowolny plik, na przykład wideo, muzyczny oraz graficzny. Są przy tym unikatowe i nie da się ich skopiować, dzięki czemu ich posiadacz ma 100% pewność, że jest to dokładnie ten „przedmiot”, który kupił i że jest on unikatowy. Dzięki temu rozwiązaniu cyfrowe dzieła sztuki – tak zwana kryptosztuka – zyskały status równy dziełom istniejącym fizycznie.

W artykule Miliony za zera i jedynki, opublikowanym przez magazyn „Polityka”, jego autorka przywołuje, obok Beeple’a, innego artystę cyfrowego – Paka (Ana Brzezińska, „Polityka” nr 18, 27.04-4.05.2021). Jak pisze, to drugi równie znany artysta, którego nazwiska jednak nikt nie zna i być może jest to algorytm, a nie człowiek. O tym, że prędzej, czy później część zadań przypisywanych tradycyjnie artystom, dziennikarzom i – ogólnie – twórcom przejmą właśnie algorytmy, czyli sztuczna inteligencja, wiadomo nie od dziś. Dopiero niedawno jednak „słowo stało się ciałem”, że tak powiem.

Wprost mówi o tym jeden z tytułów artykułu zamieszczonego w najnowszym wydaniu dwumiesięcznika „Press”: Algorytmy zadomawiają się w redakcjach. W tzw. leadzie czytamy:

Już nie tylko pisze teksty, ale ratuje wydawców przed utratą subskrybentów. Zagraniczne redakcje śmiało korzystają z narzędzi sztucznej inteligencji. (…)

⸜ PIOTR DRABIK, Algorytmy zadomawiają się w redakcjach, „Press” 2021, nr 05-06, s. 118.

Jak się dowiadujemy, wpływ AI (ang. AI – artificial intelligence) na nasze życie będzie coraz większy i nie zmienią tego ostrzeżenia wielkich nauki i kultury, na przykład Stephena Hawkinga, który uważał AI za zagrożenie dla gatunku ludzkiego. Czy tak jest, tego nie wiemy, prawdą jest natomiast, że AI podejmuje decyzje w sposób dla człowieka niezrozumiały i nie da się ich zrekonstruować nawet po wykonaniu zadania.

W STEREO I W KOLORZE

I TERAZ – Z JEDNEJ STRONY MAMY supernowoczesne rozwiązania przybliżające wirtualną rzeczywistość do świata rzeczywistego, maszynowe uczenie będące podstawą wielu decyzji, a z drugiej nas, audiofilów i kultywowany przez naszą branżę podziw dla płyty winylowej. To zderzenie hipernowoczesności oraz najstarszego, wciąż używanego, nośnika muzyki wydało mi się interesujące tym bardziej, że wydawcy muzyki z jednej strony przekonują nas o tym, że przyszłością jest streaming, czyli wyeliminowanie fizycznego nośnika, a z drugiej robią wszystko, abyśmy kupowali winyle.

Tę schizofreniczną sytuację skomentował ostatnio Paul Sinclair, redaktor naczelny portalu SuperDeluxeEdition.com w artykule zatytułowanym Format Wars. How the Compact Disc endures and the myth of vinyl revival (SUPERDELUXEEDITION.com, dostęp: 24.05.2021). Jak czytamy w nim, wieści o „eksplozji” sprzedaży płyt winylowych są przesadzone, a informacje o ich dominacji – nieprawdziwe. Jasne jest, że najwięcej muzyki „konsumuje się” poprzez streaming, ale na drugim miejscu jest płyta CD i nic nie wskazuje, żeby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić. Z kolei winyl jest i pozostanie niszą.

Tak się jednak składa, że to właśnie na winylach wydawcy – a przez to również artyści – zarabiają najwięcej. Stosują więc różne strategie wspomagające sprzedaż płyt LP. O jednej z nich, czyli podpisywaniu płyt lub art printów, pisałem w zeszłym miesiącu w artykule Ile wart jest autograf (HF No. 205, 1 maja 2021, dostęp: 24.05.2021). Inny sposób wiąże się z kolorem płyt.

Czytając bogato ilustrowaną monografię zespołu Depeche Mode, zatytułowaną: Depeche Mode – Monument, w oczy rzuca się nie tylko niesamowicie rozbudowana dyskografia grupy, ale przede wszystkim to, że większość ich płyt dostępna jest na kolorowym winylu. Wersje te wydawane były w latach 80. przez niemieckiego wydawcę grupy, firmę Interscope. Pomysł, przypomnijmy, sam w sobie nienowy, bo już w latach 30. XX wieku sprzedawane były zarówno kolorowe flexidisc, czyli miękkie, tłoczone płytki, ale i kolorowe winyle. Jak się wydaje się, do czasów współczesnych modę tę „przenieśli” Japończycy.

Autorzy monografii, Dennis Burmeister oraz Sascha Lange, zauważają w pewnym momencie, że to, co miało być tylko dodatkiem, narzędziem marketingowym, stało się normą i że trudno znaleźć czarny winyl Depeche Mode wydany wówczas w Niemczech. Przypomniało mi się to od razu, kiedy tylko Warner Music Poland przygotował całą serię limitowanych płyt w kolorze – z czego większość były to tytuły należące do serii „Polish Jazz”. Posunięcie samo w sobie sensowne, ostatecznie winyl jest częścią kultury, a obowiązkiem wydawcy jest zainteresowanie muzyką jak największego grona odbiorców. Robi to sięgając po różne narzędzia, czy to – jak już zmówiliśmy – oferując limitowane wersje z autografami, czy właśnie płyty w kolorze.

ASTIGMATIC

JEST JEDNAK TAK, ŻE W PEWNYM MOMENCIE dochodzi do podobnej sytuacji, jak z płytami Depeche Mode, czyli przerostu formy nad treścią. Przykładem niech będzie, wydana właśnie, kolejna reedycja Astigmatic Komeda Quintet.

Płyta dla muzyki polskiej kluczowa, wydawana ciągle i na nowo, zyskała właśnie kolejną odsłonę – wydanie na kolorowym winylu, przygotowane z okazji 90. rocznicy urodzin Krzysztofa Komedy; przypomnijmy, że o wszystkich wydaniach tego tytułu pisaliśmy kilkakrotnie, ostatnio w serii „Oto płyta” (czytaj TUTAJ). Zamiar bardzo dobry, okazja znakomita, jednak wynik co najmniej, jak mi się wydaje, dyskusyjny.

⸜ WYDANIE Krążek o którym mowa został wytłoczony na różowym winylu z czarnymi plamkami, co bardzo fajnie wygląda. Co więcej, przygotowano dla niego nowe matryce, pomimo że dwa lata wcześniej, z okazji Record Store Day, ukazała się numerowana edycja tej płyty na różowym winylu. Nie było to jednak dobre dźwiękowo wydawnictwo i być może dlatego zdecydowano się zrobić to raz jeszcze.

O tym, że nie jest to proste zadanie świadczą numery matryc, z których ostatecznie skorzystano – A-5 dla strony A oraz B-6 dla strony B. Przy wysokonakładowych tytułach byłaby to niekorzystna informacja dla nabywcy, ponieważ byłyby to kolejne matryce wykonane z tego samego lakieru po zużyciu wcześniejszych. Tutaj są to, jak zakładam (to przecież płyta limitowana), jedyne matryce, które wykorzystano, a ich wysokie numery sugerują wielokrotne próby w uzyskaniu satysfakcjonującego dźwięku. Problematyczne w najnowszym wydaniu Astigmatic jest jednak nie to, a fakt, że popełniono w nim wszystkie błędy, na które wskazywałem we wcześniejszych reedycjach tego tytułu.

Zacznijmy od tych widocznych, czyli grafiki. W wydaniu tym skorygowana jest pionowa kreska dzieląca okładkę, zarys głowy Komedy jest koloru białego, a w oryginale był szary, zmodyfikowano typografię tytułu, skorzystano też z logotypu Polskich Nagrań „Muza”, który stosowany był do wydań monofonicznych. Zupełnie kuriozalny jest zaś wybór logotypu na wyklejce informującego o tym, że jest to płyta MONOFONICZNA, podczas kiedy reedycja ukazała się w stereo.

Druga rzecz wiąże się ze materiałem źródłowym, z którego wytłoczono krążek. Począwszy od 2015 roku wszystkie kolejne wydania LP bazują na nowym, cyfrowym remasterze, wykonanym przez Jacka Gawłowskiego, laureata Nagrody Grammy. Dostarczył go do wydawnictwa na płytach master CD-R w plikach WAV 24/88,2. To świetny master, jednak przygotowany został z myślą o wydaniu Compact Disc, Jacek nie jest specjalistą od analogu. Każdy kolejny master LP jest więc przygotowywany w tłoczni – a te się zmieniają – przez różnych ludzi.

Nie inaczej jest w przypadku wydania o którym mówimy. Jedynym jego wyróżnikiem jest więc… nowy kolor. I właśnie to wydaje mi się dyskusyjne, jak gdyby jarmarczność przeważyła nad merytorycznością. 90. rocznica urodzin artysty powinna bowiem być okazją do krytycznego wydania płyty Astigmatic. Czyli naciętej bezpośrednio z analogowych taśm „master”, może nawet w studiach Abbey Road, lub w technice DMM w studiu Pauler Acoustic. Albo też nacięta na dwóch krążkach 45 rpm. Lub w technice „half speed” – możliwości jest mnóstwo. Przecież można by przygotować dwa 200 g krążki z jednej strony z muzyką, a z drugiej z rysunkiem.

Albo jeszcze inaczej – mogło to być wydawnictwo z dodatkową płytą, na której znalazłby się koncert z 1965 roku oryginalnie wydany pod tytułem Astigmatic In Concert. Byłby to więc dwupłytowy album, do którego powinna zostać dołączona obszerna książeczka z nowym tekstem (tym razem powielono insert z poprzedniego wydania), zdjęciami i opisem sesji podczas której płyta powstała. Być może mógłby to być ładny box. Nic takiego się nie stało, a wydawca poprzestał na wyborze koloru i dodaniu okolicznościowej nalepki, której zresztą w egzemplarzu, który kupiłem za pośrednictwem Empik.com nie było. Nie dostaliśmy więc żadnej wartości dodanej.

⸜ DŹWIĘK Mimo to ciekawy byłem, jak ta płyta brzmi. Odsłuchałem ją więc, porównując do oryginalnego wydania stereo, a także do dwóch wcześniejszych wydań wykonanych z plików cyfrowych i remasteru Jacka Gawłowskiego: z 2015 oraz 2019 roku.

⸜ Oryginał i trzy wydania LP korzystające z cyfrowego remasteru Jacka Gawłowskiego: oryginalne wydanie stereo (lewy górny róg), reedycja z 2015 roku, Record Store Day 2019 (lewy dolny róg) oraz najnowsze wydanie

Brzmienie zremasterowanej w 2015 roku płyty jest ciemniejsze, ma też niżej ustawiony punkt ciężkości niż pierwszego wydania. Blachy perkusji są bliżej nas, podobnie zresztą, jak cały przekaz. Słychać, że delikatnie nałożono na nie kompresor. Dźwięk jest bardziej treściwy i ma niżej schodzący bas. Nie jest jednak tak rozdzielczy, jak w oryginale, ani też tak dynamiczny. Instrumenty są wyraźniejsze, ale przez to, że są bliżej i mają lepiej niż w oryginale opisane elementy na przełomie średnicy i basu. Całość jest jednak blisko nas i nie ma dobrej głębi.

Wersja wydana z okazji Record Store Day w 2019 roku mocniej szumi i lekko trzeszczy. Jej dźwięk jest nieco dalej niż na wersji z 2015 roku, choć słychać, że obydwie zostały nacięte z tego samego pliku cyfrowego. Mimo podobieństw jest jakoś tak, że dźwięk różowej płyty jest mniej detaliczny, mniej rozdzielczy, a przez to mniej interesujący. Instrumenty wydają się trochę jak za mgłą. Ciekawe, ale stereofonia jest nieco bardziej zawężona niż na wersji z 2015 roku.

Najnowsze wydanie przynosi parę niespodzianek. Po pierwsze nie szumi tak, jak poprzednie wydanie na kolorowym winylu. Po drugie, jego dźwięk ma wprawdzie bardzo podobną barwę, ale jest wyraźnie bardziej rozdzielczy i dynamiczny. Słuchałem jej z ciekawością, ponieważ dawała lepiej wypełnioną barwę niż na oryginale, a nie była przy tym tak natarczywa w bliskości instrumentów, jak pierwsza reedycja z 2015 roku.

Kiedy zaraz po niej odsłuchałem ponownie oryginalne, pierwsze wydanie, nieco denerwował mnie jego szum przesuwu i trzaski, ale też dostałem znacznie bardziej otwarty, nośny dźwięk, w którym było po prostu więcej informacji o instrumentach, przestrzeni i w efekcie – o emocjach. Mimo to uznaję najnowsze wydanie Astigmatic za najlepszą dotąd wydaną wersję naciętą z cyfrowych plików. Mimo to niesmak pozostaje, ponieważ nie są to różnice „decydujące”.

PO CO KOMU KOLOR?

KOLOROWE WINYLE WYDAJĄ SIĘ jedną z podstawowych strategii sprzedażowych. Szukając informacji o najnowszej płycie Billie Eilish Happier Than Ever, znalazłem siedem różnych wersji kolorystycznych winylu: brązową, jasnobrązową, zieloną, żółtą, jasnoniebieską, złotą i srebrną, a klasyczna, czarna wersja, wydała mi się tylko dodatkiem. Powiedzmy więc wyraźnie: świadczy to o inflacji koloru. Mam wrażenie, że przejął on rolę głównego wabika na pasjonatów i kolekcjonerów, co jest nie do końca, jak mi się wydaje, wobec nich uczciwe.

Jest więc może tak, że to łabędzi śpiew formatu, przynajmniej w wymiarze masowym, i podobnie jak kwiaty najpiękniej pachną tuż przed tym, jak zwiędną, tak i winyle są najbardziej kolorowe tuż przed spadkiem ich sprzedaży. – Zapewne niedługo się o tym przekonamy.

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show