pl | en

No.65 wrzesień 2009
Bellum omnium contra omnes*



Myśląc o audio często rozumiemy je jako scenę starcia różnych sił. Tak to przynajmniej wygląda od strony zaangażowanych w nią finansowo podmiotów – przedstawiciele firm, ich właściciele i projektanci są wobec innych przedstawicieli, właścicieli i projektantów raczej niechętni, podejrzliwi, a najczęściej uważają ich po prostu za głupców i hochsztaplerów. Wielokrotnie tego doświadczyłem w rozmowach, mailach, wywiadach. W najlepszym wypadku o innej firmie, produkującej podobne produkty mówi się, że jest „interesująca”, choć z zastrzeżeniem, że „w najważniejszych miejscach się myli”. Są od tej reguły, bo można moim zdaniem mówić o regule, odstępstwa, ale nieliczne. Najłatwiej znaleźć je przyglądając się stosunkom między firmami oferującymi np. elektronikę (wzmacniacze, odtwarzacze CD itp.) oraz producentami kolumn. To nie są bowiem bezpośredni konkurenci i da się wskazać na przypadki daleko idącej współpracy, np. między Audio Research i Wilson Audio (każda z nich ma w swoim laboratorium odsłuchowym produkty tej drugiej), czy KEF-a i Arcama (ta sama historia, z tym, że jeszcze bliższa – elektronika Arcama jest produkowana w fabrykach należących do GP Acoustics, właściciela marki KEF Audio). Można też znaleźć niejedną „miłość z rozsądku”, kiedy to dwie (lub więcej) marki należą do tego samego właściciela, jak np. B&W Bowers&Wilkins z Rotelem i Classè czy NAD z PSB Speakers. Poza tymi wymuszonymi, bo przecież nie wynikającymi z poziomu dyskusji w świecie audio, przypadkami sytuacja nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem kooperantów, budujących wspólnie coś więcej niż byliby w stanie wytworzyć w pojedynkę. Sytuacja ta bowiem, czy tego chcemy czy nie, przypomina to, co opisał Thomas Hobbes komentując stosunki w społeczeństwie pierwotnym, u prapoczątków ludzkiej aktywności, mówiąc o „wojnie wszystkich przeciw wszystkim”.



Tego typu działanie jest oczywiście pewną konstrukcją myślową, jak wskazuje Zygmunt Bauman czymś w rodzaju bytu „mitycznego”, a więc niepewnego (Z. Bauman, Konsumowanie życia, Kraków 2009, s. 79), jest jednak dobrym punktem wyjścia do dyskusji. Bo przecież, jeśliby się uważnie przyjrzeć światu audio, to można dojść do wniosku, że mamy do czynienia właśnie z czymś takim, z nieustanną walką z każdym konkurentem, bez względu na to, czy to ma sens czy nie, czy rzeczywiście dany producent jest w czymś lepszy czy wręcz przeciwnie. Nieprzypadkowo przywołałem Konsumowanie życia Baumana, ponieważ życie w świecie powszechnej konsumpcji, w świecie post-kapitalistycznym powoduje, że współpraca, rzecz jeszcze w latach 50. i 60. w audio obecna, niemal nie istnieje. Wszystko opiera się na prowizorycznych, niepewnych ustaleniach i nigdy nie ma choćby cząstkowej zgody co do fundamentalnych założeń. Dlatego też trudno mówić o jakiś sztywnych hierarchiach i podziałach, bo te ostatnie idą niemal wszędzie i trudno odróżnić te wiarygodne od bezwartościowych. A dochodzi do tego przecież coś takiego, jak subiektywizm w pojmowaniu „dźwięku absolutnego”. Niby chodzi o zbliżenie się do dźwięku takiego, z jakim mamy do czynienia w rzeczywistości, a jednak – z powodu niemożności idealnej rejestracji, braku wzrokowego składnika procesu odbioru muzyki (rzecz absolutnie podstawowa, bo w dużej mierze właśnie dzięki wzrokowi lokalizujemy źródła dźwięku) itp. – możemy mówić co najwyżej o przybliżeniu się do niego, o aproksymalizacji. A to oznacza, że można się zbliżać w różny sposób, że margines, w którym się poruszamy pozwala na przeróżne kombinacje wad i zalet. Stąd na podziały między producentami nakłada się wiele innych siatek klasyfikujących i porządkujących audio. Jednym z bardziej żywotnych stereotypów w to zaplątanych – a przechodzimy w ten sposób od producentów i dystrybutorów do konsumentów – jest podział ze względu na kraj pochodzenia.



Słychać ten motyw w wielu tekstach, szczególnie z lat 80. i 90., gdzie do testu, a więc rodzaju badania przez ogląd, redaktorzy często-gęsto zasiadali z góry przyjętym założeniem. Według niego urządzenia brytyjskie miały grać ciepło, środkiem i miały mieć zmulony bas, produkty z Niemiec podbitą górę i dół, francuskie „na 100%” były szybkie, przejrzyste, ale pozbawione wypełnienia, a amerykańskie imponowały dynamiką, mocą, rozmiarami i niczym więcej. To były oczywiście uogólnienia, generalizacje i jako takie częściej szkodziły niż pomagały. Myślę jednak, że te konkretne wypływały z czegoś, co rzeczywiście dało się zaobserwować. Podziały pokrywające się z granicami państw miały wynikać z pewnych cech „narodowych”, z predyspozycji danej nacji i z jej sposobu życia. Amerykanie mają najczęściej do dyspozycji potężne przestrzenie, stąd potrzeba wysokich mocy, Anglicy dysponują małymi pokojami, łatwiej więc w nich akomodować niewielkie kolumny podstawkowe itd.
Trochę w tym racji jest, jednak – tak mi się wydaje – od dłuższego czasu te podziały straciły na wartości. Raz, że świat audio jest dzisiaj podzielony zupełnie inaczej niż by to sugerował podział administracyjny, bo firmy należą najczęściej do ponadnarodowych koncernów i grup kapitałowych – NAD należy do Kanadyjczyków, Sonus Faber i Audio Research do Quadrivio SGR, Tannoy do duńskiego TC Group, a McIntosh do Japończyków z D&M Holding, żeby pozostać przy kilku przykładach. A przecież część firm jest tak naprawdę w rękach Chińczyków – KEF Audio, Quad, Audiolab, Castle itp. W jednej grupie kapitałowej są B&W Bowers&Wilkins, Rotel i Classé. Myślę więc, że trudno dziś mówić o „narodowych” firmach, przynajmniej tych dużych. Co więcej – w ostatnich dziesięciu latach dał się zauważyć wyraźny trend ujednolicający brzmienie, tj. stawiający po prostu na – dość ogólnie pojmowaną, ale jednak – neutralność (ew. naturalność – w zależności, jak definiujemy te dwa określenia). Wciąż jest miejsce na idiomatyczne podejście do urządzeń, na wyraźnie „osobny” dźwięk, ale to raczej margines, składający się na bogactwo świata audio i poszerzający możliwości wyboru, a nie jego „rdzeń”.



Jak na tym tle prezentuje się Polska, której tym razem poświęcony jest cały numer „High Fidelity”? To trudne pytanie. Trudne o tyle, że o ile wymienione wcześniej kraje mogą się pochwalić nieprzerwaną historią audio, z rynkiem hi-fi w naturalny sposób powstałym po II wojnie światowej (powszechnie dostępne urządzenia i części z demobilu, duża liczba utalentowanych inżynierów, najczęściej specjalistów od radarów, szybko rozwijająca się technika nagraniowa i pojawienie się płyty Long Play), o tyle w Polsce po 1945 roku doszło do zapaści. Podstawą wszelkiego rozwoju jest wymiana informacji, możliwość porównania – to przecież podstawowe elementy każdego testu w magazynie specjalistycznym – a tego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie było i być nie mogło. Żelazna Kurtyna w dosłowny sposób ekranowała nas, jak ogromna klatka Faradaya od wszelkich nowinek i doświadczeń. Największą bolączką, tak to ja widzę, była jednak ogromna dziura w miejscu, gdzie na zachód od Odry, a może nawet dalej, od granic Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD) znajdowały się źródła dźwięku, z czarną płytą na czele.



Ponieważ żyliśmy w społeczeństwie permanentnych niedoborów, nie było szans na pozyskanie wartościowego materiału na płyty. Dlatego większość polskich krążków z tamtego czasu to śmieci, w dość luźny sposób nawiązujące do terminu hi-fi, o hi-endzie nie wspomniawszy. Zdarzały się oczywiście wyjątki, ale jak to z wyjątkami bywa, nie one konstytuowały rzeczywistość. Problemem była również strona realizacyjna, bo często zwyczajnie brakowało dobrej taśmy magnetofonowej, dobrego sprzętu itp. Jak pokazuje przykład płyt z serii Polish Jazz umiejętności niektórych inżynierów były ogromne – mam nagrania wysokiej rozdzielczości dokonane z taśm-matek przy okazji ostatnich remasterów i wiem, co mówię. Ludzie, którzy mogli ich maestrię docenić byli jednak nieliczni, bo mało kto dysponował wysokiej klasy systemem odsłuchowym. W Polsce audio klasy hi-end było bowiem czymś w rodzaju potwora z Loch Ness, czymś o którym wiadomo, że być może gdzieś tam jest, że ktoś go widział, ale kto i gdzie – pozostaje bez odpowiedzi.



Polska, jak i inne kraje Bloku Wschodniego, produkowała urządzenia do reprodukcji muzyki. W przytłaczającej większości były to jednak niezbyt udane próby nawiązania do tego, co się działo na zachodzie lub – co gorsza (mówimy o produkcji masowej) – w Japonii. Zdarzało się czasem, że korzystano z licencji francuskich lub brytyjskich, ale niewiele z tego wynikało, ponieważ elementy, z których je wykonywano były najczęściej znacznie gorsze niż w pierwowzorze. Świeżym powiewem były produkty Radmora, firmy produkującej przede wszystkim na potrzeby wojska, a przez to lepiej wykonane, o lepszej podstawie technologicznej itp. Nie zmieniło to jednak ogólnego obrazu polskiego audio. To wciąż nienapisana historia, ale w skrócie – to oczywiście moja ocena – tak to wszystko wyglądało.
Rok 1989 i następna dekada to wybuch wolności i zachłyśnięcie się produktami i płytami z Zachodu. To także pierwsze próby stworzenia rodzimych marek audio na modłę reszty wolnego świata, tj. niewielkich manufaktur, nastawionych na maksymalnie dobry dźwięk. Jak się jednak okazało, nie był to prosty proces, bo nie mamy dziś zbyt wielu stabilnych, większych niż jednoosobowe, firm tego typu. Na myśl przychodzi mi przede wszystkim warszawska ESA. Inni albo zniknęli z rynku, albo coś tam produkują, co jednak zupełnie nie przekłada się na tzw. „obecność”. Zastanawiające jest to, że Czesi i Słowacy potrafili wykorzystać swoją szansę i na bazie Tesli, ale nie tylko, zbudowali mnóstwo mniejszych firm, które stały się znane na całym świecie – Pro-Ject, JJ, EAT, Canor (dawniej Edgar), KR Audio, Xavian i wiele, wiele innych. O Niemcach nie wspomniawszy.



Jednym z podstawowych założeń „High Fidelity” (wcześniej „High Fidelity OnLine”) była promocja ciekawych zjawisk na rodzimym rynku. Starałem się, aby najczęściej, jak to tylko możliwe pojawiały się na tych łamach informacje i testy urządzeń z Polski. „Nasi” producenci mają np. 50% zniżkę na banery, bo przecież brak kapitału to ich podstawowy problem. Numer „polski” jest więc logicznym następstwem tego podejścia. Kiedy usiadłem z długopisem w ręku (w dużej mierze wciąż jestem „analogowy” i łatwiej mi się myśli z kartką papieru niż z ekranem komputera), żeby ułożyć listę produktów, które chciałbym Państwu zaproponować, okazało się, że już przy pierwszym podejściu nie zmieściła się co najmniej połowa z nich. A na drugi dzień miałem kolejną dziesiątkę, o której wcześniej nie pomyślałem. Dlatego też, zaraz na początku przyszłego roku, powrócimy do tematu i przygotujemy kolejny „polski” numer. W ostatnich latach nastąpiła bowiem swego rodzaju mobilizacja sił i środków i pojawiło się wiele ciekawych firm oraz produktów Made in Poland. Co więcej – w firmach istniejących od dłuższego czasu doszło do kumulacji doświadczeń i powstały urządzenia i kolumny o dźwięku najczęściej lepszym od tego oferowanego przez zagraniczną konkurencje, a często absolutnie topowego. Myślę przede wszystkim o Ancient Audio (stąd na okładce tego wydania HF jej właściciel i konstruktor), Harpii Acoustics i Gigawacie, ale nie tylko. Problemem części firm wciąż jest stylistyka i wykonanie, ale Gigawatt pokazuje, że przy odpowiednim nakładzie sił i środków można się z tym uporać w sposób, który wprost zapiera dech w piersiach.
Wybór urządzeń do numeru Polish Story jest arbitralny, tj. starałem się tak wszystko ułożyć, żeby wydanie było możliwie urozmaicone i ciekawe, jednak podstawowym kryterium było kryterium jakości dźwięku i wykonania. Jak mówię, część firm po prostu się nie zmieściła, część nie była w stanie na czas dostarczyć gotowych, skończonych produktów, a części po prostu nie znam. Takie życie…

*„Wojna wszystkich przeciwko wszystkim” (łac.) – Thomas Hobbes



WYPRZEDAŻ RODZINNYCH SREBER

Jak każdy system audio, tak i mój ewoluuje i co jakiś czas jestem zmuszony wymienić którąś jego część. Bolesny to proces, ponieważ niezwykle kosztowny, jednak jego trudy wynagradzane są przez coraz lepszy dźwięk. W związku z tym co jakiś czas mam do zaoferowania produkty, które zastępuję ich droższymi odpowiednikami. Nie jest łatwo mi się z nimi pożegnać, ponieważ to wybrane po długich poszukiwaniach, ukochane elementy, takie, którym mogę zaufać, jednak coś z nimi muszę przecież zrobić, prawda? Dlatego też chciałbym zaproponować Czytelnikom „High Fidelity” listę rzeczy do sprzedania. Ufam, że trafią w dobre ręce (kontakt: opinia@highfidelity.pl):

  • przewody głośnikowe Velum LS-G, test TUTAJ. To dla mnie referencyjne przewody, genialny wstęp do świata wysokiego hi-endu. Dopiero moja tara Labs Omega Onyx zmusiła mnie do pozbycia się ich. Stan – dobry, do wymiany są widły. Proponowana cena: 5000 zł.
  • inrerkonekt RCA Velum NF-G SE (1 m), test TUTAJ - to samo, co powyżej, korzystałem z tego zestawu przez trzy lata, nigdy mnie nie zawiódł. Precyzja, przejrzystość, potężny bas. Proponowana cena – 3000 zł.
  • interkonekt Wireworld Gold Eclipse 52 (1 m), test TUTAJ. Proponowana cena: 4000 zł.
  • amplituner AV/odtwarzacz DVD-A/SACD, wszystko w jednym, Arcam Solo 5.1. Stan idealny, nowy transport. Proponowana cena: 6000 zł.
  • kolumny Davis Nikita, test TUTAJ – fenomenalne, duże kolumny podstawkowe w pięknej obudowie. Proponowana cena: 5000 zł. link.
  • najprawdopodobniej także wzmacniacz Leben CS300 – ukochany, przepięknie brzmiący produkt. Test TUTAJ (5000 zł).
  • odtwarzacz Ancient Audio Lektor Prime, model zrobiony specjalnie dla mnie, ze stosowną tabliczka „Hand Made for High Fidelity OnLine” i z podpisem konstruktora. Wprowadzone wszystkie apgrejdy, gniazda topowe Furutecha, nowy napęd. Cena – 20 000 zł (nowy 36 000 zł).
  • przewody sieciowe Oyaide Tunami Nigo (1,5 m) z wtykami Oyaide P/C046 – cena: 2000 zł.
Wojciech Pacuła
Redaktor naczelny




Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show