pl | en

No.64 sierpień 2009
RZETELNOŚĆ A SPRAWA AUDIO



Saul B. Marantz, Nelson Pass, Mark Levinson, czy wreszcie Frank H. McIntosh, to nazwiska, które zmieniły się w marki i waśnie jako nazwy firm są dzisiaj kojarzone. To nie był łatwy i szybki proces, a raczej żmudne dochodzenie do pewnego celu. Firmie McIntosh, obchodzącej w 2009 roku swoje 60. urodziny, to się udało, mimo zmian właścicieli i wielokrotnych zmian paradygmatu audiofilskiego w świecie audio. Jej przykład jest niezwykle inspirujący i choć nie ze wszystkimi poglądami jej szefów i inżynierów się zgadzam, to jednak z niezwykłym szacunkiem podchodzę do ich zdania i poglądów. A najważniejsza jest w tym wszystkim rzetelność, granie fair w stosunku do klientów, niesamowita dbałość, długowieczność oraz inżynierskie podstawy pod tym wszystkim. Jest coś w tym, że można dojść do niezłych wyników, bazując jedynie na swoim słuchu, jednak w dużej mierze to wynik szczęśliwego zbiegu okoliczności. I trudno taką firmę rozwijać. Dlatego inżynieria to podstawa. Ciekawe, ale dokładnie w ten sam sposób działają takie firmy, jak Accuphase czy Acrolink, którym udało się dojść do niezwykłych wyników bez audiofilskiego bicia piany i bez „czarnej magii”. Dlatego też postanowiliśmy 60. rocznicę powstania Maka uhonorować w szczególny sposób, poświęcając mu cały numer. Rzecz planowana od dawna, wreszcie doszła do skutku i to chyba w najlepszym momencie. Viva la McIntosh!



Rzetelność i uczciwość to zalety w audio kluczowe, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę prasę audio. Lektura ulubionego pisma to przecież coś wyjątkowego, szczególnego i nawet ja, pracujący od wielu lat po „drugiej stronie”, mam swoje ukochane tytuły, na które oczekuję równie niecierpliwie, jak mój syn na „CD Action”. Są to amerykański „Stereophile”, brytyjski „Hi-Fi Plus” oraz japoński „Stereo Sound”. Czytam oczywiście „The Absolute Sound”, „Hi-Fi News” i „Hi-Fi Critic”, ale bez emocji. Dlatego też zmiany zachodzące w jednym z przywołanych pism – „Hi-Fi Plus” – są dla mnie szczególnie interesujące. Jak już kiedyś wspominałem, wraz z numerem 64 nastąpiła zmiana redaktora naczelnego pisma, wymuszona przez nowego właściciela, Absolute Media (UK), wydawcę m.in. „The Absolute Sound”. Pisałem, że życzę wszystkiego najlepszego i mam nadzieję, że nic się w piśmie nie zmieni, ponieważ, jak dla mnie, takie, jakie było, było idealne. Wprawdzie po przejęciu HF+ spadła jakość papieru (zmiana drukarni) i w związku z tym druku, ale przeżyłem to. Najnowszy numer (Issue 65) przynosi jednak zmiany, które nie wróżą na przyszłość zbyt dobrze. Przede wszystkim widać dążenie do maksymalnego obcięcia kosztów. O drukarni już wspomniałem, teraz muszę dodać do tego rezygnację – w znaczącej części – z wykonywanych samodzielnie, genialnych zdjęć i korzystanie wyłącznie ze zdjęć firmowych. Podobnie działa „Hi-Fi Critic”, ale to od początku było wydawnictwo niszowe. Natomiast główną siłą HF+ był jego wygląd – nieprzesadzony i smakowity. Druki krok to zwolnienie wielu piszących do pisma autorów, np. Paula Messengera, redaktora „Hi-Fi Choice” i redaktora naczelnego HFCr. Także dział muzyczny to już coś innego, ponieważ recenzje przygotowują redaktorzy „The Absolute Sound”. I jeszcze brak rysunków Dave’a Daviesa i Dave’a Ayresa, które znakomicie urozmaicały pismo. Dodajmy do tego rezygnację z bardzo dobrych felietonów, lekką zmianę layoutu i okaże się, że sporo się zmieniło. A do tego testy… Być może się mylę, to tylko taka impresja, ale testy straciły gdzieś głębię i wszechstronność, są pozbawione pazura i po prostu wydają mi się płytkie, niewystarczające. Czyżby moje uprzedzenia? Pewnie też, ale chyba coś w tym jest. Bardzo się martwię o przyszłość HF+, bo jak tak dalej pójdzie, to stracę ukochaną lekturę. Jak mówię: najważniejsza jest w tym wszystkim rzetelność i uczciwość. Jeśli uda się je utrzymać, to w każdej sytuacji będzie dobrze, więc może i ten magazyn wyjdzie na prostą.







Z tych dwóch powyższych, krótkich historii wynika jeden ważny wniosek: audio nie lubi rewolucyjnych zmian i jest niezwykle konserwatywne. Dlatego też ruch, który wykonaliśmy – myślę o „High Fidelity” – pod koniec zeszłego miesiąca jest tak naprawdę skokiem w ciemno. A chodzi o zmianę layoutu pisma. Zapewne to Państwo zauważyli, nie da się nie zauważyć, że redagowany przeze mnie magazyn wygląda kompletnie inaczej niż wcześniej. Do nowej szaty graficznej przygotowywaliśmy się od ponad roku, jednak najpierw propozycje wyglądu nam się nie do końca spodobały, a potem wiele pracy włożyliśmy w to, aby wszystko było jak najlepiej przemyślane i na pozostało długo, przynajmniej tak długo, jak poprzednio. Przypomnę, że starszy layout działał przez pięć lat i dwa miesiące, co jest niezwykle długim okresem. Wszyscy – i Państwo, i ja – przyzwyczailiśmy się do poprzedniego wyglądu, który był prosty, funkcjonalny i przez długi czas z powodzeniem spełniał swoje zadanie. Wprowadzane poprawki, takie jak dodanie okładek, zmiana loga i zmiana formatu okładki i pomniejsze udogodnienia pozwalały odroczyć to, co było nieuniknione.



Nowa oprawa graficzna ma bowiem za zadanie ułatwić czytanie, zwiększyć ilość zdjęć w testach, uporządkować artykuły, a także rozlokować banery tak, żeby nie przeszkadzały w nawigowaniu, jak wcześniej niestety się zdarzało, a jednocześnie lepiej spełniały swoją rolę, tj. lepiej reklamowały firmy dystrybucyjne, producentów i sklepy. To przecież te one utrzymują wszystkie pisma specjalistyczne, w tym HF, i to dzięki nim otrzymują Państwo co miesiąc nowe artykuły za darmo. Myślę, że to nam się udało. Jestem pewien, że po pierwszym szoku i dezorientacji pokochają Państwo nowy wygląd tak, jak stary i docenią jego zalety. Dziękujemy wszystkim z Was za uwagi – pochwały i krytyczne – obiecuję, że wszystkie przemyślimy i rozważymy, a także, o ile to możliwe, wprowadzimy najistotniejsze poprawki. Jedna już powinna się pojawić – wielu Czytelników prosiło o możliwość przygotowania wersji do druku, ponieważ często nie ma czasu, albo nawet siły, żeby po pracy patrzeć jeszcze w ekran komputera. Ponieważ nie ma takiej możliwości, żeby to była kopia tego, co jest dostępne on-line, proponujemy tekst w PDF-ie w formie, w jakiej otrzymuje go grafik. Także kilka innych, mniejszych, usprawnień udało się już zastosować.
Przepraszam wszystkich tych, dla których nowy layout jest problematyczną zmianą. Wszystko się jednak zmienia i my też musimy. Ważne, żeby zachować ciągłość i żeby wszystko było coraz lepsze. Dziękuję Wam za wierność, za dobre słowo i wsparcie – bez Czytelników pismo jest po prostu martwe.





Wojciech Pacuła
Redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show